Dodaj do ulubionych

Myslovitz plus Lili Marlene, Wrocław 7 III

07.03.05, 23:32
Problemem zespołu Lili Marlene jest wokalista, bedący ponoć jego liderem.
Problemem jest też niestety to, że zespół ten nie ma nic do powiedzenia w
kwestii tekstowej. I występ w dużej hali IASE, gdzie słychać jednak wyraźnie,
obnażył prawdę przykrą dla tego zespołu. Jeśli ktoś podnieca się tego typu
graniem, to musi pamiętać że tak się już grało ponad 20 lat temu - z tym, że
z większym wykopem. To mniej więcej tak, jakby ktoś chciał grać jak ZZ Top
obecnie i się z nimi ścigać w ich kategorii. Największą indywidualnością w
Lili Marlene jest pan w okularach, grający na basie/gitarze. I tego pana
należy obserwować w przyszłości - bo od na pewno ma coś ciekawego do
przekazania innym.
Teraz o Myslovitz. Złośliwie mógłbym napisać, że na początku zespół wykonał
kompozycję "Mickey". Po czym wykonał ją raz jeszcze. I jeszcze raz. W ogóle
zespół do pewnego momentu wyłącznie grał kompozycję "Mickey". A teraz
poważniej. To był koncert dla tych słuchaczy Myslovitz, którzy wiedzą,
że "Kid A" jest najlepszą płytą Radioheadsmile)). Chłopaki zaszokowali
wrocławską publiczność tym, że nie zagrali ani jednego kawałku nie pasującego
do klimatu swojej ostatniej studyjnej płyty. Oni już po prostu nie muszą
grać, tego czego nie chcą już grać. Chyba, że ktoś im zapłaci sporo, a czasu
jest mało, wtedy kto wie... Był to jeden z najbardziej przemyślanych
koncertów polskiego zespołu, jaki oglądałem. Można się czepiać, czy
koniecznie muszą aż tak bardzo odjeżdzać w swoim odlocie na prog rockową
psychodelię. Tak, tak. Z tym co Myslovitz robi obecnie na koncertach, bliżej
im do eksperymentów Steve'a Hillage choćby niż, jak ciągle niektórzy mogą
myśleć, do britpopu z połowy lat 90-tych. Warto wspomnieć o oprawie wizualnej
koncertu, bo to naprawdę zero kompleksów w stosunku do świata. Jedna złośliwa
uwaga - drogi Jacku: czy naprawdę godzi się zmieniać te Fender Jazz Bassy w
prawie każdym kawałku? Ja rozumiem, że dla Ciebie FJB z roku 1974 to coś
zupełnie innego niż FJB z roku 1975, ale kto to w ogóle zauważa? No i to zero
empatii w stosunku do tych, którzy mają tylko jednego FJB, a nie pięć!
Najlepsze momenty koncertu - prawie godzinny set z ostatniej płyty, jak
zwykle "Myszy i ludzie" oraz chyba premierowa piosenka przed bisami.
Gdyby Myslovitz grał np. przed Mercury Rev, to dla tych drugich było by
autentycznie niebezpieczne.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka