Dodaj do ulubionych

Miłość do muzyki?

02.05.05, 18:09
Ponieważ to forum muzyczne, stwierdziłam, że wątek jest w sam raz odpowiedni,
by założyć go w tym miejscu. Zastanawia mnie fenomen ludzi piszących o
muzyce. Ludzi słuchających muzyki i piszących o niej, jest naprawdę dużo.
Lecz ludzie słuchający muzyki dzielą się dla jednych na ludzi słuchających
muzykę, dla innych, tych drugich, na ludzi odłuchujących muzykę. Bardzo dużo
z osób odsłuchujących muzykę pisze o niej bardzo, bardzo duzo. Zazwyczaj nic
takiego, co rzeczywiście o danej muzyce napisać by należało,ponieważ
słuchający ją przysłuchują się jej tylko pobieżnie, bez zapatrzenia w tekst,
czyli pomysł autora, który komponując się z muzyką tworzy coś, czego
poszukują ci pierwsi, wsłuchujący się w muzykę, czyli kwintesencję muzyki.
Kwintesencja muzyki może być dla nich czymś, co trudno uchwycić bezpośrednio,
stykając się z muzyką tylko w sposób odsłuchujący. Odsłuchiwanie muzyki
polega na czymś, co stosują odsłuchujący, czyli na potraktowaniu muzyki/-
wykonawcy w sposób bardzo bezpośredni, czyli z góry zakładając, iż danego
zespółu/- wykonawcy muzyki nie jest w stanie wysłuchać w odpowiednim
skupieniu, toteż nieprzychylne nastawienie jest dla niego podstawą wyrabiania
opinii i nosnikiem informacji- nieprzychylnych i negatywnych- przekazywanych
innym, polecając im tym samym taką samą postawę odbiorczą w stosunku do
danego zespołu. I tutaj zastanawa mnie pewna myśl, która głosi, że
najtrudniej jest opisać swój zachwyt nad danym wykonawcą lub zespołem.
Dlaczego? Czy dlatego, że tak trudno jest nam przekonać się do tego, by
sięgając po nowy album lub produkt zespołu wychodzic z założenia, że może
okazać się czymś, czego poszukiwalismy i w pewnym stopniu/-lub do pewnego
stopnia zaspokoic nasze wobec tego oczekiwanie? Dlaczego tak łatwo jest
powiedzieć po prostu, że dana muzyka jest do bani. A może do bani są ci
rozpisujący się i muzykę odsłuchujący, którzy mają negatywne nastawienie do
jakiejkolwiek muzyki, zanim włączą "play"?
Obserwuj wątek
    • Gość: vince Re: Miłość do muzyki? IP: 172.25.251.* / *.134.4-194.clta.globetrotter.net 02.05.05, 19:35
      mam wrazenie, ze dotykasz interesujacych kwestii, ale sposob w jaki je wyrazasz
      jest troche zbyt zawily, przynajmniej jak dla mnie.
      Jesli bylabys w stanie to zredagowac w nieco mniej skonwolutowanym stylu to
      sadze, ze byloby wiecej chetnych do dyskusji.
      • pdh6 Re: Miłość do muzyki? 05.05.05, 21:31
        Zbyt zawiły wink, kwestie najbardziej mnie frapujące wyjaśniłam niżej, w
        podpunktach. Ale masz rację, został chyba jeszcze jeden pominięty podpunkt
        bezpośrednio łączący się z tematem wątku : czy miłość do muzyki nakazuje
        ludziom krytykować muzykę?
        Nie jestem osobą, która narzuca innym swoją opinię. Kazdy, kto zechce
        przeczytac wątek i wyrazić w nim swój udział za pomocą umieszczenia w nim
        swojej opinii sam powinien według własnego "widzimisię" odnieść się do tego co
        przeczytał i według własnego "widzimisię" ustosunkować do tematu. Na tym chyba
        polega dyskusja. Kawę na ławę można by gdzie indziej, w przedszkolu, wtedy
        sprawa byłaby prosta i nie byłoby dyskusji, a na forum dyskusyjnym chodzi o to,
        by dyskusja była.
        A może wątek powinny poprowadzić osoby, które załapały początek i który wydaje
        im się na tyle klarowny, by w jego temacie nie miały problemu z wypowiedzeniem
        się? Proponowałabym nawet jedną osobę, która sama stwierdziła, że początek
        napisany jest przystępnie. Wątpię jednak, by wiedziała, że to o jej opinii
        mowa.
    • Gość: As Re: Miłość do muzyki? IP: *.vline.pl / *.rev.vline.pl 02.05.05, 19:38
      Wywód mętny i niejasny, a początek zapowiadał się ciekawie.
      • pdh6 Re: Miłość do muzyki? 05.05.05, 21:22
        wybacz Asie, to co sam napisałeś w komentarzu do mojego tekstu, można uznać za
        komntarz mętny i niejasny. Bo co tutaj jest mętne i niejasne? To, że napisałam,
        iz ludzie dzielą się na:
        1)ludzi słuchajacych muzykę i ludzi muzykę odsłuchujących
        2)zazwyczaj- nie uogólniam, daleka jestem od uogólniania- ludzie odsłuchujący
        muzykę, mają do niej właśnie takie podejście- odsłuchać , skomentować, postawić
        kropkę, tudziez wykrzyknik, by podkreślić wartość swojej wypowiedzi na temat
        muzyki, którą skomentowali po odsłuchaniu. Mam na myśli ludzi uznających się za
        znawców i śmiało dających temu wyraz.
        3)następnie pisałam o podejściu do muzyki. Zwróciłam uwagę na trudność, jaką
        sprawia pozytywne nastawienie do muzyki, które znacznie ułatwia wyważenie
        opinii na temat danej muzyki, ponieważ subiektywni znawcy zostali przeze mnie
        skrytykowani za zbyt subiektywne podejście ich opinie są przynajmniej dla mnie
        mało znaczące
        4)na koniec postawiłam pytanie- dlaczego tak im trudno nie oceniać jej przez
        pryzmat swoich emocji,które muzyka w nich wywołuje. Skoro nastawieni są
        nieprzychylnie do muzyki zanim ją usłyszą można przypuszczać , że emocje, które
        muzyka w nich wywołuje będą niepozytywne. Dlaczego jest im trudno zmienić do
        muzyki nastawienie? Mam na myśli oczywiście osoby, które w swoich osądach
        kierują się wysoce_zawyżoną samooceną.
        Jest to wątek dla tych, którzy lubią sobie popisać i poroztrząsać sprawy. Nikt
        nikogo nie wyprasza ani nie zaprasza tym bardziej, zwłaszcza, jeśli do
        powiedzenia ma kilka niejasnych słów. No bo co to znaczy- wywód? To nie jest
        żaden wywód, napisałam to, co w danej chwili uważałam za stosowne, by w wątku
        znalazło się i ułatwiło lub naswietliło lub pomogło uchwycić sens tematu.
        Niektórzy temat podchwycili. Najwidoczniej oni zrozumieli o co chodzi.
    • Gość: braineater Re: Miłość do muzyki? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.05.05, 20:59
      Gdybyś precyzyjnie sformułował różnice pomiędzy 'odsłuchiwaniem'
      a 'słuchaniem', to dyskusja by się mogła ciekawie rozwinąc. Bo co znaczy
      odsałuchiwanie? Że np w trakcie słuchania jadę rowerem albo czytam ksiązkę? Bo
      to robie praktycznie ciągle i jakoś nie widzę różnicy w moim odbiorze muzyki
      (przy rowerze fakt, głosne dyszenie czasami mi zakłóca prawidłowy odbiórsmile.
      Pisac mi się tez o muzyce zdarza, z tym że z jednym zastrzeżeniem - raczej nie
      pisze o tym co mi się nie podoba bo nie widze sensu takiego pisania, bo mówiąc
      prosto, zje..ie jakiejkolwiek płyty, nawet genialnej, jest zajęciem nie
      wymagającym żadnego wysiłku intelektualnego a wywołuje niepotrzebne spory z
      ludźmi, którym dany materiał akurat się podoba. Mogę powiedzieć (As nie bijsmile,
      że Faith no more mi się nie podoba ale to tyle, nie zamierzam twierdzić że to
      szit, łajno albo muzyka dla głuchych - bo po co obrażać?
      Pozdrowieniasmile
      • pdh6 Re: Miłość do muzyki? 05.05.05, 21:43
        Od odsłuchujących muzykę osób aż roi się na tym forum i dlatego narzeka się, że
        jest na nim nieciekawie. Słuchające muzykę osoby nie wypowiadają się na forum
        pośród osób odsłuchujących muzykę, aby nie narazić się na niepotrzebne
        strzępienie klawiatury, ponieważ osobom tym znana jest ich własna opinia na
        temat muzyki (zazwyczaj rózni się ona od skrajnych opinii osób, które słuchają
        sobie muzyki i piszą o niej w sposób lekceważący), oraz pomiędzy tymi osobami
        ich opinie znane są wzajemnie, a osobom, którym swoja opinia na temat muzyki
        nie wystarcza i sięga po opinie innych, opinia osób słuchajacych, czyli
        nazwijmy to jasno -znających się na muzyce- jest obojętna, czy wręcz szkodząca
        ich własnemu spojrzeniu /-osądowi na daną muzykę. Ośmielam się więc stwierdzić,
        że osoby, które przebywają na tym forum na muzyce nie znają się- chociaż nie
        dotyczy to wszytskich osób piszących negatywne opinie, jednak większość z nich
        pisze bardzo skrajne wnioski. I temat ten można uznać przeciwko osobom, które
        porządne forum zmieniają w wysyp opinii skrajnych i negatywnych "z zasady".
        Protestuję.
    • Gość: Modway Re: Miłość do muzyki? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.05.05, 22:54
      Wow...Niezły wywód;]
      Wydaje mi się, że rozumiem, o co Ci chodzi, jednak sama ujęłabym to nieco
      inaczej... W tym, co piszesz jest dużo racji. Mówisz o powierzchownym słuchaniu
      muzyki, to znaczy o nie wsłuchiwaniu się w daną muzykę, w słuchaniu jej
      pobieżnie i bardzo szybko, bez zgłębiania faktycznego przesłania kompozytora...
      Myślę jednak, że taki sposób 'traktowania' muzyki odnosi się niemal wyłącznie
      do ludzi słuchających techno lub inną tego rodzaju siekę [nie chcę nikogo
      urazić; moje zdanie]. No bo jak wsłuchać się w łomot?? Nie wspominając już o
      tekście, którego zresztą zazwyczaj nie ma. Jest jeszcze kwestia "przebojów".
      Jestem miłośniczką muzyki przez duże M [nie będę się rozpisywać, co to oznacza;
      powiem tylko, że techno, pop, hip-hop, a nawet metal i inne tego typu wynalazki
      odpadają]. Rozmawiając z ludźmi kochającymi, albo inaczej - czującymi muzykę w
      sposób podobny do mojego, dochodzę do wniosku, że bardzo często utwór, który od
      razu wpada nam w ucho i wręcz trudno sobie wyobrazić, co mogłoby nam się w nim
      nie podobać, przestaje nam się podobać po bardzo krótkim czasie; więcej,
      dosłownie nie możemy tego słuchać. Tak dzieje się często w przypadku przebojów
      popowych itd., przebojów tzw. "jednego sezonu" albo jeszcze krócej...Ale nie
      tylko. Natomiast zdarza się równie często, ze słysząc coś pierwszy raz, po
      prostu nie możemy znieść tych dźwięków...Dopiero później, gdy [jeśli] sami
      sięgniemy po to raz jeszcze, coś w tej muzyce zaczyna nas intrygować...I tak, z
      każdym kolejnym odsłuchaniem bardziej kochamy daną muzykę. To jest chyba jedno
      z najpiękniejszych doświadczeń, jakich dostarcza nam Muzyka. Muzyka przez duże
      M. No bo...jakoś nie mogę sobie wyobrazić podobnego zgłębiania utwórów Britney
      Spears czy innych tego typu "artystów"... Nie chcąc nikomu ubliżyć - po prostu
      NIE DA SIĘ. Koniec kropka.
      Dlatego droga pdh6, postaraj się może sprecyzować, czy Twoja teza uderza w
      rodzaje muzyki [wielbicieli rodzajów muzyki], czy też mówisz ogólnie o ludziach
      słuchających...odsłuchujących...cokolwiek:]
      Pozdrawiam
      • Gość: pegasus Re: Miłość do muzyki? IP: *.zaw.net.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 05.05.05, 18:38
        co ty mozesz wiedziec o muzyce techno i jej fanach!!! uncertain
        naprawde czlowieczku malo wiesz, wiec sie lepiej o tym nie wypowiadaj...
        • Gość: Modway Re: Miłość do muzyki? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.05, 20:09
          ...Buahsmile))
          Coś wiem, bo znam ludzi słuchających tej muzyki. Niektórzy z nich sa moimi
          znajomymi, ale to wyjątki; jak wiadomo wyjątek jest potwierdzeniem regułysmile
          Poza tym nie mówię o wszystkich ludziach słuchających tego typu muzyki, ale o
          najbardziej widocznych jej przedstawicielach, o których moje zdanie już znaszsmile
          Nie traktuj tego jak atak.
          Pozdr
      • grrrg Re: Miłość do muzyki? 05.05.05, 21:43
        Duże M jak Megalomania? wink
      • pdh6 Re: Miłość do muzyki? 05.05.05, 22:32
        Ile da się, o tym jeszcza sama będziesz mogła przekonać się, sama tego nie
        doświadczyłam, jednak patrząc na coraz większą popularność muzyki techno, a
        przynajmniej na jej w pewnym momencie większą popularność (podbój dyskotek i
        wszelkiego rodzaju pubów, w których to miejscach bardzo chętnie puszczano
        szybkie rytmy)można przypuszczać, że dużo łagodniejsza muzyka, jaką wykonuje
        Britney cieszyć się może wsród słuchaczy preferujacych inne brzmienie niz
        muzyka techno nie mniejszym powodzeniem, niż muzyka techno wśród swoich
        wielbicieli. Oczywiście, muzyka techno to nazwa umowna dla wszystkich
        dudniących rytmów (-techno dance, dance techno, czy jakichkoilwiek innych z
        techno końcówką), muzyka techno i każda muzyka, z którą się wiąże
        przypuszczalnie ma mniejsze grono odbiorców, niż na przykład muzyka typu
        Britney, czy diametrlanie różniąca się i skrajnie różna od muzyki Britney, ale
        jakże szlachetna-muzyka metalowa.
        Kwestii muzyki przez duże M nie ma potrzeby wyjaśniać, dla każdego znaczy co
        innego. Dla technomana bedzie to techno. Dla pop miłośniczki muzyka Britney.
        Dla Ciebie nie bedzie to ani mzuyka hip-hopowa ani żadna, którą przytoczyłaś
        powyżej. Kwestia muzyki przez duże M to rzecz umowna, podobnie jak rodzaj
        emocji, którą wywołuje muzyka, i którą nazywa się miłością do muzyki. Nie ważna
        jest jednak miłość do muzyki w obliczu tego, jaką mamy opinię o niej, zanim
        jeszcze posłuchamy jej od początku do końca. Nie ważna jest wtedy rola, jaką
        odegra, kiedy odsłuchujemy ją, jeśli z góry skarzemy na swoją negatywną opinię
        i określimy jasno wszem i wobec i w sposób,jaki często ma miejsce na forum.
        Wystarczy tylko podejrzeć opinie co bardziej rozgorączkowanych komentujących.
        Bardzo rzadko natknąć się można, by wypowiadający się kierował się kulturą,
        chociaż pewnie zupełnie niepotrzebnie wkraczam już w zarzewia dyskusji na dany
        temat, która w krótkim czasie zmienia się w jatkę między jej uczestnikami. To
        takze świadczyć może o tym, że rozpoczynający dyskusję na dany temat muzyki
        rozpoczynają ją po to, by w bezpardonowy sposób wyrazić swoją opinię i pokłócić
        się po swoim trzecim wpisie. Nie jest to więc sytuacja o której piszesz, a
        która moze świadczyć o miłości do muzyki- odsłuchiwanie muzyki może dostarczać
        nam coraz więcej przyjemności zarówno przy pierwszym odsłuchiwaniu jak i przy
        kolejnym, a nawet entym odsłuchiwaniu tego samego utworu, bo mimo tego, że jest
        to ten sam utwór, to przecież to co wpływa na to w jaki sposób daną muzykę
        odbieramy, zmienia się. Nic nie jest takie samo przez taki sam czas. Nawet
        upodobanie do muzyki, o którym piszesz, decyduje, który utwór podoba Ci się
        tego dnia, a który będzie podobał Ci się jutro czy pojutrze. Nie wprowadza
        Ciebie to jednak w nastrój skory do kłótni z tego powodu, ze utwór który
        podobał Ci się wczoraj, już dzisiaj nie podoba Ci się i dlatego uważasz, że
        jest taki, że powiesić się tylko na nim. Prawda?
        Z kolei słuchający muzyki, czyli potrafiący ją docenić, bo interesujący się
        całokształtem twórczosci danego wykonawcy potrafią do tego samego wykonawcy i
        jego nowych pomysłów podchodzić z niezmiennym zainteresowaniem i nawet z
        aprobatą. Nie interesują ich zażarte, przepojone zjadliwymi uwagami o danym
        artyście dyskusje. Na ich podejście nie ma wpływu przeczytanie opinii osoby,
        która uważa wyrażenie swojej opinii za konieczne i natychamistowe i jak
        najbardziej zjadliwie. Dla nich muzyka jest czymś kojącym, czymś co potrafi
        sprawić, że zapomną o tym, że na temat muzyki można w ogóle rozmawiać. Nie jest
        dla nich tematem pierwszorzędnych dyskusji. Tematem pierwszarzędnych dyskusji
        jest dla nich natomiast- co zrobić, by zapobiec szerzeniu się na przykałd
        ignorancji i aroganctwa na forum. Od wątków przepełnionych podobymi emocjami
        trzymają się z daleka.
        Chyba wyjaśniłam róznice między odsłuchującymi a słuchającymi. Po szerszy
        zakres informacji na ten temat, na temat wątku ogólnie,odsyłam wyżej.
        Pozdrawiam również.
    • Gość: maryn Re: Miłość do muzyki? IP: *.ols.vectranet.pl / 62.29.133.* 02.05.05, 23:53
      no tak.sa rozne rodzaje muzyki,rozne wymagania,rozne gusta.i wlasnie czesto
      jest tak ze to co w jakims okresie zycia nie podoba nam sie,jakis czas pozniej
      odkryte wtornie nabiera innego znaczenia.intryguje jak to okreslila modway...mi
      sie wydaje ze muzyka jest bardzo indywidualna sprawa bo kazdy inaczej czuje.dla
      kazdego jest ona czyms innym.az dziwne jest to jak bardzo sie miedzy soba
      roznimy choc przeciez jestesmy tego samego gatunku.troche ciezko sie polapac w
      tej wypowiedzi pdh6 dlatego nie wiem czy w ogole na temat pisze:] ale zgadzam
      sie z tym ze nie mozna z gory zakladac ze cos jest do bani.na wstepie samym
      wiedziec juz czy cos sie podoba czy nie nawet tego nie sluchajac...tylko...to
      teoretycznie sie z tym zgadzam.w praktyce wyglada to troche inaczej.nie
      potrafie czuc hiphopu jakikolwiek by on nie byl.nie rozumiem go,nudzi mnie i
      meczy.ale przyznam ze zdarza sie-choc rzadko-ze slowa sa calkiem sensowne.w
      roznych gatunkach lubie rozne rzeczy.rozna muzyka wzbudza we mnie rozne
      emocje.i to jest wlasnie piekne.ta roznorodnosc...i to jak muzyka wplywa na
      nastroj i zycie.od dolka do euforii.to chyba najskuteczniejszy i najlepszy
      narkotyk.sporo jest smiecia w muzyce niestety bo do tego fachu zabieraja sie
      ludzie ktorzy sie na tym nie znaja czasem...ale to tak na marginesie.chcialam
      jeszcze powiedziec tylko ze nie zawsze wazne sa w muzyce slowa.ale to chyba
      wiadomo.czasem sa tylko pretekstem.czesto kiepskie slowa przeszkadzaja we
      wlasciwym odbiorze muzyki ale czasem sa kompletnie nieistotne.roznew wymagania
      muzyczne.jedni sa wybredni inni maja dosc rozbudowane gusta muzyczne.i trudno
      miec pretensje o te subiektywne i czesto w odczuciu innych niesprawiedliwe
      sady.troche szkoda w sumie...
      • pdh6 Re: Miłość do muzyki? 05.05.05, 22:47
        Wydaje się, że zrozumiałaś/-es prawidłowo. Nie można z góry zakładać. Nawet
        tego, że muzyka- odwracając temat do góry nogami- spodoba się nam, jednak warto
        mieć chyba nieco pozytwniejsze nastwienie od negatywnego? Zawsze jest pretekst
        do mniejszego rozczarowania się muzyką, w sumie można powiedzieć "muzyka jak
        muzyka. nie oceniam jej pod wpływem swojego nastroju, a nastawienia". Na to
        warto zwrócić uwagę, przy wydawniu swojej opinii. Nastrój zazwyczaj bywa bardzo
        nietrwały, natoamiast muzykę można przewijać i puszczać, puszczać i
        przewijać...Dlatego nie piszę o nastroju na muzyke, ale o nastawieniu się na
        nią, o nastawieniu do niej. Bez wpływu na to, jaka będzie przed
        włączeniem "play", nie zmieni to naszego podejścia względem muzyki, względem
        muzyki jako całoksałtu. Bo piszę o muzyce jako całokształcie i abstrachuję od
        dzielenia jej na gatunki, teksty, ścieżki dźwiękowe.
        Swoją drogą, chyba nikt po muzykę nie sięga bezwiednie? Jest coś, co kieruje
        nas w stronę muzyki tej, a nie innej. Ciekawa jestem, od czego to nakierowanie
        zależy, nie dla wszystkich słowa w tekście przedstawiają taką samą wartość, jak
        linia melodyczna, sama zwracasz uwagę, że nie to jest najwazniejsze.
        • braineater Re: Miłość do muzyki? 05.05.05, 23:04
          czołem pdhsmile
          Wreszcie rozjasniłaś nieco wątek i moge się więcej poprodukowaćsmile
          Wydaje mi sie, tak jak podejrzewam i tobie, że nie ma co podchodzić do muzyki,
          a zresztą do każdej chyba sztuki, z jakimś z góry określonym nastawieniem. To
          jest przyzwyczajenie, nader ciężkie do pozbycia, bo wiadomo, że jeśli jakas
          płyta danego wykonawcy ci nie podeszła, to raczej cięzko będzie wziąść nań
          kredyt zaufania, gdy wypuści nowy album. Ale zawsze chyba warto choćby dac
          jedną szansę na spokojne przesłuchanie materiału, próbę zrozumienia czemu ci
          kolesie grają tak a nie inaczej i ewentualnie spróbować zrozumieć, czemu mi
          akurat się to nie podoba. Groźne w tym jest, że z wszystkich stron dostajemy
          zaestawy gotowych odpowiedzi w stylu "Britney to muza dla lasek w
          różach" "Metalica to ch..ówa, czysta komercha" itp (przykłady takie raczej
          luźne, nie z moich uprzedzeń) Dośc często w związku z tym, pojawia się
          wewnetrzny przymus przyklaśnięcia takiej opinii, dopisania swoich 3ch groszy do
          pogrążenia danego artysty. Tylko, że ja w sumie nie wiem po co. Nie podoba mi
          się coś, to to kompletnie olewam, nie produkuję się, że to złe i fe, że nudne i
          nijakie, tylko idę sobie poszukac jakiejś muzy, która mnie kręci i którą będę
          mógł szczerze pochwalić. Oczywiście odchył w drugą stronę jest także - chwalic
          nieprzytomnie to, co chwalą wszyscy - patrz, dla mnie chociażbby niezrozumiały
          zachwyt nad Lao Che, czy Kapelą ze Wsi Warszawa. Ale ok - wierzę, że są ludzie,
          którym sie to naprawdę podoba, ale z drugiej strony nie potrafie uwierzyć, że
          jest ich aż tylu. I tu mógłbym puscić dłuższy wywód o wtórności, nudzie i
          skomercjalizowaniu w wykonaniu w/w kapel tyle, że nie ma to sensu. Wierzących
          nie da się przekonać, a niewierzący i tak wiedzą swoje. Tu z muzyką bywa
          podobnie jak z religią i polityką. Poglądy w tych 3ch dziedzinach są
          najczęsciej tak mocno związane z indywidualną konstrukcją psychiczną odbiorcy,
          że nie ma sensu jakakolwiek dyskusja, mająca na celu je zmienić. Wyznawca na
          zawsze pozostaje wyznawcą, jesli nawet wszystkie racjonalne argumenty
          przemawiaja akurat przeciw.
          • pdh6 Re: Miłość do muzyki? 06.05.05, 09:26
            Właśnie o tym piszę: o zestawie gotowych odpowiedzi, jak to nazwałeś, czyli
            akurat o tym, czego należałoby w muzyce szukać samemu. A tak poza tym to:
            czołem smile. I jeszcze, sądzę, że miłość do muzyki raczej nie "kręci", miłość do
            muzyki albo się ma albo się jej nie ma, a powyższe stwierdzenie, o kręceniu się
            muzyką jest, moim skromnym zdaniem, domeną ludzi, którzy lubią się pokręcić w
            rytm muzyki i pójść dalej (np. po to, by wygłosić opinię, żę "muzyka ta kręciał
            mnie, ale przestała, nie wiem czemu, pewnie dlatego, ze była "wiadomojaka").
            Wywód o nudności, skomercjalizowaniu kapel, które wymieniasz umieść proszę w
            innym wątku, nie zaśmiecaj tego, bo ten nie jest o komercjalizowaniu się, ale
            jest zupełnie o czym innym, jeżeli i to mam wyjasniać, o czym, odsyłam do
            swoich wcześniejszych wpisów znajdujących się powyżej- niestety nie będę się
            powtarzać, chociaż wiem doskonale, o czym piszę wyżej.
            Kwestia, którą poruszyłeś, a mianowicie indywidualna konstrukcja odbiorcy. W
            rozwinięciu wątku raczej nie poruszam indywidualnej konstrukcji psychicznej
            odbiorcy, bo nie dzielę odsłuchujących i słuchajacych indywidualnie, jednak
            starama się zwrócić uwagę na to, z czego wynika ich indywidualne podejści do
            muzyki- z nastawienia, które może być stricte indywidualne. Jednak o
            preferowaniu róznego rodzaju muzyki oraz różnych kapel nie ma mowy w tym wątku,
            ponieważ ten temat nie mieści się w ramach zagadnienia. No, a poza tym,
            dyskusji nie poruszam po to, by jakiekolwiek gusta odbiorcy mogły ulec
            zamianie, lub żeby na jakiekowliek wpłynąć. Chciałam jednak zwrócić na to
            uwagę. No więc zwróciłam.
            Dzięki poza tym, że mogłeś poprodukować się trochę smile Znacznie to ułatwiło
            sprawę wglądu w Twoje pojęcie tematu. Niech będę Ci dzięki.
            • braineater Re: Miłość do muzyki? 06.05.05, 09:56
              Kapele wrzucone w wątek, były takim sobie abstrakcyjnym przykładem, więc
              spokojnie można podstawić X i Y zamiast nazw i wtedy wracamy na obszar
              teoretycznych dywagacji.
              A kwesti psychologii odbioru, nie da sie ,moim zdaniem w żaden sposób pominąc,
              bo miedzy innymi z tejże psychologii wynika właśnie czy
              jesteśmy 'odsłuchującymi' czy 'słuchającymi'. 'Odsłuchujący' byłby więc osobą z
              powierzchownym podejściem do zagadnienia, nie szukającym w muzyce niczego po za
              potwierdzeniem własnych apriorycznych założeń, człowiekiem niezdolnym do
              zdziwienia się, do wyszukiwania w dźwiękach czegoś własnego, osobistego. Taki
              człowiek zadowoli się dowolną składanką typu 'the best of' i muzykę, będzie
              traktował jak tapetę lub też gustowny landszafcik, który sobie po prostu wisi
              (leci) i nikogo nie drażni.
              "Słyszący" - hmm tu z doprecyzowaniem jest nieco gorzej, ponieważ każde z nas
              słyszy co innego, i czego innego w muzyce szuka i oczekuje od niej. Można
              słuchać w sposób jak dla mnie niezrozumiały, czyli preferowany przez ludzi
              którzy grają na jakimś instrumencie i potrafią się podniecać, że w tej a tej
              solówce są takie a takie nutki, układy palców itd - jak dla mnie to juest
              morderstwo, rozkładanie muzyki na atomy, ale podejrzewam, że też troszke zawisć
              przeze mnie przemawia, bo sam tak nie potrafięsmile
              druga opcja, znów wymagająca sporych kompetencji, czyli słuchanie muzyki pod
              względem kompozycji, skonstruowania danego utworu. Jak rozłożone sa napiecia,
              które instrumenty wywołują taki nastrój itd. To już mi bliższe, ale to tez
              chyba nie jest zdrowe podejście.
              No i opcja trzecia, chyba najlepsza, wejście w muzykę całym sobą, pozwolenie na
              to by autor utworu robił z nami co chce i jak chce, poddawanie się wszystkim
              nastrojom generowanym przez dźwięki. I to chyba najfajniejsze jest, bo po
              pierwsze wracamy do rytualnych, wręcz religijnych źródeł muzyki, a po drugie
              racjonalna analiza nie rozwala nam przyjemności słuchania.
              Tyle, że cły czas mam wątpliwości, czy twój podział nie jest ciut za bardzo
              dogmatyczny, bo najpewniej jest jednak tak, że wszyscy po trochu jestesm y
              zarówno odsłuchującymi jak i słyszącymi. Są dźwięki które prowokują nas do
              zaangażowania się i są takie, które pozostawiają zupełnie obojętnymi. I na to
              chyba nie da się nic poradzić, bo to, powtórzę, kwestia indywidualnej
              psychologii odbioru.
              Pozdrowieniasmile
              • pdh6 Re: Miłość do muzyki? 06.05.05, 11:52
                Rozumiem, jednak nie chodziło nawet o abstrakcyjny przykład, nie wspominając
                już o tym,ze na pewno nie chodziło o dawanie przykładu wink.
                Kwestia psychologii, to- jak powiedziałam, względnie napisałam kwestia
                indywidualna, jednak moim zdaniem przynaleznosć do grupy odsłuchującej czy
                wsłuchujacej się w muzykę może zależeć nie tyle od preferencji sposobu
                słuchania muzyki, co na przykład przynależności do danej grupy osób, która ma
                określony stosunek do muzyki.Wiadomo, że więcej osób znajdzie się w tej grupie,
                w której jest więcej osób mających określone podejście do muzyki, to jest
                większosć decyduje o tym, jakie podejście ma się, lub przynajmniej ku jakiemu
                podejściu skłania i chociaż dalsze dywagacje na temat ondywidualnycego
                podejscia i preferencji do muzyki jest kwestią do dalszego rozstrzygania, to
                jednak sądzę, że ogólnie, abstrachując od indywidualnych, psychologicznych
                predyspozycji odbioru danej muzyki, z grubsza jej odbiorców mozna podzielić na
                dwie, względnie trzy grupy, o których mowa nieco wyżej (tudzież niżej, w
                okolicacH umiejscawiania swoich wpisów straciłam nieco orientację wink).
                Recepta na odsłuchanie muzyki jest prosta- włączasz i gotowe. Mogę się jedynie
                podpisać pod tym, co napisałeś.
                Co do drugiej grupy ludzi preferujących podejście do muzyki bardziej
                bezpośrednie, w założeniu bliższego obcowania z nią, niż osoby właczające się
                tylko w rytm muzyki,również w pełni zgadzam się. Jednak uważam, iż te osoby,
                które potrafiłyby uchwycić sens kompozycyjny utworu i ideę wdrożoną w jego
                przygotowanie nie muszą szczycić się posiadaniem kompetencji, w znaczeniu, iz
                nie muszą posiadać upoważnienia, by opinię o muzyce mogły wyrażać. Ponieważ,
                to, dzięki czemu mają bezpośredni kontakt z muzyką, o jakim pisałam nieco wyżej
                nie wynika w żadnym wypadku z posiadania jakichkolwiek kompetencji, lecz z
                posiadania tego, co pozwala im mieć bepośredni kontakt w muzyką, czyli tego,
                czego właściwie nie da się nazwać prostym słowem- jakimkolwiek słowem.
                Piszesz dalej, o rozkałaniau muzyki na atomy. To jest bardzo piękna sprawa,
                ponieważ gdyby nie miała miejsca w jakimkolwiek wypadku komponowania utworów,
                nie powstałyby na przykład utwory Mozarta, które słynęły z tego, że ścieżka
                melodyczna jest dosć skomplikowana i dopwiero rozbió jej na części pierwsze, to
                jest nuty kompozycyjne pozwalały na prześledzenie nie tylko całego utworu, ale
                takze toku myslowego samego kompozytora (który, jak warto przypomnieć w tym
                miejscu, spisywał swoje kompozycje na bieżąco,praktycznie i w praktyce bez
                przerwy, komponując zawiłe i skomplikowane frazy twórcze, których rozgryzienie
                nawet współczesnych kompozytorów przyprawia o zawroty głowy). Dobrze, to tak na
                marginesie, w kwestii, hmm, nie napisałabym "piodniecania się" muzyką, ale
                dotarcia właściwie do istoty jej dźwięku, do pełni jej brzmienia,które czuje
                się od końcówek włosów, aż po same koniuszki palców, z których, na przykład w
                przypadku gitarzystów "spływa muzyka" na instrument.
                Wsłuchiwanie się w muzykę pod względem kompozycyjnym można zostawić
                profensjonalistom i rozumiem, że będą mieli swoje zapatrywanie się na wartości
                włożone w skomponowanie się słów i muzyki, jednak dla mnie bedzie miało to
                mniejsze znaczenie, ponieważ będzie to ich zapatrywanie się, które wynikać
                będzie z tego, iż do nich należy wsłuchiwanie się w muzykę, a nie odsłuchiwanie
                jej, a więc podejście na które składa się nie tyle ich nastawienie do muzyki,
                co również kompetencje, które podważyć może jedynie ich niesolidna opinia.Nie
                znaczy to, że nastawiać się będę na odsłuchiwanie muzyki tylko dlatego, że
                wsłuchiwanie się należy profesjonalistyom orzekajacym, czy dany rytm brzmi
                zgodnie ze słowami piosenki, bo nie chodzi przecież o suchą analizę muzyki,
                tylko o wywoływanie przez nią jakihś emocji, a o to u poddajacych wiecznej
                analizie osób raczej trudno.O, i w tym momencie mogę podkleic kawałek Twojego
                wpisu, o tym, że poddawanie analizie tego, co słuchamy psuje całą spontaniczny
                odbiór, jaki wywiązuje się między słuchającym a słuchanym.
                Mój podział jest dogmatyczny, ponieważ jak napisałam, podzieliłam ludzi
                umownie, według tego, jakie opinie można zaobserwować było na forum, a które
                wychodziły od ludzi mających raczej kiepskie pojęcie na temat tworzenia i
                zaangazowanie w tworzenie muzyki, dla nich po porstu jest to jeszcze jeden
                powód by napisać i oznajmić "jak bardzo się nudzę", czyli dac upust swojemu
                nastrojowi w danym momencie. Bo nie wierzę, że muzyka takim osóbom skłonna
                jest, puszczana chocby z przypadku, poprawić nastrój, a przecież często właśnie
                po to puszcza się muzykę, by odczuć przyjemność, ale nie analizować jej.
                Analizowana przyjemnosć przestaje być przyjemnością, podobnie jak dawkowanie
                jej, w rozsądnych ilościach odczuwa się tyle samo przyjemności, w
                przeciwieństwie do , na przykład- ponieważ w tym wypadku mówimy o muzyce, a
                raczej o konkretnym podejściu do niej- przedawkowywania jej, kiedy po pewnym
                czasie uwaga odpływa od słyszanej rzeczy, /-muzyki, wykonawcy dlatego, aby
                przyjemnosć mogła być przyjemnością, dlatego na przykałd nie zawsze zwraca się
                uwagę na to, co akurat słyszymy i nie znaczy to, ze muzykę lub to co słyszymy
                (dźwęki na przykałd, o których wpsominasz)odsłuchujemy, czyli mamy "ot, takie
                sobie znudzone podejście".I może dlatego, z przedawkowania, po pewnym czasie
                dźwięki nie budzą w nas większych emocji. No i tutaj, na zakończenie wniosek
                wprost przeciwny do Twojego- wzystko to kwestia dawkowania. Sa ludzie, którzy
                muzyki słuchają non stop. A są takie osoby, które tylko pod wpływem potrzeby
                włączają "play" - i potrafią czerpać przyjemność, która także może być rzecza
                umowną. Bo nie wszystko co dawkuje się może dostarczyć takiej samej skali
                wrażeń. I jeszcze- nie wszystkie dźwięki odziałowuja takamo, ale to wiąże się
                chyba z odczuwaną skalą przyjemności, czego odczuwanie, tu się zgodzę, jest
                kwestią indywidualnej kwestii odbioru.
                No i również pozdrawiam.
    • anaesthetic Re: Miłość do muzyki? 03.05.05, 13:33
      pdh6, o ile cię dobrze zrozumiałam, to zarzucasz odsłuchującym, że wypowiadają
      swoje negatywne sądy o muzyce, która im się nie podoba, bez uprzedniego
      dokładnego wsłuchania się. Owszem, masz trochę racji, bo niektórzy zbyt
      pochopnie odmawiają jej wszelkich wartości, czasem bez zastanowienia i
      wskazania, co konkretnie im się nie podoba. Po prostu piszą, że jest do bani i
      już. Cóż, mają do tego prawo, ale jak napisał braineater, nie ma sensu zjechać
      płyty która się nie podoba i kogoś obrażać, kto akurat w takiej muzyce gustuje,
      skoncentrujmy się lepiej na opisywaniu tego, co nam się podoba.

      Moim zdaniem wszyscy jesteśmy po części odsłuchującymi i wsłuchującymi się.
      Trudno wymagać od ludzi, żeby cały dzień analizowali wszystko, co usłyszą w
      radio. Odsłuchiwanie samo w sobie nie jest złe, służy poznawaniu nowości i
      wyszukaniu czegoś dla siebie, co nazwiemy sobie Muzyką przez duże M i czym
      będziemy się zachwycać.

      Dla jednego jakaś muzyka będzie przez małe m, a dla kogoś innego przez duże M,
      ale to jest tylko i wyłącznie ich subiektywne zdanie. Czy można uzurpować sobie
      prawo sądzenia, która muzyka jest dobra a która nie, czy w każdej muzyce można
      znaleźć coś wartościowego, co nas powali na kolana, jeśli tylko dostatecznie
      długo będziemy się w nią wsłuchiwać i analizować? Myślę, że nie, nie ma też
      większego sensu w zmuszaniu się do słuchania czegoś, co się nie podoba tylko po
      to, żeby ewentualnie znaleźć coś dobrego. Niech każdy słucha czego chce, a
      takie forum to właśnie miejsce na wymianę mniej albo bardziej przemyślanych
      (subiektywnych) opinii, oczywiście lepiej by było, gdyby były bardziej
      przemyślane...
      • pdh6 Re: Miłość do muzyki? 06.05.05, 09:45
        Właściwie zarzucam im, że czegoś takiego, jak "wsłuchania się" w ich wypadku w
        ogóle nie ma miejsca, zanim jeszcze cokolwiek nawet "odsłuchają", co nie jest
        bez znaczenia dla odbioru (który jak wiadomo, zalezy głównie od nastawienia). I
        znowu kwestia muzyki przez duże, czy małe "M". Chyba to także nie ma znaczenia
        dla kogoś, kto muzyke traktuje w sposób bezpośredni, jako element naturalny
        swojego otoczenia? Dopiero podział na muzykę z dużej czy z małej litry zaczyna
        uświadamiać im, ze istnieją podziały, dla jednych muzyka przez duże "em", dla
        innych muzyka po prostu płynie i jest w tym jej niepostrzezonym płynięciu coś
        wspaniałego. A dla jeszcze innych muzyka pisana przez duże M jest po prostu
        pretekstem do jej zauważenia i najczęściej degradowana do muzyki przez m-uzyke,
        poprzez założenie sobie z góry, iż właśnie, by napisać o muzyce coś "od siebie"
        należy mieć do niej, hm, podejście nieco kontrowersyjne.
        Co do przemyślanych wpisów, wolna ręka tym, którzy nie mają na to ochoty.
        Zarówno do napisania swoich przemysleń na temat muzyki jak i zmiany nastawienia
        jest się najtrudniej przekonać. Ale i o tym nie omieszkałam wspomnieć na
        początku. Dlaczego tak trudno jest nawiązać do swoich pozytywnych odczuć
        związanych z muzyką, lub nawet do odczuć negatywnych, ale na sposób pozytywny,
        czyli kulturalnie.Opinia w ten sposób napisana nie byłaby pretekstem do
        żarliwych dyskusji, chociaz takowe są jak najbardziej pożądane zwłaszcza na
        forum dyskusyjnym, jednak niech będą dalekie od tego, co w przeważającej ilości
        prezentuje się na forum. Chociaz, jak napisałaś, lub może to tylko ja
        uzupełniam- nikogo nie zmusi się do napisania swoich przemyśleń. Łatwiej nie
        przemyśliwać i zakląć sobie. Na forum,
    • ianek70 To zależy od... 03.05.05, 23:43
      ...wszystkiego.
      Jest tyle utworów i wykonawców, ile uszu i odbiorców. I odwrotnie.
      Nie można dzielić słuchaczy na wsłuchujących a odsłuchujących, bo każdy słyszy
      coś innego w zależności od swoich doświadczeń, przyzwyczajeń, oczekiwań itd,
      które są inne dla każdego.
      Na przykład.
      Ja bardziej lubię the Smiths dla muzyki, niż dla tekstów, więc wolę ich
      piosenki szybkie i rockowe. Dla mnie, świetny czarny humor ich tekstów jest
      swego rodzaju dodatkiem, choc wiem, że dla większości prawdziwych fanów słowa
      są ważniejsze, i oni chętniej słuchają wolnieszych, subtelniejszych utworów.
      Nie jestem wielkim wielbicielem Leonarda Cohena, ale lubię, i mnie najbardziej
      wzruszają teksty bo śpiewa o takich intymnych sprawach, z którymi ja (i pewnie
      większa część facetów) mogę otożsamiać. Czy starzy hipisi bardziej doceniają
      jego muzykę? Kto wie...
      Uwielbiam The Fall, i nie mogę wytłumaczyć dlaczego.
      Czasami ogólne wrażenie jest najważniejsze - smutek Portishead, brutalność Big
      Black. Całość. Nieważne, jak się słucha ważne tylko, co słyszesz.
      Jakiś przebój Toni Braxton, dla mnie totalny prostacki obciach, ale z powodów
      osobistych wzrusza.
      A jak się słucha artystów obcojęzycznych, to co z ich przekazem? Uwielbiam
      Rammstein, ale jak kupuję płytę, to od razu wyciągam słownik i żałuję, że i tak
      nie rozumiem zbyt wiele. Cocteau Twins - Liz Fraser nie śpiewała w żadnym
      języku ale "Beatrix" jest najpiękniejsza piosenka na świecie.
      Jeśli Europejczyk słucha Cypress Hill, to subtelności nie wyłapuję, tak samo,
      jak kiedy Amerykanin słucha Dizzee Rascala.
      Wiadomo jaki świetny tekściarz z Kazika, moje zdanie co do najlepszych utworów
      Kultu zmieniło się w ciągu lat - bo lepiej teraz znam język polski, czy
      dlatego, że lepiej znam piosenki i teraz znaczą coś dla mnie?
      Gdyby Snoop Doggy Dogg posłuchał Pokahontaz, to by nie wiedział o co chodzi nie
      tylko dlatego, że nie rymują po kalifornijsku, ale i dlatego, że nie zna
      kontekstu. Ja też nie rozumiem każdego słowa, ale śledziłem scenę (nie
      fanatycznie) od pewnego czasu i wiem o co im chodzi muzycznie.
      Każdy forumowicz ma zapewnie inne poglądy dotyczące tych wszystkich wykonawców,
      każdy z innych powodów.
      Odpowiedź równie niejasna, jak pytanie bo gdyby można było wyrażać słowami to,
      co wyraża się muzyką, to muzyka byłaby zbędna.
      Poza tym, jest po 23.00 i to był długi weekend smile
      • pdh6 Re: To zależy od... 06.05.05, 10:10
        Długi, jednak owocny w przemyślenia smile.
        Podział, którego dokonałam dla mnie jest umowny. Nie zaliczam nikogo ani do
        wsłuchujacych się w muzyke, ani do odsuchujacych muzyki, bo istnieje jeszcze
        jedna grupa zupełnie neutralna, czy jednozancznie obbojętna- i nijak nie da się
        jej zaliczayć ani do jednej grupy, ani do drugiej, słowem- zarówno opinie
        pierwszych jak i drugich są dla nich nieinteresujace, z prostego powodu-
        ponieważ w muzyce nie znajdudą dla siebie impulsu do podzielenia się z innymi
        swoją opinią. Ale to na przykałd nie znaczy, że nie mogłyby zająć się na
        przykład przeglądaniem forum muzycznego, by zorientować się, co dla jednych
        stanowi grunt wyrabiania swojej opinii,a co dla innych może stanowić
        trzęsawisko chybionych pomysłów i wrażeń. Według mnie, po przeczytaniu Twojej
        odp. mogę śmiało ustawić się w tej trzeciej grupie- bo chociaż daleko mi do
        klasyfikowania muzyki i podziału na dobrą i złą, to jednak nie omieszkuję
        przynajmniej uzmysławiając sobie, czy muzyka, którą słyszę jest przyjemna czy
        nie. A więc zaryzykuję i stwierdzę, że trzecia grupa, która wyłania się
        spomiędzy tych dwóch grup nie należy ani do wsłuchujących się, ani do
        odsłuchujących, czyli znaczy to, że podejście osób do muzyki znajdujących się w
        tej grupie jest nacechowane dystansem, z nastawieniem na wyłączne czerpanie
        przyjemności ze słyszanej muzyki, bez przymusu jej analizowania, czyli oceny
        tego, co się słyszy przez pryzmt swojego podejścia. Chociaż wiadomym jest, że
        muzyki w tym wypadku, której słuchanie nie będzie sprawiać przyjemności, nie
        będzie słuchało się, co nie znaczy, że będzie ignorowało się ją, z pewnością
        wyłączy się ją bezwiednie, bez szkody dla muzyki i naszej opinii o niej. Bo
        skoro nikt nie zmusza nas do słuchania muzyki, to chyba znaczy, ze muzyka
        której nie lubię nie przeszkadza nam? A przynajmniej nie do tego stopnia, by
        wywoływać w nas reakcje pozbawione racjonalnych przekaźników mowy (swego czasu
        zasłynął na forum wątek składający się ze słówek niecenzuralnych oraz samych
        tylko dxwięków onomatopeicznych). Skoro więc nie podoba mi się, wyłączyć mogę i
        nie zawracać sobie nie tylko głowy, ale i nie zakłócać swojego dobrego
        samopoczucia tym, że narzucam sobie słuchanie czegoś, co nie sprawia mi
        przyjemności. A skoro nie sprawia- wyłączam. A skoro wyłączam, znaczy to, że
        nie jest to dla mnie. A skoro nie jest dla mnie, nie znaczy to, że nie jest dla
        kogo innego. Co jako słuchacz dobierajacy muzyke do własnych potrzeb szanuję i
        jednocześnie rozumiem pomysł autora muzyki, który dla swojej łasnej
        samorealizacji potrzebował wyprodukować właśnie coś takiego.
        No i, a propos pglądów na wykonawców, polecam załozenie wątku, z pewnoscia
        wiele osób zauwazy go i wypowie się szerzej w tym temacie. Może ja tekaże będę
        jednaz tych osób, kóre co nieco miałyby do powiedzenia na temat wykonawców, o
        których wspominasz.
    • acrobat4 Re: Miłość do muzyki? 05.05.05, 23:34
      "Lecz ludzie słuchający muzyki dzielą się dla jednych na ludzi słuchających
      muzykę, dla innych, tych drugich, na ludzi odłuchujących muzykę."

      Bardzo dobrze powiedziane. W sumie dla ogromnej masy ludzi (czyt. odsłuchującyh)
      ważna jest muzyka i to, by była ona miła, lekka i przyjemna... A tekst?? Zbyt
      skomplikowane, by się w niego zagłębiać.
      • pdh6 Re: Miłość do muzyki? 06.05.05, 12:08
        Zazwyczaj muzyczka, przeznaczona do odsłuchwania a więc nie zamyślania się nad
        nią z zasady wyposażona jest w tekst prosty i nieskomplikowany, co nie
        przeszkadza tym, którzy w swoim zamiarze mieli po prostu "zjechanie" po prostej
        usłyszanej muzyki, a więc w sposób bardzo prosty i nieskomplikowany. Więc w
        rzeczywsitości, nie ma w zagłębianie się w tekst służący jedynie do odsłuchania
        niczego skomplikowanego. Problemem skomplikowanym jest to, by zagłębić się w
        tekst skomplikowany i jest to zbyt skomplikowane dla ludzi słuchajacych muzyki
        nieskomplikowanej.
        Chyba dobrze zrozumiałam Twoją wypowiedź, podobnie jak Ty mój wpis umieszczony
        na samym początku.
        Pzdr.
    • Gość: gender_bender Re: Miłość do muzyki? IP: 213.135.37.* 06.05.05, 11:05
      chyba zrozumiałem... (?)

      W zasadzie zgadzam się z Tobą: sam jestem raczej słuchającym, nie odsłuchującym...

      Lubię np. wiedzieć o czym są teksty piosenek, mogę wtedy ocenić jak się
      uzupełniają w przekazie muzyka i słowa.
      Lubię znać biografie artystów, motywy (jeśli jakieś specjalne były) napisania
      danej piosenki - wszystkie szczegóły, które pozwalają bardziej zrozumieć czym
      dny utwór jest w rzeczywistości.
      Lubię rozmawiać o muzyce, dzielić się wrażeniem jakie na mnie wywiera...

      Muzyka w zasadzie pełni różne funkcje:
      - niektórzy wymagają, żeby uwalniała od myślenia, relaksowała, itp. Ci nie
      potrzebują słuchać, wystarczy "odsłuchiwanie";
      - inni szukają w niej zachęty do myślenia, inspiracji, rozważań filozoficznych
      itp. Ci "słuchają".

      W zasadzie obydwa podejścia są słuszne.
      Pozdrawiam.
      • pdh6 Re: Miłość do muzyki? 06.05.05, 12:03
        Ocena, czy słowa/- tekst piosenki uzupełniają się z melodią danego utworu to
        także subiektywna ocena. Dla większości osób większość utworów ma tekst i
        melodię nieuzupełniającą się. Dla mniejszości te dwa elementy w tych samych
        utworach brzmią dość zgranie i uzupełniają się. I w zasadzie obydwa podejścia
        to rzecz subiektywna. Zarówno odsłuchiwanie jak i wsłuchiwanie się w muzykę.
        Jest to w obydwu przyapdkach sprawa jak najbardziej słuszna, bo na przykład nie
        wykluczone, że osoby odsłuchujące muzykę doskonale odnajdują to, czego szukają
        wsłuchujacy się w muzykę w czymś innym. Kwestia tylko krzywdzącego wydawania
        opinii na temat muzyki odsłuchiwanej i przekazywanej osobom, które o danej
        muzyce nie mają zadnego pojęcia. W tym wypadku pozostaje albo poddanie i
        poleganie na opinii osoby, która tą opinię wydała, albo zainteresowanie się
        blizej tym, co bezpośrednuio wiąże się i wpływa na jakość muzyki. Na przykład
        elementami inspiracji, zainteresowań i próby połączenia, uzupełnienia ich z
        muzyką w całość.
        Co do funkcyjności muzyki, pierwszy podpunkt rozbiłabym na dwa inne:
        -uwolnienie od myślenia i jest to sposób na relaks,
        i
        -odsłuchiwanie i komentowanie dla samej mozliwości wydania komentarza,
        co do drugiego podpunktu zgodziłabym się z nim. Poszukiwanie w muzyce czegos
        nowego, czego nie usłyszało się, nie dostrzegło za pierwszym razem jest bardzo
        ważne i bardzo.. ispirujące.
        Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka