Gość: jasiek
IP: *.mofnet.gov.pl
11.09.01, 16:11
No cóz... Slayer rozpaczliwie stara się znaleźć swoje miejsce w nowym
millennium. Tylko czy aby na pewno "God hates..." to krok we właściwym
kierunku ? Wydaje sie ze dla zespołów takich jak slayer pozostają tylko dwie
możliwości: konsekwentnie grać swoje liczac na lojalność starych fanów (Beavis
i Butthead powiedzieliby: if something is cool, why change ??) albo też
zmieniać swoja muzykę stosownie do obowiązujacych aktualnie trendów. Na
szczęście Slayer nie wybrał żadnej z tych możliwości i nagrał płytę, która nie
jest ani powtórką z "Reign in blood" ani też jakimś tam "niumetalem". Nie jest
to też muzyka specjalnie odkrywcza, bo to zadanie slayer spełnił już w latach
80tych, stwarzając wespół z Metallicą gatunek muzyczny zwany thrash metalem.
Chwała Slayerowi, że nie popadł w ślepą uliczkę autoplagiatu, do której zabójcy
zabłądzili na "divine intervention", ale przede wszystkim za to, że nigdy nie
nagra takiej płyty jak "load" czy "reload" (wiadomo kogo). THRASH OR DIE -
chciałoby się powiedzieć....