Dodaj do ulubionych

KING CRISMON

IP: *.tomaszow.mm.pl 05.09.05, 23:33
A teraz wreszcie o muzyce troche na poważne smile

Zakładam wątek dotyczący King Crimson, głownie dlatego, ze ostatnio jak widze,
na forum grasuje kilku zapalczywych przeciwników tego długowiecznego zespołu.
Zastanawia mnie tylko na ile ta ich totalna krytyka wynika z głebszych
przemyślen bo zapoznianiu się z dyskografią Frippa i s-łki, a na ile są to
zwykłe prowokacje znudzonych forumowiczów smile
Tak więc proszę o opinie na temat King Crimson i nie będę kryć, że szczególnie
czekam na te negatywne. wink Negatywne ale oczywiscie koniecznie UZASADNIONE!
Inaczej dyskusja nie ma sensu.
Obserwuj wątek
    • Gość: As Re: KING CRISMON IP: *.vline.pl / *.rev.vline.pl 05.09.05, 23:52
      Znam dość dobrze 5, 6 płyt. Trafiają się utwory wybitne, a i płyty niezłe, ale
      styl zespołu nie bardzo mi odpowiada. Rozimprowizowany, z dużą domieszką
      jazzowego podejścia do grania. Nie odpowiada mi bo jazzu zwyczajnie nie trawię.
      Wolę precyzyjne, techniczne podejście do rocka progresywnego jakie prezentował
      np. Rush, albo bardziej liryczne, nastrojowe, z naciskiem położonym na piekne
      melodie i nastrój jakie można znaleźć u Pink Floyd czy Camel.
      No i to całe stukanie, pukanie, jak chociażby w przepięknym skądinąd Starless -
      w ogole sensu tego nie widzę (nie słyszę). To dobry przykład jak za pomoca
      pseudoambitnej, udziwnionej na siłę wstawki można zepsuć piękną kompozycję.
      A to, że na współczesnych koncertach nie grają swoich słynnych kompozycji z
      okresu świetności, to według mnie zwykła arogancja wobec słuchaczy, ktorzy
      nieraz kilkadziesiąt lat musieli czekać na to aby zobaczyć swój ulubiony zespół
      na żywo.
      • Gość: Adi Re: KING CRISMON IP: *.tomaszow.mm.pl 06.09.05, 00:56
        O coś takiego mi mniej więcje chodziło smile
        Szanuje twoje zdanie, chciaż ja muzykę King Crimson odbieram nieco inaczej i
        akurat za ostre odchyły w storne jazzu to ich własnie bardzo cenie. Podobnie za
        częste improwizacje, szczególnie te z koncertów, które momentami sa naprawde
        genialne. Pewnie, ze czasem można z tym kombinowaniem przesadzić i zabrnąc w
        jakiś ślepy zaułek, ale King Crimson nie zdażało się to raczej jakoś często. A
        co do Starless to mnie też jakoś ten utwór na kolana nie rzuca. Druga częśc jest
        zbyt wymęczona, zbyt "brudna" i nie do końca pasuje mi do przepięknej melodii
        przewodniej. Nie przyłączam się do tych wsyzystkich zachwytów nad tą kompozycją,
        jak i nad całym "Red" zresztą. Ale tak ogólnie to własciwie to za co Ty KC nie
        za bardzo trawisz sprawia, sprawia że ja ich tak uwielbiam smile
        I jeszcze w sprawie koncertów. To nie jest absolutnie żadna arogancja. Niby
        dlaczego mieli by grać stare utwory, jak jakiś zespolik odcinający kupony od
        dawnej sławy, skoro mają nową muzykę do zaprezentowania? Na koncerty KC chodzi
        się po to, żeby zobaczyć aktualny stan muzycznego ducha zespołu i posłuchac
        nowych kompozycji, a nie odgrzewanych kotletów z przed lat. To nie wydarzenie z
        cyklu "legenda zawitała u nas" a koncert muzyczny. I tak trzeba do tego
        podchodzić. Poza tym obecny Crimson z tym z lat 70 niewiele ma wspólnego, tak i
        personalnie jak i muzycznie.
        Dzięki za głos i pozdrawiam.
        • p.o.box.77 Re: KING CRISMON 06.09.05, 13:47
          nie bardzo lubie King Crimson, szczególnie starsze płyty trącą czymś...
          hipisowskim. (ale określenie, chodzi mi o taki styl/brzmienie rocka
          progresywnego... no nie wiem nie uda mi się tego wytłumaczyć, ale nie bardzo mi
          się podoba). Natomiast z ręką na sercu mogę powidzieć, że "Talking Drum" jest
          jednym z najlepszych utworów rockowych. szczególnie wykonanie z płyty b'boom.
      • pagaj_75 Re: KING CRISMON 06.09.05, 21:24
        Gość portalu: As napisał(a):

        > Rozimprowizowany, z dużą domieszką jazzowego podejścia do grania.
        > Nie odpowiada mi bo jazzu zwyczajnie nie trawię.

        A widzisz. A ja w dużej mierze dzięki Crimsonowi przekonałem się do jazzu, jak i
        do paru innych gatunków i styli. I za to jestem Frippowi wdzięczny.

        > A to, że na współczesnych koncertach nie grają swoich słynnych kompozycji z
        > okresu świetności, to według mnie zwykła arogancja wobec słuchaczy, ktorzy
        > nieraz kilkadziesiąt lat musieli czekać na to aby zobaczyć swój ulubiony
        > zespół na żywo.

        1. Crimson jest bodajże jedynym ze "starej gwardii", przynajmniej jeśli chodzi o
        okolice prog-rocka, który ciągle ma coś nowego i świeżego do powiedzenia. Jest
        zespołem "tu i teraz", a nie bandą dinozaurów odcinających kupony od dawnej
        chwały. I za to większość fanów ich ceni i dlatego przychodzą jeszcze na
        koncerty. Fripp nie musi ratować frekwencji odgrywaniem na siłę (bo wbrew sobie)
        starych "przebojów".

        2. Przez te 36 lat istnienia zespół przeszedł wiele dramatycznych wręcz zmian
        personalnych i stylistycznych. I powiem tak: NIE WYOBRAŻAM SOBIE obecnego składu
        grającego "Epitaph" czy "Starless". Do cholery, to byłaby jakaś parodia! Powiem
        więcej, gdyby na koncercie na którym byłem, zaczęli nagle grać coś takiego -
        natychmiast opuściłbym salę, bo straciłbym cały szacunek jaki mam dla Frippa, a
        jest on niemały, między innymi dlatego, że nie robi tego, czego domaga się od
        niego publika.

        3. Fripp przed trasą w roku 2000 lojalnie ostrzegał na konferencjach prasowych,
        że nie będzie grany materiał sprzed 1994 roku. Jeśli więc ktoś mimo wszystko
        poszedł na koncert tylko po to, żeby usłyszeć "21st Century Schizoid Man" jest
        sam sobie winny.
        • zaix Re: KING CRISMON 06.09.05, 22:11
          pagaj_75 napisał:
          >Fripp nie musi ratować frekwencji odgrywaniem na siłę (bo wbrew sobie)
          > starych "przebojów".

          Fripp nie ma zwyczajnego dystansu do swojej muzyki.

          >NIE WYOBRAŻAM SOBIE obecnego składu grającego "Epitaph" czy "Starless". Do
          >cholery, to byłaby jakaś parodia! Powiem
          > więcej, gdyby na koncercie na którym byłem, zaczęli nagle grać coś takiego -
          > natychmiast opuściłbym salę, bo straciłbym cały szacunek jaki mam dla Frippa,
          >a jest on niemały, między innymi dlatego, że nie robi tego, czego domaga się od
          > niego publika.

          Ty chyba też nie masz dystansu do muzyki Frippa. Co bowiem takiego by się stało
          gdyby raz na jakiś czas zespół przypomniał na koncercie Epitath, Starless czy
          jakiś inny Fallen Angel? To przecież tylko zwykłe (choć genialne) utwory a nie
          jakieś sacrum.
          • Gość: Crimson King Re: KING CRISMON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.05, 22:26
            Uwielbiam King Crimson i jednocześnie nie cierpię Frippa. Bruford, Levin i
            Belew to świetni muzycy, dzięki którym pozer Fripp może sobie oraganizować nowe
            projekty, którymi wiele osób potem się zachwyca. Solowe płyty nie umywają się
            do KC. Uwielbiam twórczość Bruforda i nie dziwię się, że miał dość humorów
            faceta, który ma największy wpływ na kierunek obierany przez zespół, a najmniej
            do powiedzenia jako muzyk.
          • pagaj_75 Re: KING CRISMON 07.09.05, 00:01
            zaix napisał:

            > Fripp nie ma zwyczajnego dystansu do swojej muzyki.

            Nie zrozumiałeś. Fripp nie ma po prostu ochoty grać tych kawałków. I tyle.

            > Ty chyba też nie masz dystansu do muzyki Frippa.

            Ech, znów nie zrozumiałeś. Ja nie traktuję tej muzyki jak jakiegoś sacrum. Fripp
            może sobie robić z tymi utworami, co mu się podoba, nawet przerabiać je na
            discopolo. Ale tak się składa, że facet przedstawia sobą pewną postawę, która
            bardzo mi się podoba i za którą faceta lubię: konsekwencja i bezkompromisowość w
            działaniu i muzyce. Jeśli kiedyś mu tego zabraknie, to ja wychodzę. I nie zrozum
            mnie źle: nie będę miał żadnego żalu, nie będę strzelał żadnych fochów. Po
            prostu przestanie mnie to interesować, uznam, że nasze drogi się rozeszły i
            pójdę dalej. Czyli zrobię dokładnie to, co Fripp zaleca marudzącym starym fanom.

            > Co bowiem takiego by się stało
            > gdyby raz na jakiś czas zespół przypomniał na koncercie Epitath, Starless czy
            > jakiś inny Fallen Angel?

            Że najzwyczajniej w świecie by nie zabrzmiały? Wolę dostać świetny koncert
            pozbawiony starych rzeczy niż sentymentalny powrót do przeszłości zepsuty przez
            muzyków, którzy nie czują materiału.
            • misio_misio Re: KING CRISMON 09.09.05, 12:55

              "Fripp może sobie robić z tymi utworami, co mu się podoba,"
              Czego nalepszym dowodem jest In the Court... w wersji z Live In Detroit(13-11-1971).
              Pozdrawiam fanów i antyfanów smile
              • pagaj_75 Re: KING CRISMON 09.09.05, 13:10
                Otóż to smile Ta wersja jest kapitalnym przykładem na to, że Fripp jednak ma
                dystans, i to spory, do tego co robi.
                • misio_misio Re: KING CRISMON 09.09.05, 13:16
                  a przy tym oczywiście grają także stare kawałki, np. wszechobecny Red, czy choćby Schizoid Man na koncercie w Meksyku, mało tego nawet grają covery!!!
          • Gość: Adi Re: KING CRISMON IP: *.tomaszow.mm.pl 07.09.05, 13:02
            "Co bowiem takiego by się stało gdyby raz na jakiś czas zespół przypomniał na
            koncercie Epitath, Starless czy jakieś inny Fallen Angel? To przecież tylko
            zwykłe (choć genialne) utwory a nie jakieś sacrum"

            A po kiego diabła mieli by grac te stare kawałki? Bo Ty tak chcesz???
            • zaix Re: KING CRISMON 07.09.05, 14:38
              > A po kiego diabła mieli by grac te stare kawałki? Bo Ty tak chcesz???

              30 czy 35 lat temu wielu obecnych fanów King Crimson miało ciekawsze rzeczy do
              roboty niż chodzenie na ich koncerty (np. uczyli się chodzić, czytać i pisać)
              więc wielu z nich chciałoby teraz usłyszeć na żywo najlepsze utwory swoich
              idoli z tamtych lat - co w tym złego?
              • Gość: Adi Re: KING CRISMON IP: *.tomaszow.mm.pl 07.09.05, 15:20
                No dobrze, chciałoby usłyszec... I co z tego? Tylko dlatego, że co niektórzy by
                chcieli usłyszeć, Fripp ma od zaraz grac na koncertach Starrless, Epitaph etc.
                mimo, ze obecny zespół pewnie w ogóle nie czuje tego repertuaru? PO CO?
                Poza tym KC ma wystarczająco dużo do zaoferowania jako zespoł "tu i teraz" i mie
                musi się posiłkowac odgrzewanymi kotletami, zeby tylko ktoś laskawie przyszedł
                na ich koncert.
                A poza tym to jest taki zespół, który nazywa sie "21 century schizoid band" i
                gra własnie te stare kawałki, których tak Ci brakuje. Jeśli więc rzeczywiście
                bardzo chcesz je usłyszeć na żywo, to nic nie stoi na przeszkodzie.
    • blackfield Re: KING CRISMON 06.09.05, 18:24
      Ja do King Crimson przekonywałem się baaaaaaaaardzo długo. Oczywiście pierwsza
      płyta była mi znana i podobała mi się bardzo. Ale poznawać reszty jakoś
      specjalnie nie miałem ochoty. Z czasem jednak głowa otworzyła mi się na wiele
      nowych różnych muzycznych rzeczy i KC "zaskoczyło". Podoba mi się filozofia
      Frippa, jego podejście do muzyki i do zespołu ( choć bardziej bym się skłaniał,
      że KC to jednak projekt muzyczny Frippa ). Jeden z moich poprzedników mówił, że
      fakt, iż nie grają swoich "klasyków" na koncertach to czysta arogancja. Ja bym
      to nazwał inaczej: uczciwość. Oto co Fripp powiedział na temat możliwości
      zagrania "In The Court Of The Crimson King" teraz na żywo:
      "Zaproponowałem, że jeśli pozostali muzycy z ówczesnego składu chcą wskrzesić
      zespół i grać tamtą muzykę, to ja w pełni popieram ten pomysł.(...) Nie ma
      między nami konfliktu. (...) Oczywiście nie byłby to King Crimson, mogliby się
      nazywać na przykład Crimson '69 i grać tamte utwory. Ale ja się na to nie piszę.
      Jeśli ktoś zapytałby mnie dlaczego, odpowiedziałbym, iż gdybym wierzył w to, że
      ci muzycy w zespole byliby w stanie grać równie dobrze lub lepiej niż w 1969,
      wtedy bym nie odmówił. Ale ja w to nie wierzę. To bardzo proste. Nie mam zamiaru
      grać In The Court...Bardzo bym się ucieszył, gdyby ktoś inny się na to zdecydował"

      Ile razy słychać narzekania, że grupy, w których doszło do personalnych zmian,
      nie potrafią już oddać magii utworów sprzed lat. Uważam, że KC w dosłownie
      każdym momencie swego działania prezentował i prezentuje muzykę ciekawą. Może
      ona się komuś podobać, lub nie. Ale zawsze jest to COŚ. Fripp doskonale zdaje
      sobie sprawę, że nie musi opierać się na swych klasycznych już kompozycjach by
      dać świetny koncert. Osobiście lekko mnie obecnie irytują "klasycy" typu Deep
      Purple - koncerty głównie opierają się na klasykach, a nawet jeśli nie, to i tak
      na nie najbardziej się czeka. I to one najbardziej chwytają za serce.
      • Gość: Adi Re: KING CRISMON IP: *.tomaszow.mm.pl 06.09.05, 20:01
        W ogóle KC to taki ewenement z tym nie graniem starych kawałków. A do tego ma
        publicznośc, która to rozumie i w raczej w pełni akceptuje. I to już zupełny
        ewenement
    • Gość: dj tartakk Re: KING CRISMON IP: *.futuro.pl 06.09.05, 19:26
      ktoś tu nie lubi red

      ale zabawne

      ja akurat najbardziej lubię właśnie tą płytę

      i uważam że jest jedną z ważniejszych crimsonów

      to zupełnie powalające brzmienie jak na tamte lata

      a że starless jest brudne oooo tak właśnie za to ten utwór kocham

      fripp jest ogólnie raczej sterylnym gitarzystą ale na red pokazuje że
      ma też rockowy (brudny i nieco niechlujny lub jak kto woli dziki) pazur
      choć we własnym stylu

      podobno kiedyś jimi hendrix po koncercie kc podał frippowi lewicę (bliżej serca)

      myślę że dla tego że mimo całkowitej odmienności tych dwojga jest pewna
      wspólnota którą dla mnie unaocznia (unausznia) właśnie red...

      ja zawsze wolałem dzikość hendrixa niż precyzję frippa ale to jednak wybitny
      muzyk o silnym (dla niektórych przez to niestrawnym i hermetycznym) charakterze...

      pozdrawiam

      ps . zapraszam na www.kleska.diggnet.pl
    • artur666 Mam ich jedna plyte i nie zaluje. ntxt 06.09.05, 19:29
    • amazing_kargol_and_janet Re: KING CRISMON 06.09.05, 21:55
      Najlepszy zespół na świecie. Nikt nie grał tak ambitnie w rocku, nikt nie grał z
      takim pazurem w jazzie. Zespół dla intelektualistów. Dla zwykłych, prymitywnych
      ludzi jakich jest 90% w tym kraju to niezrozumiała kakofonia dźwięków. My z
      Janet kochamy King Crimson!
      • tomash8 Re: KING CRISMON 07.09.05, 09:55
        ha....ha.......ha można już się śmiać? A najlepsze płyty to: RED i THRAK.
    • Gość: Lecho Re: KING CRISMON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.05, 09:29
      Nie będę się rozwodził, bo nie czuję się na siłach, po zdjęciu gipsu z prawej
      ręki ale wam powiem, że czekam na trzecie wcielenie Crimson. To chyba rzadkość
      aby zespół potrafił zmieniać skórę i w dodatku podnosić sobie samemu poprzeczkę.
      Prymusi rocka. Inni mogą wciąż ogladać tylko ich plecy. Co ciekawe, żaden z
      muzyków na swych solowych płytach nie błyszczy. Czyli profesor Fripp lubi być
      profesorem...taka zachciewajka, ale mimo to, lubię ich, bo dobrze mieć prymusa w
      klasie, można się podciągnąć.
      • misio_misio Re: KING CRISMON 09.09.05, 13:25
        Które wcielenie?!!! Policz te wcielenia, bo jeśli doszedłeś do trzech, to jeszcze duzo słuchania przed Tobą. Kto konkretnie nie błyszczy, bo ja jakoś z przyjemnością słucham zarówno Wettona, Belewa, Bruforda, jak i Levina, a takze całą resztę we wszystkich możliwych konfiguracjach (łącznie z LTE), w jakich ich można posłuchać. A jest ich wszędzie pełno.
    • blackfield Re: KING CRISMON 07.09.05, 13:01
      Właśnie oglądam sobie video deja Vroom. Z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że
      takiego czadu może im pozazdrościć niejedna tzw. metalowa kapela. To w końcu
      niemłodzi już muzycy, a jednak kompletnie nie ma się odczucia, że oglądamy
      dinozaurów.

      PS. Nikt i nic nie pobije dwóch wyśmienitych perkusistów grających ( a czasem
      walących wink ) jednocześnie. Ukłony dla Bruforda i Mastelotto.
    • Gość: H Re: KING CRISMON IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.05, 22:09
      Bardzo lubię, chociaż nie uwielbiam. Są dni, kiedy słucham którejś z ich plyt na
      okrągło. Swoje zdanie postaram sie napisać zwięźle:
      1. Trudno traktowac ich jako jeden zespół - to przecież zupelnie różne muzyczne
      światy, chociaz sporo dziwnie podobnej atmosfery sie snuje przez te 36 lat...
      2. Nie są aż tak odkrywczy moim zdaniem, jak większosc znawców sądzismile Zdarzały
      im się przecież niemal powtórzenia całych płyt (np. "In The Wake Of Poseidon" -
      nawet tytuł zbliżony do poprzedniczki - o tytułowym utworze nie mówiąc... - a ze
      ładny to inna sprawasmile
      3. W jakimś sensie bardzo nowoczesny zespół - co dekada to są "na czasie" - i
      jakimś stopniu nie jest to moze progresywne - bo jednak zawsze sa zakotwiczeni w
      pewnym klimacie - raczej trudno wskazać u nich coś, co byłoby jakieś specjalnie
      odrębne i niewykorzystywane przez innych, czy to w tzw. rocku progresywnym, czy
      w pewnych działaniach "jazzowych"
      4. Zabawne moze, ale z "progresywnych" to jest zespół, który najbardziej kojarzę
      poszczegółnymi utworami, a nie całymi płytami - nie wiem dlaczego plyty wydają
      mi sie trochę "swobodne", łatwe do dzielenia (co jednak wcale nie znaczy, ze są
      niespójne) i łatwiej przychodzi mi wymienienie utworów za które ich cenie niz
      płyt, bo jednak tropchę nierówne wewnętrznie te ich płyty (oczywiscie nie
      wszystkie). A najbardziej lubię jednak chyba te wszystkie prześliczne nastrojowe
      cudowności: Epitaph, Moonchild, Cadence and cascade, Lady of the Dancing Water,
      Circus, Lizard, Letters, Islands, One Time, Power To Believe, Eyes Wide Open
      itp. - to tak z grubsza, chronologicznie i jakoś mniej mi leży okres po Islands
      i lata 80te. Bardzo lubię Projekty z numerkami - jakieś takie miłe i odprężające
      dla mnie, choć znam ludzi, ktrzy w ogle nie są w stanie tego słuchaćsmile. Bardzo
      mi sie podoba B.L.U.E. Moze dziwne, ale Frippa solo nie znam w ogóle - nic nie
      słyszałem.
      5. Anekdoten też mi sie podobawink
      Pozdrawiam!
      • misio_misio Re: KING CRISMON 09.09.05, 13:19
        A awrto spróbować. Żeby było w miarę łatwo przyswajać polecam na początek "Exposure"
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka