wasze "ulubione" parodie, ale nie tylko te, Weird'a Al Yankovica, Roberta
Cheese'a, Tenacious D i temu podobnych, ale i bardziej subtelne,
zakamuflowane, ukryte (może, nawet podstępnie).
Według naszych wyobrażeń, odczuć i domysłów. Mile widzana, załączona krótka
notka wyjaśniająca(moim rozpisywaniem nie sugerować się).
No to na początek:
"Eclectic Electric" Primus'a z płyty "Antipop", mi się kojarzy dwuznacznie,
z "Another Brick In The Wall"(Part I, II), szczególnie początek. Może to
czysty przypadek...
W zasadzie parodią można, chyba nazwać też wersję Korna, "Another Brick...",
którą jakoś niedawno usłyszałem.
"Life In A glass House" Radiohead z płyty "Amnesiac"
Jeśli chodzi o manierę śpiewania T.Yorke'a, już ociera sie o autoparodię,
a muzyka - pogrzebowy dixieland w połączeniu z charakterystycznymi
melodiami...
"Going Blind" Melvins'ów z pyty "Houdini"
Powolny, uroczysty wręcz rytm, "wleczące się" dzwięki gitary,
no i ten tekst

- smutna piosenka miłosna z morałem, inaczej.
"Mexico" Johna Zorna z płyty Filmworks 1986-1990
Właściwie można parodią nazwać i "Organ Horror" i też pare innych kawałków
z tej płyty. a w tym przypadku motywy latino, niedokończone
charakterystyczne melodie, a do tego folkowe akcenty z naszej części
Europy i... jakieś takie niepoukładanie i nieporządek. Słowem kapela
pijanych emigrantów w stanach, na jakimś weselu, lub planie filmu o weselu,
lub też o nocy poślubnej

.