24.11.05, 23:28
W sobotę o godzinie 20.50 program Mezzo zaprezentuje operę
Rossiniego "Cyrulik sewilski". Powtórzenie następnego dnia o 13.45.
Obserwuj wątek
    • lilypons Re: Rossini 24.11.05, 23:37
      Sprawdziłam w programie na wp ale nie dopatrzyłam się obsady w opisie / po
      francusku /. Ciekawe kto śpiewa
      • quasthoff Re: Rossini 24.11.05, 23:50
        Ostatnio, niestety, szczegóły obsadowe oper na Mezzo są pomijane, nie mam
        pojęcia dlaczego. Wcześniej, mniej więcej rok temu w rozpiskach programowych
        były. Można szukać na googlach wpisując nazwisko reżysera, jeżeli jest
        podawane. Albo oglądać zapowiedzi w tv.
        • marquis Re: Rossini 24.11.05, 23:56
          Hmm, no a ja właśnie o Cyruliku w innym wątku, cóż za zbieg okoliczności smile
          Niech żyje Rossini aria Rozyny "Una voce poco fa" - najczęściej przerabiana aria
          świata wink
        • aaneta Re: Rossini 25.11.05, 10:02
          Tym razem jest informacja o obsadzie:
          www.mezzo.tv/soirees/soirees20051126.php
          ale nic mi te nazwiska nie mówią.

          A znacie "Cyrulika" z Hermannem Preyem, Teresą Berganzą i Luigi Alvą z początku
          lat 70-tych? O ile zwracam uwagę przede wszystkim na śpiew, tak tutaj bardzo
          podoba mi się gra aktorska i realizacja, całe przedstawienie jest cudne!
          • aaneta Re: Rossini 25.11.05, 10:28
            Znalazłam coś na temat Figara i Rozyny z "Cyrulika", który ma być na Mezzo:
            www.jcarreras.homestead.com/FlorezRevBarbierePesaro05.html
            Najwyraźniej śpiewali też z Juanem Diego Florezem. Coś mi świta, że była taka
            transmisja w PR2, ale mogę się mylić.
          • lilypons Re: Rossini 25.11.05, 18:16
            Tak, mam to nagranie ściągnięte z TVP2. Nadawali to w cyklu 'Złota dwunastka
            oper'chyba dwa albo trzy lata temu. Ten kto ustalił porę tej audycji to chyba
            opery nie cierpiał - 22.40 w niedzielę, jak w poniedziałek rano trzeba wstać do
            pracy.
          • ada08 Re: Rossini 30.11.05, 18:53
            aaneta napisała:

            >
            > A znacie "Cyrulika" z Hermannem Preyem, Teresą Berganzą i Luigi Alvą z
            początku
            > lat 70-tych?

            O! Ja znam!
            No, trochę przesadziłam, wszystkich wymienionych nie znam smile), może więc to
            nie było z Hermannem Preyem i Luigi Alvą , ale Berganza w "Cyruliku" to dla
            mnie Absolut smile
            No i jeszcze Berganza w "Weselu Figara". Jak wyżej smile
            Dopiero dziś trafiłam na to forum, więc tak tylko się witam i pozdrawiam
            wszystkich smile
            a.
            • aaneta Re: Rossini 30.11.05, 20:04
              Witaj, Ado! smile

              Gugle mówią, że jest jeszcze jeden "Cyrulik" z Berganzą z 1962r., tam może być
              jeszcze lepsza, bo młodsza. A ten z 1971r. bardzo mi się podobał pod względem
              aktorskim, zwłaszcza Prey był uroczy. Podkreślam to dlatego, że po paru latach
              słuchania oper zaczęłam odkrywać również przedstawienia operowe w całości, choć
              tylko w telewizorze. Wcześniej interesowała mnie tylko muzyka, a to, co
              próbowałam oglądać, po prostu mi się nie podobało, zwłaszcza przedstawienia z La
              Scali - strasznie drętwe, choć solidne i wystawne. A tu okazało się, że oglądać
              też się da, i to z rozkoszą.
              • lilypons Re: Rossini 30.11.05, 21:02
                Nie narzekaj na La Scalę smile Jak obejrzysz kilka szeregowych przedstawień w
                teatrze w Bolonii to zmienisz zdanie smile Tam się dopiero dzieje, zupełnie jakby
                wehikuł czasu przenosił do XIX wieku.
                • marquis Re: Rossini 30.11.05, 23:31
                  I bardzo dobrze, co w tym złego, że do XIX wieku? wink
                  A co do La Scali to ja mma z kolei wrażenie, że oni robią strasznie "brudne"
                  przedstawienia (czyli nie ma tego "typowego" kolorowego kiczu), ot choćby
                  Trubadur, co to był w złotej dwunastce, cały jakiś taki granatowo-szaro-bury,
                  brrr...
                  • lilypons Re: Rossini 01.12.05, 20:44
                    Z tym XIX-tym wiekiem to taka przenośnia była. Chodziło mi o to, że
                    przedstawienia niektóre to po prostu żenada, sopran wychodzi z prawej strony,
                    śpiewa sobie, kłania się i schodzi ze sceny, a po chwili wychodzi znowu do
                    duetu/ oczywiście z prawej strony/, publiczność też sobie chodzi po widowni jak
                    akurat nie ma arii głównej bohaterki czy tenora albo je różne smakołyki
                    pachnące bazyliąsmile Czysta egzotyka smile
                    • marquis Re: Rossini 01.12.05, 22:28
                      A, to o tym mowa wink Faktycznie, egzotyka. Swoją drogą widziałem raz taką
                      Leonorę w Trubadurze, która duety i arie solo śpiewała jak na koncercie, główka
                      do góry, nieruchawość zupełna (a szczupła i młoda kobieta to była, w sukni
                      bynajmniej nie krępującej ruchów), a po każdym skończonym kawałku uśmiech
                      szeroki do publiczności (oczywiście nos wciąż w górze). Wrrrr
                      • quasthoff Re: Rossini 01.12.05, 23:49
                        Rzeczywiście to musiał być koszmar. Wrrr. Dla mnie nawet w tych dziełach, gdzie
                        ruch sceniczny jest ograniczony do minimum liczy się przede wszystkim oszczędny
                        gest, odpowiedni wyraz twarzy w zależności od sytuacji dramatycznej i treści
                        śpiewanego tekstu. W dużym teatrze, podczas spektaklu czasami odległość maskuje
                        wszelkie niedoskonałości emocjonalnego operowania tekstem jeżeli chodzi o
                        mimikę. Natomiast podczas rejestracji filmowej przedstawienia tetralnego, gdzie
                        dochodzą do głosu różne formy ujęć (szczególnie bliskie plany), mimika jest
                        podstawowym elementem wyrazu. Przyznam, że widziałem już sporo nagranych oper i
                        zawsze szczególną uwagę zwracam na aktorstwo, zarówno wokalne jak i
                        dramatyczne. I to nie tylko głównych postaci, ale też drugoplanowych,
                        epizodycznych nie wyłączając oczywiście znaczącej roli chóru. Myślę, że
                        podstawowym błędem aktorów-śpiewaków jest nadużywany gest ciągłego zerkania na
                        dyrygenta. Profesjonaliści umiejętnie prześlizgują się tylko, nie dając widzowi-
                        słuchaczowi nawet pomyśleć o odejściu na moment od granej roli. Bywa nawet tak,
                        że chórzyści są równorzędnymi partnerami solistów, ale to rzeczywiście nie tak
                        często się zdarza. To dziś na tyle. Temat jest bardzo ciekawy. Dodam jeszcze,
                        że "Trubadur" Verdiego jest moją najukochańszą operą, choć podobno Slezak
                        zawsze powiadał, że nie wie o co w niej chodzi.
                        • marquis Trubadur 02.12.05, 00:08
                          Napisała Danuta Gwizdalanka:
                          "Wbrew życiowemu rozsądkowi, lecz w pełnej harmonii z tradycja operową,
                          umierająca bohaterka ma do odśpiewania kilka wyjątkowo efektownych fraz (śmierć
                          w milczeniu rozczarowałaby zarówno publiczność, jak i każdą odtwórczynię roli
                          Leonory). Akceptacja konwencji sprawia też, że bez zdziwienia, a z przyjemnością
                          parę minut wcześniej słucha się duetu Leonory i Luny, którego muzyka - wbrew
                          dysharmonii panującej między tą parą - staje się coraz bardziej efektowna, a
                          nawet wesoła, zapewniając śpiewakom gorący aplauz publiczności, która wszak
                          oczekuje takich właśnie melodii. Najlepszym zaś przykładem tego, co opera może
                          osiągnąć, jeśli wyrzeknie się naśladownictwa życia, jest finał II aktu. Orszak
                          zakonnic, hrabia z żołnierzami zamierzający uprowadzić Leonorę i, jakby tego nie
                          było dość - Manrico nieoczekiwanie pojawiający sie ze swoją drużyną, również z
                          zamiarem zakłócenia religijnej ceremonii. Zapowiadałoby to tumult iście
                          szatański, gdyby "Trubadur" był amerykańskim filmem przygodowym w stylu płaszcza
                          i szpady, a nie włoską operą, w której najstosowniejszym rozwiązaniem takiej
                          sytuacji okazuje się... zatrzymanie akcji, aby bohaterka mogła wyśpiewać radość
                          z powodu ujrzenia ukochanego. Tak więc zamiast hałaśliwej szamotaniny ogólnej,
                          pojedynków rycerzy i pisków mniszek, rozbrzmiewa pełen wyrazu (i konsonansów)
                          ensemble z chórem."
                          • quasthoff Re: Trubadur 02.12.05, 00:19
                            Tego tekstu nie znałem.
                            • marquis Re: Trubadur 02.12.05, 00:52
                              A tak mi się przypomniało, spisałem z książeczki (którą panie kasjerki nazywają
                              librettem) z opery poznańskiej. Jest tam jeszcze coś ciekawego, napisane przez
                              Weissa-Grzesińskiego (dyr. artystyczny):
                              "Po raz drugi przystepuje do realizacji "Trubadura" i po raz drugi słyszę od
                              współpracowników i przyjaciół interesujących się moimi planami, że tym razem
                              mogę "dać sobie spokój" z wysiłkiem interpretacyjnym, analizą sensów poetyckich,
                              tworzeniem teatralnych metafor adekwatnych do ekspresji muzycznej dzieła. "W
                              Trubadurze nie ma niczego poza pięknym śpiewaniem", "Nie wysilaj się, bo i tak
                              nikt nie wie, o co tutaj chodzi", "Daj tym ludziom pośpiewać i tylko im nie
                              przeszkadzaj", "Nie ma co udawać na siłę, że za tą bajką o siedmiu zbójach kryje
                              się jakiś powazniejszy problem", "Niech stoją i śpiewają - tak się to robi
                              wszędzie" - i tak dalej, i tak dalej. Te wypowiedzi "znawców" przedmiotu słyszę
                              przy innych okazjach, ale w odniesieniu do "Trubadura" sa nasycone taką
                              pewnościa siebie, że musi się za tym kryć jakiś głąbszy powód. Chciałbym go
                              zrozumieć."
    • lilypons Re: Rossini 26.11.05, 23:17
      Ciekawa jestem, czy ktoś oglądał Cyrulika. U mnie przegrał z Atalantą Haendla w
      dwójce.
      • quasthoff Re: Rossini 27.11.05, 00:20
        Nie tylko oglądałem, ale też nagrałem a Haendla słuchałem przez godzinę do
        momentu rozpoczęcia sie Cyrulika. Rozyna miała co prawda kilka wpadek
        intonacyjnych ale ogólnie wypadła bardzo dobrze. Ciemny, głęboki mezzosopran z
        dość dużą swobodą wysokiego rejestru. Figaro (Chińczyk?) brawurowy a do tego
        naprawdę akompaniował na gitarze. Almaviva wypadł średnio, za mało lekkości,(
        niezbyt udane koloratury) wdzięku, choć ładna barwa głosu. Nasłabszym ogniwem
        był olbrzymi Bazylio, który krzyczącą interpretacją,(bynajmniej nie basowym
        timbrem) próbował zaplotkować w swojej słynnej arii. Bartolo mógłby śpiewać
        obie partie, gdyby to było możliwe. Jutro posłucham jeszcze Marceliny, bo nie
        oglądałem do końca.
        • marquis Re: Rossini 27.11.05, 01:33
          Zaraz zaraz, czy to jest powtórka tego Cyrulika co był na Mezzo jakieś dwa lata
          temu? Wtedy też był ciemny mezzosopran. Mnie sie "taka" Rozyna nie podoba. Wolę
          zwinne soprany w tej roli wink

          Marquis, wiecznie malkontentujący wink
          • quasthoff Re: Rossini 27.11.05, 10:30
            Dwa lata temu to był chyba Cyrulik z Berganzą i Preyem?
            • aaneta Re: Rossini 27.11.05, 11:13
              "Cyrulik" z Berganzą i Preyem był dwa lata temu w TVP, pisała o tym Lilypons,
              którą, w nawiązaniu do jej ubolewania nad późną porą tamtej transmisji, mogę
              pocieszyć, że ja wtedy pracowałam we Wrocławiu, więc, żeby tam dotrzeć w
              poniedziałek rano, musiałam wstać o 4:30, a i tak całe przedstawienie obejrzałam smile
              A wczorajsze przedstawienie na Mezzo podobało mi się bardzo, choć raczej pod
              względem inscenizacyjnym, bo ze śpiewaków podobał mi się tylko Figaro. Nawet
              bardzo mi się podobał! Niniejszym ogłaszam publicznie, że od wczoraj jestem
              wielbicielką Dalibora Jenisa. To Słowak, wbrew pozorom smile
              • lilypons Re: Rossini 27.11.05, 13:47
                No ja też wtedy Cyrulika obejrzałam, ale wkurza mnie fakt takiego traktowania
                sztuki przez telewizję publiczną, która ma "misję". Upychanie tego 'zła
                koniecznego' po nocnych porach - w końcu operę nadano więc szumu robić nie
                można - nie świadczy najlepiej o osobach decydujących o ramówce. A ponoć są to
                osoby z dyplomami uczelni wyższych, chociaż poziom obycia ze sztuką na poziomie
                zerówki. Moja babcia mi opowiadała, że przed wojną nie do pomyślenia było aby
                człowiek po studiach był ignorantem kulturalnym, a każda panienka z tzw.
                dobrego domu potrafiła grać na pianinie - lepiej lub gorzej ale umiała. Można
                nie lubić opery albo Brahmsa, ale jak mi teraz mój współpracownik / mgr inż. /
                mówi że nie lubi opery, a na pytanie której konkretnie nie potrafi wymienić ani
                jednego tytułu / sic!/ to jaki on jest wykształcony? No i jak można nie lubić
                czegoś, czego się nie zna? To tak jak bym stwierdziła, że jaskółcze gniazda /
                przysmak Chińczyków/ smakują okropnie, chociaż nigdy w życiu ich nie jadłam.
                Sorry za te uwagi, ale zawsze mam taki minorowy nastrój jak śnieg pada brrrr.
                • marquis Re: Rossini 27.11.05, 19:12
                  Końcowe porównanie jest doskonałe. Też słyszę dookoła, że "opera jest nudna" -
                  najczęściej z ust osób, którym opera kojarzy się z "wyciem i krzykiem na scenie"
                  i które nigdy żadnej opery nie widziały i nie słyszały.
                  • aaneta Re: Rossini 28.11.05, 14:07
                    A snobem już kiedyś zostałeś nazwany czy jeszcze nie? Bo ja zostałam, i to nawet
                    nie za operę, a za Chopina. Ale się nie przejęłam smile
                    • marquis Re: Rossini 28.11.05, 21:18
                      Ależ oczywiście i to nie raz!!! Wiesz, ja już naprawdę staram sie - jeśli już w
                      ogóle - mówic o operze w sposób z lekka niedbały, nie rzucam nazwiskami i
                      fachową terminologią, ale mimo to spotykam się z zarzutami snobizmu wink No
                      trudno, skoro słuchanie oper jest snobizmem według innych to niech sobie będzie,
                      że jestem snobem.

                      PS. Zarzut snobizmu pojawia się również wtedy, gdy ktoś słucha np. jazzu wink A
                      przecież to jest muzyka, która wyszła z ludu wink
            • marquis Re: Rossini 27.11.05, 12:20
              Nie, na pewno nie z Berganzą. Śpiewała jakaś mniej znana osoba, poamiętam, że
              dość postawna kobieta to była i że jednym z elementów dekoracji była siatka
              (taka metalowa). Niestety nic więcej nie mogę sobie przypomnieć, ale nie
              szkodzi, bo mnie się tamta pani nie podobała. Obecnie nie mam telewizora, więc o
              Mezzo mogę pomarzyć - juz niedługo jednak to się powinno zmienić smile
              • quasthoff Re: Rossini 27.11.05, 12:56
                W takim razie to było powtórzenie tamtego nagrania. Siatka metalowa była. A
                Rozyna według mnie wcale nie była taka zła, głos ładny, ciemny, ekspresyjny i
                niezłe aktorstwo. A że miała kilka nieczystych dźwięków. Zdarza się. Mnie się
                podobała. Zresztą w tej partii soprany też lubię. Kiedyś na Konkursie
                Moniuszkowskim tę arię śpiewała jakaś Rumunka,(sopran koloraturowy) tak
                karkołomnych figuracji nie słyszałem jeszcze nigdy, brawurowo perfekcyjnie
                zaśpiewała wszelkie biegniki aż dech zapierało.(myślę, że obecnie tylko Dessay
                mogłaby tak zaśpiewać) Ale niestety komisja jej nie dopuściła do dalszych
                etapów ponieważ zataiła przekroczony wiek. Muszę odszukać program, gdzieś sie
                zawieruszył i sprawdzić nazwisko tej pani, to podam na forum.
                • marquis Re: Rossini 27.11.05, 19:09
                  Szukaj szukaj, bom strasznie ciekaw. A na Dessay to już sobie ostrzę ząbki,
                  tylko czy ona wreszcie sie za tę Rozynę weźmie? wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka