johnny-kalesony
04.02.06, 15:24
Chciałby zadać Wam pytanie następujące: która płyta według Was stanowi esencję
nastrojów, panujących w latach 90'? Która najlepiej streszcza, ujmuje klimat
tej dekady?
Dla mnie jest to "Coming Up" grupy Suede z roku 97'. Jak sądzę, szczytowe
osiągnięcie teg skądinąd świetnego zespołu. Wspaniałe, melodyjne, zagrane z
polotem kompozycje, gitarzysta, wyraźnie czerpiący garściami z Hendrixa,
wyrafinowane aranżacie i to unoszące się pomiędzy taktami poczucie beztroski i
bezpieczeństwa.
Prezydentem największego mocarstwa był wtedy saksofonista-erotoman, który się
"nie zaciągał", u nas wzrost gospodarczy z roku na rok bił rekordy, gazety z
ofertami pracy grubością dorównywały książkom telefonicznym a koleżanki nosiły
minióweczki.
Zgodnie z przekonaniami myślicieli przepowiadających przyszłość, wielką
karierę robiło określenie "koniec historii".
Odtąd mieliśmy żyć w stanie błogiego dobrobytu i bezpieczeństwa, zmieniając
samochody i pnąc się po szczeblach zawodowych awansów, z dala od poważnych
konfliktów i ekonomicznych dramatów.
No i wtedy nastał rok 2001 ...
Pozdrawiam
Keep Rockin'