Dodaj do ulubionych

Forumowa Telenowela (odcinki)

    • forumowatelenowela Serce z węgla - telenowela dokumentalna - Teddy 06.03.03, 16:01
      Kłopoty koncernu Agora związane z sprawą Lwa R. doprowadzają do coraz słabszej
      sprzedawalności Gazety Wyborczej. Agora pozbywa się zależnych spółek i
      ogranicza swoją akywność w necie. W konsekwencji przestaje istnieć FORUM
      MUZYKA.
      Poznajemy losy dawnych bywalców tego forum i ich próby przystosowania się do
      brutalnej post-forumowej rzeczywistości. Nikka postanawia wziąść udział w
      Pierwszym Ogólnoświatowym Zlocie Sobowtórów Jennifer Lopez. W tym celu farbuje
      włosy na latynoski blond, uczy się niepoprawnej wymowy angielskiego i uczęszcza
      na ćwiczenia mające na celu zwiększenia powierzchni pewnej części ciała. Eska
      postanawia zostać pisarką na poważnie. Pisze książkę o wymyślonym Chłopcu z
      Przemyskich Lochów, która niespodziewanie okazuje się hitem a Joanna Rowling
      traci miano najpoczytniejszej pisarki świata. Piżmak uczy się na krawcową i
      chce dostać pracę szwaczki. Teddy po wysłaniu 45699876 listów motywacyjnych
      otrzymuje jedną propozycję rozmowy kwalifikacyjnej! Niestety - okazuje się,
      żeby otrzymać stanowisko WÓZEK WIDŁOWY SUPERVISOR nie wystarczy MBA, doktorat i
      biegła znajomość trzech języków. Trzeba jeszcze znać SAP i Teddy odpada.
      Coal Chamber za odprawę, którą otrzymał od ostatniego pracodawcy kupuje kiosk
      na zachodniej Retkinii i otwiera w nim kwiaciarnię. Troska z jaką pielęgnuje
      swoje kwiaty zwraca uwagę Astir. Czy zrodzi się między nimi uczucie????
      Jasiek 666 organizuje demonstrację pisarzy w Warszawie. Wspólnie z kolegami
      usiłuje wymusić na rządzie RP obietnicę kupowania przez rząd jednej swojej
      książki rocznie i dopłaty do komputera. Miecio zostaje Przewodniczącym
      Ogólnopolskiego Związku Maszynistów. Od tej pory w każdym pociągu posiadającym
      głośniki słychać z nich "Somebody's Else Train" The Cure. Ilhan próbuje zostać
      piłkarzem Wisły Kraków ale na razie pęta się po rezerwach. Cze staje na czele
      Centralnego Zakładu Energetycznego (CZE) i jako człowiek o socjalistycznych
      przekonaniach doprowadza do obniżek cen za energię by ludziom żyło się lepiej...

      Cdn - być może nastąpi.


      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=78&w=4492169&a=4848273
    • forumowatelenowela Serce z węgla - cz.2 - Teddy 07.03.03, 15:14
      Nikka kolejno pokonuje swoje konkurentki w konkursie sobowtórów Jennifer Lopez.
      W końcu wygrywa i okazuje się,że główną nagrodą jest noc i dyskusja z Benem
      Affleckiem. Niestety, prawdziwym.... Nikka ucieka czym prędzej.
      Mallina zakłada w Niemczech organizację Ziomalstwo Polskie i w jej imieniu
      domaga się od rządu niemieckiego odszkodowania za katowanie Polaków niemieckim
      hip hopem przez telewizję VIVA w latach 1994-2002.
      Gregkor zostaje oskarżony o prowadzenie nielegalnej drukarni w której drukowane
      są m.in. wyniki meczów. Loveletter szuka kobiety swojego życia odkąd z forum
      zniknęła dziwczyna Mickiewicza. Póki co, dostaje propozycję z BRAVO GIRL i
      współnie z Munkym piszą artykuły o Christinie Aguilerze i Britney Spears.
      Zakochuję się w nim sekretarka asystentki szefa gazety, Zsolarowana....

      cdn.


      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=78&w=4492169&a=4861395
    • zsolarowana Re: Forumowa Telenowela (odcinki) 10.03.03, 07:23
      A czemu ja mam być sekretarką??? Czy nie mogę być gwiazdą kina akcji?? smile))
      Pozdrawiam
    • forumowatelenowela Wierszyczek pętliczek - Vulture 10.03.03, 17:07
      Wierszyczek pętliczek - a tribute to John Brzechwa

      Empiczek-pentliczek

      Entliczek-pentliczek, stał sobie Empiczek
      A w tymże Empiczku wkurzony Tedziczek

      Przy Tedziczku Nikka, przy Nicce Piżmaczek,
      A na tym Piżmaczku czerwony kubraczek.

      Powiada Piżmaczek: I duzi, i mali
      I Cze i znajomi wciąż Fila słuchali.

      A ja już nie mogę! Już dosyć! Do d...!
      Mam chęć na Gabriela! Chodźmy na zakupy!

      I poszli do sklepu, jak wpadli, stanęli
      I zaraz pod przegródkę z „G” polecieli

      Są w sklepach - wiadomo - zwyczaje logiczne,
      Płytki poukładano w nich alfabetycznie,

      Piżmaczek, Tedziczek i Nikka pomknęli,
      Gdy tylko wielkie „G” nad półką ujrzeli.

      Na półce – G jeszcze większe zastali
      I załamali się, i popłakali

      Z Gabriela tam nici, ale nic to, no bo
      Peter inną zastąpiony został osobą

      G jak „Greatest” Fila przeboje zebrane,
      G jak „Golden Remixes” z „Testify” wydane,

      Tedziczek z Piżmaczkiem i Nikką westchnęli,
      I wychodząc, słów parę brzydkich powiedzieli...

      No, widzisz, Piżmaczku! I co z Twą muzyczką?...
      Zostaw te zapałki! Odejdź od Empiczku!!!!


      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=78&w=4492169&a=4869354
    • forumowatelenowela Jak to z serialem bywało... - Jack 10.03.03, 17:09
      - witaj Lwie, co u Ciebie słychać co porabiasz?
      - witaj Teddy, dziekuje wszystko w porzadku, ryby sobie łowię...a Co u Ciebie?
      - a dziekuje...drogi Lwie, co myslisz o moich scenariuszach...
      - scenariszach...? ...ach dałem je Trzaskalskiemu...
      - temu Trzaskalskiemu? ?? i co mówił o nich?
      - och, bardzo mu się podobały, był pod ogromnym wrażeniem
      - tak...Lwie...???
      - wpadł ma swietny pomysł co do obsady
      - tak...?
      - obnizymy koszty i role powierzymy naturszczykom - da to doskonały efekt
      artystczny
      - tak...?
      - drogi Teddy... znajdziesz aktorów ...była propozycja że może zrobimy tak -
      Ty zagrasz teddiego, rolę vulture damy vulture, pizmaka - pizmakowi, madee.-
      zagra medee, a miecia może grać ...np: miecio ...itd...
      - acha ...
      - drogi Teddy ale pogadamy poźniej bo ryba mi bierze...
      - ....
      - drogi Teddy ..mam prośbę nie dwoń już do mnie komórki bo mam jakieś problemy
      techniczne z billingami...pozrawiam serdecznie Ciebie i oczywiście nikkę...
      - Pozdrawiam Lwie ...niech Ci ryba dobrze bierze...
      ***


      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=78&w=4492169&a=4869562
    • forumowatelenowela Serce z węgla - cz.3 odcinek muzyczny - Teddy 10.03.03, 17:11
      W tym odcinku wszyscy bohaterowie tańczą, śpiewają i niektórzy nawet grają.
      Zachęcony ogłoszeniem Agnieszki Chylińskiej Basstard postanawia aplikować na
      stanowisko basisty w jej nowym zespole. Na początku spotyka się z konsultantką
      firmy rekrutacyjnej GRAFTON i poci się przy odpowiedziach na pytania o
      doświadczenie zawodowe w zarządzaniu instrumentem i urządzeniami peryferyjnymi -
      tym bardziej,że nie wiedzieć czemu rozmowa odbywa się w języku angielskim.
      Słowa użyte przez Basstarda typu "overdrive", "flanger" i "octaver" robią
      jednak wrażenie na pani konsultantce, która udaje,że ich znaczenie zrozumiała.
      Nadchodzi czas na kolejny etap rekrutacji czyli assessment centre. Basstard po
      kolei eliminuje swoich konkurentów, wykazując pełny profesjonalizm
      podczas "tappingu całymi akordami" i "klangu z jednoczesnym użyciem
      flażoletów". Gdy w końcu staje przed obliczem swojej ewentualnej przyszłej
      pracodawczyni musi z 678 utworów możliwych do wylosowania na tym etapie
      rekrutacji zagrać jeden. Niestety, ma pecha - wylosowuje "The Scientist"
      Coldplay i z obrzydzenia puszcza tzw. pawia.... Stanowisko basisry w tej
      sytuacji jak zwykle obejmuje Wojciech Pilichowski.

      cdn.


      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=78&w=4492169&a=4878354
    • forumowatelenowela odcinek muzyczno-aferalny - Teddy 10.03.03, 17:12
      8 kwietnia 2003. Tłumy fanów gotyku tłoczą się w Stodole, czekając na koncert
      SISTERS OF MERCY. Wśród nich znajduje się Nefil, który ma plan.....
      Gdy dowodzony przez Andrew Eldritcha zespół zmierza już z garderoby na scenę
      okazuje się,że zaginął jeden z członków zespołu - Dr. Avalanche. Organizatorzy
      koncertu otrzymują telefon - prawdziwie gotycki i pochmurny głos proponuje,że
      za jedyne 100.000 euro Dr.Avalanche odzyska wolność. Po konsultacji z
      Eldritchem, ubolewającym nad nieszczęściem jakie spotkało jego jedynego
      przyjaciela i presją tłumu czekającego na występ SOM, organizatorzy decydują
      się spełnić warunki okrutnego porywacza. Równolegle jednak powiadamiają UOP
      (czy jak to się tam teraz nazywa). Podłożoną pod trzeci filar z prawej strony
      reklamówkę z okupem podnosi ubrany na czarno i pochmurnie wyglądający młody
      człowiek. W tej samej chwili otaczają go funkcjonariusze. Nefil nie daje się
      tak łatwo - grozi okaleczeniem Dr.Avalanche'a (a w ręku trzyma śrubokręt!). Gdy
      otrzymuje status świadka koronnego, decyduje się ujawnić swojego mocodawcę.A
      tymże okazuje się Lew Rywin!!!!!
      W nowo zaistniałej sytuacji, na drugi dzień po koncercie Sisters of Mercy,
      Nefil oraz jego ofiara stają przed komisją sejmową. Nefil mówi o wszystkim co
      wie, natomiast przesłuchanie Dr.Avalanche'a nastręcza członkom komisji trochę
      kłopotów. Oto zapis przesłuchania:
      Posłanka Błochowiak (SLD) : Czy lepiej współpracowało się panu z Craigiem
      Adamsem czy z Patricią Morrison?
      Dr.Avalanche : Pu cy Pu Pu Cy Pu Cy Pu Pu Cy
      Poseł Kopczyński (ex-LPR): Czy Sisters of Mercy to zespół satanistyczny?
      Dr. Avalanche : Pu Cy Pu Pu Cy Pu Cy Pu Pu Cy
      Poseł Rokita (PO) : Czy mógłby pan określić relacje, które łaczą pana z Andrew
      Eldritchem?
      Dr. Avalanche : Pu Cy Pu Pu Cy Pu Cy Pu Pu Cy
      Posłanka Beger (Samoobrona) : Jakim jest pan człowiekiem, panie Doktorze
      Avalanche?I jaką uczelnię medyczną pan ukończył?
      Dr.Avalanche : Pu Cy Pu Pu Cy Pu Cy Pu Pu Cy

      Ostatecznie członkowie komisji podziękowali Dr.Avalanche za udzielenie
      wyczerpujących wyjaśnień.


      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=78&w=4492169&a=4879248
    • forumowatelenowela Paragraf 22 - Homohedonistus 12.03.03, 20:46
      Na forum muzyka pada dziki strach. Vulturecart znowu podnosi liczbę
      obowiązkowych obecności na zlotach. Z 10 na 15.

      - On chce mnie zabić! - krzyczy Gassparian.
      - Kto? - pyta flegmatycznie Czevinger.
      - Vulturecart! na każdym zlocie puszcza mi klasyczne płyty muzyki polskiej.
      - Ależ on puszcza je wszystkim forumowiczom. Chce zabić wszystkich forumowiczów.
      - A co to za różnica?


      - Musisz mnie zwolnić z uczestnictwa z zlotach - krzyczy jak obłąkany
      Gassparian do ucha doktor Madeeka.
      - Właściwie to da się to zrobić...jest przepis by zwalniać z uczestnictwa w
      zlotach każdą osobę, która zwariowała.
      - Czevinger jest wariatem. Bierze z przyjemnością udział w każdym zlocie, mimo
      że przecież kiedyś go muzyka serwowana przez Vulturecarta zabije. Ostatnio
      połowa forumowiczów miała zawroty głowy po przesłuchaniu Filipinek! Czevinger
      jest wariatem!
      - Oczywiście, że jest!
      - I możesz zwolnić Czevingera?
      - Jasne, ale najpierw on sam musi się do mnie zgłosić. Tego wymagają przepisy.
      - Więc dlaczego on się do ciebie nie zgłasza?
      - Bo to wariat!
      - Ale wystarzy by się do ciebie zwrócił?
      - Tak, niech się do mnie zwróci.
      - I wtedy będziesz mogła go zwolnić?
      - Nie, wtedy nie będę mogła go zwolnić.
      - Chcesz powiedzieć, że jest jakiś kruczek?
      - Jasne, że jest. "Człowiek, który chce się zwolnić z uczestnictwa w
      zlotach nie jest prawdziwym wariatem".

      Na koniec pomocnicy doktor Madeeka, czyli Crotalus i Ydorius łapią Gasspariana,
      smarują mu dziąsła i palce u nóg gencjaną, wydają mu też środki
      przeczyszczające, które Gassparian natychmiast wyrzuca w krzaki.

      Gassparian postanowia uciec na forum Kraj. Może tam bezpiecznie posiedzieć, nie
      biorąc udziału w zlotach. Jest jednak mały problem. Osoby, które się tam
      udzielają są bardzo chore, niektóre nawet nieuleczalnie. Gassparian nie jest
      wstanie wytrzymać tam długo.

      Nadchodzi kolejny zlot forum muzyka.

      - Jesteście forumowiczami z forum muzyka - mówi do zebranych Vulturecart - żadni
      inni forumowicze nie mogą tego o sobie powiedzieć. Zastanówcie się nad tym!

      Z głośników leci Irena Santor...

      - To mnie wykończy - skarży się Gassparian - i jeszcze ten Nefilkopf i jego
      defilady w rytm muzyki puszczanej przez Vulturecarta. Musi być jakiś sposób!
      - Gregkorr - mówi flegmatycznie Czevinger
      - Gregkorr zapił się na śmierć.
      - Ależ nie, na każdym zlocie pił tak, że w końcu Vulturecart przestał na niego
      zwracać uwagę, aż wreszcie wszyscy uznali, że zapił się na śmierć. Ale ostatnio
      przesłał mi maila. Napisał, że teraz jak wszyscy myślą, że nie żyje, może robić
      wszystko. Podobno ciągle przesiaduje na czacie erotyka. Wiesz jakie tam można
      kobiety spotkać? - rozmarza się Czevinger.
      - Więc jest dla mnie szansa! - krzyczy Gassparian i biegnie z nadzieją do
      najbliższego sklepu ogólnospożywczego...

      Słychać piosenkę Violetty Villas...coraz ciszej i ciszej...


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=4492169&a=4905753
    • forumowatelenowela Podejście telenowelo-surrealistyczne - Aric 19.03.03, 19:34
      Tasma odnaleźiona w kapeluszu magika 1973 roku i zagubiona w 1975 w Dolinie
      smierci. Ponownie odnaleziona w 1987 w ciele zabitego weża, nie mógł strawić,
      zaginęła ponownie w 1990 na bagnach Florydy, odnaleziona ponownie w prywatnej
      kolekci znalezisk bagiennych u Johna Swampa, mieszkajacego samotnie na drzewie.
      Potem trafiła do wielkiego miasta i krażyła z rak do rąk, a wszyscy, którzy ją
      widzieli ginęli w niewyjasnionych okolicznościach po siedmiu dniach od
      obejrzenia. Nigdy nie udało się zrobić kopii. Nastepnie w niewyjasnionych
      okolicznościach znaleziona przez Munkiego w 2003 roku, na przystanku
      autobusowym linii 73, obok ciała dziwnie wykrzywionego przez stężenie
      pośmiertne osobnika płci męskiej...

      Reżyser nieznany.


      Piżmak i Martolka przyszły pod koniec imprezy. Wprosiły się na przyjęcie
      urodzinowe Munkyego. Nie odmówił im posiłku, napojów alkoholowych i zabawy,
      gdyż powiedziały, że pracują w zoo. Munky bardzo lubił zwierzęta, a ponieważ
      impreza miała się ku końcowi przydały się nowe twarze, w dodatku były to iście
      piękne twarz. Bawił się więc, tańczył na przemian z Pizmakiem i Martolką aż do
      momentu zejścia. Film mu się urwał i obudził się dopiero około południa.
      ***
      Gdy obmył twarz i wypełnił organizm odpowiednią ilością płynów, postanowił udać
      się do dużego pokoju. Nie spodziewał się zbyt szczególnych atrakcji, lecz na
      środku dywanu stał sobie niczym nie wzruszony mrówkojad i wpatrywał się w okno
      balkonowe. Munky osłupiał, a po chwili rozejrzał się dokoła. Jego matka Madee
      siedziała na kanapie.
      - Co to jest? - Spytał ją.
      - Mrówkojad. - Odpowiedziała Madee.
      - Wiem, że to mrówkojad, ale skąd się wziął?
      - Twoje znajome, Pizmak i Martolka rano przyniosły. - Odpowiedziała Madee i
      zaczęła czytać gazetę.
      W tym momencie do pokoju weszła jego siostra, Nikka niosąc w dłoniach miskę
      pełną mrówek.
      - Śniadanko. - Zawołała do mrówkojada i postawiła mu przed ryjkiem posiłek. On
      natomiast zabrał się do spożywania. Przy pomocy długiego języczka wciągał coraz
      większe ilości mrówek. Był szczęśliwy.
      - Skąd się wziął ten zwierzak? - Zapytał ponownie Munky, tym razem Nikkę.
      - Twoje znajome, Pizmak i Martolka przynisły dziś rano. - Odpowiedziała.
      Postanowił zapytać inaczej:
      - Dlaczego?
      - Bo wczoraj ciągle marudziłeś, że chciałbyś mrówkojada. Pewnie tego nie
      pamiętasz, bo byłeś zalany jak bela, ale one pamiętały. Przyjdą po niego
      wieczorem.
      Munky był lekko zaniepokojony o stan swojego umysłu. Co mu strzeliło do głowy?
      Pytał w myslach sam siebie. Mrówkojada do domu sprowadzać.
      ***
      Minęła godzina, mrówkojad zaczął się przeraźliwie wiercić, co według Munkiego
      nie było dobrym znakiem. I stało się, mrówkojad najpierw puścił bąka, następnie
      się sprężył i wypróżnił na dywan. Co to był za widok. Niezapomniana chwila.
      Mrówkojad srający w jego własnym domu na jego własny dywan. Jednak nie był to
      koniec dzisiejszych atrakcji. Niecałe pięć minut później okazało się, że nie
      był to mrówkojad płci męskiej, jak to z góry Munky założył. Pani mrówkojadowa
      bowiem położyła się nieopodal swoich ekskrementów i urodziła sześcioro małych
      mrówkojadów. Trwało to niespełna chwilę. Następną niecałą chwilę zajęło im
      wstanie na nogi i ustawienie się w dwuszeregu za swoją matką. Wszyscy
      jednocześnie zasalutowali prawymi przednimi kończynami i oświadczyli chórem:
      - Idziemy walczyć za naszą ojczyznę.
      Tego było za wiele. Nie czekając na dalszy rozwój wypadków Munky wyszedł na
      balkon w celu zaczerpnięcia odpowiednich porcji powietrza. A tu czekała go
      następna niespodzianka. Na balkonie leżała bowiem kobieta. Miała dwadzieścia
      kilka lat lat i nie oddychała. Manky rozpoznał w niej swoją byłą narzeczoną,
      Mallinę. Rozpoczął więc reanimację. Odchylił jej głowę w tył. Pięć ucisków w
      dolnej części mostka na serce i jeden głęboki wydech powietrza z jego do jej
      płuc. Powtórzył tę czynność kilkakrotnie. Kobieta wreszcie się ocknęła,
      podobnie jak Munky. To był tylko popołudniowy sen. Obudził się pięć minut przed
      godziną szesnastą.
      ***
      - Chyba zbyt dużo tych forumowych telenowel się naczytałem. - Powiedział do
      siebie i poszedł do lodówki po zimne piwo. Piżmak i Martolka już tam na niego
      czekały...


      www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=78&w=4492169&a=4964347
    • forumowatelenowela O jeden zlot za daleko - Teddy 05.04.03, 15:49
      Pociąg relacji Warszawa Wschodnia – Łódź Fabryczna przybył z lekkim opóźnieniem
      na stację końcową, wypluwając wśród rzeszy ludzi codziennie dojeżdżających do
      pracy także kilkunastu warszawskich bywalców Forum MUZYKA. Czekający na peronie
      Aric rozpoznał ich bez problemu gdyż byli odpowiednio zdizajnowani, cool i
      trendy.

      - Kuba jestem – przedstawił się Aric.

      Czujny jak zwykle Teddy przypomniał sobie, że Aric miał inaczej na imię. A może
      tylko mi się wydawało ? – w końcu starym już – pomyślał w duchu Teddy - ale
      gdzieś już tego Arica widziałem. Na pewno.
      Koncert zaczynał się za pół godziny więc wszyscy udali się czym prędzej do pubu
      Podpiecek. Czekali już na nich Elentarii, Srootootoo, As (naprawdę Krzysiek),
      Loveletter (naprawdę Marcin) i nawet Coal Chamber, który okazał się
      przesympatycznym studentem filozofii i momentalnie zaskarbił sobie wdzięki
      wszystkich przybyłych dam. Nicce tylko jedna rzecz nie dawała spokoju ,
      mianowicie na scenie obok instrumentów i wzmacniaczy znajdowały się sporych
      rozmiarów kamienie i butelki z płynem o kolorze piwa, który to płyn piwem chyba
      nie był. Usiłowała zwrócić uwagę na pozostałych na te niespodziewane elementy
      scenografii ale uczestnicy zlotu wydawali się być całkowicie pochłoniętym
      typowym zlotowym amokiem rozprawiając o wyrzuceniu Leszcza z Wyborczej, modnym
      ostatnio Interpolu i rozpadzie ONA. Jedynie Jasiek mówił do Asa i Lovelettera –
      Czy myśmy już wcześniej się nie spotkali???

      Zaczął się koncert Niemytych Jeży. Ale okazało się, że wszyscy łódzcy forumowcy
      w nim grają! A As jest wokalistą!!!!!

      - Cześć! – rozpoczął As – fajnie k..., że przyjechaliście tu z j.......
      warszawki. A Ty Vulture mówiłeś, że nie mam poczucia humoru. Nie miałeś racji .
      A wy nie macie za grosz wyobraźni i jesteście w pułapce. Zespół Niemyte Jeże
      nie istnieje. A my nazywamy się inaczej....

      Niezłe jaja – zdążyła pomyśleć Piżmak ale w tym samym momencie zespół zaczął
      grać. Niektórzy warszawscy forumowcy wpadli w panikę już przy pierwszej zwrotce
      gdy poczuli się wyrwani do tablicy określeniami „panie menedżerze” i „modna
      dziennikarko”. A przy refrenie „mamy butelką z benzyną i kamienie” wszyscy
      rzucili się do ucieczki. Niestety – drzwi od pubu były zamknięte.

      - A ostrzegaliśmy – mówił As przy wtórze zespołu i kontynuował –
      mówiłem, co może się zdarzyć jak się spotkamy.... Co Piżmaku, może mamy zagrać
      jak The Clash?

      Wydawało się, że już nic nie uratuje nieszczęsnych warszawskich forumowiczów
      przed zemstą zespołu Cool Kids of Death gdy przez jazgot zespołu przebił się
      ostry i świdrujący dźwięk piły mechanicznej atakującej drzwi wejściowe. Za
      ostrzem piły ukazała się ręka w mundurze kolejarskim a potem cały Miecio.

      - Przepraszam! - powiedział - pośpieszny ze Szczecina miał opóźnienie .
      Zdążyłem w ostatniej chwili.


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=4492169&a=5512006
    • forumowatelenowela FORUM MUZYKA & & #35 8211; ROK 2023 - Teddy 13.04.03, 13:36
      - Cześć – z wideofonu Nikki odezwał się znajomy głos Jaśka 666– czy
      mogę się teleportować do Ciebie?
      - Spox – odpowiedziała Nikka – ale za pół godziny .Nie wcześniej bo
      teraz mam doła.
      - Dzięx – Jasiek 666 uśmiechnął się i dorzucił – sejtan rulz.

      Gdy zniknął z ekranu , Nikka w zadumie pochyliła się nad urną, w której
      spoczywał jej ukochany były mąż . Umarł on na skutek tak zwanej śmierci
      technicznej, przyczyniając się na szczęście wcześniej do tego, że Nikka stała
      się najbogatszą kobietą świata. Był mężem idealnym – nigdy nie miał żadnych
      pretensji, nie chodził na piwo z kolegami, nie zdradzał, nie oglądał
      transmisji piłkarskich i był bardzo muzykalny. To dzięki niemu Nikkę w
      rodzinnym Otwocku zaczęto tytułować Panią Doktorową. A ona sama mówiła „mój
      mąż z zawodu jest doktorem” . I to ona namówiła swojego męża by wyrzucił z
      zespołu Andrewa E. - tego, który bezczelnie uzurpował sobie miano jego
      lidera . Wspomagani przez prawników z Cameron McKenna i konsultantów z
      Ernst&Young Nikka i jej mąż udowodnili,że to Doktor jest autorem wszystkich
      kompozycji które kiedykolwiek nagrał zespół Sisters of Mercy. A następnie
      zażądali tantiem autorskich za 45 lat do tyłu plus tantiem od wszystkich
      wykonawców, którzy kiedykolwiek niewolniczo wykorzystywali pracę Doktora bądź
      członków jego rodziny (Roland TR-909 czy Roland-TR 303). Trochę się tego
      uzbierało....
      Biedny Dr. Avalanche któregoś dnia jednak przestał funkcjonować. Jego
      czerwone diody przestały świecić swym filuternym blaskiem a jego serce
      przestało odmierzać miarowy rytm na 4/4. Biedny Doktor dzięki swemu
      prześladowcy Eldritchowi nigdy nie poznał piękna 7/4 czy 11/8....

      - Jestem – Jasiek666 właśnie przyteleportował się gdzieś z sufitu –
      komp mi się zjebał. Może lukniemy do Twojego?

      Usiedli razem przy ekranie. Było co oglądać. Teddy znowu wymyślił jakiś
      kretyński konkurs z historii polskiego rocka. Jedno z pytań brzmiało : KTO W
      ROKU 2015 przyłączył się Budki Suflera? A/Peja B/Michał Wiśniewski
      C/Artur Hajdasz D/Roman Kostrzewski. Nikka i Jasiek nie mieli
      wątpliwości......

      Cdn.


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=5579981
    • forumowatelenowela FORUM ROMANUM - Teddy 13.04.03, 13:39
      FORUM MUSICUM ROMANUM - 56 rok p.n.e.

      Ten dzień zapowiadał się wyjątkowo dobrze dla cesarza Vulturusa. Słońce
      świeciło i posłańcy z dalekich krajów donosili coraz to nowe informacje o
      podbojach kolejnych ziem.
      Wódz Aricus podbijał właśnie Forum Fabricum w dalekim Centralnym Lechistanie a
      w planach miał zwycięstwo nad przebiegłym Coalusem Chamberusem, władającym
      Ziemią Retkińską. Dzięki talentom dyplomatycznym księżnej Mallinei także i
      Germania wyglądała na sprzymierzoną.

      - Imperatorze – usłyszał Vulturus i zobaczył swojego ulubieńca Ilhanusa ,
      który świeżo powrócił z Celtyckiego Kraju.
      - Czego sobie życzysz, mój rycerzu? – łagodnie popatrzył na dzielnego,
      młodego dowódcę, który wsławił się licznymi podbojami.
      - Niewolnika Ci przywiozłem, O Najjaśniejszy z Jasnych!


      Vulturus ujrzał przed sobą mężczyznę w wieku średnim, łysiejącego, grubawego i
      obdarzonego głupkowatym uśmiechem.

      - A co on potrafi? – zapytał Ilhanusa.
      - Mówi, że śpiewa i gra na wszystkich instrumentach.
      - Ach tak..... Przybliż się zatem, niewolniku. Jak Cię zwą?

      Niewolnik wypiął swój tors i dumnie oznajmił :
      - Zwą mnie Filonem z Kolinsu , o Panie!
      - Czy rzeczywiście potrafisz śpiewać, Filonie? – zapytał Vulturus.
      - O tak, Panie!
      - To zaśpiewaj nam pieśń w swoim języku, Filonie.

      Filon z Kolinsu nadął się, nabrał powietrza do płuc i zaryczał niczym stado
      bawołów:
      - Ajken filet only indier tunajt,oł lord, oł lord!

      W tej samej chwili słońce zaszło, chmury pojawiły się na niebie i rozpętała
      się ulewa.

      - Bogowie rozgniewali się na nas! – krzyknął przerażony Vulturus –
      zabrać go stąd! Co to będzie, co to będzie......

      Cdn.


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=5579981&a=5580712
    • forumowatelenowela FORKA ZE DWORKA - Vulture 13.04.03, 13:40
      Przed rozwalającą się ze starości chałupą siedział Tedko z połowicą swą,
      Piżmą. Tedko kopcił skręcone w rulonik liście łopianu, a Piżma wygrzewała się w
      słabych promieniach wiosennego słońca.

      - Jaśnie pan podatnik przyjadą skoro świt- powiedział Tedko – a sakwa ci
      u nas pusta.
      - Ech, stary – odparła Piżma, popijając przez słomkę z kłosa zrobioną
      zsiadłe mleko – bo ty się koło interesu zakryncić nie umisz. Patrzaj na ziomali
      zza płota, jak się pourządzali. Chałupy u nich wielgie, a u nos bida aż wstyd
      ludziom pokazywać.

      Tedko westchnął tylko, albowiem dawno już i wina porządnego w ustach nie miał,
      chałupę też chędożyć się bał, bo mogłaby się rozlecieć w drzazgi.

      - Mam ci ja pomysł, stara – rzekł Tedko po godzinie intensywnego
      zaciągania się łopianowym skrętem.
      - Ty? Stary, dworować ci się ze mnie zachciało...
      - Mam, stara. Dajno te gary co po obiedzie na ganku schną.
      - A po co ci te skorupy? Nikt nie kupi ich od nas! – krzyknęła zdziwiona
      Piżma.
      - Nie będę ich sprzedawać, ino cosik innego zrobię zaraz – rzekł Tedko i
      poszedł z Piżmą po garnki i saganki, schnące po skromnej strawie.

      Tedko wziął naczynia i zaczął ustawiać je na ziemi do góry dnem. Jedno obok
      drugiego.
      - Stary! Powariowałżeś! Co ty robisz? Czart go opętał, świnto Genowefo,
      pomóż chłopu mojemu, bo oszalał...
      - Cicho, stara! Tera patrzaj! Co by nie miało się stać, będzie cud... –
      powiedział Tedko z błyskiem w oku i wziął warząchew, którą zaczął stukać w
      garnki, śpiewając przy tym:
      „Więc popatrz na mnie choć raaaaaz...”

      Wtedy z nieba zaczęła lecieć kasza manna w torebkach... potem przepiórki...
      Piżma stała urzeczona...
      - Stary! Śpiwoj dalej! Może nam co lepszego spadnie! Śpiwoj! Dawno pieczystego
      nie było!!!


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=5579981&a=5580965
    • forumowatelenowela Ja też popróbuję... - Aislinn 13.04.03, 13:44
      Piżmancja stałą przed lustrem i wzdychała ze smutkiem. Tak przykry wieczór ją
      czekał. Wypadało przyjąć oświadczyny bogatego, acz zdecydowanie niemłodego
      konkurenta. Z niechęcią dopięła gorset, który , ściśnięty mocno, wrzynał się w
      jej dziewicze ciało.”
      Ach, gdybym tak była bogata, nie musiałabym spędzać reszty mego życia u boku
      tego podstarzałego łysego milionera !” – westchnęła.
      - Piżmancjo, dziecko moje, cóż ja słyszę ! – niezadowolonym głosem rzekła Pani
      Madeeowa, wszedłszy niespodziewanie do pokoju. –Myślałam, że wychowałam cię na
      dobrą panienkę, widzę jednak, że braki w wychowaniu przejawiasz. Niepokojem
      wielkim mnie napawasz. Wicehrabia Teddeusz może i niemłody, ale to bardzo dobra
      partia dla panny bez posagu! Kogóż byś chciała innego u swego boku ? Tego
      przyjezdnego grajka, Ariczka ? Toż jedyny jego majątek to stara mandolina ! A
      Ty musisz myśleć o przyszłości, o dzieciach...Nie chcesz chyba skończyć jak
      starsza kuzynka Twoja, Nikencja? Z tym kościelnym muzykantem, Jaśkiem, się
      związawszy, biedę klepie na prowincji. A ich syn, Wulturek, mały a już taki pęd
      do wiedzy przejawia ! Cała nadzieja w tym, że ten nobliwy zagraniczny
      dżentelmen zacznie łożyć na jego wykształcenie... Podobno odkrył u Wulturka
      niezwykły talent muzyczny, do filharmonii go szkolić planuje za granicą...
      - Masz rację , mateczko droga, stawię czoła życiu...

      Cdn a może i nie.


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=5579981&a=5581922
    • forumowatelenowela Decyzja Ariczka - Aislinn 13.04.03, 13:45
      Piżmancja stała w salonie czekając na przybycie wicehrabiego Teddeusza.
      „Tak więc los mój wydaje się być przesądzony ! Cóż, myśli moje nigdy od Ariczka
      mego ukochanego nie odbiegną bodaj na chwilę, ale małżeńskie obowiązki spełniać
      przykładnie będę. Mateczka mają rację, o potomstwie myśleć przystoi, nie o
      miłości !”
      Wtem do salonu wszedł wysoki, niezmiernie chudy łysy mężczyzna w zdecydowanie
      zaawansowanym wieku. Elegancko ubrany, zagranicznemi materiałami obszyt, złote
      guziki lśniły u surduta, hiszpańskie buty miały długie, wypolerowane noski.
      Podpierając się laską, kulejąc lekko na lewą nogę, podszedł do Piżmancji.
      - Pani pozwoli dłoń swą ucałować...Szczęście wielkie mnie spotkało, duszę
      moją pod niebiosa wyniosło gdyś jaśnie pani oświadczyny me zgodziła się
      przyjąć. Przyjm me zapewnienie, że nigdy niczego w życiu ci przy mem boku nie
      braknie. Usta Pani całować będzie to dla mnie największe w życiu szczęście ...

      A tymczasem, w maleńkim pokoiku na mansardzie, w pobliżu starego królewskiego
      mostu, młody grajek Ariczek chwycił swą mandolinę i jął wygrywać smętne, tęskne
      pieśni. Myślał przy tym: Nie będzie już ona moja nigdy!
      I śpiewał :

      - Lov, lov, lov lov... lov is stronger den deeeffff….

      Wtem myśl przyszła mu niespodziewana ! Zabije wicehrabiego ! Zrozpaczona
      Pizmancja, owdowiawszy, rzuci się w jego ramiona, jako że majątek po
      nieboszczyku mężu odziedziczy przeogromny, i żyć będą długo i szcześliwie.
      Teraz trza tylko plan dobry uknuć i w czyn go
      wprowadzic...


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=5579981&a=5586897
    • forumowatelenowela Rozpisałam się, mam wenę - Aislinn 13.04.03, 13:47
      Podczas gry Ariczek począł snuć plany zabicia wicehrabiego Teddeusza, w domu
      Madeeów szykowano huczne wesele. Zaproszono osób chyba ze dwa tysiące, gdyż
      rodzina była liczna, a wszystkim należało się pochwalić, jak dobrą partię
      znalazła Piżmancja. Goście licznie zapowiadali przybycie, pani Madeeowa liczyła
      zatem na moc prezentów dla młodej pary. Nie, żeby czegoś miało im brakować,
      wszakże wicehrabia wielce zamożnym był, niemniej jednak taki na przykład
      komplet srebrnych platerów od dalekiego kuzyna , Lowleterowicza z Rygi ! Albo
      delikatną chińską porcelanę, malowaną ręcznie w różyczki, od przyjaciela
      rodziny, Chińskiego dostojnika Cze.
      „Taak, zapowiada się piękne życie dla mojej córki” – pomyslała pani
      Madeeowa. „Mnie się nie udało, wcześnie owdowiałam, mąż mój, swiętej pamięci
      Gregkorus, jako innowierca przez władzę stącon w tak młodym wieku 55 lat... ale
      za to Piżmancja będzie miała życie różami usłane u boku wykształconego
      milionera !”.

      - Szanowny wicehrabio, czy pomyślano o muzyce na wesele? Wszakże nie
      przystoi pierwszych lepszych muzykantów spraszać !
      - Dobrodziejko, oczywiście, sprawą tą zajął się osobiście mój sekretarz,
      bardzo roztropny człowiek, pan Ilhański. Skoczne ale przyzwoite, takie dostał
      wytyczne. Nie można gości rozwiązłą muzyką raczyć, ale i nie pogrzebową,
      dobrodziejko, czyż nie ? Muzyka ma być wszakże ukojeniem dla ucha i zachętą dla
      ciała by w podskoki się rwało taneczne ! Tak też i zapewne będzie.


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=5579981&a=5589023

      --
      "Życie, życie jest nowelą..."
    • forumowatelenowela Ariczek zaczyna działać - Aislinn 13.04.03, 13:48
      Słuchajta, no jakoś nie mogę przestać, tak mnie wciągnęło...

      Oto ciąg dalszy:
      Podczas gdy w ogrodach rezydencji wicehrabiego Teddeusza trwało huczne
      weselisko przy dżwiękach muzykantów, którzy to wdzięczną nazwę Oaza przybrali,
      Ariczek przemyśliwał swój plan.
      „Tak, posądzenia na mnie paść nie mogą” – myślał. „Niechby to na śmierć
      naturalną, ze starości się zdawało, wówczas i policyjny detektyw nie zdziała
      wiele. Atak serca wywołać szokiem nagłym, umarły nie opowie, co go przeraziło!
      Teraz tylko trzeba się z jego służbą zaprzyjaźnić, co by więcej informacji o
      jego trybie życia uzyskać.”
      I tak też zrobił.
      Pokojówka wicehrabiego, Ajslina, była prostą, acz bystrą dziewką. Z okolicznej
      wsi pochodząca, od najmłodszych lat o byt przywykła walczyć, teraz
      niezadowolona się zdała z nastania młodej pani domu. Gdy wicehrabia był sam, to
      i ją łaskami czasem obdarzył, a kto wie, jakie humory młoda pani ze stolicy
      będzie miała ! Skończą się zapewne przyjęcia z muzyką, pieczonymi bażantami i
      francuskimi przysmakami !
      Czarujący młodzieniec z mandoliną od początku wzbudził jej zaufanie.
      Postanowiła mu pomóc, choćn ie wiedziała, do czego zmierza. Chciał, by
      śledziła wicehrabiego Teddeusza – tak też będzie robić. Zwłaszcza, że Ariczek
      podstępu użył, na który każda kobieta się złapie – melancholijne pieśni
      wygrywał wieczorami, a Ajslina nie była na muzykę obojętna.
      Przy świetle księżyca siedzieli zatem we dwoje, i on, myśląc o swej ukochanej
      Piżmancji, śpiewał rzewnie:

      - huz gonna rajd jor łajld horses, huz gonna drałn in jor blu siiiiiiiiiiii.....


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=5579981&a=5591322
    • forumowatelenowela Dalej po trochu - Aislinn 13.04.03, 13:49
      Zanim opowiemy, jaki plan uknuł Ariczek, wróćmy na chwilę do wesela Piżmancji.
      Zagraniczni muzykanci pod wdzięczną nazwą Oaza, zaproponowani przez pana
      Ilhańskiego, wdzięcznie przygrywali. Obfitość jadła nawet osoby bywałe w
      świecie wprawiała w podziw i zdumienie. Weselnicy z lekką zazdrością spoglądali
      na młodziutką wicehrabinę. A ona ! Gdybyż tak mogła się rozpłakać, zrobiłaby to
      na pewno ! Ukochany Ariczek gdzieś tam, hen, nawet sprosić na wesele go
      matuchna nie pozwolili, zresztą jakże by to ? Stary Teddeusz nie był co prawda
      kompletnym starcem, okazał się wykształcony i bywały w świecie, słynął ponadto
      w okolicy z częstych przyjęć, ale cóż jej po przyjęciach, gdy u boku nie ma
      ukochanego mężczyzny?
      Kuzynka Nikencja zmarniała taka, wychudzona, jak patyczek biedactwo wygląda !
      Musi im ledwie na strawę starczać . Ale to widać, że jej mąż, Jasiek, kocha ją
      nad życie i krzywdy jej zrobić nie da. Dorodnego syna mu urodziła w podzięce za
      tę wielką, bezgraniczną miłość ! Mały Wulturek biega zręcznie między
      weselnikami czasem przygrywając na fujarce, wystruganej przez ojca. Tak to jest
      na tym dziwnym weselisku – arystokracja miesza się ze zubożałą szlachtą, co to
      prawie jak parobkowie żyją .
      „Też bym chciała wieść takie proste, szczęsliwe życie” - pomyślała Piżmancja. –
      „CZy dane mi to jeszcze kiedykolwiek będzie? Gdzież jest mój Ariczek ukochany,
      czy się przypadkiem za inną panną nie ogląda ?”


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=5579981&a=5592893
    • forumowatelenowela No to dalej jedziemy z tym koksem - Aislinn 13.04.03, 13:50
      Po weselu nadeszła noc poślubna.
      Ze względu jednak na dobro czytelników, opuścimy opis tejże, i skoncentrujemy
      się na poczynaniach Ariczka.
      Przyjechawszy do stolicy, zawarł znajomość z miejscowym studentem Akademii
      Medycznej, niejakim Nefilimem. Nefilim nauki pobierał w szkołach, lecz swoje
      własne poglądy na lecznictwo posiadał. Ziołami się zajmował i każdą
      dolegliwość za ich pomocą leczyć próbował. Wiedział zatem, że zioła też groźne
      być potrafią !
      Ariczek zdobył od niego liść Ichtrojusa, trującego ziela, powodującego w
      mniejszych dawkach przeczyszczenie, w większych zaś omamy słuchowe, wzrokowe i
      nawet paraliż. Postanowił, że korzystając z pomocy Ajsliny, napoi niemi
      wicehrabiego Teddeusza, by potem do konfrontacji dopuścic, podczas której
      planował dopomożenie wicehrabiemu zejścia z tego świata. A jakby nawet padło,
      to na tę dziewkę służebną , gdzie on do tego!
      Nie przewidział jednak jednej rzeczy....


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=5579981&a=5594954
    • forumowatelenowela FORUM - 50/60 w pewnym portowym mieście - Teddy 13.04.03, 13:52
      Cze od dziecka wyróżniał się na tle otoczenia. Jako jedyny nosił okulary z
      okrągłymi szkłami, mówił że kiedyś będzie popularniejszy od Chrystusa i jako
      pierwszy w klasie opanował chwyt gitarowy – konkretnie E-dur. Gitarę kupili mu
      mama, dbająca o jego wszelkie zainteresowania artystyczne. Cze pisał także
      teksty piosenek – np. takie KOCHAJ KOCHAJ MNIE TY WIESZ ŻE JA KOCHAM CIĘ.
      Niektóre wrażliwsze panny nabierały się na jego romantyzm, dopiero po jakimś
      czasie zauważając jego cynizm i skłonność do wykorzystywania innych ludzi.
      Któregoś dnia w szkółce parafialnej Cze spotkał młodzieńca o urodzie młodego
      Elvisa Presleya. Miecio, bo tak się ów piękny młodzian nazywał pochwalił się,
      że potrafi lewą ręką grać na basie. Cze był pod wrażeniem – prawdziwy bas i ta
      lewa ręka. To było coś!.
      Spotkali się ze trzy razy, co chwilę próbując sobie nawzajem udowodnić kto
      komponuje lepsze piosenki i pisze lepsze teksty. W końcu wpadli na pomysł, że
      może ktoś trzeci zweryfikuje ich racje. Na boisku szkolnym spotkali
      niewysokiego i nieśmiałego chłopca z odstającymi uszami o wdzięcznym imieniu
      Teddy. Ich nowy znajomy miał nie tylko prawdziwą gitarę elektryczną ale także
      i wzmacniacz! Pozostało już tylko wymyślić nazwę ...

      I wtedy Cze spostrzegł wracających z pracy ludzi z łopatami ;

      - KAMIENIARZE! – wykrzyknął.

      I tak już zostało. A potem zmienili nazwę na Rzuczki.

      Cdn.


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=5579981&a=5596634
    • forumowatelenowela TWIN FORUM PEAKS - Teddy 09.05.03, 18:30
      TWIN FORUM PEAKS.

      Wyróżniający się pracownik FBI – Agent Cooper zostaje wysłany do internetu.
      Konkretnie na portal www.gazeta.pl a jeszcze konkretniej na FORUM MUZYKA.
      Dzieją się tam bowiem rzeczy dziwne. Wypisywane są kontrowersyjne poglądy na
      tematy muzyczne, szczególnie na te związane z lansowanymi przez masmedia
      wykonawcami. Wydaje się, że forum zostało całkowicie zawładnięte przez na
      pierwszy rzut oka sympatycznych ludzi nazywanych TWA.
      Agent Cooper postanawia zająć się tajemniczymi przypadkami zniknięć
      forumowiczów, którzy pozostawali w opozycji do TWA lub nie do końca akceptowali
      linię programową TWA. Bez wieści przepadli Artur Dent, Szarykot, Moler,
      Stratocaster i Kugel.
      Agent Cooper miewa problemy z zaśnięciem. Wtedy gdy forumowicze już zasypiają i
      Agentowi także kleją się oczy, wydaje mu się, że widzi mężczyznę w kolejarskim
      mundurze. Innym razem ma wrażenie, że za rogiem czai się długowłosy gość z
      rogami. Raz nawet przyśnił mu się dziwny, łysy facet z wąsami .
      W rozwikłaniu zagadek forum usiłuje pomóc dzielnemu Agentowi 12-letnia Andzia.
      Ale i jej przydarza się coś dziwnego – gdy w najlepsze słucha Eweliny Flinty
      zostaje porwana i jakieś starcze ręce nakładają jej na uszy słuchawki. Słysząc
      zespół YES z płyty „Relayer” Andzia zapada w odrętwienie i już nic nie jest
      takie jak przedtem.
      Agent Cooper tropi niecnych złoczyńców ale wszędzie napotyka na zmowę
      milczenia. Eska utrzymuje, że nikogo nie widziała. Loveletter ma alibi bo był
      widziany jak szedł ulicą i potrącał przechodniów. Chyba nawet VIVA lub MTV też
      to pokazywały. Gregkor w tym czasie pokazywał czerwoną kartkę Tomaszowi Hajcie.
      Agent Cooper nie poddaje się. Postanawia podjąć wyzwanie.....

      Cdn – jak zwykle być może nastąpi


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=4492169&a=5668439
    • forumowatelenowela Wiosenny dzień Andzi... - Vulture 09.05.03, 18:31
      Andzia wesoło spacerowała ulicą, słuchając “Fasolek”. Dzień był ładny, wyszło
      nowe „Bravo” i Dannii się znów rozebrała. Nagle na jej drodze pojawił się
      obleśny starzec z haczykowatym nochalem i wrokiem alkoholika po kolejnej
      ucieczce z izby wytrzeźwień.
      - Nie wiesz może, dziecko drogie, gdzie tu sprzedają bilety na koncert
      Yes?
      - Ale pan śmiesznie mówi! Po co to „yes” na koniec? Bilety w kiosku są każdym,
      co nie? – odpowiedziała rezolutnie Andzia, ale starzec Vulture nie dawał za
      wygraną.
      - Na Yes, dziecko, Yes... – powiedział dobitnym tonem.
      - Tak, ja po angielsku panimaju – powiedziała Andzia i – chcąc uniknąć
      coraz bardziej przerażającego wzroku starca, pobiegła dalej.
      Przyspieszywszy kroku, dalej przemierzała miasto, myśląc o tym, co dzisiaj
      Michał Wiśniewski powie w „Jestem jaki jestem”, kiedy nagle wpadła na starszą
      kobietę, trzymającą w ręku napój ze słomką.
      - No co? Nie widzi, że lecę?! – spytała grzecznie Andzia.
      - Oj, dziecko, ja w twoim wieku nie mówiłam tak do starszych –
      odpowiedziała staruszka ze słomką. Andzia przyjrzała się staruszce dokładniej –
      pod ręką (tą bez napoju) trzymała duży, kwadratowy, płaski przedmiot.
      - Co to za badziew? – zapytała subtelnie Andzia.
      - To płyta Miecia Fogga, jeszcze z czasów mojej młodości... – odparła
      staruszka.
      - To jakiś MC nowy, nie? Nie znam, ale trochę za duża żeby mi w CD-ROM
      weszła. Są gry i teledyski jakieś fajne na niej? – spytała Andzia, ale
      staruszka tylko pobladła, zachwiała się, aż jej słomka wypadła z ust i poszła
      dalej..

      Andzia dalej beztrosko podskakiwała, idąc ulicą, aż przy którymś podskoku
      poczuła silne uderzenie w głowę, aż ją odrzuciło. Okazało się, że dostała
      piłką, w którą grali Gregkor z Ilhanem.
      - K....!!! Wy ch...!!! - wyszeptała Andzia.
      - O, normalnie gada, to musi być ziomalka – stwierdził Ilhan.
      - Co, k...? – spytała łagodnie Andzia – o czym wy p...licie???
      - A może ona Masłowskiej za dużo teges? – zastanowił się Gregkor...
      - Kogo, k..? Wyp..., debile jedne!!! – wrzasnęła Andzia, po czym Gregkor
      gwizdnął ją w ucho i przyznał jej fioletową kartkę.

      Andzię odrzuciło na drugi koniec miasta, gdzie przez chwilę leżała
      nieprzytomna. Gdy się ocknęła, spostrzegła, że jest w jakimś dużym
      pomieszczeniu, pełnym ludzi, świateł, fleszy aparatów fotograficznych...
      podbiegła do niej jakaś kobieta z mikrofonem, reporterka, i zaczęła zadawać jej
      pytania.
      - Tu Aislinn z Radia „Forum”; gratuluję pani tak odważnej decyzji.
      Czekaliśmy na kogoś takiego.
      - E? – spytała Andzia.
      - Naprawdę trzeba wielkiej odwagi- ciągnęła Aislinn – żeby się zdobyć na
      taki czyn. Niewielu byłoby na to stać.
      - E? – spytała Andzia.
      - Naprawdę, cały kraj, ba, cały świat będzie panią teraz podziwiał. Po
      raz pierwszy będziemy transmitowali cały program na żywo przez 24 godziny.
      - E? Jaki program? Co za program? Gdzie? Kiedy? – dopytywała się Andzia.
      - Kiedy? Od teraz – odrzekła Aislinn - jest pani gościem nowego show
      telewizyjnego, „Weekend sam na sam z Philem Collinsem i jego twórczością” –
      gratulujemy!!!
      Andzia poczuła, jak piekło otwiera swe podwoje...


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=4492169&a=5681555
    • forumowatelenowela Bajka o Czesiu i Piżmosi - Vulture 09.05.03, 18:33
      Dawno, dawno temu, w wielkim lesie, żyli sobie brat i siostra, Cześ i Piżmosia.
      Byli posłusznymi dziećmi (czasem Piżmosia przywaliła bratu, ale tak to już
      bywa) i na ogół sami nie wypuszczali się bez uprzedniego powiadomienia policji
      i innych służb. Pewnego razu Cześ i Piżmosia poszli na spacer do lasu.
      - Piżmosiu, pamiętaj, że rodzice nie pozwolili nam się nigdzie oddalać;
      mamy wrócić do domu, jak tylko zacznie się „Idol” – upomniał siostrę Cześ.
      - Cicho siedź, bo ci przywalę! – skwitowała uwagę brata Piżmosia i
      spokojnie zrywała
      kwiaty, plotła z nich wianki, a liście skręcała w ruloniki i odkładała do
      suszenia. Jej brat, widząc, że nie ma nic lepszego do roboty, zaczął robić to
      samo. Ani się spostrzegli, gdy drzewa przestały być znajome, ścieżki zniknęły
      gdzieś w żółtych płomieniach liści, a ptaki przestały pogwizdywać piosenki
      Jeffa Lynne’a.
      - Wiesz, Czesiu... nie wiem, jakby cię tutaj poinformować o pewnym
      fakcie... – zaczęła nieśmiało Piżmosia – wiesz, nie denerwuj się, ale...
      - Porysowałaś moją płytę Pete’a Besta?! – z przerażeniem w oczach spytał
      Cześ.
      - Nieee... po prostu zgubiliśmy się i nie wiemy, gdzie jesteśmy.
      - Ufff... no to mi ulżyło. Dobra, jakoś znajdziemy drogę. Chodźmy tylko w
      jakąkolwiek stronę.
      I tak szli, szli, aż zaszli do niezwykłego miejsca. Przede wszystkim zauważyli
      śliczną polankę, na której stał domek. Ale nie był to zwykły domek. Z daleka
      już lśnił, połyskiwał, mienił się całą gamą tęczowych barw... Gdy podeszli
      bliżej, okazało się, ż domek ten wykonany jest z pozczepianych ze sobą płyt
      Phila Collinsa. Cześ aż oniemiał z zachwytu.
      - Piżmosiu, widzisz to, co ja? Zobacz! Marzenie mego życia!!!
      - Taaak.. ale czy ten domek nie jest czyjś? Widzisz, Czesiu, tutaj ktoś
      może mieszkać...
      - Eee, nikogo tu nie ma przecież... chodź, weźmiemy te wszystkie płyty do
      domu i przesłuchamy!
      - No dobrze, skoro tak mówisz... – odpowiedziała Piżmosia i rodzeństwo
      zgodnie zajęło się demontażem domku. Brali płyta po płycie i składali obok na
      ziemię...

      Pracowali tak kilka godzin. Phil za Philem, okładka za okładką... Już mieli
      powoli kończyć żmudną, ale jakże obiecującą robotę, gdy tuż za ich plecami
      rozległ się straszliwy wrzask:
      - Ach, wy nicponie! Co wy żeście najlepszego narobili!!! Zniszczyliście
      mi moją szafę grającą!!! Gdzie ja teraz posłucham Phila???!!!
      Cześ i Piżmosia odwrócili się i zobaczyli groźną i wykrzywioną w grymasie
      złości Babę-Andzię, której mina świadczyła o tym, iż nie był to najszczęśliwszy
      wieczór w jej życiu.
      - Wiem, co zrobię! Czeka was kara! Za to, że zniszczyliście moją szafę
      grającą, będziecie musieli wejść do jej środka i sami śpiewać piosenki Phila
      Collinsa! Tyle razy i takie, jakie sobie zażyczę! A ja go potrafię słuchać
      godzinami!!!
      - No tośmy się wkopali... – zaczął Cześ, ale siostra zdecydowanie mu
      przerwała:
      - Cicho, bo ci dowalę! Babo-Andziu, a powiedz nam, eee, bo my nie bardzo
      wiemy, jak w zasadzie mamy wejść do tej szafy, bo nie byliśmy jeszcze nigdy w
      szafie, no a w grającej to już na pewno nie, no i, prawda, może nam pokażesz...
      - Och, wy niedojdy!!! – krzyknęła Baba-Andzia – Nic nie umiecie, nawet w
      szafie grającej nie byliście! Odsuńcie się, to wam pokażę!!!

      Baba-Andzia odepchnęła Czesia i Piżmosię od resztek szafy i wgramoliła się do
      środka. Gdy tylko zadekowała się w odtwarzaczu, Cześ przycisnął guzik z „I
      Can’t Stop Loving You”. Baba-Andzia zaczęła śpiewać, a tymczasem dzieci
      dyskretnie się wycofały i sprintem opuściły tajemniczą polankę. Odchodząc,
      Piżmosia dla pewności nastawiła wieżę na dodatkowe 10 odtworzeń, żeby Baba-
      Andzia nie zorientowała się za wcześnie, co jest grane...
      Cześ i Piżmosia wyjątkowo szybko trafili do domu... Gdy tylko wrócili i
      ochłonęli, postanowili sobie posłuchać muzyki. Cześ wziął pierwszą lepszą z
      brzegu płytę i włączył. Rozległ się lament Phila, dotyczący tego, że nie może
      przestać kochać swej lubej... Piżmosia wstała, podeszła do Czesia i przywaliła
      mu.

      <jeb>


      Koniec.


      www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=78&w=4492169&a=5682720
    • forumowatelenowela 'Znalezisko' starring Nikka & Aislinn - Vulture 09.05.03, 18:34
      - Ajslinko! Ajslinko, gdzie ty jesteś? Co za uparte dziewuszysko! -
      krzyczała na swą nieletnią córkę zdenerwowana mama, Nikkola – Niech no ja cię
      złapię!...
      - Ale mamo! – Krzyknęła Ajslinka, wynurzając się z kupy krzaków,
      umorusana jak nie wiadomo co – Mamo, ja tu coś znalazłam! Patrz!!!

      Nikkola spojrzała uważnie tam, gdzie wskazywała córka. Pomiędzy liśćmi łopianu,
      leżała sobie spokojnie okazała, elegancka buteleczka... Nie było na niej ani
      napisu, ani nic nie wskazywało na jakąkolwiek zawartość. Matowe, ciemne szkło
      uniemożliwiało stwierdzenie, czy flaszka w ogóle coś zawiera.
      - Może to coś do picia? – Zaczęła głośno zastanawiać się Nikkola, ale
      Ajslinka szybko ją zgasiła.
      - Oj, matka, ty to zawsze o chlaniu myślisz. A niby tatko nasz,
      Trzyszustek Jan, dlaczego na diecie teraz jest? Bo jak się napił z takiej
      znalezionej butelki, to o mało mu rogi nie odpadły!
      - Może i masz rację, dziecko. Ale w takim razie co może być w środku?
      Może jakiś proszek? – nadal zastanawiała się Nikkola.
      - Matka, matka, jakby się babcia Piżmakowa dowiedziała, co Ci po głowie
      chodzi, to b wszystkie płyty Fogga wyrzuciła. Nie pamiętasz, jak dziadek Miecio
      wrzucił taką butelkę do ogniska? Pół Szczecina się zjarało i nawet Odra zaczęła
      płynąć wstecz, bo to była butelka od Cool Kids Of Death...
      - Dobra, dobra, już wiem... – Nikkola stawała się coraz bardziej
      podekscytowana – Tam, w tej butelce, jest DŻIN!!!
      - Taki do picia? Oj, matka, a ty znów swoje... Mówiłam, skończ z tym
      chlaniem.. – zaczęła pouczać rodzicielkę Ajslinka, ale Nikkola stanowczo jej
      przerwała:
      - Nie do picia! Taki co spełnia trzy życzenia! Hura! Nareszcie! Nawet
      wiem, o co go poproszę... żebym miała głos jak Jennifer Lopez... żebym miała
      całą dyskografię Phila Collinsa... i żebym miała możliwość nagrania tak
      zajebistej płyty z orkiestrą, jak Bonnie Tyler!
      - A dla mnie nic? – spytała Ajslinka, nie ukrywając rozczarowania.
      - Oj, dziecko, przecież jak mamusia będzie sławna i bogata, to ci
      wszystko kupi...
      - I maksisingle Dannii też?
      - Też, kochanie, też. A teraz daj tę butelkę... Tylko ostrożnie...

      Nikkola drżącą ręką wzięła butelkę od Ajslinki i delikatnie ją potarła, a
      następnie wyjęła korek... z butelki zaczął wydobywać się różowy dym...
      zabulgotało... powoli coś zaczęło wysuwać się ze środka... Nikkola i Ajslinka
      odsunęły się nieco...
      Po chwili widać już było różowe pióro z brokatem... zaraz po nim wysunęło się
      kolejne... i kolejne...
      - Mamo, będziemy mieli indyka na obiad! To pewnie indyk w maladze! – Nie
      wytrzymała Ajslinka.
      - Cicho, dziecko, cicho, patrz... – uspokoiła ją Nikkola.

      Kłąb różowego dymu powiększył się tak, że butelki praktycznie nie było już
      widać. Poza piórami i mieniącym się brokatem, powoli rysowały się kontury
      czegoś... widać było połyskujące oczy z fioletowymi rzęsami, gdzieś w sole
      mignęły fioletowe kabaretki... gdzie indziej znów fragmenty czegoś
      cielistego... na górze jakby kawałek mopa...
      - Mama, ten twój dżin to jakiś dziwny... – zaczęła Ajslinka, ale w tym
      momencie chmura dymu opadła i dżin ukazał się Nikkoli i Ajslince w całej
      okazałości, a następnie wydał z siebie głos:
      - I’m a Genie in a bottle baby yeeeeaaaaaaaaaaaaaaaahhh...
      - AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!! Aguilera!!! – Krzyknęły Nikkola z córką i
      w panice rzuciły się do ucieczki. I tak skończyła się ich przygoda z magią
      znalezionych flaszek...


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=4492169&a=5788690
    • forumowatelenowela Pan Teddy - Astir 09.05.03, 18:36
      W Forumowie ruch wielki, lecz Teddy zmęczony
      poważnym szukaniem niby - nocnym i rannym
      nie był w stanie zwlec skroni pomrokiem złożonej.
      Lecz wnet deszczu bębnienie skończyło swe miary
      niby tańcem o szyby przyprószone lekce
      wzburzeniem refleksów w hałas ciszy niedzielnej
      w nieśmiałości wątłej słońce zza chmury wyjrzało
      przedarło się gwałtem za nic mając czas ludzi.

      Żaluzje niedzielne ukojenia nie dały
      w nadziei odcięcia się od zdarzeń ulicy
      kładąc kres marom sennym, wspomnieniom zaprzeszłym
      shine on you crazy diamond błyskając po oczach
      bólem nocnych szklanic, fermentem procentowym
      W ochronie nagłości, w przeczuciu bez-sił drżących
      na zmęczonym ciele rezygnacją szukania
      usłyszał śpiew...koszmar to wczorajszy czy real?
      Ociężałości członków stawił ostre veto
      stopy w kapcie wsunął, ręce drżały z lekka
      w tym buncie całości przeciw głupim pomysłom.

      W tym miejscu bezstrzeżnym i kolorze przedzmrocznym
      wzorem ptaka przedwcześnie zbudzonego wiosną
      niósł się trel dziewczęcy przekorą dnia szarego
      wznosił się po ścianach, rozbijał podwórzem
      sięgał krzykiem wieczornym do blood on the rooftops
      by pęknięciem kryształu uderzyć w balkony
      potem zwrot robiąc nagły szeptem przejmującym
      zwiastunem mroku się stawał, parnym, gorącym.

      W rozbudzeniu nagłym poznał Teddy sąsiadkę
      którą niby dziecko mijał do chwil dzisiejszych
      za nic mając bachora w osadzie hip hopu
      Poznał włosy te lniane, rozwiane nad czołem
      Poznał rączkę różową, wieszającą pranie
      w zadziwieniu słuchania przypadkiem zbudzony
      odkrył drugą Aishlinn tą przemianą zdziwiony.

      Po co były te noce niedospane zaszłe?
      Po cóż sił trwonił tyle na szukanie panny?
      Głowa ciężka od dźwięków wypaczonych, próżnych
      gdy tuż obok, za windą jego diva rosła?

      Nie da szansie na sukces Aishlinn swej odebrać
      Nie pozwoli, by stała się odkryciem innych
      będzie dla niej Pilchem, kreatorem dziewczęcia
      wzorem Dorotki pokaże jej światła sceny....

      Natenczas Tegosław chwycił trzyszóstkowy róg
      Jaśkowy, łosiowy, pokrętny jak wąż boa
      I zagrał:
      zgięło Teddy'ego z nagła bólem przypomnienia
      koniec wizji, kres marzeń w ten czas przedwieczoru
      trzy razy dziewięć dwa i siedem jest wynikiem
      czas kwietniowy się kończy, zaraz maj kasztanów
      a gdzie pit -y, podatki, bolesne rachunki?
      Trzy dni tylko zostały, Aishlinn nie ucieknie!!!

      I zdążając w zgarbieniu pod prysznica bicze
      myśl ostatną poświęcił rozważaniom sławy
      a może? a gdyby? a jeśli to możliwe?
      gdybyż tegosław zechciał zamienić na próbę
      róg upiorny na werbli brzęk bębnów, talerzy...
      o!...przyszłości świetlana, muzo dźwiękoskrzydła
      przyjdź, lecz od jutra, pitom daję dziś pierwszeństwo
      w konieczności ukojenia budżetu bólu!


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=4492169&a=5808075

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka