Dodaj do ulubionych

Forumowa Telenowela (odcinki)

    • forumowatelenowela Forum rurowe - Aislinn 09.05.03, 18:37
      Vulture wylogował się, założył swoje nowe zielone kąpielówki , pogłaskał po
      brzuszku Dannii usmiechającą się z plakatu w jego nowo wyremontowanej łazience
      i zanurkował do wanny.
      Przez nieco ciasne sitko przedostał się do odpływu, i dalej popłynął rurami w
      stronę centrum.
      Celem jego była łazienka tejemniczej kobiety o wdzięcznym imieniu Randka.
      Vulture spieszył się by zdążyć tam nim Randka skończy swe wieczorne ablucje i
      opuści wannę. Znał trasę na pamięć, płynął więc z zamkniętym oczami, nucąc w
      myśli ostatni przebój Phila. Wtem jego philowa głowa zderzyła się z czyjąś
      równie twardą czaszką.
      _ Jak płyniesz, k........ człowieku ! - wykrzyknął.
      - No co, zmęczyłam się , z Otwocka taki kawał a jeszczed tyle drogi przede
      mną .
      Vulture otworzył oczy i rozpoznał Nikkę.
      - Nikka ! Co Ty tu robisz ?
      - A, płynę do Agenta, bo wiesz, miał mi wypalić parę płyt Clan Of Xymox, a
      zanim pociągiem dojadę to sam rozumiesz...
      - no to narazka. Zgadamy się na forum.
      -Pa !

      Vulture popłynął dalej. Tymczasem Nikka dziarsko płynęła na północ. Hmm,
      wczesny Xymox jest wart tych bezpowrotnie utraconych kilogramów.

      nikka płynęła niczego się nie spodziewając, gdy tymczasem z dali dobiegł jej
      głos:
      - sabłej is a pornoł...
      O k........ - pomyślała Nikka. Co za palant tak fałszuje ??? i to te pitu pitu
      w dodatku ! nie zniosę !!! - i wpadła na ledwie żywą ze zmęczenia Aislinn.
      - Rety, Ais , ty lepiej nie śpiewaj, skoncentruj się na filozofowaniu dziecko
      drogie, bo wszystkich z tych rur wystraszysz ! Gdzie płyniesz ?
      -
      Eh, hh, właśnie, ku- piłam nowe Gathering i hh, tfu, zakrztusiłam się. hh
      wracam do domu...

      - to wracaj, ale może po cichu...

      I wtem...
      "W nieskończonym świecie środek jest wszędzie"


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=4492169&a=5834573
    • forumowatelenowela Forum rurowe part 2 - Aislinn 09.05.03, 18:38
      Zza zakrętu wyłoniła się niezwykle barwna postać. Za niedużą, zgrabną główką
      miała tułów przyodziany w brązowe futerko, a długie nogi zdobiły wielokolorowe
      rajtuzy w kratę, zakończone najnowocześniejszymi płetwami, specjalnie
      zaprojektowanymi do celów komunikacji rurowej.

      - Piżmak ! Kopę lat ! Co słychać ? – spytała Nikka.
      - No witaj, malutka ! Tak sobie klabing uprawiam, komp mi się popsuł więc nie
      mam co robić i pływam po ludziach. Całe szczęście, że Janek po stracie roboty
      załapał się jako stróż rurowy ! Wreszcie człowiek może bezpiecznie się poruszać
      po tym mieście, bo zawsze poczciwina ostrzeże przed skażeniem terenu.

      Jakby na zawołanie w tym momencie rozległ się metaliczny głos Janka:

      - Uwaga uwaga ! Uprasza się o ostrożność w sektorach trzecim i czwartym.
      Sektory skażone Kają P. Powtarzam : uprasza się o ostrożność w sektorach...
      -
      - No proszę ! Znów! Co za miasto cholerne, gdzie nie wypłyniesz to skażenie !
      dobrze że mam ze sobą swojego swimmana ! Zaraz sobie kleszów zapuszczę i kicham
      na skażenie!
      - Ba ! Jak ktoś taki zdizajnowany, to mu dobrze. W każdej sytuacji sobie
      poradzi... – westchnęła Nikka i udała się na północ, szczęśliwa, że nie musi
      przepływać przez sektory trzeci i czwarty.

      Piżmak zaś sięgnęła zwinnie za plecy, spomiędzy rajtuzów i futerka wyciągnęła
      dwie cienkie rureczki zakończone gąbeczkami i włożyła je sobie do uszu. Wkrótce
      w jej uszach rozległy się kojące dźwięki Cool under Heat...
      Swimman był najnowszym krzykiem mody, dostępnym na razie tylko dla wybranych.
      Zresztą, nie każdy się decydował – wymagał on bowiem zaszczepienia w dolnej
      części pleców małego portu, który pozwalał na swobodną komunikację dźwięków
      pomiędzy wyobraźnią i pamięcią a uszami. W końcu nie każdy pamięta to, czego
      chce akurat posłuchać... Nie każdego zaś stać na wzmacniacz pamięci..


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=4492169&a=5838712
    • forumowatelenowela Bajka o Królewnie Śm_esce - Vulture 09.05.03, 18:38
      Królewna Śm_eska błądziła od paru godzin po ciemnym lesie. Musiała uciekać z
      rodzinnego zamku przed fochami swej okrutnej macochy, Martoli, która zmuszała
      ją do słuchania godzinami przebojów Krzysztofa Krawczyka w wykonaniu zamkowych
      Trubadurów. Ojciec Śm_eski, król Jasiek Sześćset sześćdziesiąty szósty, nic nie
      mógł poradzić, czując się całkowicie zależnym od despotycznej małżonki, która
      była zazdrosna o urodę i powodzenie pasierbicy. Miała ona magiczną szafę
      grającą, którą codziennie pytała:
      - Droga szafo, powiedz przecie, kto ma najlepsze płyty na świecie?
      A szafa odpowiadała wówczas:
      - Piękne Twe płyty jak aniołki w niebie, lecz Śm_eska ma stokroć lepsze
      od Ciebie...
      Wtedy królowa Martola kopała ze złości szafę, która automatycznie włączała się
      na odtwarzanie hymnu państwa, „Keine Grenzen mehr” i zastanawiała się (królowa,
      nie szafa), jak by tu dokuczyć znienawidzonej pasiebicy. Pewnego wieczora
      Śm_eska nie wytrzymała występu Trubadurów, zabrała discmana i kilkadziesiąt
      podstawowych płyt, a następnie – nie bez żalu – opuściła zamek.
      Tułała się po lesie, tułała, aż w końcu doszła do polanki, na której stała
      chatka. Mimo pewnych problemów z wyłamaniem drzwi i wybiciem szyby w oknie,
      Śm_eska weszła do domku i doznała napadu śmiechu, gdyż wydawało jej się, że po
      uderzeniu się głową w niski strop przy wchodzeniu, popsuł jej się wzrok i
      widziała wszystkie rzeczy jakby pomniejszone, meble, wystrój wnętrz, wszystko
      było kilka rozmiarów mniejsze. Po chwili zorientowała się, iż – istotnie –
      wszystko, co znajdowało się w domku, wyglądało normalnie, tylko jakby stworzone
      dla dzieci. Mimo wszystko, postanowiła się zatrzymać na chwilę, gdyż była
      zmęczona, a i discmana trzeba było doładować. Śm_eska położyła się na jednym z
      mniejszych łóżeczek i zapadła w głęboki sen...
      ***

      - Hej, chłopaki, znowu jakiś dzik rozwalił nam drzwi! – powiedział
      krasnal Srutek, gdy zbliżył się do domku.
      - Ojej!- krzyknął krasnal Wultek – i okno znów wybite! To te cholerne
      wiewiórki!
      - Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! – zakrzyknął krasnal Tedek po wejściu do
      chatki – Tutaj jest czyjś discman!
      - Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!- wrzasnął krasnal Zerek – Tutaj
      są czyjeś płyty!
      - Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! – wydarł się krasnal
      Lowcio – Tutaj przede wszystkim KTOŚ jest!!!
      Ponieważ krasnale wrzeszczały strasznie głośno, królewna Śm_eska natychmiast
      się zbudziła i patrzyła z niedowierzaniem.
      - Kim wy jesteście? - spytała.
      - Panienko, my tu mieszkamy! Jesteśmy krasnalami – odpowiedział Greguś i
      przedstawił kolegow – To jest Wultek, Tedek, Srutek, Lowcio, Zerek, Asio i ja-
      Greguś.
      - A ja jestem Śm_eska. Uciekam przed kaprysami swej okrutnej macochy,
      królowej Martoli. Czy mogę się u was zatrzymać?
      - Ależ będzie to dla nas zaszczyt, droga królewno, racz tylko nie
      przyjmować obcych w domku, bo może się to źle skończyć – powiedział roztropnie
      Tedek.
      - Obiecuję, że nie będę – powiedziała Śm_eska i tak się stało. Krasnale
      codziennie chodziły do roboty, a w tym czasie Śm_eska pomagała im w domu i dni
      płynęły leniwie, spokojnie, ale do czasu...
      ***
      - Droga szafo, powiedz przecie, kto ma najlepsze płyty na świecie?-
      spytała swą czarodziejską szafę grającą królowa Martola, licząc na to, że
      wyrodną pasierbicę, która nie znała się na pięknie muzyki Trubadurów, dorwał
      wreszcie jakiś laryngolog.
      - Królowo, kolekcja twa z pereł się składa, lecz Śm_eska ciekawszą
      znacznie posiada – odrzekła szafa i dostała kopa. Królowa była wściekła i
      zaczęła obmyślać okrutny plan.
      - O, już ja jej dam złotą kolekcję, tej gówniarze jednej! Popamięta
      mnie!!!
      Śm_eska – jak co dzień – została sama w domu krasnali, gdy te poszły do
      pracy. Właśnie sprayowała ich chatkę w logo Deep Purple, na specjalne życzenie
      Wultka, gdy nagle usłyszała głos:
      - Płyyyty, bardzo tanie płyyyyty... – Śm_eska odwróciła się i zobaczyła
      uroczą staruszkę z koszem pełnym wspaniałych nagrań.
      - Ojej, dobra kobito, cóż za wspaniałości masz w tym koszyku! Jaka
      szkoda, że nie mam pieniędzy, na pewno bym którąś kupiła! – wykrzyknęła
      Śm_eska, nie wiedząc, że ma do czynienia z przebraną Martolą.
      - Ależ piękna panienko, ja Ci dam jedną płytę w ramach promocji, a jak
      kiedy będziesz miała pieniążki, to mnie znajdziesz i kupisz sobie jeszcze
      inne... tu masz takie wspaniałe rzadkie nagrania Nicka Cave’a – nikt ich nie
      ma, bo to jedyny egzemplarz.
      - Ojej, dobra kobieto, jakże Ci się odwdzięczę!- krzyknęła szczęśliwa
      Śm_eska. Chciała nawet dać staruszce coś do picia albo do jedzenia, ale ta
      gdzieś nagle zniknęła.
      - Widocznie spieszyła się z promocją do innych – pomyślała Śm_eska i
      pomknęła do domku, włączyć płytę.
      Podeszła do odtwarzacza, włożyła srebrny krążek i czekała na wspaniałe dźwięki
      muzyki Nicka Cave’a gdy z głośników rozległo się:
      „Cause I can’t stop loving you...”
      - Aaaaaaaaaaa! Krzyknęła zszokowana Śm_eska i padła jak martwa na ziemię.
      ***
      - Chłopcy, co tak cicho koło domku? Nie słychać żadnej muzyki... –
      zastanawiał się Asio, gdy wraz z kolegami wracał z pracy.
      - Może Śm_eska usnęła, pewnie ją zmęczyło malowanie logo Deep Purple –
      powiedział Greguś i popatrzył z wyrzutem na Wultka, który udawał, że nie słyszy.
      Ale na domku nie było żadnego logo... Krasnale weszły do środka i znalazły
      Śm_eskę, leżącą bez życia na ziemi. Na nic zdawały się próby reanimacyjne –
      Śm_eska była jak martwa. Krasnale, nie widząc innego wyjścia, ułożyły ją na
      łóżku i zapłakały rzewnie.
      Płacz, rozlegający się po całym lesie, usłyszał rycerz Ilhan, który akurat
      polował nieopodal. Skierował konia do chatki krasnali i zastał tam siedmiu
      płaczącycj karzełków i leżącą bez życia Śm_eskę.
      - Buuu... a mówiliśmy jej, żeby nie przyjmowała obcych.. to na pewno
      sprawka tej obrzydliwej królowej... – wyjaśniał Ilhanowi Srutek.
      - Da się na to coś zaradzić, twardym trza być – powiedział Ilhan i
      podszedł do odtwarzacza. W środku była dziwnie wyglądająca płyta...
      - Ahaaaa, teraz wszystko jasne... dobra, mali ludkowie, nie martwcie się.
      Wszystko da się naprawić – powiedział Ilhan i włączył płytę Stone Roses.
      Śm_eska natychmiast otworzyła oczy.
      - Ach, co za piękne dźwięki! Cóż za wspaniały człowiek je tu przyniósł!
      Rycerzu, będę Ci wdzięczna do końca życia! – zakrzyknęła Śm_eska i rzuciła się
      Ilhanowi na szyję. Wtem drzwi rozwarły się z hukiem i do chatki wpadła
      Madencja, małżonka rycerza Ilhana.
      - Aaaaaaaaahaaaaa! Tu jesteś! To ja czekam z obiadem, a ty się z obcymi
      babami obściskujesz! - krzyknęła wściekła.
      - Ależ, kochanie, to nie tak, widzisz, ta pani leżała i musiałem jej
      pomóc.. – zaczął Ilhan, ale było już za późno. Madencja kopnęła go tak mocno,
      że złamała mu nogę. Krasnale i Śm_eska wycofali się dyskretnie na zbieranie
      jagód.
      ***
      Królowa Martola od pewnego czasu miała wspaniały humor. Nie było już Śm_eski,
      której kolekcja płyt była ciekawsza od królewskiej. Magiczna szafa grająca, na
      zadawane jej pytanie: „Droga szafo, powiedz przecie, kto ma najlepsze płyty na
      świecie?” odpowiadała teraz:
      - Twa kolekcja najlepsza jest w świecie, o Pani, wszystkie inne zbiory są
      zupełnie do bani.
      Teraz Martola pytała szafę o swą kolekcję jedynie z czystej próżności, jednak
      pewnego dnia...
      - Droga szafo, powiedz przecie, kto ma najlepsze płyty na świecie?
      - Kolekcja twa błyszczy perłami i złotem, lecz przy Śm_eski zbiorach
      zwyczajnym jest gniotem – odpowiedziała nieoczekiwanie szafa i uciekła z zamku,
      bojąc się kolejnych kopniaków.
      -
      Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!
      !! – krzyknęła Martola i zemdlała.

      Koniec


      http://www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=78&w=4492169&a=5843012
    • forumowatelenowela Bajka o Królewnie Śm_esce NOWE FAKTY - Eska 09.05.03, 18:40
      [ Z dedykacją dla Vulture'a- autora pomysłu ]

      Źle działo się w królestwie. Królem Jaśkiem-z panującej dynastii Ostrorogów-
      zawładnęła niebezpieczna obsesja. Zamiast rządzić, zamykał się w swych
      komnatach i zgłębiał księgi okultystyczne, traktujące o wykorzystywaniu
      odciętych owczych głów do rytualnych obrzędów. Zamartwiał się leciwy pisarz
      królewski- Cze, co będzie z państwem, bo król zapragnął sam napisać podobną
      księgę. Miała nosić tytuł: "Milczenie owiec".
      Królowa Martola-druga żona Jaśka-uznała, że to doskonały moment, by nie
      niepokojona przez nikogo, mogła pozbyć się znienawidzonej pasierbicy- królewny
      Śm_eski. Smarkula zostałam uznana za osobę o najbardziej wyrafinowanym guście
      muzycznym, czego zła macocha znieść nie mogła. Wygnała więc Śm_eskę z państwa
      i ostrzegła, że jeśli chciałaby powrócić, to ona zacznie gnębić poddanych
      muzyką Kasi Kowalskiej, Kai Paschalskiej i Mietka Szcześniaka.

      Cóż miała robić biedna dziewczyna, opuściła rodzinny pałac i ruszyła przed
      siebie.
      ==========
      Długo szła przez gęsty, ciemny las, aż dotarła do małej chatki.
      Wewnątrz pusto, drzwi zamknięte. Wyjęła więc małą srebrną płytkę
      z napisem "The Doors" i delikatnie włożyła ją w niewielką szczelinę przy
      klamce-zamek puścił natychmiast. Weszła do środka, znalazła niewielkie
      łóżeczko, ułożyła się w nim wygodnie i zasnęła.
      ==========
      Jak się później okazało, był to domek siedmiu krasnoludków. Przesympatycznych
      i bardzo gościnnych. Śm_eska zamieszkała u nich na stałe. Rano, krasnale
      wychodziły do pracy, a kiedy wracały, dotrzymywały jej towarzystwa.

      -Teddek dbał, by Śm_esce niczego nie brakowało. Organizował rozrywki,
      dyscyplinował resztę krasnali, by odciążały ją w pracach domowych, ustalił
      dyżury w kuchni, podzielił obowiązki przy sprzątaniu, praniu, prasowaniu...
      -Wultek rysował dla królewny piękne obrazki, obdarowywał ją również płytami z
      limitowanej serii "Vulture Collection", które pozostawiały niezatarte wrażenie.
      -Ze Srutkiem rozgrywali towarzyskie mecze piłki nożnej, które sędziował
      Gregkuś - a robił to zawsze tak, by Śm_eska wygrywała(!)
      -Lowcia, królewna traktowała jak młodszego brata. Lubiła ich wielogodzinne
      wieczorne rozmowy choćby o wspaniałej muzyce w wykonaniu utalentowanych
      wokalnie i tanecznie pań.
      -Kiedy było jej smutno, szła do Homcia. Ten umiał pocieszyć. Zwykle podawał
      przykłady jeszcze bardziej smutnych-tragicznych wręcz- sytuacji, które mogłyby
      przecież wydarzyć się w życiu Śm_eski. Skutkowało.
      -Miecik zaś zabierał ją na przejażdżki po okolicy dziwnym pojazdem, nazywanym
      pieszczotliwie "ciuchcią".

      I tak płynęło im beztrosko życie. Do czasu.
      ==========
      Kiedy Martola dowiedziała się od swego lustrzanego alter ego-Coala Chmabera-
      iż Śm_eska żyje i ma się dobrze, postanowiła, że tym razem doprowadzi sprawę
      do końca. Odpowiednio zdizajnowana stanęła przed chatką i zapukała do drzwi.
      Śm_eska otworzyła i zobaczyła jakąś owiniętą w chuściny babulinkę, która
      trzymała w dłoni kilka bardzo atrakcyjnych płyt.
      -Śliczna panienko, kup płytę. Tanio sprzedam- zachęcała kobieta.
      -Droga babciu, cena rzeczywiście jest kusząca, ale nie wiem czy powinnam-
      wzbraniała się królewna-nie widzę hologramów.
      -Dziecko kochane, człowiek tak chodzi i chodzi po tym lesie, to i nie dziwota,
      że się hologramy gdzieś poodklejały. Kup płyty, a spełnisz dobry uczynek.
      Zbieram bowiem pieniążki na wizytę u laryngologa dla mego wnuczka, który
      stracił słuch, zgłębiając twórczość zespołu Ich Troje.

      Śm_eska miała pewne wątpliwości, bo pamiętała rozmowę z nadwornym
      pisarzem-Cze, który strasznie złorzeczył, iż hologramów (które przyklejane są
      zwykle w najmniej odpowiednich miejscach) nie da się niczym usunąć.
      Ale argument o chorym wnuczku trafił do jej serca. Podała więc pieniądze
      kobiecie. Kiedy ta wręczała jej płyty, nagle zza krzaków wyskoczył jakiś
      brodacz i krzyknął:
      -Stać! Nie ruszać się! ZZ TOP!!!
      ==========
      To agent specjalny-Kuper-wkroczył do akcji.
      Reprezentował on Związek Zaciekłych Tępicieli Ohydnego Piractwa (ZZ TOP).
      Od kilku miesięcy prowadził śledztwo. Okazało się, że Martola to producentka
      nielegalnych płyt. Zarobiła już na tym procederze krocie, ale niczego nie
      można było jej udowodnić, bo nigdy osobiście nie trudniła się ich sprzedażą.
      Teraz wpadła w zasadzkę. Nie wiedziała, że to prowokacja i zakup kontrolowany.
      Nie spodziewała się również, że jest od dłuższego czasu obserwowana. Ludzie
      Kupera byli wszędzie.
      Na przykład pewna dziwna kobieta, które siedziała zwykle gdzieś na rozstaju
      dróg. Zapytana o cokolwiek filozoficznie odpowiadała, że: "Sowy nie są tym,
      czym się wydają". Mieszkańcy nazwali ją Pieńkową Damą. W rzeczywistości była
      to agentka Ais, która bacznie obserwowała okolicę.
      A krasnale? Jacy tam krasnale! To oddział specjalny TRON do zwalczania
      przestępczości fonograficznej w królestwie.
      Krolewna Śm_eska zaś została wtajemniczona w cały plan, mogła więc wiarygodnie
      odegrać swoją rolę.
      ==========
      -Martola została skazana na dożywotnie odosobnienie w przyzamkowej wieży.
      Siedziała tam i własnoręcznie naklejała-tym razem na legalne płyty-hologramy.
      A pracy jej nie było końca. Kontrolę jakości przeprowadzał sam Cze, który
      słynął ze swego zamiłowania do precyzji. Jeśli znalazł choćby najmniejszą
      usterkę, osobiście przynosił Martoli kilkaset nowiutkich płytowych egzemplarzy
      do oklejenia.

      -Chłopcy z TRON-u przygotowywali się już do kolejnej supertajnej akcji- mieli
      zbadać wszystkie wcielenia Maryli Rodowicz.

      -Agent Kuper (który jak się okazało nie jest brodaczem, broda to zdejmowalny
      element maskujący) teraz-z racji awansu-nie zajmował się już przestępstwami
      gospodarczymi tylko kryminalnymi. Miał znaleźć odpowiedź na pytanie, kto zabił
      niejaką Laurę P. Wyruszył więc szukać dowodów.

      Królewna Śm_eska długo patrzyła za nim, gdy odjeżdżał na swym białym rumaku.
      Była bardzo smutna. Nie mogła tym razem liczyć na pocieszenie ze strony
      Homcia, ale postanowiła zastosować się do jego wcześniejszych rad. Najlepszym
      sposobem na smutek bez dna była muzyka Nicka Cave'a.
      Płyta już czekała w odtwarzaczu.


      www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=78&w=4492169&a=5869501
    • forumowatelenowela Grill - Astir 09.05.03, 18:58
      Król Teddy był zły. Bo też ile wieczorów i nocek, nocy i ranków można
      patrzeć na ciągle tak samo zaczerwienione, spocone i otłuszczone gęby tych niby
      to królewskich rycerzy?
      A zresztą - gdzież się podziała ich rycerskość? Od czasu ostatniej wojny
      czterdziestoletniej nikt już nie kwapił się, by zaatakować państwo
      TWAńskie...oj, źle się działo...sąsiedzi państw ościennych pogrążyli się w
      gnuśności programowanej, w dobro - życiu przenudnawym, wykres produktu
      narodowego brutto piął się w górę, nieopanowanie wyprzedzając nawet przyrost
      naturalny - a no bo komu by się chciało wysilać! Nikt nie siał, nie robił a
      zbierał. Onegdejsze cnoty rycerskie ulegały postępującej degradacji, brzuchy
      rosły, łysiny od niemyślenia powiększały, nawet panny powabne: piżmak, mallina,
      aishlinn i cosmiq - girl, wzorem inszych Julii, Ofelii i Scarletek wolały
      klasztorne krypty i krużganki nad oczekiwanie cudu przebudzonej rycerskości...
      Król Teddy był zły...Dłoń mu się niespodzianie w pięść zacisnęła na szklanym
      pucharze i z furia nagłą wyrżnęła tymże o piaskowce posadzki, przerywając tym
      dźwiękiem usypianie kamieni łupkowo - ceglanej ściany.
      Zdziwili się Teddowi rycerze nagłą ekspresją swego pana, zapomniawszy swą
      wytłumioną winem pamięcią o czasach osławionej w pradawnych pieśniach
      humorzastości najjaśniej panującego. Popodnosili swe zapuchnięte oblicza w
      nadziei oczekując upragnionego pretekstu do rozbudzenia zabawy w to kolejne,
      senno - burzowe majowe popołudnie, ale...zawiedli sie srodze.

      - Służba! a bystro mi tu, nooo! - napięty szept strun głosowych Teddego rozległ
      się ponaddźwięcznym echem po komnacie biesiadnej. Dwóch giermków, potykając sie
      o własne, rozwiązane w nowomodnym stylu, tasiemki ciżemek, podbiegło kustyk -
      kuśtyk do władcy swego.
      - won mi natychmiast z tym okraglakiem do kuchni zamkowej: porąbać, połamać,
      ukrócić, udusić...ale już!

      W osłupieniu wielkim popatrzyli to na króla, to na symbol całego królestwa
      i ...nie ośmielili sie przecież sprzeciwić. Splunęli w dłonie wzorem leśnych
      ludzi, wzięli głęboki oddech, przykucnęli w napięciu mięśni przywiędłych oraz
      zanikającej elastyczności ścięgien i...poleciały misy, dzbany i puchary
      przechodnie na rycerzy, na posadzkę polało sie wino małmazyjskie i porzeczkowe,
      pieczone ptactwo i grillowany karczek sarni poturlały się bezładnie...oj,
      działo się , działo... W przeczuciu katastrofy końca czasów dostatku Argus o
      mało rozumu nie postradał, stazzio oszołomiony zastygł wzorem Lotty w króla
      wpatrzon, As - chaotycznie, żeby nie powiedzieć - przypadkowo łapał co padało,
      wznosił do ust i pił, pił, pił...czasami coś tam skubnął, ale naprawdę niewiele
      tego było...co poniektórym rycerzom łza sie z nagła zakręciła na ten
      niespodziewany wybryk królewski, lecz zmilczeli. Nie czas to był na veto, o
      nie...jeszcze nie...

      - Panowie - zaczął Teddy szeptem - (no tak - panowie, wszak panie już z dawna
      szaty zakonne podkasawszy, za namową Abry sprzysięgły sie w amazońskiej
      odmianie TWA - FeTa - Feministyczne Towarzystwo Aktywności i przyjemnościom
      turniejów międzyklasztornych oddawały się w skrytosci wielkiej przed światem
      gnuśnego rycerstwa) - źle sie dzieje w panstwie naszym! Dośc okrągłego stołu,
      dosyć gładkich słówek i śniedzenia naszych zbroi w podzamkowych lochach, dość
      pozytywnego myślenia i dobrosąsiedzkich stosunków międzynarodowych! Krwi nam
      trzeba, wybudzenia z otępienia statecznego i golonkowo - piwnych przyjemności!
      Moc żądz w narodzie mus wzmóc! Zarządzam : koniec swiąt, pierwszy i trzeci maja
      przebiesiadowalim, nawet ósmy przeżylim w cierpkości winnej, lata lecą a my???
      Nastał czas, by Nasze kolejne, królewskie decyzje dobrze słuzyły TWA,
      gospodarce, ludowi pracy i przedsiębiorcom - ogłaszam koniec wielkiej majówki!
      Dezynsekcja dla królestwa! Miecze w dłoń!

      Perrorował by Teddy dalej, gdyby wraz ze wzrostem cisnienia werbalnego nie
      odezwał się w bólu przypomniany ucisk kołnierzyka niebieskiego mundurka.
      Fakt ten przyhamował zapędy głównosterującego królestwem: się zaczerwienił, się
      spocił, się przymknął..
      Ten właśnie moment wybrał niepokorny rycerz Miecio, by zadać nurtujące
      wszystkich pytanie:
      - My sweet prince (coś mu się potentegowało w przeciążonej, przecie nie żadnym
      placebo ale wyrobem wysokiej fermentacji główce), ale o co chodzi???
      Rycerstwo zamarło, bezpośredniością pytania strwożone wielce, lecz Teddy -
      przybierając natenczas pozę cesarską, założywszy dłoń za guziki munduru, odparł
      z iście angielskim wdziękiem:
      - A ty, chłopcze nie zrozumiał mego orędzia, aaa?
      Taaa, tego było Mieciowi trzeba...najpierw z oddalenia a następnie w coraz
      większym natężeniu dźwięków telepatycznego poznania zrozumiał...reign in
      bloode...
      - Ale po co nam to, Panie, po co? - nieśmiały głosik kubasy rozległ się gdzieś
      z okolic podfotelnych.
      - Bo pić trzeba umić, ale nie wolno zapominać o cnotach i przymiotach
      rycerskich. Chcecie tutaj siedzieć, pić, jeść i leczyć kaca przez następnych 20
      lat? Krople żołądkowe, paracetamol i vit. C to wasze ambicje na najbliższe
      lata? Rycerze moi, gdziez sie podział wasz duch bojowy, na koooooń!!

      - Panie nasz, zbroje rdza pożarła, husteczki białogłowych zbutwiały po kątach,
      konie orkę w polu wiosenną prowadzą, sąsiedzi cisi, spokojni i zgodni wielce,
      jak i z kim chcesz wojny prowadzić? - Lesiek wreszcie przedstawił swe
      wątpliwości.
      - Cooooooooooooooooo??????!!!!!!!!!!!! Teddym zatrzęsło w bezsile gniewu
      nagłego i oburzenia. Czyżby wśród całej rycerskiej społeczności nie znalazł się
      choć jeden, prawdziwy, lojalny rycerz sego władcy, który w bezmiarach świata
      zewnętrzenego potrafiłby znaleźć pretekst - choćby niewielki - do walki??

      Zapadła cisza...
      Bzyk muchy wznosił się i opadał hałasem przerywając chwile skupienia.
      Nie patrzyli na siebie.
      Nie chcieli.
      Podziwiali wzór posadzki z piaskowca.
      Serduszka strwożone tętniły strachem schwytanego ptaszęcia.
      Nie byli już rycerzami.
      Dlaczego walki trzeba?
      przerwać czas pokoju?
      Wtem...
      a dlaczego nie?
      muśl przednia czy oszustwo?
      zdrada swego czy wyjście z patowej sytuacji?

      - A więc.... - Teddy wyraźnie sie niecierpliwił oczekiwaniem.
      - Królu mój i Panie Najmiłościwiej nam panujący - oby wiecznie - to może w
      poszukiwaniu wojny pojechałby.........

      ..........cdn?

      ------------------------------------------------------------------
      Biedny Teddy nie wiedział, że tak głupi pomysł zaświtał w jego głowie po
      otrzymaniu tajemniczego wirusa, przesłanego jako załącznik do beczułki wina
      madagarskiego od księcia Love Lettera...


      www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=78&w=4492169&a=5962743
    • forumowatelenowela Griil - cz.2 - Astir 27.05.03, 11:50
      ...paaada deeeszcz, wiosennyy paaaaaada deeeeszcz...ale to już nie była
      mżawka, początkowe krople wielkosci dojrzałych czereśni zamieniły się w
      jednościenną ulewę. O utwardzonej brukiem drodze pozostało tylko zmierzchajace
      popołudniem wspomnienie, zaznaczony ledwo - co bity trakt zamienił się w rwący
      strumień, niosacy wraz z hektolitrami wody cały brud łąk, lasów i okolicznych
      pól. Slejer, chabeta, która udało się rycerskiemu bractwu siłą odciągnąć od
      prac polowych, udawała, że podąża naprzód - tak samo zreszta, jak Ilhan,
      symulujący sam przed soba znajomość celu i kierunku.
      Czy miał jakikolwiek wybór? Słowo Teddego było rozkazem, jeśli król chciał
      wojny, musiała być, choćby się waliło, paliło lub...lało.
      Croatuls zaproponował rycerza Ilhana do tej roli niby to Odysa, niby Wallenroda
      (szkoda tylko, że Slejer nie był godzien miana konia trojańskiego, ech..) i -
      na wzór odrzucanego od siebie goracego kartofla - wszyscy uznali jego pomysł za
      znakomity.
      Coca - colą w zastępstwie odrdzewiacza doprowadzono jedną ze zbroi do
      względnego użytku; brakujące ubytki dospawano bezpośrednio na ciele Ilhana,
      chwycono w cztery chłopa i...na koń, iluś, na koń!
      Najpierw w 30 - stopniowym upale zdawał sie sam sobie hamburgerem w
      kleszczach automatycznego tostera, teraz nie mógł sie pozbyć upiornych
      dreszczy, szczękających z zimna zębów i uczucia rozpływania się - dosłownego,
      ponieważ źle zespawana zbroja przepuszczała nadmiar wody tylko otworami
      strzemiennymi a te wykazały sie zbyt małą przepustowością, niestety.
      Gdyby mógł pozbyć sie tej puszki na sardynki...tylko skąd wziać kowala na tym
      pustkowiu? Oprócz upragnionej wizji zakładu ślusarskiego kołatało w jego
      rozmiękłym umyśle jeszcze jedno pragnienie - GDZIE szukać wojny? a moze jeszcze
      inaczej: JAK wywołac wojnę? ...kto wszczyna lub prowadzi wojnę
      napastniczą...love not war, reef: give me your love - wolałby tak, ale król
      każe, rycerz musi...poddany w obliczu pana powinien miec wygląd...O! - colour
      my life...chociaż, biorąc wszelkie za i...

      ups!

      och, szajze! Gwałtowny wstrząs kupy żelastwa, nieme odbicie zadziwionej próby
      krzyku...

      **************

      ...kiaruzela, karuzela
      na Bielanach co niedziela..
      ...białe niedźwiedzie, rude tygrysy, żółte psy....
      ...tupot białych mew...szeptem do mnie mów........
      w kółko tak...cza cza cza...

      ...spadał w rozedrganą łapczywość przerywanego oddechu, rozkołysane unoszenie
      niby - czucia, bezkresną niekonkretność doznania istnienia.
      Otulony miekkim ciepłem roztapiał się w nieświadomości bez życzenia poznania
      miejsca i czasu, za przestrzenia, ponad zmysłem czucia ujednoliconego całościa
      przyciagania cząstek chęcią konsensusu...
      Trawy? kwiaty? motyle? rozgrzewały chłodem bezdotykowym ciało musnięciami
      łagodnymi uśmierzając zapraszając do trwania w niebycie...
      słoneczny promień pozbawiony palacej natarczywości rozgrzewał udrękę bólu
      wspomnień, przesuwając się od cierpień nogi w górę rozmasowując cierpliwie
      kojąc dawał siebie pragnieniem oczekującym zabierając ostoje chłodu
      zbolałego...nie chciał...nie chciał przebudzenia zapomnianego, nie chciał
      poznawać siebie, swych przeszłych myśli...skupiony w rozbiciu na wirujące
      cząstki rozproszone w schwytaniu jednością zapomnianego doznania...

      - A waćpan długo tak bedziesz jeszcze polegiwał, aaa?
      Z przestrachem nagłym oprzytomniał momentalnie. Uniósł powieki i...duże,
      hm..niebieskie oczy, pszenżytni kłos warkocza (brunetki, blondynki ja wszystkie
      was dziewczynki caałoooooować chceeeee...), mallinowe usteczka wpatrywały sie w
      niego z ciekawoscią i - tak, znał ten wyraz twarzy, niestety - złością.
      - He? - podtrzymał tak mile rozpoczętą konwersację.
      - Ech, te chopy, rzekła nadobna pannica, pochylając się nisko nad nagą piersią
      Ilusia...

      ....................................................
      cdn......chyba


      www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=78&w=4492169&a=5984850
    • forumowatelenowela Siedmioro samograjów - Cze 27.05.03, 11:51
      Trzy dziewczęta z biednej japońskiej wioski z czasów feudalnego ucisku,
      mallina, martolka i nikka powiedziały: dość! Nie może tak być dłużej! Czy nie
      ma we wsi żadnego mężczyzny, który pokonałby straszliwego Woland-sana i jego
      bandy Rozrywkowych Roninów??? Okrutna ta drużyna co dwa tygodnie przybywała do
      ich maleńkiej osady i szerzyła spustoszenie w sercach, plonach, ale najbardziej
      uszach biednych wieśniaków. A to za pomocą muzyki słynnego za morzami zespołu
      Modern Talking, której zmuszeni byli słuchać biedni, niewykształceni wieśniacy.
      Niewykształceni, ale jednak tęskniący za muzyką inną, piękniejszą, bogatszą,
      bardziej przystającą do ich głodnych niezwykłych dźwięków dusz.
      Wieśniacy, sadzący na zalanych wodą polach swoje słabiutkie nutki i gamy,
      musieli oddawać je na pożarcie okropnej bandy. A ta, nie pytając, rozstawiała
      po wsi wielkie głośniki, i w tango!!! Nikt nie był w stanie ich pokonać. Bo cóż
      może biedny wieśniak przeciwko Rozrywkowym Roninom, sami powiedzcie? Mężczyźni
      i kobiety a nawet dzieci, pokornie słuchali straszliwego zespołu, a co bardziej
      kolaborujący z bandą nawet wybijali nogami takt. Wielu pomarło w straszliwych
      katuszach, ci którzy przeżyli byli jeno cieniami samych siebie.
      Oj nie, tak być nie może, przecież my tu poumieramy prawdziwej muzyki nie
      usłyszawszy! zakrzyknęły trzy najdzielniejsze dziewczęta, trzeba prosić kogoś o
      pomoc. Jak pomyślały tak zrobiły. Wyruszyły do najbliższego większego miasta...

      Słynny samograj Teddy-san straszliwie się nudził. Już dawno nikt mu nie
      zaproponował żadnej roboty. Wszystkie teleturnieje wygrane, pieniądze wydane,
      sake wypita. Gnuśność i rosnący brzuch po prostu. Jego miecz zwany Killing Joke
      od tygodni leżał bezużytecznie w kącie. Z radością więc powitał powabne
      wieśniaczki i obiecał im pomoc.
      Już dawno słyszał o bandzie Wolanda i jej niewyobrażalnych okrucieństwach.
      Nadszedł czas, do boju!!! - zakrzyknęła jego dusza. Wiedział, że sam nie da
      rady podstępnemu Wolandowi. Postanowił więc poszukać kilku dobrych samograjów.
      Kolejno zgłaszali się: Ilhan-san, którego straszliwy Stone Roses wciąż ociekał
      krwią po ostatniej zwycięskiej potyczce (sam przeciw zjednoczonej bandzie
      siebiesława i tegosława!!!). Kolejny - Miecio-san siał zamęt w szeregach wrogów
      za pomocą nakręcanej katarynki, która wygrywała w nieskończoność utwory grupy
      Myslovitz. Zgłosił się także straszliwy Vulture, który z rzutów maksisinglami
      Phila Collinsa i obcinania nimi członków (przede wszystkim uszu) swoich ofiar
      uczynił wręcz nową sztukę walki. Jeżeli chodzi o Ihopeyouwilllikeme-sana -
      wystarczyło, że ów znienacka wymówił straszliwą nazwę: ju tu, i kolejny
      muzyczny bandyta gryzł piach. W końcu nieustraszony As-san, który w walce wręcz
      nie miał sobie równych, z okrzykiem: faith no more!!! rzucający się na całe
      gromady muzycznych abnegatów, by je ostatecznie pokonać.
      Do boju garnęła się także najdzielniejsza z wieśniaczek - nikka. Teddy-san dał
      jej swój sztylet nie od parady zwany Depeche Mode. Tak oto biedna, ale dzielna
      nikka została pierwszą kobietą-samograjem. Ruszyli do boju.

      Straszliwy Woland-san jak co dwa tygodnie muzycznie dręczył wieśniaków. Z
      radością patrzył jak ci biedacy ostatkiem podrygują w rytm łupu-cupu jak w
      spazmatycznych drgawkach. - Wykończę tę wieś i ruszę na miasto - pomyślał. Wtem
      - głośniki z której wydobywały się właśnie dźwięki jego ulubionego utworu
      "Cheri Cheri Lady" Modern Talking zamilkły. Zza wzgórza doszedł go jakiś inny,
      nieznany mu dźwięk. Woland-san rychło go rozpoznał. Był to dźwięk z jego
      najgorszych snów, z okropnych koszmarów. Nie miał wątpliwości, to brzmiały
      riffy z płyty "Killem All" Metallicy. - Więc jednak, Teddy-san i jego drużyna,
      szpiegowie się nie mylili. K...wa!!! - krzyknął do swoich zbirów. - Gdyby
      chociaż puślili "Reload", może byśmy im dali radę, a tak... Wiedział, że jego
      czas nadszedł. Jego straszliwi, a teraz bezradni, wojowie zatykając uszy
      umykali jak skoczki pustynne.
      Zginąć? Uciec? Albo ... Tak, w głowie zaświtała mu zbawienna myśl. Idąc w
      stronę drużyny Teddyego zrazu cicho, potem głośniej i głośniej, zaczął śpiewać:
      Running, On our way, Hidding, You will pay, Dying, One thousand deaths,
      Running, On our way, Hidding, You will pay, Dying, One thousand deaths,
      Searching, Seek and destroy, Searching, Seek and destroy...

      Koniec


      www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=78&w=4492169&a=6175967
    • forumowatelenowela Paragraf 22 - kolejny rozdział - Homohedonistus 27.05.03, 11:52
      Dla forum muzyka nadeszły ciężkie czasy. Kolejny wariat z pewnego dalekiego
      państwa na literę I rzucił wyzwanie cywilizowanemu światu. Teggosław H.
      niespełniony śpiewak operowy po raz kolejny dał znać o sobie. Zgromadził w
      swoim państewku wszystkie możliwe płyty Phila Collinsa i zagroził, że nie
      będzie wahał się ich użyć.

      - Mam wszystkie płyty Philla Collinsa – zagrzmiał na zebraniu Organizacji
      Muzyków Zjednoczonych - i nie będę wahał się ich użyć!

      Władze Forum Muzyka wiedziały, że może im pomóc tylko jeden człowiek. Wezwano
      Munky’ego Minderbindera.

      - W tej sytuacji – rzekł Munky po zapoznaniu się z aktualną sytuacją – może wam
      pomóc tylko jeden człowiek. I ja go znam. Miło się z wami robi interesy.

      Jeszcze tego samego dnia do państwa na literę I została wysłana grupa
      interwencyjna pod dowództwem Vulturcarta.

      - Już ja mu pokażę – myślał sobie w samolocie Vulturcart nucąc sobie najnowszy
      przebój Dannii Minogue pod nosem. – a do tego wszyscy mamy udział w zyskach!

      - Ale nam pokazał! – rzekł głośno Gassparian siedząc i pijąc kolejne piwo w
      knajpie w państwie na literę I – teraz to już naprawdę chce mnie zabić.
      - Kto chce cię zabić? – zapytał flegmatycznie Czevinger dopijając kolejną
      szklankę soku pomarańczowego.
      - Vulturcart! Zabrał mnie tutaj po to by mnie zabić! Tu jest pełno płyt Philla
      Collinsa. A jak ktoś nie będzie wahał się ich użyć?
      - Vulturcart zabrał nas tu wszystkich. W takim razie wszystkich chce nas zabić.
      - A co to za różnica?

      - Mam wieści z naszego forum muzyka! – wykrzyknął Czevinger.
      - Co nowego? – zapytał Gassparian
      - Teddman zniknął.
      - Jak to zniknął??
      - Tak po prostu. Pewnego dnia pożegnał się na czacie i zniknął. Wiesz, Teddman
      to nie byle kto, jest bardzo cenny.
      - Co chcesz przez to powiedzieć?
      - Widzisz, Teddman przez sen potrafi wychrapać piosenki, które momentalnie
      stają się nowymi przebojami. Wielka piątka miała na niego chrapkę. Podobno
      został porwany przez... A zresztą...ja ci niczego nie mówiłem.
      - A o czym my w ogóle rozmawiamy?


      - Munky Minderbinder to ma głowę do interesów – rzekł Czevinger z nad szklanki
      soku pomarańczowego.
      - Co znowu wymyślił? – zainteresował się Gassparian
      - Maszynę, która potrafi ocenić czy dana piosenka będzie przebojem czy nie. Od
      razu opchnął ją pewnemu koncernowi muzycznemu.
      - I ta maszyna naprawdę działa?
      - Działa! I to jak!
      - To dlaczego ciągle słyszę tylko te fatalne piosenki, których mam już dosyć?
      - Bo ona działa tak, że pozytywnie ocenia tylko piosenki artystów ze stajni
      Munky’ego. Genialne! Musieli mu jeszcze zapłacić, żeby mógł stać się
      monopolistą!
      - I pewnie jeszcze wszyscy mamy udział w zyskach?
      - Oczywiście!


      - Wiesz, Munky wynalazł idealny sprzęt muzyczny o idealnej jakości odtwarzania!
      Dzięki kampanii reklamowej na masową skalę już pierwszego dnia zakupiono 10
      milionów sztuk tego sprzętu, mimo tego, że nikomu nie udało się jeszcze nic na
      nim odsłuchać. Z głośników słychać tylko ciszę. A sprzęt ten kosztuję ponad
      5000 dolarów.
      - Dlaczego więc ci ludzie to kupują?
      - A nie chciałbyś mieć idealnego sprzętu muzycznego o idealnej jakości
      odtwarzania?
      - Chciałbym, ale ten sprzęt niczego nie odtwarza!
      - Munky tłumaczy, że ludzie nic nie słyszą, dlatego, że jego sprzęt ma idealną
      jakość odtwarzania. Ludzkie ucho nie jest wstanie usłyszeć tych idealnych
      dźwięków.
      - I co na to klienci?
      - Są zadowoleni. Posiadają tak idealny sprzęt o tak idealnej jakości, że nie są
      nawet wstanie nic usłyszeć.
      - Przecież to wariaci!
      - Nic podobnego! Nie chciałbyś posiadać idealnego sprzętu muzycznego?
      - I nie można zwrócić takiego sprzętu?
      - Można. Wystarczy przebadać sobie słuch, i jeżeli badania stwierdzą, że klient
      ma słuch w normie, wtedy może oddać sprzęt. Słuch można sobie przebadać tylko w
      jednym miejscu, w klinice pani doktor Madeeka.
      - I wtedy zwracają pieniądze?
      - Tak
      - A zwrócili już komuś pieniądze?
      - Nie, u nikogo nie stwierdzili do tej pory słuchu w normie. Zresztą, myślałbyś
      o zwrocie sprzętu w momencie kiedy dowiedziałeś się, że jesteś głuchy po
      przeprowadzeniu badań, za które musiałeś zapłacić 100 dolarów?
      - Ci ludzie to wariaci!
      - Ależ nie. Pamiętaj o tym, że oni też mają udział w zyskach.


      - Zastanawiałeś się dlaczego musimy brać udział w kolejnej części?
      - Dla pieniędzy? Mhm...dla pieniędzy i sławy! Mhm...dla pieniędzy i sławy
      autora...tak myślę.
      - I gdyby to chociaż było tak śmieszne jak część pierwsza
      - Zapominasz o czymś!
      - Tak?
      - Wszyscy mamy udział w zyskach!
      - Świetnie...


      W tle słychać śpiewającego Phila Collinsa. Niestety znalazła się osoba, która
      nie wahała się go użyć...


      www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=78&w=4492169&a=6181125
    • forumowatelenowela Profilaktyka uzależnień - Vulture 02.06.03, 17:23
      Agent Cooper, naspawawszy się boczniakami, szedł chwiejnym krokiem przez las i
      doświadczał wizji... Doznał już Interwizji, Eurowizji, a teraz lewitował w
      kierunku polanki, na której czekała umówiona dealerka boczniaków, Ais.
      - Skończyły mi się już – wyszeptał Agent w obawie, by nikt go nie słyszał.
      - Zaraz dam ci nowe, tylko uważaj na ślimaki -odpowiedziała Ais i
      wyciągnęła spod fantazyjnego fartucha ludowego sprytnie ukrytą kobiałkę z
      boczniakami.
      Agent nie zdążył nawet poczuć woni grzybów, gdy w krzakach zaszeleściło i
      wyłoniła się z nich, uzbrojona w wyrzutnię płyt Phila Collinsa tajna agentka
      Nikka 007.
      - Haaaaa! Wiedziałam, Cooper, że ty znów bierzesz! A miałeś przestać! Jazda na
      posterunek! I ty też, Ais! Nic się przede mną nie ukryje! – krzyknęła dumnie
      Nikka i poprowadziła oboje na pobliski posterunek.

      Komisarz Ne-Phil siedzial przy stoliku i przecierał chusteczką, niby to od
      niechcenia, marmurową statuetkę Bonnie Tyler, służącą do przytrzymywania
      papieru, a przez pomyłkę wykonaną w skali 1:1.
      - Więc nie wiecie nic o tej kobiecie i twierdzicie, że spotkaliście ją w
      lesie przypadkowo? – Zapytał posępnym głosem Ne-Phil.
      - Ależ oczywiście, ja się wybrałem na, eee, spacer po zdrowie, no i tego,
      zobaczyłem tę panią, eeee... – Cooper wyraźnie się plątał.
      - Cooper, wyraźnie się plączecie - zauważył trafnie Ne-Phil – ale ja mam
      na was sposób. Pójdziecie ze mną. Skoro nie chcieliście współpracować po
      dobroci...


      Publiczność biła brawo, wszyscy byli zachwyceni, kolejny występ Cher zakończył
      się sukcesem. Dyskotekowe rytmy, szalejące tłumy, wywoływanie na bis
      zachwyconej artystki, to wszystko robiło spore wrażenie. Również układ
      choreograficzny oraz ilość tancerzy i tancerek godna była pozazdroszczenia.
      Pióropusze ze strusich i pawich piór, brokat, boa, powiewające elementy
      skromnej garderoby... jedni tancerze siedzieli na krzesłach, inni rytmicznie
      podrygiwali naokoło gwiazdy, jeden siedział na krawędzi sceny i zagrzewał
      publiczność do zabawy, inny wskoczył na wzmacniacze, a jeden, który nie rzucał
      się specjalnie w oczy, siedział na krześle tyłem do publiczności, a przodem do
      artystki. Publika nie widziała dokładnie pasków, którymi przywiązany był do
      krzesła, ani zbolałego wyrazu twarzy...
      „A mogłem się przyznać”, pomyślał...


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=4492169&a=6218855
    • forumowatelenowela Griil - cz.3 - Astir 17.06.03, 19:15
      ...piesek...pieseczek...spaniel...pudelek...nigdy więceeeej nie patrz na mnieee
      takim wzrokieeeem...

      - Tak czy nie? - wyczekujace i uważne spojrzenie dziewczęcia przygwoździło -
      już i tak rozłożonego na łopatki Ilhana do podłoża a wieloznaczmość pytania
      wprawiła w trzepotliwe drżenie jego rycerskie serdeńko:
      - Eeee..a o co chodzi? - z trudem udało mu się wykrztusić resztkę powietrza,
      pochowanego w zakamarkach płuc, po zaatakowaniu jego - wcale przecież nie
      wątłej! - klatki piersiowej przez walory nieznajomej dziewczyny...wagi
      piórkowej to ona jednak nie była...
      - Czy popierasz waść jedyną w pełni słuszną i właściwą politykę króla Teddy'ego
      w państwie TWAńskim? - truskawkowo - czereśniowe usta nieznajomej przybrały
      kuszacy wyraz niedookreśloności znaku zapytania.
      Ilhan, nieco zbity z tropu takim ujęciem istoty aktualnego problemu, przecież
      nawet pod-legły i pod-naciskiem, czuł się silny, zwarty i gotowy:
      - A juści! ...znaczy się ano tak! - upadły, lecz przecież jeno w swej
      fizyczności ułomnej, porwany nurtem tego wyznania wiary, myślom nadał moc
      formuły konkretu:
      " Będą powodzie i trzęsienia
      Padną królestwa, spłonie ziemia,
      Runą najtwardsze z twardych skał,
      Lecz nasz król Teddy bedzie trwał" - wyszeptał myśl dnia w rozpaczliwym
      zapatrzeniu niedotlenionego umysłu, sięgajacego 'Gazety Telewizyjnej"...miały
      być kapcie, 'Cotes du Teddyllon' i 'Ekstreme Sports' - a punktualnie o północy
      19 czerwca nie jakiś tam "Piątek trzynastego", lecz z dawna wyczekiwane
      '25 filmów o bohaterach BMX - ów'...chlip, chlip.............nie wtrzymał:
      - Gdzie jestem? Co to za pytanie? Kim waćpanna jesteś?

      ????????????????????????????????????????????????????????

      - Zamknij się, Iluś, o! błędny rycerzu! - ruchem wcale nie zalotnym (ech, te
      złudzenia początków) stanęła bezdźwięcznie po prawej stronie Ilhana. Nareszcie
      mógł obejrzeć pomieszczenie, w którym rozłożył go złośliwy? przypadek - dwa
      halogeny oświetlały punktowo sufit, kanmienne ściany złośliwie szczerzyły kły
      horrorem światło - cienia, wzmocnionego upiorną, zielonkawą poświatą stojącego
      w rogu pomieszczenia monitora.
      - Mam na imię Neska a to są moi przyjaciele.
      Przyjaciele? Z niejakim trudem powiódł wzrokiem w kierunku zgodnym z ruchem jej
      dłoni i dopiero wtedy ujrzał...sześć osób, które brał za wytwór swej
      nadwatlonej przeciążonym niedotlenieniem wyobraźni i prześmiewczej gry
      kamiennego światła.
      - My som skonsolidowana opozycja pozaforumowa, zrobilim hm...nielegalne
      referenduum w państwie Twańskim i dalszej władzy Teddy'ego mówimy stanowcze
      NIE! - Cooper, daj głos demokratycznej prawdzie.
      - OHO! - Ochotnicze Hufce Opozycyjne niech żyją! - jeden z chybotliwych cieni
      się wyraził, rozbrzmiewając głucho i wielce tajemnie, we wspomożeniu półmroku.

      - Ydorius? - Neska zwróciła sie w kierunku nastepnego światło - cienia.
      - OMO! - Opozycyjna Milicja Obywatelska zawsze na topie! - cień zatrzepotał w
      poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. - Chleba i igrzysk, wojna i pokój, Anna
      Karenina...Eeeee...

      - Homohedonistos?
      - Wspierajmy Twańskie porno! - przekonywujace gesty wyodrębniły z mroków
      następny niby - cień.

      - Nikka?
      - Wspierajmy Twańskie gwiazdy! - dziewczęcy sopran rozbrzmiał echem przestrzeni
      zamkniętego pomieszczenia.

      - Gregkor?
      - TWA sucks!!! - zadudniło w przepaściach resztek zdroworozsądkowego umysłu
      Ilhana.

      - Vulture?
      - jeb! - dosadność konkretu tego słowa przerażała z moca postawienia kropki
      nad "i".

      - Ilusiu, czy teraz już wiesz, gdzie jesteś?
      .............
      Czy mógł domyslać się istnienia innych światów, istniejacych poza okragło -
      stołowymi? Skąd te ostre kanty, skąd zacietrzewienie podstolikowe?
      Veto votum!
      ...games without frontiers,
      wars without tears...uwolnić profesora Filutka!!!


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=4492169&a=6494178
    • forumowatelenowela Griil - cz.4 - Astir 01.07.03, 12:54
      - ilusiu, czy teraz już wiesz, gdzie jesteś?
      W mallinowym zdziwieniu zagubionej bezradności zamglonym spojrzeniem
      poszarzałych źrenic przylgnął do tego słodkiego szeptu czereśniowo -
      truskawkowych ust (kolagen? polimetakrylan metylu?).
      - Pomożesz nam?

      Halogenowe słońce zawirowało płowymi płomykami w aureoli rozsypującego się
      szelestu warkocza łaskocząc, budząc, uśmierzając podstępne znaczenie
      rozchichotanych cieni kamiennych fug. Podwójny błękit topił chwytając w sieć
      przymróżonymi uśmiechem kącikami oczu (skin master? ultradźwięki? liposomy?).
      - Ale...przecież...bo ja...

      - Właśnie ty, ilusiu - niedopowiedziane stało się rozproszonym zapomnieniem
      chwili dotyku, zapach truskawek intensywniał bliskością...palce Neski
      zabraniały rycerskim ustom teddo - poddańczych deklaracji. Muśnięciem molto
      legato zerwały niepewny szept ruchu warg by w zdecydowanym staccato pobiec ku
      podbródkowi rozbrajając udrękę niepewności swym tańcem zakończeń opuszków
      zapraszając czereśniowo - truskawkową pokusą bez - zbrojnej przestrzeni splotu
      migotliwych błysków przeskakujących z fali na falę.

      - Te, koleś!
      No tak - zapomniał. Miejsce, czas i...ludzie, którzy przecież stali tuż obok!
      - Może byś się tak obmył co - nieco, zanim zdecydujesz, co - dalej?
      Na słowa ydoriusa Neska podniosła się, stając obok łoża ilhana z przechylona na
      bok głową i skrzyżowanymi na piersi ramionami, w zamyśleniu spogladając w
      kierunku stojącego pod ściana monitora.

      Usiadł. Z lekka kręciło mu się w głowie: zmęczenie? oszołomienie dziwacznymi
      wydarzeniami? Ostrożnie wstał i odnajdując właściwy kierunek przy pomocy ruchu
      głowy ydoriusa, wszedł do łazienki, słysząc już tylko fragment dyskusji,
      dobiegający go na moment przed zamknieciem drzwi:...typowo intelektualne
      przerafinowanie, postmodernistyczne rozmamłanie, zastój sił witalnych,
      degrengolada i entropia...

      ***
      Nie wiedział, gdzie podziała się jego zbroja, ale w tym momencie nie miał już
      siły na analizowanie kolejnej zagadki. Małe, wyłożone białą terakotą i czerwoną
      cegłą pomieszczenie z umywalką i kabina prysznica w sposób całkowicie
      satysfakcjonujący zaspakajały pilność obecnych potrzeb.
      Mydło, resztka lawendowego płynu do kapieli...z ulgą fizycznego spełnienia
      odkręcił kurek z ciepłą wodą...
      Nie zdołał zauważyć maleńkiego pajączka, przycupniętego w ceglastym narożniku,
      który zza obłoków rozprzestrzeniajacej się mgiełki lepkości puścił do niego
      zielonkawe, staro - radiowe perskie oczko...

      ***
      W pomieszczeniu, które należałoby uznać za salę tronową, nie było żadnych
      sprzętów poza wzorzystymi dywanami zaścielającymi posadzkę i rozrzuconymi pod
      ścianami poduszkami.
      Czerń, jego ulubiona barwa, ostro podkreślała niezwykłą bladość oblicza...nie,
      to nie Obywatel Kane, lecz tajemniczy, madagaskarski książę Love Letter który -
      na wzór swego kultowego poprzednika w cierpliwym znudzeniu układał kolejne
      puzzle...a mały, niepozorny w swej pracowitości pajaczek snuł mu do ucha swe
      sieciowe opowieści...


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=4492169&a=6725960
    • forumowatelenowela Fantasy? - Nefil 07.07.03, 13:18
      W Forumlandii nastaly czasy mroku i anarchii. Ta kiedys bogata, mlekiem i
      miodem plynaca kraina, zostala zalana przez hordy barbazyncow, ktorzy palili
      wsie i miasta, kobiety i mlodziencow gwalcili i w jasyr uprowadzali. Krol
      Forumlandii Asjus, choc sam bedac prawym i szlachetnym czlekiem, jednak do
      wladzy zdolnosci wiekszych nie przejawial. Nad obowiazki panstwowe przekladal
      uciechy zyciowe- grywal z mlodymi dziewkami w domino, raczyl sie
      najprzedniejszymi srodziemnomorskimi winami, a najchetniej czas spedzal na
      balach, gdzie tanczyl, spiewal i najpiekniejsze damy dworu podszczypywal.
      Doradcy krola jegomosci takze sprawami kraju zbytnio sie nie przejmowali,
      gromadzili dobra doczesne, a i talary od obcych dworow pobierali.
      Nad Forumlandia zbieraly sie czarne chmury, krolowie sasiednich krain nad
      rozbiorem tego niegdys szczesliwego kraju debatowali i swe wojska do podboju
      sposobili.
      Los krainy byl juz niemal przesadzon. Jednak w malym miasteczku mieszkala
      cnotliwa, wesola i pobozna bialoglowa- Nikkitina, ktora dowiedziawszy sie o
      polozeniu w jakim ojczyzna sie znajduje, pomyslala,ze tak dalej byc nie moze.
      Pewnego dnia sciela wlosy, nalozyla zbroje i ruszyla do stolicy, aby druzyne
      zebrac. Kwiat rycerstwa Forumlandii wowczas opilstwem bardziej byl zajety niz
      sposobieniem sie do ojczyzny ratowania. Tak tez i bylo owego wieczora, gdy w
      barze Iluzyja zjawila sie Nikkitina. Homohedonistus, Vulturo, Jankus Zerro,
      Ilhanus przy piwie siedzieli o dawne czasy wspominali, zdziwili sie, gdy nagle
      uslyszeli glos dziewczyny:
      - Bracia! Do szabel, bo ojczyzna w potrzebie!
      Na to zawolanie, jednoczesnie slodkie, acz sprzeciwu nieznoszace powstali i
      szabel dobyli. I tak rycerze na konie wsiedli i pod dowodztwem
      Nikkitiny,nawolywac lud do obrony przeciw wrogom poczeli. Wkrotce do tej
      gromady dolaczyli takze Jackus, Gregkorus, Mallinia, choc dziewczyna bedac,nikt
      tak jak ona lukiem poslugiwac sie nie potrafil. Na koniec do druzyny dolaczyli
      bardzo posepny,radosci nigdy nie okazujacy- Nefilus Gottus i Cze, ktory choc
      starcem bedac mial wiecej sily niz niejeden mlodzik. Tymczasem Asjus obawiajac
      sie wojny i krwi,abdykowal i zbiegl z krainy bezkrolewie czyniac. Obce
      krolestwa do kraju weszly i zaczely pochod ku stolicy. Jednak na drodze wkrotce
      atanela im druzyna Nikkitiny, ktora mimo tego, ze wyksztalcenia wojskowego nie
      posiadala, dowodzila swa mala armia jak zaden inny jeneral. Do decydujacej
      bitwy doszlo pod Danzingiem. Obcy woje, mimo przewagi liczebnej widzac
      zuchwalosc z jaka bili sie obroncy Forumlandii spierzchli po krotkim czasie z
      pola boju. A najmezniejszy z rycerzy- Vulturo dodatkowo zdobyl nielada trofeum-
      glowe Czamberusa- jednego z przywodcow wrogiej koalicyi.
      Po niedlugim czasie Nikkitina przez wdzieczny lud krolowa obrana zostala i
      wladala swa kraina dlugo i szczesliwie, niekiedy tylko surowo zdrajcow karzac,
      zatapiajac ich wlasnorecznie w beczkach ze smola badz w buty hiszpanskie
      zakuwajac. Kraina znow mlekiem i miodem plynela, szcegolnie wtedy, gdy dzieki
      madrum sugestiom swego doradcy finansowego- Jasinicy Szostkirazytrzy podatek
      liniowy wprowadzila. Wtedy to z emigracji powrocil rowniez Teddeus, nadworny
      muzyk poprzedniego krola, ktory to na banicje byl skazan za zbyt awangardowe
      podejscie do muzyki.


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=4492169&a=6786692
    • forumowatelenowela Profesor Vulczur - Teddy 19.08.03, 13:57
      Jasne bloki Chomiczówki majestatycznie połyskiwały w blasku sierpniowego
      księżyca. W oddali lśnił świetlisty neon hipermarketu Leclerc. Ciszę nocy
      zakłócało jedynie rytmiczne umc umc umc dochodzące z zaparkowanego
      nieprawidłowo samochodu BMW z alufelgami.
      Uważny obserwator zauważyłby jeszcze dziwne towarzystwo kryjące się w obfitych
      krzakach
      przed jednym z dziesięciopiętrowych bloków z wielkiej płyty.

      - Idzie wreszcie – wysapała 43-letnia kobieta o wyglądzie ekspedientki ze
      sklepu mięsnego z okresu rządów premiera Messnera.
      - Znowu nas obgadywał na zlocie – narzekał wąsaty 60-latek w okularach
      zdizajnowany na 30-latka
      - Co mówisz Edek? – poważnie łysiejący 52-latek o szczerej twarzy trochę
      najwyraźniej niedosłyszał.
      - Zamknij się Phil bo nas jeszcze usłyszy – wycedziła ta mniej popularna
      z pewnych dwóch sióstr z Australii.
      - Dajcie mu od razu w łeb! – rozkazała starsza pani , którą wszyscy tutaj
      darzyli chyba wielkim szacunkiem.
      - Oczywiście pani Ireno – skwapliwie przytaknął łysy z zarostem około 50-
      tki.
      - Rychu uważaj! – młodzieniec około 24-letni już czaił się do ataku.
      - Mietall teraz! – komenda do natarcia ze strony młodej i mało zdolnej
      szansonistki znanej z za długo już emitowanej telenoweli.

      Nadchodzący człowiek z charakterystycznym sępim nosem nie mógł wiele zdziałać
      wobec tak obezwładniającego i zmasowanego ataku. Poczuł, że jest siłą wleczony
      w stronę w której znajdował się przystanek autobusowy. Za chwilę usłyszał
      charakterystyczny i dobrze znany mu silnik przegubowego Ikarusa rok produkcji
      1976.

      - Znieczulcie go czymś – rozkazała mocno już zaawansowana wiekowo
      blondyna nie wiedzieć czemu dzielnie dzierżąca Gibsona Les Paula i spożywająca
      lody wyprodukowane z pewnością w Limanowej.
      - Ja mam dobry sposób – do akcji wkroczył ponownie przygłuchy łysy gość i
      zaczął coś majstrować przy odbiorniku radiowo-kasetowym. Muzyka, która rozległa
      się za chwilę sprawiła, że więzień najpierw zaczął przeraźliwie wyć a potem
      stracił przytomność.

      Gdy ocknął się ,oni wszyscy stali nad nim. A on zobaczył, że jest w miejscu od
      którego w te wakacje trzymał się bardzo daleko. Poczuł, że jest przyklejony do
      drzwi w pokoju nauczycielskim.

      - Zostaniesz tu na cały rok szkolny – oznajmiła kobieta o wyglądzie
      ekspedientki z mięsnego.
      - Nie będziesz mieć dostępu do forum – dodała starsza pani.
      - I czyż nie trzeba było zostawić nas w spokoju, Profesorze Vulczur? –
      retorycznie spytał przygłuchy łysy.
      - A z panią dyrektor wszystko uzgodniliśmy! – dodała mniej znana z sióstr.

      Profesor Vulczur zaczął krzyczeć. Może ktoś z Forum usłyszy????



      Nagle usłyszał głos Ilhana.

      - Ziomal, aleś się skuł. Chodź już. Terezę zamykają. A 1 września dopiero za
      dwa tygodnie......


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=4492169&a=7511459
    • forumowatelenowela Z punktu widzenia pracownika ZOMO - Nefil 21.08.03, 13:18
      Lodz, rok 1983

      Zima byla wyjatkowo ostra tego roku. Temperatura dochodzila do -25 stopni, a
      snieg padal nieustannie dniem i noca. Dochodzila juz godzina 22:00, gdy
      pracownik lodzkich oddzialow ZOMO wracal do swojego mieszkania na Retkinii.
      Wszedl do klatki, wjechal winda na 4 pietro, tam drzwi mieszkania otworzyla mu,
      czekajaca na niego z niecierpliwoscia 65 letnia babcia- Abra.
      - No, wreszcie jestes, juz sie martwilam o ciebie. Codziennie wracasz coraz
      pozniej, ta praca cie wykonczy!
      Pracownik ZOMO o pseudonimie "Cukier" zdejmujac kurtke, rekawiczki i szalik,
      odpowiedzial:
      - Daj spokoj, babcia! Znowu demonstracja! Jestem wykonczony, dzisiaj to
      spalowalem chyba z 5000 ludzi, bo tak mnie rece nap.... jak nigdy!
      - No, wnusiu, nie wyrazaj sie. Ale ci ludzie to jednak rozumu i sumienia nie
      maja! O co im chodzi, bo to zle im sie zyje w naszej ludowej ojczyznie?
      Przeciez w tym roku produkcja sznurka do snopowiazalek wzrosla o 3.7%,
      stabilizacja gospodarcza wciaz postepuje, no przejsciowo brakuje czasem mydla i
      papieru toaletowego, ale przeciez to nie powod, zeby jakies antysocjalistyczne
      i antypanstwowe manifestacje organizowac!
      "Cukier" rozebrawszy sie, usiadl do stolu w duzym pokoju, gdzie czekalo juz na
      niego gorace mleko z miodem i tabliczka wyrobu czekoladopodobnego. Babcia
      usiadla po drugiej stronie stolu.
      "Cukier" kontynuowal rozmowe:
      - Widzisz, babciu. Tlumaczyli to nam na szkoleniu politycznym. Te wszystkie
      Walesy, Geremki i inne Frasyniuki to sa normalni zdrajcy ojczyzny. Oni
      pieniadze biora od Si Aj Eja i co jest juz naprawde ohydne od Mossadu. I
      podburzaja glupich ludzi, bo tak naprawde to oni chca wladze przejac i do
      koryta sie dorwac!
      - Daj spokoj, dziecko. To sa robaki, nie ludzie! Bo to zle jest w tym naszym
      PRLu? Ja pamietam, jak przed wojna bylo. Musialam tyrac na 3 etatach, zeby
      zwiazac koniec z koncem, a i tak sie nam nie przelewalo. A jakie bezrobocie
      bylo i byli jeszcze bezdomni.
      - Babcia, wiesz, ja juz chyba spac ide, bo strasznie zmeczony jestem. Chyba juz
      nawet Glosu Robotniczego nie poczytam.
      - No, idz, dziecko, idz. Bo jutro znow sluzba. Oj, dziecko, ta robota cie
      wykonczy, zobaczysz.
      "Cukier" umyl sie, przebral w pidzame i poszedl spac. Tej nocy sny mial
      wyjatkowo przyjemne. Snily mu sie wczasy w bratniej Bulgarii, na ktore dostal
      talon za wzorowa sluzbe dla dobra Polski Ludowej.


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=4492169&a=7529105
    • forumowatelenowela Magia wśród więziennych krat - Vulture 27.08.03, 13:22
      - Kubasior, jak Ty grasz! Jakby Cię tu za bigamię wsadzili, a nie za
      podrabianie czeków! – zaśmiał się jeden z trójki więźniów, grających w karty w
      celi więziennej. Mansior, ksywa „Ziomal”, siedział za nielegalne
      rozpowszechnianie muzyki brytyjskiej na Kontynencie. Najstarszy z nich,
      Walczer, siedział za prześladowanie perkusistów z niekompletnym owłosieniem
      czaszki. Ponieważ sądy działają opieszale, wszyscy trzej czekali na procesy
      bądź na apelację, zabijając czas grą w karty.
      - Ty, a ten sędzia to jakiś cofnięty jest - powiedział Kubasior –
      zamiast zajmować się dowodami rzeczowymi, zaczął się przyglądać jakiemuś
      paskudnemu termometrowi z muszelkami. Ciekawe, co za palant mu to dał.
      - A, sędzia Gregkorowicz tak ma – powiedział Walczer – słyszałem, że ten
      termometr to była próba przekupstwa, dał mu ją jakiś facet, oskarżony o
      zdemolowanie knajpy uniwersyteckiej. Podobno zdetonował wszystkie lampki na
      stołach, a potem prosił sędziego, żeby wziął winę na siebie.
      - Ech, w lecie jest wysyp wariatów – przytaknął Mansior –słońce grzeje,
      ludzie bez czapek chodzą... Walczer, ty w te karty grasz jednak gorzej niż w
      siatkówkę.
      - Cicho, gnoju – zaczął uspokajać go Walczer – żebym ci nie musiał
      przypominać, jak ty...

      Tu Walczerowi nie dane było dokończyć, gdyż rozległ się donośny, kobiecy głos:

      - Co za skandal! Jak wy w ogóle możecie grać w karty! Zero powagi! W
      takim miejscu! Gdzie prawo jest prawem, a dobro zwycięża zło! Jesteście zerami!
      Sam premier by tak o was powiedział!
      Mansiorowi wypadły karty z rąk, a Kubasior już chciał dzwonić po pogotowie, ale
      przypomniał sobie, że zabrano mu komórkę. Nie była jego, zresztą.

      - A pani to klawisz nowy czy co? Kawa nam się skończyła... – próbował
      nawiązać dialog Walczer, ale kobieta mu przerwała, wymachując dramatycznie
      rękoma:
      - G... cię to obchodzi! Ale upierdliwiec bezczelny! Ty nie wiesz, komu ja
      kawę parzyłam! Samemu sędziemu! Tobie to mogę co najwyżej spodeczek z fusami
      dać do wylizania!
      - Dobra, kobieto, daj już grać i nie marudź, bo mi karty wyleciały –
      powiedział Mansior i chciał wrócić do gry, ale kobieta nie dawała za wygraną.
      - Aaaaaaaa!!! Chamie! Tobie się wydaje, że ty tu najważniejszy jesteś,
      co? A ty nawet grać, syneczku, nie umiesz! Zero pomyślunku, nie to, co ja!!! Ja
      grałam z najlepszymi! Nawet w „Graczu” Altmana miałam grać, ale skręciłam
      kostkę! Ale Ty nie wiesz, kto to jest Altman, to co ci będę mówiła, gówniarzu...

      Kobieta najwyraźniej nie miała klucza do celi, ale uczepiła się krat i
      próbowała się po nich wspiąć, co jednak uniemożliwiały jej wysokie obcasy. Po
      kilku upadkach, skwitowanych głośnym śmiechem więźniów, zaczęła krzyczeć
      jeszcze głośniej.

      - Aaaaaach wy!!! Jak śmiecie się ze mnie śmiać – o, zrobiłam grę
      słowną „śmiecie” i „śmiać”, a „śmiecie” to i tak jesteście – ze mnie!!! Wy nie
      wiecie, kto ja jestem!!!
      - No właśnie, kto? - Zapytał rozsądnie Kubasior, ale odpowiedź była mało
      konkretna.
      - Synek, jakbyś chciał, to byś się dowiedział. Wiesz, ja nie jestem z
      takich, co się spotyka na ulicy codziennie.
      - No i całe szczęście. Panowie, wracamy do gry – powiedział Walczer i
      Kubasior z Mansiorem usiedli i z powrotem oddali się grze w karty, starając się
      zignorować kobietę, która kładła się na ziemi, charczała i, zdjąwszy buta z
      nogi, zaczęła nim walić w kraty. Kubasior, Mansior i Walczer przerwali znowu
      grę i z przerażeniem patrzyli na to, co wyprawiała i wykrzykiwała kobieta.
      - Ja wam pokażęęęęę!!! Chamyyyy!!! Prostakiiii!!!! Aaaaaaaghrhrhr!!! -
      Zachowanie kobiety coraz bardziej niepokoiło więźniów, a apogeum osiągnęło, gdy
      zaczęła z rozpędu atakować kraty i uderzać w nie głową, a następnie próbowała
      je przegryźć.
      - Co tu się k... dzieje??? – rozległ się znajomy głos Inspektor Nikki
      007, która akurat w ważnej sprawie odwiedziła więzienie. - Aaaaaaa, tu cię
      mam, złociutka! Już mi nie nawiejesz! – krzyknęła Inspektor Nikka na widok
      kobiety i rzuciła się w jej kierunku. Kobieta podniosła się z ziemi i
      próbowała uciekać, ale została powalona prawym prostym. Inspektor Nikka wezwała
      pomoc i kobietę szybko zabrali dwaj strażnicy. Gdy ją zabierali, krzyczała
      jeszcze:
      - Aaaaaa!!! Nie dam się pokonaaaać!!! Jestem najważniejsza!!! Głupki!!!
      Debile!!! Matołyyyy!!!! Pozamieniam was w żabyyy!!! Aaaaaaa!!!
      Abrakadabraaaa!!! Hokus pokuuus!!! Aaaaaaa!!!... Głos ucichł.

      Więźniowie z niekłamaną ulgą zasiedli na swoich miejscach w celi. Inspektor
      Nikka poczuła się w obowiązku wyjaśnić zaistniałą sytuację.
      - Ach, to nic takiego, taki transwestyta troszkę stuknięty, uciekł
      wczoraj ze szpitala obok. Nie mógł wytrzymać w jednej celi z Napoleonem
      Bonaparte i z Juliuszem Cezarem. Ma manię wielkości i czasem mu się wydaje, że
      jest Karolem Wielkim, ale po lekach to przechodzi. Już więcej nie będzie się
      naprzykrzać. Życzę panom miłego wypoczyn... cholera, co ja pieprzę –
      powiedziała Inspektor Nikka i szybko opuściła więzienny korytarz.
      - Uff, co za koszmar, chłopaki, gramy dalej. – powiedział Kubasior i
      trzej więźniowie ponownie zasiedli do kart...


      www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=78&w=4492169&a=7556225
    • forumowatelenowela Jak wygląda zlot Forum Muzyka... - Vulture 17.02.04, 12:55
      Grupa osób siedziała przy kawiarnianym stoliku, nerwowo przebierając palcami.
      Niektórzy obserwowali czubki swoich butów, inni patrzyli za okno, a jeszcze
      inni szukali czegoś w plecakach lub wysyłali smsy.
      - No tak, już chyba wszyscy jesteśmy... – próbował zainaugurować
      spotkanie krzepki 67-latek, będący aktualnie przewodniczącym.
      - No tak. Chyba tak – powiedziała po chwili jego siostra, widząc, że nikt
      nie podejmuje tematu.

      Było bardzo cicho. Co jakiś czas krępujące milczenie przerywał trzask
      zapalniczki i ewentualne częstowanie papierosami. Zamówione przez kelnerkę piwo
      stało w szklankach, prawie nieruszone.

      - Nie wiecie, czy ktoś jeszcze przyjdzie? – nieśmiało zapytała brunetka,
      przed którą stała porcja lodów truskawkowych.
      - Janek coś pisał chyba, że będzie albo nie będzie. – odpowiedział
      rzeczowo szpakowaty mężczyzna z dużą walizką.

      Na dłuższą chwilę znów zapadła cisza. Nie bardzo było o czym rozmawiać.
      Sytuacja wprawdzie nie wydarzała się po raz pierwszy, ale niczego nikogo to nie
      nauczyło. Ci ludzie nie istnieli bez swego anonimowego alter ego, nicka, którym
      posługiwali się w wirtualnym świecie. W rzeczywistości znikała cała ich
      błyskotliwość i polot. Nie wiedzieli, o czym mają prowadzić rozmowy, ponieważ
      nie mieli innych znajomych spoza sieci, i po prostu nie umieli tego robić.

      - Po co ci ta waliza? – spytała siostra przewodniczącego, bo przyszedł
      jej do głowy pomysł, że może porozmawiają o podróżach i będzie nieco poruszenia
      wśród uczestnikó spotkania.
      - A, bo nigdy nie wiadomo, kiedy się można będzie przeprowadzić. –
      powiedział szpakowaty i na tym rozmowa się skończyła. Zapadła po raz kolejny
      krępująca cisza.

      Za oknem hałasowały samochody, kelnerka kręciła się nerwowo, ponieważ nikt jej
      nie wzywał, a kilkanaście osób przy stoliku siedziało w milczeniu, oglądając
      sobie paznokcie, paląc papierosy i sącząc ciepłe piwo. Ktoś bawił się
      długopisem, ktoś inny stojącą na stole cukierniczką.

      - Wiecie – zaczęła nieśmiało wysoka dziewczyna w typie Jennifer Lopez, w
      koszulce z logo Nine Inch Nails – a na forum znowu napisali, że Iluś i Kubasa
      za dużo piszą pierdół i rankingów za dużo robią.
      - Wiem, wiem! – odezwał się Ilhan we własnej osobie – widziałem,
      odpisałem mu, że jest bałwanem!
      - Ja też widziałam i odpisałam! Ale nie wiem, czy doszło. – powiedziała
      brunetka z lodami truskawkowymi w pucharku.
      - A ja się zalogowałem jako nie ja i napisałem, że The Beatles to
      gówniany zespół, no i zrobiłem wielką prowokację! – krzyknął dumnie szpakowaty.
      - O, jest Janek! Słuchaj, jest prośba – powiedział na widok zbliżającego
      się do stolika faceta Ilhan - napisaliśmy na tym prywatnym, że był zlot, weź
      zeskanuj nasze zdjęcia i wstaw tło z fotkami miejsca zlotu, tak że niby
      byliśmy, jakby ktoś pytał.
      - Dobra, ale dajcie mi inne zdjęcia, bo tamte już są wszystkie użyte na
      montażu z poprzednich zlotów – odpowiedział Janek.
      - Słuchajcie, zróbmy kolejną prowokację i pozamieniajmy się nickami,
      zobaczymy kto się zorientuje – zaproponował pijący dość dużo piwa człowiek w
      koszulce z Philem Collinsem.
      - O, dobry pomysł – podchwycił 67-letni przewodniczący- ja będę swoją
      siostrą, a ona będzie Kubasą.
      - A kim ja będę? - spytał Kubasa.
      - A ty będziesz Hawkiem, zresztą wszystko jedno – odpowiedziała amatorka
      truskawek w przetworach mlecznych.

      ...i tak rozmowa nareszcie ruszyła. Gdy tylko zaczęto rozmawiać o sieci i o
      tym, co kto w niej napisał, ożywili się do tej pory smutni i markotni
      uczestnicy zlotu. Można już było uznać go za udany. Trwałby może i dłużej,
      gdyby nie niepokój, związany z pewnymi obowiązkami, tudzież przyzwyczajeniami
      forumowiczów.

      - Słuchajcie! Która godzina?!- krzyknęła nagle siostra przewodniczącego.
      - No, szósta dochodzi - odpowiedział Kubasa – do meczu jeszcze trochę.
      - Nie o to chodzi – odpowiedziała siostra przewodniczącego- czy zdajecie
      sobie sprawę, że siedzimy tu już prawie godzinę bez forum? Wprawdzie Hawk ma
      dyżur w kafejce obok, ale jeśli teraz odezwał się wiecie kto i go atakuje?
      - Ojej! Racja! – przytaknął przewodniczący – Słuchajcie, przecież tam
      ktoś może coś o nas napisać i co wtedy? Jak odpiszemy, skoro siedzimy tu, a nie
      przy kompach?!
      - Jezus Maria! Rzeczywiście!

      Uczestnicy zlotu w panice pozbierali swoje rzeczy, zapłacili kelnerce i w
      pośpiechu udali się do domów, żeby sprawdzić, co się stało z forum podczas ich
      nieobecności. Musieli ratować swoją jedyną rozrywkę... a zlot forumowiczów
      Forum Muzyka dobiegł końca...


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=4492169&a=8304019
    • forumowatelenowela Nadzieja Beznadziei - Vulture 17.02.04, 12:57
      - Beznadziejo! Znowu podłoga niezmyta! Weź się do roboty, bo obetnę premię! –
      Krzyknął redaktor Wiesław W., groźnie podkręcając wąs – Za chwilę Czesław N.
      przyjdzie z nowym wierszem, musi być atmosfera! A ty się opieprzasz!
      - Tak, panie redaktorze, oczywiście, panie redaktorze, ja dla pana wszystko,
      panie redaktorze, naprawdę, pan jest takim zdolnym redaktorem, a ja tylko taką
      szarą myszką, ja bym chciała kiedyś być takim zdolnym redaktorem, jak pan… -
      zaczęła mamrotać Beznadzieja, ale w głębi duszy pomyślała sobie: „Ty staruchu
      jeden, jestem od ciebie lepsza i lepiej się znam na wszystkim, już ja ci
      pokażę”. Na razie jednak redaktor Wiesław W. pokazał Beznadziei mop i kazał
      sprzątać podłogę w redakcji.

      Beznadziejaa była zdesperowana – od dziecka lubiła czytać „Misia”
      i „Świerszczyk”, pod których była wielkim wpływem. Nawet w wieku dwudziestu
      kilku lat nie czytała niczego innego. Zawsze marzyła o wielkiej karierze
      dziennikarskiej w jednym z tych periodyków. Niestety, w redakcji powiedziano
      jej, że ma być to pismo dla sześciolatków, a nie tworzone przez sześciolatków,
      i na razie jej artykuły nadają się jedynie do gazetki ściennej zerówki.
      Beznadzieja podłamała się nieco, ale stwierdziła, że się nie podda. Przemogła
      się, zaczęła czytać „Bravo” i wtedy poznała świat muzyki. Urzekły ją rockowe
      riffy Eweliny Flinty, oczarował niebiański głos Beaty Kozidrak, powaliły na
      ziemię mocne akordy Nickelback, słowem, zaznajomiła się z najlepszą muzyką na
      świecie. I wtedy dojrzała. Ona, dwudziestokilkuletnia absolwentka zawodówki
      (specjalność: kotłowa w przedszkolu), zapragnęła zostać dziennikarką muzyczną.

      - Mamo, mamo, a ja chcę pisać do gazety! – Krzyczała w domu, gdy tylko leki
      przestawały działać.
      - Dziecko, uspokój się, bo znowu trzeba będzie powtarzać te zastrzyki, lepiej
      się zajmij swoimi włosami, bo wyglądają jak rozwolnienie krowy – strofowała ją
      zrozpaczona matka.

      Beznadzieja była jednak zawzięta i wykorzystała wszelkie możliwe środki, by
      tylko znaleźć się w bliższym towarzystwie osób związanych z showbusinessem.
      Dzięki temu, że akurat zamiatała podłogi w pobliskim McDonaldzie, w którym
      stołował się redaktor Wiesław W., znalazła pracę jako specjalistka od
      froterowania podłóg w redakcji jednego z poczytnych niegdyś miesięczników
      muzycznych. McDonald’s, zresztą, pozbył się Beznadziei z radością, bo zamiatała
      podłogę nie tym końcem szczotki, co trzeba.

      Od tej pory Beznadzieja odpowiadała w domu oraz znajomym z psychoterapii, że
      jest redaktorem naczelnym kilku pism w Polsce. Pokazywała nawet artykuły,
      podpisane różnymi pseudonimami, niby dla zmyłki, bo ktoś mógłby pozazdrościć
      jej talentu. Jej lekarz był zachwycony. Gdy tylko opowiadała o tym podczas
      seansów psychoterapeutycznych, mówił:
      - I widzisz, moje dziecko, najważniejsze jest, że jesteś w tym miejscu, w
      którym chciałaś być, a reszta jest nieważna.

      Wszystkie historie mogą mieć szczęśliwe zakończenie…


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=4492169&a=9242059
      • cze67 Z sentymentu podciągam 22.04.04, 20:40
        Nie mogłem się powstrzymać.
      • Gość: nadzieja Re: Nadzieja Beznadziei - Vulture IP: *.chello.pl 22.04.04, 21:10
        no wiec jestem oburzona smile)))
        prosze nie umieszczac mojej fenomenalnej osoby, wsrod Waszych brudow...
        i oswiadczam: nie bylam, nie jestem, nie bede NIGDY czescia TWA, wiec niech TWA
        nie robi ze mnie swej czesci, umieszczajac ma fenomenalna osobe w watku
        zdominowanym przez TWA...

        pozdrawiam...

        P.S. A teraz ziuziu, paciorek i spac, bo od rana trza z mopem zapieprzac...
        (jest mopman, moze byc i mopwoman smile)) )
        P.S. 2 Po dluzszym zastanowieniu stwierdzam, ze zmywanie podlog przy
        odpowiedniej (czyt. finansowej) koniunkturze byloby nawet dobrym
        rozwiazaniem... ile, k...., mozna wszak pracowac dla idei???...

        • vulture omijając to wyżej 30.04.04, 06:33

          Nowy odcinek już w sprzedaży.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka