forumowatelenowela Forum rurowe - Aislinn 09.05.03, 18:37 Vulture wylogował się, założył swoje nowe zielone kąpielówki , pogłaskał po brzuszku Dannii usmiechającą się z plakatu w jego nowo wyremontowanej łazience i zanurkował do wanny. Przez nieco ciasne sitko przedostał się do odpływu, i dalej popłynął rurami w stronę centrum. Celem jego była łazienka tejemniczej kobiety o wdzięcznym imieniu Randka. Vulture spieszył się by zdążyć tam nim Randka skończy swe wieczorne ablucje i opuści wannę. Znał trasę na pamięć, płynął więc z zamkniętym oczami, nucąc w myśli ostatni przebój Phila. Wtem jego philowa głowa zderzyła się z czyjąś równie twardą czaszką. _ Jak płyniesz, k........ człowieku ! - wykrzyknął. - No co, zmęczyłam się , z Otwocka taki kawał a jeszczed tyle drogi przede mną . Vulture otworzył oczy i rozpoznał Nikkę. - Nikka ! Co Ty tu robisz ? - A, płynę do Agenta, bo wiesz, miał mi wypalić parę płyt Clan Of Xymox, a zanim pociągiem dojadę to sam rozumiesz... - no to narazka. Zgadamy się na forum. -Pa ! Vulture popłynął dalej. Tymczasem Nikka dziarsko płynęła na północ. Hmm, wczesny Xymox jest wart tych bezpowrotnie utraconych kilogramów. nikka płynęła niczego się nie spodziewając, gdy tymczasem z dali dobiegł jej głos: - sabłej is a pornoł... O k........ - pomyślała Nikka. Co za palant tak fałszuje ??? i to te pitu pitu w dodatku ! nie zniosę !!! - i wpadła na ledwie żywą ze zmęczenia Aislinn. - Rety, Ais , ty lepiej nie śpiewaj, skoncentruj się na filozofowaniu dziecko drogie, bo wszystkich z tych rur wystraszysz ! Gdzie płyniesz ? - Eh, hh, właśnie, ku- piłam nowe Gathering i hh, tfu, zakrztusiłam się. hh wracam do domu... - to wracaj, ale może po cichu... I wtem... "W nieskończonym świecie środek jest wszędzie" forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=4492169&a=5834573 Odpowiedz Link Zgłoś
forumowatelenowela Forum rurowe part 2 - Aislinn 09.05.03, 18:38 Zza zakrętu wyłoniła się niezwykle barwna postać. Za niedużą, zgrabną główką miała tułów przyodziany w brązowe futerko, a długie nogi zdobiły wielokolorowe rajtuzy w kratę, zakończone najnowocześniejszymi płetwami, specjalnie zaprojektowanymi do celów komunikacji rurowej. - Piżmak ! Kopę lat ! Co słychać ? – spytała Nikka. - No witaj, malutka ! Tak sobie klabing uprawiam, komp mi się popsuł więc nie mam co robić i pływam po ludziach. Całe szczęście, że Janek po stracie roboty załapał się jako stróż rurowy ! Wreszcie człowiek może bezpiecznie się poruszać po tym mieście, bo zawsze poczciwina ostrzeże przed skażeniem terenu. Jakby na zawołanie w tym momencie rozległ się metaliczny głos Janka: - Uwaga uwaga ! Uprasza się o ostrożność w sektorach trzecim i czwartym. Sektory skażone Kają P. Powtarzam : uprasza się o ostrożność w sektorach... - - No proszę ! Znów! Co za miasto cholerne, gdzie nie wypłyniesz to skażenie ! dobrze że mam ze sobą swojego swimmana ! Zaraz sobie kleszów zapuszczę i kicham na skażenie! - Ba ! Jak ktoś taki zdizajnowany, to mu dobrze. W każdej sytuacji sobie poradzi... – westchnęła Nikka i udała się na północ, szczęśliwa, że nie musi przepływać przez sektory trzeci i czwarty. Piżmak zaś sięgnęła zwinnie za plecy, spomiędzy rajtuzów i futerka wyciągnęła dwie cienkie rureczki zakończone gąbeczkami i włożyła je sobie do uszu. Wkrótce w jej uszach rozległy się kojące dźwięki Cool under Heat... Swimman był najnowszym krzykiem mody, dostępnym na razie tylko dla wybranych. Zresztą, nie każdy się decydował – wymagał on bowiem zaszczepienia w dolnej części pleców małego portu, który pozwalał na swobodną komunikację dźwięków pomiędzy wyobraźnią i pamięcią a uszami. W końcu nie każdy pamięta to, czego chce akurat posłuchać... Nie każdego zaś stać na wzmacniacz pamięci.. forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=4492169&a=5838712 Odpowiedz Link Zgłoś
forumowatelenowela Bajka o Królewnie Śm_esce - Vulture 09.05.03, 18:38 Królewna Śm_eska błądziła od paru godzin po ciemnym lesie. Musiała uciekać z rodzinnego zamku przed fochami swej okrutnej macochy, Martoli, która zmuszała ją do słuchania godzinami przebojów Krzysztofa Krawczyka w wykonaniu zamkowych Trubadurów. Ojciec Śm_eski, król Jasiek Sześćset sześćdziesiąty szósty, nic nie mógł poradzić, czując się całkowicie zależnym od despotycznej małżonki, która była zazdrosna o urodę i powodzenie pasierbicy. Miała ona magiczną szafę grającą, którą codziennie pytała: - Droga szafo, powiedz przecie, kto ma najlepsze płyty na świecie? A szafa odpowiadała wówczas: - Piękne Twe płyty jak aniołki w niebie, lecz Śm_eska ma stokroć lepsze od Ciebie... Wtedy królowa Martola kopała ze złości szafę, która automatycznie włączała się na odtwarzanie hymnu państwa, „Keine Grenzen mehr” i zastanawiała się (królowa, nie szafa), jak by tu dokuczyć znienawidzonej pasiebicy. Pewnego wieczora Śm_eska nie wytrzymała występu Trubadurów, zabrała discmana i kilkadziesiąt podstawowych płyt, a następnie – nie bez żalu – opuściła zamek. Tułała się po lesie, tułała, aż w końcu doszła do polanki, na której stała chatka. Mimo pewnych problemów z wyłamaniem drzwi i wybiciem szyby w oknie, Śm_eska weszła do domku i doznała napadu śmiechu, gdyż wydawało jej się, że po uderzeniu się głową w niski strop przy wchodzeniu, popsuł jej się wzrok i widziała wszystkie rzeczy jakby pomniejszone, meble, wystrój wnętrz, wszystko było kilka rozmiarów mniejsze. Po chwili zorientowała się, iż – istotnie – wszystko, co znajdowało się w domku, wyglądało normalnie, tylko jakby stworzone dla dzieci. Mimo wszystko, postanowiła się zatrzymać na chwilę, gdyż była zmęczona, a i discmana trzeba było doładować. Śm_eska położyła się na jednym z mniejszych łóżeczek i zapadła w głęboki sen... *** - Hej, chłopaki, znowu jakiś dzik rozwalił nam drzwi! – powiedział krasnal Srutek, gdy zbliżył się do domku. - Ojej!- krzyknął krasnal Wultek – i okno znów wybite! To te cholerne wiewiórki! - Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! – zakrzyknął krasnal Tedek po wejściu do chatki – Tutaj jest czyjś discman! - Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!- wrzasnął krasnal Zerek – Tutaj są czyjeś płyty! - Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! – wydarł się krasnal Lowcio – Tutaj przede wszystkim KTOŚ jest!!! Ponieważ krasnale wrzeszczały strasznie głośno, królewna Śm_eska natychmiast się zbudziła i patrzyła z niedowierzaniem. - Kim wy jesteście? - spytała. - Panienko, my tu mieszkamy! Jesteśmy krasnalami – odpowiedział Greguś i przedstawił kolegow – To jest Wultek, Tedek, Srutek, Lowcio, Zerek, Asio i ja- Greguś. - A ja jestem Śm_eska. Uciekam przed kaprysami swej okrutnej macochy, królowej Martoli. Czy mogę się u was zatrzymać? - Ależ będzie to dla nas zaszczyt, droga królewno, racz tylko nie przyjmować obcych w domku, bo może się to źle skończyć – powiedział roztropnie Tedek. - Obiecuję, że nie będę – powiedziała Śm_eska i tak się stało. Krasnale codziennie chodziły do roboty, a w tym czasie Śm_eska pomagała im w domu i dni płynęły leniwie, spokojnie, ale do czasu... *** - Droga szafo, powiedz przecie, kto ma najlepsze płyty na świecie?- spytała swą czarodziejską szafę grającą królowa Martola, licząc na to, że wyrodną pasierbicę, która nie znała się na pięknie muzyki Trubadurów, dorwał wreszcie jakiś laryngolog. - Królowo, kolekcja twa z pereł się składa, lecz Śm_eska ciekawszą znacznie posiada – odrzekła szafa i dostała kopa. Królowa była wściekła i zaczęła obmyślać okrutny plan. - O, już ja jej dam złotą kolekcję, tej gówniarze jednej! Popamięta mnie!!! Śm_eska – jak co dzień – została sama w domu krasnali, gdy te poszły do pracy. Właśnie sprayowała ich chatkę w logo Deep Purple, na specjalne życzenie Wultka, gdy nagle usłyszała głos: - Płyyyty, bardzo tanie płyyyyty... – Śm_eska odwróciła się i zobaczyła uroczą staruszkę z koszem pełnym wspaniałych nagrań. - Ojej, dobra kobito, cóż za wspaniałości masz w tym koszyku! Jaka szkoda, że nie mam pieniędzy, na pewno bym którąś kupiła! – wykrzyknęła Śm_eska, nie wiedząc, że ma do czynienia z przebraną Martolą. - Ależ piękna panienko, ja Ci dam jedną płytę w ramach promocji, a jak kiedy będziesz miała pieniążki, to mnie znajdziesz i kupisz sobie jeszcze inne... tu masz takie wspaniałe rzadkie nagrania Nicka Cave’a – nikt ich nie ma, bo to jedyny egzemplarz. - Ojej, dobra kobieto, jakże Ci się odwdzięczę!- krzyknęła szczęśliwa Śm_eska. Chciała nawet dać staruszce coś do picia albo do jedzenia, ale ta gdzieś nagle zniknęła. - Widocznie spieszyła się z promocją do innych – pomyślała Śm_eska i pomknęła do domku, włączyć płytę. Podeszła do odtwarzacza, włożyła srebrny krążek i czekała na wspaniałe dźwięki muzyki Nicka Cave’a gdy z głośników rozległo się: „Cause I can’t stop loving you...” - Aaaaaaaaaaa! Krzyknęła zszokowana Śm_eska i padła jak martwa na ziemię. *** - Chłopcy, co tak cicho koło domku? Nie słychać żadnej muzyki... – zastanawiał się Asio, gdy wraz z kolegami wracał z pracy. - Może Śm_eska usnęła, pewnie ją zmęczyło malowanie logo Deep Purple – powiedział Greguś i popatrzył z wyrzutem na Wultka, który udawał, że nie słyszy. Ale na domku nie było żadnego logo... Krasnale weszły do środka i znalazły Śm_eskę, leżącą bez życia na ziemi. Na nic zdawały się próby reanimacyjne – Śm_eska była jak martwa. Krasnale, nie widząc innego wyjścia, ułożyły ją na łóżku i zapłakały rzewnie. Płacz, rozlegający się po całym lesie, usłyszał rycerz Ilhan, który akurat polował nieopodal. Skierował konia do chatki krasnali i zastał tam siedmiu płaczącycj karzełków i leżącą bez życia Śm_eskę. - Buuu... a mówiliśmy jej, żeby nie przyjmowała obcych.. to na pewno sprawka tej obrzydliwej królowej... – wyjaśniał Ilhanowi Srutek. - Da się na to coś zaradzić, twardym trza być – powiedział Ilhan i podszedł do odtwarzacza. W środku była dziwnie wyglądająca płyta... - Ahaaaa, teraz wszystko jasne... dobra, mali ludkowie, nie martwcie się. Wszystko da się naprawić – powiedział Ilhan i włączył płytę Stone Roses. Śm_eska natychmiast otworzyła oczy. - Ach, co za piękne dźwięki! Cóż za wspaniały człowiek je tu przyniósł! Rycerzu, będę Ci wdzięczna do końca życia! – zakrzyknęła Śm_eska i rzuciła się Ilhanowi na szyję. Wtem drzwi rozwarły się z hukiem i do chatki wpadła Madencja, małżonka rycerza Ilhana. - Aaaaaaaaahaaaaa! Tu jesteś! To ja czekam z obiadem, a ty się z obcymi babami obściskujesz! - krzyknęła wściekła. - Ależ, kochanie, to nie tak, widzisz, ta pani leżała i musiałem jej pomóc.. – zaczął Ilhan, ale było już za późno. Madencja kopnęła go tak mocno, że złamała mu nogę. Krasnale i Śm_eska wycofali się dyskretnie na zbieranie jagód. *** Królowa Martola od pewnego czasu miała wspaniały humor. Nie było już Śm_eski, której kolekcja płyt była ciekawsza od królewskiej. Magiczna szafa grająca, na zadawane jej pytanie: „Droga szafo, powiedz przecie, kto ma najlepsze płyty na świecie?” odpowiadała teraz: - Twa kolekcja najlepsza jest w świecie, o Pani, wszystkie inne zbiory są zupełnie do bani. Teraz Martola pytała szafę o swą kolekcję jedynie z czystej próżności, jednak pewnego dnia... - Droga szafo, powiedz przecie, kto ma najlepsze płyty na świecie? - Kolekcja twa błyszczy perłami i złotem, lecz przy Śm_eski zbiorach zwyczajnym jest gniotem – odpowiedziała nieoczekiwanie szafa i uciekła z zamku, bojąc się kolejnych kopniaków. - Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!! !! – krzyknęła Martola i zemdlała. Koniec http://www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=78&w=4492169&a=5843012 Odpowiedz Link Zgłoś
forumowatelenowela Bajka o Królewnie Śm_esce NOWE FAKTY - Eska 09.05.03, 18:40 [ Z dedykacją dla Vulture'a- autora pomysłu ] Źle działo się w królestwie. Królem Jaśkiem-z panującej dynastii Ostrorogów- zawładnęła niebezpieczna obsesja. Zamiast rządzić, zamykał się w swych komnatach i zgłębiał księgi okultystyczne, traktujące o wykorzystywaniu odciętych owczych głów do rytualnych obrzędów. Zamartwiał się leciwy pisarz królewski- Cze, co będzie z państwem, bo król zapragnął sam napisać podobną księgę. Miała nosić tytuł: "Milczenie owiec". Królowa Martola-druga żona Jaśka-uznała, że to doskonały moment, by nie niepokojona przez nikogo, mogła pozbyć się znienawidzonej pasierbicy- królewny Śm_eski. Smarkula zostałam uznana za osobę o najbardziej wyrafinowanym guście muzycznym, czego zła macocha znieść nie mogła. Wygnała więc Śm_eskę z państwa i ostrzegła, że jeśli chciałaby powrócić, to ona zacznie gnębić poddanych muzyką Kasi Kowalskiej, Kai Paschalskiej i Mietka Szcześniaka. Cóż miała robić biedna dziewczyna, opuściła rodzinny pałac i ruszyła przed siebie. ========== Długo szła przez gęsty, ciemny las, aż dotarła do małej chatki. Wewnątrz pusto, drzwi zamknięte. Wyjęła więc małą srebrną płytkę z napisem "The Doors" i delikatnie włożyła ją w niewielką szczelinę przy klamce-zamek puścił natychmiast. Weszła do środka, znalazła niewielkie łóżeczko, ułożyła się w nim wygodnie i zasnęła. ========== Jak się później okazało, był to domek siedmiu krasnoludków. Przesympatycznych i bardzo gościnnych. Śm_eska zamieszkała u nich na stałe. Rano, krasnale wychodziły do pracy, a kiedy wracały, dotrzymywały jej towarzystwa. -Teddek dbał, by Śm_esce niczego nie brakowało. Organizował rozrywki, dyscyplinował resztę krasnali, by odciążały ją w pracach domowych, ustalił dyżury w kuchni, podzielił obowiązki przy sprzątaniu, praniu, prasowaniu... -Wultek rysował dla królewny piękne obrazki, obdarowywał ją również płytami z limitowanej serii "Vulture Collection", które pozostawiały niezatarte wrażenie. -Ze Srutkiem rozgrywali towarzyskie mecze piłki nożnej, które sędziował Gregkuś - a robił to zawsze tak, by Śm_eska wygrywała(!) -Lowcia, królewna traktowała jak młodszego brata. Lubiła ich wielogodzinne wieczorne rozmowy choćby o wspaniałej muzyce w wykonaniu utalentowanych wokalnie i tanecznie pań. -Kiedy było jej smutno, szła do Homcia. Ten umiał pocieszyć. Zwykle podawał przykłady jeszcze bardziej smutnych-tragicznych wręcz- sytuacji, które mogłyby przecież wydarzyć się w życiu Śm_eski. Skutkowało. -Miecik zaś zabierał ją na przejażdżki po okolicy dziwnym pojazdem, nazywanym pieszczotliwie "ciuchcią". I tak płynęło im beztrosko życie. Do czasu. ========== Kiedy Martola dowiedziała się od swego lustrzanego alter ego-Coala Chmabera- iż Śm_eska żyje i ma się dobrze, postanowiła, że tym razem doprowadzi sprawę do końca. Odpowiednio zdizajnowana stanęła przed chatką i zapukała do drzwi. Śm_eska otworzyła i zobaczyła jakąś owiniętą w chuściny babulinkę, która trzymała w dłoni kilka bardzo atrakcyjnych płyt. -Śliczna panienko, kup płytę. Tanio sprzedam- zachęcała kobieta. -Droga babciu, cena rzeczywiście jest kusząca, ale nie wiem czy powinnam- wzbraniała się królewna-nie widzę hologramów. -Dziecko kochane, człowiek tak chodzi i chodzi po tym lesie, to i nie dziwota, że się hologramy gdzieś poodklejały. Kup płyty, a spełnisz dobry uczynek. Zbieram bowiem pieniążki na wizytę u laryngologa dla mego wnuczka, który stracił słuch, zgłębiając twórczość zespołu Ich Troje. Śm_eska miała pewne wątpliwości, bo pamiętała rozmowę z nadwornym pisarzem-Cze, który strasznie złorzeczył, iż hologramów (które przyklejane są zwykle w najmniej odpowiednich miejscach) nie da się niczym usunąć. Ale argument o chorym wnuczku trafił do jej serca. Podała więc pieniądze kobiecie. Kiedy ta wręczała jej płyty, nagle zza krzaków wyskoczył jakiś brodacz i krzyknął: -Stać! Nie ruszać się! ZZ TOP!!! ========== To agent specjalny-Kuper-wkroczył do akcji. Reprezentował on Związek Zaciekłych Tępicieli Ohydnego Piractwa (ZZ TOP). Od kilku miesięcy prowadził śledztwo. Okazało się, że Martola to producentka nielegalnych płyt. Zarobiła już na tym procederze krocie, ale niczego nie można było jej udowodnić, bo nigdy osobiście nie trudniła się ich sprzedażą. Teraz wpadła w zasadzkę. Nie wiedziała, że to prowokacja i zakup kontrolowany. Nie spodziewała się również, że jest od dłuższego czasu obserwowana. Ludzie Kupera byli wszędzie. Na przykład pewna dziwna kobieta, które siedziała zwykle gdzieś na rozstaju dróg. Zapytana o cokolwiek filozoficznie odpowiadała, że: "Sowy nie są tym, czym się wydają". Mieszkańcy nazwali ją Pieńkową Damą. W rzeczywistości była to agentka Ais, która bacznie obserwowała okolicę. A krasnale? Jacy tam krasnale! To oddział specjalny TRON do zwalczania przestępczości fonograficznej w królestwie. Krolewna Śm_eska zaś została wtajemniczona w cały plan, mogła więc wiarygodnie odegrać swoją rolę. ========== -Martola została skazana na dożywotnie odosobnienie w przyzamkowej wieży. Siedziała tam i własnoręcznie naklejała-tym razem na legalne płyty-hologramy. A pracy jej nie było końca. Kontrolę jakości przeprowadzał sam Cze, który słynął ze swego zamiłowania do precyzji. Jeśli znalazł choćby najmniejszą usterkę, osobiście przynosił Martoli kilkaset nowiutkich płytowych egzemplarzy do oklejenia. -Chłopcy z TRON-u przygotowywali się już do kolejnej supertajnej akcji- mieli zbadać wszystkie wcielenia Maryli Rodowicz. -Agent Kuper (który jak się okazało nie jest brodaczem, broda to zdejmowalny element maskujący) teraz-z racji awansu-nie zajmował się już przestępstwami gospodarczymi tylko kryminalnymi. Miał znaleźć odpowiedź na pytanie, kto zabił niejaką Laurę P. Wyruszył więc szukać dowodów. Królewna Śm_eska długo patrzyła za nim, gdy odjeżdżał na swym białym rumaku. Była bardzo smutna. Nie mogła tym razem liczyć na pocieszenie ze strony Homcia, ale postanowiła zastosować się do jego wcześniejszych rad. Najlepszym sposobem na smutek bez dna była muzyka Nicka Cave'a. Płyta już czekała w odtwarzaczu. www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=78&w=4492169&a=5869501 Odpowiedz Link Zgłoś
forumowatelenowela Grill - Astir 09.05.03, 18:58 Król Teddy był zły. Bo też ile wieczorów i nocek, nocy i ranków można patrzeć na ciągle tak samo zaczerwienione, spocone i otłuszczone gęby tych niby to królewskich rycerzy? A zresztą - gdzież się podziała ich rycerskość? Od czasu ostatniej wojny czterdziestoletniej nikt już nie kwapił się, by zaatakować państwo TWAńskie...oj, źle się działo...sąsiedzi państw ościennych pogrążyli się w gnuśności programowanej, w dobro - życiu przenudnawym, wykres produktu narodowego brutto piął się w górę, nieopanowanie wyprzedzając nawet przyrost naturalny - a no bo komu by się chciało wysilać! Nikt nie siał, nie robił a zbierał. Onegdejsze cnoty rycerskie ulegały postępującej degradacji, brzuchy rosły, łysiny od niemyślenia powiększały, nawet panny powabne: piżmak, mallina, aishlinn i cosmiq - girl, wzorem inszych Julii, Ofelii i Scarletek wolały klasztorne krypty i krużganki nad oczekiwanie cudu przebudzonej rycerskości... Król Teddy był zły...Dłoń mu się niespodzianie w pięść zacisnęła na szklanym pucharze i z furia nagłą wyrżnęła tymże o piaskowce posadzki, przerywając tym dźwiękiem usypianie kamieni łupkowo - ceglanej ściany. Zdziwili się Teddowi rycerze nagłą ekspresją swego pana, zapomniawszy swą wytłumioną winem pamięcią o czasach osławionej w pradawnych pieśniach humorzastości najjaśniej panującego. Popodnosili swe zapuchnięte oblicza w nadziei oczekując upragnionego pretekstu do rozbudzenia zabawy w to kolejne, senno - burzowe majowe popołudnie, ale...zawiedli sie srodze. - Służba! a bystro mi tu, nooo! - napięty szept strun głosowych Teddego rozległ się ponaddźwięcznym echem po komnacie biesiadnej. Dwóch giermków, potykając sie o własne, rozwiązane w nowomodnym stylu, tasiemki ciżemek, podbiegło kustyk - kuśtyk do władcy swego. - won mi natychmiast z tym okraglakiem do kuchni zamkowej: porąbać, połamać, ukrócić, udusić...ale już! W osłupieniu wielkim popatrzyli to na króla, to na symbol całego królestwa i ...nie ośmielili sie przecież sprzeciwić. Splunęli w dłonie wzorem leśnych ludzi, wzięli głęboki oddech, przykucnęli w napięciu mięśni przywiędłych oraz zanikającej elastyczności ścięgien i...poleciały misy, dzbany i puchary przechodnie na rycerzy, na posadzkę polało sie wino małmazyjskie i porzeczkowe, pieczone ptactwo i grillowany karczek sarni poturlały się bezładnie...oj, działo się , działo... W przeczuciu katastrofy końca czasów dostatku Argus o mało rozumu nie postradał, stazzio oszołomiony zastygł wzorem Lotty w króla wpatrzon, As - chaotycznie, żeby nie powiedzieć - przypadkowo łapał co padało, wznosił do ust i pił, pił, pił...czasami coś tam skubnął, ale naprawdę niewiele tego było...co poniektórym rycerzom łza sie z nagła zakręciła na ten niespodziewany wybryk królewski, lecz zmilczeli. Nie czas to był na veto, o nie...jeszcze nie... - Panowie - zaczął Teddy szeptem - (no tak - panowie, wszak panie już z dawna szaty zakonne podkasawszy, za namową Abry sprzysięgły sie w amazońskiej odmianie TWA - FeTa - Feministyczne Towarzystwo Aktywności i przyjemnościom turniejów międzyklasztornych oddawały się w skrytosci wielkiej przed światem gnuśnego rycerstwa) - źle sie dzieje w panstwie naszym! Dośc okrągłego stołu, dosyć gładkich słówek i śniedzenia naszych zbroi w podzamkowych lochach, dość pozytywnego myślenia i dobrosąsiedzkich stosunków międzynarodowych! Krwi nam trzeba, wybudzenia z otępienia statecznego i golonkowo - piwnych przyjemności! Moc żądz w narodzie mus wzmóc! Zarządzam : koniec swiąt, pierwszy i trzeci maja przebiesiadowalim, nawet ósmy przeżylim w cierpkości winnej, lata lecą a my??? Nastał czas, by Nasze kolejne, królewskie decyzje dobrze słuzyły TWA, gospodarce, ludowi pracy i przedsiębiorcom - ogłaszam koniec wielkiej majówki! Dezynsekcja dla królestwa! Miecze w dłoń! Perrorował by Teddy dalej, gdyby wraz ze wzrostem cisnienia werbalnego nie odezwał się w bólu przypomniany ucisk kołnierzyka niebieskiego mundurka. Fakt ten przyhamował zapędy głównosterującego królestwem: się zaczerwienił, się spocił, się przymknął.. Ten właśnie moment wybrał niepokorny rycerz Miecio, by zadać nurtujące wszystkich pytanie: - My sweet prince (coś mu się potentegowało w przeciążonej, przecie nie żadnym placebo ale wyrobem wysokiej fermentacji główce), ale o co chodzi??? Rycerstwo zamarło, bezpośredniością pytania strwożone wielce, lecz Teddy - przybierając natenczas pozę cesarską, założywszy dłoń za guziki munduru, odparł z iście angielskim wdziękiem: - A ty, chłopcze nie zrozumiał mego orędzia, aaa? Taaa, tego było Mieciowi trzeba...najpierw z oddalenia a następnie w coraz większym natężeniu dźwięków telepatycznego poznania zrozumiał...reign in bloode... - Ale po co nam to, Panie, po co? - nieśmiały głosik kubasy rozległ się gdzieś z okolic podfotelnych. - Bo pić trzeba umić, ale nie wolno zapominać o cnotach i przymiotach rycerskich. Chcecie tutaj siedzieć, pić, jeść i leczyć kaca przez następnych 20 lat? Krople żołądkowe, paracetamol i vit. C to wasze ambicje na najbliższe lata? Rycerze moi, gdziez sie podział wasz duch bojowy, na koooooń!! - Panie nasz, zbroje rdza pożarła, husteczki białogłowych zbutwiały po kątach, konie orkę w polu wiosenną prowadzą, sąsiedzi cisi, spokojni i zgodni wielce, jak i z kim chcesz wojny prowadzić? - Lesiek wreszcie przedstawił swe wątpliwości. - Cooooooooooooooooo??????!!!!!!!!!!!! Teddym zatrzęsło w bezsile gniewu nagłego i oburzenia. Czyżby wśród całej rycerskiej społeczności nie znalazł się choć jeden, prawdziwy, lojalny rycerz sego władcy, który w bezmiarach świata zewnętrzenego potrafiłby znaleźć pretekst - choćby niewielki - do walki?? Zapadła cisza... Bzyk muchy wznosił się i opadał hałasem przerywając chwile skupienia. Nie patrzyli na siebie. Nie chcieli. Podziwiali wzór posadzki z piaskowca. Serduszka strwożone tętniły strachem schwytanego ptaszęcia. Nie byli już rycerzami. Dlaczego walki trzeba? przerwać czas pokoju? Wtem... a dlaczego nie? muśl przednia czy oszustwo? zdrada swego czy wyjście z patowej sytuacji? - A więc.... - Teddy wyraźnie sie niecierpliwił oczekiwaniem. - Królu mój i Panie Najmiłościwiej nam panujący - oby wiecznie - to może w poszukiwaniu wojny pojechałby......... ..........cdn? ------------------------------------------------------------------ Biedny Teddy nie wiedział, że tak głupi pomysł zaświtał w jego głowie po otrzymaniu tajemniczego wirusa, przesłanego jako załącznik do beczułki wina madagarskiego od księcia Love Lettera... www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=78&w=4492169&a=5962743 Odpowiedz Link Zgłoś
forumowatelenowela Griil - cz.2 - Astir 27.05.03, 11:50 ...paaada deeeszcz, wiosennyy paaaaaada deeeeszcz...ale to już nie była mżawka, początkowe krople wielkosci dojrzałych czereśni zamieniły się w jednościenną ulewę. O utwardzonej brukiem drodze pozostało tylko zmierzchajace popołudniem wspomnienie, zaznaczony ledwo - co bity trakt zamienił się w rwący strumień, niosacy wraz z hektolitrami wody cały brud łąk, lasów i okolicznych pól. Slejer, chabeta, która udało się rycerskiemu bractwu siłą odciągnąć od prac polowych, udawała, że podąża naprzód - tak samo zreszta, jak Ilhan, symulujący sam przed soba znajomość celu i kierunku. Czy miał jakikolwiek wybór? Słowo Teddego było rozkazem, jeśli król chciał wojny, musiała być, choćby się waliło, paliło lub...lało. Croatuls zaproponował rycerza Ilhana do tej roli niby to Odysa, niby Wallenroda (szkoda tylko, że Slejer nie był godzien miana konia trojańskiego, ech..) i - na wzór odrzucanego od siebie goracego kartofla - wszyscy uznali jego pomysł za znakomity. Coca - colą w zastępstwie odrdzewiacza doprowadzono jedną ze zbroi do względnego użytku; brakujące ubytki dospawano bezpośrednio na ciele Ilhana, chwycono w cztery chłopa i...na koń, iluś, na koń! Najpierw w 30 - stopniowym upale zdawał sie sam sobie hamburgerem w kleszczach automatycznego tostera, teraz nie mógł sie pozbyć upiornych dreszczy, szczękających z zimna zębów i uczucia rozpływania się - dosłownego, ponieważ źle zespawana zbroja przepuszczała nadmiar wody tylko otworami strzemiennymi a te wykazały sie zbyt małą przepustowością, niestety. Gdyby mógł pozbyć sie tej puszki na sardynki...tylko skąd wziać kowala na tym pustkowiu? Oprócz upragnionej wizji zakładu ślusarskiego kołatało w jego rozmiękłym umyśle jeszcze jedno pragnienie - GDZIE szukać wojny? a moze jeszcze inaczej: JAK wywołac wojnę? ...kto wszczyna lub prowadzi wojnę napastniczą...love not war, reef: give me your love - wolałby tak, ale król każe, rycerz musi...poddany w obliczu pana powinien miec wygląd...O! - colour my life...chociaż, biorąc wszelkie za i... ups! och, szajze! Gwałtowny wstrząs kupy żelastwa, nieme odbicie zadziwionej próby krzyku... ************** ...kiaruzela, karuzela na Bielanach co niedziela.. ...białe niedźwiedzie, rude tygrysy, żółte psy.... ...tupot białych mew...szeptem do mnie mów........ w kółko tak...cza cza cza... ...spadał w rozedrganą łapczywość przerywanego oddechu, rozkołysane unoszenie niby - czucia, bezkresną niekonkretność doznania istnienia. Otulony miekkim ciepłem roztapiał się w nieświadomości bez życzenia poznania miejsca i czasu, za przestrzenia, ponad zmysłem czucia ujednoliconego całościa przyciagania cząstek chęcią konsensusu... Trawy? kwiaty? motyle? rozgrzewały chłodem bezdotykowym ciało musnięciami łagodnymi uśmierzając zapraszając do trwania w niebycie... słoneczny promień pozbawiony palacej natarczywości rozgrzewał udrękę bólu wspomnień, przesuwając się od cierpień nogi w górę rozmasowując cierpliwie kojąc dawał siebie pragnieniem oczekującym zabierając ostoje chłodu zbolałego...nie chciał...nie chciał przebudzenia zapomnianego, nie chciał poznawać siebie, swych przeszłych myśli...skupiony w rozbiciu na wirujące cząstki rozproszone w schwytaniu jednością zapomnianego doznania... - A waćpan długo tak bedziesz jeszcze polegiwał, aaa? Z przestrachem nagłym oprzytomniał momentalnie. Uniósł powieki i...duże, hm..niebieskie oczy, pszenżytni kłos warkocza (brunetki, blondynki ja wszystkie was dziewczynki caałoooooować chceeeee...), mallinowe usteczka wpatrywały sie w niego z ciekawoscią i - tak, znał ten wyraz twarzy, niestety - złością. - He? - podtrzymał tak mile rozpoczętą konwersację. - Ech, te chopy, rzekła nadobna pannica, pochylając się nisko nad nagą piersią Ilusia... .................................................... cdn......chyba www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=78&w=4492169&a=5984850 Odpowiedz Link Zgłoś
forumowatelenowela Siedmioro samograjów - Cze 27.05.03, 11:51 Trzy dziewczęta z biednej japońskiej wioski z czasów feudalnego ucisku, mallina, martolka i nikka powiedziały: dość! Nie może tak być dłużej! Czy nie ma we wsi żadnego mężczyzny, który pokonałby straszliwego Woland-sana i jego bandy Rozrywkowych Roninów??? Okrutna ta drużyna co dwa tygodnie przybywała do ich maleńkiej osady i szerzyła spustoszenie w sercach, plonach, ale najbardziej uszach biednych wieśniaków. A to za pomocą muzyki słynnego za morzami zespołu Modern Talking, której zmuszeni byli słuchać biedni, niewykształceni wieśniacy. Niewykształceni, ale jednak tęskniący za muzyką inną, piękniejszą, bogatszą, bardziej przystającą do ich głodnych niezwykłych dźwięków dusz. Wieśniacy, sadzący na zalanych wodą polach swoje słabiutkie nutki i gamy, musieli oddawać je na pożarcie okropnej bandy. A ta, nie pytając, rozstawiała po wsi wielkie głośniki, i w tango!!! Nikt nie był w stanie ich pokonać. Bo cóż może biedny wieśniak przeciwko Rozrywkowym Roninom, sami powiedzcie? Mężczyźni i kobiety a nawet dzieci, pokornie słuchali straszliwego zespołu, a co bardziej kolaborujący z bandą nawet wybijali nogami takt. Wielu pomarło w straszliwych katuszach, ci którzy przeżyli byli jeno cieniami samych siebie. Oj nie, tak być nie może, przecież my tu poumieramy prawdziwej muzyki nie usłyszawszy! zakrzyknęły trzy najdzielniejsze dziewczęta, trzeba prosić kogoś o pomoc. Jak pomyślały tak zrobiły. Wyruszyły do najbliższego większego miasta... Słynny samograj Teddy-san straszliwie się nudził. Już dawno nikt mu nie zaproponował żadnej roboty. Wszystkie teleturnieje wygrane, pieniądze wydane, sake wypita. Gnuśność i rosnący brzuch po prostu. Jego miecz zwany Killing Joke od tygodni leżał bezużytecznie w kącie. Z radością więc powitał powabne wieśniaczki i obiecał im pomoc. Już dawno słyszał o bandzie Wolanda i jej niewyobrażalnych okrucieństwach. Nadszedł czas, do boju!!! - zakrzyknęła jego dusza. Wiedział, że sam nie da rady podstępnemu Wolandowi. Postanowił więc poszukać kilku dobrych samograjów. Kolejno zgłaszali się: Ilhan-san, którego straszliwy Stone Roses wciąż ociekał krwią po ostatniej zwycięskiej potyczce (sam przeciw zjednoczonej bandzie siebiesława i tegosława!!!). Kolejny - Miecio-san siał zamęt w szeregach wrogów za pomocą nakręcanej katarynki, która wygrywała w nieskończoność utwory grupy Myslovitz. Zgłosił się także straszliwy Vulture, który z rzutów maksisinglami Phila Collinsa i obcinania nimi członków (przede wszystkim uszu) swoich ofiar uczynił wręcz nową sztukę walki. Jeżeli chodzi o Ihopeyouwilllikeme-sana - wystarczyło, że ów znienacka wymówił straszliwą nazwę: ju tu, i kolejny muzyczny bandyta gryzł piach. W końcu nieustraszony As-san, który w walce wręcz nie miał sobie równych, z okrzykiem: faith no more!!! rzucający się na całe gromady muzycznych abnegatów, by je ostatecznie pokonać. Do boju garnęła się także najdzielniejsza z wieśniaczek - nikka. Teddy-san dał jej swój sztylet nie od parady zwany Depeche Mode. Tak oto biedna, ale dzielna nikka została pierwszą kobietą-samograjem. Ruszyli do boju. Straszliwy Woland-san jak co dwa tygodnie muzycznie dręczył wieśniaków. Z radością patrzył jak ci biedacy ostatkiem podrygują w rytm łupu-cupu jak w spazmatycznych drgawkach. - Wykończę tę wieś i ruszę na miasto - pomyślał. Wtem - głośniki z której wydobywały się właśnie dźwięki jego ulubionego utworu "Cheri Cheri Lady" Modern Talking zamilkły. Zza wzgórza doszedł go jakiś inny, nieznany mu dźwięk. Woland-san rychło go rozpoznał. Był to dźwięk z jego najgorszych snów, z okropnych koszmarów. Nie miał wątpliwości, to brzmiały riffy z płyty "Killem All" Metallicy. - Więc jednak, Teddy-san i jego drużyna, szpiegowie się nie mylili. K...wa!!! - krzyknął do swoich zbirów. - Gdyby chociaż puślili "Reload", może byśmy im dali radę, a tak... Wiedział, że jego czas nadszedł. Jego straszliwi, a teraz bezradni, wojowie zatykając uszy umykali jak skoczki pustynne. Zginąć? Uciec? Albo ... Tak, w głowie zaświtała mu zbawienna myśl. Idąc w stronę drużyny Teddyego zrazu cicho, potem głośniej i głośniej, zaczął śpiewać: Running, On our way, Hidding, You will pay, Dying, One thousand deaths, Running, On our way, Hidding, You will pay, Dying, One thousand deaths, Searching, Seek and destroy, Searching, Seek and destroy... Koniec www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=78&w=4492169&a=6175967 Odpowiedz Link Zgłoś
forumowatelenowela Paragraf 22 - kolejny rozdział - Homohedonistus 27.05.03, 11:52 Dla forum muzyka nadeszły ciężkie czasy. Kolejny wariat z pewnego dalekiego państwa na literę I rzucił wyzwanie cywilizowanemu światu. Teggosław H. niespełniony śpiewak operowy po raz kolejny dał znać o sobie. Zgromadził w swoim państewku wszystkie możliwe płyty Phila Collinsa i zagroził, że nie będzie wahał się ich użyć. - Mam wszystkie płyty Philla Collinsa – zagrzmiał na zebraniu Organizacji Muzyków Zjednoczonych - i nie będę wahał się ich użyć! Władze Forum Muzyka wiedziały, że może im pomóc tylko jeden człowiek. Wezwano Munky’ego Minderbindera. - W tej sytuacji – rzekł Munky po zapoznaniu się z aktualną sytuacją – może wam pomóc tylko jeden człowiek. I ja go znam. Miło się z wami robi interesy. Jeszcze tego samego dnia do państwa na literę I została wysłana grupa interwencyjna pod dowództwem Vulturcarta. - Już ja mu pokażę – myślał sobie w samolocie Vulturcart nucąc sobie najnowszy przebój Dannii Minogue pod nosem. – a do tego wszyscy mamy udział w zyskach! - Ale nam pokazał! – rzekł głośno Gassparian siedząc i pijąc kolejne piwo w knajpie w państwie na literę I – teraz to już naprawdę chce mnie zabić. - Kto chce cię zabić? – zapytał flegmatycznie Czevinger dopijając kolejną szklankę soku pomarańczowego. - Vulturcart! Zabrał mnie tutaj po to by mnie zabić! Tu jest pełno płyt Philla Collinsa. A jak ktoś nie będzie wahał się ich użyć? - Vulturcart zabrał nas tu wszystkich. W takim razie wszystkich chce nas zabić. - A co to za różnica? - Mam wieści z naszego forum muzyka! – wykrzyknął Czevinger. - Co nowego? – zapytał Gassparian - Teddman zniknął. - Jak to zniknął?? - Tak po prostu. Pewnego dnia pożegnał się na czacie i zniknął. Wiesz, Teddman to nie byle kto, jest bardzo cenny. - Co chcesz przez to powiedzieć? - Widzisz, Teddman przez sen potrafi wychrapać piosenki, które momentalnie stają się nowymi przebojami. Wielka piątka miała na niego chrapkę. Podobno został porwany przez... A zresztą...ja ci niczego nie mówiłem. - A o czym my w ogóle rozmawiamy? - Munky Minderbinder to ma głowę do interesów – rzekł Czevinger z nad szklanki soku pomarańczowego. - Co znowu wymyślił? – zainteresował się Gassparian - Maszynę, która potrafi ocenić czy dana piosenka będzie przebojem czy nie. Od razu opchnął ją pewnemu koncernowi muzycznemu. - I ta maszyna naprawdę działa? - Działa! I to jak! - To dlaczego ciągle słyszę tylko te fatalne piosenki, których mam już dosyć? - Bo ona działa tak, że pozytywnie ocenia tylko piosenki artystów ze stajni Munky’ego. Genialne! Musieli mu jeszcze zapłacić, żeby mógł stać się monopolistą! - I pewnie jeszcze wszyscy mamy udział w zyskach? - Oczywiście! - Wiesz, Munky wynalazł idealny sprzęt muzyczny o idealnej jakości odtwarzania! Dzięki kampanii reklamowej na masową skalę już pierwszego dnia zakupiono 10 milionów sztuk tego sprzętu, mimo tego, że nikomu nie udało się jeszcze nic na nim odsłuchać. Z głośników słychać tylko ciszę. A sprzęt ten kosztuję ponad 5000 dolarów. - Dlaczego więc ci ludzie to kupują? - A nie chciałbyś mieć idealnego sprzętu muzycznego o idealnej jakości odtwarzania? - Chciałbym, ale ten sprzęt niczego nie odtwarza! - Munky tłumaczy, że ludzie nic nie słyszą, dlatego, że jego sprzęt ma idealną jakość odtwarzania. Ludzkie ucho nie jest wstanie usłyszeć tych idealnych dźwięków. - I co na to klienci? - Są zadowoleni. Posiadają tak idealny sprzęt o tak idealnej jakości, że nie są nawet wstanie nic usłyszeć. - Przecież to wariaci! - Nic podobnego! Nie chciałbyś posiadać idealnego sprzętu muzycznego? - I nie można zwrócić takiego sprzętu? - Można. Wystarczy przebadać sobie słuch, i jeżeli badania stwierdzą, że klient ma słuch w normie, wtedy może oddać sprzęt. Słuch można sobie przebadać tylko w jednym miejscu, w klinice pani doktor Madeeka. - I wtedy zwracają pieniądze? - Tak - A zwrócili już komuś pieniądze? - Nie, u nikogo nie stwierdzili do tej pory słuchu w normie. Zresztą, myślałbyś o zwrocie sprzętu w momencie kiedy dowiedziałeś się, że jesteś głuchy po przeprowadzeniu badań, za które musiałeś zapłacić 100 dolarów? - Ci ludzie to wariaci! - Ależ nie. Pamiętaj o tym, że oni też mają udział w zyskach. - Zastanawiałeś się dlaczego musimy brać udział w kolejnej części? - Dla pieniędzy? Mhm...dla pieniędzy i sławy! Mhm...dla pieniędzy i sławy autora...tak myślę. - I gdyby to chociaż było tak śmieszne jak część pierwsza - Zapominasz o czymś! - Tak? - Wszyscy mamy udział w zyskach! - Świetnie... W tle słychać śpiewającego Phila Collinsa. Niestety znalazła się osoba, która nie wahała się go użyć... www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=78&w=4492169&a=6181125 Odpowiedz Link Zgłoś
forumowatelenowela Profilaktyka uzależnień - Vulture 02.06.03, 17:23 Agent Cooper, naspawawszy się boczniakami, szedł chwiejnym krokiem przez las i doświadczał wizji... Doznał już Interwizji, Eurowizji, a teraz lewitował w kierunku polanki, na której czekała umówiona dealerka boczniaków, Ais. - Skończyły mi się już – wyszeptał Agent w obawie, by nikt go nie słyszał. - Zaraz dam ci nowe, tylko uważaj na ślimaki -odpowiedziała Ais i wyciągnęła spod fantazyjnego fartucha ludowego sprytnie ukrytą kobiałkę z boczniakami. Agent nie zdążył nawet poczuć woni grzybów, gdy w krzakach zaszeleściło i wyłoniła się z nich, uzbrojona w wyrzutnię płyt Phila Collinsa tajna agentka Nikka 007. - Haaaaa! Wiedziałam, Cooper, że ty znów bierzesz! A miałeś przestać! Jazda na posterunek! I ty też, Ais! Nic się przede mną nie ukryje! – krzyknęła dumnie Nikka i poprowadziła oboje na pobliski posterunek. Komisarz Ne-Phil siedzial przy stoliku i przecierał chusteczką, niby to od niechcenia, marmurową statuetkę Bonnie Tyler, służącą do przytrzymywania papieru, a przez pomyłkę wykonaną w skali 1:1. - Więc nie wiecie nic o tej kobiecie i twierdzicie, że spotkaliście ją w lesie przypadkowo? – Zapytał posępnym głosem Ne-Phil. - Ależ oczywiście, ja się wybrałem na, eee, spacer po zdrowie, no i tego, zobaczyłem tę panią, eeee... – Cooper wyraźnie się plątał. - Cooper, wyraźnie się plączecie - zauważył trafnie Ne-Phil – ale ja mam na was sposób. Pójdziecie ze mną. Skoro nie chcieliście współpracować po dobroci... Publiczność biła brawo, wszyscy byli zachwyceni, kolejny występ Cher zakończył się sukcesem. Dyskotekowe rytmy, szalejące tłumy, wywoływanie na bis zachwyconej artystki, to wszystko robiło spore wrażenie. Również układ choreograficzny oraz ilość tancerzy i tancerek godna była pozazdroszczenia. Pióropusze ze strusich i pawich piór, brokat, boa, powiewające elementy skromnej garderoby... jedni tancerze siedzieli na krzesłach, inni rytmicznie podrygiwali naokoło gwiazdy, jeden siedział na krawędzi sceny i zagrzewał publiczność do zabawy, inny wskoczył na wzmacniacze, a jeden, który nie rzucał się specjalnie w oczy, siedział na krześle tyłem do publiczności, a przodem do artystki. Publika nie widziała dokładnie pasków, którymi przywiązany był do krzesła, ani zbolałego wyrazu twarzy... „A mogłem się przyznać”, pomyślał... forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=4492169&a=6218855 Odpowiedz Link Zgłoś
forumowatelenowela Griil - cz.3 - Astir 17.06.03, 19:15 ...piesek...pieseczek...spaniel...pudelek...nigdy więceeeej nie patrz na mnieee takim wzrokieeeem... - Tak czy nie? - wyczekujace i uważne spojrzenie dziewczęcia przygwoździło - już i tak rozłożonego na łopatki Ilhana do podłoża a wieloznaczmość pytania wprawiła w trzepotliwe drżenie jego rycerskie serdeńko: - Eeee..a o co chodzi? - z trudem udało mu się wykrztusić resztkę powietrza, pochowanego w zakamarkach płuc, po zaatakowaniu jego - wcale przecież nie wątłej! - klatki piersiowej przez walory nieznajomej dziewczyny...wagi piórkowej to ona jednak nie była... - Czy popierasz waść jedyną w pełni słuszną i właściwą politykę króla Teddy'ego w państwie TWAńskim? - truskawkowo - czereśniowe usta nieznajomej przybrały kuszacy wyraz niedookreśloności znaku zapytania. Ilhan, nieco zbity z tropu takim ujęciem istoty aktualnego problemu, przecież nawet pod-legły i pod-naciskiem, czuł się silny, zwarty i gotowy: - A juści! ...znaczy się ano tak! - upadły, lecz przecież jeno w swej fizyczności ułomnej, porwany nurtem tego wyznania wiary, myślom nadał moc formuły konkretu: " Będą powodzie i trzęsienia Padną królestwa, spłonie ziemia, Runą najtwardsze z twardych skał, Lecz nasz król Teddy bedzie trwał" - wyszeptał myśl dnia w rozpaczliwym zapatrzeniu niedotlenionego umysłu, sięgajacego 'Gazety Telewizyjnej"...miały być kapcie, 'Cotes du Teddyllon' i 'Ekstreme Sports' - a punktualnie o północy 19 czerwca nie jakiś tam "Piątek trzynastego", lecz z dawna wyczekiwane '25 filmów o bohaterach BMX - ów'...chlip, chlip.............nie wtrzymał: - Gdzie jestem? Co to za pytanie? Kim waćpanna jesteś? ???????????????????????????????????????????????????????? - Zamknij się, Iluś, o! błędny rycerzu! - ruchem wcale nie zalotnym (ech, te złudzenia początków) stanęła bezdźwięcznie po prawej stronie Ilhana. Nareszcie mógł obejrzeć pomieszczenie, w którym rozłożył go złośliwy? przypadek - dwa halogeny oświetlały punktowo sufit, kanmienne ściany złośliwie szczerzyły kły horrorem światło - cienia, wzmocnionego upiorną, zielonkawą poświatą stojącego w rogu pomieszczenia monitora. - Mam na imię Neska a to są moi przyjaciele. Przyjaciele? Z niejakim trudem powiódł wzrokiem w kierunku zgodnym z ruchem jej dłoni i dopiero wtedy ujrzał...sześć osób, które brał za wytwór swej nadwatlonej przeciążonym niedotlenieniem wyobraźni i prześmiewczej gry kamiennego światła. - My som skonsolidowana opozycja pozaforumowa, zrobilim hm...nielegalne referenduum w państwie Twańskim i dalszej władzy Teddy'ego mówimy stanowcze NIE! - Cooper, daj głos demokratycznej prawdzie. - OHO! - Ochotnicze Hufce Opozycyjne niech żyją! - jeden z chybotliwych cieni się wyraził, rozbrzmiewając głucho i wielce tajemnie, we wspomożeniu półmroku. - Ydorius? - Neska zwróciła sie w kierunku nastepnego światło - cienia. - OMO! - Opozycyjna Milicja Obywatelska zawsze na topie! - cień zatrzepotał w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. - Chleba i igrzysk, wojna i pokój, Anna Karenina...Eeeee... - Homohedonistos? - Wspierajmy Twańskie porno! - przekonywujace gesty wyodrębniły z mroków następny niby - cień. - Nikka? - Wspierajmy Twańskie gwiazdy! - dziewczęcy sopran rozbrzmiał echem przestrzeni zamkniętego pomieszczenia. - Gregkor? - TWA sucks!!! - zadudniło w przepaściach resztek zdroworozsądkowego umysłu Ilhana. - Vulture? - jeb! - dosadność konkretu tego słowa przerażała z moca postawienia kropki nad "i". - Ilusiu, czy teraz już wiesz, gdzie jesteś? ............. Czy mógł domyslać się istnienia innych światów, istniejacych poza okragło - stołowymi? Skąd te ostre kanty, skąd zacietrzewienie podstolikowe? Veto votum! ...games without frontiers, wars without tears...uwolnić profesora Filutka!!! forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=4492169&a=6494178 Odpowiedz Link Zgłoś
forumowatelenowela Griil - cz.4 - Astir 01.07.03, 12:54 - ilusiu, czy teraz już wiesz, gdzie jesteś? W mallinowym zdziwieniu zagubionej bezradności zamglonym spojrzeniem poszarzałych źrenic przylgnął do tego słodkiego szeptu czereśniowo - truskawkowych ust (kolagen? polimetakrylan metylu?). - Pomożesz nam? Halogenowe słońce zawirowało płowymi płomykami w aureoli rozsypującego się szelestu warkocza łaskocząc, budząc, uśmierzając podstępne znaczenie rozchichotanych cieni kamiennych fug. Podwójny błękit topił chwytając w sieć przymróżonymi uśmiechem kącikami oczu (skin master? ultradźwięki? liposomy?). - Ale...przecież...bo ja... - Właśnie ty, ilusiu - niedopowiedziane stało się rozproszonym zapomnieniem chwili dotyku, zapach truskawek intensywniał bliskością...palce Neski zabraniały rycerskim ustom teddo - poddańczych deklaracji. Muśnięciem molto legato zerwały niepewny szept ruchu warg by w zdecydowanym staccato pobiec ku podbródkowi rozbrajając udrękę niepewności swym tańcem zakończeń opuszków zapraszając czereśniowo - truskawkową pokusą bez - zbrojnej przestrzeni splotu migotliwych błysków przeskakujących z fali na falę. - Te, koleś! No tak - zapomniał. Miejsce, czas i...ludzie, którzy przecież stali tuż obok! - Może byś się tak obmył co - nieco, zanim zdecydujesz, co - dalej? Na słowa ydoriusa Neska podniosła się, stając obok łoża ilhana z przechylona na bok głową i skrzyżowanymi na piersi ramionami, w zamyśleniu spogladając w kierunku stojącego pod ściana monitora. Usiadł. Z lekka kręciło mu się w głowie: zmęczenie? oszołomienie dziwacznymi wydarzeniami? Ostrożnie wstał i odnajdując właściwy kierunek przy pomocy ruchu głowy ydoriusa, wszedł do łazienki, słysząc już tylko fragment dyskusji, dobiegający go na moment przed zamknieciem drzwi:...typowo intelektualne przerafinowanie, postmodernistyczne rozmamłanie, zastój sił witalnych, degrengolada i entropia... *** Nie wiedział, gdzie podziała się jego zbroja, ale w tym momencie nie miał już siły na analizowanie kolejnej zagadki. Małe, wyłożone białą terakotą i czerwoną cegłą pomieszczenie z umywalką i kabina prysznica w sposób całkowicie satysfakcjonujący zaspakajały pilność obecnych potrzeb. Mydło, resztka lawendowego płynu do kapieli...z ulgą fizycznego spełnienia odkręcił kurek z ciepłą wodą... Nie zdołał zauważyć maleńkiego pajączka, przycupniętego w ceglastym narożniku, który zza obłoków rozprzestrzeniajacej się mgiełki lepkości puścił do niego zielonkawe, staro - radiowe perskie oczko... *** W pomieszczeniu, które należałoby uznać za salę tronową, nie było żadnych sprzętów poza wzorzystymi dywanami zaścielającymi posadzkę i rozrzuconymi pod ścianami poduszkami. Czerń, jego ulubiona barwa, ostro podkreślała niezwykłą bladość oblicza...nie, to nie Obywatel Kane, lecz tajemniczy, madagaskarski książę Love Letter który - na wzór swego kultowego poprzednika w cierpliwym znudzeniu układał kolejne puzzle...a mały, niepozorny w swej pracowitości pajaczek snuł mu do ucha swe sieciowe opowieści... forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=4492169&a=6725960 Odpowiedz Link Zgłoś
forumowatelenowela Fantasy? - Nefil 07.07.03, 13:18 W Forumlandii nastaly czasy mroku i anarchii. Ta kiedys bogata, mlekiem i miodem plynaca kraina, zostala zalana przez hordy barbazyncow, ktorzy palili wsie i miasta, kobiety i mlodziencow gwalcili i w jasyr uprowadzali. Krol Forumlandii Asjus, choc sam bedac prawym i szlachetnym czlekiem, jednak do wladzy zdolnosci wiekszych nie przejawial. Nad obowiazki panstwowe przekladal uciechy zyciowe- grywal z mlodymi dziewkami w domino, raczyl sie najprzedniejszymi srodziemnomorskimi winami, a najchetniej czas spedzal na balach, gdzie tanczyl, spiewal i najpiekniejsze damy dworu podszczypywal. Doradcy krola jegomosci takze sprawami kraju zbytnio sie nie przejmowali, gromadzili dobra doczesne, a i talary od obcych dworow pobierali. Nad Forumlandia zbieraly sie czarne chmury, krolowie sasiednich krain nad rozbiorem tego niegdys szczesliwego kraju debatowali i swe wojska do podboju sposobili. Los krainy byl juz niemal przesadzon. Jednak w malym miasteczku mieszkala cnotliwa, wesola i pobozna bialoglowa- Nikkitina, ktora dowiedziawszy sie o polozeniu w jakim ojczyzna sie znajduje, pomyslala,ze tak dalej byc nie moze. Pewnego dnia sciela wlosy, nalozyla zbroje i ruszyla do stolicy, aby druzyne zebrac. Kwiat rycerstwa Forumlandii wowczas opilstwem bardziej byl zajety niz sposobieniem sie do ojczyzny ratowania. Tak tez i bylo owego wieczora, gdy w barze Iluzyja zjawila sie Nikkitina. Homohedonistus, Vulturo, Jankus Zerro, Ilhanus przy piwie siedzieli o dawne czasy wspominali, zdziwili sie, gdy nagle uslyszeli glos dziewczyny: - Bracia! Do szabel, bo ojczyzna w potrzebie! Na to zawolanie, jednoczesnie slodkie, acz sprzeciwu nieznoszace powstali i szabel dobyli. I tak rycerze na konie wsiedli i pod dowodztwem Nikkitiny,nawolywac lud do obrony przeciw wrogom poczeli. Wkrotce do tej gromady dolaczyli takze Jackus, Gregkorus, Mallinia, choc dziewczyna bedac,nikt tak jak ona lukiem poslugiwac sie nie potrafil. Na koniec do druzyny dolaczyli bardzo posepny,radosci nigdy nie okazujacy- Nefilus Gottus i Cze, ktory choc starcem bedac mial wiecej sily niz niejeden mlodzik. Tymczasem Asjus obawiajac sie wojny i krwi,abdykowal i zbiegl z krainy bezkrolewie czyniac. Obce krolestwa do kraju weszly i zaczely pochod ku stolicy. Jednak na drodze wkrotce atanela im druzyna Nikkitiny, ktora mimo tego, ze wyksztalcenia wojskowego nie posiadala, dowodzila swa mala armia jak zaden inny jeneral. Do decydujacej bitwy doszlo pod Danzingiem. Obcy woje, mimo przewagi liczebnej widzac zuchwalosc z jaka bili sie obroncy Forumlandii spierzchli po krotkim czasie z pola boju. A najmezniejszy z rycerzy- Vulturo dodatkowo zdobyl nielada trofeum- glowe Czamberusa- jednego z przywodcow wrogiej koalicyi. Po niedlugim czasie Nikkitina przez wdzieczny lud krolowa obrana zostala i wladala swa kraina dlugo i szczesliwie, niekiedy tylko surowo zdrajcow karzac, zatapiajac ich wlasnorecznie w beczkach ze smola badz w buty hiszpanskie zakuwajac. Kraina znow mlekiem i miodem plynela, szcegolnie wtedy, gdy dzieki madrum sugestiom swego doradcy finansowego- Jasinicy Szostkirazytrzy podatek liniowy wprowadzila. Wtedy to z emigracji powrocil rowniez Teddeus, nadworny muzyk poprzedniego krola, ktory to na banicje byl skazan za zbyt awangardowe podejscie do muzyki. forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=4492169&a=6786692 Odpowiedz Link Zgłoś
forumowatelenowela Profesor Vulczur - Teddy 19.08.03, 13:57 Jasne bloki Chomiczówki majestatycznie połyskiwały w blasku sierpniowego księżyca. W oddali lśnił świetlisty neon hipermarketu Leclerc. Ciszę nocy zakłócało jedynie rytmiczne umc umc umc dochodzące z zaparkowanego nieprawidłowo samochodu BMW z alufelgami. Uważny obserwator zauważyłby jeszcze dziwne towarzystwo kryjące się w obfitych krzakach przed jednym z dziesięciopiętrowych bloków z wielkiej płyty. - Idzie wreszcie – wysapała 43-letnia kobieta o wyglądzie ekspedientki ze sklepu mięsnego z okresu rządów premiera Messnera. - Znowu nas obgadywał na zlocie – narzekał wąsaty 60-latek w okularach zdizajnowany na 30-latka - Co mówisz Edek? – poważnie łysiejący 52-latek o szczerej twarzy trochę najwyraźniej niedosłyszał. - Zamknij się Phil bo nas jeszcze usłyszy – wycedziła ta mniej popularna z pewnych dwóch sióstr z Australii. - Dajcie mu od razu w łeb! – rozkazała starsza pani , którą wszyscy tutaj darzyli chyba wielkim szacunkiem. - Oczywiście pani Ireno – skwapliwie przytaknął łysy z zarostem około 50- tki. - Rychu uważaj! – młodzieniec około 24-letni już czaił się do ataku. - Mietall teraz! – komenda do natarcia ze strony młodej i mało zdolnej szansonistki znanej z za długo już emitowanej telenoweli. Nadchodzący człowiek z charakterystycznym sępim nosem nie mógł wiele zdziałać wobec tak obezwładniającego i zmasowanego ataku. Poczuł, że jest siłą wleczony w stronę w której znajdował się przystanek autobusowy. Za chwilę usłyszał charakterystyczny i dobrze znany mu silnik przegubowego Ikarusa rok produkcji 1976. - Znieczulcie go czymś – rozkazała mocno już zaawansowana wiekowo blondyna nie wiedzieć czemu dzielnie dzierżąca Gibsona Les Paula i spożywająca lody wyprodukowane z pewnością w Limanowej. - Ja mam dobry sposób – do akcji wkroczył ponownie przygłuchy łysy gość i zaczął coś majstrować przy odbiorniku radiowo-kasetowym. Muzyka, która rozległa się za chwilę sprawiła, że więzień najpierw zaczął przeraźliwie wyć a potem stracił przytomność. Gdy ocknął się ,oni wszyscy stali nad nim. A on zobaczył, że jest w miejscu od którego w te wakacje trzymał się bardzo daleko. Poczuł, że jest przyklejony do drzwi w pokoju nauczycielskim. - Zostaniesz tu na cały rok szkolny – oznajmiła kobieta o wyglądzie ekspedientki z mięsnego. - Nie będziesz mieć dostępu do forum – dodała starsza pani. - I czyż nie trzeba było zostawić nas w spokoju, Profesorze Vulczur? – retorycznie spytał przygłuchy łysy. - A z panią dyrektor wszystko uzgodniliśmy! – dodała mniej znana z sióstr. Profesor Vulczur zaczął krzyczeć. Może ktoś z Forum usłyszy???? Nagle usłyszał głos Ilhana. - Ziomal, aleś się skuł. Chodź już. Terezę zamykają. A 1 września dopiero za dwa tygodnie...... forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=4492169&a=7511459 Odpowiedz Link Zgłoś
forumowatelenowela Z punktu widzenia pracownika ZOMO - Nefil 21.08.03, 13:18 Lodz, rok 1983 Zima byla wyjatkowo ostra tego roku. Temperatura dochodzila do -25 stopni, a snieg padal nieustannie dniem i noca. Dochodzila juz godzina 22:00, gdy pracownik lodzkich oddzialow ZOMO wracal do swojego mieszkania na Retkinii. Wszedl do klatki, wjechal winda na 4 pietro, tam drzwi mieszkania otworzyla mu, czekajaca na niego z niecierpliwoscia 65 letnia babcia- Abra. - No, wreszcie jestes, juz sie martwilam o ciebie. Codziennie wracasz coraz pozniej, ta praca cie wykonczy! Pracownik ZOMO o pseudonimie "Cukier" zdejmujac kurtke, rekawiczki i szalik, odpowiedzial: - Daj spokoj, babcia! Znowu demonstracja! Jestem wykonczony, dzisiaj to spalowalem chyba z 5000 ludzi, bo tak mnie rece nap.... jak nigdy! - No, wnusiu, nie wyrazaj sie. Ale ci ludzie to jednak rozumu i sumienia nie maja! O co im chodzi, bo to zle im sie zyje w naszej ludowej ojczyznie? Przeciez w tym roku produkcja sznurka do snopowiazalek wzrosla o 3.7%, stabilizacja gospodarcza wciaz postepuje, no przejsciowo brakuje czasem mydla i papieru toaletowego, ale przeciez to nie powod, zeby jakies antysocjalistyczne i antypanstwowe manifestacje organizowac! "Cukier" rozebrawszy sie, usiadl do stolu w duzym pokoju, gdzie czekalo juz na niego gorace mleko z miodem i tabliczka wyrobu czekoladopodobnego. Babcia usiadla po drugiej stronie stolu. "Cukier" kontynuowal rozmowe: - Widzisz, babciu. Tlumaczyli to nam na szkoleniu politycznym. Te wszystkie Walesy, Geremki i inne Frasyniuki to sa normalni zdrajcy ojczyzny. Oni pieniadze biora od Si Aj Eja i co jest juz naprawde ohydne od Mossadu. I podburzaja glupich ludzi, bo tak naprawde to oni chca wladze przejac i do koryta sie dorwac! - Daj spokoj, dziecko. To sa robaki, nie ludzie! Bo to zle jest w tym naszym PRLu? Ja pamietam, jak przed wojna bylo. Musialam tyrac na 3 etatach, zeby zwiazac koniec z koncem, a i tak sie nam nie przelewalo. A jakie bezrobocie bylo i byli jeszcze bezdomni. - Babcia, wiesz, ja juz chyba spac ide, bo strasznie zmeczony jestem. Chyba juz nawet Glosu Robotniczego nie poczytam. - No, idz, dziecko, idz. Bo jutro znow sluzba. Oj, dziecko, ta robota cie wykonczy, zobaczysz. "Cukier" umyl sie, przebral w pidzame i poszedl spac. Tej nocy sny mial wyjatkowo przyjemne. Snily mu sie wczasy w bratniej Bulgarii, na ktore dostal talon za wzorowa sluzbe dla dobra Polski Ludowej. forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=4492169&a=7529105 Odpowiedz Link Zgłoś
forumowatelenowela Magia wśród więziennych krat - Vulture 27.08.03, 13:22 - Kubasior, jak Ty grasz! Jakby Cię tu za bigamię wsadzili, a nie za podrabianie czeków! – zaśmiał się jeden z trójki więźniów, grających w karty w celi więziennej. Mansior, ksywa „Ziomal”, siedział za nielegalne rozpowszechnianie muzyki brytyjskiej na Kontynencie. Najstarszy z nich, Walczer, siedział za prześladowanie perkusistów z niekompletnym owłosieniem czaszki. Ponieważ sądy działają opieszale, wszyscy trzej czekali na procesy bądź na apelację, zabijając czas grą w karty. - Ty, a ten sędzia to jakiś cofnięty jest - powiedział Kubasior – zamiast zajmować się dowodami rzeczowymi, zaczął się przyglądać jakiemuś paskudnemu termometrowi z muszelkami. Ciekawe, co za palant mu to dał. - A, sędzia Gregkorowicz tak ma – powiedział Walczer – słyszałem, że ten termometr to była próba przekupstwa, dał mu ją jakiś facet, oskarżony o zdemolowanie knajpy uniwersyteckiej. Podobno zdetonował wszystkie lampki na stołach, a potem prosił sędziego, żeby wziął winę na siebie. - Ech, w lecie jest wysyp wariatów – przytaknął Mansior –słońce grzeje, ludzie bez czapek chodzą... Walczer, ty w te karty grasz jednak gorzej niż w siatkówkę. - Cicho, gnoju – zaczął uspokajać go Walczer – żebym ci nie musiał przypominać, jak ty... Tu Walczerowi nie dane było dokończyć, gdyż rozległ się donośny, kobiecy głos: - Co za skandal! Jak wy w ogóle możecie grać w karty! Zero powagi! W takim miejscu! Gdzie prawo jest prawem, a dobro zwycięża zło! Jesteście zerami! Sam premier by tak o was powiedział! Mansiorowi wypadły karty z rąk, a Kubasior już chciał dzwonić po pogotowie, ale przypomniał sobie, że zabrano mu komórkę. Nie była jego, zresztą. - A pani to klawisz nowy czy co? Kawa nam się skończyła... – próbował nawiązać dialog Walczer, ale kobieta mu przerwała, wymachując dramatycznie rękoma: - G... cię to obchodzi! Ale upierdliwiec bezczelny! Ty nie wiesz, komu ja kawę parzyłam! Samemu sędziemu! Tobie to mogę co najwyżej spodeczek z fusami dać do wylizania! - Dobra, kobieto, daj już grać i nie marudź, bo mi karty wyleciały – powiedział Mansior i chciał wrócić do gry, ale kobieta nie dawała za wygraną. - Aaaaaaaa!!! Chamie! Tobie się wydaje, że ty tu najważniejszy jesteś, co? A ty nawet grać, syneczku, nie umiesz! Zero pomyślunku, nie to, co ja!!! Ja grałam z najlepszymi! Nawet w „Graczu” Altmana miałam grać, ale skręciłam kostkę! Ale Ty nie wiesz, kto to jest Altman, to co ci będę mówiła, gówniarzu... Kobieta najwyraźniej nie miała klucza do celi, ale uczepiła się krat i próbowała się po nich wspiąć, co jednak uniemożliwiały jej wysokie obcasy. Po kilku upadkach, skwitowanych głośnym śmiechem więźniów, zaczęła krzyczeć jeszcze głośniej. - Aaaaaach wy!!! Jak śmiecie się ze mnie śmiać – o, zrobiłam grę słowną „śmiecie” i „śmiać”, a „śmiecie” to i tak jesteście – ze mnie!!! Wy nie wiecie, kto ja jestem!!! - No właśnie, kto? - Zapytał rozsądnie Kubasior, ale odpowiedź była mało konkretna. - Synek, jakbyś chciał, to byś się dowiedział. Wiesz, ja nie jestem z takich, co się spotyka na ulicy codziennie. - No i całe szczęście. Panowie, wracamy do gry – powiedział Walczer i Kubasior z Mansiorem usiedli i z powrotem oddali się grze w karty, starając się zignorować kobietę, która kładła się na ziemi, charczała i, zdjąwszy buta z nogi, zaczęła nim walić w kraty. Kubasior, Mansior i Walczer przerwali znowu grę i z przerażeniem patrzyli na to, co wyprawiała i wykrzykiwała kobieta. - Ja wam pokażęęęęę!!! Chamyyyy!!! Prostakiiii!!!! Aaaaaaaghrhrhr!!! - Zachowanie kobiety coraz bardziej niepokoiło więźniów, a apogeum osiągnęło, gdy zaczęła z rozpędu atakować kraty i uderzać w nie głową, a następnie próbowała je przegryźć. - Co tu się k... dzieje??? – rozległ się znajomy głos Inspektor Nikki 007, która akurat w ważnej sprawie odwiedziła więzienie. - Aaaaaaa, tu cię mam, złociutka! Już mi nie nawiejesz! – krzyknęła Inspektor Nikka na widok kobiety i rzuciła się w jej kierunku. Kobieta podniosła się z ziemi i próbowała uciekać, ale została powalona prawym prostym. Inspektor Nikka wezwała pomoc i kobietę szybko zabrali dwaj strażnicy. Gdy ją zabierali, krzyczała jeszcze: - Aaaaaa!!! Nie dam się pokonaaaać!!! Jestem najważniejsza!!! Głupki!!! Debile!!! Matołyyyy!!!! Pozamieniam was w żabyyy!!! Aaaaaaa!!! Abrakadabraaaa!!! Hokus pokuuus!!! Aaaaaaa!!!... Głos ucichł. Więźniowie z niekłamaną ulgą zasiedli na swoich miejscach w celi. Inspektor Nikka poczuła się w obowiązku wyjaśnić zaistniałą sytuację. - Ach, to nic takiego, taki transwestyta troszkę stuknięty, uciekł wczoraj ze szpitala obok. Nie mógł wytrzymać w jednej celi z Napoleonem Bonaparte i z Juliuszem Cezarem. Ma manię wielkości i czasem mu się wydaje, że jest Karolem Wielkim, ale po lekach to przechodzi. Już więcej nie będzie się naprzykrzać. Życzę panom miłego wypoczyn... cholera, co ja pieprzę – powiedziała Inspektor Nikka i szybko opuściła więzienny korytarz. - Uff, co za koszmar, chłopaki, gramy dalej. – powiedział Kubasior i trzej więźniowie ponownie zasiedli do kart... www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=78&w=4492169&a=7556225 Odpowiedz Link Zgłoś
forumowatelenowela Jak wygląda zlot Forum Muzyka... - Vulture 17.02.04, 12:55 Grupa osób siedziała przy kawiarnianym stoliku, nerwowo przebierając palcami. Niektórzy obserwowali czubki swoich butów, inni patrzyli za okno, a jeszcze inni szukali czegoś w plecakach lub wysyłali smsy. - No tak, już chyba wszyscy jesteśmy... – próbował zainaugurować spotkanie krzepki 67-latek, będący aktualnie przewodniczącym. - No tak. Chyba tak – powiedziała po chwili jego siostra, widząc, że nikt nie podejmuje tematu. Było bardzo cicho. Co jakiś czas krępujące milczenie przerywał trzask zapalniczki i ewentualne częstowanie papierosami. Zamówione przez kelnerkę piwo stało w szklankach, prawie nieruszone. - Nie wiecie, czy ktoś jeszcze przyjdzie? – nieśmiało zapytała brunetka, przed którą stała porcja lodów truskawkowych. - Janek coś pisał chyba, że będzie albo nie będzie. – odpowiedział rzeczowo szpakowaty mężczyzna z dużą walizką. Na dłuższą chwilę znów zapadła cisza. Nie bardzo było o czym rozmawiać. Sytuacja wprawdzie nie wydarzała się po raz pierwszy, ale niczego nikogo to nie nauczyło. Ci ludzie nie istnieli bez swego anonimowego alter ego, nicka, którym posługiwali się w wirtualnym świecie. W rzeczywistości znikała cała ich błyskotliwość i polot. Nie wiedzieli, o czym mają prowadzić rozmowy, ponieważ nie mieli innych znajomych spoza sieci, i po prostu nie umieli tego robić. - Po co ci ta waliza? – spytała siostra przewodniczącego, bo przyszedł jej do głowy pomysł, że może porozmawiają o podróżach i będzie nieco poruszenia wśród uczestnikó spotkania. - A, bo nigdy nie wiadomo, kiedy się można będzie przeprowadzić. – powiedział szpakowaty i na tym rozmowa się skończyła. Zapadła po raz kolejny krępująca cisza. Za oknem hałasowały samochody, kelnerka kręciła się nerwowo, ponieważ nikt jej nie wzywał, a kilkanaście osób przy stoliku siedziało w milczeniu, oglądając sobie paznokcie, paląc papierosy i sącząc ciepłe piwo. Ktoś bawił się długopisem, ktoś inny stojącą na stole cukierniczką. - Wiecie – zaczęła nieśmiało wysoka dziewczyna w typie Jennifer Lopez, w koszulce z logo Nine Inch Nails – a na forum znowu napisali, że Iluś i Kubasa za dużo piszą pierdół i rankingów za dużo robią. - Wiem, wiem! – odezwał się Ilhan we własnej osobie – widziałem, odpisałem mu, że jest bałwanem! - Ja też widziałam i odpisałam! Ale nie wiem, czy doszło. – powiedziała brunetka z lodami truskawkowymi w pucharku. - A ja się zalogowałem jako nie ja i napisałem, że The Beatles to gówniany zespół, no i zrobiłem wielką prowokację! – krzyknął dumnie szpakowaty. - O, jest Janek! Słuchaj, jest prośba – powiedział na widok zbliżającego się do stolika faceta Ilhan - napisaliśmy na tym prywatnym, że był zlot, weź zeskanuj nasze zdjęcia i wstaw tło z fotkami miejsca zlotu, tak że niby byliśmy, jakby ktoś pytał. - Dobra, ale dajcie mi inne zdjęcia, bo tamte już są wszystkie użyte na montażu z poprzednich zlotów – odpowiedział Janek. - Słuchajcie, zróbmy kolejną prowokację i pozamieniajmy się nickami, zobaczymy kto się zorientuje – zaproponował pijący dość dużo piwa człowiek w koszulce z Philem Collinsem. - O, dobry pomysł – podchwycił 67-letni przewodniczący- ja będę swoją siostrą, a ona będzie Kubasą. - A kim ja będę? - spytał Kubasa. - A ty będziesz Hawkiem, zresztą wszystko jedno – odpowiedziała amatorka truskawek w przetworach mlecznych. ...i tak rozmowa nareszcie ruszyła. Gdy tylko zaczęto rozmawiać o sieci i o tym, co kto w niej napisał, ożywili się do tej pory smutni i markotni uczestnicy zlotu. Można już było uznać go za udany. Trwałby może i dłużej, gdyby nie niepokój, związany z pewnymi obowiązkami, tudzież przyzwyczajeniami forumowiczów. - Słuchajcie! Która godzina?!- krzyknęła nagle siostra przewodniczącego. - No, szósta dochodzi - odpowiedział Kubasa – do meczu jeszcze trochę. - Nie o to chodzi – odpowiedziała siostra przewodniczącego- czy zdajecie sobie sprawę, że siedzimy tu już prawie godzinę bez forum? Wprawdzie Hawk ma dyżur w kafejce obok, ale jeśli teraz odezwał się wiecie kto i go atakuje? - Ojej! Racja! – przytaknął przewodniczący – Słuchajcie, przecież tam ktoś może coś o nas napisać i co wtedy? Jak odpiszemy, skoro siedzimy tu, a nie przy kompach?! - Jezus Maria! Rzeczywiście! Uczestnicy zlotu w panice pozbierali swoje rzeczy, zapłacili kelnerce i w pośpiechu udali się do domów, żeby sprawdzić, co się stało z forum podczas ich nieobecności. Musieli ratować swoją jedyną rozrywkę... a zlot forumowiczów Forum Muzyka dobiegł końca... forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=4492169&a=8304019 Odpowiedz Link Zgłoś
forumowatelenowela Nadzieja Beznadziei - Vulture 17.02.04, 12:57 - Beznadziejo! Znowu podłoga niezmyta! Weź się do roboty, bo obetnę premię! – Krzyknął redaktor Wiesław W., groźnie podkręcając wąs – Za chwilę Czesław N. przyjdzie z nowym wierszem, musi być atmosfera! A ty się opieprzasz! - Tak, panie redaktorze, oczywiście, panie redaktorze, ja dla pana wszystko, panie redaktorze, naprawdę, pan jest takim zdolnym redaktorem, a ja tylko taką szarą myszką, ja bym chciała kiedyś być takim zdolnym redaktorem, jak pan… - zaczęła mamrotać Beznadzieja, ale w głębi duszy pomyślała sobie: „Ty staruchu jeden, jestem od ciebie lepsza i lepiej się znam na wszystkim, już ja ci pokażę”. Na razie jednak redaktor Wiesław W. pokazał Beznadziei mop i kazał sprzątać podłogę w redakcji. Beznadziejaa była zdesperowana – od dziecka lubiła czytać „Misia” i „Świerszczyk”, pod których była wielkim wpływem. Nawet w wieku dwudziestu kilku lat nie czytała niczego innego. Zawsze marzyła o wielkiej karierze dziennikarskiej w jednym z tych periodyków. Niestety, w redakcji powiedziano jej, że ma być to pismo dla sześciolatków, a nie tworzone przez sześciolatków, i na razie jej artykuły nadają się jedynie do gazetki ściennej zerówki. Beznadzieja podłamała się nieco, ale stwierdziła, że się nie podda. Przemogła się, zaczęła czytać „Bravo” i wtedy poznała świat muzyki. Urzekły ją rockowe riffy Eweliny Flinty, oczarował niebiański głos Beaty Kozidrak, powaliły na ziemię mocne akordy Nickelback, słowem, zaznajomiła się z najlepszą muzyką na świecie. I wtedy dojrzała. Ona, dwudziestokilkuletnia absolwentka zawodówki (specjalność: kotłowa w przedszkolu), zapragnęła zostać dziennikarką muzyczną. - Mamo, mamo, a ja chcę pisać do gazety! – Krzyczała w domu, gdy tylko leki przestawały działać. - Dziecko, uspokój się, bo znowu trzeba będzie powtarzać te zastrzyki, lepiej się zajmij swoimi włosami, bo wyglądają jak rozwolnienie krowy – strofowała ją zrozpaczona matka. Beznadzieja była jednak zawzięta i wykorzystała wszelkie możliwe środki, by tylko znaleźć się w bliższym towarzystwie osób związanych z showbusinessem. Dzięki temu, że akurat zamiatała podłogi w pobliskim McDonaldzie, w którym stołował się redaktor Wiesław W., znalazła pracę jako specjalistka od froterowania podłóg w redakcji jednego z poczytnych niegdyś miesięczników muzycznych. McDonald’s, zresztą, pozbył się Beznadziei z radością, bo zamiatała podłogę nie tym końcem szczotki, co trzeba. Od tej pory Beznadzieja odpowiadała w domu oraz znajomym z psychoterapii, że jest redaktorem naczelnym kilku pism w Polsce. Pokazywała nawet artykuły, podpisane różnymi pseudonimami, niby dla zmyłki, bo ktoś mógłby pozazdrościć jej talentu. Jej lekarz był zachwycony. Gdy tylko opowiadała o tym podczas seansów psychoterapeutycznych, mówił: - I widzisz, moje dziecko, najważniejsze jest, że jesteś w tym miejscu, w którym chciałaś być, a reszta jest nieważna. Wszystkie historie mogą mieć szczęśliwe zakończenie… forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=4492169&a=9242059 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nadzieja Re: Nadzieja Beznadziei - Vulture IP: *.chello.pl 22.04.04, 21:10 no wiec jestem oburzona ))) prosze nie umieszczac mojej fenomenalnej osoby, wsrod Waszych brudow... i oswiadczam: nie bylam, nie jestem, nie bede NIGDY czescia TWA, wiec niech TWA nie robi ze mnie swej czesci, umieszczajac ma fenomenalna osobe w watku zdominowanym przez TWA... pozdrawiam... P.S. A teraz ziuziu, paciorek i spac, bo od rana trza z mopem zapieprzac... (jest mopman, moze byc i mopwoman )) ) P.S. 2 Po dluzszym zastanowieniu stwierdzam, ze zmywanie podlog przy odpowiedniej (czyt. finansowej) koniunkturze byloby nawet dobrym rozwiazaniem... ile, k...., mozna wszak pracowac dla idei???... Odpowiedz Link Zgłoś