huh, czy zdarza Wam się trafiać na takie kawałki muzyczne, które trzeba
aplikować aż do bólu zębów? Takie wrzucenie na powtarzanie i słuchanie
non-stop. Taki utwór wchodzi później pod skórę, przenika, jak przy
uzależnieniu, co pewien czas trzeba go ponownie wrzucic w eter

)
Moje rodzynki, to:
Sigur Ros (Olsen, Olsem, Stalfur) bodajże 2 h
Deine Lakaien (Wunderbar) 4h?
Prem Joshua (Bolo Hari) 3h
Tryo (Serre-moi, Monsieur Bibendum) 1-2 h
Babylon circus (France ta mere, live)
SDM (Czwarta nad ranem) ostatnio tak od 3 do 5 nad ranem