Dodaj do ulubionych

Koncert McCoya Tynera

07.03.07, 20:13
Chce sie wybrac na koncert McCoya Tynera (gra ze swoim wlasnym trio). Czy
ktos z Was byl na jego wystepie w ostatnim czasie? Czego mozna sie po nim
spodziewac (bylo nie bylo ma juz prawie 70 lat)? Nie to, ze zal mi pieniedzy -
w koncu jest to byc moze ostatnia szansa zobaczenia na zywo faceta, ktory
gral na "A Love Supreme", tylko troche sie obawiam rozczarowania, w razie
gdyby cos mu nie wyszlo...
Obserwuj wątek
    • jazzfoxy Re: Koncert McCoya Tynera 07.03.07, 21:21
      Dla mnie Tyner to jeden z wazniejszych muzykow.
      Bylam na jego koncercie 2,5 roku temu na JJ.
      Mnie nie rozczarowal. Nie umiem powiedziec, czego mozna sie po nim spodziewac.
      W koncu to mistrz! Wiek chyba niczego mu nie ujmuje.
    • felipe100 Re: Koncert McCoya Tynera 16.03.07, 09:07
      wczorajszy koncert McCoya w Brukseli - full house i standing ovation w pelni
      zasluzone, facet co prawda ledwo chodzi, ale gra jak bomba atomowa (dostalem od
      niego autograf na Love Supreme oraz Real McCoy...)
      warto go zobaczyc nie tylko z uwagi na to, ze gra pare standardow obecnych na
      plytach Trane'a i wpisal sie fo historii jazzu na stale, ale jest po prostu
      fantastyczny, prawdziwy ogien, jego fortepian rzadzi, chociaz faktem jest, ze
      kontrabas i perkusja byly tez pierwszej wody - slowem, polecam Ci, Vodnique, bo
      naprawde warto
      • vodnique Re: Koncert McCoya Tynera 19.03.07, 17:22
        Ja bylem we Flazeju nastepnego dnia i mam troche inne odczucia... Technike ma
        oczywiscie bajeczna, zarowno w szybkich jak i wolniejszych kawalkach, dynamike
        jak trzydziestolatek, ale odnioslem wrazenie, ze chyba byl troche zmeczony.
        Basista rzeczywiscie pierwsza klasa, natomiast bebniarz byl dla mnie tragiczny:
        tlukl sie prawie tak jakby akompaniowal big-bandowi, zagluszal cala reszte, co
        oczywiscie mialo tez wplyw na samego McCoya, ktory jak mi sie wydaje skupial
        sie bardziej na emisji dzwieku niz wyrafinowaniu melodii/improwizacji.
        Prawdziwe mistrzostwo, zmiany temp i nastrojow pokazal dopiero w trzech czy
        czterech kawalkach solo. Poza tym nie tylko nie zagral nic Coltrane'a (OK, to
        moge zrozumiec, nie chce odcinac kuponow, choc czytalem, ze Naime grywal na
        koncertach dosyc czesto) ale nawet kilku swoich najwiekszych kompozycji (w tym
        moich absolutnie najukochanszych Passion Dance i Search for Peace). Moze to
        wszystko moje subiektywne wrazenia, ale prawda jest, ze choc oklaski byly
        gorace, to standing ovation tego nazwac nie mozna. No i - co przelalo moja
        czare goryczy - nie udalo mi sie zdobyc autografu sad mimo ze prosilem nawet
        samego basiste zeby przekazal mu moja plyte...
        No ale ogolnie trzeba przyznac ze warto!
        • vodnique Re: Koncert McCoya Tynera 19.03.07, 17:26
          O kurcze, teraz mi wyszlo, ze chyba bylismy na tym samym koncercie. Ciekawe...
          No coz, pewnie inny nastroj, inne preferencje, oczekiwania, inni bramkarze,
          ktorzy wpuszczali za kulisy... Moze sie jeszcze kiedys spotkamy i podzielimy
          (niekoniecznie roznymi) wrazeniami smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka