Przesyłam wszystkim, którzy nie dostali tego mailem relację ze zlotu napisaną
przez Sebastiana
VII Ogólnopolski Zlot Fanów Pet Shop Boys
Najpierw w sobotę piłkarska reprezentacja Polski wygrała z Azerbejdżanem 3:1,
czym spowodowała narodową euforię, a co za tym idzie wyraźny wzrost sprzedaży
w sklepach monopolowych. W środę ta sama reprezentacja w koszmarnym stylu
przegrała z Armenią 0:1, a wódki sprzedano jeszcze więcej - tym razem z żalu.
W czwartek na polskie ulice wyszła reprezentacja polskich dzieci, które w
komunijnych albach pomalowały nam świat sypanymi z okazji Bożego Ciała
kwiatkami... A w piątek krzyknęliśmy „Teraz MY!!!” i wsiedliśmy we wszelkie
dostępne środki komunikacji (poza rowerami – Piotrka albo się popsuł albo
stoi już w jakimś muzeum - co by się nawet zgadzało, bo Piotrek coś ostatnio
jest przy kasie J), by stawić się w wyznaczonym miejscu o wyznaczonym czasie
(co niektórzy chyba do tej pory jadą, bo niby mieli być, a jakoś nie
dotarli...J).
VII Ogólnopolski Zlot Fanów PSB odbył się w (no a gdzie też mógł się
odbyć..?!) w Grotnikach k/Zgierza, w weekend po Bożym Ciele (8-10.06), co
ostatnio staje się tradycją. Miejsce niby to samo (Kazik nawet śpiewał „Trasa
bardzo dobrze znana, od jednego baru do baru...”

, a jednak w samochodzie
zwróciłem uwagę Konradowi, że jadę do Grotnik czwarty raz i za każdym razem
dojeżdżam inną drogą – prawie jak na Śląsku!J Organizacja jak zawsze była
świetna, tyle że nic nie było tak jak miało być, czyli – wszystko w normieJ
Specjalnie jechaliśmy z Konradem wolno (z przerwą na kawkę już 60 km za
Poznaniem), żeby w sam raz zdążyć na rozpalonego grilla, a zastaliśmy ...
równie głodnego jak my Darka i niezwykle miłe (pewnie równie głodne)
pozostałe grono – na początek więc musieliśmy nasycić się wzajemnym widokiemJ
Cóż w tym jednak dziwnego skoro Główny Operator Grilla (czyli jak co roku
Piotrek) przyjechał ostatni! Możemy się tylko domyślać, czy przyczyną tego
spóźnienia był fakt, że Piotrek zjadł sobie smacznie obiadek w domu (gdy inni
zlotowicze z myślą o grillu pędzili przez PolskęJ), czy to, że zabrał się z
Martą i Tomkiem (a zakochani jak wiadomo czasu nie liczą, mhmm... ;>

To nie
było jednak jedyne zaskoczenie - chwilę później okazało się, że gospodarze
ośrodka znają nas już tak dobrze, że sami lepiej wiedzą kto gdzie (i może
jeszcze z kim?!) powinien spać. Kilka osób zainwestowało 22 PLN/osobo-dobę,
żeby poprawić sobie standard wypoczynku w tzw. murowanym domu, ale na miejscu
okazało się, że gospodarze umieścili nas w tych samych domkach co zwykle, bo
uznali, że pewnie wolimy być razem również w nocy (a co niektórzy snuli już
wizje o szklaneczce whisky na balkonieJ) Pomimo usilnych starań Konrada,
który w negocjacjach był równie twardy jak prezydent Kaczyński ws. tarczy
rakietowej, wszyscy jak jeden mąż (względnie żona) otrzymaliśmy klucze do
tych samych „miejsc zakwaterowania” co w latach poprzednich. I tak oto
historia zatoczyła koło...
Na zlocie pojawili się stali bywalcy w osobach Kasi, Magdy i Darka, Adama
(tym razem w końcu z Asią i Bartkiem), Marty i Tomka, Elizy (jak co roku z
osobą towarzyszącą), Piotrka, Konrada i mnie. Pojawiły się też dwie nowe, jak
się później okazało bardzo barwne osoby – Beatrycze i Michał. Każdy z
uczestników otrzymał również zlotowy gadżet. Zadbali o nie Piotrek i Darek,
którzy przygotował plakietki i breloczki dedykowane Pet Shop Boys i ich
fanom, a znakomicie pasujące do klimatu ośrodka, czyli epoki zwanej
potocznie „późny Gierek”J Oprócz tego zabraliśmy do domów kubki opisane na
wzór „Fundamental” informacjami dotyczącymi VII Zlotu. Chłopaki – brawo za
pomysł i wykonanie!
„Było organistów wielu...”, ale na tym zlocie tylko dwóch – Michał i ja, z
zastrzeżeniem, że ja ostatnimi czasy nie praktykujęJ. Michał przywiózł ze
sobą gitarę i keyboard. Najpierw podgrzewał atmosferę zlotu granymi przez
siebie na gitarze wersjami „unplugged” przebojów PSB, a później wspólnie
pokusiliśmy się o zagranie kilku utworów w duecie - najbardziej pamiętne będą
chyba „Always on my mind” i „Later Tonight”, gdzie Michał „wypuścił” mnie na
klawiszową „solówkę”J Przy wszystkich utworach mieliśmy oczywiście
wsparcie „chóru fanów”, który wzbogacał brzmienie i umacniał atmosferę
wspólnej zabawy.
Po zakończeniu występów „live” przenieśliśmy się do świetlicy, w której
bawiliśmy się już w zeszłym roku. Tym razem warunków aż tak dobrych nie było,
bo piłeczka do ping-ponga wcale wyglądem piłeczki nie przypominała, a gra w
piłkarzyki bardziej kojarzyła się z szermierką, bo pręty do sterowania
zawodnikami można było dowolnie sobie wymieniaćJ W ferworze sportowej
rywalizacji groziło to wybiciem oka albo dziurą w żebrachJ Po dość szybkiej
rezygnacji z zajęć sportowych, zlotowicze skupili się na tańcu, bo w sali
obok trwała regularna dyskoteka spod znaku Pet Shop Boys, a z „pół-playbacku”
przygrywał Michał.
Jak co roku, pierwsza noc zlotu była najdłuższa, choć nie wszyscy wytrwali do
godziny, o której zwykle wychodzą do pracyJ Pierwszy położył się Michał,
który następnego dnia musiał wrócić do Wrocławia i przystąpić do czynności
służbowych w postaci śpiewów liturgicznych na ceremoniach pogrzebowej i
ślubnej. Od tego momentu nasze grono sukcesywnie, acz powoli topniało.
Symboliczne „zgaszenie światła” miało miejsce, gdy słońce stało już wysoko na
niebie, a przypadło ono w udziale silnej grupie spod znaku „Pawulon II” (tfu,
Pawilon!) w osobach Konrada, Piotrka i mnie. Nie wiem skąd wzięło się nasze
przekonanie, że piwo dawno się skończyło, w każdym razie „zgaszenie światła”
uczciliśmy wypiciem Vermuthu Cin-Cin, o ile pamiętam w ilości ... półtorej
butelki

W żaden sposób nie uśpiło to jednak czujności Konrada, który kładąc
się spać nie omieszkał obudzić Michała-organisty i zwrócić mu uwagi, żeby na
tym pogrzebie z rozpędu nie zagrał „Your funny uncle” albo co gorsza „Go
West”JJJ. Oj, wesoły było to ranek...J
Drugi dzień zlotu jak zawsze był nieco spokojniejszy, z całą pewnością ze
względu na szaleństwa poprzedniej nocyJ Tradycyjnie został rozegrany mecz
piłki nożnej, choć w tym roku był to mini-mecz. Piłka była mała, ławki
zastąpiły bramki, a Konrad i Adam zagrali „jeden-na-jednego”. Trudno
powiedzieć jaki był wynik, bo chłopaki dość szybko biegały, a piłkę było w
tym widać najrzadziej – mecz w każdym razie długo nie potrwał, bo przy takiej
temperaturze powietrza mecze co prawda się rozgrywa, ale głównie w Pucharze
Afryki...J
W ramach sobotniej kolacji Piotrek z pomocą dziewczyn przygotował królewską
ucztę... <mniam>. Dziewczyny zadbały o apetyczny wygląd przepięknie
pokrojonych warzyw, a Piotrek oprócz standardowej kiełbaski, zgrillował
również przepyszną kaszankę ze swoich rodzinnych stron – konsumujący ją
panowie byli zachwyceni! Reszta wieczoru upłynęła przy słuchaniu muzyki
naszych idoli, podśpiewywaniu pod nosem i żywych dyskusjach w podgrupach.
Rozmowy najwyraźniej kształcą, bo w trakcie jednej z nich Beatrycze zadała
kluczowe pytanie „Słuchajcie, to ilu facetów w końcu jest w tym Pet Shop
Boys..??”J Nowa członkini naszej zlotowej społeczności zarzeka się, że od
początku był to świadomie przemyślany żartJ Po „Paninaro 4-ta rano’05”
i „Soddom and Komóra Show’06” (kto wymyślił ten suchar..?!) w tym roku
również, w wyniku słowotwórstwa do repertuaru zlotowych hitów doszła kolejna
piosenka – tym razem to ja stwierdziłem, że syn Asi i Adama najlepiej tańczy
do piosenki „Playboyant” J
Każde kolejne spotkanie na zlocie jest