vulture
05.07.03, 10:38
...tak mnie wkurzyła ta Yoko Ono, że aż mi przyszedł następny wątek do głowy.
Często jest tak, że nieżyjący artysta zostawia po sobie nieco niewydanego
za życia materiału. Potem wytwórnie, z którymi był związany, wypuszczają co
jakiś czas ten niewydany materiał, żeby na artyście zarobić. Ale nie to mnie
szokuje, bo to całkiem normalne (niestety).
Ostatnio nastała moda na "ulepszanie" różnych utworów - no, może nie
ostatnio, bo już album Hendrixa "Cry Of Love" był dokończony bez udziału
artysty (w sumie trudno się dziwić). Chodzi mi o to, że teraz Celine Dion
mogła sobie nagrać duet z nieżyjącym Frankiem Sinatrą, Natalie Cole dwa duety
ze swoim ojcem, a Yoko Ono przekaże nagrania Lennona, żeby osobistości show
businessu ponagrywały z nim duety. Wyobrażacie sobie n.p. "Anastacia feat.
John Lennon"... To chore i obrzydliwe. Rozumiem, zarabianie zarabianiem, ale
chyba powiny być jakieś granice...