cannonball1
12.07.03, 17:47
Oglądam sobie właśnie Callifornia Jam Deep Purple z 1974 roku w składzie z
Coverdalem i Hughesem. Nigdy nie byłem zwolennikiem tego składu, nie mam
żadnej z płyt DP po Machine Head (oprócz Perfect Stranglers). A tu okazuje
się, że to był wcale niezły band. Grane przez zespół numery (choć wiele
ciągnie się niemiłosiernie) mają swoją moc i swój urok. I to nie tylko te
stare, ale także te z Burn i Strombrirgera. No z wyjątkiem jakiejś tam
smętnej ballady.
Przyszło mi tylko na myśl - po jaką cholerę był im potrzebny Coverdale?
Chyba jako kompozytor. Bo na pewno nie wokalista. Tzn. wokal ma ok. ale z
Hughesem przegrywa o kilka długości. Ten ostatni nie dość, że gra na basie
to stylem śpiewu przypomina Gilmorea, szczególnie wspaniale wychodzą mu
wysokie rejestry. W każdej ze śpiewanych wspólnie kompozycji Coverdale
przegrywa znacznie.
Więc właśnie - po co był im ten Coverdale?