A co ? Też chcę !

)
Ostatnie lata nie były dla Chrisa zbyt udane. Ciężka choroba zmusiła go do
poddania się operacji usunięcia trzustki z której, jak mówił, miał tylko
pięćdziesiąt procent szans wyjścia z życiem. Wcześniej obiecał podobno
fanom, że jeśli przeżyje zamierza nagrać album bluesowy. No i udało się, w
związku z czym w ubiegłym roku ukazała się w sklepach spełniona obietnica.
Już nad otwierającym płytę " Changing Times " unosi się wspaniały, bluesowy
duch. I mimo że akurat ta piosenka jeszcze jest w jakimś stopniu utrzymana w
stylu poprzednich albumów, różnice słychać wyraźnie. Kolejny numer, " Easy
Rider " to już sam miód !! Na wstępie mamy gitarkę jakby wyjętą z " In My
Time Of Dying " Led Zeppelin, a potem... Nigdy jeszcze tak nie śpiewał,
nigdy jeszcze tak nie grał !! Solo gitarowe po prostu powala i wwierca w
ziemię

) Niesamowity numer, podobnie jak następny, dość podobny kawałek
tytułowy. Ale tym razem " podobny " znaczy: podobnie powalający ! No i
tekst, można się rozmarzyć... i oczywiście cały czas ten wspaniały, trochę
przybrudzony, zadymiony bluesowy klimat... Jako czwarty utwór mamy
singiel: " Dancing The Blues Away ". Nie wiem czy był nagrany na żywo,
wątpię, ale jest zrobiony tak, by sprawiał takie wrażenie. W sumie kawałek
dość konwencjonalny, z tym że nie na Chrisową normę... to z pewnością jest
coś nowego jeśli chodzi o jego twórczość. No i potańczyć można... " Burning
Feet " wraca nastrojem do dwóch poprzednich utworów. Wolny, rytmiczny, ale
żadna z tego ballada, szept Chrisa kreuje świetny, mroczny nastrój... blues,
blues... " Mississipi " część druga ( część pierwszą można znaleźć na
singlach z albumu " King Of The Beach " ) jest już szybszy, wyraźnie
taneczny, takie bardziej country, wchodzi doskonale, tak na odmianę.
Jeśli chodzi o dalszą część płyty, takie kawałki jak " Slow Dance " (
cholera, blues, ale taki z lat 40

), " Heading For The City ", " So
Lonely " ( chyba najbardziej podkreślający sielankowy klimat albumu, jego
tekst składa się jedynie z... tytułu

) i " The Hustler " utrzymane są w
podobnym nastroju. Zajmę się więc wyjątkami:
- " When The Good Lord Talk To Jesus " - przepiękna ballada ( wreszcie! ),
nie odważyłbym się napisać że w starym stylu, ale jak na blues za mało tu
chyba feelingu... Niemniej nie jest to zarzut, utwór wchodzi doskonale,
piękna melodia, piękny tekst, bardzo oszczędna aranżacja, czego chcieć
więcej ?
- " Someday My Peace Will Come " i " Give That Girl A Diamond " - te już
odstają zdecydowanie. Bez eksperymentów, styl do jakiego artysta zdążył już
przyzwyczaić fanów przez te prawie 30 lat ( cholera, ależ ten czas leci :-
)). Szczególnie drugi z tych utworów ( zresztą singiel ) brzmi jak wyjęty
z " On The Beach "... I to też nie jest zarzut, w końcu Chrisa kochamy za to
że jest Chrisem, nie ?
Ogólnie - dla każdego fana Rei pozycja oczywiście obowiązkowa. Fanom bluesa
jednak raczej bym odradzał - mogą się naciąć. Chociaż posłuchać naprawdę
warto ( to do wszystkich ). Dla mnie jedna z płyt 2002 roku.