teddy4
04.08.03, 16:15
Odniosłem wrażenie, że red. Robert Sankowski był na innym koncercie niż ja.
Jeżeli rzeczywiście widział Killing Joke, dzielnie trwając na dziennikarskim
posterunku do 3 w nocy, to wygląda na to, że słyszał ich po raz pierwszy. W
przeciwnym razie nie pisałby bzdur o „nudnych i monotonnych kompozycjach”
i „statycznym występie”. Otóż, Drogi Redaktorze Sankowski, zespół Killing
Joke nie musi potrząsać głowami, zmieniać tempa, grać kilometrowych solówek,
angażować chórzystek oraz skreczowca i ganiać po scenie żeby udowodnić
swoją wartość artystyczną.
Mam wrażenie, że red. Sankowski napisał recenzję z Woodstocku z pozycji
przypadkowego uczestnika festiwalu i w taki sposób, by zadowolić największy
procent targetu. Jest to praktyka rodem z BRAVA i pism kolorowych. Czyli nie
ważne co się pisze, byle target to łyknął. Sądziłem, że takie pisanie w
najbardziej opiniotwórczym dzienniku w Polsce nie uchodzi.
Wyborcza najwyraźniej nie ma szczęścia do swoich „głównych” fachowców
muzycznych.
Jestem pewien, że red. Kłoś i nawet nie będący specjalistą od rocka red.
Iwicki nigdy nie napisali by tego, co Sankowski.
Jaki ten koncert był naprawdę opisałem wraz z Piżmakiem w innym wątku.