Muzyczny kameleon czy raczej marketingowy spryciarz, wydał swój kolejny
album. Lojalnie się przyznam, że nie wszystkie wcielenia Davida B. jestem w
stanie zaakceptować. Lubię jego starsze rzeczy z lat siedemdziesiątych, ale
nie wchodzi mi np. „Let’s Dance”. Podobała mi się płyta „Outside”, ale nie
byłem zwolennikiem jej następczyń (zwłaszcza „Earhtling”

. A teraz ukazuje
się „Reality” - płyta nie przynosząca żadnych zmian w ‘ostatnim’ wizerunku
muzycznym Bowiego. Płyta, dodajmy, dość nisko oceniona przez krytyków.
Na pierwszy rzut ucha album przypomina ostatnie dokonania Bowiego – „Heathen”
i „Hours”. I tu - zależnie od tego, co kto u Bowiego lubi – może to być
zarówno wadą, jak i zaletą. Mi się z tych trzech płyt „Reality” podoba
najbardziej, choć nie jest to powalające ani zaskakujące dzieło. Raczej
zachowawcza, miejscami mniej, miejscami bardziej przebojowa płyta pana w
wieku średnim.
Na pierwszy ogień idzie fajne, pastiszowe „New Killer Star”, z melodią wziętą
prawie żywcem z jakiegoś musicalu lub hitu z lat pięćdziesiątych. Nie
przekonuje mnie jednak następny, równie żywy i roztańczony utwór „Pablo
Picasso” z całkiem przyjemnym motywem gitary, za to z niepotrzebnie
wykrzyczanymi zwrotkami. Tak jakby Bowie miał pomysł tylko na pół
piosenki. „Never Get Old” cofa nas nieco do lat osiemdziesiątych – typowa dla
tamtego okresu melodyka i aranżacja, całkiem miło się słucha.
Szybkie „Looking For Water” jest nieco bardziej rockowe, chociaż bez
przesady – niezły, dynamiczny kawałek, z może niepotrzebnie powtarzanym tyle
razy refrenem.
„The Loneliest Guy” to pierwsza ballada na płycie. Bardzo ładny wstęp
gitarowo-fortepianowy i dość smętna wokaliza, która dyskwalifikuje wprawdzie
ten utwór w kategoriach przeboju, ale, trzeba przyznać, jest to kompozycja
dość nastrojowa. Nastrój zadumy burzy następujące po wolniaku dość
żywe „She’ll Drive The Big Car” z harmonijką i znów z beznadziejną zwrotką i
tym razem z równie słabym refrenem. „Days” z akordami gitary akustycznej w
roli głównej jest taką śmieszną ogniskową balladką na koniec lata (no dobra,
wiem że już minęło). Trochę szkoda, że potem sztucznie jest podbita jej
dynamika, ale mimo to robi się bardzo przyjemnie podczas jej słuchania. „Fall
Dog Bombs The Moon” nieco powtarza patenty z „New Killer Star”, tylko jest
gorszy (znów straszna melodia zwrotek). Utrzymane w klimacie naiwności lat
sześćdziesiątych „Try Some, Buy Some” ze smyczkami i dęciakami w tle robi
dziwne wrażenie, ale i tak przechodzi dość bezboleśnie, chociaż przydałoby
się nieco więcej melodii. Ten sam zarzut stawiam utworowi tytułowemu,
szybkiemu, fajnie zaaranżowanemu, ale znów wykrzyczanemu... Najdłuższe
(7:45), zamykające „Reality” „Bring Me The Disco King” to jazzujące pianino z
perkusją i – wreszcie – ładna melodia. Takie stylowe zakończenie.
„Reality” to przede wszystkim dużo żwawych kompozycji (i za to Bowiemu
chwała, bo dzięki temu plyta nie nudzi tak bardzo, jak mogłaby, gdyby
zawierała ballady), które – przyznać trzeba – nie zawsze są do końca udane.
Na ogół Bowie ma niezłe pomysły na melodyjny refren i aranżację, ale zwrotki
leżą. Są na ogół bezsensownie skandowane, co uniemożliwia identyfikację
piosenki, dopóki nie zacznie się refren. Smaczki aranżacyjne ratują wprawdzie
część pieśni, ale mam wrażenie, że gdyby David popracował nieco ciężej, z
niektórych kompozycji dałoby się wykrzesać więcej. Opracowanie instrumentalne
albumu i cała produkcja są bez zarzutu – Bowie to profesjonalista i nie
pozwoli sobie na wypuszczenie niestarannie zrobionego albumu, to trzeba
przyznać.
Album jest dziwny, bo jednocześnie jest spójny pod względem aranżacjno-
wykonawczym; żaden utwór nie jest „z innej bajki” mimo różnorodności
aranżacyjnej. Płycie brakuje jednak tzw. nastroju – gdy tylko Bowie za pomocą
niezwykłej melodii czy akompaniamentu wyczaruje jakiś klimat, natychmiast
burzy go następnym utworem. Trzeba się do tego nieco przyzwyczaić.
„Reality” to również informacja o tym, że Bowiemu skończyły się pomysły w
dotychczasowej formule i że czas najwyższy coś zmienić. Miejmy nadzieję, że
David nie nagra kontynuacji „Reality” i będzie poszukiwać dalej...