Nie będę silił się na oryginalność i opisywał stanów
psychicznych w jakie wprowadziła mnie ta płyta, gdyż nie ma to
najmniejszego sensu, prócz tego jestem leniem...
Powiem tyle - TO BARDZO DOBRY albuma. To taki rockowy powiew
świeżości.
Na kolana nie padłem, gdyż bardziej wstrząsnęło mną
zeszłoroczne death/grindowe progresywno-noiseowo-jazzowe i
perfidne

) "Lucid Interval" panów z Cephalic Carnage. Problem
w tym, że Mars Volta znajduje się pod skrzydłami majorsa, zaś
CC wydaje dla wytwórni mniejszego kalibru... i może dlatego o
tamtej płycie było tak cicho, zaś o tej tak głośno. A moze po
prostu Mars Volta jest kąskiem o wiele łatwiejszym do
strawienia ? Pysznym, ale mimo wszystko łatwiejszy.
No starczy tego pier...