Dodaj do ulubionych

DIMMU BORGIR Death Cult Armageddon recenzja

11.11.03, 21:27
Norwescy blackmetalowcy z Dimmu Borgir nagrali kolejny album w swoim stylu.
Album, którego całkiem fajnie się słucha, o ile ktoś lubi taką muzykę.
Znajome brzmienie, okraszone gdzieniegdzie dźwiękami orkiestry (w niektórych
momentach nadzwyczaj udanie) i ubrane w „śmiertelną” otoczkę (teksty,
stylizacja we wkładce) składają się na repertuar tej płyty.
Podstawą brzmienia Dimmu Borgir jest nie tyle czadowa rąbanka, co
melodyjność. Słychać to już w otwierającym album „Allegiance”, w którym
gitarowe riffy przeplatają się z wstawkami orkiestry i chórem. Do nagrania
albumu zespół zaprosił filharmoników z Pragi, tych samych, którzy nagrywali
ostatnio z Rogerem Hodgsonem (eks-Supertramp) i z , ekhm, Bonnie Tyler (do
wyglądu muzyków Dimmu Borgir niewiele jej brakuje).
Brzmienie na płycie jest bardzo mięsiste, pełne. „Progenies Of The Great
Apocalypse” to przede wszystkim sekcja dęta orkiestry, wygrywająca fanfarowy
motyw, przechodzący później w dimmuborgirowy czad, na tle którego wokalista
Shagrath wykrzykuje (wyrzyguje) jakieś straszne historie (lektura tekstów to
całkiem niezła zabawa), a potem następuje patetyczny, chóralny, pseudoopeowy
refren.Ten utwór ukazał się na singlu i nakręcono do niego dość ciekawy
teledysk, niestety, nie puszczany zbyt często w TV, mimo że jest mniej
obrzydliwy niż Christina Aguilera w spodenkach od wuefu. Nieco bardziej
tradycyjnie robi się w „Lepers Among Us” (nie, nie, to nie o takim panu,
popularnym w naszym kraju), gdzie podniosłe wokalizy przecina dość konkretny
riff - wstawki orkiestrowe też są, a jakże, tylko bardziej dyskretne.
W „Vredesbyrd” (tu się nie śmiałem z tekstu, bo jest po norwesku i nic nie
rozumiem) i „For The Word To Dictate Our Death” też jest jakby więcej zespołu
niż orkiestry, schowanej gdzieś w tle, ale w pełnym majestacie powraca ona
w „Blood Hunter Doctrine”, który jest chyba jednym z najciekawszych i
najbardziej emocjonujących punktów tego albumu – wyrazista melodia,
monumentalny riff, bogate wtręty orkiestrowe i gotycki motyw smyczków i
chóru, przerywany wokalizami Shagratha. Naprawdę robi to spore
wrażenie. „Allehelgens Dod I Helveds Rike” – drugi utwór w rodzimym języku
Norwegów – oraz następujące po nim „Cataclysm Children” to nieco bardziej
dynamiczne, a mniej melodyjne fragmenty; zwłaszcza w tym drugim robi się dość
surowo, ze względu na galopującą perkusję i dość mocno wyeksponowane
wokalizy. Oczywiście, pojawia się gdzieś tam w tle pianino, ale nie jest ono
głównym elementem utworu. „Unorthodox Manifesto” to na początku sama
orkiestra, wygrywająca jakby ścieżkę dźwiękową do staroświeckiego horroru
(podniosły chór, kroczące dęciaki, dramatyczne unisono w odpowiednich
momentach). Do tego wszystko dołącza się zespół, ale riffu nie gra tu gitara,
tylko sekcja smyczkowa orkiestry. Gitary są upchnięte gdzieś na dalszy plan –
przypomina to nieco zabiegi z „Return to The Centra Of The Earth” Ricka
Wakemana, tylko tam wokaliści nie wymiotowali w mikrofon. „Heavenly
Perverse”, zamykający podstawowy zestaw albumu, jest nieco
bardziej „poważny” – bez orkiestrowych wstawek na pierwszym planie, z większą
ilością czadu, mniej wyraźną melodią, ale jednak charakterystyczną dla całej
płyty podniosłością. Orkiestrowe riffy i pianino pojawiają się dopiero pod
koniec kompozycji i zgrabnie „wyprowadzają” słuchacza z muzycznej krainy
Norwegów.

Jako bonus opisany jest kower zespołu Bathory, „Satan My Master”, jednak moim
zdaniem można go sobie było odpuścić, chociaż nawiązuje stylistycznie do
zawartości całego krążka. Reszta płyty jest bez zarzutu. Świetna muzyka na
jesienne wieczory. Serio.
Obserwuj wątek
    • jasiek666 Re: DIMMU BORGIR Death Cult Armageddon recenzja 12.11.03, 10:23
      Jak słusznie powyżej zauważono Dimmu Burger popełnił kolejną płytę ni mniej ni
      więcej tylko w swoim własnym stylu. Bo tak na prawde zespół wypuścił na światło
      dzienne (nocne?) tylko jedną przełomową płytę - wydany ładnych pare lat
      temu "Enthrone darkness triumphant". Przełomową dla nich rzecz jasna, a nie dla
      muzyki jako takiej czy tez nawet dla hm..., powiedzmy wbrew ortodoskom ze dla
      black metalu. Płyta ta juz wówczas nie powalała ani specjalną oryginalnością
      ani nowatorstwem ani świeżością czy wyjątkowością. Natomiast mogła zachwycać
      potężnym, dopracowanym brzmieniem i doskonałą jak na płytę hm..., powiedzmy
      wbrew ortodoskom ze jak na płytę black metalową, produkcją. Wystarczy sobie
      porównać jak marnie prezentują się na tym tle wcześniejsze "leśne" dokonania
      burgerów.

      Tak więc wydaje się ze od czasu "enthrone" Dimmu konsekwentnie podąża obraną
      wówczas drogą. Czyli nie zmieniając praktycznie nic w swoich kompozycjach (bo
      przeciez te z "Death cult Armageddon" nie różnią się specjalnie od tych
      zawartych na "Spiritual black dimension" czu "Puritanical euphoric
      misanthropia") skupia się na dopracowywaniu swojego brzmienia, na uczynieniu go
      coraz bardziej profesjonalnym i na staraniach aby coraz wyższy z płyty na płytę
      budzet był z kazdą płytą coraz bardziej zauważalny.
      No i jak na razie udaje się, bo co by nie mówić własnie dzięki temy kolejne
      płyty Dymoburgera wydają się coraz lepsze. Ciekawi mnie tylko jak długo tak
      można...
      • Gość: Vulture ekhm IP: *.chomiczowka.net.pl 12.11.03, 15:16
        Święte słowa, ale już wolę, żeby Dimmu Borgir nagrywali coraz lepsze płyty w
        tym samym stylu niż dawali dupy - ups - rozwijali się artystycznie jak Tiamat,
        Anathema czy Paradajs Depesze Młote Lost.
        • jasiek666 Re: ekhm 12.11.03, 15:25
          Gość portalu: Vulture napisał(a):

          > Święte słowa, ale już wolę, żeby Dimmu Borgir nagrywali coraz lepsze płyty w
          > tym samym stylu niż dawali dupy - ups - rozwijali się artystycznie jak
          Tiamat,
          > Anathema czy Paradajs Depesze Młote Lost.

          Ja również. I myślę ze los zespołów Alech*jnia, Paraszajs Lost czy Dramat
          raczej Dimmu nie zagraża. Ale autentycznie jestem ciekaw, co zespoły tego
          rodzaju będą wykonywać za lat parę.
          • Gość: zofja attenszyn IP: *.sgh.waw.pl / *.sgh.waw.pl 12.11.03, 15:31
            maila nie łaska? sad
            • jasiek666 Re: attenszyn - skandaliczny OT ;)))) 12.11.03, 15:34
              łaska.
              tyle ze u Zoffji zapewne poczta jebła się.
              • Gość: zofja dyrman :P IP: *.sgh.waw.pl / *.sgh.waw.pl 12.11.03, 15:37
                moje zdanie na temat Dymiącego burgiera znasz. To zapodaję OT tongue_out. Prześlij na
                gazetowy, łaskawco smile
        • nikka007 Re: ekhm 12.11.03, 15:27
          A temu to co się nie podoba w Młotach? hę? w DM znaczy tongue_out
          • Gość: Vulture depesz młot IP: *.chomiczowka.net.pl 12.11.03, 16:04
            No nie podoba mi się że ostatnio za ostro grają i Paradajs Lost przy nich
            wymięka.
            • nikka007 aha 12.11.03, 16:07
              no i git
    • dreaded88 A jak się ma do ostatniego wyziewu Cradle of Flith 12.11.03, 18:44
      ?
      smile
      • Gość: Vulture Re: A jak się ma do ostatniego wyziewu Cradle of IP: *.chomiczowka.net.pl 12.11.03, 19:02
        Ostatni wyziew Cradle Of Filth to chyba płyta live, ale jej nie słyszałem.
        • dreaded88 Re: A jak się ma do ostatniego wyziewu Cradle of 12.11.03, 19:10
          Ostatni studyjny, czyli "Damnation and a Day".
          • Gość: Vulture Re: A jak się ma do ostatniego wyziewu Cradle of IP: *.chomiczowka.net.pl 12.11.03, 19:12
            Nie mam "Damnation" - słyszałem ze dwa razy, ale nie zwracałem chyba specjalnej
            uwagi, jak mi puszczano. Nie pamiętam po prostu.
      • jasiek666 Re: A jak się ma do ostatniego wyziewu Cradle of 13.11.03, 09:53
        Gdyby ostatni wyziew COF miał być na prawde ich ostatnim juz wyziewem to
        specjalnie bym nie żałował, bo ten zespół najlepsze czasu dawno juz ma za sobą.
        I nawet nie chodzi o to, ze "Damnation" to płyta nudna, odgrzewana i kompletnie
        niczym juz słuchacza nie zaskakująca, bo przeciez jak dowodzi przykład
        wspomnianego wyżej Dimmu Burgiera oscylując w ramach znanego i uprawianego od
        lat stylu można cały czas nagrywać płyty nie tylko doskonałe ale i nawet coraz
        lepsze. Znacznie poważniejszym zarzutem jaki mozna "Damnation" postawić jest
        to, iż ze specyficznego klimatu, jaki panował na "Vempire" czy tez nawet
        na "Midiam" nie zostało na tej płycie kompletnie nic. Wychodzi na to, ze wysoki
        budżet jedynie zaszkodził tej muzyce, bo mimo iż brzmienie jest bez zarzutu,
        profesjonalizm muzyków z łatwością dostrzegalny to plyta robi wrazenie
        bezdusznej, wyprodukowanej maszynowo, jakby na zamówienie wielkiej wytwórni (do
        której jak wiadomo panowie z COF ochoczo się przenieśli).
        • dreaded88 Re: A jak się ma do ostatniego wyziewu Cradle of 13.11.03, 19:39
          Przesadzasz, nie jest tak źle, acz faktycznie - wyczuwa sie oznaki pewnego
          zmęczenia materiału ludzkiego.
          P.S. Ale czym mogliby CoF zaskoczyć słuchacza nie wchodząc na drogę, którą
          podążna np. Anathema? Brzmieniem jak Bathory z pierwszej płyty? To by było
          raczej mało ciekawe.
          • Gość: Vulture Of Filth Re: A jak się ma do ostatniego wyziewu Cradle of IP: *.chomiczowka.net.pl 13.11.03, 20:24
            Cokolwiek by się nie działo z CoF, zawsze Dream Theater mogą im dać prztyczka
            swoją nową płytą

            smile))))))))))))))))
          • jasiek666 Re: A jak się ma do ostatniego wyziewu Cradle of 14.11.03, 15:01
            dreaded88 napisał:

            > P.S. Ale czym mogliby CoF zaskoczyć słuchacza nie wchodząc na drogę, którą
            > podążna np. Anathema?

            Na przykład nagraniem dobrej płyty w swoim stylu. Tak jak zaskoczyli mnie
            nagrywając doskonały "Midian" po nijakiej "Cruelty and the beast". Bo
            kompozycje w rodzaju "Thank God For The Suffering" mają się juz nijak do "the
            forest whispers my name" czy "Queen of winter, throned"
            • dreaded88 Re: A jak się ma do ostatniego wyziewu Cradle of 14.11.03, 17:03
              "Midian" zaiste był niczego sobie.
              Ja bym chętnie usłyszał więcej wycieczek w rejony, w których bawią się ostatnio
              niejacy Lazarus i Cornelius, CoF mogliby takową odbyć bez większego ryzyka,
              zresztą bywali już niedaleko.
    • miecio4 Re: DIMMU BORGIR Death Cult Armageddon recenzja 11.12.03, 11:08
      Dziękuję koledze vulturowi za zwrócenie uwagi na tą płytę. Już ja mam i
      naprawdę jest nieźle. Zastanawiałem się nawet nad zakupem specjalnego wydania
      płyty w formie starodawnej księgi zrobionej z nieznanego mi materiału (była
      ciężka jak ch...) ale stwierdziłem że byłoby to przejawem snobizmu.
      ps. Nie znałem Cię od tej strony vulture.
      • vulture hehe 11.12.03, 21:13
        miecio4 napisał:

        > Nie znałem Cię od tej strony vulture.

        Nie samą Shazzą człowiek żyje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka