michal.kowalewski
05.04.09, 22:29
Wersja dla niecierpliwych:
"Yes, Pet Shop Boys etc." to typowa płyta naszych, iStore'owych, czasów.
Absolutnie oszałamiający pierwszy singiel (z więcej niż przyzwoitym
"utworem z drugiej strony"). I świetny drugi utwór na płycie.
A potem wypełniacze.
Jedna bardzo dobra piosenka pod koniec oraz drugi dysk.
Na osłodę poczucia źle wydanych pieniędzy.
Dlatego uważam ją za oszustwo (mniejsze niż filmy Almodovara, ale jednak).
Nowe wydawnictwo PSB wpisuje się w serię niedobrych płyt moich
naj-najulubieńszych wykonawców ("Songs of mass destruction" Annie
Lennox i "Hard candy" Madonny).
Boję się sięgać za chwilę po nowe Depeche Mode.
Trudno.
Ale nie. Nie przestałem uwielbiać Pet Shop Boys.
Tylko z mniejszym zaangażowaniem i wypiekami na wszystkim będę czekał
na ich kolejny premierowy materiał.
Oby był co najmniej równie dobry jak "Fundamental",
którym się w ostatnich dniach napawam.
Wersja dla cierpliwych:
"Love etc."
Już pisałem o swoich wrażeniach w innym miejscu. Moje oszołomienie
wciąż trwa. A na liczniku odtworzeń liczba 94.
5♂
"All over the world"
Na początku zmasakrowany sztuczną orkiestrą ruski pedał.
Boję się słuchać dalej. Ale o dziwo zaczynam się gibać.
Cudowne mid-tempo. Mosteczek. I wchodzi melancholijny
wokal. Myślę sobie: "jest dobrze". "Jest bardzo dobrze".
No i wreszcie niesamowicie chwytliwy refren. Ale w warstwie
słownej żadnych zauroczeń.
4♂
"Beautiful people"
A co to?
Kasia Kowalska?
Swingująca socjeta spod znaku Silver Rocket?
Nie, to niestety trzecia piosenka z nowej płyty Pet Shop Boys.
Gdyby powyżsi nagrali taki utwór szalałbym z radości i zostawiał
ślady łysej głowy na suficie.
A nie szaleję, bo banalna melodia nie jest i nie może być żadną
podporą dla banalnego tekstu o aspiracjach i niespełnieniu.
3♂
"Did you see me coming?"
Początek dobrze rokuje.
Ale zaczyna się od referenu. To niedobrze.
A po refrenie banalna zwrotka. I kolejny refren. I kolejna
zwrotka równie banalnie opisująca miłość od pierwszego wejrzenia.
A do tego podejrzanie wielokrotnie nakładane wokale Neila.
Na plus: ostatnie sylaby przed refrenami.
Ale i tak nic nie pozwala wyjść ponad:
3♂
"Vulnerable"
Sorka, ale za frazę "I'm vulnerable without you" powinno się autora kroić, solić,
maczać w miodzie i tarzać w pierzu. (To już bardziej "You think that you
are strong, but you are weak" Madonny w "You'll see" weszło mi łatwiej).
Ten wyświechtany slogan, zwłaszcza, że podany wielokrotnie, nie pozwala
mi docenić nic w tej piosence.
2♂ (Tylko dlatego, że to PSB, bo byłoby mniej)
"More than a dream"
O! Dobry bit na początek!
I te osiemdziesiątawe syntezatory.
Przez całe 16 sekund... No, uczta, normalnie!
A potem słabiuśko... Czy przykładowe September nie mogłoby mieć
takiego kawałka? Moim zdaniem mogłoby i niespecjalnie by się wysiliło
tworząc go. Więc Chłopaki puściły go według mnie spod małego palca
albo wyciągnęły z rzeczy gotowych na poprzednie płyty.
I czy tylko ja słyszę, że melodia zwrotek oraz aranż miejscami
to autokopia "Minimal"?
3♂
"Building a wall"
Atrakcyjne przełamania harmonii na granicach zwrotek/mostków/refrenów.
I tyle dobrego. Poza tym wysilona melodia krocząca po pierwszych nutach
akordów. Żałosne...
I za mało znam angielski, żeby przeniknąć sens tekstu.
Więc:
2♂
"King of Rome"
O! Demo do "Confidential"!
A nie. Inny tekst. I Neil usiłuje śpiewać inną melodię.
Biedny ten Cezar...
To ja już wolę Casanovę w piekle...
I jeszcze ten dramatyczny automat perkusyjny przez cały utwór.
Inkrustowanie go sztuczną orkiestrą i chórem nic nie daje.
Właściwie to stanowi dysonans jedynie.
Jezuuuuuuuu! Wyję z żałoby.
2♂
"Pandemonium"
Jakoś mi się - kiedy widziałem zaplanowaną listę utwórów na płytę - zapowiadało
na kontunuację "Sodom and Gomorrah show". I dąży w tę stronę - w sensie
przebojowości. Ale jest w stanie sprostać tamtej piosence mniej więcej w połowie.
Za to szalenie mi się podoba frazowanie tekstu - długosylabowe wersy
przemieszane z krótkimi. Świetne i oryginalne w tekstowym świecie PSB.
Solidne:
3♂
"The way it used to be"
Zbliżamy się do końca płyty. Nadchodzi osłoda.
Cudowne zgranie wokalu Neila z Carlą Marie Williams. Poza tym
z dotychczasowych utworów tu słyszę najsilniejsze emocje wokalisty.
Takie miłosne smuteczki jak tylko on potrafi napisać i wyśpiewać.
I wyskandować (nawet jeśli w tym skandowaniu za bardzo przypomina
New Radicals i "You get what you give").
I jeszcze pod koniec te ciągnięte w górę syntezatory.
I ostatnia nutka.
Miód!
Brawo!
4♂ (z potencjałem na więcej)
"Legacy"
Irytujący werbel a la jakieś bolerko, czy pawanka, towarzyszący przez
cały ostatni utwór. Atonalne patenty co i rusz. Smyki bardzo odstające
od standardu, do jakiego przyzwyczaił mnie (w sensie symfonicznej orkiestracji
popu) Michel Colombier. (Swoją drogą wielka szkoda, że panowie nie zdążyli
nawiązać współpracy...)
2♂
"That's it. The end.
But you'll get over it my friend."
Nie, nie pogodzę się z tą płytą.
Jest znacznie, znacznie poniżej moich oczekiwań.
Jasne punkty drugiego dysku, ani fantastycznie wydana okładka (znów warto
myć łapy przed wzięciem jej w nie) nie są w stanie mi wynagrodzić rozczarowania.
Ale nie. Nie przestałem uwielbiać Pet Shop Boys.
Tylko z mniejszym zaangażowaniem i wypiekami na wszystkim będę czekał
na ich kolejny premierowy materiał.
Oby był co najmniej równie dobry jak "Fundamental",
którym się w ostatnich dniach napawam.