ilhan
12.12.03, 20:59
Czasem jest tak: zdobywamy jakąś płytę, wciskamy "play", pojawia się muzyka,
a my już od pierwszej sekundy wiemy, jesteśmy absolutnie pewni, że to jest to
i że to są "nasze" piosenki. A im dłużej ta muzyka płynie, tym bardziej
utwierdzamy się w takim przekonaniu...
Takim albumem była dla mnie "odkryta" jakieś dwa miesiące temu druga płyta
zespołu Suede, "Dog Man Star". Od pierwszych sekund "Introducing The Band"
bardzo, bardzo mi się podobało. A gdy rozpoczęła się, w moim mniemaniu, ta
już zupełnie "właściwa" część płyty, gdy zagrało mi "We Are The Pigs", gdy
usłyszałem boski refren "Heroine", gdy porwały mnie kapitalnie przebojowe,
ale w żadnym razie nie banalne "New Generation" albo "The Power", rozkołysały
przepiękne "The Wild Ones" czy "The 2 Of Us", gdy posłuchałem o czym mówią
teksty... Wtedy zakochałem się w tej muzyce od... pierwszego słyszenia...
Takie samo wrażenie towarzyszyło mi w okolicach marca 1996 roku pierwszemu
odtworzeniu "(What's The Story) Morning Glory?" zespołu Oasis. Nie znałem
wtedy zbyt wielu płyt, dopiero zaczynała się ta moja tak naprawdę poważna
przygoda z muzyką - nie wiem czy to dlatego, czy z innych powodów, ale
otwierające album "Hello" rzuciło mną o ziemię. A kiedy usłyszałem "Some
Might Say"... wtedy nie miałem wątpliwości że to najlepszy utwór jaki dane mi
było w życiu poznać. Od tamtego czasu sporo się w moim muzycznym świecie
zmieniło, ale niewiele zmieniło się jeśli chodzi o mój stosunek do tej płyty.
Mógłbym tu jeszcze wspomnieć o "Disintegration" The Cure albo "Murmur"
R.E.M., to również były płyty które od samego początku idealnie "załapały"...