Dodaj do ulubionych

UKŁAD kontra PiS

02.03.06, 16:04
Stanisław Remuszko

Dług honorowy

Podobna sytuacja wydarzyła się już raz, we Francji, sto jedenaście lat temu,
kiedy to kapitan sztabu generalnego Alfred Dreyfus w wyniku fałszywych
oskarżeń spreparowanych przez służby specjalne został osądzony i skazany. W
Polsce, pięć lat temu, wiceminister obrony Romuald Szeremietiew w wyniku
wspólnej akcji służb specjalnych i mediów został zdymisjonowany i oskarżony,
a teraz rozpoczął się jego sądowy proces. We Francji prawda wyszła na jaw
dopiero po dwunastu latach, kiedy to Dreyfusa ostatecznie oczyszczono i
zrehabilitowano. Jak długo będzie wychodziła na jaw prawda o Szeremietiewie?

Przypomnijmy elementarne fakty. W lipcu 2001 roku w
dzienniku „Rzeczpospolita” ukazał się artykuł pióra Bertolda Kittla i Anny
Marszałek pt. „Kasjer z ministerstwa obrony”, stawiający Romualdowi
Szeremietiewowi szereg zarzutów, które dyskwalifikowały go jako człowieka i
jako osobę publiczną. Te i następne doniesienia natychmiast zostały
nagłośnione przez bodaj wszystkie ogólnokrajowe gazety, radia i telewizje,
wskutek czego premier zawiesił oskarżonego wiceministra, prokurator wszczął
śledztwo, a fiskus wziął małżeństwo Szeremietiewów pod rentgen i mikroskop. W
ciągu następnych tygodni i miesięcy rzekomą aferę wałkowano na wszelkie
możliwe sposoby.

Romuald Szeremietiew od początku wskazywał na fałszywość oskarżeń. Udowadniał
czarno na białym, że nie zgadzają się podane w „Rzeczpospolitej” fakty, daty
i liczby, że przywoływani świadkowie w rzeczywistości nie istnieją, że
kluczowe zdarzenia miały inny przebieg, że twierdzenia autorów artykułu są
wzajemnie sprzeczne. Ale te argumenty nigdy nie przebiły się do opinii
publicznej. Media wydały na Szeremietiewa zbiorowy wyrok, a redaktor
Marszałek w nagrodę za swe dokonania została ogłoszona „Dziennikarką Roku”.

Po latach okazuje się, że zarzuty „Rzeczpospolitej” były co do jednego
wyssane z palca. Szeremietiew nie brał ani nie dawał łapówek, nie zdradzał
tajemnic, nie ustawiał przetargów, nie wydawał więcej niż zarabiał, fundusze
na kampanie Wałęsy i AWS zbierał legalnie, a nadto nie kręcił, nie kłamał i
nie oszukiwał. Akt oskarżenia rodził się w męczarniach przez trzy lata i
zmieniał się jak w kalejdoskopie, podobnie zresztą jak prowadzący tę sprawę
prokuratorzy. Z jednych pierwotnych wątków prokuratura sama wycofała, inne
umorzyła z braku jakichkolwiek dowodów, jeszcze inne upadają przed sądem.
Urząd Skarbowy prawomocnie orzekł, że państwo Szeremietiewowie są majątkowo i
podatkowo czyści jak łza. Ale tych wiadomości próżno by szukać w mediach,
które przedtem odsądziły Romualda Szeremietiewa od czci i wiary.

Obserwatorzy od dawna nie wątpią, że za tamtą serią artykułów
w „Rzeczpospolitej” stały potężne siły i interesy, zresztą nie tylko polskie.
Wiceminister Szeremietiew, odpowiadając w MON za największe w historii naszej
armii zakupy uzbrojenia, przygotowywał i forsował koncepcje zasadniczo inne
niż te, które po jego zdymisjonowaniu zostały zrealizowane. W grę wchodziły
kontrakty (m.in. na samolot wielozadaniowy, rakietę przeciwpancerną i kołowy
transporter) warte kilka miliardów dolarów. Aby te pieniądze wydać na
sprzęt „właściwy”, trzeba było nie tylko odsunąć Szeremietiewa od przetargów,
lecz przede wszystkim podważyć jego fachowość i odebrać mu wiarygodność –
tak, by jako oczywisty przestępca nie mógł zabierać głosu, alarmować opinii
publicznej, dobijać się prawdy. To zadanie zostało wykonane na piątkę z
plusem.


* * *

Jak wiadomo, spiskowa teoria dziejów głosi fałsz z jednego przynajmniej
powodu: tego nie da się zrobić. Wielu by chciało, i w starożytności pewnie
było to nawet możliwe, ale od dawna już nie jest, ze względu na złożoność
społeczeństwa oraz stopień komplikacji hipotetycznego nim sterowania. Jednak
w skali lokalnej i regionalnej - poczynając od bloku mieszkalnego czy zakładu
pracy, poprzez miasto czy gminę, a kończąc na suwerennym państwie - rozmaite
spiski, podchody i knucia są wciąż częstą metodą „walki o byt”. Wciąż jedni w
cichym porozumieniu z drugimi starają się wygryźć tych trzecich po to, by
opanować jakąś niszę gospodarczą, polityczną, albo ideową, zagwarantować
sobie w danej dziedzinie jak największy wpływ na rzeczywistość i jak
największe profity.

W III Rzeczpospolitej działaniom takim sprzyja wysoki stopień oligarchizacji
państwa. Oligarchia, podług słownikowej definicji, to rządy stosunkowo
niewielkiej grupy ludzi połączonych wspólną cechą lub interesem. W
dzisiejszej potocznej polszczyźnie powiedzielibyśmy, że chodzi po prostu o
osławioną GTW, czyli o grupę (lub grupy) ludzi trzymających władzę,
działających dyskretnie i skutecznie, z pozornym zachowaniem reguł
demokracji. Jednak ostatnie lata wyraziście pokazały, co jest głównym
składnikiem współczesnego systemu oligarchicznego: niepisany kartel
większości środków masowego przekazu. Parafrazując arcytrafne określenie
Ryszarda Bugaja, dramat dla demokracji zaczyna się nie wtedy, gdy jedne media
jakąś sprawę nagłaśniają, inne zaś ją przemilczają, lecz wtedy, gdy
zdecydowana większość mediów to samo nagłaśnia i to samo przemilcza.

Na naszych oczach demokrację monteskiuszowską (parlament, rząd sądownictwo)
coraz bardziej zastępuje oligarchia medialna – czyli ustrój oparty na
niejawnych i nieformalnych układach biznesowo-politycznych, w którym ważni
redaktorzy są ważniejsi od posłów, ważni nadredaktorzy od ministrów, a
właściciele i dysponenci czołowych pism i anten od prezydenta, premiera i
prymasa razem wziętych. Czołowe media (choć z wyjątkami) coraz częściej i
coraz bardziej demonstracyjnie zachowują się w sposób urągający starej
dziennikarskiej deontologii. Oto ich grzechy główne: gangstersko-mafijne
metody działania („anonimowi informatorzy”, „tajemnica
dziennikarska”, „dziennikarskie śledztwa”, oczywiste przypadki współpracy ze
służbami specjalnymi), cuchnące i bezkarne personalne nagonki prasowe,
niedrukowanie sprostowań, stałe gwałcenie zasady audiatur et altera pars,
wydarzenia i tematy tabu, itp., itd. Innymi słowy, zamiast pełnić rolę
informacyjno-kontrolną, środki masowego przekazu biorą bezpośredni udział w
sprawowaniu realnej władzy. Ale to władza dla demokratycznego państwa
szczególnie groźna, ponieważ nie pochodzi z wyboru, praktycznie za nic nie
ponosi odpowiedzialności, a niemal wszyscy politycy boją się jej jak diabeł
święconej wody.


* * *

Jestem głęboko przekonany, że IV Rzeczpospolitej nie uda się zbudować bez
ograniczenia władzy mediów. Jak to zrobić, aby nie ograniczyć wolności słowa,
która jest fundamentalnym gwarantem wszystkich innych wolności? Sądzę, że
trzeba zrobić trzy rzeczy:

Po pierwsze, trzeba wreszcie zlustrować dziennikarzy. Nie przypadkiem ta
kluczowa grupa zawodowa wciąż pozostaje – mimo wielu środowiskowych apeli i
legislacyjnych przymiarek - poza zasięgiem ustawy. Najnowsze poselskie
projekty przewidują rozszerzenie lustracji również na radnych, oficerów
wojska i policji oraz radców prawnych (w sumie ponad 100 000 osób). Proszę
bardzo. Uważam jednak, iż wszyscy oni razem wzięci nie mają na społeczeństwo
takiego wpływu jak kilkusetosobowa, może nawet tylko kilkudziesięcioosobowa
grupa dziennikarzy (oraz kierownictwo) najważniejszych mediów.

Po drugie, trzeba tak zmienić prawo, aby osoby skrzywdzone wskutek
dziennikarskiej nierzetelności mogły w rozsądnym czasie wyprocesować od
redakcji milionowe odszkodowanie - również wówczas, gdy oznaczałoby to
bankructwo wydawcy (w przypadku recydywy). Tak jest w Ameryce, światowej
ojczyźnie ludzkich i obywatelskich praw i swobód.

Po trzecie, trzeba przywrócić kontrolę nad służbami specjalnymi – zwłaszcza
wykluczyć możliwość samodzielnego upr
Obserwuj wątek
    • tyka5 Re: UKŁAD kontra PiS 02.03.06, 16:13
      ciąg dalszy artykułu Remuszki

      Po trzecie, trzeba przywrócić kontrolę nad służbami specjalnymi – zwłaszcza
      wykluczyć możliwość samodzielnego uprawiania przez nie polityki. Musi to być
      sprawa niezwykłej wprost wagi, niemal racja stanu, skoro rozbiła się o nią
      koalicja PiS i PO. Przypomnę, że pięć lat temu minister sprawiedliwości polecił
      wszcząć śledztwo w sprawie przecieków ze służb specjalnych do mediów. Niestety,
      gdy ośmielił się aresztować kapitana UOP, został natychmiast zdymisjonowany.
      Pewną pociechą jest to, że ów minister nazywał się Lech Kaczyński.


      * * *

      Wyliczone trzy kroki trzeba uczynić szybko, w ciągu najbliższych paru miesięcy –
      przede wszystkim dlatego, że potem, jak uczy historia, zapewne to już się nie
      uda. Ale co można zrobić – od razu, natychmiast, teraz – dla Romualda
      Szeremietiewa?

      W pierwszej kolejności należy odtajnić jego sądowy proces. Podług mojej
      najlepszej wiedzy nie ma tam absolutnie nic, co należałoby chronić sekretem ze
      względu na interes państwa. Odwrotnie: bezpodstawna tajność chroni interes
      rzeczywistych autorów całej tej rzekomej afery. Na sprokurowanie „sprawy
      Szeremietiewa” wydano, według szacunków, grube miliony złotych. Czas, by opinia
      publiczna poznała szczegóły i okoliczności tych wydatków oraz nazwy i nazwiska
      płatników.

      Jeżeli sąd bez uzasadnienia oddali kolejny wniosek obrony o odtajnienie (do
      czego ma formalne prawo), wówczas tym bardziej powinno się zapewnić jakąś
      zewnętrzną bezstronną kontrolę nad tym bezprecedensowym procesem. Taką kontrolę
      mogłaby dać obecność na rozprawach na przykład delegata Rzecznika Praw
      Obywatelskich albo przedstawiciela niezłomnego Komitetu Helsińskiego czy
      obserwatora z ramienia zasłużonej antykorupcyjnej Transparency International. O
      prawo do monitorowania procesu mogłoby też wystąpić – w ramach swej szlachetnej
      statutowej misji - obywatelskie Stowarzyszenie Wolnego Słowa.

      Wreszcie, gdy reformatorskie deklaracje nowego rządu o usprawnieniu wymiaru
      sprawiedliwości staną się ciałem, proces nie będzie ciągnął się w
      nieskończoność. Szeremietiew czekał trzy lata na akt oskarżenia, potem rok na
      pierwszą rozprawę, a teraz mają odbywać się tylko dwie rozprawy w miesiącu?
      Przy takim tempie i trybie pracy sądu resztki zarzutów pod adresem byłego
      wiceministra przedawnią się za trzy lata. Może komuś właśnie o to chodzi.
      Miejmy nadzieję, że nowy prokurator generalny skutecznie zapobiegnie takiej
      ewentualności.


      * * *

      Przestudiowałem rozmaite materiały, przeczytałem setki stronic, rozmawiałem z
      wieloma ludźmi; mam też sporo wiedzy i doświadczenia (ponad trzydzieści lat w
      dziennikarskim zawodzie). Na tej podstawie pragnę publicznie oświadczyć:
      Romuald Szeremietiew jest niewinny. Oczywiście zadecyduje o tym sprawiedliwy
      proces, ale ja uważam za swój obywatelski obowiązek powiedzieć to już teraz. Że
      wywieram nacisk na niezawisły trybunał? Skądże! Każdego uważa się za
      niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem
      sądu – głosi konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej.

      Rzeczpospolita Polska, która dziś obchodzi Święto Niepodległości, jest coś
      dłużna Romualdowi Szeremietiewowi. To za nią siedział w więzieniu w latach 1981-
      1984 jako współzałożyciel KPN, to jej służył jako wiceszef MON w rządzie Jana
      Olszewskiego, to dla niej zrobił doktorat i habilitację (temat: kierowanie
      obronnością państwa i bezpieczeństwo narodowe), to z myślą o niej wziął się za
      modernizację armii po zwycięstwie AWS w 1997 roku. Patriotyzmu nie wybiła mu z
      głowy nawet „Rzeczpospolita”. Mówi o sobie, że jest żołnierzem. Trochę dokucza
      mu serce. Właśnie skończył 60 lat. [11.11.05]


      Stanisław Remuszko

      P.S. W każdej chwili jestem gotów do konkretnej szczegółowej polemiki z serią
      publikacji sprzed czterech lat – gdyby ktoś zechciał takiej polemice poświęcić
      czas i miejsce. W tym kontekście uprzejmie informuję P.T. Czytelników, że sam
      tylko “wiodący” materiał "Rzeczpospolitej" z 7-8 lipca 2001 liczył ponad
      dwadzieścia stron znormalizowanego maszynopisu i składał się z dziewięciu
      odrębnych tekstów ilustrowanych siedmioma zdjęciami. Potem wydrukowano
      dosłownie kilkadziesiąt artykułów, not i komentarzy rozmaitej
      objętości, “rozwijających i pogłębiających temat”. Eryści doskonale pojmują, że
      poważna merytoryczna dyskusja z takim materiałem musi zająć minimum kilkanaście
      stronic, i to poświęconych wyłącznie temu sporowi. Dlatego “Dług honorowy”
      zawiera – w tym zakresie - tylko syntetyczną konkluzję.

      P.P.S. Próby opublikowania „Długu honorowego” w mediach okazały się
      bezskuteczne (zamieszczenia tego tekstu odmówiły następujące
      dzienniki: „Fakt”, „Gazeta Wyborcza”, „Nasz Dziennik”, „Nowy
      Dzień”, „Rzeczpospolita”, „Super Express”, „Trybuna” i „Życie Warszawy”, oraz
      tygodniki: „Angora”, „Gazeta Polska”, „Głos”, „Nasza
      Polska”, „Newsweek”, „Ozon”, „Polityka”, „Przegląd”, „Przekrój”, „Tygodnik
      Powszechny”, „Tygodnik Solidarność” i „Wprost”).

      • galicjanka1 Re: Lepper kontra PiS 02.03.06, 20:45
        Lepper: Nie jestem panienką, która umawia się na randkę
        Szef Samoobrony ubolewał, że w tym tygodniu prezes PiS nie znalazł czasu na
        spotkanie z nim- Oczekujemy poważnego traktowania. Jesteśmy oburzeni tym, że ja
        proponuję spotkanie (...), a prezes PiS mówi, że w jego kalendarzu nie ma
        miejsca na spotkanie z przewodniczącym Lepperem. Nie jestem panienką, która
        umawia się na randkę z prezesem, jeżeli są takie, które się umawiają. Ja chcę
        poważnie rozmawiać o problemach Polski, o umowie stabilizacyjnej. (...) My mamy
        mieć czas dla siebie w każdej chwili - powiedział Lepper.
        - Nie da się tak współpracować, żeby ktoś narzucał komuś swoją wolę. W umowie
        stabilizacyjnej na linii zasad współpracy, kontaktowania się jest jeden wielki
        bałagan. Ale nie my jesteśmy temu winni - powiedział.
        Szef Samoobrony chce, aby do spotkania z J.Kaczyńskim i Romanem Giertychem
        doszło na początku przyszłego tygodnia. Pytany, co zrobi, jeśli J.Kaczyński i
        wtedy nie znajdzie dla nich czasu, Lepper odparł: "To może ja znajdę czas, żeby
        spotkać się z Platformą Obywatelską". Cały
        tekst::wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3191721.html
      • tyka5 Wywiad wojskowy pomagał mafii 03.03.06, 17:31
        Rz": Wywiad wojskowy pomagał mafii
        2006-03-03 05:57


        "Rzeczpospolita" pisze, że mafia próbowała skompromitować prokuratora, który
        tropił jej przestępstwa. Kiedy to się nie udało, mafiosi sięgnęli po pomoc...
        Wojskowych Służb Informacyjnych.

        Tak ustaliła Prokuratura Okręgowa Warszawa Praga, która prowadzi śledztwo w
        sprawie prowokacji wobec Marka Wełny. - Sprawdzamy, czy WSI brały udział w
        przestępstwie, które miało być wymierzone w tego prokuratora - potwierdza w
        rozmowie z "Rz" Konrad Kornatowski, wiceszef Prokuratury Apelacyjnej w
        Warszawie.

        Krakowski prokurator Marek Wełna w ostatnich latach stał się postrachem mafii
        paliwowych. Odkrył między innymi, że w praniu pieniędzy z przestępstw
        paliwowych brali udział wojskowi, a mafia miesza paliwa m.in. w bazach
        wynajmowanych od armii. Gdy z prokuratury zaczęły wyciekać informacje, że
        śledztwo Wełny potwierdza udział wojskowych i żołnierzy WSI w przestępstwach,
        mafia paliwowa postanowiła sięgnąć po pomoc wojskowego wywiadu.

        W jaki sposób WSI zostały wciągnięte w spisek przeciwko Wełnie? W grudniu 2005
        r. prokurator odebrał telefon od mężczyzny, który podał się za współpracownika
        WSI ("Rz" opisywała to pod koniec roku). Tajemniczy mężczyzna twierdził, że
        wojskowe służby specjalne przygotowały prowokację, która go skompromituje. W
        trakcie swojego procesu podwładny jednego z mafiosów, Dariusz P., a z nim kilku
        świadków podsuniętych przez WSI zeznają, że Wełna wziął łapówkę za zwolnienie z
        aresztu paliwowego barona Piotra K. Według mężczyzny świadkowie mieli być tak
        wyszkoleni przez WSI, aby nawet wykrywacz kłamstw nie wykazał, że nie mówią
        prawdy.

        Wełna po rozmowie sporządził notatkę, którą zajęła się warszawska prokuratura.
        Po przesłuchaniu pierwszych świadków (w tym samego Wełny) sensacyjne informacje
        przekazane przez niego zaczęły się potwierdzać.

        Okazało się, że Dariusz P. rzeczywiście miał kontakty z oficerami WSI. Swoje
        spotkania z nimi konsultował z Andrzejem Rozenkiem, dziennikarzem
        tygodnika "Nie" - ten sam dziennikarz napisał cykl tekstów w "Nie" o rzekomej
        łapówce, którą miał dostać Wełna od barona paliwowego. Oparł się na zeznaniach
        Dariusza P. i jego dwóch kolegów, którzy m.in. właśnie za składanie fałszywych
        zeznań odpowiadają przed sądem.

        Warszawscy śledczy, badając spisek przeciwko Wełnie, sprawdzili akta śledztwa
        przeciwko Dariuszowi P., które toczyło się w Katowicach. Odkryli, że trzy lata
        temu ich koledzy z Katowic - mimo że mieli informacje wystarczające do
        postawienia zarzutów - nie oskarżyli dziennikarza "Nie" i Iwony N. (prawniczki
        powiązanej z paliwową spółką BGM, która atakowała Wełnę) o zniesławienie
        krakowskiego prokuratora. Prawdopodobnie tym wątkiem zajmą się teraz
        prokuratorzy z Warszawy.

        • tyka5 GLOSOWAŁEM NA PO 04.03.06, 12:45
          Ot jedna z wielu wypowiedzi konkretnych.

          GLOSOWAŁEM NA PO

          Jezeli Jarek:
          A) zablokuje fuzje łamiących umowy prywatyzacyjne banków - w moim interesie
          jest aby banki te ze sobą konkurowały a nie się jednoczyły - konkurencja da
          lapszą ofertę z punktu widzenia klienta.
          B) Ograniczy obcy nam kulturowo handel w niedziele /zakazy i regulacje w tym
          zakresie ma 18 z 25 państw Unii/ - koniec eldorado na rynku pracy
          C) Doprowadzi do wprowadzenia czwartego operatora GSM - odczuje to natychmiast
          mój portfel
          D) Przypilnuje ustawy antylichiwarskiej - odczują to portfele nas Polaków

          To w październiku ma MÓJ GŁOS, gdyż okaże się skuteczny w bronieniu interesów
          nas Polaków.

          stanczyk35, 04.03.2006 12:25
          • tyka5 „Co z tą Polską?” 04.03.06, 13:05
            W ostatnim programie Lisa Jacek Kurski obnażył lokajstwo czołowych polskich
            żurnalistów.
            Poczytajcie.

            „Co z tą Polską?”

            Tomasz Lis: „Co z tą Polską?” witam państwa. Co kogo obchodzi jakaś wolność
            słowa? – powie ktoś. Ludzie mają poważniejsze problemy, brak pracy albo brak
            pieniędzy. A jednak będę się upierał, że wolność słowa jest szalenie ważna dla
            nas wszystkich. A gdyby jej było mniej, to stracilibyśmy wszyscy. Tak źle na
            linii władza – media w III RP jeszcze nie było. Czy to burza w szklance wody, o
            której za chwilę zapomnimy, czy to fundamentalny konflikt, który rozstrzygnie o
            tym, jaka będzie Polska i jaka będzie polska demokracja? O tym będziemy dziś
            rozmawiali. Witam moich gości. Są nimi posłowie PiS-u: pan Jacek Kurski i pan
            Tadeusz Cymański oraz dziennikarze: Jacek Żakowski „Polityka” i
            naczelny „Przekroju” Piotr Najsztub. Mam jeszcze pytanie do państwa i na to
            pytanie mogą państwo odpowiadać przez cały program „czy wolność słowa jest w
            Polsce zagrożona?”. Numer smsu 7184 a odpowiedzi TAK lub NIE. To samo pytanie
            kieruje do panów. Wolność słowa jest w Polsce zagrożona?

            Jacek Żakowski: Wolność słowa zawsze jest zagrożona i zawsze trzeba jej bronić.
            Taka jest specyfika demokracji, że wszystkie wolności są nietrwałe. Każda
            władza próbuje je w jakiś sposób ograniczać i władza polityczna i ekonomiczna.
            W Polsce np. władza sądownicza bardzo ogranicza wolność słowa. Są filmy, które
            nie mogły się ukazać na skutek zakazów sądowych.

            T.L.: Zawsze jest ograniczana. A teraz jest bardziej niż zawsze?

            J.Ż.: Wydaje mi się, że zawsze w Polsce nowa władza stwarza sytuacje groźne dla
            wolności słowa. Rząd Leszka Millera robił podobne rzeczy, ale szybko, bo po pół
            roku się z tego wycofał.

            T.L.: Albo został z tego wycofany.

            J.Ż.: Albo został wycofany na skutek silnego oporu. Myślę, że PiS też po iluś
            błędach wróci do równowagi, bo każdy system ma tendencje do tego, żeby wracać
            do równowagi na takiej gumce, ale jakaś cena za to jest.

            Piotr Najsztub: To prawda, co Jacek mówi, że władza, ale nie tylko władza
            wykonawcza państwowa ma takie zakusy, żeby ograniczać wolność słowa. Zawsze to
            będzie robiła. Myślę, że rynek mediów w Polsce jest na tyle silny, że ta
            wolność będzie i to wolność na różnych poziomach. Będzie to wolność polegająca
            na tym, że są różne redakcje, które mają różne światopoglądy i je reprezentują.
            Są redakcje, w których różne światopoglądy mogą się spotykać i nurkować obok
            siebie. To pozostanie niezależnie od jakichkolwiek regulacji, które politycy
            mogliby wprowadzać. Nie popadam tutaj w jakąś przesadę. Jarosław Kaczyński
            zawsze był nieufny wobec mediów i to, co powiedział ostatnio niczym mnie nie
            zaskoczyło.

            T.L.: Serio w niczym?

            P.N.: W niczym. Nie wietrzę tutaj jakiejś chęci wielkiego ataku na media. Tak
            samo jak myślę, że powiedział to trochę pod wpływem emocji. Tak samo jak w
            wywiadzie w „Gazecie Wyborczej” powiedział, że w nim jest samo dobro. Też nie
            wziąłem tego do końca poważnie.

            T.L.: Nie wierzę.

            P.N.: Naprawdę.

            -
            • tyka5 Re: „Co z tą Polską?” 04.03.06, 13:08
              ciąg dalszy


              T.C.: Uważam, że dziennikarze generalnie jako grupa wyjątkowych ludzi, to są
              ludzie niezwykle inteligentni i są mistrzami w operowaniu obrazem słowem, czyli
              tym, co jest ich domeną.

              P.N.: Za to nam płacą.

              T.C.: Cały problem polega bardzo często na, mam nadzieję, że niezamierzonej
              manipulacji. Proszę zobaczyć nawet nasz dzisiejszy program. Mówi się, że
              Jarosław Kaczyński powiedział, że w Polsce nie ma wolnych mediów. Precyzyjna
              jego wypowiedź jest trochę inna. W Polsce jest układ oczywiście z
              dziennikarzami w domyśle. Nieprawda. Jego zdanie było inne. W Polsce tak
              naprawdę nie ma wolnych mediów. To jest trochę inaczej.

              T.L.: Że co? Wycięliśmy coś ze środka?

              T.C.: Nie, nie, nie. Słuchajmy dobrze, co miał na myśli.

              T.L.: Widzieli państwo cięcie? Ja też nie.

              T.C.: Można nie lubić Jarosława Kaczyńskiego, można nie lubić PiS-u, ale
              przypisywać nam szaleństwo, że PiS wywołałby konflikt i wojnę z dziennikarzami,
              z którymi na co dzień mamy bardzo dobre relacje. Może z panami rzadziej…

              -
              • tyka5 Re: „Co z tą Polską?” 04.03.06, 13:16
                ciąg dalszy

                J.K.: Czy ja mogę skończyć?

                J.Ż.: Zaraz pan skończy. Tyle pan kłamstw na mnie plecie, że ja potem się
                jeszcze pogubię.

                T.C.: Gospodarz powinien czuwać, żeby było fair play.

                T.L.: Czuwam.

                -
                • tyka5 Re: „Co z tą Polską?” 04.03.06, 13:27
                  ciąg dalszy

                  T.L.: Jeżeli sprawa jest tak oczywista tzn., że nie ma żadnych obaw…

                  J.K.: …wówczas pan poseł Kalisz, którego dziś słyszę wielokrotnie grzmiącego na
                  PiS, że jest rzekomo cenzura i ograniczenie wolności słowa, złożył donos do
                  prokuratury i przez 6 lat tych dziennikarzy czołgano po prokuraturach.

                  P.N.: Ale tutaj jesteśmy my. Niech pan z nami rozmawia a nie z Kaliszem.

                  T.L.: Skoro sprawa jest oczywista i wszystkie dowody pokazują, że Anna
                  Marszałek oczywiście nie ma racji, to niech będzie ta komisja śledcza. Wszystko
                  się wyjaśni.

                  J.K.: A świetnie.

                  T.L.: Świetnie, tak? Czy to oficjalne stanowisko PiS-u? JK – Oczywiście, że tak
                  tzn. według mnie.

                  J.Ż.: Będzie pan głosował za komisją?

                  J.K.: Tzn. będę działał zgodnie z dyscypliną, ale mam nadzieję, że PiS poprze
                  ten wniosek.

                  -
                  • tyka5 Re: „Co z tą Polską?” 04.03.06, 13:40
                    ciąg dalszy

                    J.Ż.: Potem za wyjątkiem kilku może dziennikarzy, którzy dłużej troszkę
                    pozostali w tej sympatii większość była szalenie krytyczna wobec tamtego rządu
                    i wy zrobiliście podobną rzecz tzn. była to duża cześć dziennikarzy, która
                    patrzyła z pewną nadzieją na rządy PiS-u. nie będę już wymieniał nazwisk, ale
                    wiecie, że mieliście ogromna sympatię dużej części młodych dziennikarzy w
                    Polsce, zresztą starszych też. Teraz wszyscy widzimy jak to dopływa.

                    T.L.: Gdzie odpłynęło, to dowiemy się już po przerwie. „Co z tą Polską?”
                    wracamy za kilka chwil.

                    T.L.: „Co z tą Polską?” wracamy. Jacek Żakowski powiedział, że to polskie media
                    bardzo atakowały SLD. Według mnie to polskie media w ogromnym stopniu
                    wypromowały ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego a więc zapewniły mu
                    trampolinę do prezydentury w późniejszym czasie i to media trochę przez
                    przypadek, trochę mimo woli zapewniły zwycięstwo wyborcze PO i PiS-owi w
                    wierze, że po degrengoladzie SLD polska polityka musi być lepsza. Może
                    niesłusznie. Jacek Kurski.

                    J.K.: To prawda, że w latach 2003-2005 polskie media poprzez drążenie SLD-
                    owskich afer przynajmniej częściowo naprawiły błędy, które popełniały przez
                    wcześniejsze 14-15 lat. Nie możemy zamykać jednak oczu na to, że cała lata ’90-
                    te a szczególnie ich pierwsza połowa to było bicie przez media do jednej
                    bramki. Była to bramka tych sił politycznych, które chciały w Polsce
                    zasadniczej zmiany oczyszczenia polski. Media z premedytacją przeciwdziałały
                    lustracji, kłamały, że nie da się na podstawie SB-ckich archiwów ustalić kto
                    był agentem SB. Straszyły ponadto widmem dekomunizacji, że to jest polowanie na
                    czarownice. Wybielały na gwałt Jaruzelskiego kłamiąc, że uratował Polskę przed
                    interwencją sowiecką w sytuacji, kiedy już miarodajne badania historyków, że
                    żadnej interwencji w grudniu ’81 roku nie było.

                    T.L.: Byli tacy, którzy wybielali Jaruzelskiego, ale byli tacy, którzy się z
                    tym nie zgadzali.

                    -
                    • tyka5 Re: „Co z tą Polską?” 04.03.06, 13:46
                      ciąg dalszy

                      J.K.: Pan nie jest politykiem a Bronisław Wildsteina jest. W klubie PiS-u jest
                      200 osób a dziennikarzy w Polsce 200 tyś.. Jeżeli w klubie PiS-u jest troje
                      dziennikarzy, to znaczy, że to nawet sporo jak na średnią krajową. Ci ludzie
                      maja jedną wspólną cechę. Wszyscy byli wyrzuceni z mediów publicznych za
                      poglądy polityczne. Senator Elżbieta Wiecławska-Sauk została wyrzucona za
                      program o korupcji i wywiad.

                      T.L.: Ale nie będziemy polemizować w sprawie telewizji Kwiatkowskiego, którą
                      zwalczałem przez 6 lat jak mogłem.

                      J.K.: Czyli wyrzuca się w Polsce za poglądy, czy nie?

                      T.L.: Bywało i tak. Ale Problem polega na tym, że nie po to przez 6 lat
                      walczyliśmy z Kwiatkowskim, żebyście teraz nas monitorowali.

                      J.K.: Proszę pana, jak pan walczył z Kwiatkowskim…

                      T.L.: No jak?

                      -
                      • tyka5 TVP dopuszcza się manipulacji w swoich materiałach 04.03.06, 16:01
                        TVP dopuszcza się manipulacji w swoich materiałach

                        Dziennikarze różnych stacji są zmuszani do przedstawiania partii rządzącej w
                        negatywnym świetle - twierdzi Marek Jurek. Marszałek Sejmu dodał, że telewizja
                        publiczna dopuszcza się manipulacji w swoich materiałach.
                        Pretekstem do takiej oceny stał się materiał, pokazany w "Wiadomościach" TVP1,
                        z którego wynikało, że Marek Jurek unika dziennikarzy.

                        wiadomosci.onet.pl/1272596,11,item.html
                        Marszałek tłumaczy, że materiał ten został zmanipulowany. Według niego tego
                        dnia sam tłumaczył Mikołajowi Kunicy, że chciałby z nim rozmawiać, ale spieszy
                        się na koncert, organizowany zresztą pod patronatem TVP. Kiedy jego rzecznik
                        chciał go potem umówić na wywiad z Kunicą, dziennikarz nie był już
                        zainteresowany. W opinii marszałka Jurka w taki sam sposób tworzy się fałszywy
                        obraz stosunków pomiędzy PiS a mediami.

                        Marszałek powiedział, że dochodzą do niego informacje na temat zmuszania
                        dziennikarzy różnych mediów przez ich szefów do pokazywania rządów PiS w złym
                        świetle. Według Marka Jurka dziennikarze ci boją się, że w przypadku odmowy
                        wykonania poleceń zwierzchników, zostaną uznani za "dziennikarzy reżimowych".
                        Marszałek Sejmu nie chciał jednak powiedzieć o których dziennikarzy chodzi i
                        jakie media reprezentują

                        • tyka5 Cenzura w "wolnych mediach" 04.03.06, 16:09
                          Przeczytajcie ............................................. ...................
                          ..

                          W środowy wieczór (1.03.06) Telewizja Polska (Dwójka) nadała audycję z
                          cyklu "Konfrontacja", autor programu, znany i kontrowersyjny reporter-
                          dokumentalista Sylwester Latkowski postanowił "wziąć na warsztat" temat
                          dziennikarskiej niezależności, prawdomówności, obiektywizmu, odporności na mody
                          intelektualne oraz kontaktów ze służbami specjalnymi. Niestety ograniczony czas
                          programu (telewizja publiczna ważnym tematom poświęca mało miejsca gdyż musi
                          wygospodarować wystarczająco dużo czasu dla służących realizacji jej misji
                          seriali klasy C) nie pozwolił na głębszą, wychodzącą poza ślizganie się po
                          powierzchni, analizę niepokojąco słabej kondycji moralnej naszych mediów.
                          Zaproszeni goście (Rafał Ziemkiewicz, Tomasz Wołek, Jacek Kurski oraz
                          dziennikarze reprezentujący Gazetę Polską, Gazetę Wyborczą , Ozon i Wprost) z
                          racji wąskich ram czasowych ograniczyli się właściwie wyłącznie do przytaczania
                          kolejnych, mniej lub bardziej znanych, faktów obnażających mit o niezależności
                          i uczciwości głównych polskich mediów (właściwie tylko reprezentant GW nie miał
                          nic do powiedzenia w tym temacie).

                          Dla porządku przedstawię, w wersji skróconej, owe "wpadki" dziennikarskie:
                          1)zdjęcie kilku materiałów oraz całych programów w TVP z obawy, że mogą
                          zaszkodzić "naszemu kandydatowi" (DT),
                          2) telefony z Pałacu Prezydenckiego (A.Kwaśniewski) blokujące emisję (TVN)
                          materiału dotyczącego związków pani prezydentowej z biznesmenami Kuną i
                          Żaglem, 3) tajemnicze naciski na pewne radio i pewną telewizję, które w
                          efekcie wycofały się ze współpracy z tygodnikiem Wprost nad tekstami
                          dotyczącymi mafii paliwowej,
                          4) dziennikarze jednego z wiodących tygodników przychodzący do prokuratora i
                          przedstawiający mu tajny stenogram przesłuchania jednego ze znanych
                          przestępców, który w sposób bezpodstawny (co udowodniło dalsze dochodzenie)
                          oskarża owego prokuratora o korupcję ? dziennikarze ci z uśmiechem stwierdzają:
                          my to panu oddamy ale od tej chwili będzie pan z nami ściśle współpracować?
                          Itd.

                          Bardzo ciekawy wątek poruszyła reprezentująca tygodnik Ozon Anita Gargas. Otóż
                          wg niej (jest to zresztą powszechne odczucie) istnieje coś takiego jak "układ
                          mediów powiązanych z warszawskim salonem", który nie dopuszcza do szerszej
                          publikacji niewygodnych dla tego salonu informacji. Jeśli jakieś medium ośmiela
                          się takie informacje zamieszczać jest ono albo traktowane jak śmiertelny wróg
                          albo jest całkowicie ignorowane (wg zasady ? gdy my czegoś nie powiemy to nasz
                          czytelnik się tego nie dowie? a przecież o to chodzi). W tym kontekście pani
                          redaktor poruszyła między innymi problem publikacji Ozonu na temat agenturalnej
                          przeszłości grupy osób uznawanych dziś za gwiazdy dziennikarstwa ? mimo, iż
                          tygodnik ujawnił wątpliwą moralnie przeszłość kilku osób do dziś publikujących
                          na pierwszych stronach największych dzienników media głównego nurtu problem
                          całkowicie zignorowały. Tu pojawia się zagadnienie zupełnie pominięte w
                          dyskusji a jednak posiadające fundamentalne znaczenie ? konieczność lustracji
                          środowiska dziennikarskiego. Nie od dziś wiadomo, że dziennikarze byli
                          najgęściej naszpikowaną donosicielami grupą zawodową w PRL (niektórzy naukowcy
                          z IPN twierdzą, iż co trzeci dziennikarz donosił na kolegów). Moim zdaniem
                          prawda o przeszłości żurnalistów powinna być powszechnie dostępna ? dla
                          przeciętnego Kowalskiego nie powinno mieć większego znaczenia czy piekarz, u
                          którego kupuje bułki współpracował z SB, ale z dziennikarzami rzecz ma się
                          inaczej. Człowiek, który wydaje swoje ciężko zarobione pieniądze na egzemplarz
                          Gazety Wyborczej ma prawo wiedzieć, że piszący z wyżyn Olimpu moralnego autor
                          żarliwej filipiki antylustracyjnej przez wiele lat gorliwie donosił bezpiece
                          na swoich kolegów (L.Maleszka), ma również prawo do wiedzy o tym, że redaktor
                          akceptujący do druku teksty owego dziennikarza oraz opatrujący je pełnymi
                          moralnej wyższości komentarzami (E.Skalski) sam również przekazywał SBecji
                          informacje o ludziach opozycji. Ciekawe zadnie dotyczące związków tzw.
                          dziennikarzy śledczych ze współczesnymi (tym razem) organami bezpieczeństwa
                          wypowiedział autor programu a pozostali uczestnicy milcząco je zaakceptowali:
                          jeśli ktoś opowiada, że zdobył jakieś tajne dokumenty policyjne czy
                          bezpieczniackie to oczywiście nie potknął się o nie na korytarzu tylko
                          przyszedł do niego ktoś z owych służb i mu je najzwyczajniej w świecie dał ?
                          twierdzić zatem, że media nie są w jakimś zakresie sterowane przez służby jest
                          zaprzeczaniem oczywistości. Służby mają swoich ulubionych, najbardziej
                          chłonnych dziennikarzy i ci często chodzą w glorii najlepszych "śledczych"?

                          Na marginesie warto zwrócić uwagę na pewien ton goryczy jaki zaczyna się
                          pojawiać w wypowiedziach pracowników mediów: dziennikarz tygodnika Polityka
                          skarżył się ostatnio na taksówkarza, który dowiedziawszy się kogo wiezie
                          stwierdził, że "wam płacą za to żebyście kłamali". Smutną konstatację na temat
                          społecznego odbioru kondycji mediów zawarli również w swym niedawnym tekście
                          dziennikarze Newsweeka: opisali scenę gdy politycy PIS chwilę po słynnym
                          podpisaniu paktu stabilizacyjnego przestraszyli się, że popełnili wielki błąd,
                          gdy jednak wyszli na ulicę, do zwykłych ludzi, zaczęli zaczepiać ich
                          przechodnie z gratulacjami za "nieuleganie terrorowi mediów"? Społeczna niechęć
                          oraz brak zaufania do tego co przekazują nasze "niezależne" media są faktem.
                          Dziennikarze stający murem po stronie środowisk prawniczych (wyrażających
                          interesy różnej maści kryminalistów) a przeciwko cieszącemu się ogromnym
                          poparciem społecznym programowi zmian w sądownictwie powinni sobie odpowiedzieć
                          na podstawowe pytanie: komu w ten sposób szkodzą? Wydaje się, że głownie samym
                          sobie. Jak wierzyć w czystość intencji dzienników bijących na alarm z racji
                          rzekomego zagrożenia wolności słowa gdy pozostają kompletnie głuche na pogróżki
                          jakie pod adresem małego, lokalnego tygodnika wypowiada ich polityczna
                          ulubienica ? poseł J.Pitera ("w dwa dni was zniszczę")? Dlaczego są owe
                          zachłystujące się "wolnością" i tropiące korupcję media zdolne do roztrząsania
                          problemu czy pan Dorn siedemnaście lat temu chciał prowadzić działalność
                          gospodarczą a nie próbują się wziąć za bary z problemem łamania prawa
                          antykorupcyjnego (jeszcze pół roku temu) przez wspomnianą wcześniej panią
                          Piterę? O wykorzystywaniu stanowiska radnej do załatwiania własnych interesów
                          nawet nie wspomnę. Owszem, dziennikarze mogą udawać, że niektórych spraw nie
                          ma? ale niech się potem nie dziwią, że w społecznym odbiorze lokują się gdzieś
                          między złodziejem a prostytutką.

                          ~domi, 04.03.2006 13:54
                          • galicjanka1 Re: Cenzura w "wolnych mediach" 04.03.06, 20:40
                            Wyluzuj, bo kleisz co popadnie gdzie popadnie, nawet po dwa razy to samo.
                            Wystarczy parę linijek tekstu a do reszty link. Nie sądzę, by to co wklejasz
                            ktokolwiek przeczytał. Program Co z tą Polską po prostu się ogląda a nie czyta.
                            • tyka5 ????????????? 04.03.06, 21:10
                              A myślisz, że ja czytam Twoje ulubione Angory i Przeglądy.
                              Nie jesteś zainteresowana, nie zaglądaj, nie komentuj.
                              • galicjanka1 Re: kto co czyta 05.03.06, 12:41
                                Sądzę, że czytasz, a co do zaglądania i komentowania to zdaje się na naszym
                                forum mamy wolność wypowiedzi /narazie/, bo na innych forach jak Ty to mówisz
                                "szaleją nożyczki cenzora".
            • elmek Re: „Co z tą Polską?” 04.03.06, 21:08
              Tyka, radzę i proszę, proszę i radzę, nie wklejaj takich tasiemców, tylko podaj
              linka! ;-)
              • tyka5 Re: „Co z tą Polską?” 04.03.06, 21:12
                Wklejam, bo wiem, że nie zajrzysz, a jak zajrzysz, to nie znajdziesz. Wiele
                tych tekstów pochodzi z innego forum, na którym szaleją nożyczki cenzora.
                • elmek Re: „Co z tą Polską?” 07.03.06, 08:29
                  Znów pudło :-P Zaglądam w każdy link i czytam każdy post, i nie tylko dlatego,
                  że takie mam zadanie ;-)
    • tyka5 Re: UKŁAD kontra PiS 08.03.06, 13:31
      UKŁAD, widać to coraz wyrażniej, sięga co najmniej Bruseli, a właściwie tych
      niewidocznych dla opinii publicznej centrów "byznesowych", dla których
      struktury Unii Europejskiej, media, politycy są narzędziami w układaniu i
      utrzymywaniu porządku zwanego w uproszczeniu globalizacją. Myślę, że prawdziwa
      władza jest od zawsze poza Brukselą, komisarze to jedynie marionetki na
      usługach UKŁADU, demokracja od dawna jest sztafarzem, media manipulacją. Pisał
      o tym niezwykle przenikliwie na wiele lat przed II wojną np. M. Zdziechowski -
      wybitny filozof z Wilna. Polecam. Jak się czyta odezwy [nie wiersze] Tuwima z
      początku wieku na temat czekającego nas nowego porządku europejskiego, to
      ciarki przechodzą, takie to współczesne.
      Dziś Komisja Europejska usiłuje narzucić Polsce rozwiązania instytucji
      finansowych należących do UKŁADU, mimo że zgodnie z traktaten sprawy bankowości
      pozostają w gestii państw członkowskich Unii, a oberprezes NBP Balcerowicz
      jawnie już działa na rzecz UKŁADU, eliminując przedstawiciela PiS - Cezary Mech
      z posiedzenia KNB.
      "Komisja Europejska ma także upoważnić komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes do
      wysłania liczącego co najmniej kilka stron listu do Polski, w którym pyta ona,
      na jakiej podstawie polski rząd blokuje fuzję Pekao SA - BPH. Odpowiedź ma
      zostać przesłana w ciągu dwóch tygodni.

      Od znalezienia przez Polskę właściwych argumentów prawnych zależy, czy Komisja
      Europejska zdecyduje się na wszczęcie drugiej formalnej procedury, podejmując
      decyzję, że blokowanie przez Polskę zatwierdzonej w Brukseli fuzji jest
      łamaniem unijnego prawa z zakresu konkurencji.

      Jeśli taka decyzja zapadnie, a Polska nie zmieni stanowiska, Komisja Europejska
      może wystąpić do luksemburskiego trybunału."

      wiadomosci.o2.pl/?s=260&t=195007
      Wiceminister skarbu Paweł Szałamacha, który brał udział w posiedzeniu Komisji
      Nadzoru Bankowego, poinformował, że Cezary Mech został wykluczony z posiedzenia
      Komisji na wniosek przedstawiciela Unicredit. Komisja nie zajęła się jeszcze
      wnioskiem banku. Do NBP przyjechała wicepremier Zyta Gilowska.

      "Wiceminister Mech został wykluczony z posiedzenia KNB na wniosek UniCredit" -
      powiedział dziennikarzom w Sejmie Szałamacha, nie podając szczegółów.

      Po 12.00 na posiedzenie KNB przybył prezes UniCredit Alessandro Profumo.

      gielda.onet.pl/0,1274662,wiadomosci.html
      Oto dzisiejsza "suwerenność" Polski. Macie wątpliwości, kto nami chce nadal
      rządzić?
      • tyka5 GINB rekomenduje wydanie zgody ws. Unicredito 08.03.06, 21:15
        Dołączam ten artykuł w całości mimo wcześniejszych apeli Elmeka, by tego nie
        czynić, ze względu na wagę sprawy. Myślę, że wraz z upływem czasu coraz więcej
        Polaków rozumieć będzie, że zdrada ma miejsce na naszych oczach. Niech
        odnotowane to będzie na naszym forum. Musimy pamiętać kto, gdzie i jak zdradzał
        podstawowe interesy Polski.

        GINB rekomenduje wydanie zgody ws. Unicredito
        (PAP, aj/08.03.2006, godz. 20:00)


        Według Generalnego Inspektoratu Nadzoru Bankowego (GINB), nie ma przesłanek do
        wydania odmowy zezwolenia na wykonywanie przez UniCredito prawa ponad 75 proc.
        głosów z akcji Banku BPH.



        "Analiza całokształtu materiału dowodowego zgromadzonego w toku postępowania
        nakazuje przyjąć ustalenie, iż nie zachodzą (...) przesłanki odmowy zezwolenia
        na wykonywanie przez spółkę UniCredito prawa ponad 75 proc. głosów na Walnym
        Zgromadzeniu Akcjonariuszy banków: Banku BPH, BPH Banku Hipotecznego oraz Banku
        Rozwoju Energetyki i Ochrony Środowiska" - napisano w środowym komunikacie NBP.

        W ocenie GINB, ustalenia dokonane w toku postępowania uzasadniają podjęcie
        przez Komisję Nadzoru Bankowego pozytywnych decyzji w sprawie wydania zezwoleń
        na wykonywanie prawa głosu z akcji tych banków.

        Zdaniem GINB, nie ma podstaw, by twierdzić, że wpływ UniCredito, po uzyskaniu
        zezwolenia, może okazać się niekorzystny dla ostrożnego i stabilnego
        zarządzania bankami, że środki przeznaczone na nabycie akcji banków nie
        pochodzą z pożyczki, kredytu lub źródeł nieudokumentowanych i że przepisy
        obowiązujące w miejscu siedziby wnioskodawcy nie uniemożliwiają Komisji Nadzoru
        Bankowego wykonywanie efektywnego nadzoru.

        Wniosek Ministerstwa Skarbu Państwa o dopuszczenie do udziału w posiedzeniu
        Komisji Nadzoru Bankowego w sprawie UniCredito został rozpatrzony odmownie -
        poinformował wcześniej dyrektor Departamentu Komunikacji Społecznej Narodowego
        Banku Polskiego Krzysztof Gacek.

        KNB rozpatrywała w środę wniosek włoskiego UniCredito o zgodę na wykonywanie
        prawa głosu z akcji BPH. MSP zwróciło się w piątek do nadzoru bankowego o zgodę
        na udział w tym posiedzeniu w charakterze strony.

        Środowe posiedzenie Komisji Nadzoru Bankowego w sprawie zgody dla UniCredito na
        głosowanie podczas zgromadzeń akcjonariuszy BPH, było burzliwe.

        "Komisja zaczęła obradować, wysłuchała stron, miejscami dyskusja była
        burzliwa" - powiedział Szałamacha w przerwie posiedzenia KNB.

        Komisja Nadzoru Bankowego obradowała w pełnym składzie. Miejsce wykluczonego
        wcześniej z obrad wiceministra finansów Cezarego Mecha, zajęła wicepremier,
        minister finansów Zyta Gilowska.

        Mech został wykluczony ze środowego posiedzenia KNB na wniosek UniCredito.

        Komisja Nadzoru Bankowego nie podjęła w środę decyzji w sprawie wyrażenia zgody
        na wykonywanie przez UniCredito prawa głosu z akcji Banku BPH. Nadzwyczajne
        posiedzenie KNB ma odbyć się w przyszłą środę, 15 marca.

        "Komisja Nadzoru Bankowego nie podjęła jeszcze decyzji w sprawie wyrażenia
        zgody na wykonywanie przez UniCredit prawa głosu z akcji Banku BPH.
        Nadzwyczajne posiedzenie KNB zostało zwołane na 15 marca" - powiedziała
        dziennikarzom wicepremier Zyta Gilowska, po wyjściu z posiedzenia KNB.

        Gilowska poinformowała, że jest zaskoczona przebiegiem środowego posiedzenia
        KNB.

        Dodała, że wiąże się to z usunięciem z posiedzenia KNB wiceministra Cezarego
        Mecha, któremu zarzucono stronniczość i jest zaskoczona niedopuszczeniem
        Ministerstwa Skarbu Państwa jako strony w postępowaniu.

        Przewodniczący Komisji Nadzoru Bankowego Leszek Balcerowicz poinformował, że
        powodem wykluczenia wiceministra finansów Cezarego Mecha ze środowego
        posiedzenia KNB były obawy, że naruszona zostanie bezstronność Komisji.

        "Mogły powstać wątpliwości co do bezstronności KNB, dlatego podjąłem decyzję o
        wykluczeniu Cezarego Mecha" - powiedział podczas konferencji prasowej po
        posiedzeniu Komisji Nadzoru Bankowego Balcerowicz.

        Balcerowicz poinformował również, że za dopuszczeniem Ministerstwa Skarbu
        Państwa jako strony w postępowaniu głosowało trzech członków KNB, trzech było
        przeciwko, a jeden z nich wstrzymał się od głosu. W tej sytuacji decydujący o
        tym, że resort skarbu nie został dopuszczony jako strona w postępowaniu, był
        głos przewodniczącego.

        Premier Kazimierz Marcinkiewicz jako skandaliczną i niezgodną z prawem ocenia
        środową decyzję Komisji Nadzoru Bankowego (KNB) - poinformował PAP rzecznik
        rządu Konrad Ciesiołkiewicz.

        Ciesiołkiewicz podkreślił, że środowa decyzja Komisji Nadzoru
        Bankowego "wskazywać może na brak obiektywizmu" z jej strony oraz "jednostronne
        podejście".

        "Tego rodzaju zachowanie nie powinno mieć miejsca w państwie prawa" -
        oświadczył Ciesiołkiewicz.

        Opinie prawne - MSP nie jest stroną w postępowaniu ws. UniCredito

        Żadna z czterech opinii prawnych posiadanych przez NBP w sprawie wniosku
        resortu skarbu o dopuszczenie ministerstwa jako strony do udziału w posiedzeniu
        Komisji Nadzoru Bankowego w sprawie UniCredito nie zgadza się z poglądem
        resortu, że może on być stroną tego postępowania - wynika z materiałów
        przekazanych w środę dziennikarzom.

        Po złożeniu w piątek przez Ministerstwo Skarbu wniosku o dopuszczenie MSP jako
        strony w posiedzeniu KNB, NBP poprosił o opinie prawne w tej kwestii. NBP
        dysponuje dwiema opiniami wewnętrznymi i dwiema zewnętrznymi.

        W jednej z dwóch opinii wewnętrznych przygotowanej przez prawników z Biura
        Licencji Bankowych NBP napisano, że w świetle obowiązującego prawa wniosek
        MSP "jest oczywiście bezzasadny". Zdaniem prawników NBP, minister skarbu
        państwa "kieruje się wyłącznie interesem faktycznym".

        Prawnicy NBP zwrócili też uwagę, że wniosek resortu skarbu został złożony
        zaledwie na kilka dni przed posiedzeniem KNB, a o sprawie resort był
        informowany +niemal od chwili wszczęcia postępowania+". Stąd też, zdaniem
        prawników, "można sądzić, że wniosek ma jedynie na celu nieuzasadnione
        przewlekanie postępowania".

        Druga, wewnętrzna opinia prawna NBP, zwraca uwagę, że "MSP nie wskazał na żaden
        przepis prawa materialnego administracyjnego, który wiązałby z nim określone
        prawa lub obowiązki rozstrzygane w prowadzonym przed KNB postępowaniu". Według
        tej opinii, stroną w postępowaniu może być wyłącznie osoba, która chce nabyć
        akcje banku.

        Trzecia opinia podpisana przez prof. Zbigniewa Kmieciaka z Uniwersytetu
        Łódzkiego "poza łączącymi się bankami trudno jest wskazać inne podmioty, którym
        przysługiwałby status strony".

        W opinii prof. Jacka Jagielskiego z Uniwersytetu Warszawskiego, "brak jest
        podstaw prawnych do potraktowania MSP jako podmiotu mającego przymiot strony".
        Zdaniem profesora, "minister skarbu państwa nie jest stroną w postępowaniu
        administracyjnym toczącym się przed Komisją Nadzoru Bankowego".

        UniCredito wierzy w pozytywny wynik postępowania przed KNB

        UniCredito wierzy w pozytywny wynik postępowania Komisji Nadzoru Bankowego
        (KNB) - napisał w swoim stanowisku przekazanym PAP włoski bank po środowym
        posiedzeniu KNB. KNB rozpatrywała w środę wniosek UniCredito w sprawie zgody na
        wykonywanie prawa głosu z akcji BPH, jednak nie podjęła jeszcze decyzji.

        "UniCredito przyjmuje do wiadomości odroczenie decyzji polskiej Komisji Nadzoru
        Bankowego o zezwoleniu na wykonywanie prawa głosu w BPH przez UniCredito
        poprzez Bank Austria Creditanstalt. UniCredito rozumie, że tak istotna decyzja
        wymaga dokładnej analizy i polegając na niezależności i poczuciu
        sprawiedliwości Komisji wierzy w pozytywny wynik postępowania" - napisano w
        stanowisku.

        biznes.onet.pl/0,1274947,wiadomosci.html
        • tyka5 Woyciechowski contra Olechowski 08.03.06, 21:59

          "...gdy w rozmowach dotyczących obsady Rad Nadzorczych stanął problem “Orlenu”
          nowy prezes Nafty Polskiej Piotr Woyciechowski postawił sprawę jasno: Andrzej
          Olechowski jako były agent komunistycznej bezpieki musi z Rady odejść. Na pewno
          na stanowisko Woyciechowskiego miały wpływ deklaracje Prawa i Sprawiedliwości,
          że w spółkach Skarbu Państwa nie ma miejsca dla komunistycznej agentury. Być
          może istotne jest też to, że Woyciechowski jako były szef wydziału studiów MSW
          swego czasu oglądał i analizował dokumentację agenturalną Olechowskiego, lepiej
          więc niż opinia publiczna orientuje się w skali szkód, jakie Olechowski Polsce
          przysporzył. Ale kluczowe znaczenie musiał mieć fakt, że Polska powinna dążyć
          do uniezależniania się od rosyjskiej ropy, a dopóki będziemy związani
          kontraktami z JiS, będzie to niemożliwe. Opór, jaki napotkała ta decyzja był
          niezwykły. Interwencje napływały z najwyższych szczebli i miały charakter
          ultymatywny. Prezes Nafty Polskiej jest de facto urzędnikiem państwowym, walnym
          zgromadzeniem mianującym członków Rady Nadzorczej jest Minister Skarbu Państwa
          w porozumieniu z Ministrem Gospodarki. Musiał więc ostatecznie ulec. Ale
          właśnie wówczas rozpoczęły się ataki medialne na Woyciechowskiego. Najpierw
          pani Monika Olejnik sugerowała, że nie ma zdanego egzaminu wymaganego do
          objęcia stanowiska w Radzie Nadzorczej. Gdy okazało się, że egzamin zdał, a do
          oddelegowania do zarządu nie jest potrzebny konkurs, zorganizowano rozbudowaną
          operację, w której obok mediów i posła Giertycha zaangażowano też cały aparat
          komunistyczny, ludzi SLD i to z samej góry.

          Całość tutaj: www.glos.com.pl/strona/Orlen.html

          • antykomunista11 PiS contra reszta świata 09.03.06, 08:49
            wiadomosci.onet.pl/1275044,11,item.html
            • tyka5 Prezydent o komisji śledczej ds. wolności słowa 09.03.06, 23:05
              Prezydent o komisji śledczej ds. wolności słowa
              2006-03-09 21:34


              W Polsce istnieje problem ingerencji służb specjalnych w życie polityczne i
              trzeba odsłonić rzeczywistość - powiedział prezydent Lech Kaczyński proszony o
              skomentowanie propozycji Prawa i Sprawiedliwości powołania komisji śledczej ds.
              naruszeń wolności słowa.


              "afery medialne z początku lat 90. (...), to nie ma wątpliwości, że tego
              rodzaju działania (ze strony służb specjalnych) były - powiedział L.Kaczyński
              na konferencji prasowej w czwartek po powrocie z Berlina.

              Dodał, że nikt nie nakłoni jego ani PiS-u do rezygnacji z walki o uchylenie w
              Polsce pewnej cechy ustroju poprzedniego, jaką była "urzędowa rzeczywistość",
              nie mająca żadnego związku z prawdziwą. Jego zdaniem, w Polsce nadal istnieją
              elementy tej "urzędowej rzeczywistości" w bardzo wielu płaszczyznach.

              Według prezydenta, jednym z głównych zadań obecnej władzy w Polsce jest
              ujawnienie tego, jak było naprawdę.

              Tylko wtedy społeczeństwo może działać w warunkach prawdziwej demokracji, tylko
              wtedy nie jest manipulowane. Demokratyczny wybór wymaga dobrego poinformowania
              nie tylko o tym, jak wyglądają przepisy konstytucji, tylko jak wygląda praktyka
              konstytucyjna, nie tylko o tym jak wyglądają założenia dotyczące niezależności
              władzy sądowniczej, ale jak ta władza wygląda naprawdę. Tylko w tych warunkach
              ludzie mogą dokonywać rzeczywiście prawidłowego wyboru - powiedział prezydent.

              Tak, musimy odsłaniać rzeczywistość - dodał. - Będzie nas to kosztować, ale nie
              sądźcie, że zejdziemy z tej drogi.

              Klub PiS zapowiedział w czwartek złożenie w Sejmie projektu uchwały w sprawie
              powołania komisji śledczej do zbadania naruszeń wolności słowa, mediów i
              dziennikarzy oraz prawa społeczeństwa do rzetelnej informacji w latach 1990-
              2006.

              W projekcie uchwały w sprawie powołania komisji podkreślono, że do zakresu jej
              działań należałoby m.in. wyjaśnienie okoliczności inspirowania przez służby
              specjalne przekazów medialnych naruszających ład demokratyczny. Wnioskodawcom
              chodzi szczególnie o udział niektórych mediów w sprawie tzw. inwigilacji
              prawicy, rozbijania legalnych stronnictw politycznych oraz odwołania rządów:
              Jana Olszewskiego w 1992 roku, Waldemara Pawlaka w 1995 roku, Józefa Oleksego
              na przełomie lat 1995/96 oraz tzw. sprawy Anny Jaruckiej w roku 2005.
              • antykomunista11 Re: Prezydent o komisji śledczej ds. wolności sło 10.03.06, 08:20
                taaaaaaa teraz zapewne będzie obiektywnie czytaj tak jak chce PiS ........
                (przykład : TVP 1 - Wiadomości). Tyka jeśli znasz choć jeden cywilizowany kraj
                gdzie politycy wyznaczają kodeks etyczny dziennikarzom to chętnie posłucham.
                Wiem, że szefowie twojej partii już próbowali (patrz Rzeczpospolita) co wcale
                nie znaczy że musi to być tzw. normą
                • tyka5 Re: Prezydent o komisji śledczej ds. wolności sło 10.03.06, 17:10
                  Nosi ciebie i prosisz o to, bym sprawił ci przykrość.
                  Chcesz być spokojniejszy, to zmień gazety i platformę. Już parę razy tego
                  próbowałeś, więc powinno łatwo pójść. Pamiętasz? Ale radzę, pospiesz się, bo
                  słyszałem, że masz u swoich niskie notowania.
              • antykomunista11 rozłam w PiSie??? 10.03.06, 13:41
                wiadomosci.onet.pl/1275995,11,item.html
        • tyka5 Gilowska: Wykluczenie Mecha bezprawne 10.03.06, 16:58
          Gilowska: Wykluczenie Mecha bezprawne
          (PAP, IAR, pr/10.03.2006, godz. 16:34)

          Wicepremier Zyta Gilowska powiedziała w Sejmie, że wykluczenie jej
          przedstawiciela z ostatniego posiedzenia Komisji Nadzoru Bankowego było
          bezprawne.

          Zdaniem minister Gilowskiej, nie ma bowiem takiej możliwości, by wykluczyć z
          posiedzenia któregokolwiek z członków Komisji Nadzoru Bankowego.

          Minister finansów Zyta Gilowska powiedziała, że nie rozumie też zarzutów pod
          adresem Cezarego Mecha, że nie był bezstronny. Zwróciła uwagę, że jej zastępca
          reprezentował w tym gremium interesy skarbu państwa.

          Wcześniej na konferencji prasowej w Sejmie szef Narodowego Banku Polskiego
          Leszek Balcerowicz jako "groteskowe" określił wprowadzenie do porządku obrad
          Sejmu informacji rządu na temat decyzji podjętej przez niezależny organ, jakim
          jest przewodniczący Komisji Nadzoru Bankowego.

          Sejm wprowadził piątkowego porządku obrad informację rządu na temat wykluczenia
          przez Balcerowicza, który jest szefem Komisji Nadzoru Bankowego, wiceministra
          finansów Cezarego Mecha ze środowego posiedzenia Komisji (KNB). Na posiedzeniu
          mieli wystąpić zarówno szef NBP jak i wicepremier i minister finansów Zyta
          Gilowska.

          Balcerowicz powiedział, że przyjechał tu by złożyć wyjaśnienia przede wszystkim
          opinii publicznej. Podkreślił, że w liście do marszałka Sejmu poprosił, by
          umożliwiono mu wystąpienie z trybuny sejmowej w czasie telewizyjnej transmisji
          obrad. Jak dodał, ten punkt miał rozpocząć się o godz. 13, ale z
          niezrozumiałych dla niego powodów, wciąż jeszcze do tego nie doszło.

          "W związku z telefoniczną informacją z Biura Pana Marszałka, o planowanym
          wprowadzeniu do porządku obrad obecnego posiedzenia Sejmu nowego punktu –
          informacja rządu w sprawie wyłączeniu pana Cezarego Mecha, podsekretarza stanu
          w Ministerstwie Finansów od udziału w postępowaniach prowadzonych przez KNB w
          sprawie wniosku UniCredito, proszę o możliwość wystąpienia na forum Sejmu w
          czasie transmisji telewizyjnej z obrad w tym punkcie" - czytamy w liście szefa
          NBP do marszałka Sejmu.

          Prezes NBP Leszek Balcerowicz powiedział, że podjął decyzję o wykluczeniu ze
          środowego posiedzenia Komisji Nadzoru Bankowego wiceministra finansów Cezarego
          Mecha, ponieważ - jego zdaniem - "tak się należy z mocy prawa".

          "Wiedziałem, że stoję przed wyborem - albo zlekceważę moje poczucie
          praworządności, albo nie zlekceważę i narażę się na rozmaite reakcje części
          sceny politycznej, które niektórzy nazywają próbą wylewania steku pomyj" -
          powiedział Balcerowicz na piątkowej konferencji prasowej w Sejmie.

          Jak dodał, mając ten dylemat, podjął decyzję o "wyeliminowaniu Mecha". "Uważam,
          że tak się należy z mocy prawa" - zaznaczył.


          Nie rozumiem, dlaczego Balcerek nie podał do publicznej wiadomości przepisu
          prawnego, na podstawie którego wykluczył przedstawiciela rządu z obrad w KNB.
          Zamiast tego powołuje się na swoje "poczucie praworządności". Kpiny jakieś
          facet odstawia. W Trybunale pozna praworządność.

          • tyka5 PiS chce powołania komisji śledczej ds NBP 12.03.06, 13:58
            PiS chce powołania komisji śledczej ws. działania NBP

            Klub PiS chce powołania komisji śledczej, która miałaby na celu m.in. "zbadanie
            efektywności działania prezesa Narodowego Banku Polskiego i Komisji Nadzoru
            Bankowego (KNB) (...) oraz Generalnego Inspektoratu Nadzoru Bankowego w latach
            1989-2006".
            Szef klubu PiS Przemysław Gosiewski zaprezentował w niedzielę na konferencji
            prasowej w Sejmie uchwałę w sprawie powołania komisji śledczej.

            Jak powiedział, działania NBP i KNB "w dużym stopniu prowadziły do
            rozstrzygnięć niekorzystnych" dla polskiego systemu bankowego. Dodał,
            że "skutkiem tych działań jest to, że 70 proc. banków kontrolowanych jest przez
            inwestorów zagranicznych". Gosiewski dodał, że celem komisji jest zbadanie
            działania tych organów i określenie zakresu odpowiedzialności poszczególnych
            osób.

            Szef sejmowej Komisji Gospodarki Artur Zawisza (PiS) powiedział, że komisja
            śledcza miałaby przeanalizować stopień koncentracji rynku bankowego, koszt
            usług bankowych dla klienta i udziały w tym rynku podmiotów zagranicznych.

            Gosiewski zapowiedział, że przed komisję mogliby być wezwani byli prezesi NBP:
            Grzegorz Wójtowicz, Hanna Gronkiewicz-Waltz i Leszek Balcerowicz.

            Obecny na konferencji rzecznik PiS Adama Bielan zapowiedział, że PiS zaapeluje
            do marszałka Sejmu o to, by wstrzymać proces powoływania innych komisji
            śledczych, aby komisja ds. nadzoru bankowego była przez pewien czas jedyną
            komisją śledczą działającą w Sejmie, aby to właśnie jej działaniom mogli
            przyglądać się obywatele za pośrednictwem transmisji telewizyjnych. Gosiewski
            pytany, jak długo ten stan powinien trwać odpowiedział: "To kwestia nie dłuższa
            niż cztery miesiące".

            PiS chce ponadto, aby ta komisja powstała jako pierwsza w tej kadencji Sejmu.
            Gosiewski zapowiedział, że PiS będzie do tego przekonywał "swoich partnerów" z
            paktu stabilizacyjnego.

            Szef klubu PiS przypomniał, że LPR chce komisji ds. zbadania prywatyzacji
            banków. "Te dwie sprawy mogą być połączone w jedną" - ocenił.

            Gosiewski nie wykluczył, że w skład nowej komisji śledczej wejdzie szef
            sejmowej komisji gospodarki Artur Zawisza. Sam zainteresowany podkreślił, że
            nie jest to jeszcze przesądzone, a PiS "interesuje sprawa, a nie osobista
            chwała w tej materii".

            A oto niektóre komentarze internautów:

            UWAGA PYTANIA!!!! PROSZĘ O KONKRETNE ODPOWIEDZI...........

            Poseł Artur Zawisza (PiS) oskarżył o brak bezstronności innego członka KNB
            Wojciecha Kwaśniaka, którego żona jest dyrektorem w spółce należącej do BPH. -
            Dlaczego prezes Balcerowicz nie wykluczył inspektora Kwaśniaka? - pytał
            Zawisza.
            PYTANIE DRUGIE: Dlaczego usługi bankowe są najdroższe w Polsce??? 22razy
            większe jak w Holandii i 4krotnie większe jak w Czechach????

            ~Serval, 12.03.2006 11:49

            Odp 1 Układy
            Odp 2 Układy.
            Precz z POSLD

            ~Husarz, 12.03.2006 11:54

            Bo 70% banków jest w rękach obcego kapitału. Podobnie było tylko w Argentynie!!!

            ~Podróżnik, 12.03.2006 11:57

            Lepiej się zastanów zanim pisowi pomożesz. No chyba, że chcesz za euro 10 zł.
            płacić.

            ~ara, 12.03.2006 12:09

            Gadasz jak Tusk przed wyborami o benzynie za 6zł. Wez daj se na luz dzieciaku

            ~do przedszkola, 12.03.2006 12:19

            ej, daj spokój, przecież to kolejny ekspert PO. Wyliczył sobie na kalkulatorze
            i tyle mu wyszło. Prawie jak ekonomista.

            ~Prawie jak, 12.03.2006 12:40

            Trzy proste pytania do internautów.

            Czy to dobrze gdy większość banków należy do obcego kapitału? Czy Balcerowicz
            jest prezesem banku, który w swej nazwie ma NARODOWY i POLSKI? Czy to nie
            dziwne,że PO i SLD tak wspólnym głosem atakuje wszelkie próby
            likwidacji "układów" prowadzonych przez rząd Marcinkiewicza?

            ~Dana, 12.03.2006 13:06



            • tyka5 Portfele większości Polaków są puste. 12.03.06, 14:06
              Oto tytuł artykułu w onecie:

              "Tusk: Ostrzegam - pilnujcie swoich portfeli"

              Moja odpowiedź na ostrzeżenia Tuska brzmi: Niech się pan nie martwi o portfele
              Polaków, panie Tusk. One są od wielu lat puste za sprawą polityki SLD, UW, KLD,
              czyli tych, których pan dziś na spółkę między innymi z Balcerowiczem
              reprezentuje.
              61 procent Polaków żyje poniżej minimum socjalnego, bezrobocie od lat jest
              najwyższe w Europie, kredyty najdroższe, setki tysięcy młodych Polaków
              wyjechały i nadal wyjeżdżają za granicę. I czym wy się szczycicie?
              • tyka5 Jarosław Kaczyński: państwo musi być silne 14.03.06, 21:22
                Jarosław Kaczyński: państwo musi być silne
                2006-03-14 19:18 (akt. 20:54)

                Państwo, które bierze sobie za cel przebudowę społeczeństwa po okresie
                komunizmu, musi być instytucją silną - oświadczył prezes PiS Jarosław Kaczyński
                w trakcie wtorkowej debaty w Sejmie nad projektami uchwał o powołaniu komisji
                śledczych w sprawie sektora bankowego.

                Wystąpienie Kaczyńskiego było odpowiedzią na wcześniejsze przemówienie w Sejmie
                lidera PO Donalda Tuska, które według lidera PiS - było bardzo poważnym krokiem
                w kierunku, w którym nie ma już niczego poza kompromitacją. Kaczyński ocenił,
                że bogate w insynuacje wystąpienie Tuska w sposób modelowy pokazuje jak
                działają obrońcy status quo.

                Podczas debaty Tusk krytycznie wypowiadał się pod adresem PiS. Jak mówił,
                dzisiaj okrzyk: - Balcerowicz musi odejść wygłasza Jarosław Kaczyński. -
                Przejdziecie do historii jeśli nie otrzeźwiejecie jako wykonawcy woli i
                pomysłów Andrzeja Leppera - dodał Tusk.

                Według Kaczyńskiego okazało się, że właśnie w tej nowej sytuacji państwo
                polskie jest bardzo często przedmiotem niezykle drastycznej krytyki. Jak dodał,
                w tych atakach celują ci, którzy powinni to państwo pracowicie i w oddaniu
                budować.

                Kaczyński podkreślił, że państwo, które musi wziąć na siebie przebudowę
                społeczeństwa po komuniźmie musi być instytucją (...) silną. Jak powiedział,
                tylko wtedy może doprowadzić do wyrównania szans.

                Zdaniem lidera PiS, w 1989 roku te szanse były drastycznie nierówne - był
                potężny układ komunistycznej nomenklatury i związane z tym przywileje, (...) w
                tym ekonomiczne (...) i była ogromna masa ludzi tych przywilejów pozbawiona.
                Prezes PiS podkreślił, że ci drudzy (pozbawieni przywilejów) byli lepsi niż ci
                pierwsi.

                Kaczyński podkreślił, że w komuniźmie, szczególnie późnym, powstała potężna
                pula społecznej patologii, patologii przestępczej związanej z korupcją. Z tymi
                zjawiskami, jak mówił, powinna walczyć silna władza. - Ale tej silnej władzy po
                roku 1989 żeśmy nie zbudowali - oświadczył.

                Prezes PiS krytykuje liberałów

                Według Kaczyńskiego, "lumpenliberalizm" pozwalał uzasadniać nadużycie jako
                sposób budowania gospodarki kapitalistycznej, a z drugiej strony pozwalał
                stwierdzić najpoważniej w świecie, że wolność to sex-shopy, że głównie wolność
                w tej sferze się sytuuje, że głównym zagrożeniem dla wolności w Polsce jest
                kościół.

                Prezes PiS ocenił, że na tej płaszczyźnie rozpoczęła się współpraca, która jak
                się okazuje trwa po dziś dzień.

                - Jeśli w Polsce dzisiaj młodzi ludzie, dzięki 40% bezrobociu uciekają z
                naszego kraju, to właśnie dzięki wam, bo nikt, tak jak KL-D (Kongres Liberalno-
                Demokratyczny, Tusk był szefem tego ugrupowania i jednym z jego założycieli)
                nie przyczynił się do tego - powiedział Kaczyński.

                - To wy budowaliście tutaj ideologiczne podstawy systemu, który doprowadził do
                tego, że to wszystko, co działo się w Polsce po 1989 roku działo się
                największym możliwym kosztem - powiedział J. Kaczyński. Według niego, Polska
                mogła być dzisiaj dużo dalej. W odpowiedzi na głos z sali Kaczyński dodał, że
                my (obecny PiS) byliśmy wtedy w prześladowanej opozycji.

                - My byliśmy ofiarą inwigilacji prawicy, (...) a wy jesteście razem z
                pułkownikiem (Janem) Lesiakiem - powiedział Kaczyński. Prokuratura Okręgowa w
                Warszawie zarzuciła w listopadzie 2005 r. Lesiakowi, że jako kierownik zespołu
                inspekcyjno-operacyjnego gabinetu szefa UOP przekroczył w latach 1991-1997 swe
                uprawnienia, m.in. przez stosowanie technik operacyjnych i źródeł osobowych
                wobec legalnych ugrupowań prawicowych. Chodzi o tzw. inwigilację prawicy.

                - Jesteście sobie koalicją różnych lokalnych układów - mówił prezes PiS -
                Oczywiście nie wszyscy, są wśród was porządni ludzie - powiedział. - Jeśli
                sądzicie, że kiedyś dojdziecie do władzy to się mylicie, tą polityką, którą
                dziś prowadzicie nie dojdziecie do władzy, dojdziecie tylko do miejsca, w
                którym nie ma nic poza kompromitacją - powiedział.

                • tyka5 Bronimy polskiego udziału w sektorze bankowym. 14.03.06, 21:33
                  PiS bezskutecznie próbowało dowiedzieć się od Platformy, jaki jest stosunek tej
                  partii do fuzji banków Pekao SA i BPH. - Brak tej odpowiedzi wiążemy z faktem,
                  że osobą bardzo blisko związaną z PO, wysuwaną w rozmowach z PiS przez
                  Platformę na stanowisko premiera, jest pan Jan Krzysztof Bielecki, który pełni
                  funkcję prezesa Pekao SA - ocenił Gosiewski.

                  Wiceszef PO Zbigniew Chlebowski, pytany o powiązania Bieleckiego z PO
                  powiedział , że Bielecki nie jest członkiem Platformy, ale jest sympatykiem tej
                  partii, jak zresztą wielu Polaków.

                  - Brak stanowiska wobec tak ważnej sprawy (fuzji banków) można łączyć tylko z
                  faktem, że Platforma opowiedziała się po stronie pewnego lobbingu na rzecz
                  rozwiązań prawnych, które krytykujemy z punktu widzenia ich skutków dla
                  polskiego systemu bankowego - powiedział Gosiewski.

                  Polityków PiS pytano o ocenę powiązań małżonki Leszka Balcerowicza - Ewy, która
                  stoi na czele Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych (CASE) dotowanego przez
                  bank Pekao SA, a Leszek Balcerowicz zasiada w radzie fundacji.

                  Poseł Adam Zawisza zwrócił się z pytaniem do Balcerowicza, czy nie dostrzega
                  konfliktu interesów i czy z czystym sumieniem jest gotów uczestniczyć w
                  podejmowaniu decyzji dotyczących banku, który sponsoruje fundację, w którą on
                  sam jest ściśle zaangażowany. - Czy to jest sytuacja normalna i do przyjęcia w
                  standardach, jakie wydaje się, że obowiązują - zastanawiał się Zawisza.
                  • tyka5 Czerwoni właściciele polskich banków. 15.03.06, 14:38
                    Jacek Kurski (PiS) ocenił, że w ciągu ostatnich szesnastu lat system bankowy
                    był soczewką skupiającą patologie przemian polskich. Według niego, komisji
                    śledczej boją się siły, które, tak jak PO, ponoszą historyczną odpowiedzialność
                    za kształt i niewydolność tego systemu w ciągu ostatnich 16 lat. - Było to
                    miejsce (system bankowy), gdzie postkomuniści w sposób popisowy zamienili
                    władzę na własność, gdzie książeczki partyjne dawnych lektorów PZPR zostały
                    zamienione na książeczki czekowe i karty kredytowe nowych właścicieli polskich
                    banków - mówił Kurski.
                    • antykomunista11 Re: Czerwoni właściciele polskich banków. 15.03.06, 14:44
                      nie ma to jak powoływać się na "autorytet" Jacka Kurskiego............
                    • antykomunista11 Re: Czerwoni właściciele polskich banków. 15.03.06, 15:09
                      fakty.interia.pl/news?inf=727844
                    • antykomunista11 Re: Czerwoni właściciele polskich banków. 15.03.06, 15:20
                      wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1342&wid=8229198&rfbawp=1142431863.858&ticaid=11408

                      szczególnie polecam opinie internautów
                    • tyka5 Treść listu ABW do Balcerowicza. 15.03.06, 18:12
                      Premier ujawnił treść listu ABW do Balcerowicza.

                      Premier Kazimierz Marcinkiewicz odczytał w Sejmie treść listu, który od ABW
                      otrzymał Leszek Balcerowicz. Premier powiedział, że ABW uzyskała informacje,
                      które mogą wpływać na funkcjonowanie systemu bankowego w Polsce.
                      Wczoraj premier otrzymał informację o liście do prezesa NBP, dziś wystąpił o
                      jej odtajnienie. "My nie mamy nic do ukrycia" - powiedział Marcinkiewicz.

                      Premier powiedział, że na polecenie głównego akcjonariusza Pekao SA -
                      UniCredito Italiano - "zarząd Pekao SA zlecił zaprzestanie zaangażowania
                      funduszy inwestycyjnych z grupy Pioneer w obrót akcjami banku BPH SA. Działanie
                      to mogło spowodować obniżenie rentowności tych funduszy i straty dla ich
                      klientów. Prawdopodobne nie było także zgodne z interesem akcjonariuszy
                      mniejszościowych Pekao SA".

                      Premier powiedział, że podobny "nakaz przekazał do realizacji zarząd banku BPH,
                      jednakże fundusze inwestycyjne z grupy BPH nie podjęły go, traktując jako
                      sprzeczny z zasadami funkcjonowania funduszy inwestycyjnych. Z posiadanej przez
                      ABW wiedzy wynika, że opisana sytuacja jest przedmiotem analizy Komisji
                      Papierów Wartościowych i Giełd". Dodał, że pismo to przekazał w środę do
                      wszystkich członków KNB.

                      Premier zaapelował do Leszka Balcerowicza o spokojną i merytoryczną debatę nad
                      kwestiami spornymi.

                      • tyka5 Rezolucja Sejmu RP. 15.03.06, 18:25
                        Rezolucja Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej

                        z dnia 15 marca 2006 roku
                        w sprawie trybu prac Komisji Nadzoru Bankowego w przedmiocie wyrażenia zgody na
                        wykonywanie praw i głosów z akcji BPH przez UniCredito Italiano S.p.A.

                        § 1

                        Sejm Rzeczypospolitej Polskiej z głębokim niepokojem podchodzi do wydarzeń,
                        które miały miejsce podczas posiedzenia Komisji Nadzoru Bankowego w dniu 8
                        marca 2006 roku, w szczególności do bezpodstawnego wyłączenia podsekretarza
                        stanu w Ministerstwie Finansów Pana Cezarego Mecha i niedopuszczenia do udziału
                        w charakterze strony Ministra Skarbu Państwa. W ocenie Sejmu Rzeczypospolitej
                        Polskiej ograniczyło to uprawnienia rządu w zakresie działu instytucje
                        finansowe, a także możliwość rzetelnego i wyczerpującego wyjaśnienia sprawy
                        przez Komisję Nadzoru Bankowego przy uwzględnieniu stanowiska Ministerstwa
                        Skarbu Państwa jako strony umów prywatyzacyjnych. Oznacza to ingerencję Prezesa
                        Narodowego Banku Polskiego Pana Leszka Balcerowicza, jako Przewodniczącego
                        Komisji Nadzoru Bankowego, w uprawnienia Rady Ministrów rządu Rzeczypospolitej
                        Polskiej.

                        Sejm Rzeczypospolitej Polskiej apeluje do Komisji Nadzoru Bankowego o
                        dotrzymanie najwyższej staranności przy podjęciu decyzji w przedmiocie zgody na
                        wykonywanie praw i głosów z akcji BPH przez UniCredito Italiano S.p.A. Sejm
                        Rzeczypospolitej Polskiej wzywa Komisję Nadzoru Bankowego do przestrzegania
                        prawa i respektowania interesu Rzeczypospolitej Polskiej.

                        W szczególności dochowania najwyższej staranności wymaga:

                        - umożliwienie zapoznania się przez członków Komisji Nadzoru Bankowego ze
                        zmodyfikowanym wnioskiem i jego analizą przygotowaną przez Głównego Inspektora
                        Nadzoru Bankowego,

                        - dopuszczenie Skarbu Państwa jako strony postępowania lub wstrzymanie
                        postępowania do czasu wiążących rozstrzygnięć w sprawie odwołania od decyzji
                        niedopuszczenia jako strony w postępowaniu Skarbu Państwa;

                        - wyjaśnienia wszelkich okoliczności mogących mieć wpływ na bezstronność
                        członków Komisji Nadzoru Bankowego, w szczególności reprezentujących organy
                        podległe Prezesowi Narodowego Banku Polskiego.

                        § 2

                        Rezolucja wchodzi w życie z dniem podjęcia.


                        • tyka5 "Układowi" trzeba zadać klęskę. 15.03.06, 18:29
                          J.Kaczyński: "Układowi" trzeba zadać klęskę

                          Prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział w środę w Radiu Maryja, że "układowi",
                          który przez kilkanaście lat decydował w Polsce "trzeba zadać jeszcze jedną
                          ciężką klęskę". "Sądzę, że będzie musiała to być klęska wyborcza" - uściślił.
                          Prezes PiS uczestniczył w rozmowie, której kanwą była wtorkowa debata w Sejmie
                          o powołaniu komisji śledczej w sprawie sektora bankowego, w tym wystąpienie
                          przewodniczącego PO Donalda Tuska.

                          "Sytuacja, mówiąc najkrócej, jest taka: układ, towarzystwo - różnie można to
                          nazwać - ci którzy przez te kilkanaście lat decydowali, rozdawali karty w
                          Polsce we wszystkich dziedzinach, nie pogodzili się w wynikiem wyborów ani
                          prezydenckich, ani parlamentarnych. I teraz za każdą cenę, każdą metodą chcą
                          doprowadzić do zmian skutków tych wyborów" - mówił Kaczyński.

                          "Im trzeba jeszcze zadać jedną ciężką klęskę. Jeżeli nie zadamy im klęski, to w
                          Polsce długo nie będzie spokoju" - oświadczył.

                          Kaczyński, zapytany przez prowadzącego audycję jaka to ma być klęska,
                          odpowiedział: "Sądzę, że będzie musiała to być klęska wyborcza".

                          Lider PiS podkreślił, że w sporze o Polskę "druga strona" nie jest w stanie
                          przedstawić swojej koncepcji wprost, w związku z czym kamufluje ją, przypisując
                          jego ugrupowaniu nieprawdziwe zamiary i działania.

                          "Próbuje się wmówić ludziom, że jest dzisiaj w kraju zagrożenie dla demokracji,
                          chociaż w gruncie rzeczy jest tylko zagrożenie dla układu, który jest
                          całkowicie antydemokratyczny" - wskazał.


                          • tyka5 "Inwigilacja" dziennikarzy. 15.03.06, 19:11
                            Kom­bi­na­cja śled­cza
                            Piotr Lisiewicz

                            Za rządów SLD prokuratura wszczęła 38 śledztw dotyczących dziennikarzy.
                            Niektórym stawiano prokuratorskie zarzuty. Za czasów, gdy ministrem
                            sprawiedliwości był Lech Kaczyński, wszczęto dwa takie postępowania. W obu
                            przypadkach podejrzenia popełnienia przestępstwa dotyczyły nie dziennikarzy, a
                            zdradzających im tajemnice funkcjonariuszy państwowych. Mimo to opozycja domaga
                            się powołania komisji śledczej, przed którą będzie mogła przesłuchać obecnego
                            prezydenta.

                            Burzę wokół rzekomej inwigilacji dziennikarzy wywołał artykuł „Dziennikarze pod
                            specjalnym nadzorem” opublikowany w tygodniku „Newsweek”.
                            Dziennikarze „Newsweeka” napisali, że pięć lat temu „ludzie Lecha Kaczyńskiego”
                            tropili dziennikarzy „Rzeczpospolitej”.

                            – Gdyby wtedy prokuratura chciała stawiać zarzuty dziennikarzom, mogłaby to
                            zrobić od razu, przecież dowodem byłby napisany przez nich artykuł. Tymczasem
                            śledztwo prowadzone było przez wiele miesięcy. Po to, by odnaleźć
                            funkcjonariuszy służb specjalnych, którzy wykorzystywali wiedzę uzyskaną w
                            pracy do celów politycznych – mówi minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. –
                            W przypadku powołania komisji śledczej nie mamy się czego obawiać.

                            To, co mówi Ziobro, potwierdza zamieszczone przez „Newsweek” obok artykułu
                            zdjęcie teczki z aktami sprawy. Z fotografii wynika jednoznacznie, że
                            podejrzenia prokuratorów dotyczyły nie dziennikarzy, a funkcjonariuszy służb
                            specjalnych. Na okładce teczki znajdują się bowiem numery paragrafów, których
                            naruszenia dotyczyło śledztwo. Chodzi o art. 231, który mówi o przekroczeniu
                            uprawnień przez funkcjonariusza publicznego i art. 212 dotyczący pomówienia.
                            Ten drugi mógłby wprawdzie dotyczyć dziennikarzy, ale nie dotyczył. Bo
                            prokurator zaznaczył obok, że zarzuty wysuwane są w związku z art. 11. A
                            artykuł ten mówi o przypadku, gdy oba czyny stanowią jedno przestępstwo. Nie
                            może więc chodzić o dziennikarza, tylko funkcjonariusza.

                            Wyeliminować Kaczyńskiego

                            Śledztwo, które opisał „Newsweek” rozpoczęło się w grudniu 2000 r. Elżbieta
                            Kruk, wtedy szefowa gabinetu ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego,
                            napisała wówczas służbową notatkę: „Pozyskałam informację, że dziennikarze
                            <<Rzeczpospolitej>> Anna Marszałek i Bertold Kittel (...) otrzymali zlecenie
                            wykorzystania mediów do wyeliminowania z życia politycznego trzech polityków:
                            Marka Kempskiego, Jerzego Widzyka i Lecha Kaczyńskiego (...). Działania te
                            prowadzone są w porozumieniu z UOP”.

                            Nie był to jednak pierwszy sygnał w tej sprawie. – Informacje na ten temat
                            docierały do nas już wcześniej. Pytali o to także dziennikarze. Z czasem
                            zaczęły się one potwierdzać. Ukazały się pierwsze dwa teksty, o Marku Kempskim
                            i Jerzym Widzyku – mówi Zbigniew Ziobro.

                            Prokuratorzy zaczęli analizować teksty „Rzeczpospolitej”. – Analizie poddano
                            około 110 tekstów Anny Marszałek. Wiedza w nich zgromadzona nie pozostawiała
                            wątpliwości, że musieli przekazywać ją ludzie mający instrumenty do jej
                            pozyskiwania, prawdopodobnie służby specjalne – mówi Ziobro.

                            Po co prokuratura szukała samolotu

                            Zdaniem Ziobry, w podobnych sprawach w naturalny sposób dochodzi do zderzenia
                            pomiędzy racjami dziennikarzy i prokuratury. – Obowiązkiem dziennikarzy jest
                            zachowanie w tajemnicy swoich źródeł informacji. Ale obowiązkiem prokuratury
                            jest wszczęcie śledztwa, jeśli funkcjonariusze służb specjalnych przekazują
                            swoją wiedzę na zewnątrz. Jak podkreśla Ziobro, w czasie śledztwa nie
                            inwigilowano dziennikarzy. – Ich billingi sprawdzono tylko po to, by namierzyć
                            funkcjonariuszy, którzy przekazywali dziennikarzom informacje. Wbrew
                            pojawiającym się pogłoskom nie stosowano wobec nich podsłuchu – mówi Ziobro.

                            Za czasów, gdy ministrem sprawiedliwości był Lech Kaczyński, prokuratura
                            wszczęła dwa postępowania dotyczące dziennikarzy. – To drugie dotyczyło
                            ujawnienia tajemnicy śledztwa dotyczącego mafii pruszkowskiej. Ktoś przekazywał
                            informację na ten temat dziennikarzom, co bardzo szkodziło śledztwu. W tej
                            sytuacji wszczęcie postępowania było konieczne. Przecież teoretycznie mogło być
                            nawet tak, że ktoś przekazywał te informacje w porozumieniu z mafią.

                            W „Newsweeku” opisano działania prokuratorów prowadzących śledztwo w sprawie
                            informatorów „Rzeczpospolitej”. Tygodnik sugerował, że niektóre z nich były
                            absurdalne, np. dociekanie, z jakiego samolotu zrobiono zdjęcia będące
                            ilustracją tekstu. Tymczasem według Ziobry czynności te były uzasadnione. –
                            Samolotami posługują się służby specjalne, więc ustalenie, kto nimi latał,
                            mogło ułatwić dojście do tego, kto wynosi tajne informacje.

                            Gdy prokuratura prowadziła wspomniane śledztwo, rządzona przez Roberta
                            Kwiatkowskiego telewizja publiczna wyemitowała szkalujący Kaczyńskich
                            film „Dramat w trzech aktach”. Sugerował on ich związki z aferą FOZZ.

                            Paranoja według SLD

                            Do najgorętszych zwolenników powołania komisji śledczej w sprawie „inwigilacji
                            dziennikarzy” należą dziś PO i SLD. – Szukanie takimi metodami „haków” na
                            dziennikarzy to paranoja, która w Polsce nie powinna mieć miejsca. Absolutnie
                            trzeba to zbadać – mówił w ubiegłym tygodniu sekretarz generalny tej partii
                            Grzegorz Napieralski.

                            Tymczasem w czasie rządów SLD sprawy dotyczące dziennikarzy były na porządku
                            dziennym. Prokuratura wszczęła ich 38. Nie tylko zajmowała się kontaktami
                            dziennikarzy, ale także wytaczała im sprawy. Oskarżoną była m.in. Patrycja
                            Kotecka z „Życia Warszawy”. W marcu 2003 r. Kotecka spotkała się z pracownikiem
                            Polkomtela po to, by wydobyć od niego billingi Lwa Rywina. Pracownik o
                            spotkaniu z dziennikarką zameldował przełożonym, a ci skierowali sprawę do
                            prokuratury. Ta postawiła Koteckiej zarzut podżegania do ujawnienia tajemnicy
                            służbowej, zagrożony karą do dwóch lat więzienia. Ostatecznie sąd postanowił
                            umorzyć sprawę ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu.

                            Z powodu odmowy zamieszczenia sprostowania prokuratura zajmowała się
                            także „Gazetą Polską”. Zarzut w podobnej sprawie postawiła też Maciejowi
                            Łukasiewiczowi, byłemu redaktorowi naczelnemu „Rzeczpospolitej”.
                            Na „Rzeczpospolitą” doniósł toruński sędzia Zbigniew Wielkanowski po tym, jak
                            gazeta napisała o jego wieloletniej przyjaźni z szefem tamtejszej mafii.

                            Podobnych spraw nie brakowało także, gdy chodzi o prasę lokalną. Prokuratura w
                            Gorzowie Wielkopolskim prowadziła śledztwo w sprawie felietonu Sławomira
                            Wieczorka, opublikowanego w pismie „Tylko Gorzów”. Miał on znieważyć na jego
                            łamach tamtejszego posła SLD Jakuba Derech-Krzyckiego. Dopiero po nagłośnieniu
                            przez „Gazetę Polską” sprawa została umorzona.

                            • tyka5 Waldemar Łysiak o Balcerowiczu. 15.03.06, 19:13
                              Si vis bellum...
                              Waldemar Łysiak

                              Z Rafałem A. Ziemkiewiczem (R. A. Z.) znamy się od lat. Moja sympatia do niego
                              była zawsze szczera, czego dowodem peany na jego cześć w
                              książce „Rzeczpospolita kłamców. Salon”. Książka jednak ukazała się w
                              listopadzie 2004, kiedy R. A. Z. pracował już dla różnych salonowych firm (m.
                              in. „Newsweek” i michnikowskie radio TOK–FM), więc te superlatywy spod mojego
                              pióra nie były mu zbytnio na rękę. Wybrnął bardzo zgrabnie: machnął dla „GP”
                              pochwalną recenzję książki, ale dał tej recenzji tytuł: „Z brzytwą na salony”,
                              co mnie dotknęło, bo wiadomo, że z brzytwą rzuca się na kogoś tylko
                              przysłowiowa małpa, ergo: człowiek niespełna rozumu, człowiek niepoważny,
                              wariat. Teraz pan doktor R. A. Z. potwierdził swoją diagnozę, sugerując — jako
                              poważny, odpowiedzialny publicysta — że klepki publicysty W. Ł. są do luftu.

                              Dwa tygodnie temu opublikowałem na tym miejscu felieton „Colosseum”,
                              krytykujący L. Balcerowicza za stymulowanie (mocarstwowo silną złotówką) nędzy
                              społecznej i cienizny ekonomicznej kraju. Tydzień temu R. A. Z. (gorący
                              wielbiciel Balcerowicza zawsze) dał mi swoim felietonem odpór, inicjując tekst
                              po wersalsku („mój czcigodny sąsiad z tej kolumny...”), by niżej dowodzić, że
                              Łysiak plecie androny, bredzi, jak to wariat. Te brzydkie słowa oczywiście nie
                              padły, lecz cały twardy wywód miał taki właśnie cel. Rację Ziemkiewicz przyznał
                              mi tylko jedną frazą, według mnie kluczową: „To prawda, że silna waluta krajowa
                              nie sprzyja eksportowi, a słaby eksport nie sprzyja szybkiemu wzrostowi”.
                              Pomijając fakt, że słaby eksport nie sprzyja żadnemu gospodarczemu wzrostowi,
                              bez względu na tempo — sądzę, iż ta jedna konstatacja winna eliminować
                              dyskusję. Tymczasem R. A. Z. rozwinął atak, i to przy pomocy argumentów tak
                              kuriozalnych — tak przeczących faktom — że czytając tarłem ze zdumienia oczy,
                              nie mogąc uwierzyć. Reklamowe teoryjki rodzimych ekspertów — salonowych
                              ekonomistów, hołdowników Balcerowicza, Sorosa, Sachsa — brzmią bowiem bardzo
                              ładnie dopóki nie skonfrontuje się ich z realną, namacalną rzeczywistością. W
                              zderzeniu z nią — pękają jak mydlane bańki. Mamy respektować propagandę
                              spekulantów, a lekceważyć fakty, czcigodny polemisto?

                              Pisze R. A. Z.: „Aby przyspieszyć wzrost, niektóre państwa stawiają na walutę
                              słabą. Płacą za to ich obywatele, metodycznie rabowani z owoców swej pracy.
                              Słaba waluta bowiem to, ni mniej, ni więcej, niskie (licząc w sposób
                              obiektywny, w sile nabywczej) wynagrodzenia”. Rozumując logicznie (2 + 2 = 4, a
                              4 – 2 = 2), musimy z takiej tezy domniemać odwrotność: silna waluta daje
                              wysokie uposażenia. To nam wmawia R. A. Z. No więc spójrzmy: Polska ma
                              najsilniejszą walutę Europy, iście mocarstwową, a pensje tyrających Polaków
                              (nauczycieli, lekarzy, techników, robotników itd.) tudzież renty i emerytury
                              (prócz mundurowych postkomunistycznych) są głodowe! Wykwalifikowana
                              pielęgniarka, mająca osiemnastoletni staż pracy, i nauczycielka mająca
                              dwudziestoletni staż pracy — dostają 1500 zł miesięcznie (w Anglii już
                              pierwszego roku 3000 funtów). Pielęgniarki i lekarze masowo uciekają z Polski
                              do innych krajów, a nauczyciele zazdroszczą im, gdyż belfrów Zachód nie
                              importuje. Czy w pańskim równaniu (słaby złoty = niskie pensje; ergo: silny
                              złoty = wysokie pensje) dalej się wszystko panu zgadza, panie Ziemkiewicz? I
                              będzie pan twierdził, że słaby dolar (Jankesi dbają, by nie nabrał siły)
                              powoduje niskie uposażenia Amerykanów?

                              Pisze R. A. Z.: „Osłabienie złotego o 10 proc. oznaczałoby zmniejszenie o jedną
                              dziesiątą wszystkich pensji i oszczędności Polaków”. Tak? No to Leszek Miller
                              winien mieć dzisiaj pomniki w każdym miasteczku i kapliczki w każdej wiosce, bo
                              za jego premierowania dolar bardzo szybko spadł z poziomu 4 zł do poziomu 3 zł,
                              co oznacza — jeśli przyjąć pańskie rozumowanie — że wszyscy Polacy wzbogacili
                              się wtedy nagle o 25 proc.! Tymczasem z zeszłorocznych danych Głównego Urzędu
                              Statystycznego wiemy, iż 23 miliony rodaków żyją poniżej granicy wyznaczającej
                              strefę niedostatku (!!), czyli mają na życie mniej niż wynosi minimum socjalne.
                              Ten sam GUS zapewnia, że 6 milionów rodaków wegetuje w głębokim ubóstwie,
                              vulgo: poniżej ustawowej granicy ubóstwa, z czego 3,5 miliona poniżej granicy
                              skrajnego ubóstwa, prowadzącego do biologicznego wyniszczenia organizmu (!!!).
                              To jest stan charakterystyczny dla najuboższych krajów afrykańskich. Pan,
                              oczywiście, ma na szyneczkę, co? I proszę mi nie mówić, że takie pytanie jest
                              demagogią lub chwytem poniżej pasa, bo według mnie uderzeniem niżej straszliwie
                              zaciśniętego pasa biedaków i czystą demagogią jest obrona Balcerowicza oraz
                              jego mocarstwowej złotówki, a te 23 miliony, te 6 milionów i te 3,5 miliona to
                              są fakty! Balcerowicz dyrygował gospodarką kraju i walutą kraju przez
                              szesnaście lat. Efekt? Polska jest najbiedniejszym spośród 25 państw UE, ma
                              najniższe tempo rozwoju gospodarczego, najgorsze finanse publiczne, najwyższe
                              bezrobocie, najniższe płace (4–5 razy mniejsze niż np. w Czechach), najmniejszą
                              liczbę przedszkoli, największą liczbę niedożywionych dzieci, itp., itd. No i
                              owe 23 miliony...

                              Kontrujący mnie probalcerowiczowsko R. A. Z. zło dostrzega jedynie w rozdętej
                              biurokracji, więc człowiek czytając to nie wie: śmiać się czy płakać? Z jednej
                              strony gładkie trele–morele spekulantów — z drugiej fakty. Jeśli fakty nie
                              pasują do salonowej teorii — tym gorzej dla faktów! Ta stara mądrość Salonu
                              współgra ze starym porzekadłem: „gdzie drwa rąbią — tam wióry lecą”. Faktem są
                              23 miliony wiórów, zupełnie nieistotnych wobec PR geniuszu ekonomicznego
                              Balcerowicza i kultu szczerozłotej złotówki. Kto by się przejmował wiórami? —
                              toż „psie głosy nie idą w niebiosy”. Otóż ja, panie Ziemkiewicz, niczym ta
                              małpa z brzytwą, mam sobie za honor machać moim piórem niby mieczem dla tych
                              właśnie nędzarzy, bo oni mnie obchodzą bardziej aniżeli pańskie neosalonowe
                              chrzanienie. Moje pióro jest sługą tych ludzi poniżanych przez spekulancki
                              terror ekonomicznego Salonu. Tyle.

                              • petros6 Re: Waldemar Łysiak o Balcerowiczu. 15.03.06, 23:24
                                A sam coś umiesz napisać , czy tylko przepisujesz swoich idoli. Wiara czyni
                                cuda , ale tego przypadku chyba nie uleczy. To nawet nie jest plagiat.
                                • antykomunista11 Re: Waldemar Łysiak o Balcerowiczu. 16.03.06, 14:50
                                  wiadomosci.onet.pl/1279344,11,item.html
                                  nie będę brał przykładu z Tyki i wklejając cały tekst obrażał inteligencję
                                  forumowiczów .........
                                • antykomunista11 Re: Waldemar Łysiak o Balcerowiczu. 16.03.06, 14:52
                                  wiadomosci.onet.pl/1279294,12,item.html
                                  oto jak patrzą na IV RP nasi sąsiedzi...........
                              • tyka5 Niech rozstrzygną wybory. 18.03.06, 20:36
                                J.Kaczyński do Tuska: Niech rozstrzygną wybory.

                                Klub PiS złoży w najbliższym czasie wniosek o samorozwiązanie Sejmu, tak aby
                                przyspieszone wybory parlamentarne mogły odbyć się przed pielgrzymką papieża
                                Benedykta XVI do Polski, planowaną na koniec maja.
                                Taką zapowiedź złożył podczas sobotniej konwencji PiS prezes partii Jarosław
                                Kaczyński. Wezwał też szefa PO Donalda Tuska do poparcia tego wniosku.

                                J.Kaczyński ocenił, że "pakt stabilizacyjny niestety zawodzi". Jak dodał, już w
                                pierwszych tygodniach jego istnienia "mamy do czynienia z różnego rodzaju
                                niezrozumiałymi zachowaniami".
                                "Wzywam, by (Tusk-PAP) kierując się zdrowym rozsądkiem, przyzwoitością,
                                honorem, przyjął nasze wyzwanie. Jeśli twierdzi, że rządzimy tak źle (...), to
                                niech stanie do uczciwej walki wyborczej" - powiedział prezes PiS.

                                Zaapelował też do szefa Platformy Obywatelskiej, aby nie słuchał "oszalałych
                                doradców, którzy chcą »walki na noże«".

                                Jak dodał, PiS zaproponuje kampanię "czysto merytoryczną, na
                                argumenty". "Jesteśmy gotowi nawet powołać zespół neutralnych arbitrów, którzy
                                będą rozstrzygali, czy ktoś tych zasad nie złamał" - dodał. "My się takiego
                                sporu na argumenty nie boimy. Ale przestrzegam, jeśli będzie trzeba - choć
                                bardzo tego nie chcemy - podejmiemy tę +walkę na noże+ i zobaczymy wtedy, kto
                                potrafi lepiej walczyć" - mówił.

                                W jego ocenie, taką "walkę na noże" wypowiedziano "tym wszystkim, którzy chcą
                                Polskę zmieniać".

                                J.Kaczyński podkreślił, że obecnie "opadły maski", a "kamuflaż na podstawie
                                którego bardzo wielu Polaków, w tym my, sądziło, że są dwie +partie zmiany+,
                                został całkowicie poniechany".

                                Według niego, właśnie teraz doszło do "zasadniczego sporu" między tymi, którzy
                                chcą zmiany, a jej przeciwnikami.

                                "Czy w Polsce mamy mieć demokrację, czy też pewną, zakamuflowaną, ale jednak
                                oligarchię" - pytał J. Kaczyński. Ocenił, że oligarchicznym jest
                                żądanie "wyjęcia" spod kontroli rządu sfery związanej z finansami. "Chciałbym
                                wyraźnie powiedzieć tutaj panu Tuskowi i panu Balcerowiczowi - na to zgody nie
                                będzie" - oświadczył.

                                "Nie godzimy się na to, żeby wszystko pozostało po staremu" - oświadczył.
                                Dlatego - jak powiedział - PiS chce, by spór rozstrzygnęła najbardziej
                                demokratyczna z demokratycznych instytucji - by rozstrzygnęły wybory".

                                Słowa prezesa PiS były co chwilę przerywane oklaskami. J. Kaczyński podkreślił,
                                że rok temu w tej samej sali odbyła się konwencja, która rozpoczynała
                                zakończoną dwoma sukcesami walkę wyborczą PiS. "Niech to spotkanie będzie znowu
                                dobrym początkiem" - oświadczył prezes PiS, a jego słowa sala przyjęła owacjami.

                                Podczas spotkania poświęconego przede wszystkim kwestiom samorządowym politycy
                                PiS podkreślali, że niesłusznie posądza się ich o to, że są wrogami
                                samorządu. "To oczywista nieprawda" - podkreślił J.Kaczyński. Poolitycy PiS
                                mówili, że samorząd jest sukcesem, ale tak jak i reszta państwa wymaga naprawy.

                                "Mam nadzieję, że w niedługim czasie pokażemy, jak funkcjonuje +układ+ na
                                poziomie polski powiatowej" - powiedział wicepremier i szef MSWiA Ludwik
                                Dorn. "Jeżeli nasi przeciwnicy mówią, że jesteśmy wrodzy Polsce lokalnej, to ja
                                mówię tak: tego typu układom będziemy wrodzy" - podkreślił.

                                Dorn ocenił, że koncepcja bezpośrednich wyborów marszałków województw, jaką
                                zaprezentowała w sobotę na konwencji samorządowej PO, byłaby szkodliwa dla
                                Polski. Jak mówił, w bezpośrednich wyborach marszałków zawsze musiałaby wygrać
                                osoba reprezentująca duże aglomeracje miejskie i straciłyby na tym mniejsze i
                                średnie miasta oraz polska wieś.

                                J.Kaczyński zaapelował do działaczy swojej partii o zapraszanie na listy
                                wyborcze w wyborach samorządowych także uczciwych ludzi spoza PiS -
                                przedstawicieli prawdziwej inteligencji o rodowodzie AK-owskim, członków
                                NSZZ "Solidarność" i ruchów katolickich. Zaznaczył, że obecnie jest
                                potrzebny "nowy, ożywczy ruch społeczny, który będzie samorządy umacniał, nada
                                im nową treść".

                                Podczas konwencji mówiono też o niedzielnych wyborach prezydenckich na
                                Białorusi. Prezes PiS oświadczył, że Polska popiera i będzie popierać
                                białoruskich demokratów. W konwencji wziął udział poseł PiS Marek Suski, który
                                w piątek nie został wpuszczony na Białoruś z lotniska w Mińsku. Uczestnicy
                                konwencji mieli białoruskie flagi.

                                "Uczynimy wszystko, by przyszedł dzień wolności na Białorusi. Wierzymy, że świt
                                jest już blisko" - oświadczył J.Kaczyński.

                                W konwencji w sali kongresowej PKiN w Warszawie uczestniczyło ok. 3 tys. osób.
                                Dla uczestników zaśpiewał Marek Torzewski - wcześniej związany z Platformą
                                Obywatelską.
                                • antykomunista11 Re: Niech rozstrzygną wybory. 20.03.06, 08:40
                                  tak niech zdecydują wyborcy!!!!!!!!!!!!
                                  zgadzam się Tyka tylko miejcie odwagę powiedzieć że dość kompromitacji obecnej
                                  władzy, miejscie odwagę powiedzieć potrafiliśmy wygrać wybory ale nie umiemy
                                  rządzić ............ podajcie rząd do dymisji i na 100% mamy wcześniejsze
                                  wybory .................. no chyba że nie o to wam chodzi tylko o kolejną
                                  wojenkę............. i będziemy dążyć do sytuacji kiedy to "wszyscy siedzą ....
                                  tylko wilgoć"
                              • sigurimix Re: Waldemar Łysiak o Balcerowiczu. 30.06.14, 15:29
                                Nie jestem fanem Łysiaka ale dobrze odpisal Ziemkiewiczowi - ZBRODNIE tego BANDYTY ekonomicznego Balcerescu nie mogą zostać przedawnione!!!!!
                    • galicjanka1 Re: do trzech razy sztuka 16.03.06, 22:12
                      Cytat "Jacek Kurski jest w PiS już po raz trzeci. Najpierw zdradził partię
                      Kaczyńskich dla LPR, potem został z niej wyrzucony po aferze z dziadkiem Tuska.
                      Wygląda jednak na to, że w jego przypadku rzeczywiście do trzech razy sztuka.
                      Kurski powoli wyrasta bowiem na czołową twarz PiS." Więcej można poczytać na
                      stronie fakty.interia.pl/news?inf=727844
    • tyczka5 Re: Kurski bez spodni 16.03.06, 22:29
      To ma być pierwsza liga PiS ??? Kto zdejmuje bez sprzeciwu spodnie ???
      • skraj100 Re: Kurski bez spodni 16.03.06, 23:35
        A propos spodni. Jak wyglądałby Kaczyński w spodniach Giertycha?
        Odp.: Przez rozporek
    • flatower Re: UKŁAD kontra PiS 18.03.06, 23:44
      Kiedyś w PRL było następujące hasło na sianokosy:"Cały naród grabi swoją
      Ojczyznę."Po 1989 grabili już wybrani.
      • galicjanka1 Re: jak bliźniacy szli na wojnę 20.03.06, 22:32
        "Wojna to sposób prowadzenia przez braci Kaczyńskich polityki. To wszyscy wiedzą
        od lat, już od czasów Lecha Wałęsy. Który mówił, że nie ma w Polsce lepszych
        ludzi od niszczenia niż bracia bliźniacy." Więcej na stronie
        www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=kraj&name=2795
        • flatower Re: jak bliźniacy szli na wojnę 21.03.06, 00:09
          A ludzie na to:PIS - 35%, PO -31%/najnowszy sondaż/. Znowu lanie!
          • antykomunista11 Re: jak bliźniacy szli na wojnę 21.03.06, 11:44
            ojojoj pewniejszy siebie jesteś bardziej niż śp. Miler i sld..........:))
            mam nadzieję, że po tym jak słupki zaczną spadać poniżej 20% (wszystkie ekipy
            rządzące to przechodzą) to ludzie - wyborcy nadal będą cacy......czy może wtedy
            znikniesz z forów z winą obarczysz układ???
            a co do lania to kup sobie kalkulator i przelicz o ile to więcej wyborców przy
            frekwencji ok. 30% ......
            • tyka5 Re: jak bliźniacy szli na wojnę 21.03.06, 13:56
              "Antykomunista" lepszy jest od Łukaszenki, na długo przed wyborami wie nawet,
              jaka będzie frekwencja.
              • antykomunista11 Początek końca???? 22.03.06, 09:42
                wiadomosci.onet.pl/1282569,11,item.html
                przeceniasz mnie ..... z Łukaszenką to tylko wódz Jarosław może się równać
          • flatower Re: jak bliźniacy szli na wojnę 21.03.06, 14:20
            W trakcie badania OBOP gotowość do pójścia na wybory zadeklarowało 33 %
            badanych.
            • antykomunista11 Re: jak bliźniacy szli na wojnę 22.03.06, 09:44
              rozumiem że to info dla Tyki....... w swoich szacunkach pomyliłem się o około
              3%:))
    • flatower Re: UKŁAD kontra PiS 22.03.06, 09:54
      gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,52981,3222204.html Tu znajdziecie
      kolejny element układanki.
      • antykomunista11 Re: UKŁAD kontra PiS 22.03.06, 15:32
        nikt nie kwestionuje tego że jak w każdej dziedzinie życia także i w
        działalności bankowej są nieprawidłowości. Wytłumacz mi tylko dlaczego PiS -
        skoro już powstaje komisja śledcza - blokuje możliwość zbadania
        nieprawidłowości w tzw. SKOKach??? czyżby dlatego że czysta i niepokalana
        partia PiS jest w tym umoczona???
        • tyka5 Re: UKŁAD kontra PiS 22.03.06, 17:23
          Zdaniem sekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta Macieja Łopińskiego, prezydent
          Lech Kaczyński zaskarży do Trybunału Konstytucyjnego ustawę o Centralnym Biurze
          Antykorupcyjnym, o ile zostanie ona przyjęta wraz z poprawką LPR mówiącą, że
          szefa CBA ma wybierać Sejm, a nie premier.

          Poprawkę tej treści zgłoszoną przez Piotra Ślusarczyka z LPR przyjęła we wtorek
          sejmowa podkomisja zajmująca się projektem ustawy o CBA. Łopiński powiedział w
          środę, że prezydent nie może osobiście ustosunkować się do tej kwestii, bo w
          środę jest w Bratysławie. Jak jednak podkreślił, jego zdaniem, prezydent
          zaskarży ustawę do TK, bo w obecnym kształcie jest ona sprzeczna z konstytucją.

          Takiego samego zdania są też przedstawiciele PiS, w tym Mariusz Kamiński, który
          zgodnie z zapowiedziami premiera miałby zostać szefem Biura. Według
          uzgodnionego przez podkomisję projektu ustawy o CBA, szefa Biura na
          czteroletnią kadencję ma wybierać i odwoływać Sejm - po uzgodnieniu z
          prezydentem i rządowym kolegium ds. służb specjalnych - spośród trzech
          kandydatów zaproponowanych przez sejmową komisję ds. służb specjalnych. Projekt
          rządowy przewidywał, że szefa CBA będzie powoływał premier.

          - Przewidywałem oczywiście, że opór przeciwko takiej instytucji, która ma
          skutecznie walczyć z korupcją, będzie bardzo duży i to, co się dzisiaj
          wydarzyło na podkomisji, nie zaskoczyło mnie, (...) gdyż posłowie w sposób
          całkowicie świadomy, mając do dyspozycji ekspertyzy uznanych
          konstytucjonalistów, przegłosowali rozwiązanie, w sposób jaskrawy, jasny,
          sprzeczne z konstytucją - powiedział Kamiński (obecny sekretarz stanu w
          Kancelarii Premiera i pełnomocnik rządu do powołania CBA) we wtorek w telewizji
          TVN24.

          Jak dodał, chodzi o artykuł 146 konstytucji. - Zgodnie z nim do obowiązków Rady
          Ministrów, po pierwsze, należy kierowanie organami administracji rządowej - a
          takim organem ma być CBA; po drugie, do wyłącznej kompetencji Rady Ministrów
          należy zapewnienie bezpieczeństwa wewnętrznego, porządku publicznego i ochrona
          interesów Skarbu Państwa i dokładnie tymi sprawami ma się zajmować CBA -
          podkreślił Kamiński.

          - Wybór szefa takiej instytucji przez Sejm jest w skrajny sposób sprzeczny z
          konstytucją. Równie dobrze można by wybierać przez Sejm komendanta głównego
          policji, szefa ABW - powiedział.

          W środę projektem miały zająć się komisje: administracji i spraw wewnętrznych
          oraz sprawiedliwości i praw człowieka. Posiedzenie zostało jednak odwołane,
          nowego terminu nie ustalono.
        • tyka5 Re: UKŁAD kontra PiS 22.03.06, 17:38
          A-komunisto [tak będę pisał, bo to moim zdaniem trafniejsze nazwanie], a więc A-
          komunisto, jeśli posiadasz wiedzę o przestępczym chrakterze SKOKu, to skieruj
          doniesienie do prokuratury, no i oczywiście podziel się informacją, np. na tym
          forum. Natomiast jeśli bazujesz na plotkach, licz sie z tym, że możesz zostać
          posądzony o oszczerstwo.
          Oczywiście jestem za pełnym ujawnianiem prawdy o wszelkiego rodzaju przekrętach
          i chętnie pomogę również A-komuniście w nagłośnieniu tego rodzaju informacji.
          • antykomunista11 Re: UKŁAD kontra PiS 23.03.06, 11:37
            każdy kij ma 2 końce............. więc jeśli PiS ma informację o przestępczej
            działalności Balcerowicza to niech pójdzie za twoją radą!!! Po cóż
            speckomisja?? skoro można złożyć zawiadomienie do prokuratury??
            Dawno przestałem się bać tego typu pogróżek, a jak byś nie zauważył to czasy
            straszenia dawno przeminęły choć jak twierdzą "dobrze poinformowani anonimowi
            informatorzy zbliżeni do kręgów rządowo-parlamentarnych" są tacy którzy bardzo
            walczą o to aby powróciły..... w PiSdu z taką demokracją!!!
          • antykomunista11 Re: UKŁAD kontra PiS 23.03.06, 11:44
            idąc tokiem rozumowania wodza Jarosława to skoro PiS nie chce zbadać
            działalności SKOKów to znaczy że się boi i ma coś do ukrycia............
            Powtarzam : każdy kij ma dwa końce ... i skoro Jarosławowi wolno tak mówić w
            kontekście CBA to PiS musi się liczyć z podobną retoryką (moim zdaniem debilną
            ale skoro już zeszliśmy dzięki PiSowi do twego poziomu dyskusji to proszę
            dardzo)
          • tyka5 Re: UKŁAD kontra PiS 16.05.06, 16:10
            "Układ" w Ministerstwie Finansów rozbity - aresztowania urzędników

            Pod zarzutem korupcji zatrzymano grupę wysokich urzędników Ministerstwa
            Finansów - powiedział na specjalnie zwołanej konferencji prasowej minister
            Ziobro. Wśród nich jest dyrektor Departamentu ds. Podatków.
            W ministerstwie finansów funkcjonował układ przestępczych relacji - powiedział
            minister Ziobro na konferencji zorganizowanej po zatrzymaniu urzędników MF.

            Już w ubiegłym miesiącu Centralne Biuro Śledcze zatrzymało urzędniczkę resortu,
            która miała pomagać w umorzeniach podatkowych bossom pruszkowskiej grupy
            przestępczej.

            Istotą działania układu było uzyskiwanie zwolnień podatkowych dla firm -
            powiedział prokurator krajowy Janusz Kaczmarek. Według jego słów układ działał
            na styku biznesu, świata przestępczego i urzędników od 1993 roku.

            Zatrzymanym przedstawione zostaną zarzuty łapownictwa i przestępstw
            urzędniczych - zapowiedział minister Ziobro.

            wiadomosci.onet.pl/1323416,11,item.html
            • tyka5 Za łapówki tworzyli luki w prawie. 18.05.06, 21:39
              "Dziennik": Zatrzymani we wtorek urzędnicy z Ministerstwa Finansów zarabiali
              krocie na pisaniu przepisów podatkowych specjalnie pod gangsterów. Pisali je
              tak, by tworzyć luki prawne, o których wiedzieli tylko oni.
            • tyka5 Urzędnicy MF mogli "zgubić" dokumenty Eureko. 18.05.06, 21:43
              "Rzeczpospolita": Zatrzymani pracownicy Ministerstwa Finansów mogą być
              podejrzani nie tylko o korupcję.
              Według prokuratora krajowego Janusza Kaczmarka, jeden z zatrzymanych może mieć
              związek z zaginięciem w 1999 roku w resorcie finansów dokumentów Eureko
              dotyczących prywatyzacji PZU SA.
              Śledztwo w tej sprawie prowadzi prokuratura apelacyjna w Gdańsku. Pod koniec
              marca śledczy dostali sprawozdanie w ministerstwa finansów przygotowane przez
              specjalistów z Departamentu Kontroli Skarbowej, którzy wyjaśniali kwestię
              zaginięcia dokumentów.
              "Rzeczpospolita" pisze, że wynika z niego, iż z resortu zginęły sprawozdania
              finansowe Eureko za lata 1996-1998 oraz tłumaczenia sprawozdania z 1998 roku. W
              aktach sprawy nie ma też wniosku holenderskiego ubezpieczyciela z listopada
              1999 roku, na podstawie którego Rafał Zagórny - ówczesny wiceszef resortu -
              zezwolił na nabycie akcji PZU SA.

              Gazeta dowiedziała się nieoficjalnie, że gdańscy prokuratorzy planują postawić
              zarzuty urzędnikom resortu finansów, którzy w 1999 roku bezpośrednio zajmowali
              się wnioskiem Eureko o zakup PZU SA. Chodzi o 7 osób. Według dziennika, wśród
              nich jest także były wiceminister Rafał Zagórny.

              CHOLERA, ZAPOMNIAŁEM, MOŻE KTOŚ PRZYPOMNI: Z JAKIEJ PARTII JEST ZAGÓRNY I CZY
              ZOSTAŁ JUŻ Z NIEJ USUNIĘTY PRZEZ NACZALSTWO?
            • tyka5 Balcerowicz: Układ przestępczy w MF to absurd. 18.05.06, 21:49
              "Absurdem" nazwał możliwość istnienia przez wiele lat układu przestępczego w
              Ministerstwie Finansów prezes NBP Leszek Balcerowicz.

              Również minister finansów w rządzie Waldemara Pawlaka, Marek Borowski, uważa,
              że sprawa w MF jest zwykłą korupcją. "Mamy do czynienia ze zwykłym
              skorumpowaniem urzędników ministerialnych" - powiedział Borowski. "Zatrzymania
              są wynikiem skutecznego działania prokuratury". Dodał, iż "jeśli gdzieś jeszcze
              urzędnicy tak postępują lub zastanawiają się nad takim postępowaniem, ten fakt
              powinien ich do tego zniechęcić".
              Zaznaczył, że "z rezerwą" podchodzi do używania w tym kontekście słów "układ
              przestępczy".

              CHŁE, CHŁE, CHŁE, CHŁE! DOBRE!
              • tyka5 Worki z pieniędzmi. 18.05.06, 21:56
                W środę na posesjach należących do podejrzanych policja wykopała worki z
                pieniędzmi. W domu jednego znaleziono gruba kopertę z gotówką.

                - Piątka zatrzymanych pracowników resortu finansów była jak dobrze
                funkcjonująca firma: przetrwali wielu ministrów finansów, awansowali - mówi
                oficer CBŚ. - To był perfekcyjny układ: urzędnicy tworzący prawo podatkowe
                konstruowali przepisy, zostawiając ukryte furtki prawne. Wiedzę, jak z nich
                korzystać, udostępniali za grube łapówki. Za opłatą umarzali także zaległe
                podatki, bo prawo dawało taka możliwość.

                Z informacji gazety wynika, że wśród ich klientów są: jeden z najbogatszych
                ludzi w Polsce, znany polityk lewicy ze wschodniej Polski, właściciel
                olbrzymiej firmy spożywczej i mafiosi związani z "Pruszkowem".

                - O ich usługach wiedziało pół Warszawy. Ja usłyszałem o tym po raz pierwszy 10
                lat temu. Moim klientom ktoś zaproponował umorzenie 600 tys. zł podatku w
                związku ze zbyciem nieruchomości - mówi "Dziennikowi" warszawski prawnik
                specjalizujący się w finansach.
                • mafia591 Re: Worki z pieniędzmi. 19.05.06, 08:27
                  To jest kolejny dowód, że warto było głosować na PiS. Tak trzymać i rozwalać
                  układy i układziki od warszawki do Złotowa.
              • tyka5 Wałęsa: Staram się pomagać temu układowi. 19.05.06, 12:36
                Były prezydent Lech Wałęsa ocenił, że prezydent Lech Kaczyński i prezes PiS
                Jarosław Kaczyński mają szansę zrobić wiele dla Polski, dlatego on przez
                najbliższe miesiące wstrzyma się z ostrzejszą krytyką ich poczynań.
                "Staram się pomagać temu układowi, wierzę w ten układ, wierzę, że Kaczyńscy
                mogą zrobić więcej, jak mnie się nawet udało zrobić i dlatego co najmniej
                cztery miesiące jeszcze nie będę ostrzej występował. Tu i ówdzie może coś tam
                szczypnąłem, ale nie tak mocno, żeby bardzo bolało" - powiedział Wałęsa w
                piątek dziennikarzom w Krakowie.

                CHŁE, CHŁE, CHŁE. ON JEST WIELKI.
              • tyka5 Re: Balcerowicz: Układ przestępczy w MF to absurd 19.05.06, 12:41
                Afera w MF - urzędnik składa obszerne zeznania

                "Dziennik": Śledztwo rozwija się w błyskawicznym tempie. Przynajmniej jeden z
                zatrzymanych urzędników zdecydował się na współpracę z wymiarem sprawiedliwości
                i składa obszerne wyjaśnienia.
                "Przyznał się nawet do najświeższej łapówki, której nie zdążył jeszcze
                przeliczyć. Pieniądze schował do worka, który zakopał" - mówi dziennikowi jeden
                z informatorów.

                Gazeta przypomina, że w czwartek wieczorem zatrzymano piątkę skorumpowanych
                urzędników Ministerstwa Finansów. Z informacji "Dziennika", potwierdzonych w
                dwóch niezależnych źródłach wynika, że w śledztwie przewija się nazwisko
                Janusza Lazarowicza, byłego szefa XIV Narodowego Funduszu Inwestycyjnego,
                wiązanego ze sprawą tajemniczej śmierci Piotra Głowali.

                Niemal równo dwa lata temu pod Warszawą znaleziono ciało Głowali z obcięta
                głową. Głowala, tajemniczy gracz giełdowy, miał szantażować Lazarowicza.
                Negocjując z nim pewną transakcję, przedstawiał się jako pośrednik byłego
                prezesa PZU Życie Grzegorza Wieczerzaka. Zażądał pieniędzy, grożąc ujawnieniem
                kompromitujących informacji o Lazarowiczu - m.in. o gangu, w jakim prezes
                rzekomo miał działać. Według gazety Janusz Lazarowicz aktualnie przebywa w
                Anglii.

                "Nie możemy tych zeznań traktować, jako prawdę objawioną. Potrzebujemy czasu na
                zweryfikowanie faktów" - mówi jedna z osób znających akta śledztwa. Oficjalnie
                prokuratorzy potwierdzają, że czeka ich mnóstwo pracy. Podczas przeszukań
                policja zabezpieczyła dziesiątki dokumentów, teraz trzeba podjąć decyzję, co z
                nimi robić - czytamy w "Dzienniku".

                • tyka5 Mafia kupowała informacje o trasach autostrad. 19.05.06, 12:51
                  Po Ministerstwie Finansów policja rozbija układ w resorcie infrastruktury.
                  Według informacji "Życia Warszawy", śledczy badają, czy urzędnicy sprzedawali
                  dane o inwestycjach.

                  Mafia pruszkowska i współpracująca z nią grupa Janusza G. ps. Graf miała
                  poprzez swoje kontakty wśród urzędników Ministerstwa Infrastruktury zdobywać
                  informacje o planowanych trasach przebiegu autostrad.

                  - Mieli dojście do kilku urzędników. Wiadomo, że na podstawione osoby kupili
                  wiele hektarów ziemi na terenie woj. mazowieckiego, pomorskiego i łódzkiego.
                  Wiadomo, że w kilku przypadkach pomylili się i potem siłą zmuszali byłych
                  właścicieli do odkupienia ziemi - mówi informator dziennika.

                  W rękach mafii jest wiele działek na co najmniej trzech ewentualnych trasach
                  autostrad. Sprawę bada specjalna grupa prokuratorów i policjantów CBŚ -
                  pisze "Życie Warszawy".

                  • tyka5 Belka w oku czerwonych. 19.06.06, 12:05
                    Prywatyzacja PZU - gra polityków, służb specjalnych i biznesmenów.

                    W grze o prywatyzację PZU uczestniczyli wpływowi polscy politycy, służby
                    specjalne, biznesmeni - twierdzą reporterzy programu "Superwizjer"
                    wyemitowanego przez TVN.
                    Zwracają uwagę na znaczącą rolę byłego premiera Marka Belki przy prywatyzacji
                    spółki.

                    Według autorów reportażu "Gra o PZU", sprzedaży akcji tej spółki konsorcjum
                    niewielkiego BIG Banku i holenderskiej firmy Eureko towarzyszyła seria nadużyć
                    i polityczna gra, dzięki której "dobrze ustosunkowane" kręgi biznesowe mogły
                    liczyć na potężne zyski. W aferę - przekonują - zamieszani są ludzie, którzy
                    piastowali najważniejsze urzędy państwowe, w tym ministrowie kolejnych rządów,
                    a także prezesi banków i biznesmeni. Jak dodają, za sznurki od początku
                    pociągali ludzie ze służb specjalnych. Jedną z kluczowych ról w tej grze miał
                    odegrać Marek Belka. Przypomniano, że podczas początków prywatyzacji PZU był on
                    członkiem rady nadzorczej BIG Banku Gdańskiego (dziś Bank Millennium),
                    członkiem Rady ABN Amro oraz społecznym doradcą ekonomicznym prezydenta
                    Aleksandra Kwaśniewskiego. ABN Amro Bank Polska (należący do grupy ABN Amro)
                    był zaś doradcą prywatyzacyjnym ministra skarbu Emila Wąsacza przy prywatyzacji
                    PZU.

                    W ubiegłym roku przed komisją śledczą Belka ocenił, że doradzanie prezydentowi
                    oraz jednoczesne pełnienie funkcji w Międzynarodowej Radzie Doradczej ABN Amro
                    i radzie nadzorczej BIG Banku Gdańskiego nie stwarzało konfliktu interesów, ani
                    konfliktu etycznego. Zdaniem reporterów, dokumenty do jakich dotarli świadczą
                    jednak, że umowa jaką zawarł on z ABN Amro precyzyjnie zakreślała zakres jego
                    obowiązków, do których należało "doradztwo nad projektem prywatyzacyjnym", a
                    sprawa PZU - jak twierdzą - była jedynym projektem prywatyzacyjnym, w którym
                    uczestniczył ten bank.

                    W jednej z przytoczonych w filmie rozmów były oficer wywiadu mówi: "Całą sprawę
                    prywatyzacji PZU pilotuje Belka i to on jest tą osobą, z którą należy dokonywać
                    wszelkich ustaleń".

                    W filmie pojawili się również inni wpływowi politycy ostatnich lat. Reporterzy
                    próbowali znaleźć odpowiedzi pytania: dlaczego w decydującym dla prywatyzacji
                    PZU momencie Marian Krzaklewski i inni polscy politycy spotykali się w
                    Portugalii z szefem Eureko Joao Talone? Jak wyglądały kulisy aresztowania
                    Grzegorza Wieczerzaka? Jaką rolę w całej aferze odegrały służby specjalne?
                    • tyka5 Nocna zmiana II - mam nadzieję, że tym razem się.. 24.06.06, 14:54
                      ...nie uda.

                      wiadomosci.onet.pl/1345280,11,item.html
                      "Czy prezydent nie otarł się o przesłanki do impeachmentu?"

                      Zdaniem Jana Rokity, prezydent Lech Kaczyński wsparł posła PiS Jacka Kurskiego
                      w "prowokacji" wobec PO - chodzi o tzw. aferę billboardową. Rokita zastanawia
                      się, "czy prezydent nie otarł się o przesłanki do impeachmentu"?
                      Kurski zarzucił PO, że ubiegłoroczna kampania billboardowa szefa Platformy
                      Donalda Tuska, była pośrednio finansowana z pieniędzy PZU. Według niego, PO za
                      minimalną opłatą przejęła billboardy na których wcześniej wisiały plakaty PZU z
                      kampanii "Stop wariatom drogowym" - na tych tablicach miały zawisnąć plakaty
                      Tuska.

                      Firmy outdoorowe organizujące kampanię Tuska oświadczyły jednak, że nie
                      współpracowały z PZU przy kampanii "Stop...". Okazało się, że to firmy
                      pracujące przy kampanii Lecha Kaczyńskiego pracowały przy kampanii PZU i to
                      plakaty kandydata PiS wisiały na tablicach wykorzystywanych wcześniej przez
                      PZU. Rokita stwierdził, że w momencie gdy to wykazano, "do akcji" wkroczyły
                      najważniejsze osoby w państwie: premier, szef PiS oraz prezydent, który
                      przyznawał Kurskiemu rację.

                      "Prezydent, który z niskich pobudek, w swojej i w złej zarazem sprawie, wspiera
                      prowokację, to jest zjawisko całkowicie nowe w polskiej rzeczywistości" -
                      powiedział Rokita.

                      Ocenił, że takich zjawisk nie odnotowano "nawet w czasach dość niskiej jakości
                      pod względem standardów prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego".

                      Według Rokity, po raz pierwszy mamy do czynienia z taką sytuacją, w której
                      głowa państwa wspierała prowokację i robiła to w złej wierze, bo - jak mówił
                      Rokita - już po zdemaskowaniu tej prowokacji, a nie przed.

                      "Tego rodzaju zachowanie - ze znakiem zapytania to powiedzmy, a nie z
                      wykrzyknikiem - ociera się o ten przepis konstytucji, który powiada, iż
                      prezydent za złamanie prawa ponosi odpowiedzialność przed odpowiednim
                      Trybunałem. Jest taki przepis w konstytucji, a ta instytucja nazywa się
                      impeachment" -powiedział Rokita.


                      www.4lomza.pl/forum/read.php?f=1&i=21189&t=21189
                      Ciekawe, czy jest w tym ziarno prawdy?
    • antykomunista11 to sie narobiło....................... 26.06.06, 08:23
      "Newsweek": 90 procent plakatów dla Lecha Kaczyńskiego wydrukowała nieznana
      nikomu, jednoosobowa firma-krzak: Studio Warszawa.
      "Newsweek" zadaje pytanie dlaczego druk billboardów na kampanię prezydencką
      sztab wyborczy Lecha Kaczyńskiego zlecił maleńkiej firmie, kompletnie nieznanej
      w branży reklamowej. Dlaczego kontrakt dostała firma bez stałej siedziby,
      telefonu stacjonarnego i posługująca się nieaktualnym stemplem?
      Jak informuje "Newsweek" właścicielką Studia Warszawa jest Iwona Krzystyniak.
      To w jej firmie PiS zamówił billboardy wyborcze, za cenę o 10 - 15 proc wyższą
      od ceny rynkowej. Przyznaje to zresztą sam Stanisław Kostrzewski, pełnomocnik
      finansowy komitetu wyborczego Lecha Kaczyńskiego. "Byliśmy z jej usług bardzo
      zadowoleni. Imponowała mi elastycznością w podejściu do naszych potrzeb" - mówi
      Kostrzewski
      "Byłem gotów zapłacić więcej, by usługa została zrealizowana bez opóźnień i
      innych problemów. Nie interesowałem się co to za firma i ile osób zatrudnia" -
      dodaje.
      "Newsweek" podaje także przykłady innych nieścisłości wiążących się z
      finansowaniem kampanii Lecha Kaczyńskiego. Autorzy artykułu "Przedwyborcze
      numery" piszą: "Wszystkie takie braki i nieścisłości mogą budzić podejrzenia,
      że w kampanii odbywała się jakiegoś rodzaju kreatywna księgowość".
    • antykomunista11 to się narobiło 2 ................. 26.06.06, 08:24
      "Wprost": Reporterzy dotarli do świadków i dokumentów, które pokazują, skąd
      płynęły pieniądze na kampanię bardzo wpływowych polityków PiS - Michała
      Kamińskiego i Adama Bielana (zwanych spin doctors) oraz Konrada Szymańskiego.
      Jacek Kurski, poseł PiS, ma rację - kulisy kampanii wyborczej mogą być
      przedmiotem prokuratorskiego śledztwa. I nie chodzi tylko o kampanię
      prezydencką Donalda Tuska.
      Sponsorami Kamińskiego, Bielana i Szymańskiego, zdaniem "Wprost", były
      formalnie osoby fizyczne, a faktycznie - jak wynika z informacji tygodnika -
      mogły być firmy opisywanego przez dziennikarzy (m.in. w artykule "Premier w SMS-
      ie";, nr 41/2005) bliskiego znajomego premiera Kazimierza Marcinkiewicza i jego
      braci - Jana Łuczaka (był on wówczas oskarżony o przestępstwa gospodarcze i
      karnoskarbowe przed sądem w Świdnicy. Uniknął odpowiedzialności w 2005 r.
      jedynie dzięki przedawnieniu zarzucanych mu czynów). Problemem jest to, że
      ustawa o partiach zakazuje finansowania kampanii wyborczej przez firmy. Ale ten
      zakaz można łatwo obejść.
      Tygodnik dokumentuje jeden ze sposobów. Jak obejść ustawę o finansowaniu
      kampanii?
      Oto relacja jednego ze współpracowników Jana Łuczaka na temat finansowania
      kampanii do europarlamentu: "W maju 2004 roku w siedzibie spółki Via Management
      przy ul. Pięknej w Warszawie odbyło się spotkanie żony Adama Bielana z Janem
      Łuczakiem. Spotkanie było poświęcone finansowaniu kampanii PiS do
      europarlamentu. Pieniądze na finansowanie kampanii do europarlamentu miały
      pochodzić ze spółek Jana Łuczaka, a wsparcie finansowe miało dotyczyć trzech
      osób: Adama Bielana, Konrada Szymańskiego oraz Michała Kamińskiego. Pani Bielan
      uzgadniała z Janem Łuczakiem kwoty, terminy oraz formę dokonywanych wpłat.
      Pieniądze wpłacać miały osoby współpracujące z Janem Łuczakiem (m.in.
      Małgorzata Then z domu Juszczyk i Robert Maciej Wardak - członkowie zarządu Via
      Management sp. z o.o.).

      Środki finansowe w wysokości 100 060 zł (zwracane miały być również koszty
      operacji bankowych) przekazane zostały w gotówce z Via Management sp. z o.o. do
      Dovery Investments Polska sp. z o.o. (obie spółki kontroluje Jan Łuczak).
      Prawdopodobnie wyznaczone przez Jana Łuczaka oraz panią Bielan osoby otrzymały
      uzgodnione kwoty w formie gotówki ze spółki Dovery Investments Polska sp. z
      o.o. i osobiście dokonały wpłat na zasilenie kampanii poszczególnych osób".
      Oświadczenie tej treści otrzymali dziennikarze "Wprost".
      Autor, na co dzień ekspert w dziedzinie rachunkowości przedsiębiorstw, zgodził
      się opowiedzieć o kulisach spotkania przed sądem. Ta sama osoba, niegdyś
      pracownik Via Management (Łuczak jest prokurentem tej firmy), twierdzi, że była
      proszona przez Jana Łuczaka i członków zarządu spółki o przyjęcie pieniędzy w
      gotówce, a następnie wpłacenie ich na kampanię, lecz odmówiła (...)".
    • antykomunista11 to się narobiło 3 ...................... 26.06.06, 08:25
      Bez komentarza.........

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka