Dodaj do ulubionych

Prawo do prywatności czy krótkowzroczność i egoizm

28.10.09, 11:51
Ten wątek częściowo łączy się z innymi (np. z tym:
forum.gazeta.pl/forum/w,86228,96714864,96714864,_Co_ludzie_powiedza_przejmujecie_sie_.html?wv.x=2),
ale i tak postanowiłam go założyć.
Zaczęłam już o tym pisać tu:
forum.gazeta.pl/forum/w,86228,101000398,101000398,Kolejny_watek_czyli_jak_przekonac_faceta.html
ale temat wydaje mi się szerszy.
Problem dotyczy tego, na ile mamy prawo domagać się nie wtrącania się innych
(bliskich, rodziny) w nasze życie, do życia po swojemu i nie przejmowania się
zdaniem, uczuciami, emocjami bliskich nam ludzi.

W następnym wątku opiszę sytuacje, które wywołały we mnie powyższe refleksje i
pytania :)
Obserwuj wątek
    • jul-kaa Re: Prawo do prywatności czy krótkowzroczność i e 28.10.09, 12:16
      Moja rodzina jest wielce nie wtrącająca się (czy to wszystko pisze się
      oddzielnie, czy znów są jakieś inne zasady??), co jest oczywiście jej wielką
      zaletą – pozwalają nam żyć tak, jak lubimy, nie podciągają nas do swojego wzorca
      idealnego życia, jednocześnie istniejąc w naszym życiu, uczestnicząc w nim itp.
      Ale jednocześnie domagają się tego samego, co również nie jest niczym dziwnym,
      prawda? Problem pojawia się wtedy, kiedy robią coś, co naszym zdaniem jest
      szkodliwe dla nich, lub dla innych członków rodziny.
      W tym wypadku chodzi o zdrowie i o kondycję psychofizyczną. Mama leżąca w łóżku
      i nie pozwalająca wezwać lekarza, choć zapalenie oskrzeli jest coraz silniejsze,
      tata kulejący (chore kolano – kolejny raz!) i nie zgadzający się na wizytę u
      lekarza (choć poprzednie pomogły i to szybko) – o tym już pisałam. Jest jednak
      jeszcze babcia i… pies.
      Babcia ma 80 lat i bardzo źle słyszy. Na dodatek jest straszną kłamczuchą (piszę
      to z pełną świadomością wydźwięku), która kłamie dosłownie na każdy temat,
      zawsze kłamała i pewnie zawsze będzie kłamać. Zmyśla, konfabuluje i tworzy różne
      przedziwne historie – opowiada o ludziach, których spotkała, wizytach które
      odbyła, badaniach, które zrobiła, rzeczach, które kupiła, książkach, które
      czytała – a to wszystko często nie jest prawdą ani na jotę. Mam własną teorię na
      temat tego, dlaczego się tak dzieje, ale to temat na osobną historię. W każdym
      razie babcia kłamie również na temat tego, czy i co słyszy. A słyszy coraz
      mniej. Wcześniej udawało jej się udawać, że się „zamyśliła”, teraz jednak już to
      nie przechodzi, bo wtrąca takie uwagi, że nie wiadomo, czy śmiać się, czy
      płakać… W każdym razie nadal twierdzi, że nie ma problemów ze słuchem i że nam
      się zdaje. Ja w tej sytuacji jestem na z góry straconej pozycji – nie mam
      najmniejszego prawa rozmawiać o stosunkach rodzinnych, problemach, chorobach,
      bo… jestem dzieckiem (co z tego, że cieżarnym, mężatym i już baaardzo dorosłym).
      Mama moja zaś uważa, że problem nie istnieje i że nie wolno się nikomu wtrącać w
      to, jak babcia chce żyć. Babcia ma również coraz poważniejsze problemy
      zdrowotne, których można się raczej domyślać, niż je stwierdzić. Ma też
      dolegliwości typowe dla osób starszych – osłabiony wzrok, węch i smak (bo o
      słuchu już pisałam) – je więc np. rzeczy stanowczo już nie nadające się do
      spożycia, pije zepsute soki. Jeśli dodać do tego równie typowe dla osób
      starszych odwodnienie (spowodowane spożywaniem małych ilości płynów) oraz
      biegunki związane ze spożywaniem zepsutego jedzenia, to zaczyna się robić
      niebezpiecznie. Babcia mieszka sama, nikt jej nie pomaga – nie sprząta, nie
      gotuje, nie nosi zakupów - rzadko też ją ktoś odwiedza (mama widuje się z nią
      stosunkowo często, ale nie u niej w domu). Martwe się o to, ze nikt nie zauważy,
      kiedy babcia zacznie się robić niebezpieczna dla samej siebie – zdarzyło się jej
      już podawać adres obcym osobom. Nie wiem, czy płaci regularnie rachunki, czy
      utrzymuje dom w czystości, czy po prostu daje sobie sama radę. Mama zagadywana o
      to twierdzi, że nikomu NIE WOLNO naruszać babcinej prywatności – sprawdzać
      czystości, sprawdzać, czy sobie radzi, zmuszać do kupna i noszenia aparatu
      słuchowego. A babcia jest osobą bardzo dumną i nie przyzna się po prostu, że coś
      ją przerasta. Babcia dumna, mama uparta. Co z tym zrobić?
      • plica Re: Prawo do prywatności czy krótkowzroczność i e 10.11.09, 09:33
        mamy w rodzinie bardzo podobna sytuacje z babcia. no moze troche
        gorsza, bo babcia co tu duzo mowic jest regularną wariatką. po paru
        latach niewtracania sie i nieingerncji babcia dala sie w koncu
        (troche podstepem) zaciagnac do lekarza. teraz bierze leki, jest pod
        kontrola lekarza i jest jakby lepiej. albo gorzej, jak babcia nagle
        odstawia leki i znowu robi sie niebezpieczna dla otoczenia i samej
        siebie. ja bym poradzila - dzialac, ale raczej do dzialania sklonic
        kogos, kogo babcia chociaz troche poslucha czyli predzej dzieci niz
        wnuczka.
    • jul-kaa Re: Prawo do prywatności czy krótkowzroczność i e 28.10.09, 12:48
      I o psie :) Pies jest jeszcze szczeniakiem (8 m-cy), masywnym i silnym
      (labrador) – waży ponad 35kg. Jest absolutnie przeuroczym stworzeniem, które
      jednak nieposkromione staje się nieobliczalne. Rodzice mając poprzedniego psa,
      nie musieli przywiązywać zbytniej wagi do poskramiania jego temperamentu,
      ponieważ pies był typowym flegmatykiem. Przywykli też do psa dorosłego (choć
      mieli go od szczeniaka), do jego mądrości i stateczności. Szczeniak obecny jest
      temperamentalnym przeciwieństwem – impulsywny, bardzo żywy i żwawy, a
      jednocześnie ogromnie miły (dziwnie to określenie brzmi w odniesieniu do psa,
      nie?) – przytulalskim i uroczym. Rodzice opiekują się psem na co dzień, my go
      zabieramy w czasie, kiedy oni są zajęci, wyjeżdżają itp. – wszystkim ten układ
      bardzo odpowiada.
      Kiedy w czasie wakacji mieszkał z nami przez >2 tygodnie, stał się posłusznym,
      wesołym psem, teraz paskudne nawyki powoli wracają. Wcześniej miał tendencje do
      jedzenia różnych świństw (typowe dla labradorów ponoć), ale udało się go tego
      częściowo oduczyć – wystarczy głośna i stanowcza komenda „fuj” i pies puszcza
      wszystko, co ma akurat w pysku. Kiedy chodzi z nami na zwykłej smyczy, nie
      szarpie, nie skacze na ludzi, nie wyrywa się i nie zwala z nóg. Kiedy jednak
      wychodzi z rodzicami, zaczyna się groteska – pies skacze na WSZYSTKICH
      napotkanych ludzi, owija się wokół drzew (chodzi na „wyciąganej” smyczy – moim
      zdaniem taka smycz to ZŁO), szarpie, ciągnie i się wyrywa. Pewnie kojarzycie
      taki obrazek – dłuuuga smycz, na jednym końcu wyrywający do przodu pies, na
      drugim właściciel silnie wygięty do tyłu z ręką maksymalnie napiętą – tak
      właśnie wyglądają rodzice idący na spacer. Pies ponadto co chwila coś znajduje,
      a ponieważ tata (to głównie jego domena) kompletnie nie zwraca na to uwagi,
      zaraz próbuje to pożreć.
      Kiedy wychodzimy na spacer razem i ja zakazuję psu jeść świństw, tata nazywa
      mnie histeryczką, dowodzi, że pies „ma swój rozum i nic trującego nie zeżre”.
      Ostatnio takie podejście taty zakończyło się trzydniową silną biegunką (psią
      oczywiście ;P). Wg rodziców prowadzanie psa na krótszej (niż 5m!) smyczy jest
      okrucieństwem, bo pies nie może wejść tam, gdzie ma ochotę. Okrucieństwem i nie
      szanowaniem psiej godności jest też w sumie jakakolwiek próba wychowania psa
      („przecież powinien rozwijać się harmonijnie i zgodnie z własnymi potrzebami”),
      reakcje na szarpanie smyczy („bo przecież chce się przywitać z tą panią, tamtym
      panem”) i inne niewłaściwe zachowania. Pies np. nie wsiada sam do samochodu (a
      jeździ nim często), trzeba go wtaszczyć, a wtaszczenie wielkiego wyrywające się
      psa jest naprawdę sporom wyzwaniem.
      Powinnam może jeszcze zaznaczyć, że my również pozwalamy psu na dość dużo,
      stanowczo nie uważamy, że jego miejsce jest pod stołem (w budzie, przedpokoju,
      na posłaniu), bawimy się z nim i go szanujemy jako odrębną jednostkę.
      Jednocześnie nie chcielibyśmy, żeby skakał na ludzi (oprócz tego, że oni sobie
      tego nie życzą, pies może ich po prostu przewrócić), wywracał osobę prowadzącą
      go na smyczy (jak mnie pociągnie mocniej i przewróci, to naprawdę nie będzie
      dobrze, rodzicom też może złamać rękę, nogę czy inną kość), chcielibyśmy też,
      żeby nasze „nadchodzące” dziecko mogło się z nim bezpiecznie bawić, a teraz a
      pewnością nie byłoby to możliwe.
      Wiemy też, że pozwolenie psu (choć dziecka to również dotyczy, hehehe) na niczym
      nie skrępowany rozwój, nie wyznaczanie mu granic, brak kontroli, brak pokazania,
      co wolno, a czego nie, co jest dobre, a co złe, wcale nie uczyni go
      szczęśliwszym… Jesteśmy też przekonani, ze rodzicom też w końcu przestanie
      odpowiadać taka sytuacja, ale na zmianę będzie wtedy za późno.

      Ależ się rozpisałam no, no! Ktoś to w ogóle przeczytał…?

      A Wy macie podobne problemy ze swoją rodziną, która wie najlepiej, co jest dla
      niej (i dla Was czasami) dobre? Pamiętam, że są tacy uparci mężowie, którzy
      cierpią, a nie pójdą do lekarza (mój nie jest taki, na szczęście). A czy macie
      takie problemy z rodzicami, dziadkami, wujami, ciotkami?
      • palacsinta Re: Prawo do prywatności czy krótkowzroczność i e 28.10.09, 14:10
        Ja przeczytałam. Mam kilka spostrzeżeń.

        1. Niezłych masz tych rodziców.

        2. Tłumaczenie nieinteresowania się stanem babci szacunkiem dla jej prywatności ma mniej więcej tyle sensu, co mówienie o szacunku dla prywatności niemowlęcia w brudnej pielusze. Osoby w wieku Twojej babci bardzo często cierpią na różnego rodzaju schorzenia zmniejszające ogólną umiejętność radzenia sobie w życiu, przez co mogą być zagrożeniem dla samych siebie i otoczenia. Ingerencja w ich życie w takich wypadkach jest naruszeniem prywatności, ale w pełni uzasadnionym. Prawdę mówiąc kompletnie nie kupuję argumentu z prywatnością. Może Twoją mamę przerasta starzenie się jej matki i udaje, że nie ma sprawy?

        3. Pies Twoich rodziców jest potwornie wychowany, a właściwie chyba w ogóle niewychowany i jest problemem zarówno dla nich, jak i dla otoczenia. To drugie jest właściwie ważniejsze, bo to nie otoczenie się na tego psa zdecydowało i następnie "wychowywało go w poczuciu psiej godności". Ludzie mogą mieć słabe nerwy, być słabi fizycznie, bać się psów i, last but not least, po prostu nie życzyć sobie, żeby skakał na nich obcy pies.
        Aha, psy głupie nie są, ale w środowisku zdominowanym przez człowieka mogą trafić na wiele zagrożeń, których nie są w stanie rozpoznać, jednym z nich są podejrzane świństwa, które mogą zjeść na spacerze. Trutki mogą zmylić ich węch i rozum nie ma tu nic do rzeczy.

        4. Sytuacja jest, jaka jest: musiałabyś mieć dużo wolnego czasu, zdrowia i nerwów, żeby jakoś zaradzić całej sytuacji. Najlepszym wyjściem teraz (ciąża) jest nieprzejmowanie się.

        5. Mam wątpliwości co do tego, czy reguły dotyczące poszanowania prywatności, godności itd. osób nieznajomych można z powodzeniem stosować do najbliższych krewnych. Myślę, że, pomijając sytuacje, w których nie ma się pojęcia o jej istnieniu, nie da się mieć najbliższej rodziny zupełnie gdzieś. Z rozmaitych powodów. Co nie oznacza, że automatycznie trzeba postępować pod jej dyktando.

        6. Od biedy mogę się zgodzić, że wyraźna skłonność Twoich rodziców do uprzykrzania sobie życia jest kwestią świadomej decyzji dorosłych ludzi będących w pełni władz umysłowych. Niestety mam wrażenie, że nie tyle szanują innych i nie wtrącają się w ich życie, ile po prostu dorobili sobie ideologię do skrajnego egoizmu i braku umiejętności funkcjonowania w społeczeństwie. W tej sytuacji ważny jest los babci (jak okradnie ją, albo gorzej, ktoś, komu dała adres, czego rozsądny dorosły człowiek przecież by nie zrobił, to też będzie jej prywatna sprawa?), psa (który nie jest człowiekiem, nie wybierał sobie takich państwa i szkoda by było, gdyby np. zeżarł na spacerze jakąś trutkę) i Twój (rodziców, którzy w trudnej ciąży będą Cię doprowadzać do białej gorączki, też sobie nie wybierałaś).

        Też się rozpisałam, ale myślę, że na ten temat większość osób miałaby dużo do powiedzenia. Mam nadzieję, że poza wyrażaniem moich uczuć daję Ci do ręki jakieś argumenty w sporach z rodzicami.
        • jul-kaa Re: Prawo do prywatności czy krótkowzroczność i e 28.10.09, 15:17
          palacsinta napisała:

          > Ja przeczytałam. Mam kilka spostrzeżeń.
          >
          > 1. Niezłych masz tych rodziców.

          A w tym wszystkim najzabawniejsze jest to, że zarówno ja, jak i mój mąż bardzo
          ich lubimy, spędzamy razem sporo czasu i generalnie uważamy ich za dobrych,
          porządnych i mądrych ludzi.

          > 2. Tłumaczenie nieinteresowania się stanem babci szacunkiem dla jej prywatności
          > ma mniej więcej tyle sensu, co mówienie o szacunku dla prywatności niemowlęcia
          > w brudnej pielusze. Osoby w wieku Twojej babci bardzo często cierpią na różneg
          > o rodzaju schorzenia zmniejszające ogólną umiejętność radzenia sobie w życiu, p
          > rzez co mogą być zagrożeniem dla samych siebie i otoczenia. Ingerencja w ich ży
          > cie w takich wypadkach jest naruszeniem prywatności, ale w pełni uzasadnionym.
          > Prawdę mówiąc kompletnie nie kupuję argumentu z prywatnością. Może Twoją mamę p
          > rzerasta starzenie się jej matki i udaje, że nie ma sprawy?

          Twój ostatni wniosek jest dobrym podsumowaniem tego, co i ja o tym myślę. Mama
          nigdy nie była z babcią blisko, nie rozumieją się, a dogadują wyłącznie dlatego,
          że mama staje się dla niej coraz bardziej wyrozumiała. Jednocześnie w mamie jest
          zarówno lęk przed starością babci, jak i lęk przed własną niesprawnością. Mama
          wypiera wiele faktów ze świadomości (np. nie potrafi przyznać, że babcia ciągle
          kłamie, zmyśla i konfabuluje - nawet jak się babcię wyraźnie na tym przyłapie).
          Nie chce przyznać, że coś jest nie w porządku, że babcia jest coraz starsza i
          coraz mniej sprawna. Aparat słuchowy moim zdaniem jest babci absolutnie
          niezbędny - utrata kontaktu ze światem, brak stymulacji kolejnych zmysłów i
          wegetacja intelektualna powodują po prostu obumieranie struktur mózgowych.
          Pytanie tylko, jak przekonać mamę do przekonania babci - ze mną babcia rozmawiać
          o tym nie będzie. Roztaczałam już wizję odwodnienia wynikającego z tego, o czym
          pisałam wcześniej, mówiłam o tym, jakie są skutki postępującej głuchoty, ale
          niestety - bez skutków. Próbowałam zaprząc lekarza do wytłumaczenia mamie i
          babci pewnych rzeczy - lekarz się nie spisał i stwierdził między innymi "słuch
          adekwatny do wieku"... Co jeszcze mogę zrobić?

          Moi rodzice mają hopla na punkcie intymności i prywatności - jest ona dla nich
          absolutnie święta - zarówno własna, jak i innych. Fizyczność jest dla nich tabu
          - jestem przekonana, że nie pogodzą się ze spadkiem swojej sprawności i tym, że
          ktoś miałby im pomagać choćby w ubieraniu się (o poważniejszych sprawach, typu
          mycie nawet nie wspomnę) - mam nadzieję, że to się z czasem zmieni - inaczej po
          prostu nie wiem, co będzie...

          > 3. Pies Twoich rodziców jest potwornie wychowany, a właściwie chyba w ogóle nie
          > wychowany i jest problemem zarówno dla nich, jak i dla otoczenia. To drugie jes
          > t właściwie ważniejsze, bo to nie otoczenie się na tego psa zdecydowało i nastę
          > pnie "wychowywało go w poczuciu psiej godności". Ludzie mogą mieć słabe nerwy,
          > być słabi fizycznie, bać się psów i, last but not least, po prostu nie życzyć s
          > obie, żeby skakał na nich obcy pies.
          > Aha, psy głupie nie są, ale w środowisku zdominowanym przez człowieka mogą traf
          > ić na wiele zagrożeń, których nie są w stanie rozpoznać, jednym z nich są podej
          > rzane świństwa, które mogą zjeść na spacerze. Trutki mogą zmylić ich węch i roz
          > um nie ma tu nic do rzeczy.

          To wszystko prawda, pytanie tylko, co z tym zrobić... Przez 1-2 dni w tygodniu
          oduczamy psa niewłaściwych zachowań, ale to za mało, jeśli umiejętności nie są
          potem utrwalane. Rozwiązaniem jest profesjonalna tresura, na którą mają się
          razem (rodzice i pies) udać.

          > 4. Sytuacja jest, jaka jest: musiałabyś mieć dużo wolnego czasu, zdrowia i nerw
          > ów, żeby jakoś zaradzić całej sytuacji. Najlepszym wyjściem teraz (ciąża) jest
          > nieprzejmowanie się.

          Staram się nie przejmować, ale rzeczywiście ostatnio mam więcej czasu i przez to
          coraz bardziej męczą i denerwują mnie niektóre rzeczy. Poza tym po prostu wiem,
          że jeśli teraz nie zacznie się babci pomagać, to potem będzie coraz trudniej.
          Jeśli teraz tata nie pokona swojej lekarzowej fobii, to dalej będzie tylko
          gorzej (tata ma prawie 70 lat).

          > 5. Mam wątpliwości co do tego, czy reguły dotyczące poszanowania prywatności, g
          > odności itd. osób nieznajomych można z powodzeniem stosować do najbliższych kre
          > wnych. Myślę, że, pomijając sytuacje, w których nie ma się pojęcia o jej istnie
          > niu, nie da się mieć najbliższej rodziny zupełnie gdzieś. Z rozmaitych powodów.
          > Co nie oznacza, że automatycznie trzeba postępować pod jej dyktando.

          To podsumowanie - że reguł dotyczących poszanowania prywatności, godności itd.
          osób nieznajomych nie można z powodzeniem stosować do najbliższych krewnych -
          jest bardzo trafne. Problem jednak w tym, że rodziców już nie zmienię. Mogę
          (choć nie umiem!) zmienić niektóre ich zachowania, które niestety z wiekiem się
          nasilają.

          > 6. Od biedy mogę się zgodzić, że wyraźna skłonność Twoich rodziców do uprzykrza
          > nia sobie życia jest kwestią świadomej decyzji dorosłych ludzi będących w pełni
          > władz umysłowych. Niestety mam wrażenie, że nie tyle szanują innych i nie wtrą
          > cają się w ich życie, ile po prostu dorobili sobie ideologię do skrajnego egoiz
          > mu i braku umiejętności funkcjonowania w społeczeństwie.

          Oni moim zdaniem świetnie funkcjonują - zwłaszcza w społeczeństwie. Fatalnie
          funkcjonują za to w rodzinie :) Tata wręcz głosi, że "zakaz kazirodztwa jest
          wyrazem najwyższego wstrętu do członków własnej rodziny", co jest oczywiście
          żartem, ale dobrze oddaje jego (i moje poniekąd też) podejście do relacji
          rodzinnych - żona, córka, siostra - tak, ale reszta - niech się trzyma z dala, a
          trzy wspomniane też najlepiej na dystans. Nie jest tak, że rodzice nie pomogą
          mnie (nam), kiedy mamy jakiś problem. Oni tylko nie dają pomóc sobie...
          • pierwszalitera Re: Prawo do prywatności czy krótkowzroczność i e 28.10.09, 17:10
            jul-kaa napisała:

            > Moi rodzice mają hopla na punkcie intymności i prywatności - jest ona dla nich
            > absolutnie święta - zarówno własna, jak i innych. Fizyczność jest dla nich tabu
            > - jestem przekonana, że nie pogodzą się ze spadkiem swojej sprawności i tym, że
            > ktoś miałby im pomagać choćby w ubieraniu się (o poważniejszych sprawach, typu
            > mycie nawet nie wspomnę) - mam nadzieję, że to się z czasem zmieni - inaczej po
            > prostu nie wiem, co będzie...

            Zachowanie twoich rodziców jest nielogiczne, nielogicznych rzeczy nie trzeba akceptować, a tym bardziej dorabić im jakąś ideologię. W pewnym sensie mam podobnie, nie znoszę, gdy ktoś wtrąca się w moje intymne życie, nie pielęgnuję nawet specjalnie intymnych kontaktów z rodziną i mam problemy z przyjęciem wyobrażenia, że byliby mi oni kiedyś do czegoś tam potrzebni. Ale z tego wynika cała masa konsekwencji, o których muszę myśleć już teraz. To znaczy bardzo dbam o moje zdrowie, sprawność fizyczną i podobne rzeczy, także finansowe, by jak najdłużej, możliwe do samego końca być samowystarczalnym człowiekiem. Naturalnie wszystkiego przewidzieć się nie da, ale przynajmniej tego, na co mam wpływ nie chcę zaniedbywać. Twoi rodzice stosują jednak strusią politykę, ignorują pojawiające się problemy, zapominając, że "przechodzona" choroba na przykład, może się pogorszyć i stać się większym obciążeniem. Pewnie będą robić tak do momentu całkowitego załamania, co może stać się dodatkowo powodem do depresji i całkowitej rezygnacji. To trochę autodestrukcja i żadna tam dbałaość o intymność i prawo do samowystarczalności. Pewno nie pozostaje ci nic innego, jak zaakceptować status quo. To są dorośli ludzie i powinni wiedzieć, że ich zachowanie może doprowadzić kiedyś do efektu przeciwnego od zamierzonego. To trochę tak, że musisz umyć ręce jak Poncjusz Piłat i zostawić ich losowi. ;-) Trudne, bo chodzi o ludzi, których dobro leży nam na sercu, ale w tej sytuacji nie możesz nic zrobić. Chyba, że dopadnie ich kiedyś demencja i zdziecinnienie, czego nie życzę oczywiście, ale dopiero wtedy będziesz mogła za nich decydować. Nikogo nie da się uszczęśliwić na siłę. Wyrażenie niezdowolenia, nawet ostre, jest jednak w porządku, a nawet wskazane, bo też jesteś już dorosła i nie musisz się z zachowaniem rodziców zgadzać.
      • akj77 Re: Prawo do prywatności czy krótkowzroczność i e 28.10.09, 14:56
        Niestety, jak już pisałam, niewiele mogęporadzić, jeśli chodzi o ludzi.
        Babcia ewidentnie wymaga opieki, ale to chyba musi poczekać, aż Ty urodzisz i
        będziesz miała więcej możliwości manewru. Bo z tego co piszesz, na rodziców
        ciężko tu liczyć.

        Natomiast chciałam się odnieść do psa i być może dostarczyć Ci jakichś
        argumentów. Otóż pies niewychowany nie jest bynajmniej problemem właścicieli.
        Wielki pies skaczący na ludzi? Dla wielu osób, w tym dla mnie, jest to po prostu
        nie do zaakceptowania. Ktoś mu kiedyś zrobi zwyczajną krzywdę ze strachu - i być
        może będę to ja. Mnie nie interesuje, że to fajny piesek, który chce się
        przywitać. Ja się po prostu boję i nie chcę wchodzić z nim w żaden kontakt, mam
        chyba do tego prawo? Nie znoszę, jak mnie zwierzę obślinia, itd. I nie jestem
        jedyna w tym społeczeństwie. No nie ma obowiązku kochać psów.

        Julko, to nie jest krytyka skierowana do Ciebie - Ty, z tego co rozumiem, psa
        układasz. Ale możesz uświadomić rodzicom, że niedbanie o jego wychowanie jest
        aspołeczne.
        • jul-kaa Re: Prawo do prywatności czy krótkowzroczność i e 28.10.09, 15:19
          akj77 napisała:

          > Julko, to nie jest krytyka skierowana do Ciebie - Ty, z tego co rozumiem, psa
          > układasz. Ale możesz uświadomić rodzicom, że niedbanie o jego wychowanie jest
          > aspołeczne.

          Ja się z tym w pełnie i całej rozciągłości zgadzam :) Pytanie tylko, jak to
          zrobić :) A nawet jak pies przestanie skakać na ludzi (tego jesteśmy już
          bliscy), to czy innego jego zachowania - nie do zaakceptowania dla nas - nie
          będą nadal uciążliwe?
          • kotwtrampkach duzo tu różnych wątków 04.11.09, 11:33
            ale o psie - to jest tak, ze pies NIE MOŻE mieć wielu panów. Pies ma jednego
            pana, lub sam się w "pana" zmienia - tzw przywódcę stada.
            jak dla mnie bezsensowna jest próba ingerencji w wychowanie psa, kiedy Ty
            próbujesz go czegoś uczyć, a jego właściciel temu zaprzecza. Święty by zgłupiał!
            a co dopiero pies.

            Ja widzę jedno wyjście - kup sobie swojego psa i ucz go tego, co uważasz za
            właściwe. A w stosunku do psa rodziców możesz tylko domagać się, alby
            oni(rodzice) panowali nad nim (np nie zgadzam się żeby pies na mnie skakał, nie
            chcę, zeby pies do mnie/moich znajomych podchodził bo jest nieobliczalny,
            proszę, zamknijcie go w pokoju bo boję się, ze zrobi mi krzywdę)
            Zawsze możesz porozmawiać z rodzicami o tym, ze Ty weźmiesz psa i będzie on
            wychowywany przez Ciebie - tzn oni musza uszanować to, jak go wychowujesz.

            Nasunęło mi się jeszcze takie coś - moje dziecko jest alergikiem, nie może
            np.czekolady jeść. Pewnego razu zauważyłam wysypkę po odwiedzinach u moich
            rodziców, zrobiłam wywiad i co się okazało? mój ojciec dał małej czekoladkę, bo
            "to takie straszne, ze nie pozwalam jej jeść słodyczy"!!! Niby nie wtrącają się,
            ale dziecko było u nich i chcieli zrobić "po swojemu". (po awanturze burzliwej
            nie było więcej takich problemów, ale moi rodzice mają /już/ świadomość, że ja
            wychowuję moje dziecko i ja będę z tego rozliczana - więc albo postepują w
            stosunku do mojego dziecka wg ustalonych przeze mnie zasad, albo go nie widują)
      • tfu.tfu i o psie 28.10.09, 19:48
        mój to rozpieszczony pieszczoch, który: śpi na posłaniu, na podłodze, ma nie
        szarpać, nie skakać, a jak zaczyna mu się "jazda na wilczura", to dostaje "po
        nosie" ;)
        kocham go najbardziej na świecie, ale miłość powinna być rozumna. pies jest
        psem, dziecko jest dzieckiem, dorosły dorosłym.
    • skrzydlasta Re: Prawo do prywatności czy krótkowzroczność i e 28.10.09, 15:04
      Trochę się pogubiłam o czym jest ten wątek. O tym jakie każdy z nas ma podejście
      do swojej rodziny/bliskich czy o opisanej sytuacji i próbie znalezienia wyjścia
      z Twojego problemu.
      Więc ad. 1: trzeba rozróżnić poszanowanie godności drugiej istoty od
      odpowiedzialności za nią (przytoczony powyżej przykład niemowlaka świetnie
      obrazuje sytuację). Jednak trzeba dużo wyczucia i delikatności, żeby osoba
      obdarzona opieką nie poczuła się zakłopotana (masz tyle swoich problemów, po co
      tracisz czas jeszcze na moje), poniżona (traktujesz mnie jak starą, niedołężna
      prukwę nadającą się już tylko do ubezwłasnowolnienia, myślisz, że jesteś młodsza
      = lepsza). Na każdego można znaleźć sposób jak pomóc nie naruszając godności
      (trzeba znać dobrze taką osobę, wczuć się w nią, obserwować reakcje), zacząć powoli.
      Ad. 2: Nie znam Twoich rodziców, babci i psa więc uwagi mogą być nietrafione.
      Ale wydaje mi się, że w przypadku psa dobrze opowiedzieć kilka historii z życia
      wziętych np. pies koleżanki puszczony na długiej smyczy wpadł na rowerzystę i
      oboje (pies i rowerzysta) mocno się połamali (spore koszty leczenia poniosła
      koleżanka) lub kot znajomego zjadł coś w ogrodzie i zdechł skręcając się z bólu.
      Takie opowieści (najlepiej prawdziwe - ja naprawdę mam sąsiada którego pies
      dostał silnego krwotoku po zeżarciu czegoś na spacerze i zdechł męcząc się
      strasznie) robią większe wrażenie niż gdybanie, że może coś się stać. A czasem
      lepiej działają groźby (nie odwiedzę was puki nie zrobicie czegoś z psem, bo
      boję się o swoje dziecko). A do babci masz blisko? Może sama zacznij ją
      odwiedzać, wybierzcie się razem (!) na badania profilaktyczne (ja tak robię -
      badam się sama przy okazji, a nie tylko eskortuję do lekarza co od razu poprawia
      atmosferę). Wszystko na ile oczywiście masz obecnie siłę.
      No, to ja też się rozpisałam.
      • jul-kaa Re: Prawo do prywatności czy krótkowzroczność i e 28.10.09, 15:38
        skrzydlasta napisała:

        > Trochę się pogubiłam o czym jest ten wątek. O tym jakie każdy z nas ma podejści
        > e
        > do swojej rodziny/bliskich czy o opisanej sytuacji i próbie znalezienia wyjścia
        > z Twojego problemu.

        Chciałam, żeby ten wątek był szerszy - podałam swój przykład po to, by uzyskać
        porady, ale z przyjemnością poczytałabym również, czy ktoś inny ma podobne
        problemy, jak sobie z nimi radzi, jak funkcjonują inne rodziny.

        > Więc ad. 1: trzeba rozróżnić poszanowanie godności drugiej istoty od
        > odpowiedzialności za nią (przytoczony powyżej przykład niemowlaka świetnie
        > obrazuje sytuację). Jednak trzeba dużo wyczucia i delikatności, żeby osoba
        > obdarzona opieką nie poczuła się zakłopotana (masz tyle swoich problemów, po co
        > tracisz czas jeszcze na moje), poniżona (traktujesz mnie jak starą, niedołężna
        > prukwę nadającą się już tylko do ubezwłasnowolnienia, myślisz, że jesteś młodsz
        > a
        > = lepsza).

        Doskonale to ujęłaś - właśnie tak widzą moi rodzice chęć pomocy - zarówno im,
        jak i babci. Uważają, że starość sama w sobie jest poniżająca, że niesprawność
        kłopotliwa. Dlatego chyba udają, że jej nie ma...

        > Na każdego można znaleźć sposób jak pomóc nie naruszając godności
        > (trzeba znać dobrze taką osobę, wczuć się w nią, obserwować reakcje), zacząć po
        > woli.

        Tu się nie zgodzę - nie na każdego jest sposób, a może jest, ale nie w każdej
        parze (pomagający - "podopieczny") da się go odnaleźć. Już pisałam gdzieś, że na
        mojego tatę działa tylko jedna, jedyna metoda (histeria). Innych próbowałam
        (takich, które by mnie z kolei nie poniżały - histeria mnie poniża), ale
        niestety - nie działa. Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę upór - są osoby, które
        wiedzą najlepiej, co jest dobre i do żadnego innego "lepszego dobra" się ich nie
        przekona.

        > Ad. 2: Nie znam Twoich rodziców, babci i psa więc uwagi mogą być nietrafione.
        > Ale wydaje mi się, że w przypadku psa dobrze opowiedzieć kilka historii z życia
        > wziętych np. pies koleżanki puszczony na długiej smyczy wpadł na rowerzystę i
        > oboje (pies i rowerzysta) mocno się połamali (spore koszty leczenia poniosła
        > koleżanka) lub kot znajomego zjadł coś w ogrodzie i zdechł skręcając się z bólu.

        Widzisz, pomysł dobry, ale... nie działa :))) ICH pies przecież uważa i oni też
        przywołują psa, jak widzą rowerzystę, ICH pies wie, co jest dobre, a co trujące.
        Przychodzi mi do głowy sytuacja dziecka chorego na, powiedzmy, fenyloketonurię -
        rodzice często są w stanie pojąć, jakiej diety dziecko MUSI przestrzegać,
        dziadkowie zaś namiętnie karmią wnuczę czekoladą - "bo przecież jak jedzenie
        może zaszkodzić!?". Mam obawę, że mój szanowny tatuś (wykształcony, mądry
        człowiek) też byłby w stanie dać takiemu dziecku czekoladę, albo inne świństwo
        twierdząc, że wszyscy przesadzają mówiąc o nieodwracalnym uszkodzeniu mózgu.
        Chciałabym nazwać to inaczej, ale na usta ciśnie mi się tylko określenie - głupota.

        > A do babci masz blisko? Może sama zacznij ją
        > odwiedzać, wybierzcie się razem (!) na badania profilaktyczne (ja tak robię -
        > badam się sama przy okazji, a nie tylko eskortuję do lekarza co od razu poprawi
        > a
        > atmosferę).

        Zorganizowałam niedawno całe takie badania - tyle tylko, że ze mną babcia by nie
        poszła - poszła z mamą. Wyniki ogólnie ma dobre, ale lekarz nie pomógł w żaden
        sposób - pisałam już o tym w odpowiedzi palacsincie. Umówiłyśmy się z mamą
        wcześniej z tym lekarzem, wyjaśniłyśmy w czym rzecz (głuchota nie jest jedynym
        problemem), prosiłam, żeby lekarz z babcią porozmawiał. Lekarz jednak (a badania
        same były płatne i to słono, sama wizyta również) całkowicie zignorował moje
        prośby, nie przekazał babci nic z tego, o co prosiłyśmy. Ręce mi opadły do
        kostek, bo całą intrygę (nie było łatwo coś takiego zorganizować) knułam długo i
        ze sporym wysiłkiem...

        Ja babci teraz nie mogę odwiedzać, bo dojazd jest za trudny i zwyczajnie nie dam
        rady. Większym problemem jest jednak to, że z babcią nie da się rozmawiać -
        nigdy nie wiadomo, czy usłyszała to, co się do niej mówi, czy nie. Kiedy
        delikatnie pyta się o potwierdzenie, czy zrozumiała prośbę, kiwa głową, a jak
        się dopytuje, denerwuje się. W ten sposób ja się z babcią nie jestem w stanie
        porozumieć, przez co spotykam się z nią coraz rzadziej. Problemem nie jest to,
        że nie słyszy (mogłabym mówić głośniej), ale to, że nie wiadomo co i kiedy
        słyszy, a jak mówi się głośniej, to się denerwuje, że traktuje się ją jakby była
        zniedołężniała i głucha (!).
        • ava.adore Re: Prawo do prywatności czy krótkowzroczność i e 28.10.09, 16:06
          jul-kaa napisała:

          > Widzisz, pomysł dobry, ale... nie działa :))) ICH pies przecież uważa i oni te
          > ż
          > przywołują psa, jak widzą rowerzystę, ICH pies wie, co jest dobre, a co trujące
          > .

          Julko, to może delikatna sugestia, że no jasne, Wasz pies jest mądry, usłuchany, umie odróżnić dobre od trującego, nie zaczepia itd., ale inne psy niekoniecznie. A młody rośnie, traci powoli szczególny status psiego dziecka (o ile już go nie stracił) i zaraz zaczną się awantury z innymi psami, które nie są mądre, usłuchane itd., no ale co Wy możecie poradzić? Lepiej pilnować młodego :)))
        • skrzydlasta lekarze... 28.10.09, 16:22
          Normalnie ręce opadają jak się czyta o takim zachowaniu lekarza jak przytoczyłaś
          (i to jeszcze w przypadku płatnej wizyty). Ja bym chyba gołymi rękami udusiła...
          A u mnie w rodzinie jest taka metoda: gdy ktoś nie może przekonać drugiej osoby
          np. do wizyty u lekarza to stosuje się straszenie ciotką X ("ja Ci to mówię na
          spokojnie, a Ty mnie możesz olać, ale jak nie umówisz się na tą wizytę to
          zadzwonię do X i wtedy zobaczysz...") tyle, że to wymagało lat podtrzymywania
          mitu strasznej X. Działa to też troszkę na zasadzie, że jak jedna osoba
          zignoruje taką zagrywkę to sama traci argumenty jeśli w przyszłości sytuacja się
          odwróci. A sama ciotka X jest bardzo sympatyczną osobą, z poczuciem humoru
          pozwalającym bawić się taką opinią. To taka nasza trochę wypaczona wersja
          społeczności z jednym niekwestionowanym autorytetem (lub strasznym, mściwym
          bóstwem).
      • kotwtrampkach Re: Prawo do prywatności czy krótkowzroczność i e 04.11.09, 11:39
        skrzydlasta napisała:
        A czasem
        > lepiej działają groźby (nie odwiedzę was puki nie zrobicie czegoś z psem, bo
        > boję się o swoje dziecko).

        to bardzo dobry sposób, ale pod jednym warunkiem - że będziemy się konsekwentnie
        tego trzymać.
        Tzn groźba, która jest karą dla grożącego (bop ja uwielbiam mamę odwiedzać i nie
        wyobrażam sobie inaczej) nie przyniesie skutku. Groźba , której nie będziemy
        umieli dotrzymać (bo mam potrzebę zobaczyć co u mamy, bo mam wewnętrzny przymus
        jej odwiedzenia) też skutku nie przyniesie
    • heliamphora Re: Prawo do prywatności czy krótkowzroczność i e 28.10.09, 17:34
      Ten problem jest mi niestety znany z mojej rodziny.

      Miałam w rodzinie osobę w wieku sześćdziesięciu kilku lat, według części rodziny
      (w tym mnie) chorą psychicznie i autodestrukcyjną, według innych krewnych - po
      prostu upartą, konfliktową i zdziwaczałą. Niewątpliwie natomiast poważnie chorą
      somatycznie i nie chcącą się leczyć.
      Przez lata mieliśmy mnóstwo problemów z tym, jak pomóc komuś, kto uparcie
      twierdzi, że pomocy owej nie potrzebuje i jej przyjęcia (często agresywnie)
      odmawia? Zdania i sposoby były bardzo różne, od okazjonalnej uprzejmej perswazji
      ("może warto zrobić to i to, proponuję pójśc do lekarza tu i tu, tego i tego
      dnia, bo jest to dobry lekarz, dogodna pora..."), poprzez prośby, błagania
      ("zrób to chociaż dla mnie"), złośc ("jak chcesz się sam niszczyć, to nie licz
      na to, że będe na to patrzeć"), aż do różnych skomplikowanych manipulacji i np.
      podawania leków w tajemnicy czy podstępem.

      Ja osobiście (nie wiem, czy było to słuszne) miałam zdanie następujące: co jakiś
      czas warto spokojnie i cierpliwie proponować leczenie ale nie zamęczać tym ani
      rzeczonej osoby, ani siebie. Jeśli odmówi - przyznać jej do tego prawo.
      Manipulacyjnemu lec\zeniu byłam natomiast przeciwna i twierdziłam, że jeśli
      istotnie ktoś z rodziny uważa, że ta osoba może być w znacznym stopniu
      niebezpieczna dla siebie i _nie można_ poprzestać na uszanowaniu jej
      kontrowersyjnego zdania, tylko leczyć wbrew jej woli, to lepiej byłoby
      przeprowadzić ubezwłasnowolnienie sądowne.

      Przeciwnicy tego rozwiązania twierdzili, że ta osoba załamałaby się tym
      ubezwłasnowolnieniem (czy np. hospitalizacją psychiatryczną) kompletnie,
      straciła (i tak niewielkie) zaufanie do rodziny i być może nawet popełniła
      samobójstwo. Myślę, że w takich okolicznościach próba samobójcza byłaby do
      jakiegoś stopnia prawdopodobna.

      Było nam bardzo trudno balansować między pozostawieniem bez pomocy kogoś, kto
      według nas sobie sam nie radził, a uszanowaniem decyzji i wizji własnego życia
      tej osoby.

      Jedyny mój konkretny wniosek z tej smutnej historii jest taki: jeśli jest
      trudno/nie można czegoś zmienić lub komuś pomóc, warto postarać się o rozmaite
      wsparcie dla siebie, żeby nie zrobiło się więcej osób potrzebujących pomocy. A w
      Twojej sytuacji przede wszystkim troszczyłabym się o siebie i dziecko.
      -
    • czarnaa_iness "problem dotyczy tego, na ile mamy prawo..." 28.10.09, 22:43
      Odniosę się do tego zdania, którego początek zacytowałam. Moim
      zdaniem każdy ma prawo pragnąć (choć nie wiem, na ile domagać się)
      życia po swojemu i postępowania wedle swojego światopoglądu. Tylko że
      nie znaczy to to samo, co nie przejmować się zdaniem, uczuciami,
      emocjami innych. Bo można się przejmować i to bardzo, ale mimo
      wszystko podejmować własne, odrębne, decyzje. Pytanie, na ile realne
      jest oczekiwanie, że bliscy w ogóle nie będą się wtrącali w nasz styl
      życia i wybory - chyba nie bardzo. No i drugie pytanie, na ile realne
      jest oczekiwanie, że ktoś z natury bardzo niezależny i wręcz uparty
      (jak opisujesz swoich rodziców) podda się wpływowi innych, nawet
      jeśliby chodziło o własne dziecko. Do czego zmierzam: i Ty masz prawo
      martwić się i niepokoić o swoją babcię, mamę, tatę, jak i oni mają
      prawo chcieć postępować po swojemu i się z tego nie tłumaczyć.
      To wyżej napisałam bardziej abstrakcyjnie, a teraz napiszę coś
      osobistego:
      Wiem, że to może być trudne do zaakceptowania, że mimo jak
      najlepszych intencji masz mały czy żaden wpływ na to co robi kochana
      osoba. Mi sporo czasu zajęło pogodzenie się z tym, że pewnych rzeczy
      w swoich rodzicach nie zmienię. Są jacy są i raczej tacy pozostaną.
      Tak samo trzeba mi było czasu, żeby zrozumieć, że to nie ja jestem
      odpowiedzialna za to, że mają takie a nie inne życie - to ich wybór,
      że są w takim a nie innym miejscu. Owszem, martwią mnie różne
      rodzinne sytuacje i niepokoją, ale jedyne co mogę zrobić to po prostu
      moim bliskim o tym powiedzieć. A czy coś z tym zrobią - to już
      zupełnie inna sprawa. Czasami to nie jest tak, że Ty nie masz racji,
      tylko że ktoś drugi ma swoje własne racje.
    • slotna Re: Prawo do prywatności czy krótkowzroczność i e 28.10.09, 23:18
      Ogolne wnioski tu juz napisaly madrzejsze ode mnie, wiec ja tylko opisze swoje historie.

      Traktowanie psa w sposob, jaki opisujesz, doprowadza mnie do szewskiej pasji. Moja matka zajmowala sie szkoleniami, nasluchalam sie mnostwo koszmarnych historii, bylam swiadkiem psucia dobrego psa przez wyksztalcona, inteligencka, ach i och, rodzine przyjaciolki (rowniez przyzwyczajeni do poprzedniego psa, ktory sam z siebie przeciez wszystko wiedzial - tak, i byl w tym, cholera, _wyjatkowy_!). Jak widze potwora skaczacego na ludzi albo ciagnacego na smyczy, mam ochote drapac, klac, wrzeszczec i wyc, serio.

      Zachowanie twoich rodzicow moim zdaniem zle swiadczy o ich inteligencji. Fizie na punkcie intymnosci nie maja tu nic do rzeczy -wrecz jesli maja taka obsesje, tym bardziej powinni o siebie dbac! Tak wlasnie robia rodzice mojej matki. Dziadek codziennie wychodzi pieszo po zakupy, zahaczajac o przychodnie i mierzac sobie tam cisnienie; babcia chodzi na basen oraz nie je pieczywa, w ogole oboje staraja sie dbac o linie. Regularnie sie badaja, regularnie jezdza do sanatorium, uprawiaja warzywa i owoce na dzialce. Babcia mowi wprost, ze nie chce, zebysmy musieli sie nia zajmowac tak, jak ona musiala swoimi rodzicami - czyli myc, przewijac i znosic potworne humory wynikajace z tetryczenia, na ktore wszak nikt nic nie poradzi.

      Natomiast matka mojego ojca pod wzgledem dbania o siebie to wypisz wymaluj twoja babcia. Roznica jest taka, ze ona sie nie zlosci, nie denerwuje, o nie - sama mowi "tak, jestem glucha, slepa, gruba, coz poradze", ale na kazda sugestie zmiany diety (ma chore serce, potwornie chore, wiecznie opuchniete nogi, a wazy co najmniej 90 kg!), wizyty o okulisty, czegokolwiek w ogole, odpowiedz jest jedna - "ja i tak zaraz umre". Aha, git. Umiera tak juz od pietnastu lat (tyle przynajmniej pamietam), coraz slabiej widzi, coraz trudniej jej sie poruszac, praktycznie nie wychodzi z domu (nie da rady zejsc po schodach). Gotuje, pierze, sprzata, zajmuje sie swoim mieszkaniem i "oporzadza" mojego brata, co sprawia jej radosc i chce to robic, wiec nikt jej nie broni, ale ile to jeszcze potrwa? Na uratowanie wzroku namawialam ja jak moglam, nic nie docieralo, nie chciala i koniec. Szkoda pieniedzy, szkoda czasu. Szkoda tez pieniedzy na nowe okulary (nosi jakies niedopasowane denka, bo "sie przyzwyczaila"), cud normalnie, ze leki bierze, chociaz tez mam watpliwosci co do regularnosci tegoz. Potrafi zjesc tak przeterminowane jedzenie, ze to sie w glowie nie miesci, na szczescie na problemy typu zoladkowego nigdy nie narzeka, ale i tak mi sie czasem slabo robilo jak widzialam jej lodowke. Generalnie odpowiedz na kazda sugestie to "ja przeciez zaraz umre".

      A ja - no coz, ja umylam rece. Po prostu przestalam sie tym przejmowac. Nie mam pojecia, co bedzie, ale przyzwyczailam sie do mysli, ze to nie moj problem i tyle. Nie zamierzam sie szarpac, tracic nerwow, ta walka i tak jest z gory przegrana, a jesli nawet nie, to za duzo by mnie to kosztowalo.
    • ocisza Re: Prawo do prywatności czy krótkowzroczność i e 04.11.09, 13:44
      Jeśli chodzi o babcię, to ja Twoich rodziców rozumiem. Jestem przeciwna
      uszczęśliwianiu starszych ludzi na siłę. To, że ktoś jest stary to nie znaczy,
      że trzeba za niego podejmować decyzje. Nie umie się przyznać do tego, że nie
      słyszy. Trudno. Na siłę jej aparatu nie założysz. Znam to, bo do własnego
      dziadka musiałam latami krzyczeć ;) Po pewnym czasie przełamał się i zaczął
      używać aparatu słuchowego, ale tylko do słuchania wiadomości. Nie lubi go i już.

      Jeśli uważasz, że Twoja babcia wymaga pomocy w prowadzeniu domu, a sama nie
      możesz się tego podjąć, to może poszukasz pomocy w opiece socjalnej? Można się
      starać o odwiedziny pomocy socjalnej w domu nieporadnej starszej osoby.

      A jeśli chodzi o psa to napiszę o tym jak było u mnie. Moi dziadkowie mają
      agresywnego psa. Pogryzł nie tylko mnie, ale jeszcze kilka różnych osób ze
      swoimi właścicielami włącznie. Mnie ugryzł do krwi, zwykle kończy się na
      złapaniu za spodnie czy rękaw. Moi dziadkowie usprawiedliwiają swojego pupila w
      sposób żałosny. Np. to że mnie pogryzł, to moja wina, bo gwałtownie się ruszyłam
      i on to źle zinterpretował... W każdym razie wymogłam na nich, że w czasie moich
      tam wizyt pies jest przywiązany na smyczy przy swoim legowisku. Powiedziałam
      wprost, że nie będę ich odwiedzać, jeśli będzie puszczany przy mnie luzem. Przy
      którejś wizycie nie wysiadłam z samochodu dopóki nie przywiązali psa.
      Powiedziałam, że mogę wrócić do domu, jeśli nie są w stanie potrzymać go na
      uwięzi w czasie mojej wizyty.

      Jedynie od Ciebie zależy jak bardzo zależy Ci na tym, żeby wymóc na rodzicach
      odpowiednie ułożenie psa. Ze względu na dziecko sugerowałabym trochę twardsze
      postawienie sprawy niż tylko marudzenie ojcu, że trzeba by zwierza wychować.
      • jul-kaa Re: Prawo do prywatności czy krótkowzroczność i e 04.11.09, 14:31
        ocisza napisała:

        > Jeśli chodzi o babcię, to ja Twoich rodziców rozumiem. Jestem przeciwna
        > uszczęśliwianiu starszych ludzi na siłę. To, że ktoś jest stary to nie znaczy,
        > że trzeba za niego podejmować decyzje. Nie umie się przyznać do tego, że nie
        > słyszy. Trudno. Na siłę jej aparatu nie założysz. Znam to, bo do własnego
        > dziadka musiałam latami krzyczeć ;) Po pewnym czasie przełamał się i zaczął
        > używać aparatu słuchowego, ale tylko do słuchania wiadomości. Nie lubi go > i już

        Problem nie jest tylko w tym, że babcia nie słyszy, ale też w tym, że się do
        tego nie przyznaje, więc udaje, że usłyszała. Poza tym babcia ma różne inne
        problemy, które trudno rozwiązać - nie tylko słuch jest tu kwestią. Rozumiem, że
        nikogo (bez względu na wiek) nie wolno uszczęśliwiać na siłę, ale co w wypadku,
        kiedy starszy człowiek robi się dla siebie niebezpieczny? Kiedy z
        uporu/głupoty/niewiedzy/braku chęci zaczyna być zagrożeniem? Kiedy ze względu na
        jego dobro możemy się wtrącić do jego zycia?

        Słuch to nie tylko kontakt z innymi ludźmi, to też brak uwstecznienia
        intelektualnego - jeśli starszy człowiek traci kontakt ze światem, to procesy
        degeneracji mózgu postępują coraz szybciej. Niewielu ludzi ma jednak tego
        świadomość.
        • ocisza Re: Prawo do prywatności czy krótkowzroczność i e 04.11.09, 15:11
          No wiesz, mojej babci bardzo dobrze robił ruch na świeżym powietrzu. Dopóki
          uprawiała działkę, coś tam grzebała w tej ziemi pomalutku, pogadała z sąsiadką,
          to było dobrze. A jak stwierdziła, że już jest za stara i sprzedała działkę, to
          tkwiąc w domu szybko zaczęła tracić siły i w oczach się po prostu starzała. Ale
          czy to znaczy, że miałam ją wyganiać na dwór i zmuszać do wysiłku fizycznego? Bo
          jej to dobrze robi? Można namawiać, tłumaczyć, ale zmuszać nie. Czy jak
          postanowi nie jeść, to wepchniesz jej na siłę dziecięcą kaszkę w gardło? Chyba
          raczej nie. A przecież niejedzenie prowadzi prostą drogą do śmierci. Możesz co
          najwyżej zawieść ją do szpitala na dokarmienie kroplówką jak już zasłabnie.
          • jul-kaa Re: Prawo do prywatności czy krótkowzroczność i e 04.11.09, 15:48
            ocisza napisała:
            > Czy jak
            > postanowi nie jeść, to wepchniesz jej na siłę dziecięcą kaszkę w gardło? Chyba
            > raczej nie. A przecież niejedzenie prowadzi prostą drogą do śmierci. Możesz co
            > najwyżej zawieść ją do szpitala na dokarmienie kroplówką jak już zasłabnie.

            A do czasu, aż zasłabnie będziesz patrzeć, jak się wykańcza? Starzy ludzie mają często zaburzenia w odczuwaniu głodu i pragnienia - nie jedzą i nie piją. Czy to znaczy, że należy biernie patrzeć na ich powolną śmierć? Wiesz ilu starych ludzi trafia do szpitala z poważnymi powikłaniami spowodowanymi odwodnieniem i niefrasobliwością rodziny, która stwierdzała - jak nie ma ochoty, niech nie pije?
            Wielu staruszków przestaje być całkowicie sprawnymi intelektualnie - nie rozumieją relacji przyczynowo-skutkowych. Należy ich wtedy zostawić samym sobie?
            Czy ja gdziekolwiek pisałam o zmuszaniu babci do noszenia aparatu, robienia badań, lepszego odżywiania? Ja tylko martwię się o nią i chciałabym, jej BEZINWAZYJNIE pomóc.
            • kotwtrampkach Re: Prawo do prywatności czy krótkowzroczność i e 04.11.09, 21:39
              No na silę nie.. Ale tłumaczenie, powtarzanie, nakłanianie "słowne" to też
              siłowe rozwiązania.. No ile mozna słuchać gadania, czy znosić fochy..
              U mnie w rodzinie naturalne było, ze dzieci opiekują się rodzicami, którzy tej
              opieki potrzebują - dziadkowie się nie sprzeciwiali. A jak najstarszy dziadek
              nie chciał aparatu, to nie miał i nie słyszał , niewiele osób krzyczało, my -
              rodzina - mówiliśmy coraz ciszej(to wymyśliło młodsze pokolenie i powiedzieli
              dzieciakm, ze to taka gra :-))- wujek kupił "na bazarze u ruskich" (dawno to
              było) prosty aparat, dziadek po czasie się przełamał i zaczął nosić. I wyłączać
              przy każdej awanturze, albo jak go coś nudziło, hehehehe
          • turzyca Re: Prawo do prywatności czy krótkowzroczność i e 04.11.09, 17:41
            Czy jak
            > postanowi nie jeść, to wepchniesz jej na siłę dziecięcą kaszkę w gardło? Chyba
            > raczej nie.

            Bede siedziala, gledzila, meczyla i przekonywala na wszelkie dostepne sposoby.
            Ale przy okazji sprawdze, skad sie to niejedzenie bierze i jak rozwiazac
            problem. Pewna starsza pani nie jadla, a raczej jadla byle jak, bo na jedna
            osobe sie jej gotowac nie chcialo, a do tego w ogole nie miala apetytu i tak
            bidowala na jogurcikach i slodkich szybkich obiadkach typu ryz z cynamonem.
            Skonczylo sie szpitalem (z innych powodow takze), w ktorym codziennie dostawala
            cztery posilki. Przyznala w ktoryms momencie, ze to jej dobrze robi. Dwa
            tygodnie spedzilismy na namawianiu jej, zeby skoro tak dobrze jej to robi, to
            zeby zamowila sobie dowoz jedzenia. Od 3 miesiecy ma jedzenie dowozone
            codziennie w okolicach poludnia (wybiera z menu na caly tydzien), zjada o
            wlasciwej porze, bo musi sie pilnowac, zeby nie wystyglo i chwali sobie
            szalenie. Kondycja tez sie utrzymuje duzo lepsza. Owszem, moglismy te posilki
            odpuscic i pozwolic, zeby po powrocie ze szpitala znowu zywila sie kaszka na
            slodko. Tylko ze to by znow oznaczalo niedozywienie i szpital. Tak wiec warto
            bylo gledzic.
            I tak samo mozemy odpuscic ruch. Przez dlugi czas problem rozwiazywala mloda,
            mila sasiadka, ktora przy dobrej pogodzie idac z dzieckiem na spacer prosila
            starsza pania o towarzystwo. Teraz, po wyprowadzce sasiadki, jak jest dobra
            pogoda, to dzwonimy i zapowiadamy sie na spacer. Sama na spacer nie pojdzie, ale
            dla towarzystwa owszem. No to poswiecamy ten czas i idziemy na spacer z nia.
            Czasem trzeba przejac odpowiedzialnosc i czasem trzeba do tego uzyc podstepu.
            • ocisza Re: Prawo do prywatności czy krótkowzroczność i e 05.11.09, 09:33
              O! I to są dobre rozwiązania. Ględzić, namawiać, może czasem użyć mądrego
              podstępu :) Jak najbardziej.
    • jul-kaa wieści z placu boju :) 09.11.09, 13:02
      Uprzejmie donoszę, że rodzice zdrowi, zaszantażowani, że jak się nie będą leczyć, to nie będziemy im pomagać (a takie dictum boli szczególnie mnie, bo oni nam pomagają znacznie bardziej, niż my im...), pies ma tresera, który na razie bardziej tresuje rodziców - jestem zachwycona! Zmianę w zachowaniu szczeniula widać już po dwóch spotkaniach :)
      Babcia - mama zaczyna wierzyć, że z babcią coś się dzieje - ostatnio wymyśliła i rozpropagowała po rodzinie (babcia, nie mama ;)) tak absurdalną bzdurę, że włosy nam wszystkim dęba stanęły. Mama będzie u niej teraz pewnie przynajmniej raz na tydzień-dwa, może zauważy, że babcia potrzebuje więcej pomocy.

      Dziękuje Wam za wszystkie rady :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka