Dodaj do ulubionych

jak zaakceptowac nieakceptowalne?...

13.08.10, 14:12
nie, nie, zadna tragedia ;)
ale pewien problem...

znacie jakies sprawdzone sposoby na zmiane swojego nastawienia do czegos
konkretnego? na pozytywne, rzecz jasna ;)

czeka nas cos takiego... juz przez to przeszlismy, bylo dosc tragicznie, ale -
zdajemy sobie z tego sprawe (ja i maz) - bylo tak w duuuzej mierze z powodu
naszego nastawienia... bylo (i jest) negatywne, choc obiektywne realia nie sa
takie zle.

od razu napisze - nie mamy wyjscia, to MUSI sie odbyc, a chcemy, zeby odbylo
sie przyjemnie. mysle, ze jak zmienimy troche nastawienie, to moze byc ok.

ale wlasnie - JAK (konkretnie!) to zrobic?
w glowie jest zakodowane, ze nic sie strasznego w zasadzie nie dzieje, ze jest
ok, ale i tak nasze subiektywne odczucia sa inne - bedzie tragicznie (jak co
roku, heh).

NAPRAWDE chcielibysmy zmienic nastawienie, majac ku temu racjonalne przeslanki
(tzn wiemy, ze nie ma nieszczescia, ze nie jest tak zle, jak to odczuwamy, ze
ta "tragicznosc" robi glownie nasze nastawienie), ale nie potrafimy "sami z
siebie". dlatego pytam o sprawdzone (albo i nie ;)) sposoby :)
Obserwuj wątek
    • mania_aniam Re: jak zaakceptowac nieakceptowalne?... 13.08.10, 14:42
      porod? przeprowadzka?;)

      Mnie niedlugo nawiedzi mama ze swoim nowym TZ - K o s z m a r.
      Kiedy czeka mnie cos tragicznego (co realnie da sie przezyc, ale odczuwam to
      fatalnie) spisuje sobie na kartce plusy i minusy (jak sie je spisze, to nie sa
      juz takie straszne) i pod spodem rozwiazania i pomysly, jak zrobic, zeby bylo to
      lepsze.
      I duzo rozmiawiam o tym z moim TZ i przyjaciolkami, bo jak ktos na to spojrzy
      obiektywnie i ja sie wygadam, to jest lepiej:)

    • zawsze_zielona Re: jak zaakceptowac nieakceptowalne?... 13.08.10, 14:53
      Po pierwsze zastanowic sie, czemu sie Wam wydaje, ze bedzie tragicznie?
      Rozumiem, ze problem coroczny. Czy w zeszlym roku CALY CZAS bylo tragicznie?
      Jesli nie, to przypomniec sobie kiedy i dlaczego tragicznie nie bylo.

      Nie wiadomo o co chodzi, ale zalozmy, ze chodzi o dlugi urlop z tesciowa
      (przepraszam na kliche);)

      Powiedzmy, ze tesciowa jest typem rozpieszczonej hrabianki. Czy mozna sie na
      godzine od jej towarzystwa uwolnic i w spokoju odpoczac? Ja jestem typem raczj
      samotnika i musze czasem pobyc sama, inaczej zaczynam gryzc.

      Piszesz, ze MUSI sie odbyc. Czyli jesli by sie nie odbylo, to swiat wygladalby
      jeszcze gorzej, tak? Czyli uzywajac przykladu tesciowej, jesli z nia nie
      pojedziesz, bedzie upierdliwa bardziej niz zwyke przez caly rak. Wtedy nalezy
      sie przekonac, ze to tzw. inwestycja na przyszlosc, cos jak wizyta u dentysty-
      chwila bolu i spokoj na pare miesiecy.

      Najlepiej na mnie dziala swiadomosc, ze mam kontrole nad sytuacja i wiem jak sie
      zachowac, gdy zaczyna robic sie naprawde zle. Ze jesli cos naprawde zacznie mnie
      wkurzac, to bede potrafila uprzejmnie ale stanowczo wyrazic swoje niezadowolenie.
      • kura17 Re: jak zaakceptowac nieakceptowalne?... 13.08.10, 15:10
        oczywiscie bywaja momenty mniej tragiczne, a nawet przyjemne (rzadziej). ale
        generalnie jestesmy sytuacja tak wkurzeni, ze w ciagu tych krotkich chwil, gdy
        jest fajnie, nie umiemy sie zrelaksowac. zlosc /rozzalenie (na los) zaslania nam
        fajnosc chwil. naprawde szkoda, ze tak sie dzieje, chcielibysmy to zmienic.
        mozliwe, ze wtedy i calosc nie wydawalaby sie tak tragiczna...

        problem w tym, ze ja MOGE wyrazic swoje niezadowolenie, ale to... nic nie da (ze
        wzgledu na specyfike sytuacji). dokladnie mamy wrazenie, ze nie mamy zadnej
        kontroli nad sytuacja i nie ma za bardzo jak wyrazic gniewu w kontrolowany i
        konstruktywny sposob...

        podoba mi sie pomysl z "inwestycja na przyszlosc" oraz ze spisaniem +/- na
        kartce i przedyskutowaniem z mezem. oboje jestesmy w identycznej sytuacji ;)

        ps. a tesciowa mam ok, tak btw :D
        choc na urlop z nia nie jezdze!
    • pierwszalitera Re: jak zaakceptowac nieakceptowalne?... 13.08.10, 15:19
      Filozoficznie. ;-) Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Co nas nie zabije, uczyni nas tylko silniejszym. Jak zamykają się jedne drzwi, to otwierają się nowe. Szklanka może być do połowy pusta, ale też do połowy pełna. Istnieje coś takiego jak kosmiczna sprawiedliwość, więc zdarzenie przyniesie w przyszłości coś pozytywnego. Niezbadane są zależności losu, więc nie wiadomo do czego się to zdarzenie przyda. Ohmmm. ;-)
      A tak praktycznie, to należy skoncentrować się nad pozytywami zdarzenia. Z jakiegoś powodu to robicie, więc jakoś się to wam opłaca. Te powody mają pewnie jakieś znaczenie i to znaczenie należy postawić na pierwszym miejscu. Na przykład organizuję uroczystość rodzinną, której chętnie bym uniknęła, ale sprawiam tym przyjemność kochanym rodzicom. Stawiam więc naszą emocjalną zależność, moją miłość do rodziców, na pierwszym planie i już mam wytłumaczenie, że warto. Nawet przymusy społeczne można w ten sposób tłumaczyć. Kupujemy za nie bowiem święty spokój, który też ma pewną wartość, trzeba tylko się przed sobą przyznać, że nam na tym zależy. Można też przedstawić sobie szkody z rezygnacji i uznać je za nieproporcjonalnie wysokie w stosunku do kosztów poniesionych w związku z wydarzeniem. Czyli zrobienie pragmatycznego bilansu. Na polubienie jednak, czego się nie lubi, nie ma chyba szybkiego i uniwersalnego sposobu.
      • kura17 Re: jak zaakceptowac nieakceptowalne?... 13.08.10, 15:31
        no tak, to chyba tylk ohmmmmm nam zostaje :)

        dodatkowa przeszkoda jest fakt, ze to "impreza" dosc dluga (ok 2 tygodnie),
        ktora wyczerpuje nas bardzo (najmniej fizycznie, ale bardzo psychicznie -
        glownie przez podejscie nasze).

        myslalam, ze mi wyciagniecie jakiegos bialego kroliczka z kapelusza, ech... ;)
        • paulinago Re: jak zaakceptowac nieakceptowalne?... 13.08.10, 16:05
          kura17 napisała:

          > no tak, to chyba tylk ohmmmmm nam zostaje :)
          >
          No jest jeszcze wódka. I okolice:)
          A poważnie: z perspektywy czasu wiem, że te najgorsze chwile mojego życia, były
          zawsze jednymi z najbardziej wartościowych. Ogromnie cenię sobie takie lekcje
          pokory.
          Więc ohhhmmm może być skuteczniejsze niż myślisz. Życzę żeby było:)
        • pierwszalitera Re: jak zaakceptowac nieakceptowalne?... 13.08.10, 17:34
          kura17 napisała:

          > dodatkowa przeszkoda jest fakt, ze to "impreza" dosc dluga (ok 2 tygodnie),
          > ktora wyczerpuje nas bardzo (najmniej fizycznie, ale bardzo psychicznie -
          > glownie przez podejscie nasze).


          Zaczynam podejrzewać, że chodzi o mój ulubiony sprawdzian losowy, czyli wizytę rodziny. ;-) Albo wspólny urlop. ;-) To drugie mi nie grozi, bo jestem już na tyle asertywna, ale czemu naprawdę mili ludzie mogą po 24 godzinach wspólnego dzielenia dachu nad głową stać się tak upierdliwi, że ma ochotę wystrzelić się ich na księżyc? ;-) Nie znalazłam sposobu, by zacząć takie dłuższe wizyty lubić. Pozostaje tylko kategoryczne wyłączanie się z wydarzeń, branie czasu tylo dla siebie, nawet po głupimi pretekstami, że musimy koniecznie SAMI gdzieś tam pójść i coś tam załatwić, a siadamy w tym czasie sobie po prostu w parku. Takie przerwy pozwalają naładować energii i złapać trochę dystansu do sytuacji. Bo to tylko tydzień, albo dwa tygodnie. W porównaniu do wieczności nie ma najmniejszego znaczenia. ;-) Chyba mam ciągoty do buddyzmu. ;-)
          • zawsze_zielona Re: jak zaakceptowac nieakceptowalne?... 13.08.10, 18:30
            Jesli masz miec gosci na dluzej niz 3 dni, to trzeba sie do tego przygotowac,
            inaczej szybko tafi Cie szlag.
            1. Polecam sprawdzenie, co dzieje sie w miescie i zrobienie kalendarza wydarzen-
            goscie beda zadowoleni, Wy bedziecie miec chwile spokoju i wieczorem z checia
            wysluchacie "jak minal dzien".

            2. Pod zadnym pozorem nie bierz urlopu na caly tydzien- bedziesz wkurzona, ze
            marnujesz urlop i skonczy sie gderaniem. Polecam podejcie "na hostel": tu sa
            klucze, tu jest lodowka, tu mapa miasta i do tego rower (mieszkam w Kopenhadze)
            i do zobaczenia wieczorem. Jesli goscie sie zgubia w miescie, zawsze moga do
            Ciebie zadzwonic. Od kiedy sama sie przekonalam, ze NIE musze spedzac z goscmi
            kazdej chwili, wizyt staly sie naprawde przyjemne.
            • kura17 Litera i Zielona ;) 13.08.10, 19:07
              niestety, nie jest to tak proste, jak wizyta rodziny, hehe...
              ... jest gorzej...

              typy jednak niezle :)

              chodzi, prozaicznie i zwyczajnie, o wakacje z wlasnymi dziecmi...
              od 2 lat (odkad jezdzimy z dwojka) wracamy po wakacjach tak urabani, ze glowa
              boli :(
              dzieciaki daja popalic straszliwie, nie dosc, ze wstaja regularniemiedzy 4:30 a
              6 (i wymuszaja zajecie sie soba), to jeszcze wisza na nas calymi dniami,
              domagajac sie 100% uwagi... co roku z trwoga oczekujemy sezonu urlopowego, heh
              wracamy niewyspani, zmeczeni, zli na siebie, ze nie mamy funu z wakacji z
              wlasnymi dziecmi... a jak jeszcze pogoda niedopisuje (jak w zeszlym roku), to
              jest masakra. z radoscia wracamy do pracy...
              przez ostatnie 3 lata w zasadzie nie wypoczelismy wcale

              jak widzicie, nie wchodzi w gre metoda "hostel", badz "musimy wyjsc gdzies
              sami", nie da sie... dzieci sa wciaz male (5 i 3 lata).

              i caly czas tkwi w glowie zadra, ze czlowiek nie potrafi sie cieszyc czasem
              spedzonym z wlasnymi dziecmi...

              nie chcialam pisac o co dokladnie chodzi na poczatku, bo to troche odwraca uwage
              od sedna problemu (nasze podejscie), my naprawde duzo "sztuczek" stosujemy, zeby
              dzieci byly "zabawione" i mialy atrakcyjne wakacje, ale kosztuje nas to bardzo
              wiele...
              • mania_aniam Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 19:19
                To moze zostawcie dzieci dziadkom (np. 3 dni jedna strona, 3 dni druga), a sami
                z mezem jedzcie na wypoczynek? kurcze, Wam tez naleza sie wakacje, szczegolnie
                po 3 latach bez:)
                • kura17 Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 19:24
                  dzieci juz byly same u mojej mamy (tydzien), z tesciowa nie da rady ich
                  zostawic, ona ma 80 lat.

                  caly problem w tym, ze "chcemy" pojechac na rodzinne wakacje.
                  oboje pracujemy, dzieci za duzo w ciagu tygodnia nie widujemy (chlopcy chodza do
                  przedszkola), wiec nalezy im sie czas tylko z rodzicami ;) a na wakacje z
                  dziecmi plus wakacje samemu zwyczajnie nie mamy wystarczajaco urlopu... zycie ;)

                  poza tym - fajnie byloby miec fun z wakacji z dziecmi, nie?
                  zwlaszcza, ze wiekszosc wraca zawsze "taaaaaka wypoczeta"...
                  ... my nie...
                  • zawsze_zielona Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 20:04
                    Jaki byl Wasz ulubiony sposob spedzania wakacji zanim mieliscie dzieci? Moze
                    teraz, ze wzgledu na dzieci, zmuszacie sie do robienia czegos, co Wam nie
                    sprawia zadnej przyjemnosci. Innymi slowy, jak byscie spedzili wakacje,
                    gdybyscie mieli pojechac bez dzieci? I czy z dziecmi da sie zrealizowacd
                    powiedzmy 50% planu?

                    A gdzie na te wakacje jezdzicie? Bo moze miejsce nieatrakcyje z punkt widzenia
                    dzieci i dlatego chlopcy sa taki nadaktywni? Moja przyjaciola ma syna z jak to
                    ona nazywa "robakami w tylku"- jesli sie dzieciak nie wybiega w ciagu dnia to
                    roznosi caly dom. Moze pojedzcie gdzies pod namiot? Na polu namiotowym bedzie
                    mnostwo innych dzieci, chlopcy sie wybiegaja i nie beda tak wczesnie wstawac.

                    Poza tym nie wierzylabym nikomu, kto opowiada, ze wakacje z dziecmi to tylko
                    odpoczynek i zabawa- brzmi jak dobre science-fiction;)
                    • kura17 Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 20:22
                      ulubiony sposob "sprzed" - fajne miejsce (NIE cieple kraje) i SWIETY SPOKOJ.
                      tego drugiego nam teraz brakuje i to bardzo...

                      jezdzimy w zasadzie w te same miejsca, nad morze, poza sezonem, w miejsca
                      odludne w miare - tak lubimy :)
                      w zalozeniu jest zawsze blisko plaza i morze, chlopcy to uwielbiaja.
                      i, choc wybiegac sie lubia i to robia, to jednak oni chca NON STOP naszej
                      uwagi... jak sie bawia w piasku, to musimy podziwiac, co buduja, jak sie taplaja
                      w wodzie, to albo z nami, albo musimy sie przygladac. musza nas miec do swojej
                      wylacznej dyspozycji, co jest niezwykle meczace (dla nas).

                      jak jezdzilismy z jednym tylko (starszym), to jakos sie dalo wytrzymac. z dwojka
                      - masakra...

                      oczywiscie jestesmy w zaszadzie 100% czasu na powietrzu, na plazy, w wodzie, na
                      spacerze... ale to za malo :(
                      a oni, jak sa zmeczeni, to odstawiaja cyrki niemilosierne, wiec wieczory sa
                      koszmarne zawsze. a rano bezlitosna pobudka...

                      gdyby oni chodzili spac bez cyrkow (ze zmeczenia) oraz dali nam ze 2 godziny
                      spokoju w ciagu dnia - byloby idealnie :)

                      oni nawet nie sa nadaktywni, oni zwyczajnie chca naszej uwagi (oboje) na maksa.
                      a my - co tu sie oszukiwac - nie jestesmy stworzeni na rodzicow dwojki dzieci.
                      przekonalismy sie o tym "po fakcie" i jakos trzeba zyc teraz ;)

                      w zasadzie staramy sie dopasowac wszytsko do dzieci - ale lubia morze, jak i my,
                      wiec tutaj nie ma poswiecen i problemow. w zeszlym roku przez 2 tygodnie
                      mielismy zla pogode (zimno, BARDZO wietrznie i sporo deszczu) i malo nie
                      oszalelismy... albo jeczace meczybuly (bo nie moga robic tego, co chca), albo
                      wiecznie mokre dzieci, przy temp 15 stopni i mega witrze (mlodszy nie dal rady
                      isc pod wiatr ;)).

                      wiem, ze marudze, wiem, ze dla wiekszosci nasze problemy sa z ksiezyca wziete,
                      ale my naprawde sie meczymy na tych wspolnych wakacjach, a wolelibysmy zmienic
                      nastawienie... bo gadalam z kolega z pracy, on ma 3 dzieci, w podobnym wieku do
                      naszych. byl z nimi na wakacjach wlasnie, pogadalismy . w zasadzie zachowania i
                      problemy te same, ale on twierdzi, ze mial switna zabawe! to wlasnie jest to -
                      inne podejscie, ktore chcielibysmy sobie wyrobic :)

                      ps. Zielona - Ty mieszkasz w kopenhadze, tak? bo my te wakacje wlasnie w dani
                      planujemy :) ja bym chciala zwiedzic kopenhage, nie wiem, czy nam sie uda (to
                      dosc daleko od nas), ale jesli tak - moze jakas kawa? o ile nie przestraszylas
                      sie moich opowiesci o kurzej bandzie ;) my tam bedziemy 2 pierwsze tygodnie
                      wrzesnia.
                      • roza_am Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 21:21
                        Kura, pewnie nie wszystko da się w tym roku zrealizować, ale rzucę parę myśli ku inspiracji:

                        Na wakacje z dziećmi dobrze jest zabrać dodatkową osobę(-by) do pomocy: babcię, ciocię, opiekunkę - można poustalać dyżury i spędzać czas w różnych konfiguracjach.

                        Inna opcja powyższego - wspólny wyjazd z inną zaprzyjaźnioną rodziną. Taką, z którą możecie się dogadać w kwestii opieki na dziećmi. Raz jedna para zostaje z cała gromadką, a druga idzie na spokojne randez-vous czy co tam, drugiego dnia odwrotnie. To daje też inne możliwości grupowania się do poszczególnych aktywności, np. płciami.

                        > oczywiscie jestesmy w zaszadzie 100% czasu na powietrzu, na plazy, w wodzie, na
                        > spacerze... ale to za malo :(
                        > a oni, jak sa zmeczeni, to odstawiaja cyrki niemilosierne, wiec wieczory sa
                        > koszmarne zawsze. a rano bezlitosna pobudka...

                        Wiesz co, a może tego ruchu jest jednak dla nich za dużo? Może są potem za bardzo pobudzeni i dlatego nie mogą zasnąć? Próbowaliście może z opcją wyciszania dzieciaków od którejś tam godziny? Może trzeba im po południu aplikować jakieś spokojniejsze działania.

                        Deszcz. Tutaj proponuję jeszcze przed wyjazdem zaprogramować taką ewentualność - zabrać różne zabawki, układanki, filmy - najlepiej tajnie przed maluchami, coby nie domagali się przy ładnej pogodzie, a przy złej mieli niespodziankę :) Dobre są takie lokalizacje wakacyjne, gdzie są też dostępne jakieś atrakcje pod dachem albo łatwa możliwość dojazdu do takowych.

                        I jeszcze jedna rzecz mi przychodzi do głowy. Czy nie dajecie w wakacje dzieciom więcej słodyczy niż zwykle (lody, napoje, wata cukrowa itp.)? Często się takie rzeczy na plaży kupuje impulsywnie, a jakby podsumować wychodzą z tego całkiem spore ilości cukru czy barwników. A to też może jakoś tam wpływać na dzieciową zwiększoną marudność.
                        • kura17 Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 21:36
                          Roza, dzieki za zainteresowanie i rady :)

                          na pewno warto przeczytac, co inni sadza - ja bardzo lubie takie "burze mozgow",
                          pomaga mi spojrzec na problem z roznych stron, czasem nieoczekiwanych dla mnie.

                          ze slodyczami nie szalejemy, raczej nie dostaja wiecej, niz na codzien (a to
                          znaczy - niewiele)

                          ja wlasnie nie wiem, czemu oni maja takie problemy ze snem. sa padnieci, ale
                          usnac nie moga, w nieskonczonosc jecza i nas wolaja... tzn najczesciej to
                          mlodszy robi, bo starszy rzeczywiscie potrafi pasc w sekunde, nawet jak mlodszy
                          sie awanturuje w tym samym pokoju... moze to wiek??? ale mlodszy jednak zupelnie
                          inny chaakter ma, to na pewno ma wplyw...

                          wakacje ze znajomymi... no nie wyobazam sobie... "zabawiac" nie tylko dzieci,
                          ale i innych doroslych?? raczej nie dla nas :(
                          choc poznanie na miejscu kogos - moze to jest wyjscie? jak na razie nam sie nie
                          udalo, hehe

                          probujemy wyciszac, ale chyba cos zle robimy :(

                          oczywiscie, gdyby dac im siedziec przed tv, to bylyb caly czas SWIETY SPOKOJ,
                          ale tutaj znow wlaczaja sie wyrzuty sumienia... oni mogliby tv caly dzien ogladac...
                          jedny raz, gdy pozwalalam, to zeszlej zimy, jak jeden syn i maz mieli swinska
                          grype, mlodszy syn zapalenie krtani, a ja bylam sama jedna zdrowa w tym
                          towarzystwie i modlilam sie, zeby maz wyzdrowial, nim mnie grypa wezmie :))))
                          • anka-ania Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 22:32
                            kura17 napisała:

                            > ja wlasnie nie wiem, czemu oni maja takie problemy ze snem. sa padnieci, ale
                            > usnac nie moga, w nieskonczonosc jecza i nas wolaja... tzn najczesciej to
                            > mlodszy robi, bo starszy rzeczywiscie potrafi pasc w sekunde, nawet jak mlodszy
                            > sie awanturuje w tym samym pokoju... moze to wiek??? ale mlodszy jednak zupelni
                            > e
                            > inny chaakter ma, to na pewno ma wplyw...

                            Trudności z zaśnięciem mogą faktycznie wynikać z przemęczenia. Czasem zdarza mi
                            się przegapić u mojego prawie 4-latka moment, gdy już powinien być w łóżku i
                            zawsze kończy to się marudzeniem, a nawet wyciem. Wtedy najlepiej odpuścić
                            kąpiel, przeczytać coś krótkiego do poduszki, czyli generalnie wyciszać.

                            > wakacje ze znajomymi... no nie wyobazam sobie... "zabawiac" nie tylko dzieci,
                            > ale i innych doroslych?? raczej nie dla nas :(
                            > choc poznanie na miejscu kogos - moze to jest wyjscie? jak na razie nam sie nie
                            > udalo, hehe

                            Ja jestem z tych mniej towarzyskich, ale na szczęście mąż łatwo nawiązuje
                            kontakty. Właśnie wróciliśmy z urlopu, na którym poznaliśmy rodzinę z
                            sąsiedniego domu letniskowego. Oni też byli z synem, co prawda 2 razy starszym
                            od naszego, ale chłopakom to nie przeszkadzało. Popołudnia mieliśmy z głowy, bo
                            dzieciaki ganiały po terenie, a starszy dodatkowo fajnie opiekował się małym,
                            tzn. bronił przed innymi, wciągał do zabawy w większej grupie dzieci. Teren był
                            ogrodzony i bezpieczny, a dzieciarnię mieliśmy cały czas w zasięgu wzroku z
                            tarasu, gdzie relaksowaliśmy się ;) z sąsiadami. Całych dni nie spędzaliśmy
                            razem, nikt też nie obrażał się, gdy ktoś nie miał ochoty na wieczorne/nocne
                            siedzenie. Moje imprezowanie kończyło się na ogół w momencie położenia małego
                            spać - sama też się przy tym skutecznie usypiałam. :)

                            > oczywiscie, gdyby dac im siedziec przed tv, to bylyb caly czas SWIETY SPOKOJ,
                            > ale tutaj znow wlaczaja sie wyrzuty sumienia... oni mogliby tv caly dzien
                            ogladac...

                            IMO wakacyjne poranki to dobry okres, aby pozwolić dzieciakom na oglądanie TV.
                            Potem zawsze można tłumaczyć się, że wakacje rządzą się specjalnymi prawami.
                            Ja też nie cierpię wcześnie wstawać i niewyspana jestem strasznie marudna. Z
                            dwojga złego (wściekła matka vs TV) wybieram TV. Przynajmniej potem mam siłę i
                            nastrój, by zająć się dzieckiem.
                            W tym roku mieliśmy wakacje bez TV i rano ktoś musiał dyżurować przy młodym, ale
                            zawsze jedno z nas, nie oboje. Już jakiś czas temu nauczyłam się przełączać w
                            tryb "tata też potrafi" i nie reagować zarówno na głos małego, jak i TŻ. Temu
                            drugiemu dobitnie wyjaśniłam, że nie życzę sobie zawracania gitary i ma sobie
                            radzić, jak ja śpię, bo ja, w odwrotnej sytuacji, jemu nie przeszkadzam.

                            No i wypoczęliśmy. :)
                            • kura17 Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 22:56
                              u nas akurat nie ma problemu z meza angazowaniem sie w rodzicielstwo.
                              od poczatku byl calkowicie wlaczony we wszystko, z wlasnej woli.
                              i jest to wielka pociecha i wytchnienie, fakt, posiadanie "brother in arms"
                              krzepi ;)

                              dlatego wlasnie wakacje z jednym dzieckiem byly naprawde wakacjami :)
                              zawsze jedna osoba mogla sie wylaczyc... ale z dwojka to duzo trudniejsze (dla
                              nas), bo oni jednak wciaz walcza o nasza uwage i oboje konkuruja ze soba (co
                              jest normalne, ale wyczerpujace).

                              moze i nam sie uda znalesc takich sasiadow, jak wasi, obok??? trzymajcie kciuki :)

                              mamy taka sasiadke za plotem. jak chlopcy sa z nia (u nich badz u nas), to jest
                              cud-miod-i-orzeszki :) ale na wakacje z nami nie jedzie... a moze powinna? ;)
                      • kotwtrampkach Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 22:23
                        kura17 napisała:
                        > gdyby oni chodzili spac bez cyrkow (ze zmeczenia) oraz dali nam ze 2 godziny
                        > spokoju w ciagu dnia - byloby idealnie :)

                        a nie możecie sie tak umówić? Nie, nie zartuję :-) Umówić zwyczajnie: po
                        obiedzie potrzebuję dwie godziny odpoczynku (tylko jak wytłumaczyć 3-latkowi nie
                        wiem, 5-latek zrozumie cyferki na zegarku) a potem mozemy iść gdzieś i już.
                        Z zasypianiem nie ma lekko - tego się uczą dzieciaki po parę lat. ALe mozena
                        wytłumaczyć i umówić się ze sobą :-) np. Jak dziecko nie chce spać, to ma nakaz
                        bycia cicho i nie ingeruję. Albo Może nie spać, może być światło, ale dziecko
                        jest w łóżku (ogląda książkę?) każde w swoim! i nie wychodzi, inaczej gasimy
                        światło. (no i trzeba stracic parę dni na konsekwencję ifochy...)

                        >
                        > oni nawet nie sa nadaktywni, oni zwyczajnie chca naszej uwagi (oboje) na maksa.

                        Oboje na maksa - to norma. 100% czasu - już niekoniecznie :-) Mozecie sie umówić
                        z nimi, że z Zosią rozwiązujemy krzyżówki po śniadaniu przez godzinę (a potem
                        idziemy w miasto?) a z Kasią czytamy książkę przez godzinę po obiedzie. Albo i z
                        Zosią i z Kasią czytamy, ale z ZOsią jej książkę po śniadaniu, a z Kasią po
                        obiedzie jej ksioążkę. Albo można się umówić, że mama idzie z zosią w środę po
                        śniadaniu - gdzie będą chciały i robią wszystko co chcą, a tato z Kasią, a w
                        piątek odwrotnie etc.

                        Generalnie dużo jest kombinacji, ale chodzi o to, żeby dziecku dać trochę siebie
                        na wyłączność :-) To procentuje.. Nie tylko w wakacje :-)

                        > a my - co tu sie oszukiwac - nie jestesmy stworzeni na rodziców dwójki dzieci.
                        > przekonaliśmy sie o tym "po fakcie" i jakoś trzeba żyć teraz ;)

                        Można wychowywanie potraktować jak każdą inną prace - i to chyba byłoby
                        najlepsze wyjście. Dokładny plan, konsekwencja, strategia.. i chwila czasu na
                        wyłączność. Tak jak cukiernik uczy się trzy lata zawodu (albo 2? ;-) ) . potem
                        robi szkolenie ze zdobienia, kurs gotowania polewy, kurs przedsiębiorczości,
                        kurs łączenia mąki z wodą itd itp - tak i rodzic powinien się douczać a nie
                        działać w ciemno :-)

                        > w zasadzie staramy sie dopasowac wszytsko do dzieci

                        tu jest chyba błąd.. Dzieci wyczuwają poświęcenie szóstym zmysłem i bardzo im z
                        tym źle..

                        - ale lubia morze, jak i my,
                        > wiec tutaj nie ma poswiecen i problemow. w zeszlym roku przez 2 tygodnie
                        > mielismy zla pogode (zimno, BARDZO wietrznie i sporo deszczu) i malo nie
                        > oszalelismy... albo jeczace meczybuly (bo nie moga robic tego, co chca), albo
                        > wiecznie mokre dzieci, przy temp 15 stopni i mega witrze (mlodszy nie dal rady
                        > isc pod wiatr ;)).
                        >
                        > wiem, ze marudze, wiem, ze dla wiekszosci nasze problemy sa z ksiezyca wziete,
                        > ale my naprawde sie meczymy na tych wspolnych wakacjach, a wolelibysmy zmienic
                        > nastawienie... bo gadalam z kolega z pracy, on ma 3 dzieci, w podobnym wieku do
                        > naszych. byl z nimi na wakacjach wlasnie, pogadalismy . w zasadzie zachowania i
                        > problemy te same, ale on twierdzi, ze mial switna zabawe! to wlasnie jest to -
                        > inne podejscie, ktore chcielibysmy sobie wyrobic :)

                        u mnmie jest tak, że trzeba być trochę dzieckiem, czasem podbiec kawałek, żeby
                        kogoś połaskotać, czasem znienacka podnieść kogoś do góry czy ochlapać wod,
                        zbudować wielką dziurę w piasku albo kogoś zakopać. Ale najbardziej mi pomaga
                        śmianie się w duzej ilości i wyszukiwanie śmiesznych rzeczy. Albo przytulanie
                        (pomimo dzieciaka) z fajnym facetem (bo ten mój fajny jest) :-) taki skradziony
                        całus czy pieszczota bardzo energetycznie mogą zadziałać..

                        o wszystkim się nie da, ale ja bym zaczęła od wypisania wszystkich rzeczy, które
                        MNIE mogą sprawić przyjemność na takim wyjeździe (biorąc pod uwagę wytrzymałość
                        i kondycję i skłonność do siedzenia cicho dziecka :)))) )
                        • kura17 Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 22:36
                          hehe, fajny ten Twoj post :)
                          widac po nim, ze masz radosc z czasu spedzanego z dziecmi...
                          nam jakos to z trudem przychodzi ;)
                          mysle, ze od nastawienia (naszego) to tez zalezy...

                          my staramy sie rozsadnie dopasowac rzeczy do dzieci. tak, zeby obie strony (mali
                          i duzi) mieli przyjemnosc i cos fajnego. np jedziemy nad morze, bo dzieci
                          uwielbiaja, a juz konkretne fajne miejsce wybirramy tak, zebysmy my sie cieszyli :)

                          Twoje pomysly fajne, wykorzystam. tylko zastanawiam sie, czy dam rade robic to z
                          takim entuzjazmem, jak Ty opisujesz ;) ja po Twoich postach WIDZE, ze lubisz
                          przebywac z dziecmi. nam jest trudniej ;)
                          • effka454 Kuro 14.08.10, 21:05
                            jak tak czytam Twoje posty, to trochę jakbym czytała o sobie, tzn. też nigdy nie
                            miałam cierpliwości do dzieci i też mam dwoje dzieci, i tak jak Ty zastanawiam
                            się czy ja się nadaję na matkę dwojga (a nawet jednego), bo jestem straszną
                            egoistką, zresztą mój TZ tak samo ;P
                            I może właśnie dlatego, że jesteśmy tacy egoistyczni (oboje potrzebujemy pewnej
                            "przestrzeni i czasy" dla siebie, w czym nie przeszkadza fakt, że osoba bliska
                            siedzi obok w fotelu) egzekwujemy to także od dzieci.
                            Nawet jak byli mali (teraz już 11 i 13) to o danej godzinie było powiedziane, że
                            dzieci są w łóżku i nie ma gadania, łażenia, marudzenia. Jak byli mali to my im
                            czytaliśmy na dobranoc (teraz wieczorną lekturę przed snem załatwiają we własnym
                            zakresie), ale warunek był jeden: nie ma gadania i łażenia, jeśli ktoś się snuje
                            czas lektury jest skracany. W tej chwili są już "wytresowani" ;)
                            To samo z zajęciami podczas urlopu: możemy się chwilę pobawić, pobudować zamki z
                            piasku, poskakać na fali, ale mamusia i tatuś przez cały rok pracują na chlebek
                            i zabawki i latem chcą trochę odpocząć po swojemu: poczytać, poleniuchować itd.

                            Ja jestem straszny nerwus, a cierpliwość do dzieci to ostatnia rzecz, o którą
                            można mnie posądzić ;P Kiedyś pracowałam w małym biurze podróży specjalizującym
                            się w organizowaniu kolonii i zaproponowano mi, abym poszła na kurs i jeździła
                            jako wychowawca kolonijny. Powiedziałam wprost, że to nie dla mnie, bo wyduszę
                            dzieciaki.

                            No ale jak widać moje jeszcze żyją i nawet nie są chyba za bardzo zmaltretowani ;))
                            chociaż ostatnio jak poprosiłam syna żeby odkurzył swój pokój to usłyszałam, że
                            wyżywam się na nim o_O

                            Więcej luzu, jedźcie na ten urlop z nastawieniem, że organizujecie wypoczynek
                            pod siebie, a te dwa rozwrzeszczane osobniki obok to tak przy okazji trzeba
                            trochę przypilnować, żeby się nie utopiły i nie zakopały ;)
                          • kotwtrampkach Re: Litera i Zielona ;) 15.08.10, 01:10
                            kura17 napisała:

                            > hehe, fajny ten Twoj post :)
                            > widac po nim, ze masz radosc z czasu spedzanego z dziecmi...

                            hmm, racja, mam tę radość. pod warunkiem, ze mam przerwy od dziecka i pomoc w
                            zajmowaniu się. Wtedy jestem genialna matką.
                            Kiedy jestem zmęczona, albo nie mam pracy "wychodzącej", albo jeszcze coś innego
                            powodującego 24/h, albo po prostu dopada mnie zmęczenie jestem matką okropną i
                            wredną opiekunką i złoszczę się na siebie ze tak jest..

                            > nam jakos to z trudem przychodzi ;)

                            mnie też nie łatwo. Niedawno wymysliłam, ze gdyby zajmowanie się moim dzieckiem
                            było moją pracą - byłabym o niebo lepsza :):)
                            NO i mój facet ma zupełnie inne podejście, dzieki temu na jego energii też
                            możemy pociągnąć.

                            > mysle, ze od nastawienia (naszego) to tez zalezy...

                            a ja zaczynam myśleć, że żaden post nie zmeini Waszego nastawienia - co
                            najwyżej, można by tu spróbować autosugestii :-) Codziennie rano i po obiedzie,
                            przed lustrem, z przekonaniem, z wielkim uśmiechem powodującym napięcie w całej
                            twarzy (w najmniejszych jej mięśniach) - powtarzanie "ale będzie super w czasie
                            wakacji" :-)

                            :D:D:D:D
                          • kotwtrampkach ps 15.08.10, 01:18
                            > Twoje pomysly fajne, wykorzystam. tylko zastanawiam sie, czy dam rade robic to z
                            > takim entuzjazmem, jak Ty opisujesz ;) ja po Twoich postach WIDZE, ze lubisz
                            > przebywac z dziecmi.

                            kwestia uczenia, pewnej dawki wiedzy i zdrowego rozsądku..:-) i CZASU.
                            niesamowicie zazdroszczę kobietom mającym naturalnie instynkt macierzyński i
                            zakochujących się w swoich dzieciach od pierwszego wejrzenia :) Ale dzięki temu
                            wybrakowaniu potrafię dużo rzeczy potraktować rozumem i logicznie do nich
                            podejść - odnoszę wrażenie że to duży plus w moich relacjach z różnymi
                            dzieciakami :) najważniejsze, że działa na razie.
                      • zawsze_zielona Re: Litera i Zielona ;) 14.08.10, 09:09
                        Tak sie zastanawiam, moze im brakuje towarzystwa innych dzieci? Moze byscie
                        sprobowali pojechac gdzies, gdzie beda inne dzieci. Wtedy mozna tez sie umowic z
                        innymi rodzicami, kto i kiedy zajmuje sie przedszkolem. Bo tak na logike, to
                        normalne, ze gdy chlopcy cos robia to MUSZA to komus pokazac, inaczej to zadna
                        zabawa. A w najblizej okolicy jestescie tylko Wy.

                        > NON STOP naszej
                        > uwagi... jak sie bawia w piasku, to musimy podziwiac, co buduja,

                        Czy musicie podziwiac razem, czy wystarczy jeden rodzic? Bo jesli to drugie, to
                        w tym czasie, gdy Ty patrzysz, maz odpoczywa i odwrotnie. I naprawde w tym
                        czasie nie patrzysz, jak z Kurczakami radzi sobie maz, tylko np. czytasz ksiazke.

                        I jeszcze to poranne wstawanie. Czy w domu tez tak wczesnie wstaja?
                        Kawa bardzo chetnie, pisz na gazetowego, to sie dogadamy:)
                        • kura17 Re: Litera i Zielona ;) 14.08.10, 13:51
                          oni chca NASZEJ uwagi, w tym problem... bawia sie z dziecmi, ale i tak co chwile
                          podbiegaja do nas, zeby cos oznajmic lub o cos poprosic ;)

                          i problem z dyzurami jest taki, ze jeden jest "synusiem mamusi", a drugi
                          "synusiem tatusia" i czesto uwaga musi byc konkretnej osoby, hehe... nie ma tak
                          latwo :) oczywiscie robimy czasem dyzury i ja zupelnie sobie nie zawracam nimi
                          glowy, gdy maz jest z nimi, bo jest fajnym ojcem. ale czasem podzial nie dziala
                          i juz...
                          ... z jednym to bylo latwo, ech... rozmarzam sie... wtedy wypoczywalismy na
                          wakacjach, to fakt!

                          moze jeszcze dochodzi do tego wiek (nasz) i zmeczenie materialu? moze bardziej
                          nas pewnie rzeczy irytuja? (tetryczejemy na starosc ;))

                          ps. napisze na gazetowego :)
                          • turzyca Re: Litera i Zielona ;) 15.08.10, 09:39
                            > i problem z dyzurami jest taki, ze jeden jest "synusiem mamusi", a drugi
                            > "synusiem tatusia" i czesto uwaga musi byc konkretnej osoby, hehe... nie ma tak
                            > latwo :)

                            A co sie dzieje, jesli jednej osoby nie ma? Po prostu fizycznie jest poza
                            zasiegiem?
                            Bo ja bym jednak nastawiala sie na dwugodzinne popoludniowe ulatnianie sie na
                            sasiednia plaze (z komorka/walkie-talkie dla poczucia bezpieczenstwa partnera
                            zostajacego z dziecmi). Dwie godziny spokoju co drugi dzien - bezcenne.

                            Do mnie taki wariant bardzo przemawia i z puntku widzenia dziecka i z punktu
                            widzenia rodzica. Ale moze ja mam spaczone spojrzenie, bo wiekszosc dziecinstwa
                            spedzalam na wakacje w co najmniej dwie rodziny. Co nie oznacza, ze spedzalismy
                            kazda chwile w osiem osob, czasem opieke nad cala czereda przejmowala jedna para
                            czy nawet tylko jedna osoba, czasem spedzalismy dni podzieleni na rodziny, a
                            czasem robilismy cos faktycznie w 8 osob. A bywalo i ze w 16, bo wakacje w 4
                            rodziny tez robilismy. :) I co najwazniejsze - wszystkie dzieci (a kontakt mamy
                            do tej pory) wspominaja te wakacje jako fajne.
                            Fakt, ze ten wariant wymaga znalezienia sobie osob o przynajmniej zblizonych
                            pogladach na sporo spraw (np. typu "z dzieci w wodzie nie wolno spuszczac oka")
                            i dopasowywania sie na biezaco do potrzeb, ale mysle, ze sie da i daje wiecej
                            korzysci niz bycie na posterunku 24/7.

                            Alternatywnym rozwiazaniem, ktore w czasach mojego dziecinstwa bylo niedostepne,
                            to osrodek dla rodzin z dziecmi, ktory organizuje zajecia dla dzieci. One beda
                            mialy ekstra atrakcje, Ty troche spokoju. Poszukalabym tylko takiego z dobrymi
                            recenzjami, moze podpytala znajomych.
                  • pierwszalitera Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 20:51
                    kura17 napisała:

                    > caly problem w tym, ze "chcemy" pojechac na rodzinne wakacje.
                    > oboje pracujemy, dzieci za duzo w ciagu tygodnia nie widujemy (chlopcy chodza d
                    > o
                    > przedszkola), wiec nalezy im sie czas tylko z rodzicami ;) a na wakacje z
                    > dziecmi plus wakacje samemu zwyczajnie nie mamy wystarczajaco urlopu... zycie ;
                    > )
                    >
                    > poza tym - fajnie byloby miec fun z wakacji z dziecmi, nie?
                    > zwlaszcza, ze wiekszosc wraca zawsze "taaaaaka wypoczeta"...
                    > ... my nie...
                    >


                    Kura, jako osoba mająca bardzo ambiwalentny stosunek do dzieci dobrze cię rozumiem. ;-) Ja osobicie z tak małymi dziećmi nigdzie bym nie wyjeżdżała. Urlop można spędzić w domu, z o wiele mniejszym stresem. Niemieckie miasta są latem całkiem znośne, a chyba mieszkasz nawet w Hamburgu, prawda? To nawet świeżego powietrza szukać nigdzie nie musisz. A w domu wiele przebiega według normalnego rytmu i ten dodatkowy czas można fajnie zagospodarować. Można pójść do zoo, albo zorganizować inną mniejszą wycieczkę, dla takich małych dzieci nie trzeba wcale wielkich wyjazdów, by był szczęśliwe i cieszyły się obecnością rodziców. Dopiero w wieku szkolnym można gdzieś pojechać, do jakiegoś klubu, albo innego rodzinnego hotelu, gdzie dla dzieci coś tam jest organizowane i są już na tyle duże, że nie trzeba doglądać bez przerwy. Albo do domku letniskowego, gdzie mogą się wybiegać do woli i sami czymś zająć. Ale teraz? Ja naprawdę nie wiem po co wy się tak męczycie. Na szczęście wszystko minie, dzieci szybko dorastają. ;-)
                    • kura17 Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 21:00
                      Litera, ale nawet jak nie wyjedziemy, to bedziemy musieli byc z nimi w domu...
                      uwierz, nie ma roznicy... po kazdym weekendzie z rozkosza wracamy do roboty :)
                      weekend to tylko 2 dni, da sie wytrzymac, ale wakacje sa dluzsze...

                      wyjechac jest w sumie fajnie, jednak dzieci z morza maja frajde, nie da sie
                      ukryc! nie jezdzimy nigdzie "objazdowo", czy zwiedzajaco no razie, tylko
                      wynajmujemy domek przy plazy i spedzamy czas na swiezym powietrzu.

                      oni uwagi potrzebuja i w domu i na wyjezdzie. a wlasnie to skupienie sie 100% na
                      nich nas wykancza. nie ma szans, zeby choc przez chwile ktos cos od nas nie
                      chcial... a my, zwyczajnie, jestesmy cichymi, spokojnymi ludzmi, nie lubimy
                      halasu i lubimy spokoj :) dla niektorych "gwar dzieciecych glosow" to sama
                      przyjemnosc (nie pisze tego ironicznie), dla nas - po godzinie - to katorga. a
                      na wakacjach jestesmy na to wystawieni caly czas.

                      jesli nie pojedziemy z dziecmi na wakacje, to nie bedzie urlopu wcale. tez
                      niedobrze.

                      jesli pogoda dopisze - nie bedzie tak zle.
                      ale doswiadczenia z zeszlego roku, z zimnych wakacji, byly straszne :)
              • ciociazlarada Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 20:22
                Kuro17, ja nie śmiem włazić z butami w czyjeś metody wychowawcze, tym bardziej,
                że własnych dzieci na razie nie mam, ale moje doświadczenia i obserwacje dookoła
                są takie, że najfajniej spędza się czas z dziećmi (dorosłymi dziećmi również*)
                zdrowo egoistycznych rodziców. Takich, którzy kochają swoje dzieci, ale nade
                wszystko cenią sobie również swój własny spokój i wygodę.
                Nie da się w Waszym przypadku przyjąć wariantu egoistycznego na wakacje? Nie
                wstawać o 4.30?


                *Zwłaszcza uwielbiam wariant wyrośnięty płci męskiej - z moich doświadczeń
                wynika że tacy faceci są odpowiedzialni, dorośli, mają mnóstwo niebanalnych
                pomysłów na zagospodarowanie sobie czasu i świetnie gotują:)
                • kura17 Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 20:27
                  my sie naprawde staramy o pewna doze egoizmu :)

                  owszem, mozemy nie wstac (probowalismy).
                  beda placze, jojczenie (to doprowadza mnie do szalu), ladowanie sie nam do lozka
                  i rozrabianie, ewentualnie sie pobija i - znow beda placze, jojczenie itd...

                  my NIE wstajemy, ale spac tez sie nie da. ich nie obchodzi, ze sie nimi nie
                  zajmiemy, doprowadza nas do szalu sama glosnoscia. a mamy bardzo glosne dzieci.
                  probowalismy naprawde wiele razy. nie dziala. bedzie zawsze glosno i irytujaco...

                  to sa jeszcze male dzieci (5 i 3)
                  starszy juz w sumie by sie zajal soba, ale mlodszy wymaga uwagi, a to jest
                  natychmiastowy sygnal dla starszego - ja TEZ chce uwagi... taka rywalizacja ;)
                  mysle, ze za 2 lata bedzie lepiej, ale mam przed soba TE wakacje, niestety... ;)

                  moze ktos ma pomysl?
                  poza setka na glowe, oczywiscie...
                  • dorotaifilip czas leczy "rany" 13.08.10, 20:34
                    Wiesz co, ja mam tylko jeden egzemplarz dziecka wyprodukowany w 2004
                    roku i dopiero teraz mam tak jak chciałam czyli UMIE BAWIĆ SIĘ SAM.
                    Sześć lat na to czekałam! Trzy i pieć lat to "uperdliwy" wiek
                    jeszcze.
                    Dobrze, że z mężem trzymacie sztame i razem obsługujecie dzieci.
                    dorota
                    • epistilbit Re: czas leczy "rany" 13.08.10, 20:43
                      Czy ja wiem
                      ktokolwiek pozna moje dziecko twierdzi ze jest one wesołe, uśmiechnięte, radosne
                      i samodzielne
                      a ja w nim widzę męczybułę, przylepka i ośmiornicę Paula :)
                      ja mogę z dzieckiem jeździć, oglądać przedstawienia, być na polu, rozmawiać, ale
                      rozmowy dwóch autek dla mnie to tragedia :-/
                  • ciociazlarada Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 20:39
                    Głupio pisać w temacie, na którym się nie znam, ale ta setka brzmi nieźle:) No
                    może piwo...
                    A zatyczki do uszu nad ranem? Zdaję sobie sprawę, że porównanie baardzo mało
                    adekwatne, ale mam dwa koty syjamskie - bardzo głośne, miauczenie przypomina
                    płacz niemowlęcia, tylko bardziej:) Ja nad ranem: zatyczki i twarde serce.
                    Owszem, pobiły się, wlazły do łóżka, ściągnęły nam na głowy zasłonę z okna,
                    zjadły małą poduszkę, rozsypały ziemię z doniczki i rozwlekły kosz na śmieci;)
                    ale po dwóch dniach był spokój. Jak zostawiam je rodzicom, to moja mama mięknie
                    i ulega, przez co musi wstawać codziennie o piątej, po czym moja historia się
                    powtarza.
                    • roza_am Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 20:49
                      No właśnie, stopery. Jeśli młodszy pisklaczek wymaga przytomności jednego z
                      rodziców, to może ustalcie dyżury - jedno z Was wstaje, a drugie dosypia ze
                      stoperami w uszach. Drugiego dnia zamieniacie się rolami.
                      • kura17 Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 20:54
                        to ja bede na straconej pozycji, bo jak cos mnie wybudzi po 4 rano, to za
                        cholere juz nie zasne ;)

                        a poza tym ja rano z definicji jestem wsciekla, wiec dzieci by mnie chyba oddaly
                        do adopcji po kilku porankach spedzonych tylko ze mna ;)

                        i wiecie co? u nas jakos nigdy takie "dyzury" nie dzialaly :(
                        tzn oboje jestesmy chyba za bardzo zaangazowani, jak ktores daje w kosc, to
                        oboje sie tym zajmujemy w tym samym czasie (dla towarzystwa chyba?). nie
                        potrafimy wyluzowac? juz sama nie wiem...
                        • roza_am Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 21:27
                          > a poza tym ja rano z definicji jestem wsciekla, wiec dzieci by mnie chyba oddal
                          > y
                          > do adopcji po kilku porankach spedzonych tylko ze mna ;)

                          Albo doszły do wniosku, że lepiej mamy tak rano nie budzić, bo jest wtedy
                          "zepsuta"? :) Nie lekceważ pożytku ze wzmocnień negatywnych :)
                          • kura17 Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 21:30
                            jakos nie mam sumienia... targaja mna na przemian zlosc i wyrzuty sumienia...
                            najgorsza chyba mozliwa kombinacja (tzn jedna z najgorszych ;))
                            • ciociazlarada Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 21:39
                              Przepraszam, że piszę tak wprost, ale dzieci widzą takie rzeczy doskonale... Z
                              perspektywy osoby dorosłej, która przepracowała już sobie to i owo, i dogadała z
                              rodzicami wiele spraw, i tak po cichutku wolałabym, żeby wychowała mnie po
                              prostu wyluzowana matka, choćby kosztem niedociągnięcia wszystkiego na wysoki
                              połysk, niż taka "poświęcająca się" dla mnie, pełna wyrzutów sumienia.
                              • kura17 Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 21:45
                                ja to wiem
                                i sama widze

                                ale jak sie wyluzowac, kiedy NAPRAWDE rano jestem wsciekla, gdy ktos mnie budzi ;))

                                to troche zart, staram sie dac dzieciom poczucie i bezpieczenstwa i wolnosci,
                                ale czasem to bardzo trudne. ucze sie dopiero (a talentu nie mam, musze uczciwie
                                przyznac)

                                to nie tak, ze jestem meczennica. raczej sie wydre, niz "w ciszy i spokoju" dam
                                soba "pomiatac".
                                ale masz racje - dzieci idealnie wylapuja nastroje i niuanse, dlatego
                                chcialabym, aby moje kontakty z nimi byly SZCZERZE przyjemne...

                                ... jesli wiesz, o co mi chodzi (? czase trudno swoje odczucia wyjasnic,
                                zwlaszcza w tematach tak obrosnietych sterotypami i powinnosciami, jak
                                maciezynstwo ?)
                                • roza_am Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 22:04
                                  > chcialabym, aby moje kontakty z nimi byly SZCZERZE przyjemne...

                                  Do tego celu możesz dążyć albo zmieniając swój odbiór istniejącej sytuacji, albo próbując zmienić tę sytuację. Ty się nastawiłaś na tę pierwszą opcję i próbujesz przeskoczyć rzeczy trudne czy wręcz niemożliwe do zmiany, jak np. Twój fenotyp (to, że jesteś sową) czy temperament (to, że lubisz spokój). Tylko, że to są rzeczy uwarunkowane biologicznie i zmiana ich jest możliwa jedynie w pewnym stopniu oraz wymaga dłuższego czasu i odpowiednich okoliczności. Na pewno nie zmienisz tego siłą woli w kilka dni. Dlatego właśnie próbujemy Cię namówić na drugą opcję, czyli dostosowanie realiów do Twoich potrzeb i cech biologicznych, a nie odwrotnie.
                                  • kura17 Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 22:23
                                    moze masz racje, Roza...

                                    mysle, ze nad obiema rzeczami trzeba popracowac...

                                    ja czesto komunikuje dzieciom, ze cos tam tak, a nie inaczej na mnie wplywa. ze
                                    jakies ich zachowania mnie zloszcza, ze prosze/chce/zycze sobie, aby czegos nie
                                    robily. i z biegiem czasu widac roznice. ale ich jest dwoch, co jeden wyjdzie z
                                    glupiego/trudnego okresu, to drugi w niego wchodzi ;) spokoju nie ma nigdy...

                                    jakos musimy te dwie sprawy wymienione przez Ciebie rozwiazac. pisze "my", bo
                                    moj maz ma bardzo podobne odczucia, jestesmy dosc podobni, jeslic chodzi o
                                    charakter i podejscie do wielu spraw (min rodzicielstwo). dobrze, ze mamy w
                                    sobie taka wielka podpore, inaczej naprawde byloby zle ;) a tak to mozemy sie
                                    razem upic na smutno :D

                                    ciesze sie (egoistycznie) z tego watku, bo duzo w nim fajnych rad!
                                    mysle, ze w przyszlym roku urlop zaplanujemy troche inaczej.

                                    rozmawialam ostatnio z matka przyjaciolki starszego syna. jej corka ma 7 lat. my
                                    im strasznie zazdroscimy zawsze, bo w weekendy oni spia do 11, a mala sie
                                    zajmuje soba. a tu okazalo sie, ze w czasie szkolnych wakacji oni musza sie
                                    niezle naglowkowac, jak jej zorganizowac czas, bo ona juz po 2 dniach sie tak
                                    strasznie nudzi, ze chodzi po sasiadach i wszystkim o tym opowiada ;)
                                • ciociazlarada Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 22:17
                                  To nie wyluzowuj. Chyba rozumiemy inną rzecz przez wyluzowanie:). Ja rozumiem
                                  akceptację faktu, że jak mnie jakaś cholera (nawet jeśli pod postacią własnego
                                  dziecka) wyrywa z wyra, to ma również obowiązek zaakceptować moją żądzę mordu:)
                                  To logiczne dla mnie w ten sposób: dzieci mnie zrywają o piątej-jestem
                                  wściekła-one mają zobaczyć przyczynę i skutek. Dzieci przecież nie są głupie i
                                  można im prosto wyjaśnić, że jeśli chcą mieć miłe wakacje, bez wściekłych
                                  rodziców, to muszą coś też dać od siebie, np. rodzicom się wyspać. Życie w
                                  społeczeństwie na tym polega:)
                                  • kura17 Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 22:24
                                    bardzo sie ciesze, ze mam przyzwolenie na wscieklosc z rana :D
                                    • ciociazlarada Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 22:34
                                      Wściekłość z rana to podstawa:) Miałam takiego cudownego narzeczonego, na
                                      szczęście zniknął za horyzontem, który od 6 rano domagał się uwagi, śniadań,
                                      analizy ścieżki kariery, pakowania mu torebeczki... Jakoś nie mógł się
                                      przyzwyczaić, że otrzymuje jedynie ociekające jadem riposty i zniknął za
                                      horyzontem:)
                                      • kura17 Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 22:37
                                        czyzbys mi radzila, zeby dzieci zniknely za horyzontem??? :D

                                        gdzie i kiedy je odbierzesz z lotniska???
                                        • ciociazlarada Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 22:53
                                          nie kuś:) mieszkam w Danii, jeszcze własnych dzieci nie poznasz...
                                          • kura17 Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 22:57
                                            a gdzie w danii???
                                            albo wprosze sie na herbate, albo Ciebie zaprosze na poczatu wrzesnia :)

                                            oddam bez szemrania od razu!
                                            mozesz dowolnie wytresowac - byle efekt byl jak u Twoich kotow :)))
                                            • ciociazlarada Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 23:03
                                              Nawet jak młodszy zje 10 reklamówek i garnek bigosu;)?
                                              Niedaleko Kopenhagi mieszkam, w Roskilde. Nie wiem, czy będę w Danii na początku
                                              września, bo planuje robić badania w Holandii w tym czasie (wizytując
                                              jednocześnie TŻ, którego tam zostawiłam), ale moje osoby badane dowiedzą się o
                                              moich planach dopiero w przyszłym tygodniu, więc może to nie wypalić i będę na
                                              miejscu.
                                              • kura17 Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 23:06
                                                a niech je, co chce!!!

                                                nie przypominam sobie u niego klopotow z zoladkiem, mysle, ze przezyje :) akurat
                                                to mnie nie wzrusza. zreszta oni zachowuja sie jak ANIOLKI, jak sa w gosciach,
                                                lub jak nas nie ma. nikt nie wierzy w nasze narzekania... oprocz mojej mamy,
                                                ktora widzi osobiscie roznice, jaka zachodzi w dzieciach, gdy rodzice wracaja z
                                                pracy... (ponoc to normalne, ale i irytujace, ze z dzieciakow przy nas wychodza
                                                jak najgorsze zachowania ;))

                                                kopenhaga to dosc daleko od nas.
                                                postaram sie dac znac przed wyjazdem, gdzie bedziemy, moze wymienimy jakies
                                                numery telefonow :) jeslic chcesz, ofkorse, hehe :D
                                                • ciociazlarada Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 23:14
                                                  Nie ma problemu, zawsze miło poznać kogoś z forum:). Dam znać jak wyklarują mi
                                                  się moje ambitne plany badawcze.
                                • zooba not a morning person i inne 13.08.10, 22:33
                                  Kura, jakbym czytała o swoich wakacjach do niedawna praktykowanych -
                                  nie znoszę hałasu dzieciopochodnego, rannego wstawania i większości
                                  zabaw z dziećmi. Ponieważ lenistwo chroni mnie przed wpadnięciem w
                                  rolę matki-polki dzieci moje nie miały zgody na budzenie nas rano -
                                  spróbuj być wrednie konsekwentna (jeszcze teraz w domu) - nie ma
                                  budzenia, włażenia do łóżka rodziców, hałasowania - budzicie się
                                  wcześniej, bawcie się sami. Ja też nie jestem rano miła i komfortu
                                  spania chociaż do 7-mej broniłam jak niepodległości. W sumie
                                  niewyspanie permanentne było dla mnie najtrudniejszym aspektem
                                  macierzyństwa.
                                  Są takie książki, których tytuły zaczynają się od "Każde dziecko może
                                  ...nauczyć się spać/jeść itp. jakiejś niemieckiej autorki (Anette
                                  Kast-Zahn), gdzie autorka wprowadza dla mnie rozsądną dyscyplinę i
                                  myślę, że jej metodę da się zastosować w wielu kwestiach problemowych
                                  z dziećmi. Bądź twarda, wierzę, że zadowolona matka to dobra matka.

                                  I na pocieszenie - pamiętam taki dzień, kiedy będąc na kempingu w
                                  Chorwacji z dziećmi 7 i 3,5-letnimi, CAŁY dzień spędziłam leżąc pod
                                  drzewem i czytając książkę - coś zjedliśmy w środku dnia, dzieci
                                  bawiły się same, chłop czytał obok, nigdzie się nie spieszyłam :-))))
                                  Nadejdzie taki dzień dla ciebie :-)
                                  • kura17 Re: not a morning person i inne 13.08.10, 22:48
                                    nie wierze, ze w moim zyciu zawita taki dzien :D

                                    sa okresy, gdzie to "nasze" zasypianie przebiega calkiem ok, ale sa bardzo zle
                                    momenty. oczywiscie na wakacje przypadaja te zle :)

                                    mysle, ze do matki-polki mi daleko (a mojemu mezowi do ojca-niemca), ale jakos z
                                    niektorymi rzeczami nie potrafimy dojsc do ladu. mam nadzieje, ze dzieki radom w
                                    tym watku uda nam sie wreszcie :)
                                • kotwtrampkach Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 22:37
                                  kura17 napisała:

                                  > ale jak sie wyluzowac, kiedy NAPRAWDE rano jestem wsciekla, gdy ktos mnie budzi

                                  powiedzieć o tym?
                                  POkazać?
                                  dać odczuć?
                                  nazwać?
                                  ciociazlarada też tak pisała :)

                                  > to troche zart, staram sie dac dzieciom poczucie i bezpieczenstwa i wolnosci,

                                  poczucie bezpieczeństwa daje sie dzieciom pokazując im trwałe, stałe, konkretne
                                  i niezmienne granice. To nie frazes, to ciężka praca, ale jak na razie nie znam
                                  innego sposobu na poczucie bezpieczeństwa..

                                  > ale czasem to bardzo trudne. ucze sie dopiero (a talentu nie mam, musze uczciwie
                                  > przyznac)

                                  a czy ten brak talentu nie staje się wymówką aby? ;-) sorki za dosadność i
                                  łapanie za słówka, ale czasem mozna sobie coś tak wytłumaczyć, pogodzić się z
                                  własną niemocą i odpuścic..

                                  >
                                  > to nie tak, ze jestem meczennica. raczej sie wydre, niz "w ciszy i spokoju" dam
                                  > soba "pomiatac".

                                  bo tu nie chodzi o to, żeby się wydrzeć, tylko żeby pokazać, ze w zły nastrój
                                  wprowadza CIę zmęczenie (i odwrotnie - nawet cudem wytargane dwie godziny snu
                                  wiecej mają być podstawą lepszego nastroju :) - śmieję się, bo dizeciaki sa
                                  sprytne, pamiętam jak moje młode co 5minut pytało czy ja już się wyspałam albo
                                  czy już jest ósma, hihihihi)
                                  • kura17 Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 22:45
                                    haha, oni doskonale wiedza, ze z mama rano lepiej nie zaczynac ;)
                                    ale mi jest trudno pokazac, ze jestem zla, bez pokazania tej zlosci w calej
                                    krasie, niestety. czyli, klasyka, wydre sie na nich, mowiac, ze potrzebuje
                                    swietego spokoju...

                                    oczywiscie granice ustalamy, w wielu rzeczach jest naprawde ok.
                                    ale tutaj jakos trudno nam to przychodzi, przyznaje (ranne wstawanie) i w sumie
                                    sama nie wiem, dlaczego? konsekwetnie wyrabiamy nawyk "dac rodzicom zjesc w
                                    spokoju", ale ze spanie sie nie udaje... moze dlatego, ze jednak wtedy jestesmy
                                    rozespani, zli, i trudno o jakiekolwiek rozsadne zachowanie?

                                    "brak talentu" - raczej brak radosci z maciezynstwa... mysle, ze niektroe rzeczy
                                    robimy calkiem niezle, ale niektore nam nie wychodza... dlatego sie uczymy i
                                    dlatego fajne sa takie posty matek i nie-matek, bo pokazuja inne spojrzenie na
                                    sprawe, inne podejscie, inne doswiadczenia :)
                                • effka454 o, tu się też wtrącę... 14.08.10, 21:41


                                  kura17 napisała:

                                  > ale jak sie wyluzowac, kiedy NAPRAWDE rano jestem wsciekla, gdy ktos mnie budzi
                                  > ;))

                                  Mam tak samo jak ty... :)
                                  Jestem sową, większość prac domowych wykonuję wieczorem, późnym wieczorem i w nocy.
                                  Rano jestem antyspołeczna, nawet jak się wyśpię to tuż po wstaniu jestem mało
                                  komunikatywna.
                                  Dzieciom mówiłam wprost: "Proszę dać mamusi pospać, bo będzie zła", albo "Proszę
                                  teraz nic do mamusi nie mówić... jak mama wypije kawę to porozmawiamy,
                                  poczytamy, pobawimy się..."
                                  I o ile nie jestem zwolenniczką przesiadywania przed tv, to rano (szczególnie w
                                  wolne dni, kiedy chcemy pospać dłużej) to jest to b.dobre rozwiązanie.
                            • roza_am Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 21:48
                              To wolisz po wakacjach być wściekła i zmęczona?

                              Kuro, dzieciom trzeba stopniowo pokazywać, że nie są pępkiem świata i rodzice nie zawsze będą mieli dla nich pełną uwagę. To jest potrzebne do dalszego rozwoju, bo przecież w przyszłości nie będą miały dla siebie całej uwagi świata i muszą umieć wtedy sobie z tym radzić. Zatem, ucząc dzieci, że nie zawsze możesz spełnić ich wszystkie potrzeby i być cała dla nich przygotowujesz je do przyszłości, kiedy nieraz doświadczą różnych rozłąk z bliskimi czy oczekiwania na swoją kolej w czymś tam.
                              • kura17 Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 22:13
                                wiem, ucze ich tego. jestem dosc egoistyczna matka ;)
                                ale oni sie wciaz o ta uwage upominaja, jak nie jeden, to drugi...

                                nawet, jak sie asertywnie od nich odgradzam, to oni probuja zdobyc uwage i juz
                                samo to zapewnia brak swietego spokoju ;)

                                ja sie ucze tego calego maciezynstwa, staram sie to robic w miare rozsadnie,
                                dobrze dla nich i dobrze dla nas. czasem wychodzi, czasem nie, taka karma...
                    • kura17 Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 20:51
                      kurcze, wymienie chetnie nasze dzieci na Twoje koty :)

                      ja sie zwyczajnie boje ignorowac, bo moga sobie zrobic krzywde (niestety
                      jeszcze). poza tym - ja mam tak, ze jak ktos mnie nad ranem obudzi, to jestem
                      WSCIEKLA, na pewno nie moge usnac i po prostu juz jest "po ptokach" - dzien
                      zaczal sie fatalnie...

                      oni chyba wiedza, kiedy jedziemy na wakacje (choc nic im nie mowimy, hehe), bo
                      codziennie wstaja teraz odrobine wczesniej - zeby do tej 5 dobic na wakacjach...

                      nie wyobrazam sobie spac z zatyczkami, przez ktore nic nie slychac - to wciaz
                      male dzieci, obce miejsce, naprawde moga sobie cos zrobic. jednak jakas kontrole
                      nad nimi trzeba miec. koty same z zamknietego mieszkania nie wyjda, dzieci - tak :)

                      absolutnie nie uwzam, ze osoby bezdzietne nie powinny sie wypowiadac - czasem to
                      wrecz kopalnia pomyslow, a zdesperowani rodzice wykorzystuja co sie da :) poza
                      tym to inne spojrzenie na rzeczywistosc (ta sama), czasem bardzo ozywcze i
                      konstruktywne! tak wiec bardzo zapraszam do dyskusji i dlaszych pomyslow dla
                      nas, rodzicow nieadekwatnych...
                      • ciociazlarada Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 21:11
                        Ale dzieci zawsze mogą coś sobie zrobić. Fakt stary jak Wszechświat, na tym moim
                        zdaniem polega dzieciństwo. Przy okazji wakacyjnych dyskusji przy winie
                        oglądaliśmy i porównywaliśmy z TŻ nasze "pamiątki z placu boju" - łokcie,
                        kolana, ja mam jeden palec krótszy, bo wsadziłam sobie w niego spory kawałek
                        szkła, mamy blizny wokół ust po zjedzeniu kawałka kubeczka, ślady po
                        zawiśnięciu, ehm, tyłkiem na płocie... Mamy porównywalną ilość pamiątek, mimo że
                        moja mama reprezentowała raczej Twoje podejście, natomiast TŻ jest dzieckiem
                        bardzo wyluzowanych rodziców.

                        Koty niestety też mogą sobie coś zrobić:) Mój mniejszy zrzucił kiedyś na siebie
                        szklaną pokrywę z patelni, większy natomiast zjadł kabel do ładowarki, około 10
                        plastikowych reklamówek, lateksowe rękawice i garnek bigosu. Nie na raz te
                        wszystkie rzeczy, ale bardzo chorował.
                        • kura17 Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 21:18
                          ja raczej nie jestem panikara na codzien, nie zareczam sie, ale i nie mam
                          komfortu psychicznego, jesli wiem, ze oni BEDA sie wydzierac, a ja zwyczajnie
                          nie zareaguje, bo nie bede slyszec ;)

                          jesli nie bede reagowac na krzyki, to PRZYJDA do nas i wejda do lozka. i co?
                          wywale, tak? ale spokoju juz nie bedzie... jedyne spokojne pare dni bylo, gdy
                          chlopcy zamieszkali razem w jednym pokoju - budzili sie i gadali ze soba...
                          teraz juz nie jest tak dobrze ;)

                          ja wiem, ze duzo zalezy od podejscia, ale ja naprawde "am not a morning person",
                          jak mnie nazywa moj maz i rano jestem zwyczajnie WSCIELKA. nie dam rady
                          spokojnie lezec, albo ich "ustawiac", denerwuje sie bardzo szybko i wtedy -
                          niestety - trace humor na dlugo. taki model :(

                          ja sobie zdaje sprawe, ze powinnismy to opanowac juz dawno temu... ale jak sie z
                          jednym udaje, to drugie wchodzi w fatalny okres... to jednak uklad o DUZO
                          wiekszej ilosci stopni swobody, niz jedno dziecko :) z jednym bylo spoko, mimo
                          ze na jednych wakacjach bylam w 8 miesiacu ciazy i padalo bardzo duzo -
                          odpoczelam nawet :) z dwojka - nigdy...
                          ... a moja mama potrafi! i jest zachwycona! a ma ponad 60 lat... zwyczajnie
                          kwestia podejscia (ja to wiem) i predyspozycji (ona uwielbia dzieci, a ja nie,
                          mam to po babci ;))
                          • ciociazlarada To może urlop zimowy? 13.08.10, 21:31
                            Wielu dzieciatych znajomych tak robi. Masz już na tyle dużych bajtli, że
                            spokojnie możesz oddać do szkółki narciarskiej dwójkę. Cały dzień pod okiem
                            instruktora, 100% wykwalifikowanej opieki, instruktorzy są przeszkoleni w pracy
                            z dziećmi, trzymają je krótko, a dzieci są zachwycone (widziałam) no i uczą się
                            czegoś fajnego!

                            Jak nie jeździcie na niczym, to macie opcję a) wypasanie się w barze na stoku
                            przez cały dzień i spacerki w zimowej scenerii, lub b) samemu oddać się do
                            szkółki narciarskiej bądź snowboardowej. Po całym dniu nauki będziecie tak
                            zmęczeni, że nie starczy Wam chęci ani czasu na martwienie się czy dzieci
                            krzyczą/biją się/mogą sobie zrobić krzywdę/niepotrzebne skreślić:)
                            • kura17 Re: To może urlop zimowy? 13.08.10, 21:41
                              fajny pomysl :)
                              moze sprobujemy??? w sumie niemcy maja alpy, nie powinno byc klopotow :)
                              starszy da rade, a mlodszy jest bardzo (jak ja to nazywam) "body smart"
                              (inteligencja fizyczna? ;)) i z wieloma fizycznymi rzeczami juz teraz radzi
                              sobie lepiej, niz starszy (tez teraz)

                              ja bym snowbord sprobowala (nie jezdze na nartach, na snowbordzie raz probowalam
                              w szkolce i ponoc mam talent, haha), a maz kiedys jezdzil na nartach...

                              ...kurcze, nigdy mi to nie przyszlo do glowy (bo my nie "zimowi"), ale pomysl
                              coraz bardziej mi sie podoba :D

                              ale w lecie i tak trzeba gdzies pojechac, ech... zwlaszcza ZA DWA TYGODNIE

                              zaczynam pracowac nad podejsciem:
                              BEDZIE cudnie
                              BEDZIE pogoda
                              BEDA spali
                              JESTEM zaje... fajna...
                              • ciociazlarada Re: To może urlop zimowy? 13.08.10, 22:51
                                Polecam duże austriackie kurorty takie jak Mayrhofen. Byłam tam już dwa razy, w
                                tym sezonie pewnie też pojadę. Polecam zwłaszcza pod koniec lutego-w początkach
                                marca, gdy już przewali się kawalkada samochodów z Holandii. Jest tam mnóstwo
                                szkółek dziecioprzyjaznych i okazja do bratania się dzieciarni z całej Europy i
                                nie tylko. Mnóstwo ludzi oddaje potomstwo do szkółek, widziałam również
                                twardzieli jeżdżacych z niemowlętami na plecach (może trzecie planujecie:)?),
                                ale to moim zdaniem zbyt ryzykowne.
                                • kura17 Re: To może urlop zimowy? 13.08.10, 22:59
                                  > (może trzecie planujecie:)?),

                                  prosze teraz intensywnie odczyniac uroki!
                                  jak wpadniemy, to bede wiedziala, przez kogo i kogo poprosic na chrzestna!!!
                          • roza_am Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 21:41
                            > ... a moja mama potrafi! i jest zachwycona! a ma ponad 60 lat... zwyczajnie
                            > kwestia podejscia (ja to wiem) i predyspozycji (ona uwielbia dzieci, a ja nie,
                            > mam to po babci ;))

                            Kura, no proszę Cię, tylko bez takiego dowalania sobie. Przecież ludzie SĄ
                            różne. Jedni sowy, inni skowronki. Jedni intro-, drudzy ekstrawertycy. Jedni
                            łatwiej przerzucają uwagę, drudzy potrzebują tylko jednego zadania na raz. Jedni
                            kochają nowe bodźce, drudzy ciszę i spokój. Różnic indywidualnych jest naprawdę
                            sporo i to, co dla jednego będzie frajdą i/lub łatwizną, drugiemu nieźle dokopie.

                            Zamiast starać się być taka sama jak mama, tak samo reagować i tak samo sobie
                            radzić w poszczególnych sytuacjach, spróbuj szukać takich sposobów i metod,
                            które będą zgodne z Twoim temperamentem, i które Tobie, a nie mamie ułatwią
                            życie. Nie porównuj się z tymi, którym idzie łatwo, tylko pytaj tych, którzy też
                            mieli problem (i są do Ciebie podobni), jak sobie z nim poradzili.
                            • kura17 Re: Litera i Zielona ;) 13.08.10, 21:50
                              Roza :) ja wiem,ze ludzie sa inni i to akceptuje, oczywiscie.

                              zwyczajnie podziwiam moja mame (tesciowa tez), ze ma akurat taki charakter
                              pasujacy do dzieci (jest nauczycielka i to bardzo lubiana)

                              wlasnie probujemy (razem z mezem) wapracowac ten nasz sposob, ale kurcze, czasem
                              zle nam idzie... ;) ja sie nie doluje przykladem mamy, szczerze ja podziwiam i w
                              sumie zazdroszcze. bo ona czerpie prawdziwa przyjemnosc z obcowania z moimi
                              dziecmi, a ja musze sie tego uczyc...

                              a swoja babcie bardzo kocham, choc - jak napisalam - ona z zasadzie dzieci nie
                              lubi. ale jest cudna, ciepla, opiekuncza i madra osoba i to w niej cenie :)
                              teraz i jako dziecko - doskonale potrafilam wyczuc roznice miedzy nia (jest jak
                              ja) i dziadziusiem (byl jak moja mama). kazde bylo bardzo inne, ale kochalam ich
                              bardzo (choc kazde inaczej). mam nadzieje, ze moje dzieci tez to czuja, bo
                              kocham je niesamowicie, tylko trudno mi teraz z nimi ;)
                          • kotwtrampkach przyjdą do łóżka? 15.08.10, 01:33
                            kura17 napisała:

                            > jesli nie bede reagowac na krzyki, to PRZYJDA do nas i wejda do lozka. i co?
                            > wywale, tak? ale spokoju juz nie bedzie...

                            dawno, dawno temu, sobota lub niedziela, obudziłam się dziwnie wyspana, słońce
                            świeciło w okna, w domu cisza.. mój luby otworzył zaspane oczy, ja pytam, gdzie
                            młoda, a na to pada spokojna odpowiedź: przygniotłem, śpi (+ skinienie głową w
                            stronę ściany)

                            :):):)
                    • myszonor Re: Litera i Zielona ;) 14.08.10, 02:33
                      > Głupio pisać w temacie, na którym się nie znam, ale ta setka brzmi nieźle:) No
                      > może piwo...
                      > A zatyczki do uszu nad ranem? Zdaję sobie sprawę, że porównanie baardzo mało
                      > adekwatne, ale mam dwa koty syjamskie - bardzo głośne, miauczenie przypomina
                      > płacz niemowlęcia, tylko bardziej:) Ja nad ranem: zatyczki i twarde serce.
                      > Owszem, pobiły się, wlazły do łóżka, ściągnęły nam na głowy zasłonę z okna,
                      > zjadły małą poduszkę, rozsypały ziemię z doniczki i rozwlekły kosz na śmieci;)
                      > ale po dwóch dniach był spokój. Jak zostawiam je rodzicom, to moja mama mięknie
                      > i ulega, przez co musi wstawać codziennie o piątej, po czym moja historia się
                      > powtarza.

                      Z kotami da się tak! Potwierdzam!
                      Nasz też nas budziło o 5 wyciem - ale trzeba być twardym i konsekwentnym!

                      Teraz jest nasze na wierzchu :) kot dostaje jeść/pić/wychodzi na dwór jak MY
                      WSTANIEMY!!!

                      Ale czy z dzieciakami to się sprawdzi ?!?!?....

                      --
                      i36.tinypic.com/3358dp1.gif
                      "Grzeczne dziewczynki idą do nieba,
                      Niegrzeczne idą tam, gdzie chcą!"
              • maith Dobrze, że napisałaś, w czym problem 13.08.10, 21:18
                Dobrze, że napisałaś, w czym problem, łatwiej coś wymyślić.
                Może istnieją miejsca, które w jakiś sposób absorbują również dzieci.
                Wyjeżdżacie, a tam program atrakcji dla maluchów pod opieką opiekunów
                jest tak rozbudowany, że będziecie też mieli trochę czasu tylko dla
                siebie.
                I generalnie w tej sytuacji im mniej spada na Was, tym lepiej.
                Czyli np. wakacje pod namiotem z własnym gotowaniem, to najgorsza
                możliwa opcja. Bo tam wszystko musicie zorganizować sami.
                A wyjazd do ośrodka, gdzie jedzenie ktoś dla Was robi i zabawy,
                przynajmniej częściowo ktoś za Was organizuje, to już lepszy
                kierunek.
                • kura17 Re: Dobrze, że napisałaś, w czym problem 13.08.10, 21:29
                  kurcze, my jestesmy takimi troche samotnikami-indywidualistami i wolimy chodzic
                  wlasnymi drogami, a nie "podporzadkowac sie" schematowi "przygotowanego"
                  wypoczynku (tzn posilki o konkretnych porach itp). ale juz kilka osob nam to
                  doradzalo, moze jednak sprobujemy? tylko to juz nie w tym roku, bo wszytsko
                  zaplanowane i wyjazd za 2 tygodnie (olaboga...)

                  moze jestesmy za ambitni, ale wydaje nam sie, ze skoro w ciagu roku pracujemy i
                  dzieci te 8 godzin codziennie spedzaja w przedszolu, to na wakacjach nalezy im
                  sie spedzanie czasu z nami... a moze taki wlasnie osrodek rodzinny, z kims, kto
                  dzieciakow czasem popilnuje bylby dobrym pomyslem? chyba sie skusze i poszukam w
                  przyszlym roku :) musze tylko wyrzucic wyrzuty sumienia, heh ;)
                  • epistilbit Re: Dobrze, że napisałaś, w czym problem 13.08.10, 21:52
                    a wakacje z animatorem?
                    z innymi znajomymi z dziećmi w podobnym wieku?
                    moje też jest przylepą i męczyduszą ale widzę że lepiej jest jak ma rówieśnik
                    pod ręką
                    co do pracy to doskonale Cię rozumiem kura
                    pracuję 8h + dojazdy
                    uczę się wiec co 2 weekend zajety
                    i nieraz padam na twarz wiec nie mam ochoty bawić się poszedł królik do niedźwiadka
                    dlatego skupiam eis na tym co mi sprawia przyjemność z dzieckiem
                    i mniej się denerwuje np lubię teatr, Młody też wiec przynajmniej raz w miesiącu
                    jestem tam z dzieckiem, on to lubi, jest ze mną a ja się nie wkurzam jak np przy
                    znienawidzonej przeze mnie zabawie w wyścigi
                    • kura17 Re: Dobrze, że napisałaś, w czym problem 13.08.10, 22:17
                      z jednym meczydzusza radzilismy sobie nawet niezle :)
                      niestety, teraz sa dwie, hehe...

                      kazdy chce robic cos innego (oczywiscie) i zawsze z ta sama osoba (oczywoscie),
                      czesto naprawde trudno jest sie nawet podzielic opieka...
                      • maith I jeszcze wydaje mi się 14.08.10, 15:21
                        I jeszcze wydaje mi się, że nie jest dobrze, jak rodzice poświęcają
                        się dla dzieci z powodu wyrzutów sumienia.
                        Szczególnie jeśli wyrzuty sumienia biorą się z konieczności
                        pracowania dużo. Bo wtedy i samą pracą jesteście zmęczeni i potem
                        uważacie jeszcze, że należycie się dzieciom i one mają prawo Was
                        męczyć...

                        I jak Epistilbit słusznie napisała - zamiast zabawiać dzieci męcząc
                        się niemiłosiernie, ze sztucznym uśmiechem na twarzy, może od razu
                        zaplanujcie sobie w czasie tego wyjazdu też coś dla siebie i żeby
                        dzieci spędzały z Wami czas ale w tych Waszych momentach na Waszych
                        zasadach.

                        Patrząc na to wszystko nawet wyłącznie z punktu widzenia dzieci, to
                        ludzie przepracowani i wykończeni potem urlopem bardziej niż pracą i
                        tak rok w rok, zaczynają chorować, bo organizm tego nie wytrzymuje. A
                        chorując można umrzeć. A chyba najważniejsze dla dzieci jest, żeby im
                        ci rodzice wystarczyli na dłużej. Zatem nawet jak patrzycie na siebie
                        jak na własność dzieci, to zadbajcie chociaż o odpowiednią
                        konserwację :)
                  • mania_aniam Re: Dobrze, że napisałaś, w czym problem 13.08.10, 21:58
                    Jestem pewna, ze dzieciaki wyczuwaja Wasze zle samopoczucie. Super, ze chcecie
                    sie angazowac z zycie dzieci, ale jesli jestescie sfrustrowani, to to nie jest
                    super wyjazd.
                    Jesli wezmiecie opcje all inclusive to posilki sa w godzinach od do, i jesli
                    nawet nie zjedza obiadu, to jest zawsze jakas ciepla przekaska.
                    Jesli chodzi o organizacje, to duzo zalezy od rezydenta, ale napewno sa hotele
                    przystosowane dla malych dzieci.
                    • kura17 Re: Dobrze, że napisałaś, w czym problem 13.08.10, 22:15
                      no widze, ze moga byc wielkie plusy takich wakacji :)
                      chyba musimy sprobowac, ale to w przyszlym roku
                    • kulka_kulkowa kolejny głos bezdzietny obserwatorski-uwaga długie 13.08.10, 23:26
                      Spróbujcie może trochę mniej się angażować w podziwianie każdej piaskowej budowli? ;) Mam kumpelę, której syn do tego przywykł i robi raban tylko jak coś jest dla niego mega-super-hiperważne. I nie widzę, żeby był przez to nieszczęśliwy. Jest czas na wspólne wygłupy i czytanie książek i jest czas, kiedy mamusia jest zmęczona i nie będzie reagować z entuzjazmem na każdy podskok, minę, "zobacz jak ja umiem" itd. A naprawdę diabła ma za skórą. Parę razy go przypilnowałam, jak miał 4-5 lat i wymiękałam. Tajemnica polegała na tym, że poświęciłam mu całą swoja energię i uwagę, co mi uświadomiła jego mama: "wykorzystuje, że ktoś podziwia te jego wygłupy, bo wie, że na mnie nie ma co liczyć". Tylko, jak sama piszesz, tego się nie da zrobić z dnia na dzień. Znajomy dwulatek dał mi ostatnio nieźle popalić, bo jest wychowywany z pełna atencją otoczenia. Faktycznie trudno mu było odmówić i przekonać, że np. pójdziemy w drugą stronę. Bo nikt tego nie robił (poza wyrodną ciotką kulką).

                      Wiem, że to wiesz ;) ale może naprawdę spróbujcie trochę wyluzować? Czy chłopcy się potrafią bawić sami? W sensie: wy sobie siedzicie, gadacie, czytacie, robicie cokolwiek, a oni się bawią i czasem dopraszają się uwagi? Wystarczy im czasami rzucić: "super" albo "teraz biegnijcie w druga stronę"? Przyjdą do Was sami czy wołają dopóki wy nie przyjdziecie? Wiadomo, że w wodzie albo blisko wody to nie wchodzi w rachubę, ale np. przed domkiem?

                      To się naprodukowałam. Sama się boję takich sytuacji jak Twoja (nie popadam w ekstazę przy dzieciach, niektóre mnie strasznie męczą), a dzieci chcemy mieć. Całe szczęście luby ma "podejście" do dzieci. W razie kompletnego fiaska innych pomysłów, polecam go na nianię :)
                      • pierwszalitera Re: kolejny głos bezdzietny obserwatorski-uwaga d 14.08.10, 12:22
                        kulka_kulkowa napisała:

                        > Spróbujcie może trochę mniej się angażować w podziwianie każdej piaskowej budow
                        > li? ;) Mam kumpelę, której syn do tego przywykł i robi raban tylko jak coś jest
                        > dla niego mega-super-hiperważne. I nie widzę, żeby był przez to nieszczęśliwy.


                        Nieszczęśliwy może nie jest, ale może po prostu zrezygnowany. Być może w dorosłym wieku będzie wspominał te chwile bardzo nieprzyjemnie. Twoja propozycja wydaje mi się też nie tylko szkodliwa, ale nawet kontraproduktywna. Kontraproduktywna, bo nie jest wykluczone, że dzieci kury potrzebują aż tyle uwagi rodziców tylko dlatego, że jej niewystarczająco otrzymują. To nie musi być zła wola, ale kura opisała, że dzieci są długo w przedszkolu, kontakt jest czasowo ograniczony, a oni sami nie należą też do szczególnie wylewnych ludzi i być może podświadomie traktują dzieciaki trochę na dystans. To może wzbudzać u chłopaków odrobinę niepewności i szukają ciągle potwierdzenia, że są dla rodziców ważni i że są kochani. Nie potrafią też jeszcze do końca zrozumieć wszystkich powiązań przyczynowo- skutkowych i kierują się emocjami oraz odczuciami. Stosując w tym przypadku lekceważenie i jeszcze więcej dystansu wychowujemy może niepewne emocjonalnie osoby, które będą w każdym związku wątpić, niedowierzać, być może reagować zazdrośnie i mieć uczucie mniejszej wartości. Wielu z nas jako dorośli ludzie, patrząc wstecz, życzyłoby sobie więcej pozytywnego feedbacku od rodziców, bo to są nasze pierwsze lekcje, że jesteśmy wartościowymi ludźmi i zasługujemy na miłość. I nie chodzi teraz o to, by kura i jej mąż wpadali w zachwyt przy każdej budowli z piasku, ale o to, by wprowadzili do normalnego życia więcej autentycznych pochwał i pozytywnych emocjonalnych wyrażeń, wtedy gdy dziećmi się zajmują. Muszą zaspokoić ich głód emocjonalny. Być może dzieci staną się pewniejsze, spokojniejsze i być może przestaną tak walczyć o każdą sekundę uwagi.
                        • kura17 Re: kolejny głos bezdzietny obserwatorski-uwaga d 14.08.10, 13:47
                          Lietera tylko w polowie ma racje (tak mi sie wydaje).

                          chlopcy rzeczywiscie sa w przedszkolu w tygodniu i wtedy mamy malo czasu dla
                          siebie. i my sie wcale nie dziwimy, ze oni naszej uwagi potrzebuja i chca i sie
                          o nia dopraszaja. tylko chcielibysmy, zeby to nie bylo 100% czasu... tzn na
                          wakacjach, bo w normalne dni to dostaja to 100%, bo malo czasu spedzamy razem.
                          ale w czasie urlopu jestesmy CIAGLE razem i NAM sie wydaje, ze w takim przypadku
                          mozna by odpuscic troche z tym zaangazowaniem ;) no ale dzieciom wydaje sie
                          inaczej... moze one jeszcze nie rozumieja, ze to nie chodzi o czas spedzany z
                          rodzicami (wtedy ma byc 100% uwagi, bo nie spedzamy razem 100% czasu), ale o
                          ILOSC czasu spedzanego z rodzicami (ze moze byc 100% czasu, ale wtedy mniej uwagi)?

                          natomiast nie zgodze sie z hipoteza, ze jestsmy "emocjonalnie zdystansowani" ;)
                          moze takie sprawiam wrazenie w tych postach, bo stoje przed trudna sytuacja, ale
                          dzieci dostaja od nas mnostwo czulosci, pochwal i zaangazowania. ciagle ktores
                          sie tuli, siedzi na kolanach, nawet ten bajki w tv sa przyzwyczajeni ogladac
                          razem z jednym z nas - mlodszy wtedy sie tuli, a starszy od czasu do czasu ma
                          chec przedyskutowania czegos, co widzi... dzieci tez duzo chwalimy (rozsadnie) i
                          ciagle z nimi rozmawiamy, tlumaczymy swiat, opowiadamy, odpowiadamy na pytania,
                          czytamy ksiazki itp. nie "zaniedbujemy" ich uczuciowo. nie zebym krytykowala
                          hipoteze Litery, po prostu akurat tak jest, wydaje mi sie (?), ze jestesmy
                          cieplymi rodzicami. oczywiscie moge sie mylic, ale na przyklad moja mama, ktora
                          patrzy z boku, zna sie na dzieciach i w ich kwesti jest ze mna szczera, uwaza
                          podobnie jak ja.

                          bardzo bym nie chciala, zeby nasze dzieci wychowywaly sie w atmosferze, o jakiej
                          wspomina Litera i staramy sie do tego nie dopuscic. ale mamy wrazenie, ze im
                          wiecej uwagi im poswiecamy, tym wiecej oni chca ;)

                          staramy sie stawiac sztywno PARE granic - chcemy zjesc w spokoju sniadanie i
                          kolacje (obiad niekoniecznie, bo po obiedzie oni chwile drzemia i wtedy mamy
                          moment dla siebie), tego pilnujemy. i chcemy miec tak do godziny w ciagu dnia
                          "wolne"... i czesto sie udaje, tzn zajma sie soba, ALE jednak ciagle probuja nas
                          wciagnac do swojego swiata (popatrz! posluchaj! chodz!), a juz to samo jest
                          irytujace, bo robia to co chwila i nie ustepuja ;)

                          • kulka_kulkowa Re: kolejny głos bezdzietny obserwatorski-uwaga d 14.08.10, 14:25
                            No jak fajna dyskusja, to muszę iść!
                            W tzw. międzyczasie tez odpisałam na post pierwszejlitery :)

                            Kuro, powodzenia życzę! Pamiętaj, że nie ma rodziców idealnych. Córka tej znajomej od "strategii ignora" jest nieznośna, jak gdzieś jadą (szał w samochodzie, fotelik to ZUO) i na razie nie znaleźli na nią sposobu. Długie wyjazdy nie wchodzą w rachubę.

                            PS. Będę pertraktować w sprawie lamp :)
                            • la_coya Re: kolejny głos bezdzietny obserwatorski-uwaga d 14.08.10, 14:45
                              Też bezdzietna, ale może się przydam. Nie wiem jak wyglądają wasze wakacje, ale
                              może dzieci wymagają uwagi ze względu na ich pewną powtarzalność i monotonność.
                              Chodzi mi o to, że przykładowo są codziennie na plaży, gdzie tak naprawdę
                              codziennie dzieję się to samo, a wtedy by sobie jakoś uatrakcyjnić czas
                              chciałaby by każdy zamek z piasku pochwalili rodzice.
                              Może zabranie ich raz na kilka dni w jakieś miejsce stworzone typowo dla dzieci
                              by to zmieniło. Z Danią mi się akurat kojarzy Legoland, obok niego był świetny
                              park safari. Jednak to tylko moje gdybanie, bo nie wiem co Twoje dzieci lubią.
                              • kura17 Re: kolejny głos bezdzietny obserwatorski-uwaga d 14.08.10, 15:10
                                legoland planujemy :) ale o parku safari nie wiedzielismy, dzieki!

                                my (powtarzam, my ;)) odnosimy wrazenie, ze morze, piach i woda to cos, co
                                dzieci uwielbiaja i co im sie nie nudzi (mamy tez doswiadczenia ze starszym z 2
                                wakacji, gdy bylismy tylko z nim). pisalam - jesli pogoda nam dopisze, mysle, ze
                                bedzie niezle! ale problem, gdy pogoda jest gorsza, jak w zeszlym roku -
                                naprawde bylo ciezko ;)

                                oczywiscie mamy kilka "planow b" z atrakcjami dla dzieci, gdy sie nudza. ale tez
                                nie mozna tego robic codziennie przez 2 tygodnie, bo wykonczy nas finansowo ;)
                                no i nie zawsze trafiamy z atrakcjami, heh... co nam sie wydaje ciekawe, nie
                                zawsze jest takie dla dzieci. a sa na tyle male, ze jeszcze do konca nie mozna
                                ich wypytac - na ogol ciesza sie jak szaleni na kazda wycieczke, piknik, czy
                                atrakcje, a dopiero potem okazuje sie (czasem), ze jednak sie nudza, nie podoba
                                im sie, lub sie boja (np musialam sie z mlodszym ewakuowac z cyrku raz, bo sie
                                panicznie bal koni...).

                                ale bedziemy obserwowac - jesli zobaczymy oznaki nudy na plazy, to bedziemy
                                wdrazac inne atrakcje, dobry pomysl :)
                                • la_coya Re: kolejny głos bezdzietny obserwatorski-uwaga d 14.08.10, 17:49
                                  kura17 napisała:

                                  > legoland planujemy :) ale o parku safari nie wiedzielismy, dzieki!

                                  Ja byłam w tym Parku Safari:
                                  www.givskudzoo.dk/Home.1398.aspx
                                  Niedaleko Legolandu, który jest o tyle fajny, że ma masę atrakcji właśnie dla
                                  małych dzieci. Jak tam byłam to miałam koło 10 lat i na większość atrakcji byłam
                                  już za duża, więc powinno się Twoim szkrabom spodobać.
                                  Park Safari polecam, chodzące w około zwierzęta, zwłaszcza lwy robiły
                                  niesamowite wrażenie.

                            • kura17 Re: kolejny głos bezdzietny obserwatorski-uwaga d 14.08.10, 15:48
                              dzieki za lampy i za dyskusje :)

                              ja dobrze wiem, ze nie ma rodzicow idealnych - sama jestem najlepszym
                              przykladem, heh :)
                        • kulka_kulkowa Re: kolejny głos bezdzietny obserwatorski-uwaga d 14.08.10, 14:10
                          Możesz mieć rację i możesz jej nie mieć - co do dzieci kury. Specyfika forum: trudno tu doprecyzować, o co nam chodzi, bo nie można na szybko dopytać, czy ktoś mówiąc x miał na myśli to czy tamto.

                          Akurat koleżanki syna znam i wiem, że ona dużo z nim rozmawia, tłumaczy mu, jeśli on czegoś nie może pojąć, bawi się z nim itd. Tylko czasami są chwile, kiedy chce pogadać z kimś, kto przyszedł w odwiedziny albo jest zmęczona i musi zebrać siły i on to wie. Oczywiście nie dlatego to wie, że codziennie o godzinie siedemnastej zero zero ona włączała strategię "ignora", rozmawiała z nim też o tym. A wylewna to ona nie jest, uwierz :)

                          Jest też kwestia osobistych uwarunkowań, nie tylko psychologicznych. Rzeczona kumpela ma też roczną córkę. Mała rano też pakuje jej się do łózka, różnica polega na tym, że ona mimo to śpi, nawet jak córka jej siedzi na głowie (sic! - relacja jej męża). Swoją drogą, mała po całym dniu z nianią też dostaje hopla, jak rodzice wyjdą choćby do drugiego pokoju. I też jest temperamentna sztuka. Plus młody, który też rywalizuje z siostra o uwagę. Także wiem, że to nie taka bułka z masłem i podziwiam ich, że dają radę.

                          Muszę się spakować przed wyjazdem, więc kończę :) Ogólnie chodziło mi o to, że są chwile, kiedy naprawdę nie ma się siły na 100% zaangażowania i można trochę odpuścić. I tu się w gruncie rzeczy z tobą zgadzam - więcej pochwał w codziennym życiu trochę powinno złagodzić to domaganie się uwagi w każdym momencie na wakacjach. Tak jak sprawy typu pobudka przez atak na łózko rodziców czy zasypianie, to codzienna ciężka praca.
                          Chciałabym zobaczyć, jak mi to będzie kiedyś wychodzić :]
    • ariadna007 a NLP coś tu komuś mówi ? :) 13.08.10, 16:28
      w bardzo dużym skrócie:
      mózg jak słucha omija słowo NIE
      przykład:
      ktoś do Was powie "nie denerwuj się"
      i co? ... chyba same wiecie :) ten nieprzyjemny dreszcz po plecach i
      juz jesteście zdenerwowane :)
      lepiej powiedzieć "spokojnie" czyli ogólnie coś, co w samo w sobie
      jest pozytywne a nie ukrywajmy to jest baaaardzo trudne :)
      pozytywne myślenie działa, oczywiście razem z wiarą, że tak będzie
      bez tego cichego chochlika w środku ;)
      tak samo z tym wydarzeniem, proponuję zacząć już się programować, że
      JEST fajnie sympatycznie i ogólnie niesamowicie rewelacyjnie
      tylko uwaga JEST , "będzie" wyrzucamy tu ze słownika ;)
      u mnie to działa z miejscem parkingowym w środku wrocka w godzinach
      szczytu :) pracuję nad tym, żeby zadziałało z totolotkiem ;)
      • mooh Kurko, przychodzi mi do głowy 15.08.10, 00:25
        tylko jedno rozwiązanie (przepraszam, nie czytałam wszystkich
        wypowiedzi, może już ten pomysł padł) Zatrudnić au pair i jechać we
        czwórkę. Nie można sobie wmówić, że sprawia przyjemność coś, co nie
        sprawia przyjemności. Dla mnie wyjazd na wakacje z dzieckiem z góry
        zakłada kompletny brak wypoczynku. To jest to samo, co w domu, tylko
        przeniesione w trudniesze warunki. Jaki w tym fun? Żaden. Lepiej z
        góry założyć, że jedzie się na tydzień, żeby dzieci, nie my, tylko
        dzieci miały radochę, a potem na tydzień sami. Wtedy my mamy fun.
        • mooh Re: Kurko, przychodzi mi do głowy 15.08.10, 00:31
          Sorry, jechać w piątkę, przecież Was jest czworo.
    • kura17 wrocilismy... 20.09.10, 21:37
      kurcze, az nie wiem, co napisac... ;)
      moze niepotrzebnie, ale postanowilam poinformowac moich "fanow", jak bylo na wakacjach... tyle fajnych rad dostalam, ze wypada zlozyc raport ;)

      wyjechalismy nastawieni w miare pozytywnie, majac w zanadrzu pare sztuczek - glownie zaproponowanych na tym forum wlasnie... najbardziej nam sie podobaly "2 godziny wolnego co 2 dzien"... mielismy nadzieje, ze choc odrobine nam sie uda odpoczac w takim "modzie" - co drugi dzien kazdy z nas mialby wolne "przedpoludnie" - czas od wyjscia z domu po sniadaniu do obiadu...

      pierwszy dzien byl KOSZMARY... chlopaki tak dawaly czadu, ze myslelismy, ze nasz zapas ulubionej ziolowki skonczy sie tego samego dnia :D

      a potem, nagle, znienacka, zupelnie niespodziewanie...
      ... BLOGI odpoczynek!!!

      nie chce mi sie wciaz wierzyc, ale nie musialam stosowac rad, sztuczke, nie musielismy sobie robic wolnego od dzieci... bylo SUPER :) chlopcy zachowawali sie tak fajnie, ze az serce roslo! pierwszy raz na wakacjach we czworke odpoczelismy!!! i to naprawde dobrze!

      nawet ranne pobudki sie przesunely w czasie... wprawdzie o 7 wstawali, ale na ogol udawalo nam sie dolezec w lozkach, we wzglednie dobrych warunkach, do 8... synkowie albo tulili sie z nami, albo... bawili sami, bez awantur i jojczenia... na ogol siedzieli na gorze lozka pietrowego (u starszego) i cos tam do siebie gadali :)

      raz, gdy obudzili nas dopiero o 7:45, to kilka razy patrzylismy na 3 zegary, bonie moglismy uwierzyc :)

      w ciagu dnia nie bylo jojczenia, awantur, zachowywali sie super-grzecznie... pogoda nam dopisala, a moj maz lubi spedzac czas aktywnie na plazy... bawil sie z dziecmi w budowanie z piasku, czy ganianie po wodzie - co sam uwielbia, a ja oddawalam sie moim ulubionym rozkoszom (czyli nic-nie-robilam-z-ksiazka-w-reku, od czasu do czasu tulac dziecko powiace mi "ja ciebie kocham auch" ("auch" to tez po niemiecku ;))

      dziekuje za rady - i tak bede sie nimi kierowac przy nastepnych urlopach, ale tym razem - odpoczelam!!!

      nie moglam sie oprzec, zeby sie nie pochwalic, jak odpoczelam, hehe...
      • zawsze_zielona Re: wrocilismy... 20.09.10, 22:00
        Chyba podmienili Wam dzieci przed samymi wakacjami:)
        A tak na serio, to bardzo sie ciesze, ze sie Wam udalo odpoczac bo nie ma chyba nic bardziej frustrujacego od potrzeby urlopu po urlopie.
        • kura17 Re: wrocilismy... 20.09.10, 22:12
          oj podmienili...
          ... bo ostatni weekend, juz w domu, nie byl taki fajny ;)

          w okolice kopenhagi nawet w myslach nie zawitalismy, niestety... pogoda byla cudna i cale wakacje przesiedzielismy w naszej dziurze w polnocnej jutlandii... piekny kraj! za to zwiedzilismy skagen i widzielismy, jak moze polnocne i baltyckie sie caluja :)
          • maith Re: wrocilismy... 21.09.10, 01:49
            Super :)
            To faktycznie mieliście dużo szczęścia. Szkoda, że nie wiadomo, jak je powtórzyć ;)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka