Dodaj do ulubionych

Bez czego można się obyć?

02.02.11, 17:08
Taka mnie dziś myśl naszła w czasie bloku reklam: ciągle wmawia się nam, że potrzebne jest nam to czy tamto, mamy kupować balsamy na cellulit, szampony, folie, przyrządy, kule do prania, kostki do odkażania wody w spłuczce, opaski do przytrzymywania rzepki, kawy odchudzające, odkurzacze piorące, pasty najlepsze dla dziąseł, wkładki do majtek, żele na wągry, wonne ciecze, pompki, pilniczki, halabardy, świczki... Ile z tych potrzeb nam się wmawia, ile jest autentycznych, bez ilu z tych rzeczy można żyć?

Ostatnio był pouczający wątek o minimum higienicznym, jakie mamy minimum bytowe? Co trzeba posiadać, by godnie i w miarę wygodnie funkcjonować, co można oddać wrogowi?
Obserwuj wątek
    • jul-kaa Re: Bez czego można się obyć? 02.02.11, 17:21
      Bieżącą wodę przez całą dobę i w ogóle w miarę przyzwoite warunki sanitarne. Ciepło (takie akurat, za ciepło nie lubię), wygodne łóżko, kuchenka i piekarnik, chętnie czajnik elektryczny. To z takich domowych rzeczy podstawowych.
      Co jeszcze lubię: komputer z internetem, podstawowe kosmetyki (mydło, szampon, lekki krem), wygodne ubrania. Mam sporo urządzeń kuchennych i je lubię, ale traktuję je w kategorii luksusu, a nie rzeczy niezbędnych.

      Najwięcej rzeczy całkowicie zbędnych widzę w biznesie okołodzieciowym. Stworzono tak ogromne ilości całkowicie zbędnych gadżetów, że głowa mała. Ze zbędnościami dla dorosłych jest łatwiej, bo jeśli odmawiasz, to sobie. Odmawianie dziecku (karuzeli, huśtawki, leżaczka itp.) bywa postrzegane jako wyrodność i oszczędzanie kosztem dziecka. Ale to chyba nie ten wątek ;)
      • teresa104 Ależ ten wątek, ten wątek! 02.02.11, 17:31
        Byłam ostatnio u siostry, która ma dwoje dzieci, przedszkolaka i niemowlaka. Ilość gratów, jakie mają te dzieci, ten niemowlak, mnie powaliła. Te naczynka, naczyniusia, flaszeczki, kubeczki, pojemniczki, przewijaki, laktatory, podgrzewacze, zamrażacze, sterylizatory, nakładki na sutki, na sedes, na rogi stołów, na gniazdka, banany do karmienia, stoliczki, krzesełeczka, klocki, lalki, malowanki, gumowe szczury, kucyki na biegunach, chodziki, rowerki...
        • jul-kaa Re: Ależ ten wątek, ten wątek! 02.02.11, 17:45
          E tam, nie wymieniłaś najfajniejszych - leżeczki, bujaczki, wisiaczki, noszaczki, kosze na pieluchy, paskudne grające/świecące/ryja drące zabawki... Multifunkcyjne krzesełka, elektroniczne nianie, licznik zmienianych pieluch i zjedzonego mleka, kocyki do spania, do zawijania, do przewijania. Torby: na pieluchy, na butelki, na gadzety. Monitory oddechu, chodziki, termoopakowania Siateczki do owoców - masz kawałek plastikowej siatki z dziurkami, wkładasz owoc i dziecko ma się nie dławić. Absurd moim zdaniem.

          Oraz hit - WhyCry czyli urządzenie, które powie ci, dlaczego twoja pociecha drze ryj. Padłam jak zobaczyłam.
          • teresa104 Re: Ależ ten wątek, ten wątek! 02.02.11, 17:52
            Nie wymieniłam, nie wiedziałam, co to jest, ale skoro jest, to siostra ne pewno to ma.

            Dziecko ma jeść ten owoc przez siatkę?

            To łajkraj to może dla siebie bym kupiła?
            • jul-kaa Re: Ależ ten wątek, ten wątek! 02.02.11, 17:56
              Pacz pani: www.e-dzieciaczki.pl/allegro/nuby_gryzak_z_siatka3.jpg

              A co to jest banan do karmienia? Poducha taka?

              • teresa104 Re: Ależ ten wątek, ten wątek! 02.02.11, 18:00
                To właśnie taka poducha na której układasz obywatela do ssania.
              • teresa104 ten gryzak zdał mi się obrzydliwy jakiś 02.02.11, 18:01
              • kotwtrampkach Re: Ależ ten wątek, ten wątek! 04.02.11, 22:43
                hahaha
                kiedyś sobie myślałam, ze mogłabym mieć o wiele łatwiej mając stały dostęp do internetu, kiedy byłam w ciązy, albo kiedy moje dziecko było niemowlakiem.
                Ale po przeczytaniu tych nazw już się cieszę że nie miałam.. Widziałam ilość "sprzętu" u szwagra, przy półroczniaku, ale nie miałam energii by wnikać co to ;-) dość, ze podróżuje z wielkimi worami.. :):)
          • edhelwen Re: Ależ ten wątek, ten wątek! 03.02.11, 01:21
            prawie jak zawieszany "koszyczek" na sałatę etc. dla gryzoni :PPP
            aż dziwne, że nasze matki zdołały nas odchować bez tych wszystkich bajerów ;)
          • yo_anka łooo 8) 03.02.11, 02:37
            jul-kaa dla mnie jesteś najbardziej zorientowana mamą, którą znam, serio, serio :)
            gdzie ty takie kuriozalne ustrojstwa wynalazłaś?
            czego to ludziska nie wymyśla - siatka na owoc, czy ANALIZATOR PŁACZU DZIECKA ?!?
            a ja myślałam że to największa osobliwość to wiaderko do kąpieli niemowlaka i pojemnik na zużyte pieluszki owijany każdą szczelnie, hmmm....

            a swoją drogą zdaję sobie sprawę, ze jest mnóstwo młodych niepewnych siebie, wystraszonych rodziców, dla których tłumacz płaczu dziecka magiczna różdżka, co pomoże im zrozumieć dziecko, aby w końcu tak nie płakało strasznie.
            • wariamiktoria Re: łooo 8) 03.02.11, 10:09
              Masa takich gadżetów jest tutaj www.nowamatkapolka.pl/ w dziale sklep. Sam portal ma świetne artykuły min. o karmieniu, bądź wolna finansowo i z pamiętnika matki wariatki. Wiaderko wydaje mi się ok, zawsze można do wieszania prania wykorzystać. Ja nie takie specjalistyczne ale właśnie wiadro kupiłam do kąpieli synka nad jeziorem. Woda się w ciągu dnia nagrzała i było spoko. O w tym stylu www.fleximil.pl/15black.jpg
              Pojemnik na pieluszki ale wielorazowe chyba by mi się przydał, na razie w tym celu stosuję pralkę ale chwilami brakuje mi osobnego wiadra z pokrywką na nie.
              Co do wątku: mogę obyć się bez wielu przedmiotów, łatwiej mi wymienić bez czego się nie obędę ale w dalszym ciągu to spora lista bo obejmująca higienę, kuchnię, rozrywkę, odzież itd. Na blogach minimalistycznych widać, że i tak potrzebujemy sporo przedmiotów choć można ograniczyć się do setki a nie tysięcy rzeczy.
    • teresa104 Re: Bez czego można się obyć? 02.02.11, 17:24
      Pierwsze, co przyszło do Teresinej głowy to wszelkie "przyprawy do" (mięsa, drobiu, ryb, potraw orientalnych etc.), odświeżacze powietrza, batony, chusteczki do sprzątania kurzu - tych rzeczy nigdy w życiu nie kupiłam i nie odczuwam braku.
      Zmywarka - miałam, oddałam. Mam za mało naczyń i za mało zmywania.
      Odkurzacz - czasem bym chciała do odkurzenia kanap, ale rzadko mnie ta potrzeba nachodzi.
      • izas55 Re: Bez czego można się obyć? 02.02.11, 18:46
        A może to jednak trochę zależy. Bo ja na wakacjach, albo na krótko, mogę się obyć bez zmywarki, ale zmywać tak nienawidzę że nie wyobrażam sobie bez niej normalnego funkcjonowania. A za to nie sprawia mi zupełnie problemu ręczne pranie i pewnie mogłabym funkcjonować w miarę spokojnie bez pralki.

        A obyć się można beż większości kosmetyków.
        • brykanty Re: Bez czego można się obyć? 02.02.11, 23:05
          A nie, miałam takie wynajmowane mieszkanie, w którym mogłam zmywać i prać w brodziku i ewentualnie w miskach - słabo to wychodzi. Zwłaszcza dżinsy, ręczniki i pościel. Zero miejsca na pralkę, na szczęście wchodziła malutka wirówka, dzięki temu nie odpadły mi ręce przy wykręcaniu prania.
          Ratowała mnie koleżanka z normalną pralką, zanosiłam do niej te grubsze rzeczy.

          Jednak nawet na wsi, u mojego dziadka, gdzie nie było bieżącej wody ani kanalizacji, czystą wodę nosiło się ze studni, grzało na piecu i wylewało brudną na ogród, pranie robiliśmy we Frani. Płukanie już ręczne - w kilku wielkich miskach. Tak się i oszczędzało prąd, i było szybciej, a w razie zbytniego zabrudzenia wody do płukania można było szybko wymienić.
          Zabawa na pół dnia. I robiłyśmy to we dwie, trzy osoby.

          Właśnie bez pralki i bieżącej wody nie chciałabym się w żadnym razie obywać. I bez lodówki.
      • ederlezi1981 przyprawy 02.02.11, 18:51
        teresa104 napisała:
        > Pierwsze, co przyszło do Teresinej głowy to wszelkie "przyprawy do" (mięsa, dro
        > biu, ryb, potraw orientalnych etc.)
        o nie, przyprawy muszą być. W najgorszym kryzysysie, jak masz makaron, ryż lub ziemniaki i jakies resztki wyczarujesz cuda do jedzenia.
        Musi być curry, papryka, coś a la kuchnia wloska (bazylia, oregano, czosnek), zioła prowansalskie, pieprz, ziele angielskie, liśc laurowy. ieszanki tez sie przydają, ale bez przesady.
        • indigo-rose Re: przyprawy 02.02.11, 19:06
          Teresie chodziło o "przyprawy do". Można świetnie zamarynować i przyprawić zasmażane żeberka bez "przyprawy do żeberek w kapuście".
          No i jeśli masz całą szafkę przypraw, to tym bardziej nie potrzebujesz takich mieszanek.
        • teresa104 Przyprawy muszą, 02.02.11, 19:10
          ale ja mówię o mieszankach, których składu się nie sprawdza, tylko wali do gara bo na torebce stoi "do ryb". Mam całą szafkę przypraw i z nich żal by mi było wszystkich.
          • ederlezi1981 Re: Przyprawy muszą, 02.02.11, 19:47
            No z tymi mieszankami to róznie, pewnie samemu można.
            Curry, garam masala, zioła prowansalskie i takie a la włoskie mieszanki są trudne do odtworzenia.
            Przyprawa do kurczaka jest o tyle dobra, że zawiera sól, czosnek i curry- ułatwia. Do kuchni meksykańskiej- kumin. Spokojnie moge to jednak sama zastapic innymi rzeczami.
            Zdarza mi się kupic przyprawy do ryb, ziemniaków, miesa mielonego itd- a potem sie zastanawiam, po co własciwie. Znaczy, nie, żeby sie marnowały, ale poradziłabym sobie bez.
            • moniach_1 Re: Przyprawy muszą, 02.02.11, 20:56
              Dla mnie te przyprawy mają zawsze za dużo soli. Poza tym, kombinowanie z przyprawianiem potraw to straszna frajda, można wpaść na fantastyczne mieszanki zupełnie przypadkiem :)
              • indigo-rose Re: Przyprawy muszą, 02.02.11, 21:22
                Co gorsza, często mają też glutaminian sodu albo inne takie niepotrzebne badziewie.
        • slotna Re: przyprawy 02.02.11, 21:34
          A ja lubie te mieszanki. Jedyne, co mi w nich przeszkadza, to nadmiar soli, wiec nabywam tez ulubione zielska osobno, zeby domieszac. Wszystkich nie - wietrzeja, nawet w sloiczkach, bo chociaz lubie mocno przyprawione jedzenie, to przy kilkudziesieciu czy nawet nie wiem ilu rodzajach, wiekszosc stosuje relatywnie rzadko. Wiec wole juz kupic gotowa mieszanke z kilku skladnikow i dosypac wiecej tego ulubionego, niz kupowac kazdy z osobna, wiedzac, ze sie zmarnuje.

          Zastanawia mnie tak w ogole, kto (poza mna oczywiscie) kupuje te przyprawy, kostki rosolowe i cala reszte, bo na pewno nikt korzystajacy z internetu - patrz forum kuchnia ;)
          • aankaa Re: przyprawy 02.02.11, 21:42
            kupuję i kostki, i mieszanki, i cały syf doprawiony glutaminianem mimo, że jestem fanatyczną czytelniczką (a i próbuję często) fotoforum kuchnia :)
          • madzioreck Re: przyprawy 02.02.11, 22:43
            > Zastanawia mnie tak w ogole, kto (poza mna oczywiscie) kupuje te przyprawy, kos
            > tki rosolowe i cala reszte, bo na pewno nikt korzystajacy z internetu - patrz f
            > orum kuchnia ;)

            To pytanie można by zadać o wiele rzeczy ;)

            Ja kupuję :) Nie wszystko jak leci, oczywiście, nie używam kostek rosołowych i veget i innych jarzynek, ale używam Maggie oraz pojedynczych "przypraw do": do mielonego i do grilla. Sól gdzieś tam na końcu. Nie mam aż takiego zacięcia, żeby wszystko mieszać samodzielnie ;) Natomiast większość mieszanek "do" - faktycznie mnie denerwuje, że nie mogę dać tyle przyprawy, ile bym chciała, bo będzie za słone :/
            • slotna Re: przyprawy 02.02.11, 23:14
              Ja uzywam sporo czosnku i rozmarynu, kupuje tez curry bez soli, chili, takie rzeczy. Maggi bardzo lubie, tak samo jak sos sojowy (tez slone ;)), a glutaminianu sie nie boje.
    • pitupitu10 Re: Bez czego można się obyć? 02.02.11, 17:57
      A co to znaczy "obyć się"?

      Teoretycznie tak naprawdę potrzebne są żywność, dach nad głową, bezpieczeństwo, etc. To jest minimum egzystencji. Bez całej reszty można żyć. Pewnie są ludzie, którym wystarcza to minimum i są szczęśliwi. Większość jednak ma dodatkowe potrzeby: estetyki (ładne/schludne ubranie, mieszkanie, etc.), rozrywki (od tv do filharmonii), przyjemności.

      Nie wydaje mi się jednak, że produkty w sklepach należy rozpatrywać tylko w ramach kategorii "potrzebne" / "niepotrzebne". Albo inaczej: "potrzebność" dóbr nie dotyczy tylko ich funkcji użytkowej (czy to zdanie ma sens?). Przykład: balsamy do ciała kupuje się nie tylko (albo nie głównie) po to, żeby zregenerować suchą skórę, ale dlatego, że uczucie miękkiej, gładkiej i pachnącej skóry jest przyjemne. Czekolada to nie tylko dawka kalorii, ale i sposób na poprawienie humoru. Ładny ciuch to nie tylko "odzież robocza" ale i sposób na zaimponowanie koleżankom.

      Tak, na tym bazują spece od marketingu. Domestos wcale nie ma zabijać bakterii, tylko dawać nam poczucie, że dbamy o bezpieczeństwo. Super-hiper-jakieśtam ceramidy w szamponie nie mają dbać o nasze włosy, tylko o nasze samopoczucie. Czyli przyjemność, przyjemność, przyjemność.

      Płytkie? Pewnie tak. Ale wiecie co? Myślę, że jednak każdy ma w sobie potrzebę przyjemności, i nie ma w tym nic złego. Jak byśmy skoncentrowali się tylko na dostarczaniu naszym organizmom kalorii to żylibyśmy jak rośliny.
      • teresa104 No właśnie, 02.02.11, 18:12
        tę granicę między niezbędne a zbędne mamy w różnych miejscach i to jest ciekawe. Tak samo jak płynne jest potrzeby a fanaberii. Kto z nas nie zna dziewczyny, która nie rusza się na kajak bez makijażu? Ja miałam też kolegę, który uważał, że nie potrzebuje przyborów do rąk, bo paznokcie można piłować o metalowy suwak, na przykład ten w rozporku. Zrobił nam nawet pokaz piłowania bez zdejmowania spodni.
      • jul-kaa Re: Bez czego można się obyć? 02.02.11, 18:12
        Jejku jejku... Ja zrozumiałam, że teresę ciekawi, co z rzeczy kreowanych przez reklamotwórców jako podstawa egzystencji, lobbystki uważają za zupełnie im zbędne. Myślałam, że to taki wątek bez napinki o tym, jakie jesteśmy różne.
        • pitupitu10 Re: Bez czego można się obyć? 02.02.11, 18:27
          jul-kaa napisała:

          > Ja zrozumiałam, że teresę ciekawi, co z rzeczy kreowanych przez
          > reklamotwórców jako podstawa egzystencji, lobbystki uważają za zupełnie im zbęd
          > ne.

          Równie dobrze można dyskutować o tym jaki kolor jest najładniejszy. To chyba jasne, że każda z nas ma swoje gusta i potrzeby.
    • mszn Re: Bez czego można się obyć? 02.02.11, 18:23
      Podoba mi się taki temat. W zeszłym roku miałam okazję wiele się w tym temacie nauczyć, bo przeprowadziłam się do nowego kraju, a do tego z dnia na dzień z osoby całkiem zamożnej stałam się osobą, którą nie stać na to, żeby codziennie jeść warzywa. Zakup każdej rzeczy do mieszkania musiał być poprzedzony pytaniem, czy naprawdę mi tego trzeba. Teraz finansowo jest lepiej, ale tak bardzo oduczyłam się kupowania przedmiotów, że przestałam zupełnie chodzić "na zakupy".

      Co teraz uważam za naprawdę niezbędne? Komputer, w kuchni: sitko, patelnia, w łazience: dwie zmiany ręczników, rower, lampka przy łóżku, coś do rozwieszania prania, no i pralka (udziały w pralce kosztują mnie 5 euro miesięcznie, gdybym miała chodzić do pralni, byłoby to 15-20 jak nic), ciuchy do sportu. Wieszaki na część ciuchów. Parciane torby na zakupy.

      Rzeczy, które jeszcze dwa lata temu zaliczyłabym do niezbędnych: piekarnik, szlafrok, więcej niż jeden komplet pościeli (teraz mam dwa i czuję luksus :) ), chochelka do zupy :) (okazało się, że można przez rok zupę nalewać kubkiem), wszelkie koce (czyli to, co nie jest kołdrą na łóżku), napęd cd/dvd w komputerze i dobre głośniki (okazuje się, że da się żyć bez, choć jakość życia znacznie spada).

      Żelazko - i tak, i nie. Prasuję coraz mniej, bo robię się leniwa ostatnio, ale nie wyobrażam sobie niewyprasowania koszuli. Więc póki są koszule, co bardziej eleganckie sukienki etc. - żelazko musi być.

      Książki w domu nie są absolutnie niezbędne, bo niby biblioteka i tak dalej - ale i tak jest mi bardzo smutno, jak myślę o rzędzie kartonów zachomikowanych u rodziców. A jeszcze mi smutniej było, jak przez rok nie kupiłam ani jednej książki.

      W tym roku nauczyłam się jeszcze, że umywalka w łazience nie jest do niczego potrzebna :) Z myciem zębów świetnie dajemy sobie radę w kuchni. Odkryłam też, że ogrzewanie też nie jest potrzebne ani w kuchni, ani w łazience. I nie chodzi mi o to, że zęby zaciskam i jakoś daję radę, tylko po prostu nie odczuwam braku tych dwóch rzeczy.

      Kurczę, rozglądam się po mieszkaniu w poszukiwaniu niepotrzebnych pierdół i nic nie widzę :) (poza imponującą kolekcją odżywek do włosów, no dobra...)

      Acha, no tak, telewizor. Zupełnie niepotrzebny. Mam teraz tylko laptopa 10 cali, więc oglądanie filmów z kimś jest niewygodne, ale o ile tylko ma się większy komputer, telewizor nie jest do niczego potrzebny.
      • teresa104 Doświadczenie skromnego życia 02.02.11, 19:06
        Mam takie również. Zastanawiam się, czy to ciężar, kompleks, czy pożyteczna umiejętność właśnie tego obywania się. Rzeczy muszą być wielofunkcyjne i trwałe, łachy takoż, do tego dobrze, kiedy kupowana nowa część garderoby pasuje do pozostałych. Czasami mam wrażenie, że ta upierdliwa praktyczność wisi mi u szyi kamieniem.
        Przykład dam pierwszy z brzegu. Podobał mi się ostatnio płaszcz. Od czapy zupełnie i kolor, i wszystko. 600 złotych. Mogę go normalnie kupić i mój budżet tego nie odczuje. Ale tak się zastanawiałam, ważyłam racje (że ładny, że oryginalny, że boski; że nie pasuje do niczego, że pociągnie za sobą zakup torby, szala, butów, że nigdy nie miałam nic tak kobiecego i żyję, że mam ten zielony płaszcz sprzed czterech lat, ten niezniszczalny, trochę tylko przecież sprany i spłowiały, ale materiał zdrowy), że w końcu z konieczności przeważenia którejś z nich pomyślałam, że będę w nim zwracać uwagę, że jestem nazbyt pospolita, by mieć coś takiego. A ja wcale nie uważam się ani za pospolitą i szarą, ani wcale mi nie przeszkadza, że ktoś na mnie patrzy i ocenia. Czyli wymyśliłam sobie (wyciągnęłam nieuświadomiony?) dołujący mnie powód, żeby tego kretyńskiego płaszcze NIE kupić. Tak się z myślami bić, tak się trawić, dręczyć z powodu sześciu małych paczek? Mentalność niewolnicza. Przymus obywania się bez konieczności obywania się.


        Książki. Zostawiłam w domu rodzinnym kilka metrów sześciennych beletrystyki, miałam je zabrać, kiedy w końcu zamieszkam gdzieś na stałe. Zamieszkałam. Książki tylko wypożyczam i odwożę. U siebie mam wyłącznie literaturę zawodową. Książki ciągle kupuję, bo lubię czytać bez presji czasu, a najbardziej lubię kupować komuś, żeby od niego pożyczyć, a swego stanu posiadania nie powiększać.

    • indigo-rose Re: Bez czego można się obyć? 02.02.11, 18:37
      Bez samochodu, jeśli mieszka się w centrum.
      Niby taki wyznacznik przynależności do klasy średniej, a moi rodzice byli zawsze zdania, że skoro wszędzie możemy podejść albo dojechać komunikacją miejską, to po co wydawać kasę na ubezpieczenie i jeszcze się stresować, że jakiś element społeczny podziurawi opony.
      No i żyjemy spokojnie, od czasu do czasu tylko pojawia się motyw "ale żeby tam pojechać, to by się auto przydało".
      • teresa104 Re: Bez czego można się obyć? 02.02.11, 19:18
        Ech, samochód się przydaje na wakacjach i do wożenia osób niesprawnych z powodu wieku i stanu zdrowia. Czasem trzeba kogoś odwieźć na lotnisko.
        Ja najczęściej korzystam z komunikacji zbiorowej i z tak zwanego kapcia, ale samochód mamy. Samiec, kiedy musi jechać do pracy tramwajem, jest zagubiony jak psiak. Ostatnio był plan kupienia drugiego samochodu, ale zgłosiłam zdecydowane weto. Mamy niestety dwie osoby niepełnosprawne do obsługi i czasem trudno się zgrać, dopasować, brakuje drugiego pojazdu.
      • yaga7 Re: Bez czego można się obyć? 03.02.11, 10:25
        Ja nie mieszkam w centrum, a bez samochodu się obywałam przez całe swoje życie.
        Pierwsze auto kupiliśmy parę miesięcy temu i to w sumie z kaprysu, a nie z rzeczywistej konieczności.
        No i trochę nas już denerwowało, że właśnie chcielibyśmy gdzieś pojechać, a bez samochodu nam się nie chciało. No to teraz możemy :)

        Ale prawdę mówiąc, przez 95% czasu samochód stoi i jest wykorzystywany do sklepu na zakupy i na wycieczki pozamiejskie. Ja pracuję w domu, więc mnie jest po grzyba, a Luby ma świetną komunikację z pracą, więc też mu po grzyba.
    • sylwiastka Re: Bez czego można się obyć? 02.02.11, 19:43
      Łatwiej jest mi wymienić co muszę mieć. Zatem wolność (rozumianą przeze mnie w sposób specyficzny), ubezpieczenie zdrowotne, kontakt z rodziną i przyjaciółmi, dach nad głową niekoniecznie luksusowy i wcale nie na własność, byle w centrum, dwie walizki ruchomości różnych, głównie tekstylnych, laptop i kartę płatniczą.

      Czego mieć nie muszę, a jest dość popularne: samochód, telewizor i telefon komórkowy (ten mam, ale wcale nie lubię) oraz kuchnia, dywany, firany, porcelana, kredyt (tego nie chcę mieć wcale).

      Co bym chciała mieć w domu, ale można się obyć: żonę z innego wątku ew. pomoc domową, sprzęty wyręczające: zmywarka, pralka, suszarka, odkurzacz, który dam odkurza, generalnie mieszkanie, które samo się porządkuje, ciuchy samo-piorące, lodówkę samo-zapełniającą się, żywność samo-gotującą.
      • yaga7 Re: Bez czego można się obyć? 03.02.11, 10:23
        > Co bym chciała mieć w domu, ale można się obyć: żonę z innego wątku ew. pomoc d
        > omową, sprzęty wyręczające: zmywarka, pralka, suszarka, odkurzacz, który dam od
        > kurza, generalnie mieszkanie, które samo się porządkuje, ciuchy samo-piorące, l
        > odówkę samo-zapełniającą się, żywność samo-gotującą.

        Ooo, też bym chciała :D
    • aankaa Re: Bez czego można się obyć? 02.02.11, 21:03
      - od lat nie kupuje tzw kobiecej prasy, od niedawna nawet "normalnych" gazet
      - mogłabym oddać tv
      - zostawiłabym max 1/10 posiadanego księgozbioru, mam coraz więcej książek, które po jednokrotnym przeczytaniu nie są aż tak cenne żeby je zostawić
      - słucham tylko radia więc nie odczuwam braku sprzętu odtwarzającego
      - telefon stacjonarny mam wyłącznie w celu ew. kontaktu z dostarczycielem netu/kablówki (na szczęście za połączenie nie płacę a potrafię czekać na odebranie do pół godziny)
      - co do wątku higienicznego - wystarcza mi absolutne minimum - krem na noc, dzień, pod ślipia, młyn micelarny, krem do kopytek, szampon ziołowy i podkradany synom żel pod prysznic (czyli tu swego nie miewam :). Nieszczęśliwa jestem jak nie mogę trafić na swój ukochany dezodorant. Jak go namierzę kupuję od razu kilka sztuk
      - no i (chyba) najgorsze - mogę się obyć bez towarzystwa ludzi. Jestem typem pustelnika i nie cierpię kiedy nie mam się do kogo odezwać kilka dni (kontakt w sklepie z bułeczkami wystarcza mi najzupełniej)
      • zmijunia.lbn Re: Bez czego można się obyć? 02.02.11, 22:23
        aankaa napisała:

        > - co do wątku higienicznego - wystarcza mi absolutne minimum - krem na noc, dzi
        > eń, pod ślipia, młyn micelarny, krem do kopytek

        Ehe, absolutne minimum :D
        • aankaa Re: Bez czego można się obyć? 02.02.11, 22:39
          Żmijuniu, zauważ, proszę, że nie ma tu ani grama balsamów itp mazideł do ciała :D Nie po to włażę do wanny/pod prysznic żeby się zaraz upaćkać :P
          • zmijunia.lbn Re: Bez czego można się obyć? 02.02.11, 22:50
            aankaa napisała:

            > Żmijuniu, zauważ, proszę, że nie ma tu ani grama balsamów itp mazideł do ciała
            > :D Nie po to włażę do wanny/pod prysznic żeby się zaraz upaćkać :P

            Są 4 kremy, a kremy to chyba raczej są mazidła :P
            Ja używam zazwyczaj 1 balsamu, ew. mleczka (konsystencja kremu mi bardzo nie podchodzi) do wszystkiego. Kilka dni temu mi się skończył i cierpię, bo w domu same kremy, buuuuu :(
            • zmijunia.lbn Re: Bez czego można się obyć? 02.02.11, 22:54
              zmijunia.lbn napisała:

              > Są 4 kremy, a kremy to chyba raczej są mazidła :P

              Tak po zastanowieniu to to jest przecież totalnie co innego, mazidło ma całkiem fajną konsystencję :D
              Przepraszam że sama sobie odpowiadam, ale asystowałam w życiu przy robieniu kilku mazideł, a takiego babola strzeliłam ;)
            • aankaa Re: Bez czego można się obyć? 02.02.11, 23:12
              eee, bo mi chodziło o takie coś w dużej butli, którym 90% pań smaruje całe swoje jestestwo po wytarciu się
              • zmijunia.lbn Re: Bez czego można się obyć? 02.02.11, 23:49
                A nie, tak to robię tylko od wielkiego dzwonu, na przykład potraktowałam tak swoje jestestwo przed studniówką - akurat miałam bardzo fajnie wchłaniający się balsam. Co ciekawe, teżet od razu zauważył że jestem jakaś taka bardzo miła w dotyku.. Do dziś jestem w szoku. ;)

                Zazwyczaj balsamem smaruję ręce i stopy, bo te części ciała lubią mi uporczywie mówić "posmaruj nas", zwłaszcza przed snem. A że używam mazideł "do ciała", to mogę się w dowolnym momencie cała wymaziać jeśli akurat mam ochotę. :)
                Gdybym miała osobne kosmetyki do każdej części ciała, to na 100% by się zmarnowały.. Dlatego wizja 4 różnych kremów na raz mnie nieco szokuje, chociaż wiem że niektórzy mają duuuuuuużo więcej. Ja po prostu nigdy nie wiem, kiedy będę chciała posmarować sobie ręce, a kiedy stopy. :)
                • the_mariska Re: Bez czego można się obyć? 03.02.11, 02:34
                  Ja akurat bez mazideł nie wyobrażam sobie zimy, bo skóra w zimie tak mi się przesusza, że muszę się czymś tłustym wysmarować bo sama zejdzie. W lecie spokojnie obchodzę się bez.

                  No dobra, to krótki rachunek sumienia w przerwie od nauki. Bezproblemowo radzę sobie bez:
                  - samochodu, a nawet o zgrozo prawa jazdy
                  - telewizorni
                  - radioodbiornika
                  - telefonu stacjonarnego
                  - aparatu fotograficznego
                  - suszarki/prostownicy/lokówki/lakieru/pianki do włosów i innych podobnych sprzętów
                  - depilatora
                  - zmywarki do naczyń
                  - lakieru do paznokci (maluję może ze 2 razy w roku)
                  - maseczek/pilingów/żeli antybakteryjnych/toników (ostatnio stosuję na pyszczek tylko mleczko i krem nawilżający i trzyma się jak nigdy dotąd :))
                  - wanny (choć uważam ją za całkiem przyjemną formę marnowania czasu)
                  - robota kuchennego, miksera, tarki, wyciskarki do czosnku i paru innych sprzętów kuchennych
                  - fotela i kanapy
                  - dywanów
                  - zasłon
                  - obrusu/ceraty na stole
                  - szklanek/kieliszków (odpowiednia ilość kubków jest w stanie zastąpić wszystko)
                  - głębokich talerzy (zupę dużo wygodniej je się z miseczki)

                  Bez czego żyłoby mi się absolutnie niewygodnie:
                  - komputer
                  - łóżko
                  - własne biurko
                  - dostęp do bieżącej ciepłej wody
                  - pralka
                  - szampon, odżywka do włosów, szczotka
                  - szczotka i pasta do zębów
                  - porządna patelnia
                  - coś pod ręką do pisania (czy tylko ja tak mam, że nie potrafię myśleć bez kartki i długopisu?)
                  - wspomniane już mazidła do każdej części ciała (a przynajmniej osobne do ust, twarzy, rąk i reszty)
                  - telefon komórkowy (z funkcją budzika koniecznie)
                  - pojemna torebka
                  - czajnik elektryczny

                  Swoją drogą - polecam bardzo interesującego bloga w temacie minimalizmu: plusultraminimalism.blogspot.com/ . Sama za minimalistkę się nie uważam, ale lektura pomaga spojrzeć pod racjonalnym kątem na nasze zakupy - czy to stanikową kolekcję, zestaw kosmetyków czy ubrań (czemu mi nikt nigdy nie powiedział że kupuję ubrania totalnie bez sensu? ;)). Na tym też blogu znalazłam ostatnio cytat, który mnie zachwycił, parafrazując brzmiał on "Wyrzuć z domu wszystko, co nie jest albo bardzo użyteczne, albo bardzo piękne". Genialne w swojej prostocie, czemu o tym też znów dowiaduję się ostatnia? ;)
                  • the_mariska Miałam na myśli inny blog: 03.02.11, 10:35
                    O dokładnie ten: minimalist-ka.blogspot.com/ :) Gorąco polecam :)
              • slotna Re: Bez czego można się obyć? 03.02.11, 00:15
                Nie wiem ile to procent tak naprawde, ale nie przesadzalabym z ta wiekszoscia ;) Ja powinnam sie smarowac chociaz co drugi dzien, zwlaszcza zima, ale szczerze tego nienawidze.
                • madzi1 Re: Bez czego można się obyć? 03.02.11, 15:21
                  Ja też nienawidzę smarować sie balsamami po całym ciele, nigdy mi się nie chce, zajmuje to czas, trzeba wsmarowywać....itp. Z drugiej strony w zimie skóra wysusza mi się straszliwie.
                  W tym roku zaczęłam używać oliwki dla dzieci. Robię tak, po prysznicu na mokre ciało smaruję się oliwką, a następnie lekko to spłukuję wodą. Wycieram się ręcznikiem. Efekt jest taki, że ciało nie jest bardzo tłuste po oliwce, ale jednocześnie nie wysusza się po kąpieli.
    • heliamphora Re: Bez czego można się obyć? 02.02.11, 21:08
      Fajny wątek!

      Na zasadzie "nie mam i nie brakuje mi", obywam się bez:
      telewizji (i w ogóle bez telewizora),
      telefonu stacjonarnego,
      zasłon,
      dywanów,
      wizyt u manikiurzystki i pedikiurzystki,
      osób pomagających w sprzątaniu mieszkania,
      samochodu,
      karty kredytowej (czasem by się przydała przy zakupach w internecie, ale daję radę i bez niej),
      żelazka,
      mikrofalówki,
      ekspresu do kawy (też raz na pół roku czuję żal, ale mam niedaleko świetne kawiarnie, więc nie jest źle),
      depilatora.

      Całe lata obywałam się bez suszarki do włosów (schły mi w nocy, kiedy spałam) oraz szczotek do tychże (po myciu rozczesywałam palcami, a potem już włosy radziły sobie same i żyły własnym życiem), również całe lata mogły dla mnie nie istnieć pasty do butów ;), nigdy nie miałam magnetowidu.

      Z drugiej strony całkowicie nie wyobrażam sobie życia bez perfum, soczewek, tamponów, piór wiecznych i zapisywania nimi różnych rzeczy, jakie mi przyjdą do głowy...
      • aankaa Re: Bez czego można się obyć? 02.02.11, 21:30
        ooo, mikrofalówka - nie mając z takową nigdy do czynienia w przypływie amoku (?) kupiłam sobie rok temu. Okazała się jakimś bublem, który po 2 naprawach serwisowych znowu odmówił posłuszeństwa. I stoi w kuchni jako szafka na rzadko używane pojemniczki :D a ma jeszcze miesiąc gwarancji :P
        raz spróbowałam depilatora - w życiu nie powtórzę a więc nie kupię
        • slotna Re: Bez czego można się obyć? 02.02.11, 23:18
          Wlasnie, mikrofalowka... zastanawiam sie, czy nie kupic jakiejs malej do mieszkania chlopaka, bo ostatnio dosc czesto tam bywam i denerwuje mnie jej brak. Pojawila sie u nas w domu jak mialam chyba mniej niz 10 lat i nauczylam sie jej uzywac nie tylko do podgrzewania potraw, dzieki czemu np. majac przez niemal rok ograniczony dostep do kuchni moglam sobie w mig gotowac warzywka, ryby itp.
        • yaga7 Re: Bez czego można się obyć? 03.02.11, 10:27
          A dla mnie mikrofalówka z opcją piekarnika jest elementem niezbędnym :D

          Za to mogłabym się spokojnie pozbyć wielkiego piekarnika z kuchenką, bo go w ogóle nie używam.
      • effuniak Re: Bez czego można się obyć? 05.02.11, 18:27
        Na zasadzie "nie mam i nie brakuje mi", obywam się bez:
        > telewizji (i w ogóle bez telewizora),
        > telefonu stacjonarnego,
        > zasłon,
        > dywanów,
        > wizyt u manikiurzystki i pedikiurzystki,
        > osób pomagających w sprzątaniu mieszkania,

        > żelazka,
        > mikrofalówki,
        > ekspresu do kawy (też raz na pół roku czuję żal, ale mam niedaleko świetne kawi
        > arnie, więc nie jest źle),
        > depilatora.
        >
        teraz obywam się bez suszarki do włosów (schną mi w nocy rano, same) o
        > raz szczotek do tychże (po myciu rozczesywałam palcami, a potem już włosy radzą
        > ły sobie same i żyją własnym życiem)
        >

        Po lekkiej modyfikacji mogę podpisać sie pod wypowiedzią Heliamphory

        :)
        Lingerie is my life...
        "Mówiąc o mnie hejter daje mi fejm.."
        So, talk about Me...
        • effuniak Re: Bez czego można się obyć? 05.02.11, 18:30
          i jeszcze

          chleba
          babskich magazynów i czytadeł
          pseudo przyjaciółek
          koloru czarnego
          gotowych mieszanek przypraw
          • effuniak Bez czego NIE mogę się obyć? 05.02.11, 18:38
            KOLEJNEJ PARY BUTÓW

            Mojego Waldusia i jego miłości

            nastepnych butów

            kremu pod oczy

            nowych snadałów

            DOBREJ KSIĄŻKI

            cud kozaczków

            brązu

            rzęs

            bossskich szpilek

            i jeszcze jednych bosskich szpilek

            przytulanek mojej córki

            swietnych czulenek

            i ... takich tam....

            :)
            • effuniak Re: Bez czego NIE mogę się obyć? 05.02.11, 18:39
              półkozaczków....
              • effuniak Re: Bez czego NIE mogę się obyć? 05.02.11, 18:40
                chudej kocicy....
                grubego Kapsal....
                • effuniak Re: Bez czego NIE mogę się obyć? 05.02.11, 18:41
                  konstruktywnej krytyki :)

                  ...znaczy bez jej otrzymywania....
                  • effuniak Re: Bez czego NIE mogę się obyć? 05.02.11, 18:44
                    rzeczowej dysputy na balko ...
                    • effuniak Re: Bez czego NIE mogę się obyć? 05.02.11, 18:45
                      o butach pisałam ?
    • aankaa Re: Bez czego można się obyć? 02.02.11, 21:38
      wiele lat, jeśli w ogóle, jeździłam na wakacje, na których kostium kąpielowy był ostatnią rzeczą, która byłaby potrzebna. I teraz mam zagwozdkę ;) W ramach stanikomanii nabyłam 2 tankini z kilkoma pasującymi dołami, kostium pełny i czuję, że przynajmniej w tym roku powinnam gdzieś pojechać żeby je choć raz założyć. No, niby mogę taka pikna uwalić się na balkonie. Ale to chyba nie to...
      • kotwtrampkach Re: Bez czego można się obyć? 04.02.11, 23:13
        może wystarczyłby basen? ;-)
    • slotna Re: Bez czego można się obyć? 02.02.11, 21:56
      Czego nie potrzebuje? Hmm.

      Telewizja, bo telewizor sam w sobie moglby sie przydac. Albo projektor jakis.

      Zelazko... no wlasnie, nie uzywalam od wielu lat, a i kiedys tylko dwa razy w roku (1 wrzesnia i pod koniec czerwca). Ale od kiedy dostalam maszyne do szycia (bez ktorej spokojnie moglabym sie obyc ;)) jest w ciaglym ruchu.

      Lokowki, prostownice, lakiery, pianki i cala reszta - nigdy tego nie robilam, znaczy nie ukladalam fryzury; probowalam niedawno z okazji swiat i nie chce mi sie wiecej :) Uzaleznilam sie natomiast od suszarki. Kiedys mialam wlosy po pas i ich nie suszylam, a teraz juz nie umiem isc spac z mokrymi. Nie susze ich jednak na wior, tylko tak, zeby mi po karku nie cieklo i koncze zimnym powietrzem.

      Ekspres do kawy, maszyna do chleba, wyciskacz do sokow, grill elektryczny, blender - moge sie obyc bez. Zmywarke jednak wolalabym miec nadal, bo mam bardzo slabe paznokcie i taplanie sie w mydlinach im nie sluzy.

      Nie mam dywanow, w poprzednim domu tez nie mialam.

      Nie kupuje magazynow, wyjatkiem “KINO”.

      Mam natomiast slabosc do ksiazek, lubie nie tylko czytac, ale tez patrzec na nie, tworzyc ozdobne konfiguracje na polkach, macac, glaskac i przytulac :) Wiec oczywiscie obroslam w nie na emigracji i musialam dokupowac polki, choc przez dluuugi czas obiecywalam sobie, ze absolutnie nic takiego nie nastapi (znaczy zadnych ciezkich, klopotliwych do przewozu przedmiotow, w pokoju lozko, szafka nocna i lustro; zen) no ale juz trudno.
    • daslicht Re: Bez czego można się obyć? 02.02.11, 23:18
      Przedmioty, bez których spokojnie sobie żyję, to:
      - samochód
      - telewizor
      - odtwarzacz dvd (mam w kompie, po co mi osobny)
      - suszarka
      - prostownica (nie mam czego prostować, ale znam osoby, które prostują proste włosy)
      - kosmetyki do stylizacji włosów
      - przybory do manikiuru
      - lakier do paznokci
      - balsam do ciała (nie znalazłam jeszcze wsiąkającego i bezzapachowego)
      - sole i inne badziewia do kąpieli (nie cierpię kąpieli, wolę prysznic)
      - depilator
      - zalotka
      - perfumy
      - biżuteria
      - eleganckie torebki
      - biały stanik
      - breloczki, zawieszki i inne ozdupki
      - maskotki (z wyjątkiem tribbli), świeczki, kubki, ramki na zdjęcia i inne bezużyteczne rzeczy, które ludzie lubią dawać w prezencie
      - swetry
      - bluzki z długim rękawem
      - eleganckie ubrania (nie mam gdzie tego nosić)
      - buty na obcasie (to samo)
      - gadżety muzyczne/filmowe (czasem dostaję i nie mam co z tym robić)
      - badziewia do dekoracji wnętrz (to samo)
      - większość nowych kolekcji ubrań, starych też (nie interesują mnie zakupy)
      - naczynia w ilości powyżej minimum (nie potrzebuję sterty talerzy, kubków i kompletów sztućców)
      - czasopisma kobiece
      - słodycze, czipsy, słodzone napoje
      • aankaa Re: Bez czego można się obyć? 02.02.11, 23:27
        "za moich czasów" :P nie było prostownic (pojawiały się lokówki) - zdesperowane posiadaczki loków kładły owe na desce do prasowania i traktowały lekko ciepłym żelazkiem. Fajnie to wyglądało: dość cudaczna pozycja, włosy na desce, na włosach żelazko i wolniutkie "uwalnianie się" spod nacisku żelazka. Nie wiem czy opisałam to dość obrazowo. Ale generalnie - nie prasowało się włosów w dosłownym znaczeniu ale właśnie wyciągało spod żelazka
        • zmijunia.lbn Re: Bez czego można się obyć? 02.02.11, 23:39
          aankaa napisała:

          > "za moich czasów" :P nie było prostownic (pojawiały się lokówki) - zdesperowane
          > posiadaczki loków kładły owe na desce do prasowania i traktowały lekko ciepłym
          > żelazkiem. Fajnie to wyglądało: dość cudaczna pozycja, włosy na desce, na włos
          > ach żelazko i wolniutkie "uwalnianie się" spod nacisku żelazka. Nie wiem czy op
          > isałam to dość obrazowo. Ale generalnie - nie prasowało się włosów w dosłownym
          > znaczeniu ale właśnie wyciągało spod żelazka

          Auć. Już prostowanie prostownicą mnie boli, zabiegów z żelazkiem sobie nie wyobrażam. :P
          (Nie żebym prostowała - po 1 mam proste włosy, a po 2 by mi się nie chciało - ale było mi dane doświadczyć tej wątpliwej przyjemności)
          • marciasek Re: Bez czego można się obyć? 02.02.11, 23:56
            > Auć. Już prostowanie prostownicą mnie boli, zabiegów z żelazkiem sobie nie wyob
            > rażam. :P

            I bardzo słusznie. Moja starsza siostra za młodu spróbowała tej metody raz. Potem musiała dłuuugo czekać aż jej włosy odrosną...
      • yo_anka Re: Bez czego można się obyć? 03.02.11, 02:20
        mam podobnie, a raczej nie mam i mam się z tym dobrze :D
        - TV
        - DVD, też w kompie starczy
        - MP3 i 4. W podroży jak nie prowadzę i nie ogarniam dziecisków np w drodze do pracy to czytam
        - tel stacjonarnego
        - zegarka na rękę (dwa prezent leżą)
        - suszarki itp. (niedawno dostałam na prezent od teściowej - uatrakcyjnia dziecku mycie włosów, ja chodzę aż wyschną same od zawsze)
        - drzwi, nie mamy żadnych poza wejściowymi już z 7 lat ale to się jeszcze może zmieni, bo dzieciaki rosną :)
        - firan, rolet, zasłon itp. - przynajmniej jeszcze jakiś czas też
        - lata żyłam bez odkurzacza, teraz dorobiliśmy się centralnego, ale nadal czasem szybciej zmieść mi analogowo niż rozwijać węża :)
        - dywanów
        - kwiatów doniczkowych (wiem tu się narażę może wielu - ale dla mnie to dodatkowe siedlisko kurzu - wolę iść na spacer a do wazonu: cięte świeże) poza tym dla mnie takie namiastki dżungli w chacie to coś jakby zoo tylko dla roślin zamiast zwierząt - lepiej niech sobie rosną w środowisku naturalnym, a nie kiszą się w ciasnych doniczkach.
        - i również całego tego śmiecia stawianego ku dekoracji chaty (jestem minimalista - gdyby nie mąż to cala chata byłaby na biało, a różne prezenty typu durnostojki: pamiątki, Duki, sruki chowam do kartonów lub sprzedaję na Allegro, graty z chaty, itp.
        - czteropalnikowej kuchenki i piekarnika z termoobiegiem (mam 2 i coś a'la prodiż)
        - sokowirówek, wyciskaczy cytrusów, frytkownic, krajalnicy
        - całego ustrojstwa okołoniemowlakowego: podgrzewacze, laktatory, sterylizatory, pojemniki do mrożenia, banany do karmienia, osłonki na brodawki, foczki/leżaczki/krzesełka/super-wiaderka do kąpieli niemowlaka, super-pojemniki na zużyte pieluchy i inne kity
        - konta na KN i fejsbuku itp
        - roweru choć to zdrowo i trendy ale i tak nie mam kiedy jeździć rekreacyjnie, a do roboty za daleko albo autem albo transportem publicznym)
        - pudru
        - kremów pod oczy i inne sprecyzowane mazidła, zwykle dostaje w prezencie i paćkam wszystko co popadanie (podział na krem na dzień, na noc, pod oczy, na szyje, dekolt, pupy, brzuchy, uda to jakaś paranoja - kto ma czasu tyle aby tym się osobno smarować?)
        - karty kredytowej, wystarczy debetowa
        - rajstop (i tak mi są za małe)
        - szpilek - wiadomo nie wygodnie i zbędnie jeszcze człeka wywyższają
        - lusterka i szminki w torebce

        natomiast nie wyobrażam sobie obecne życia bez:
        - netu
        - książek
        - mikrofali do szybkiego odmarzania, przygrzewania dziecku żarła
        - ekspresu ciśnieniowego
        - kremu do rąk
        - i dopasowanego stanika rzecz jasna :D
    • kulka_kulkowa Re: Bez czego można się obyć? 03.02.11, 11:22
      Hmm, ostatnio zorientowałam się, że telewizor w moim pokoju nie działa, jak chłop przyszedł i chciał włączyć. Dla mnie ten sprzęt to zbieracz kurzu.

      Za to pralka automatyczna być musi (jak to ktoś tu kiedyś napisał "pralka pierze, ja se leżę"). Pół życia prałam w wirnikowej lub ręcznie, a wirówki nie było gdzie wstawić. Nie chcę do tego wracać. Brrr - to wyżymanie dżinsów!

      Sprzęty "urodowe" też u mnie nie mają zastosowania. Suszarki używam jedynie po basenie. Podejrzewam, że lokówką wyrwałabym sobie połowę włosów, a zalotką rzęsy ;)
      • yaal Re: Bez czego można się obyć? 03.02.11, 15:49
        Ja się aktualnie spokojnie obywam bez pralki, ale mam 50 m od domu pralnię samoobsługową (z dużymi pralkami i suszarkami).
    • anna-pia IMo to zależy od etapu życia 03.02.11, 13:33
      Jak miałam 1 dziecko, to nie potrzebowałam zmywarki, jak pralka się zepsuła, to poczekałam kilka dni na naprawę. Komputer mieliśmy 1. Video używaliśmy do obejrzenia teletubisiów ;p Samochód był zbędny.

      Teraz (3 dzieci) zmywarka chodzi codziennie, pralka codziennie (jak poprzednia zaczęła szwankować, to szybciutko kupiliśmy nową, żeby nie było przestoju w praniu), samochód musi być (jeżdżę głównie po zakupy, bo pracuję w domu, ale nie przywiozę tramwajem 12 litrów mleka), komputery są 3, jest drukarka ze skanerem i kopiarką. DVD jest drugie, bo poprzednie dziecko zepsuło. Za to z przyjemnością pozbyłam się stada buteleczek, podgrzewaczy, miseczek, mata dziecięca czeka na sprzedaż i parę innych rzeczy.

      Kiedyś namiętnie kupowałam miesięczniki typu "Marie Claire" i "Twój styl", teraz nawet w czasie wakacji nie kupuję.

      Wszystko ma swój czas, rzeczy przychodzą i odchodzą.
      • teresa104 Też kupowałam błyszczące miesięczniki 03.02.11, 14:08
        aż doszłam do wniosku, że oni tam idiotkę ze mnie robią, że płacę za zszywkę reklam. Jeszcze broniło się "Zwierciadło", ale ile można czytać wywiady ze Stenką i pitolenie o szczęściu?

        Ale tygodników nie oddam. Jak mam piątaka w kieszeni i dumam czy zeżreć co, czy kupić "Politykę", to wybór jest prosty (zresztą, co można zeżreć za piątkę?). 2 tygodniki w tygodniu stygodniczam.

        Kurdę, 12 litrów mleka, piękny wynik. W moim domu taka ilość zużywana była i jest w rok. Jakoś nikt mleka nie lubi. No chyba, że się zsiadło.

        Dopisuję mleko do listy rzeczy, bez których mogę się obyć.
        • anna-pia Re: Też kupowałam błyszczące miesięczniki 03.02.11, 20:43
          teresa104 napisała:

          > Kurdę, 12 litrów mleka, piękny wynik. W moim domu taka ilość zużywana była i je
          > st w rok. Jakoś nikt mleka nie lubi. No chyba, że się zsiadło.

          Przepraszam, 14. 12 l krowiego, 2 l koziego, bo jedno dziecię jest alergiczne. Ja muszę mieć mleko do kawy pochłanianej litrami :)
      • yaga7 Re: IMo to zależy od etapu życia 03.02.11, 14:13
        A nie wygodniej by było dla Ciebie, gdyby to mleko tachał pan ze sklepu internetowego? :)

        Zakupy w spożywczym sklepie internetowym, konkretnie w Almie, wielbię za to, że wszelkie ciężkie napoje / wodę / mleko / cokolwiek wnosi pan prosto do mieszkania i nikt tego nie musi tachać.
        • anna-pia Re: IMo to zależy od etapu życia 03.02.11, 20:41
          yaga7 napisała:

          > A nie wygodniej by było dla Ciebie, gdyby to mleko tachał pan ze sklepu interne
          > towego? :)

          Wiesz co, jakoś muszę do tego dojrzeć :) Nie mam oporów przed kupowaniem ubrań, sprzętu, książek, jakoś z jedzeniem się zastanawiam.

          > Zakupy w spożywczym sklepie internetowym, konkretnie w Almie, wielbię za to, że
          > wszelkie ciężkie napoje / wodę / mleko / cokolwiek wnosi pan prosto do mieszka
          > nia i nikt tego nie musi tachać.

          Mówisz, Alma. Mam nawet kartę stałego klienta, Almę niedaleko, powinnam w zasadzie przyjrzeć się temu rozwiązaniu. Przy kupowanych przeze mnie ilościach (12 l mleka, 2 zgrzewki wody po 6 l, soki w ilościach półhurtowych) to ma sens, nawet jeśli zamówienie ograniczyłabym do ciężarów.

          Idę na stronę Almy :)
          • yaga7 Re: IMo to zależy od etapu życia 03.02.11, 21:09
            anna-pia napisała:

            > Wiesz co, jakoś muszę do tego dojrzeć :) Nie mam oporów przed kupowaniem ubrań,
            > sprzętu, książek, jakoś z jedzeniem się zastanawiam.

            Się nie zastanawiaj, tylko kupuj. Woda, mleko, soki czy insze ciężary wszędzie takie same, więc żadnych ukrytych haczyków tu nie ma. Kupujesz, wnoszą i jest super.

            > Mówisz, Alma. Mam nawet kartę stałego klienta, Almę niedaleko, powinnam w zasad
            > zie przyjrzeć się temu rozwiązaniu. Przy kupowanych przeze mnie ilościach (12 l
            > mleka, 2 zgrzewki wody po 6 l, soki w ilościach półhurtowych) to ma sens, nawe
            > t jeśli zamówienie ograniczyłabym do ciężarów.
            >
            > Idę na stronę Almy :)

            Na pewno ma sens. U mnie pan notorycznie wnosi zgrzewki wody i Coli ;)) Ooo, i piwa ;)

            Wybierasz sobie godziny dostawy, po przekroczeniu jakiejś tam kwoty dostawa jest free, naprawdę polecam :)
        • scarlet_agta Re: IMo to zależy od etapu życia 03.02.11, 21:03
          yaga7 napisała:

          > wnosi pan prosto do mieszka
          > nia i nikt tego nie musi tachać.

          I po schodach na, powiedzmy, trzecie piętro też wniesie?
          • yaga7 Re: IMo to zależy od etapu życia 03.02.11, 21:10
            No pewnie, że tak.

            U nas co prawda jest winda, więc schodów ma mniej, ale jak winda była w remoncie, grzecznie wtachał na górę bez słowa.
            • 100krotna Re: IMo to zależy od etapu życia 04.02.11, 18:01

              yaga7 napisała:
              U nas co prawda jest winda, więc schodów ma mniej, ale jak winda była w remonci
              > e, grzecznie wtachał na górę bez słowa.

              ja myślę, że on wszystkie słowa wypowiedział już przy wnoszeniu ;)
        • kryklu Re: IMo to zależy od etapu życia 05.02.11, 16:55
          yaga7 napisała:
          > Zakupy w spożywczym sklepie internetowym, konkretnie w Almie, wielbię za to, że
          > wszelkie ciężkie napoje / wodę / mleko / cokolwiek wnosi pan prosto do mieszka
          > nia i nikt tego nie musi tachać.

          Marzę o chwili, kiedy na prowincji takie usługi będą dostępne.
    • teresa104 Bez chleba. 04.02.11, 19:58
      Zdarza mi się zjeść kawałek, ale to raczej z nudów, z przyzwyczajenia, czasem jestem zmuszona brać ze sobą kanapki i potem żuję je jak cierpiętnica. Chleb już od paru lat jest wstrętny, trzeba tak kombinować, żeby kupić coś, co nie odstręcza, że chyba całkiem go rzucę bez żalu. Nawet mój ulubiony pumpernikiel nie jest taki sam. Robię sobie łódki z cykorii, roladki z łososia, gotuję kasze, zadziwiam karczemną ludność spożywaniem śledzia z cebulą bez pieczywa. Myślałam o kupnie maszyny do pieczenia chleba, ale na myśleniu się skończyło. Jak sobie radzicie z chlebową mizerią?
      • yaal Re: Bez chleba. 04.02.11, 20:14
        Siostro!

        Od paru lat jem chleb od wielkiego dzwonu. Obywam się serkami wiejskimi, jogurtami, sałatkami (w tej chwili warzywno-mięsnymi, ale ogólnie to makaronowe, ryżowe, kuskusowe, kaszowe (a jakże!)... *mlask*) i daniami typu mięso (plus warzywa) z sosem... Dobry gulasz czy curry są dobre też na zimno (:
        Łyżkę średnią i tak zawsze noszę w torebce.

        Gapiącymi mi się w zęby absolutnie się nie przejmuję, jak mają problem z moim menu, to ICH PROBLEM.
      • madzi1 Re: Bez chleba. 04.02.11, 21:26
        Jak sobie ra
        > dzicie z chlebową mizerią?

        Też przestał mi smakować ten sklepowy chleb. Wzięłam się za pieczenie. Upiekłam narazie dwa, z czego jeden mi się udał, drugi nie. Obydwa na zakwasie. Chwilowo nie mam czasu na pieczenie, ani w ogóle na nic. Obiecałam sobie jednak, że się nie poddam i nauczę się wypiekać bochny, że ho ho ;)
        • zawsze_zielona Re: Bez chleba. 07.02.11, 13:20
          Pieke sama, bo a) jestem skapa i nie chce placic kupe kasy za chleb razowy b) nawet gdybym chciala placic, to nie chce mi sie testowac wszystkich piekarni w miescie i znalezc chleb, ktory by mi i TZ smakowal.
          Mam zakwas (dzieki Ciociazlarada), ma na imie Rasmus i zasuwa na moj chleb dwa razy w tygodniu. Chleb robi sie metoda "duzo czasu, malo pracy"- moge podac przepis, jesli ktos chetny.
          • anna-pia Re: Bez chleba. 07.02.11, 13:57
            zawsze_zielona napisała:

            > Chleb robi sie metoda "duzo czasu, malo pracy"- moge podac prz
            > epis, jesli ktos chetny.

            Poproszę - lubię takie przepisy :)
          • fanaberia.fanaberia Re: Bez chleba. 07.02.11, 14:56
            Też poproszę. Mimo łatwego dostępu do dobrego, prawdziwego chleba strasznie korci mnie wyrób własny. Niestety wszystko, co do tej pory przeczytałam w necie, mocno mnie zniechęca, bo jest taaaakie skomplikowane. Poprzestałam zatem na wyhodowaniu zakwasu i zadekowaniu go w kącie na dolnej półce lodówki. Chętnie bym go wreszcie przetestowała w boju.
          • madzi1 Re: Bez chleba. 07.02.11, 15:54
            Ja jestem chętna na przepis. :) Poproszę.
          • zawsze_zielona Chleb razowy na zakwasie 07.02.11, 16:12
            1. dzien
            odswiezenie zakwasu
            Moj Rasmus stoi w lodowce, wiec na jakies 8-12 h przed rozpoczeciem robienia chleba trzeba zakwas odswiezyc (uwaga, moj zakwas jest 100% razowy). Zwykle daje 50g maki zytniej razowej i tyle samo wody (nie wiem ile mam zakwasu na starcie, tak na oko ze 2 lyzki); mieszam i odstawiam az sie podniesie

            Wieczorem (albo kiedy wypdnie to 12h, choc 16 tez moze byc)

            Na zaczyn:
            225g maki razowej
            225g wody
            50g zakwasu

            Na namaczanke:
            170g lamanego zyta
            330g wrzacej wody

            Zostawiam na noc (ok 12h, ale troche dluzej tez moze byc)

            Dzien 2.

            Zaczyn+ namaczanka+ 270g maki razowej+100g ziarna slonecznikowego+ ok 12g soli
            Mieszam do polaczenia skaldnikow.
            Przekladam do formy (mam silikonowa, tak do 3/4 wypelnienia), przykrywam folia spozywcza uprzednio posmarowana olejem (mozna tez popsikac chleb olejem ze spryskiwacza, jesli sie taki ma).

            Teraz sa dwie mozliwosci: chleb rosnie 5h w temp. pokojowej (raz zostawilam przez pomylke na 9h i tez bylo ok, ale mam raczej chlodno w kuchni) albo ok 16h w lodowce (tak zwykle robie).

            Wyrosniety chleb wstawiam do naparowanego piecyka (Uwaga! Mam termoobieg; nie wiem jakie temperatury bez termoobiegu. Pieke: 20 min w 200 stopniach, 20 min w 165 stopniach i 80 minut w 135 stopniach.
            Upieczony chleb wyciagma z formy i odstawiam do wystudznia. Chlodny zawijam w folie spozywcza i kroje dopiero nastepnego dnia. Chleb jest miekki i lekko wilgotny w srodku.

            To jest zmodyfikowany przepis. Oryginalny przepis znajdziecie tutaj
            • fanaberia.fanaberia Re: Chleb razowy na zakwasie 07.02.11, 17:50
              Super, wielkie dzięki. Pierwszy chlebowy przepis, który umiem sobie wyobrazić :)

              Mam następujące wątpliwości - zechcesz mi pomóc?

              1. Pierwszą próbę wolałabym zrobić ze składników, które mam w domu. Pytanie brzmi: czy łamane ziarno żyta jest obowiązkowe, a jeśli nie, to czym je zastąpić w granicach rozsądku?

              2. Jak się osiąga naparowany piecyk? Wstawić mu naczynie z wodą na czas nagrzewania? Jeśli tak, to czy zostawić je na cały czas pieczenia, czy wyjąć przy wkładaniu chleba?

              3. Znajoma kiedyś mówiła mi, że z wymieszanego już ciasta odkłada kawałek na następny chleb. W przepisach, które czytałam w necie, nic takiego nie widziałam. Ale nie wiem, jak nie pozbyć się całego posiadanego zakwasu za jednym zamachem. Odlać trochę z tego "ruszonego" na początku? Czy trzymać jakąś żelazną rezerwę?

              4. Czy kształt i wielkość formy ma znaczenie? Czy np. trzy małe keksówki są tak samo dobre jak jedna duża tortownica?

              Pytania lekko głupawe, ale wolę głupio pytać, niż jeszcze głupiej wielbłądzić ;)
              • zawsze_zielona Re: Chleb razowy na zakwasie 07.02.11, 20:28
                fanaberia.fanaberia napisała:

                > Super, wielkie dzięki. Pierwszy chlebowy przepis, który umiem sobie wyobrazić :
                > )
                >
                > Mam następujące wątpliwości - zechcesz mi pomóc?
                >
                > 1. Pierwszą próbę wolałabym zrobić ze składników, które mam w domu. Pytanie brz
                > mi: czy łamane ziarno żyta jest obowiązkowe, a jeśli nie, to czym je zastąpić w
                > granicach rozsądku?

                W oryginalnym przepisie sa otreby i cale ziarno mieszane tak:
                Ziarno
                70 g ziarna zytniego
                130 g wrzacej wody
                Otreby
                100 g otrab zytnich
                100 g letniej wody
                2 lyzeczki soli

                Ja akurat nie moglam znalezc otrab ani ziarna dlatego zastapilam lamanym. IMO mozna pewnie z samym ziarnem albo samymi otrebami. Ziarno w kazdym razie byc powinno bo to chleb z ziarnami. Jesli nie dodasz ziaren, musisz dodac wiecej maki i wiecej wody, a to juz zupelnie inny chleb.
                >
                > 2. Jak się osiąga naparowany piecyk? Wstawić mu naczynie z wodą na czas nagrzew
                > ania? Jeśli tak, to czy zostawić je na cały czas pieczenia, czy wyjąć przy wkła
                > daniu chleba?

                Ja mam kombajn- piecyk, mikrofala i grill w jedym. Na ten krecacy sie talerz wlewam wode, tak 300-400 ml i wlaczam piecyk do nagrzania. Jak zapiszczy, uznaje ze jest gotowy. W zwyklym piecu wstawilabym jakies naczynie z woda tak na 30 min przed pieczeniem.
                >
                > 3. Znajoma kiedyś mówiła mi, że z wymieszanego już ciasta odkłada kawałek na na
                > stępny chleb. W przepisach, które czytałam w necie, nic takiego nie widziałam.
                > Ale nie wiem, jak nie pozbyć się całego posiadanego zakwasu za jednym zamachem.
                > Odlać trochę z tego "ruszonego" na początku? Czy trzymać jakąś żelazną rezerwę
                > ?
                >
                Zakwasu zwykle ma sie sporo wiecej niz potrzeba do chleba- 50g to lyzka poltorej. Bedziesz robic zakwas czy juz masz?

                Mozna tez odlozyc kawalake z zaczynu do nastepnego chleba, tyle ze wtedy trzeba zrobic troche wiecej tego zaczynu.

                > 4. Czy kształt i wielkość formy ma znaczenie? Czy np. trzy małe keksówki są tak
                > samo dobre jak jedna duża tortownica?

                Ja pieke w czyms takim:
                cgi.ebay.co.uk/BIG-3lb-Loaf-Tea-Bread-Cake-Silicone-Bakeware-Mould-Tin-/380305433964?pt=UK_HomeGarden_Kitchen_Cookware_GL&hash=item588bf8656c
                IMO standardowa keksowka (np. taka z IKEA) jest dobra rozmiarowo.

                Mozesz uzyc kilku mniejszych form, ale wtedy czas pieczenie bedzie odpowiednio krotszy.
                >
                > Pytania lekko głupawe, ale wolę głupio pytać, niż jeszcze głupiej wielbłądzić ;
                > )

                Zupelnie nie glupawe; pamietam ze na poczatku przygody chlebowej zupelnie nie potrafilam zrozumiec przepisu- ludzie, ktorzy duza pieka maja jakis specyficzny zargon;) W koncu stwierdzilam, ze musze cos wyprodukowac, jak nie wyjdzie to wyrzuce i sprobuje jeszcze raz. Chlopu zaczal smakowac chleb "czwartek generacji!;))

                Jeszcze mi sie przypominialo, ze jest przelicznik temperatury ze zwyklego pieca na termoobieg (termoobieg nie jest zreszta polecany do wypieku chleba, ale ja innego pieca nie posiadam). Wyglada to tak:
                www.dk-kogebogen.dk/teknik/teknik-alm_ovn-varmluftovn.php
                Niestety po dunsku, ale jedyne co trzeba wiedziec, to ze konventionelovn to zwykly piekarnik, varmluft to termoobieg.
                • anka_z_lasu Re: Chleb razowy na zakwasie 07.02.11, 21:01
                  Pozwolę sobie dodać, że tak samo jak zawsze_zielona "odświeżam", czyli dokarmiam zakwas przed każdym pieczeniem. A ponieważ do chleba dodaję (zabieram ze słoika) ilość zakwasu porównywalną do ilości dodanej do niego uprzednio mąki z wodą, to zakwasu w pojemniku mam cały czas prawie tyle samo ;)
                  • fanaberia.fanaberia Re: Chleb razowy na zakwasie 07.02.11, 21:27
                    > Pozwolę sobie dodać, że tak samo jak zawsze_zielona "odświeżam", czyli dokarmia
                    > m zakwas przed każdym pieczeniem. A ponieważ do chleba dodaję (zabieram ze słoi
                    > ka) ilość zakwasu porównywalną do ilości dodanej do niego uprzednio mąki z wodą
                    > , to zakwasu w pojemniku mam cały czas prawie tyle samo ;)

                    Ha! To on w TEN sposób nigdy się nie kończy! ;D Nie umiałam sobie zobrazować procesu odświeżania i pobierania. Z jakiegoś powodu uznałam, że _najpierw_ pobieram, _później_ "odświeżam". No i stale mi ubywało ;D
                    Dzięki za łopatologiczne wyłożenie. Ulżyło mi wielce, bo wszędzie czytam, że im bardziej zabytkowy zakwas, tym większy lans. No to nie chciałam za każdym razem musieć nowego! ;D
                • fanaberia.fanaberia Re: Chleb razowy na zakwasie 07.02.11, 21:20
                  > Ja akurat nie moglam znalezc otrab ani ziarna dlatego zastapilam lamanym. IMO m
                  > ozna pewnie z samym ziarnem albo samymi otrebami. Ziarno w kazdym razie byc pow
                  > inno bo to chleb z ziarnami. Jesli nie dodasz ziaren, musisz dodac wiecej maki
                  > i wiecej wody, a to juz zupelnie inny chleb.

                  Otręby mam w domu pszenne i owsiane, żytnie mogę bez problemu dokupić. Dopytuję o ziarno, bo nie wiem, czy mogę zastąpić je np. ziarnem słonecznika, siemieniem lnianym czy orzechami. Bo może zbożowe ma jakieś właściwości mąkopodobne i bez niego mi się chleb rozsypie. Nie chcę się zniechęcić po pierwszej próbie.

                  > W zwyklym piecu wstawilabym jakies naczynie z woda tak na 30 min przed pieczeniem.

                  Na czas pieczenia wodę już wywalić, tak?

                  > Zakwasu zwykle ma sie sporo wiecej niz potrzeba do chleba- 50g to lyzka poltore
                  > j. Bedziesz robic zakwas czy juz masz?

                  Mam, samodzielnie uhodowany. (Strasznie łatwo poszło!) Ale mam malutko, bo na jakimś etapie podzieliłam go na dwa słoiczki i w jednym się zepsuł. Tj. moim zdaniem się zepsuł, bo w sumie nie mam pojęcia, jak wygląda zepsuty zakwas. W każdym razie wykazywał podejrzane tendencje i został zutylizowany. Ocalał mniejszy słoiczek, z tą porcją, która sobie grzecznie śpi. Jest go tam może ze 100 ml. Nic to, najwyżej zrobię sobie nowy, skoro umiem ;)

                  Nad formą jeszcze pomyślę. Ulubione silikonowe mam mniejsze, ale może pierwszy raz spróbuję z większą metalową, żeby nie przekombinować.

                  > Jeszcze mi sie przypominialo, ze jest przelicznik temperatury

                  Dzięki za przeliczniki. Mam termoobieg, ale skoro mówisz, że lepiej bez, to mogę upiec tradycyjnie.

                  Bardzo Ci dziękuję za przepis i za rady! Zaraz sobie przeliczę godziny i wyciągnę zakwas z lodówki teraz albo rano ;D
                  • zawsze_zielona Re: Chleb razowy na zakwasie 07.02.11, 22:08
                    fanaberia.fanaberia napisała:

                    > Otręby mam w domu pszenne i owsiane, żytnie mogę bez problemu dokupić. Dopytuję
                    > o ziarno, bo nie wiem, czy mogę zastąpić je np. ziarnem słonecznika, siemienie
                    > m lnianym czy orzechami. Bo może zbożowe ma jakieś właściwości mąkopodobne i be
                    > z niego mi się chleb rozsypie. Nie chcę się zniechęcić po pierwszej próbie.

                    No to sprobuj z otrebami. chodzi o to, by dac takie ziarno, ktore "zatrzymuje w sobie wode", bo jak widzisz innej wody w tym przepisie nie ma. Ja daje tez sporo wiecej wody, niz w oryginalnym przepisie (i nieczego nie odcedzam). Moje surowe ciasto ma konsystencje pasztetu, jesli Ci to pomoze.

                    >
                    > > W zwyklym piecu wstawilabym jakies naczynie z woda tak na 30 min przed pi
                    > eczeniem.
                    >
                    > Na czas pieczenia wodę już wywalić, tak?

                    Pewnie tak, choc z drugiej strony to a) woda niczemu nie zaszkodzi (jesli masz miejsce w piecyku) b) pewnie i tak wszytsko wyparuje zanim wlozysz chleb do pieca.

                    > > Zakwasu zwykle ma sie sporo wiecej niz potrzeba do chleba- 50g to lyzka p
                    > oltore
                    > > j. Bedziesz robic zakwas czy juz masz?
                    >
                    > Mam, samodzielnie uhodowany. (Strasznie łatwo poszło!) Ale mam malutko, bo na j
                    > akimś etapie podzieliłam go na dwa słoiczki i w jednym się zepsuł. Tj. moim zda
                    > niem się zepsuł, bo w sumie nie mam pojęcia, jak wygląda zepsuty zakwas. W każd
                    > ym razie wykazywał podejrzane tendencje i został zutylizowany. Ocalał mniejszy
                    > słoiczek, z tą porcją, która sobie grzecznie śpi. Jest go tam może ze 100 ml. N
                    > ic to, najwyżej zrobię sobie nowy, skoro umiem ;)

                    Anka juz Ci odpowiedziala w jaki sposob zakwas nigdy sie nie konczy, wiec jak tylko skupie sie na tym zepsuciu. Otoz, z tego co pisza starzy wyjadacze chleba, zakwas jest zepsuty, gdy zrobi sie zielony, czarny lub czerwony/pokryje sie plesna/ smierdzi tak przerazliwie, ze sasiedzi pukaja do drzwi. Kazdy inny zakwas jest OK. Moj zajezdza octem, choc na poczatku pachnial sfermentowanymi jablkami. Cytuje za moja biblia (Bread J. Hamelmann)
                    "Obecnosc zbalansowanej ilosci obu typow bakteri: kwasu mlekowego i octowego jest najwazniejsza dla produkcji chleba razowego. Kwas mlekowy daje gladkosc, kwas octowy daje kwasny smak. Rozwoj bakterii kwasu mlekowego jest latwiejszy w wyzszych temperaturach i daje luzniejsza konsystencje ciasta; bakterie kwasu octowego lepiej rozwijaj sie w chlodni i daja bardzije zwrata konsystencje ciasta".

                    I dalej:
                    "Najlepiej by temepratura w lodowce byla pomiedzy 8-10 stopni. W nizszych temperaturach flora bakteryjna moze zostac zniszczona. Ponizej 8 st. dzikie drozdze zaczynaja umierac, bakterie kwasu mlekowego nadal sie rozwijaja".

                    Ja, jak prawie wszyscy, mam w lodowce ok 4-5 stopni i zauwazylam, ze Rasmus ma sie najlepiej, jesli jest dokarmiony min. 2 razy w tygodniu.
                    >
                    > Nad formą jeszcze pomyślę. Ulubione silikonowe mam mniejsze, ale może pierwszy
                    > raz spróbuję z większą metalową, żeby nie przekombinować.
                    >
                    > > Jeszcze mi sie przypominialo, ze jest przelicznik temperatury
                    >
                    > Dzięki za przeliczniki. Mam termoobieg, ale skoro mówisz, że lepiej bez, to mog
                    > ę upiec tradycyjnie.
                    >
                    > Bardzo Ci dziękuję za przepis i za rady! Zaraz sobie przeliczę godziny i wyciąg
                    > nę zakwas z lodówki teraz albo rano ;D
                    >

                    Powodzenia:)
                    • fanaberia.fanaberia Re: Chleb razowy na zakwasie 07.02.11, 22:25
                      > chodzi o to, by dac takie ziarno, ktore "zatrzymuje w sobie wode"

                      Właśnie tak kombinowałam, że zboże =/= orzechy. Dzięki za rozwianie wątpliwości.

                      > Moje surowe ciasto ma konsystencje pasztetu, jesli Ci to pomoze.

                      Pomoże, pomoże :)

                      > "Najlepiej by temepratura w lodowce byla pomiedzy 8-10 stopni. W nizszych tempe
                      > raturach flora bakteryjna moze zostac zniszczona. Ponizej 8 st. dzikie drozdze
                      > zaczynaja umierac, bakterie kwasu mlekowego nadal sie rozwijaja".

                      No to mój zakwas miał dużą szansę pójść kaputt. Wyliczyłam sobie, że eksperyment chleb powinnam zacząć rano, żeby pieczenie nie wypadło w środku nocy. Zatem jutro będę wiedziała, czy mi ożyje, czy będę musiała hodować nowy.

                      > Powodzenia:)

                      Dzięki! Będzie potrzebne ;D
            • fanaberia.fanaberia Re: Chleb razowy na zakwasie - upiekłam! 18.02.11, 23:25
              Przełamałam obawy i upiekłam chleb z Twojego przepisu (dostosowanego do składników posiadanych pod ręką). Poszło zaskakująco sprawnie, a chleb z dnia na dzień był coraz smaczniejszy.
              Jeszcze raz bardzo dziękuję.
      • anna-pia Re: Bez chleba. 04.02.11, 21:33
        teresa104 napisała:

        > Jak sobie radzicie z chlebową mizerią?

        Kupujemy chleb, który kosztuje 3 razy tyle, co zwykły, i ma różniaste dodatki. Poza tym, przestawiłam się na te niby-chlebki typu wasa, zupełnie bez chleba ciężko.
      • kizombalover Re: Bez chleba. 04.02.11, 22:04
        Piękę sama, w piekarniku, chleb na zakwasie.
        Mieszam mąkę pszenną z różnymi płatkami, otrębami, słonecznikiem, pestkami dyni, siemieniem lnianym, dodaję zakwas, wodę i sól, odstawiam na 10 godzin do wyrośnięcia i piekę godzinę.
        Chleb ze sklepu - tylko w naprawdę wyjątkowych sytuacjach, smakuje jak podeszwa :/.
      • bebe.lapin Re: Bez chleba. 04.02.11, 23:49
        Ja obywam sie bez chleba, ale glownie dlatego, ze dla jednej osoby nie oplaca sie kupowac, no i z powodu sposobu odzywiania tez.

        Ale prawda, ze ciezko jest dostac w sklepie cos dobrego, a jesli juz jest, to kosztuje sporo (o wiele za duzo imho jak na artykul podstawowy).
        • turzyca Re: Bez chleba. 06.02.11, 03:17
          bebe.lapin napisała:

          > Ja obywam sie bez chleba, ale glownie dlatego, ze dla jednej osoby nie oplaca s
          > ie kupowac [...]

          Kupuje sie dobry chleb. Kroi sie w cieniutkie kromeczki (lub prosi sprzedawce w piekarni), wklada sie go do zamrazalnika. Odmraza sie wkladajac do tostera lub zostawiajac na noc na talerzyku.





          I wracajac do tematu watku - nie lubie nie miec zamrazarki. Nie mialam przez chyba rok i bardzo mi jej brak doskwieral.
      • kryklu Re: Bez chleba. 05.02.11, 16:50
        teresa104 napisała:
        Myślałam o
        > kupnie maszyny do pieczenia chleba, ale na myśleniu się skończyło. Jak sobie ra
        > dzicie z chlebową mizerią?

        A ja sobie kupiłam maszynę. Bardzo sobie chwalę. Drugi rok piekę. Jestem kulinarnie maksymalnie leniwa i minimalnie wymagająca, więc żadnych zakwasów - dodaję suche drożdże. Używam najczęściej gotowych najprostszych mieszanek chlebowych zawierających tylko różne mąki i sól. Wzbogacam ziarnami, orzechami, rodzynkami, przyprawami. Mój mąż jest bardzo chlebożerny, to głównie dla niego. Mnie wystarcza niewielka ilość chleba i często się bez niego obchodzę.
        • teresa104 Re: Bez chleba. 06.02.11, 00:08
          No właśnie mój chłop też bez chleba żyć nie może. Duży jest ten wypiek? Mogłabyś określić objętość /wagę?
          • kryklu Re: Bez chleba. 06.02.11, 01:38
            teresa104 napisała:
            Duży jest ten wypiek? Mogłaby
            > ś określić objętość /wagę?

            W mojej maszynie (Moulinex) mogę piec chleb w 3 wielkościach : 0,75kg, 1kg, 1,5kg. Z lenistwa piekę prawie zawsze największy (20cm x 12cm, wys.14-15cm). Jest taki dosyć nabity i bardziej sycący niż sklepowy.
            W maszynie można piec ciasta (również z proszkiem do pieczenia), robić konfitury, ciasto na pizzę, makaron.
            • teresa104 Wyznaj mi, ale tak szczerze, 06.02.11, 10:08
              dużo jest pitolenia się z tym chlebem, w sensie przygotowań, sprzątania po pieczeniu, mycia, czy ten proces trzeba jakoś nadzorować, wgapiać się, odmierzać, sprawdzać i takie tam.
              • kryklu Re: Wyznaj mi, ale tak szczerze, 06.02.11, 12:19
                teresa104 napisała:

                > dużo jest pitolenia się z tym chlebem, w sensie przygotowań, sprzątania po piec
                > zeniu, mycia, czy ten proces trzeba jakoś nadzorować, wgapiać się, odmierzać, s
                > prawdzać i takie tam.

                Zero pitolenia :) Jestem leniwa, nienawidzę kucharzenia.
                Do foremki z pokrętłami wlewam kranówę (na oko 650-680 ml), wsypuję 1kg mieszanki mąk lub dowolną jedną mąkę (żadnego odważania), dowolne dodatki jw. też na oko, 3 miarki "Drożdży babuni" (=3płaskie łyżeczki). Programuję jak np. pralkę (proces może się zacząć natychmiast lub za 5 czy 12 godzin). Pieczenie trwa ok 3,5 godz. Pikanie informuje o końcu, ale nie trzeba wyciągać natychmiast - przez godzinę chleb jest trochę podgrzewany, więc nie zwilgotnieje w zamkniętej maszynie. Zdarzało mi się wyjmować po kilku godzinach i nic się nie stało.
                Foremkę zalewam wodą jak trochę odmoknie, bardzo łatwo ją umyć (jest pokryta powłoką teflonową chyba).
                Koniec
                Składniki kupuję tutaj: www.eko-market.pl/index.php/cPath/2

                Wskazane posiadanie krajalnicy lub solidnego noża + krzepy bo chlebuś jest konkretny.
                • kryklu Re: Wyznaj mi, ale tak szczerze, 06.02.11, 12:21
                  " Do foremki z pokrętłami "
                  to nie są pokrętła tylko mieszadła :)
                • slotna Re: Wyznaj mi, ale tak szczerze, 08.02.11, 03:01
                  Z maszyna nie ma pitolenia ani troche. Wrzuca sie skladniki i wyciaga gotowe. Ale ja nie pieke chleba na zakwasie, nie wiem, czy jest jakas roznica? Czasem po prostu robie takie ziarniste gliniaste wielgachne bochny o roznych smakach, niezbyt czesto, bo chleb jem i tak tylko na sniadanie, zazwyczaj tosty, czasem pite, a gdy mam ochote na cos innego, tez moge bez problemu kupic: ciemny litewski, ciabatte, bagietki, sodowy (uwielbiam, niestety musialam ograniczyc, bo jest na maslance) i wszystkie smaczne. Nigdy nie rozumialam o co chodzi z tym brakiem dobrego chleba. Rowniez polecam sposob z zamrazaniem, gdy ktos mieszka sam albo ma ulubiony rodzaj, ktorego domownicy nie tkna.

                  Maszyna natomiast przydaje sie czesto do robienia ciasta roznorodnego: na pierogi, na pizze, na cebularze etc.
                  • zawsze_zielona Re: Wyznaj mi, ale tak szczerze, 08.02.11, 10:20
                    slotna napisała:

                    > Z maszyna nie ma pitolenia ani troche. Wrzuca sie skladniki i wyciaga gotowe. A
                    > le ja nie pieke chleba na zakwasie, nie wiem, czy jest jakas roznica?

                    Chleba razowego w maszynie nie upieczesz, z tego co pamietam. Ale zawsze mozna ja zatrudnic do zagniatania ciasta.

                    > na maslance) i wszystkie smaczne. Nigdy nie rozumialam o co chodzi z tym braki
                    > em dobrego chleba.

                    To zalezy gdzie sie mieszka- w Danii chlebem nazywaja to, co u nas jest bulka wroclawska/paryska/gryzka (nie wiem jakie sa inne nazwy- chodzi mi o dluga bule ale nie bagietke). Chleb razowy jest zwyczajnie bardzo drogi.

                    Poza tym jesli ktos ma np. uczulenie na mleko to tez pewnie bedzie piekl sam, bo do tych w piekrani dodaja rozne, w tym mlekopochodne, ulepszacze.

                    > Maszyna natomiast przydaje sie czesto do robienia ciasta roznorodnego: na piero
                    > gi, na pizze, na cebularze etc.
                    >
                    Jedyny problem z maszyna jest IMO taki, ze zajmuje szkaradnie duzo miejsca.. Ale jak ktos ma duza kuchnie, to na pewno bedzie zadowolony.
                    • slotna Re: Wyznaj mi, ale tak szczerze, 08.02.11, 13:10
                      > Chleba razowego w maszynie nie upieczesz, z tego co pamietam. Ale zawsze mozna
                      > ja zatrudnic do zagniatania ciasta.

                      Spytalam mamy, bo ona robila na zakwasie i faktycznie, piekla w piekarniku. Ale maszyna robila ciasto.

                      > To zalezy gdzie sie mieszka- w Danii chlebem nazywaja to, co u nas jest bulka w
                      > roclawska/paryska/gryzka (nie wiem jakie sa inne nazwy- chodzi mi o dluga bule
                      > ale nie bagietke). Chleb razowy jest zwyczajnie bardzo drogi.

                      Ja mieszkam w Irlandii i tu wszystko jest albo bardzo drogie albo w zwyczajnej podobnej cenie - zalezy jak sie patrzy ;) Ja nie przeliczam na zlotowki, wiec kazdy chleb (no moze poza takimi pseudozdrowotnymi z healthy food) kosztuje dla mnie mniej wiecej tyle samo.

                      > Poza tym jesli ktos ma np. uczulenie na mleko to tez pewnie bedzie piekl sam, b
                      > o do tych w piekrani dodaja rozne, w tym mlekopochodne, ulepszacze.

                      No ale to co innego, ja nie rozumiem narzekania na smak pieczywa, ktorego przeciez jest mnooostwo rodzajow. Wszyscy Polacy, jakich tutaj znam, wiecznie marudza. Nie kumam.

                      > Jedyny problem z maszyna jest IMO taki, ze zajmuje szkaradnie duzo miejsca.. Al
                      > e jak ktos ma duza kuchnie, to na pewno bedzie zadowolony.

                      Ja mam duza, ale mam tez przedzielony blat (idzie tak: blat, zlew, blat, kuchenka, blat, rog, blat, lodowka - nie ma duzego jednolitego kawalka), maszyna jest troche w kacie przez to, ale daje rade. Nie chowam jej nigdzie po szafkach, bo bym nie uzywala. W ogole uwazam, ze wszelkie kuchenne maszyny powinny stac na wierzchu, bo wyciagac z szafek nigdy sie nie chce.
                      • anna-pia OT - narzekanie na chleb 08.02.11, 13:31
                        slotna napisała:

                        > No ale to co innego, ja nie rozumiem narzekania na smak pieczywa, ktorego przec
                        > iez jest mnooostwo rodzajow. Wszyscy Polacy, jakich tutaj znam, wiecznie marudz
                        > a. Nie kumam.

                        Miałam okazję posiedzieć we Francji i w Holandii, troszkę w Danii - ja ich rozumiem. Nawet razowy smakował jak wióry.
                        A poza tym są ludzie, którzy zawsze narzekają :)
                        • slotna Re: OT - narzekanie na chleb 19.02.11, 12:56
                          We Francji bylam co prawda tylko ok. miesiaca, ale pieczywo wspominam znakomicie. W Holandii nie mieszkalam, ale za to w Belgii i nie pamietam, zeby byl tam jakis syf - na sniadanie np. jadlam taki ziarnisty polokragly chleb z ziarnami. Moze w Holandii jest inaczej, ale watpie. Wszedzie jest tyle rodzajow chleba i roznych piekarni, ze po prostu nie moge uwierzyc, zeby nie mozna bylo znalezc czegos dla siebie.
              • fanaberia.fanaberia OT - Przed zakupem maszyny 06.02.11, 18:39
                Tereso, spróbuj się rozejrzeć w swoim otoczeniu, czy nie znajdziesz piekarza, który umie i chce robić prawdziwy chleb. Odnoszę wrażenie, że to jest coraz bardziej "modne". U siebie mam dwa takie źródła w odległości kilku minut spaceru od domu. Jedno nazywa się Tydda i ma firmowe stoisko przy markecie sieci Netto. Może jest i w innych nettach? Piecze prawdziwy, ciemny chleb na zakwasie w wariancie plebejskim (bez dodatków) i wypaśnym (z miodem i orzechami). Chleb jest pyszny i niemal się nie starzeje.
      • jehanette bez chleba się nie da :) 07.02.11, 18:53
        > Jak sobie radzicie z chlebową mizerią?

        ja piekę w domu :) bez maszyny :)
        mój zakwas niedługo będzie obchodził pierwsze urodziny a przez ten rok kupiliśmy chleb zaledwie kilka razy jak byliśmy bardzo zaganiani :)
    • justinehh Re: Bez czego można się obyć? 04.02.11, 22:54
      Bez:
      miłości
      kina
      lśniących babskich magazynów ( Polityki i lśniącego NG nie potrafię sobie odmówić)
      konta na fejsie i naszej klasie
      zasłon, firanek, dywanów ( podłoga najlepiej reaguje na sprzątanie odkurzaczem)
      mięsa
      samochodu
      mp3 i dvd ( komp sprawdza się w zupełności)
      cieni do powiek, balsamu do każdej części ciała ( jakiś błyszczyk mam przy sobie zawsze, a tłusta cera niestety domaga się czegoś antybakteryjnego i coraz częściej jakiegoś podkładu)
      perfum ( po kiego grzyba mi one, skoro nie wiem jak pachną)
      depilatora ( włosy po tym wrastają)
      butów na szpilkach
      coli
      suszarki do włosów
      zmywarki
      mikrofalówki
      ekspresu do kawy
      kostek rosołowych
    • madzioreck Re: Bez czego można się obyć? 05.02.11, 00:51
      Ile z tych potrzeb nam się wmawia, ile jest autentycznych,
      > bez ilu z tych rzeczy można żyć?
      >
      > Ostatnio był pouczający wątek o minimum higienicznym, jakie mamy minimum bytowe
      > ? Co trzeba posiadać, by godnie i w miarę wygodnie funkcjonować, co można oddać
      > wrogowi?

      Żyć pewnie można bez wielu rzeczy, tylko po treści posta nie rozumiem, czy chodzi o te, które mi latają i są mi całkowicie zbędne, czy o te, które uważam za fajne, ale da się bez nich żyć...?

      Całkowicie zbędne są mi:
      -telewizor
      -depilator
      -sterta kremów i balsamów (wystarczy po 1 szt., znaczy ;))
      -robot kuchenny
      -50 par butów ;)
      -żelazko do prasowania w pionie :D
      -i pewnie milion innych rzeczy, których nie mam i nie odczuwam potrzeby mieć :)

      Da się żyć bez, ale wolę z:
      -wkładki do majtek :D
      -kostka do kibla - a co, lubię, jak mi pachnie :D
      -lokówki, prostownice, oprzyrządowanie do włosów
      -telefon komórkowy
      -odkurzacz (zwykły, nie musi prać;)), mop zamiast ścierki i takie tam...
      -perfumy i inne psikadła
      -kosmetyki najróżniejsze, również kolorowe
      -ładna zastawa stołowa...

      ... wymieniać wszystko, czy tylko tak przykładowo...? ;)
    • mszn Patrzcie na to :) 05.02.11, 10:57
      forum.gazeta.pl/forum/w,20012,121759297,121770066,Re_Co_jest_u_Was_w_kategorii_Chemia_.html
      • teresa104 Normalna szajba 05.02.11, 14:19
        Cif, Cif, Cif, Sidolux, Sidolux, Pronto, Pronto, Brise (x 4), Cilit, płyn, pasta, Ajax, płyn do ram, płyn do szyb, saszetki... Za to nie trzeba pasty do pastowania piątej klepki.
        • brykanty Re: Normalna szajba 05.02.11, 19:49
          Nie zapominaj o ośmiu rolkach papieru toaletowego tygodniowo! Przypuszczam, że mają nieustanne kłopoty z trawieniem. Może się wyjałowili z bakterii jelitowych po tych wszystkich Cifach, Ajaksach i nabłyszczaczach kibelka.
          • edhelwen Re: Normalna szajba 08.02.11, 00:55
            "chusteczki dezynfekujące do blatu kuchennego "

            nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje :PP
    • tfu.tfu ja bez HALABARDY 05.02.11, 17:17
      bym nie mogła :D
      kocham Cię Teresko :D
    • black_halo Re: Bez czego można się obyć? 06.02.11, 00:37
      Przez dlugi czas obywalam sie bez porzadnej deski do krojenia i zestawu nozy, nie bylo mnie zwyczajnie stac na takie rzeczy po wyprowadzce do innego kraju. Wniosek jest taki ze mozna. Babcia mnie uszczesliwa za to zestawem patelni 24-28-32 cm srednicy z czego obie wieksze sa nieuzywane - mozna miec wiec jedna patelnie i nie umrzec. Posiadam rowniez tylko 4 garnki, z czego najwiekszy ma pojemnosc 2.5 litra czyli raczej nieduzy. Posiadam w szafie wok, maszynke do gotowania na parze maszynke do chleba. W woku nie umem gotowac, gotowanego na parze nie trawie a chleba nie jem wcale. Nie umialabym sie natomiast dzisiaj obyc bez maszynki do lodow, ktora zwyczajnie kocham.

      Stwierdzam, ze lista rzeczy bez ktorych mozna sie obyc zalezy od konkretnej osoby. Obywam sie bez zmywarki a chcialabym ja miec. Moge sie obyc bez wielu rzeczy tylko jaki wtedy bedzie komfort mojego zycia? Absolutnie nie wyobrazam sobie zycia bez depilatora - kupilam go sobie bo stwierdzilam ze wydanie 68 zlotych na zakup najprostszego to 1 zabieg depilacji nog w salonie. Obywam sie wiec bez wizyt w takich miejsacach.

      Poniewaz nigdy nie zwracalam uwagi na makijaz, to obywam sie tez bez calej sterty specyfikow, natomiast posiadam zestaw podstawowy dla siebie czyli podklad, cien do powiek, tusz do rzes i blyszczyk. Mam tez jakis roz i mam jasnorozowy lakier do paznokci, ktory wyglada bardzo elegancko gdy tego trzeba. Ze zdziwieniem ostatnio stwierdzilam, ze podklad po trzech latach nie nadaje sie juzo uzytku a zniknela ledwie polowa.
    • kasia_grubasia Re: Bez czego można się obyć? 06.02.11, 13:16
      No ja dzisiaj stwierdziłam, że nie potrzebuję żadnych mieszadełek, trzepaczek, łopatek, łapki do makaronu itp. bo i tak kończy się robieniem wszystkiego jednym widelcem, a reszta oprzyrządowania leży odłogiem w szufladzie ;)
    • jehanette samochód. telewizor. mikrofala 07.02.11, 18:50
      Mogę się obyć bez:
      - samochodu, a nie mieszkam "w centrum". mieszkam w pewnej odległości od Miasta. poruszam się komunikacją podmiejską, miejską, a na dalsze odległości koleją i PKSem. Jeśli wybieram się gdzieś ze znajomymi ich samochodem, dorzucam się do benzyny. Większe zakupy spożywcze robię w necie, a jak kupowaliśmy meble, to zamawialiśmy transport.

      - telewizor. no cóż, komputer i tak zabiera za wiele czasu :) dodatkowo w TV i tak nie oglądałam programów innych niż filmy i seriale, a te lepiej się ogląda z płyt i netu, bez konieczności czekania na godzinę i nudzenia się na reklamach.

      - mikrofala. dla mnie zupełnie niepotrzebna. mam piekarnik, więc jeśli potrzebuję coś na szybko odgrzać to w nim to robię, cóż, poczekam 10 minut zamiast jednej a jedzenie jest wg mnie lepsze ;) oczywiście gdybym nie mogła mieć piekarnika z powodu dowolnego (za mała kuchnia w wynajętym czy cokolwiek) to lepsza mikrofala niż nic. ale tak, z piekarnikiem, nie widzę sensu posiadania takowego urządzenia.

      to na poważnie, a z rzeczy które mnie śmieszą a ludzie i tak je mają:
      - odśnieżarka - coś wyglądającego jak kosiarka, tylko do odśnieżania. strasznie hałasuje i chyba można zmarznąć przy tym, bo powoli jakoś działa. troszkę się uśmiałam jak to zobaczyłam, zwłaszcza że facet który to cudo użytkował miał do odśnieżenia jakieś 6 metrów kwadratowych ;)))) nam wystarcza jakoś łopata, a mamy parę metrów więcej ;)
    • origami_21 Re: Bez czego można się obyć? 08.02.11, 13:04
      Można się obyć bez otwieracza do konserw. Mieliśmy w planach zakup owego przed siedemnastu laty, ale jakoś do dziś nam się nie udało. To dziwne, bo mamy nawet trzy korkociągi, z których w użyciu bywa jeden, a i to raz na ruski rok. Co prawda puszek używam niewielu, a większość z nich jest zaopatrzona w ucho do otwieranie, niemniej jednak lat temu naście opanowałam do perfekcji sztukę odwieczkowywania konserw nożem i do dziś ją (tę sztukę) kultywuję:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka