Mój kot ma swoje różne kocie przyzwyczajenia, z którymi sobie żyjemy i mamy się dobrze, ale dwóch chciałabym go oduczyć, bo są dosyć kłopotliwe. Wykorzystałam już wszystkie moje pomysły i nie poskutkowało, może Wy będziecie miały lepsze :).
Kocia zabawa 1: papier toaletowy. Jakiś czas temu kot odkrył, że papier toaletowy jest genialny, bo się kręci, a jak się go złapie pazurami, to poza tym że się kręci, robią mu się świetne falujące strzępki, na które można polować. Skutkuje to tym, że w mojej łazience wiecznie wiszą smętnie falujące podarte resztki papieru, a na podłodze mam malowniczą mozaikę poszarpanych białych kłaczków. Zdejmowałam papier z metalowego wieszaka, na którym łatwo się nim kręci i kładłam na półce, albo wieszałam wyżej na kaloryferze. Nic z tego - dostanie się wszędzie. Mam inne wyjście, niż przenieść kotu kuwetę w inne miejsce i trzymać drzwi do łazienki szczelnie zamknięte, a nie uchylone?
Kocia zabawa 2: gąbka do zmywania. Porywa ją, poluje na nią (czyt. rozrywa na miliony strzępków walające się po połowie mieszkania), po czym uznaje, że jest już wystarczająco upolowana i dumnie mi ją przynosi. Wiecznie brakuje mi gąbek i nie mam czym zmywać, a w domu walają się metalowe lub żółte strzępy. Chowałam gąbkę pod odwróconym do góry dnem głębokim talerzem - najpierw po prostu było mi niewygodnie z talerzem zajmującym blat (mam na blacie mało miejsca), później kot się nauczył, że jak się zrzuci talerz, to talerz się zbije, a gąbka zostanie! Zaczęłam chować do zmywarki (mam najczystsze gąbki świata, bo nie mam gdzie chować, więc zostają w zmywarce również kiedy zmywarka pracuje), ale to rozwiązanie nie do końca mi pasuje - kiedy zmywarka nie jest do końca domknięta (w sensie nie jest tak, że zrobiło już "klik" i trzeba mocno pociągnąć, żeby się otworzyła) to kot nie ma najmniejszego problemu z otworzeniem jej, wejściem na blat, wysunięciem sobie górnej szuflady aż do samego końca i triumfalnym porwaniem łupu. A kiedy zmywarka nie zostaje leciutko uchylona, tylko jest cały czas szczelnie zamknięta i nie ma żadnego dopływu powietrza, to zaczyna w niej paskudnie pachnieć, to rozwiązanie mnie niezbyt urządza.
Próbowałam oczywiście moczyć gąbkę wodą, nasączać cytryną, psikać kocim odstraszaczem - nic z tego. Najbardziej skuteczne było to:

bo od kiedy rudy dostał raz mgiełką z psikacza jak się przed niego wpakował kiedy pryskałam kwiatki, to czuł do niego jakiś czas respekt i omijał zmywarkę z gąbkami kiedy psikacz przed nią stał. Ale po dwóch dniach załapał, że psikacz jest groźny kiedy jest w moich rękach, a jak sobie tak stoi to można sobie na niego prychnąć i niczym się nie przejmować, więc problem wrócił. Nie chcę chować mokrej, brudnej gąbki do szafki z naczyniami (zresztą pewnie szybko nauczyłby się ją otwierać), ani kupować nowej gąbki do każdego zmywania.
Jestem już wyprana z pomysłów. Większość spraw sobie z kotem rozwiązaliśmy - ja wygrałam przy gryzieniu antenek od routera smarując je sokiem z cytryny, on wygrał przy kablach - zrobił mnie bardziej eko, musiałam się oduczyć zostawiania ładowarek w kontaktach i nauczyć żeby grzecznie je zwijać i chować do pudełek. I tak dalej. Ale tu mamy dwie sytuacje patowe, nikt nie chce ustąpić. Jak wygrać z kotem :) ?