Dodaj do ulubionych

Kulinarny koncert życzeń

    • kis-moho Wigilijnie 20.12.11, 21:51
      To znowu ja... Zostałam zaproszona na Wigilię do rodziny Lubego, i niebacznie zgodziłam się zrobić:
      - przystawkę/przystawki
      - dodatki typu sałatka do smażonej ryby w paprykowej panierce i ziemniaków
      Najlepiej by było, żeby to było coś typowo polskiego, ale najwyżej pozmyślam, że to nasze narodowe danie. Siedzę i myślę, i nie przychodzi mi nic ciekawego do głowy. U mnie w domu jadło się tylko rybę, a tu będzie zupa rybna i ta smażona ryba na drugie, więc nie chcę przesadzać. Grzyby też odpadają, bo pół rodziny nie je (boją się zatrucia i nie da się tego zmienić...). Pomożecie?
      • kis-moho Re: Wigilijnie 20.12.11, 22:06
        Jeszcze jedno ograniczenie - do stycznia nie będziemy mieli piekarnika...
      • szarsz Re: Wigilijnie 20.12.11, 22:16
        kis-moho napisała:
        > ryba na drugie, więc nie chcę przesadzać. Grzyby też odpadają, bo pół rodziny
        > nie je (boją się zatrucia i nie da się tego zmienić...). Pomożecie?

        A pieczarki?
        • kis-moho Re: Wigilijnie 20.12.11, 22:24
          A tak, pieczarki mogą być.
      • besame.mucho Re: Wigilijnie 20.12.11, 22:35
        U mnie na przystawkę są zawsze śledzie (nie cierpię, więc nie podam żadnego przepisu, ale Szarsz wrzucała niedawno na bloga) i sałatka wielowarzywna. W sałatce są:
        ugotowane i obrane: marchewka, seler, ziemniaki, pietruszka, jajka
        poza tym: ogórki kiszone, kwaśne jabłka, groszek z puszki, por

        Wszystkie składniki kroi się po prostu w kostkę i miesza. Dodaję do tego majonez pomieszany z musztardą, jogurtem naturalnym, solą i pieprzem. Najlepiej zrobić na dzień wcześniej, żeby się przegryzła (jabłka, ogórki i musztarda są ważne, bez nich sałatka jest dosyć mdła).

        Co roku robię też pieczone pierożki z kapustą albo z kapustą i grzybami. U mnie je się je do barszczu zamiast uszek, ale można je też zjeść same jako przystawkę. Przepis na pieczone kruche pierogi wrzucałam na bloga, tylko z innym nadzieniem, w czwartek będę je robiła w wersji świątecznej z kapustą, to też mogę wrzucić.
        • kis-moho Re: Wigilijnie 20.12.11, 22:43
          No właśnie śledzie lubię, ale takie stężenie ryby to chyba i dla mnie będzie za dużo. Wszelkiej maści sałatek z gotowanych warzyw z majonezem nie znoszę szczerze. Stąd ten problem, bo standardowe punkty programu mi odpadają. Ale może przemyślę te pierożki z kapustą na przekąskę? Zastanawiam się też nad warzywami w galaretce, to mogłoby im chyba podejść...
          • besame.mucho Re: Wigilijnie 20.12.11, 22:47
            A cholera, ale doczytałam, że nie macie piekarnika. No ale może w takim razie pierogi ze zwykłego ciasta, a nie kruche-pieczone.

            Albo wmów im, że w Polsce się jada słodkie przystawki i zrób kutię albo kluchy z makiem ;)
            • kis-moho Re: Wigilijnie 20.12.11, 22:55
              > A cholera, ale doczytałam, że nie macie piekarnika. No ale może w takim razie p
              > ierogi ze zwykłego ciasta, a nie kruche-pieczone.

              O tym myślę. Nie wiem, czy to nie będzie za dużo jedzenia - najpierw pierogi, potem zupa rybna (z kawałkami ryby), a dalej ta nieszczęsna ryba w paprykowej panierce. Ale może zrobię jeszcze kompot ze śliwek na kłopoty z trawieniem :o)

              > Albo wmów im, że w Polsce się jada słodkie przystawki i zrób kutię albo kluchy
              > z makiem ;)

              Ja chyba mam ten problem ogólnie z jedzeniem wigilijnym, bo kutii i kluch z makiem też nie znoszę :o)
              • besame.mucho Re: Wigilijnie 20.12.11, 23:00
                > Ja chyba mam ten problem ogólnie z jedzeniem wigilijnym, bo kutii i kluch z mak
                > iem też nie znoszę

                Ja też nie lubię :). I też nie jestem w stanie wczuć się w dolę tych, którzy tyją na święta - ja lubię tylko początek (sałatkę warzywną, śledzi nie), później żeby nie było łyknę trochę barszczu i zagryzę pierożkiem, ale bez szału, a później poszczę aż do ciast, bo nie znoszę ryb i bigosu, nie przepadam za pierogami, itd. Więc po świętach nie jestem nigdy przejedzona, ot trochę sałatki, łyk barszczu i kawałek ciasta :).
                • kis-moho Re: Wigilijnie 20.12.11, 23:14
                  No właśnie, nie wiem, jak można utyć w świeta :o) Ja lubię tylko sałatkę śledziową (gotowane ziemniaki + śledzie + jabłka + kiszone ogórki, wszystko pokrojone w kostkę i w sosie majonezowo-jogurtowym), ale tutaj bez prawdziwych kiszonych ogórków tego nie zrobię, bo tutejsze są na occie. Poza tym świąteczne jedzenie kompletnie mnie nie rusza.
                • szarsz Re: Wigilijnie 20.12.11, 23:18
                  To ja wam wyznam, że też od wigilijnego stołu wstaję głodna.

                  W moim rodzinnym domu to był wypas, lubiłam wszystko, a u mojego chłopa to jakiś dramat. Pierogi ruskie są tylko jadalne dla mnie. A, i barszcz z uszkami. już nawet przestał mnie dziwić pomysł, żeby ruskie pierogi jeść na święta. Ot, zderzenie dwóch kuchennych kultur :)

                  Moja teściowa nie chce, żeby cokolwiek przywozić, no to robimy ze starszakiem pierniczki chociaż. A tam na stole ryba w galarecie (fuuuj), kutia (fuuuuuuj), kompot z suszu (fuuuuuuuuuj), sos rybno-cebulowy (fuuuuuuuuuuuuuuuj)...
                  Mój mąż się zawsze po cichu ze mnie śmieje, że mam prawdziwą postną wigilię :D
                  • jul-kaa Re: Wigilijnie 21.12.11, 00:00
                    Ja chciałam zaproponować sałatkę, doskonałą do śledzia. Robi się ją z buraków i fasoli. Podać przepis?

                    Współczuję Wam, że nie macie na stole ulubionych potraw. Ja lubię chyba wszystkie wigilijne dania, ale to jest efekt wieloletnich prób i błędów moich i mamy, a potem także wpływu męża. Nie lubimy karpia, więc go nie jemy. Kapustę uwielbiam, pierogi, uszka, barszcz także, sałatkę mamy tę buraczaną, są jeszcze pyszne gołąbki z kaszą i grzybami, dwa rodzaje śledzia, w zeszłym roku był łosoś ze szpinakiem w cieście francuskim - pyszny, ale już za dużo było tego szczęscia. Nie lubię sernika i makowca - robi je moja mama, bo ona i tata lubią. Ja robię ciasto mandarynkowe i bakaliowe (mnóstwo migdałów, orzechów i śliwek). Kiedyś były paskudne keksy, fuj!
                    Myślę, ze każdy mógłby znaleźć takie potrawy, które by mu pasowały, ale niestety jak widzę po tym wątku, większość jest skazana na cudzą kuchnię. Szczerze Wam współczuję!
                    • pierwszalitera Re: Wigilijnie 21.12.11, 00:13
                      jul-kaa napisała:

                      > Myślę, ze każdy mógłby znaleźć takie potrawy, które by mu pasowały, ale niestet
                      > y jak widzę po tym wątku, większość jest skazana na cudzą kuchnię. Szczerze Wam
                      > współczuję!

                      Nie ma czego współczuć, wigilia nie musi być ciągłym powtarzeniem tego samego, nawet jak coś się lubi. Ja na szczęście nie jestem uwiązana żadną tradycją i robię co roku coś zupełnie innego. U mnie była już sałatka ziemniaczana z kiełbaskami (tradcja z domu męża), pieczeń wieprzowa, wołowa, gęś, ryba i szaszłyki z wieprzowej polędwicy. Rozumiem, jak ktoś chce zachować post, ale nawet w rybach wybór jest o wiele większy niż tylko smażona ryba w panierce. Słodycze też robię co roku inne, mam mnóstwo przepisów, dlaczego więc się ograniczać? To musi być straszne, gdy coś uciera się w repertuarze na zawsze i nikt nie ma odwagi tego zmnienić, by nie popsuć nastroju, nawet jak potrawy wychodzą nam po latach już uszami.
                      • jul-kaa Re: Wigilijnie 21.12.11, 00:24
                        pierwszalitera napisała:
                        > Nie ma czego współczuć, wigilia nie musi być ciągłym powtarzeniem tego samego,
                        > nawet jak coś się lubi.

                        Nie musi, ale może. Ja bardzo lubię nasze wigilijne dania i lubię właśnie to, że są w miarę stałe, a przy okazji ulubione. Nie robię ich kiedy indziej, są specjalne, wyjątkowe, w większości dość pracochłonne. Na tym właśnie zwykle polega tradycja - na powtarzaniu pewnych rytuałów, gestów, zachowań, potraw. Jeśli są one miłe, to ich zachowanie daje człowiekowi dużo satysfakcji. Nie wszyscy jednak to rozumieją i podzielają.

                        >To musi
                        > być straszne, gdy coś uciera się w repertuarze na zawsze i nikt nie ma odwagi t
                        > ego zmnienić, by nie popsuć nastroju, nawet jak potrawy wychodzą nam po latach
                        > już uszami.

                        I tego właśnie współczułam innym...
                        • pierwszalitera Re: Wigilijnie 21.12.11, 00:45
                          jul-kaa napisała:

                          > Nie musi, ale może. Ja bardzo lubię nasze wigilijne dania i lubię właśnie to, ż
                          > e są w miarę stałe, a przy okazji ulubione. Nie robię ich kiedy indziej, są spe
                          > cjalne, wyjątkowe, w większości dość pracochłonne. Na tym właśnie zwykle polega
                          > tradycja - na powtarzaniu pewnych rytuałów, gestów, zachowań, potraw. Jeśli są
                          > one miłe, to ich zachowanie daje człowiekowi dużo satysfakcji. Nie wszyscy jed
                          > nak to rozumieją i podzielają.

                          Ale to wymaga pewnego tradycyjnego konsensusu, a ten nie zawsze jest do osiągnięcia. Moja mama przyzwyczajona była do tradycji kresowych, mój tato do śląskich. Oprócz karpia nie było na wigilijnym stole żadnych zbieżności. Nawet opłatek podawało się inaczej. Więc wigilia u nas była pragmatycznym wyjściem, raz robiło się tak, raz inaczej i zawsze ktoś był mniej zadowolony. Mój mąż nie najadł by się przy naszym wigilijnym stole w ogóle, a dla mnie wychowanej przy karpiu, sałatka ziemniaczna z kiełbaskami w wigilię też była na początku lekkim szokiem. Tradycją jest więc, że tego wieczora siadamy wspólnie do stołu, wszystko inne moim zdaniem wiele nie znaczy i jest wymienialne. To nie jest tak, że ja postawy opisanej przez ciebie nie podzielam i nie rozumiem, tylko niektórzy nie potrafią wyobrazić sobie, że nie wszyscy siadający do wspólnego stołu pochodzą z tej samej wioski i lubią te same rzeczy.
                          • jul-kaa Re: Wigilijnie 21.12.11, 00:52
                            pierwszalitera napisała:
                            > niektórzy nie po
                            > trafią wyobrazić sobie, że nie wszyscy siadający do wspólnego stołu pochodzą z
                            > tej samej wioski i lubią te same rzeczy.

                            Moja rodzina ma tradycje: beskidzkie, wileńskie, podkarpackie. Mojego męża: podlaskie, wielkopolskie, podkarpackie. To bardzo różne wioski :P
                            Podczas pierwszej Wigilii, którą przygotowywaliśmy z mężem, ustaliliśmy, co lubimy, co jest dla nas ważne, jakie potrawy nam smakują, a jakie nie. Połączyliśmy to z gustem pozostałych osób na Wigilii obecnych. Po jakimś czasie niektóre potrawy się znudziły, pojawiły się inne. Co roku przed świętami siadamy i zastanawiamy się wspólnie, czy zmieniamy coś w zeszłorocznym menu, czy nie. Próbnie był np. sernik piernikowy, ale się nie przyjął. Wiele lat był pasztet z fasoli, teraz nie bedzie, bo się przejadł.
                            Potraw jest dużo, więc moim zdaniem do gospodarzy należy takie ich dobranie, żeby wszyscy byli zadowoleni. Zwykle da się to zrobić.
                            • besame.mucho Re: Wigilijnie 21.12.11, 01:03
                              Zgadzam się :). Jak byłam dzieckiem i mi było przykro, że wszyscy jedzą, a ja nic nie lubię (wtedy nie lubiłam też tej sałatki ;) ) to coś na tym stole dla siebie miałam, raczej to nie były potrawy wigilijne, ale ja byłam dzieckiem, które najchętniej jadałoby tylko kanapki z serkiem topionym i pomidorem i biały ser z miodem, resztą gardziłam ;).

                              Teraz u mnie "wszyscy zadowoleni" nie oznacza "wszyscy w każdym momencie siedzenia przy stole widzą coś, co lubią" - ja jestem zupełnie zadowolona z jedzenia na początku i na końcu kolacji.
                            • pierwszalitera Re: Wigilijnie 21.12.11, 01:14
                              jul-kaa napisała:

                              > Podczas pierwszej Wigilii, którą przygotowywaliśmy z mężem, ustaliliśmy, co lub
                              > imy, co jest dla nas ważne, jakie potrawy nam smakują, a jakie nie. Połączyliśm
                              > y to z gustem pozostałych osób na Wigilii obecnych. Po jakimś czasie niektóre p
                              > otrawy się znudziły, pojawiły się inne. Co roku przed świętami siadamy i zastan
                              > awiamy się wspólnie, czy zmieniamy coś w zeszłorocznym menu, czy nie. Próbnie b
                              > ył np. sernik piernikowy, ale się nie przyjął. Wiele lat był pasztet z fasoli,
                              > teraz nie bedzie, bo się przejadł.
                              > Potraw jest dużo, więc moim zdaniem do gospodarzy należy takie ich dobranie, że
                              > by wszyscy byli zadowoleni. Zwykle da się to zrobić.

                              No więc nie trzymasz się stałych rytuałów, jak pisałaś, tylko dopuszczasz zmiany i urozmaicenia. Wiele z tych potraw na twoim stole nie są pewnie w ogóle tradycyjnie wigilijne. Ja robię dokładnie tak samo, tyle, że nie nadaję tym potrawom jakiegoś metafizycznego znaczenia. Znajoma starsza pani opowiadała mi kiedyś o wigili podczas wojny, gdzie jedyną słodką atrakcją były w połowie spleśniałe herbatniki. Nie mówię, by porównywać tą sytuację do naszych warunków, ale nie ma co wyskakiwać ze współczuciem, bo komuś nie udało się dogadać co do gatunku sałatki na wigilijnym stole. To nie świadczy ani o gorszych świętach, ani braku zrozumienia w rodzinie. Mój mąż po 20 latach życia ze mną ciągle ma swój własny gust kulinarny, którego ja do końca nie podzielam i vice versa, w ogóle nam to nie przeszkadza. To tylko żywność i nic więcej.
                              • jul-kaa Re: Wigilijnie 21.12.11, 01:27
                                pierwszalitera napisała:
                                > No więc nie trzymasz się stałych rytuałów, jak pisałaś, tylko dopuszczasz zmian
                                > y i urozmaicenia. Wiele z tych potraw na twoim stole nie są pewnie w ogóle trad
                                > ycyjnie wigilijne. Ja robię dokładnie tak samo,

                                Nie, Ty "robisz co roku coś zupełnie innego", a moje potrawy są "w miarę stałe" i ulegają drobnym modyfikacjom.
                                Tradycyjnie wigilijne potrawy nie istnieją. Dla każdego regionu co innego jest tradycją. Bardziej tradycyjne są składniki, czyli te rzeczy, które w zimie były dostępne: kapusta, grzyby, kasza, miód, mak itd.
                                • pierwszalitera Re: Wigilijnie 21.12.11, 01:46
                                  jul-kaa napisała:

                                  > Nie, Ty "robisz co roku coś zupełnie innego", a moje potrawy są "w miarę stałe"
                                  > i ulegają drobnym modyfikacjom.
                                  > Tradycyjnie wigilijne potrawy nie istnieją. Dla każdego regionu co innego jest
                                  > tradycją. Bardziej tradycyjne są składniki, czyli te rzeczy, które w zimie były
                                  > dostępne: kapusta, grzyby, kasza, miód, mak itd.

                                  Tak, co roku coś innego, ale też w pewnym świątecznym zakresie, bo gęś u mnie to danie wyjątkowo zimowe, ale nie będę robiła gęsi dwa lata pod rząd. Piszesz, że nie ma wigilijnych potraw, a jednak u większości powtarzają się ciągle te same potrawy. Jest karp, jest śledź, barszcz, kapusta z grzybami albo grochem, są pierogi i makowiec. Odrobinę dalej, za zachodnią granicą je się zupełnie inne rzeczy, pomimo tego, że w zimie dostępne były tam te same składniki.
                                  • jul-kaa Re: Wigilijnie 21.12.11, 01:49
                                    pierwszalitera napisała:
                                    > jednak u większości powtarzają się ciągle te sa
                                    > me potrawy.

                                    Inaczej było, przypominam, w Twojej rodzinie: "Moja mama przyzwyczajona była do tradycji kresowych, mój tato do śląskich. Oprócz karpia nie było na wigilijnym stole żadnych zbieżności."
                                    :)
                                    • pierwszalitera Re: Wigilijnie 21.12.11, 11:33
                                      jul-kaa napisała:

                                      > Inaczej było, przypominam, w Twojej rodzinie: "Moja mama przyzwyczajona była do
                                      > tradycji kresowych, mój tato do śląskich. Oprócz karpia nie było na wigilijnym
                                      > stole żadnych zbieżności."
                                      > :)

                                      Owszem. Ale mój przypadek, w którym wpadają na siebie tradycje z Podola i nadodrzańskie, to nie jest większość. W domu mojego ojca nie praktykowano też "polskiej" kuchni i takie rzeczy jak barszcz, bigos i pierogi były nieznane.
                                      • kis-moho Re: Wigilijnie 21.12.11, 11:48
                                        > Owszem. Ale mój przypadek, w którym wpadają na siebie tradycje z Podola i nadod
                                        > rzańskie, to nie jest większość.

                                        Bo ja wiem? U mnie w domu każdy dziadek i babcia pochodzili z innych rejonów, i to tak dalekich od siebie jak Zagłębie, zachodnia Ukraina, Irkuck i Wilno. Mam wrażenie, że w naszym rejonie Europy ludzie mają bardzo często niesamowicie poplątane korzenie.
                                        • pierwszalitera Re: Wigilijnie 21.12.11, 17:52
                                          kis-moho napisała:

                                          > Bo ja wiem? U mnie w domu każdy dziadek i babcia pochodzili z innych rejonów, i
                                          > to tak dalekich od siebie jak Zagłębie, zachodnia Ukraina, Irkuck i Wilno. Mam
                                          > wrażenie, że w naszym rejonie Europy ludzie mają bardzo często niesamowicie po
                                          > plątane korzenie.

                                          Ja wiem, że mają, ale jeżeli jednym wspólnym zbiorem na stole jest PRL-owski karp, to reszta może być dowolna, zupełnie niezwiązana ze świętami i niekoniecznie co roku ta sama, bo po co mi coroczny rytuał zupy pomidorowej i mizerii z ogórków? Co innego, gdy możemy się umówić na coś dla wszystkich tradycyjnego, na przykład rodzaj pierogów, czy sposób przygotowania śledzia, bo obie strony znają, lubią i kojarzą z wigilijnym stołem.
                                          • kis-moho Re: Wigilijnie 21.12.11, 18:19
                                            > Ja wiem, że mają, ale jeżeli jednym wspólnym zbiorem na stole jest PRL-owski ka
                                            > rp, to reszta może być dowolna, zupełnie niezwiązana ze świętami i niekonieczn
                                            > ie co roku ta sama, bo po co mi coroczny rytuał zupy pomidorowej i mizerii z og
                                            > órków?

                                            Przyznaję, że sie pogubiłam w dyskusji :o) Skomentowałam tylko to, że przypadek, kiedy pół rodziny jest z jednej części Polski i okolic, a drugie pół z zupełnie innej to nie jest taka rzadka sytuacja. I tyle - nie łączę tego ani z karpiem, ani z mizerią :o)
                                      • jul-kaa Re: Wigilijnie 21.12.11, 19:24
                                        pierwszalitera napisała:
                                        > Owszem. Ale mój przypadek, w którym wpadają na siebie tradycje z Podola i nadod
                                        > rzańskie, to nie jest większość.

                                        Z pewnością Twój przypadek nie stanowi większości, bo to fizycznie niemożliwe :P
                                        Ale generalnie potraw jest bardzo dużo, nie ma jednego sztywnego menu, są - jak już pisałam - tradycyjne składniki, a różne rodziny robią z nich bardzo różne rzeczy.
                                        Trudno, żeby z tak wielu potraw na wigilijnym stole wszystkie smakowały każdemu biesiadnikowi, ale myślę, ze jest miło, gdy każdemu smakuje ich choć kilka.
                      • szarsz Re: Wigilijnie 21.12.11, 00:37
                        pierwszalitera napisała:
                        > bię co roku inne, mam mnóstwo przepisów, dlaczego więc się ograniczać? To musi
                        > być straszne, gdy coś uciera się w repertuarze na zawsze i nikt nie ma odwagi t
                        > ego zmnienić, by nie popsuć nastroju, nawet jak potrawy wychodzą nam po latach
                        > już uszami.

                        U mnie jest tak, że ja jednak weszłam w zupełnie inną kuchnię, niż moja. Bardzo specyficzną i taką, która nie trafiła w mój gust. A wszystkim poza mną to co jest jak najbardziej pasuje. Parę lat temu próbowałam jeszcze coś tam robić, przywozić, ale uznałam, że to nie ma sensu. Reszta i tak je to co zwykle, bo to wigilia przecież :) A ja nie muszę się objadać tego akurat wieczora.
                    • besame.mucho Re: Wigilijnie 21.12.11, 00:26
                      Ja mam moje ulubione potrawy - sernik i mazurek kajmakowy (tak, jem mazurek na wigilię ;P ).

                      Ogólnie rzecz biorąc jestem z sytuacji świątecznej zadowolona - bardzo lubię tę sałatkę i lubię ciasta na koniec. Nie lubię się za to przejadać, gdybym po sałatce miała zjeść ze dwa ciepłe dania i później jeszcze wepchnąć ciasto, to by było kiepsko, a tak jestem w pełni usatysfakcjonowana :).

                      > Myślę, ze każdy mógłby znaleźć takie potrawy, które by mu pasowały, ale niestet
                      > y jak widzę po tym wątku, większość jest skazana na cudzą kuchnię.

                      Hmm, w sumie nie. Z takich tradycyjnych świątecznych potraw podawanych na ciepło chyba byłoby trudno znaleźć jakąś, którą bym lubiła. Na cudzą kuchnię skazana nie jestem - robię na święta prawie wszystko (poza rybami, tych za bardzo nie lubię, żeby kogoś wyręczać w przygotowaniu).

                      Na Wielkanoc zresztą mam tak samo - jestem zadowolona z jajek, sałatki i ciast. Omijam żurek, kiełbasy i inne takie. Ale mi taka wersja pasuje :)
                      • jul-kaa Re: Wigilijnie 21.12.11, 00:35
                        besame.mucho napisała:
                        > Hmm, w sumie nie. Z takich tradycyjnych świątecznych potraw podawanych na ciepł
                        > o chyba byłoby trudno znaleźć jakąś, którą bym lubiła.

                        Oj kusisz, kusisz. Jak będę miała chwilę, to kiedyś poszukam tradycyjnych potraw z różnych stron Polski i coś Ci znajdę :P
                        • szarsz Re: Wigilijnie 21.12.11, 00:38
                          Prawda? Niemal niemożliwe jest, aby w różnorodności potaw wigilijnych nie znaleźć żadnej, która by pasowała :)
                        • besame.mucho Re: Wigilijnie 21.12.11, 00:46
                          > Oj kusisz, kusisz. Jak będę miała chwilę, to kiedyś poszukam tradycyjnych potra
                          > w z różnych stron Polski i coś Ci znajdę :P

                          Okej, trzymam za słowo ;). Dla ułatwienia dodam, że nie lubię: ryb, rzeczy kluchowatych (pierogi, kopytka, itd), rzeczy kiszonych, grzybów w innej formie niż świeżo zebrane i podsmażone, rodzynków, galarety. To tak z rzeczy, które mi się kojarzą z tradycyjną świąteczną kuchnią.
                      • slotna Re: Wigilijnie 21.12.11, 01:24
                        Jakies osiem-dziesiec lat temu moja mama z braku lepszego pomyslu zrobila zupe grzybowa normalnie na obiad. Mimo, ze ja uwielbialismy, zapalalismy z bratem oburzeniem. Ten zapach byl tak charakterystyczny, o smaku nie mowiac, ze nie moglismy przestac myslec, ze to juz swieta! (a byl, dajmy na to, wrzesien) Pierogi z kapusta i grzybami moze nie wywolalyby podobnego efektu, bo az tak nie pachna, ale i tak wole je jesc tylko ten raz w roku. Obzeram sie wtedy nieprzytomnie, przyznaje. Nie lubie za to karpia, kapusty z grochem i domowych ciast (kupnych zreszta tez, wole czekolade), wiec oprocz wymienionej zupy i pierogow jem jeszcze tylko sledzie w smietanie z cieplymi ziemniakami. I znow - lubie sledzie, jem je dosc czesto, ale z ziemniakami tylko w Wigilie. Chociaz latwo by je bylo przyrzadzic. W ten sposob mam delicje i autentyczna wyjatkowosc niezbyt duzym kosztem ;)
                        • jul-kaa Re: Wigilijnie 21.12.11, 01:28
                          Moja mama kiedyś zrobiła tak kutię latem. Nikt jej nie chciał jeść :)
                          • amoureuse Re: Wigilijnie 21.12.11, 12:53
                            A u nas daniem tego typu jest karp. Ryby jadam tylko morskie, ale ten jeden raz w roku (jeden! Pierwszego dnia Świąt to już nie to samo) karp musi być i już. Poza Wigilią kijem bym nie tknęła :P
                        • pierwszalitera Re: Wigilijnie 21.12.11, 01:30
                          slotna napisała:

                          I znow - lubie sledzie,
                          > jem je dosc czesto, ale z ziemniakami tylko w Wigilie. Chociaz latwo by je bylo
                          > przyrzadzic. W ten sposob mam delicje i autentyczna wyjatkowosc niezbyt duzym
                          > kosztem ;)

                          A to ciekawe, bo u mnie domu nigdy nie jadało się śledzi w wigilię. Nigdy też nie było zupy grzybowej. Za to i jedno i drugie często w innych porach roku. :-)
                          • slotna Re: Wigilijnie 21.12.11, 01:39
                            > A to ciekawe, bo u mnie domu nigdy nie jadało się śledzi w wigilię. Nigdy też n
                            > ie było zupy grzybowej. Za to i jedno i drugie często w innych porach roku. :-)

                            U wielu moich znajomych byl czerwony barszcz, ktory tez lubie, ale latwiej go przyrzadzic o kazdej porze roku, jest o wiele tanszy i mniej pachnie, wiec jest dla mnie "normalna" potrawa. Grzyby teraz kupujemy, ale kiedys sie czekalo, az dziadkowie nazbieraja i ususza ;) Sledzie natomiast lubimy wszyscy, sa postne i pasuja. Takich w smietanie akurat tez nikt w domu nie robi z innej okazji, raczej w oleju z cebulka albo z czosnkiem i majerankiem. Jak mam ochote na smietane, kupuje Lisnera, ale smakuja zupelnie inaczej (sa z octu) i do ziemniakow by sie chyba nie nadaly.

                            Gdybym sama robila wigilie, zrezygnowalabym z karpia, kapusty z grochem, sernika, zostawila ukochane pierogi, zupe i sledzie, a dodatkowo chetnie zrobila kutie albo makielki. Niestety to pozostanie w sferze marzen, bo moj facet pewnie by i pomogl w lepieniu pierogow i zjadl ze mna zupke, ale na drugie chcialby na bank dobry stek z frytkami i szparagi ;))
                    • kis-moho Re: Wigilijnie 21.12.11, 10:37
                      > Ja chciałam zaproponować sałatkę, doskonałą do śledzia. Robi się ją z buraków i
                      > fasoli.

                      Jul-kaa, dzięki, ja chyba już zostanę przy tej burakowo-ziemniaczanej. Korniszonom nie odmówię :o)

                      > Myślę, ze każdy mógłby znaleźć takie potrawy, które by mu pasowały, ale niestet
                      > y jak widzę po tym wątku, większość jest skazana na cudzą kuchnię. Szczerze Wam
                      > współczuję!

                      Tak, ja jestem skazana. Zwykle spędzałam Wigilię z najbliższą rodziną, nie powiem, żeby to był hit roku. Zdolności kulinarnych w rodzinie (poza mną) nie brakuje, ale repertuar wigilijny był jaki był. Ryby pod każdą postacią uwielbiam (sałatka śledziowa, śledź pod pierzynką, śledź z cebulką, ryba smażona, ryba w galarecie), ale jednak nie można cały wieczór jeść wyłącznie ryby. Nie znoszę wszelkich makowych kombinacji, pierogów nikomu nie chciało się lepić, barszcz lubię, ale to też bez szaleństw. Więc dla mnie jedzenie zaczynało się dopiero drugiego dnia, wtedy były w domu faktycznie pyszne rzeczy. A Wigilia była raczej przaśna i postna.
                      A w tym roku będzie gorzej, bo z powodów logistycznych Wigilia będzie u mamy Lubego, która gotować nie umie za grosz. Poza tym jest mistrzem kontroli, i chciała już w zeszłym tygodniu ode mnie planu przystawek i sałatek, które mogę oczywiście zrobić w jej kuchni, ona mi pomoże... Na takie atrakcję oczywiście nie poszłam, ale zależy mi na dobrych przystawko-sałatkach, bo nic innego nie będę pewnie niestety jadła. Odbiję sobie w drugi dzień świąt, więc nie będzie źle, ale - tak, niektórzy są skazani na cudzą kuchnię, tak się czasami układa.
          • szarsz Re: Wigilijnie 20.12.11, 22:52
            Moja babcia robiła zawsze pierogi smażone, z drożdżowego ciasta. Cały rok na nie czekałam :)

            Udało mi się odtworzyć jej przepis i teraz robię często, codzienne są z pieczarkami, babcine, świąteczne były na prawdziwych grzybach. A ja zarówno lubię obydwie wersje. Postaram się skompilować i wkeić.
            • kis-moho Re: Wigilijnie 20.12.11, 22:56
              > Udało mi się odtworzyć jej przepis i teraz robię często, codzienne są z pieczar
              > kami, babcine, świąteczne były na prawdziwych grzybach. A ja zarówno lubię obyd
              > wie wersje. Postaram się skompilować i wkeić.

              Szarsz, nie zostanę fanką Twojej kuchni, bo już nią jestem :o) Ale wdzięczna będę dozgonnie!
            • szarsz Re: Wigilijnie 20.12.11, 23:11
              Ciasto drożdżowe było bogate, na jajach i mleku:
              25 dag mąki
              15 g drożdży
              2 jaja
              3 łyżki masła (bardzo miękkie albo rozpuszczone i ostudzone)
              4 - 5 g soli
              ciepłe mleko
              łyżeczka cukru

              Zaczyn: drożdże rozetrzeć z łyżeczką cukru, łyżką mąki i odrobiną ciepłego mleka. Zaczyn zostawić w cieple do wyrośnięcia. Dodać resztę mąki, sól, jajka, masło. Jeśli potrzeba (raczej nie) dodać ciepłe mleko. Wyrobić miękkie, elastyczne, łatwo dające się formować ciasto. Dobrze się z nim pracuje, nie lepi się do rąk. Zostawić do wyrośnięcia.

              W tym czasie przygotować farsz:

              0.5 kg pieczarek
              paczka suszonych prawdziwków (jeśli i takich się rodzina boi, to można pominąć, dać w zamian więcej pieczarek)
              2 cebule,
              sól,
              świeżo zmielony pieprz (duuużo)
              ew. malutka gałązka rozmarynu.
              łyżka masła

              Cebule obrać, posiekać, zeszklić na maśle z gałązką rozmarynu. Dodać posiekane pieczarki. Smażyć, aż pieczarki oddadzą wodę i masą będzie dość stabilna. Przyprawić solą i pieprzem.

              Ciasto rozwałkować na grubość 3 - 4 milimetrów. Wykrawać pierogi - u mojej babci były wielkie, solidne, jak pięść, ale można też mniejsze, szklankowe :) Nakładać farsz, dokładnie zlepić brzegi.

              Smażyć mniejszym średnim ogniu na oleju (albo mieszance oleju z masłem), krótko, ciasto jest cienkie, błyskawicznie przestaje być surowe a pierogi momentalnie nabierają pięknego koloru. Trzeba ich pilnować, żeby się nie spaliły!

              Najlepsze od razu, na świeżo. Ale jak babcia przywoziła od siebie z domu zrobione poprzedniego dnia - to też znikały w zastraszającym tempie :)
              • kis-moho Re: Wigilijnie 20.12.11, 23:17
                Szarsz, to brzmi super. Jesteście świetne, pół godziny i mam menu na Wigilię :o) Czy te pierogi myślisz poszłyby też na zimno, jak paszteciki, czy lepiej odsmażyć i podać na ciepło?
                • szarsz Re: Wigilijnie 20.12.11, 23:19
                  Jak moja babcia je przywoziła, to jedliśmy na zimno. Ale to najlepiej spróbować samemu.
      • pierwszalitera Re: Wigilijnie 20.12.11, 23:00
        kis-moho napisała:

        > - przystawkę/przystawki
        > - dodatki typu sałatka do smażonej ryby w paprykowej panierce i ziemniaków
        > Najlepiej by było, żeby to było coś typowo polskiego, ale najwyżej pozmyślam, ż
        > e to nasze narodowe danie.

        Jak polska sałatka do smażonej ryby i ziemniaków, to może prosta surówka z kiszonej kapusty? Z marcheweczką, troszkę soku cytrynowego z solą i pierzem i kroplą oleju. Nie ma wiele roboty. Możesz zrobić też mizerię ze świeżych ogórków z kwaśną śmietaną, albo gęstym jogurtem i koperkiem. Do paprykowej ryby w sam raz. Do smażonej ryby bardzo dobry jest też świeży szpinak, albo mangold (odmiana buraka liściowego) przyduszony krótko w rondlu na odrobinie masła, z gałką muszkatołową i czosnkiem. Fajnie smakują też glazurowane marchewki. W rondlu zagotoujesz kilka łyżek wody z łychą masła i odrobiną miodu, można dodać też trochę świeżego imbiru i dusisz w tym sosie jakiś 10-15 minut małe, wyszorowane marchewki w całości, takie kupowane z wiązance z zieleniną. To wygląda mniej więcej tak

        Z przystawkami spraw trochę trudniejsza, bo tu trzeba wiedzieć, co jedzą goście. Jeżeli reszta ma być rybna, to może coś z drobiu? Ja na mój pierwszy polski wieczór za granicą (sto lat temu) jako przystawkę zrobiłam kurczaka w galarecie. W małych salaterkach, dekoracyjnie, w środku z zielonym groszkiem i marchewką.
        • pierwszalitera Re: Wigilijnie 20.12.11, 23:11
          I jeszcze możesz zrobić sałatkę z potartego na grubej tarce selera z jabłkiem i sosem z gęstej kwaśnej śmietany z solą, cukrem, pieprzem i odrobiną octu jabłkowego. Na górę włoskie orzechy. Pasuje do smażonego mięsa, ale do ryby też.
          Ja do ryby lubię też sałatkę z poszatkowanej surowej białej kapusty. Kapustę należy posolić, pognieść ręką, by puściła trochę soki i stała się delikatniejsza. Po 30 minutach mieszasz do kapusty kwaśną śmietanę i pieprz. Dużo ze śmietaną, ale kwaśna śmietana jest przecież bardzo polska. ;-)
          • szarsz Re: Wigilijnie 20.12.11, 23:23
            O popatrz, mi Waldorf przyszedł do głowy (którego zresztą bardzo lubię), tylko miałam obiekcje, że to niezbyt polskie jednak.

            A taką kapustę, o której piszesz, uwielbiam, tylko ja nie daję do niej śmietany, a sok z cytryny i zwykły olej. Musi być cieniusieńko poszatkowana i odstawiona po posoleniu nawet na kilka godzin.
            • pierwszalitera Re: Wigilijnie 21.12.11, 00:01
              szarsz napisała:

              > O popatrz, mi Waldorf przyszedł do głowy (którego zresztą bardzo lubię), tylko
              > miałam obiekcje, że to niezbyt polskie jednak.

              Tą sałatkę z selera robiła moja bacia i nie sądzę, by wiedziała, co to Waldorf. ;-) Waldorf zresztą częściej robi się z majonezem, ja wolę tą polską wersję ze śmietaną.


              > A taką kapustę, o której piszesz, uwielbiam, tylko ja nie daję do niej śmietany
              > , a sok z cytryny i zwykły olej. Musi być cieniusieńko poszatkowana i odstawion
              > a po posoleniu nawet na kilka godzin.

              Dokładnie. Bardzo cieńko poszatkowana, im dłużej odstawiona tym lepsza, ale nie zawsze mam tyle czasu. Kapusta jest arcypolska i jak na dodatek lubisz, to nie musisz robić jakiś skomplikowanych rzeczy, do ryby pasują raczej świeże i proste dodatki. Moim zdaniem coś w kierunku rodzimych warzyw i produktów i tak wystarczy. Nie musi być przecież aż tak tradycjonalnie wigilijnie jak kapusta z grochem. Nawet nie wszyscy Polacy za tym przepadają.
              • szarsz Re: Wigilijnie 21.12.11, 00:27
                pierwszalitera napisała:

                > Tą sałatkę z selera robiła moja bacia i nie sądzę, by wiedziała, co to Waldorf.
                > ;-) Waldorf zresztą częściej robi się z majonezem, ja wolę tą polską wersję z
                > e śmietaną.

                Nooo, ja nie napisałam, że Twoja to Waldorf, ale jest jednak na tyle podobna, że mi się skojarzyła :)
                Swoją drogą ciekawe jest, jak się mieszają różne wpływy kulinarne i czym się inspirowali kucharze z Waldorfa. Nie wiedziałam, że ta sałatka może mieć polskie (śląskie, tak?) korzenie. A może w drugą stronę, polscy imigranci przywieźli ją z powrotem do ojczyzny? A może związku w ogóle nie ma, seler z jabłkiem to jednak dość klasyczne połączenie.
        • kis-moho Re: Wigilijnie 20.12.11, 23:15
          Litero, bardzo podobają mi się te sałatki! Coś świeżego będzie nie od rzeczy, bo o to w tutejszej kuchni ciężko.
      • agafka88 Re: Wigilijnie 20.12.11, 23:20
        To może sałatka buraczkowo- ziemniaczana na przystawkę? Wszyscy się nią zajadają, jest naprawdę niezła.

        Przepis:
        Sałatka buraczkowo-ziemniaczana
        Autor (źródełko): agafka
        Data: 15-03-2011
        Kuchnia: polska
        Kategoria: Sałatki, Wegetariańskie.
        Ocena: 5
        Składniki:
        700 gr ziemniaków
        300 gr buraków
        2 szt cebul czerwonych
        2 ząbki czosnku
        3 szt ogórków kiszonych
        3 łyżki majonezu
        1 łyżka musztardy
        sól
        pieprz
        1 pęczek dymki

        Buraki z ziemniakami gotujemy bez obierania. Najpierw wyciągamy ziemniaki, czekamy aż buraki się dogotują. Po ostudzeniu buraki i ziemniaki obieramy i kroimy w kostkę. Cebulę, dymkę i czosnek siekamy. Łączymy ze sobą wszystkie składniki. Podawać schłodzone.

        Ja zamiast kiszonych daję korniszony, bo kiszonych nie lubię.
        • kis-moho Re: Wigilijnie 20.12.11, 23:38
          > To może sałatka buraczkowo- ziemniaczana na przystawkę?

          Zaczynam mieć kryzys z powodu zbyt dużego wyboru :o) Fajna ta sałatka.
        • kis-moho Re: Wigilijnie 31.12.11, 14:45
          > To może sałatka buraczkowo- ziemniaczana na przystawkę?

          Agafka, sałatka jest mistrzowska! Bardzo dziękuję :o)
          • agafka88 Re: Wigilijnie 01.01.12, 17:34
            Ha, super! :)

            My też mieliśmy w tym roku na Święta :)
      • anna-pia zupa migdałowa 01.01.12, 21:53
        trafiłam oczywiście za późno, nie mam pojęcia, co to jest, ale może się przyda i po Wigilii
        forum.gazeta.pl/forum/w,25788,131597773,131597773,wigilijna_zupa_migdalowa.html
    • kis-moho Inspiracje - Emperor's crumbs 02.01.12, 13:22
      Na moim ulubionym blogu kulinarnym pojawiła się właśnie lista przykładowych kolacji z linkami do przepisów - może komuś też się przyda :o)
      Kalendarz z przepisami jest tu:
      www.emperorscrumbs.com/wp-content/uploads/2011/12/2011-Year-in-Menus.pdf
      A tutaj sam blog (polecam!):
      www.emperorscrumbs.com/
    • ederlezi1981 Sumak 03.01.12, 00:08
      Mam trochę i niezbyt wiem, co z nim zrobic. Lubię rzeczy kwaśne, ale mam wrażenie, że temperatura zabija jego smak (próbowałam upiec rybę z pomidorami i sumakiem- wyszło mdłe).
      Internet tez niezbyt pomaga.
    • kis-moho Pstrąg 15.02.12, 09:54
      Dziewczyny, mam w zamrażarce cztery pstrągi, i nie wiem, jak do nich sensownie podejść. Wiem, że pstrągi robi się zwykle bez większych dodatków, ale co to oznacza w praktyce? Przepisy mówią o grillu (u mnie niewykonalne) albo o piekarniku - to drugie chętnie, ale nigdy nie wiem, jak długo się taką rybę piecze... Za wszelkie przepisy będę jak zwykle bardzo wdzięczna.
      • ansil Re: Pstrąg 15.02.12, 10:04
        a filety masz czy cale ryby? bo jak cale to moga byc z luskami jeszcze..

        a pstrag rzeczywscie najlepszy prosty- posolic, skropic cytryna na lekko posmarowana oliwa blache do piekarnika..
        ja pieke najpierw 20-30 minut przykryte folia aluminiowa, potem odkrywam, i pieke do przyrumienienia, juz na samym koncu kladac kilka kropek masla roztartego z czosnkiem, pietruszka i sola..
        • mszn Re: Pstrąg 15.02.12, 11:30
          Można mu jeszcze do brzucha włożyć plastry cytryny i posiekane zioła.
        • kis-moho Re: Pstrąg 15.02.12, 12:17
          > a filety masz czy cale ryby? bo jak cale to moga byc z luskami jeszcze..

          Całe ryby, z głową i ogonem, tylko wypatroszone. O sprawianiu ryby kiedyś tutaj było, więc znajdę i sobie pewnie poradzę. Te łuski to albo są drobniutkie, albo ich nie ma (pstrąga zwykle oglądam w formie gotowej do jedzenia, nie wiem, jakie powinien mieć łuski), ale w zamrożonym przez folię nie zmacam - obejrzę, jak będę się brać do gotowania. Ale jak mówię, ze sprawianiem pewnie dam radę, gorzej z przepisem.
          A Twój z piekarnikiem bardzo mi się podoba, dzięki!
    • tfu.tfu sprawdzone przepisy na dziczyznę! 15.02.12, 10:27
      mój jeszcze nie teść jest myśliwym i zwozi różne różności: a to dzik, a to jeleń :-/ a ja umiem zrobić krowę i świnię, a nie tam jakieś leśne stworzenia :-/
      helpunku!
      • amoureuse upiec 15.02.12, 21:01
        Po prostu upiec. Przypraw solą, pieprzem, czosnkiem i czym chcesz i do piekarnika. Taka sarnina jest po prostu pyszna, nie jadłam chyba lepszego mięsa. Do dzika może pasować też przepis na moją karkówkę. strasznie Ci zazdraszczam, bo uwielbiam dziczyznę :)
        • tfu.tfu Re: upiec 15.02.12, 22:18
          całe szczęście polowanie było nieudane :-)
          mam z głowy na razie, ale pieczenie zapamiętam i dziękuję za pomysł z karkówką :-)
    • kis-moho Skórka pomarańczowa 15.02.12, 12:19
      Skoro już pytam o pstrąga, to zapytam i o pomarańcze. Mam teraz w domu sporo bardzo ładnych pomarańczy, do tego podobno niepryskane, bio i inne cuda. Pomyślałam o tym, jak to już wiele razy szukałam w panice przy pieczeniu ciasta skórki pomarańczowej - czy taką skórkę z pomarańczy trzeba używać na świeżo, czy można sobie, no nie wiem, wysuszyć czy zakonserwować w cukrze? Jeżeli tak, to ładnie proszę o patenty :o)
      • mszn Re: Skórka pomarańczowa 15.02.12, 12:45
        mojewypieki.blox.pl/2009/12/Kandyzowana-pomaranczowa-skorka-w-czekoladzie.html

        Oczywiście nie musisz oblewać czekoladą.
        • kis-moho Re: Skórka pomarańczowa 17.02.12, 15:15
          > rel="nofollow">mojewypieki.blox.pl/2009/12/Kandyzowana-pomaranczowa-skorka-w-czekoladzie.html
          >
          > Oczywiście nie musisz oblewać czekoladą.

          Widzisz, nawet kiedyś to robiłam. Tylko za nic nie chciała mi wyschnąć po tym cukrowym syropie, wszystko mi się zlepiło w jeden wielki glut...
      • besame.mucho Re: Skórka pomarańczowa 16.02.12, 01:32
        Ja nie lubię kandyzowanej skórki, więc czasem suszę normalną. Pomarańczę trzeba sparzyć, zetrzeć skórkę na tarce i wsadzić do piekarnika ustawionego na niewielką temperaturę (ok. 50 stopni wystarczy) albo po prostu rozłożyć w suchym i ciepłym miejscu na kilka dni.

        Można też zrobić takie słodkie dżemowate coś, co też można później wykorzystywać do ciast, marynowania mięsa, itd - robi się jak kandyzowaną skórkę, tylko nie wykonuje się ostatniego kroku, czyli nie wyjmuje skórki z syropu i nie suszy, tylko przelewa do słoika skórkę razem z syropem. Ja zdecydowanie bardziej lubię po prostu suszoną skórkę niż takie coś, ale co kto woli :).

        • kis-moho Re: Skórka pomarańczowa 17.02.12, 15:14
          > Ja nie lubię kandyzowanej skórki, więc czasem suszę normalną. Pomarańczę trzeba
          > sparzyć, zetrzeć skórkę na tarce i wsadzić do piekarnika ustawionego na niewie
          > lką temperaturę (ok. 50 stopni wystarczy) albo po prostu rozłożyć w suchym i ci
          > epłym miejscu na kilka dni.
          >
          > Można też zrobić takie słodkie dżemowate coś, co też można później wykorzystywa
          > ć do ciast, marynowania mięsa, itd - robi się jak kandyzowaną skórkę, tylko nie
          > wykonuje się ostatniego kroku, czyli nie wyjmuje skórki z syropu i nie suszy,
          > tylko przelewa do słoika skórkę razem z syropem. Ja zdecydowanie bardziej lubię
          > po prostu suszoną skórkę niż takie coś, ale co kto woli :).
          >

          Dzięki! A ta sucha mi się nie zepsuje z czasem? W sumie bym taką wolała, ale chciałabym móc ją włożyć do słoika i zapomnieć o niej na jakiś czas - da radę? Nie spleśnieje? Ta w syropie też dla mnie OK, ta się na pewno nie zepsuje :o)
          • besame.mucho Re: Skórka pomarańczowa 17.02.12, 16:15
            Jak dobrze wysuszysz to nic się jej raczej nie powinno stać :).
    • kis-moho Bezmięsne solidne niemakaronowe kolacje 17.02.12, 15:18
      Znowu mam pytanie za 100 punktów. Ostatnio dużo więcej jem w domu, i kończą mi się pomysły na solidne kolacje (dla osób jedzących lunch typu zupa + sałata), bez mięsa, i nie oparte na makaronie z sosem lub warzywami. Nie muszą być z soją, bo nie dla wegetarian, chciałabym tylko uniknąć jedzenia codziennie mięsa lub makaronu w różnych konfiguracjach. Np. taki szpinak w cieście francuskim z gotujących lobbystek jest super pomysłem - macie więcej takich patentów? Bo mi się już kompletnie pokończyły pomysły...
      • besame.mucho Re: Bezmięsne solidne niemakaronowe kolacje 17.02.12, 16:21
        Wytrawne: ryż z warzywami, ratatouille, naleśniki z farszem warzywnym/grzybowym, tarty z dowolnym czymś na wierzchu, gotowane lub pieczone pierogi z farszem warzywnym/grzybowym, pieczone ziemniaki z jogurtowym albo kefirowym sosem (jeśli wracasz zmęczona po robocie, to jest tu sporo rzeczy, które można przygotować wcześniej, a wieczorem tylko odgrzać albo wstawić do piekarnika i zapiec).

        Słodkie: omlet grzybek z jagodami czy innym przetworem, naleśniki na słodko, pierogi na słodko, racuchy jabłkowe.
        • besame.mucho Re: Bezmięsne solidne niemakaronowe kolacje 17.02.12, 16:25
          A, no i takie bardziej konkretne niż sałata z pomidorem sałatki - np. brokuły z ziemniakami i jajkami na twardo, itd.
        • nanana_2 Re: Bezmięsne solidne niemakaronowe kolacje 03.03.12, 15:52
          besame.mucho napisała:

          > Wytrawne: ryż z warzywami, ratatouille, naleśniki z farszem warzywnym/grzybowym
          > , tarty z dowolnym czymś na wierzchu, gotowane lub pieczone pierogi z farszem w
          > arzywnym/grzybowym, pieczone ziemniaki z jogurtowym albo kefirowym sosem (jeśli
          > wracasz zmęczona po robocie, to jest tu sporo rzeczy, które można przygotować
          > wcześniej, a wieczorem tylko odgrzać albo wstawić do piekarnika i zapiec).
          >
          > Słodkie: omlet grzybek z jagodami czy innym przetworem, naleśniki na słodko, pi
          > erogi na słodko, racuchy jabłkowe.

          fajne przepisy, dzieki
      • amoureuse Re: Bezmięsne solidne niemakaronowe kolacje 17.02.12, 22:48
        A kasze? Można przyrządzić z warzywami, tak jak makarony, są zdrowe i zapychające. I cieszę się, że szpinak pasuje :)
        • kis-moho Re: Bezmięsne solidne niemakaronowe kolacje 20.02.12, 11:44
          Szpinak pyszny! Dzięki dziewczyny za pomysły.
    • ederlezi1981 Tołpyga 01.03.12, 00:25
      Niby wiem, jak każda rybę, usmażyc można lub do galarety.
      Jadłam pieczona niedawno- w sumie niezła, ale za chuda (mój ideał ryby to łosoś lub karp, koniecznie ze skórą). Dziś kupiłam całe rybsko, ważące ponad 2,5 kg- pokrowilam na dzwonka i myslę, co dalej. Ze dwa zaleję maślanką na noc (internet mówi o mleku, i że tołpyga niedobra- musi cos być na rzeczy, bo moja siostra & jej facet jakoś się nie zachwycili, delikatnie mowiąc).
      Promocja w Tesco była :-)
    • madzioreck Wołowina w sosie pieprzowym - umie ktoś? 15.04.12, 20:43
      W części gastronomicznej jednego centrum handlowego jest taka orientalna "knajpka" - i jadłam tam kiedyś czadową, po prostu czadową wołowinę w sosie pieprzowym. Pyszne to było i pikantne jak diabli. No i chciałabym takie coś zrobić w domu, bo do tegoż centrum mam zupełnie nie po drodze... pytałam wujka googla, ale to zupełnie nie to... może któraś jadła coś takiego? Wołowina pocięta w cieniutkie płatki, dużo cebuli pokrojonej w ósemki, chyba trochę jakiejś kapusty - i to wszystko w bardzo, bardzo ciemnobrązowym sosie (pewnie dużo ciemnego sojowego), dość tłuste. Jak coś takiego zrobić...? (wiem, nudzi mi się ;))
    • yaga7 Sos (śmietanowy?) do makaronu 05.11.12, 16:47
      Poszukuję przepisu na sos na bazie śmietany do makaronu (zasadniczo z łososiem, ale chodzi mi o sam sos).

      Znalazłam na sieci jakieś przepisy, ale na kilka prób wyszła jedna, w innych przypadkach śmietana się rozwarstwiła i nie było to dobre. Czy to kwestia tłustości śmietany? Jestem lewa noga kulinarna, więc się nie znam :)

      Ewentualnie chętnie też przygarnę przepis na jakiś inny sos do makaronu (z łososiem ;)), tylko taki mega prosty :))

      Makaron z łososiem mogę jeść hurtowo, ale jednak wolałabym, żeby miał sos :)
      • anna-pia Re: Sos (śmietanowy?) do makaronu 05.11.12, 16:57
        yaga7 napisała:

        > Poszukuję przepisu na sos na bazie śmietany do makaronu (zasadniczo z łososiem,
        > ale chodzi mi o sam sos).
        >
        > Znalazłam na sieci jakieś przepisy, ale na kilka prób wyszła jedna, w innych pr
        > zypadkach śmietana się rozwarstwiła i nie było to dobre. Czy to kwestia tłustoś
        > ci śmietany? Jestem lewa noga kulinarna, więc się nie znam :)
        >
        > Ewentualnie chętnie też przygarnę przepis na jakiś inny sos do makaronu (z łoso
        > siem ;)), tylko taki mega prosty :))

        Kup trójkątny serek Lazur, otwórz i przeczytaj przepis :) Prostszego sosu nie znam.

        > Makaron z łososiem mogę jeść hurtowo, ale jednak wolałabym, żeby miał sos :)

        Wybacz, więcej nie pomogę, bo sos robię raz na 2 miesiące co najwyżej. Ostatnio robiłam z przepisu na curry z lobbygotuje.blox.pl.
        • yaga7 Re: Sos (śmietanowy?) do makaronu 05.11.12, 17:06
          Czy Lazur to ten pleśniowy? Bo jak tak, to ja zasadniczo jestem niepleśniowa :) Raz na parę miesięcy mogę zjeść taki pleśniowy w panierce, ale pewnie dlatego, że nie widać, że włochaty.

          > Wybacz, więcej nie pomogę, bo sos robię raz na 2 miesiące co najwyżej. Ostatnio
          > robiłam z przepisu na curry z lobbygotuje.blox.pl.

          Mnie się curry kojarzy po pierwsze z czyms ostrym (czyli nie dla mnie), a po drugie z mięsem (czyli też nie dla mnie) i po trzecie nie z łososiem ;) Ale może się mylę?

          Ja w ogóle rzadko robię coś bardziej skomplikowanego, ale właśnie chętnie bym się podszkoliła w tych sosach do łososia.
          • anna-pia Re: Sos (śmietanowy?) do makaronu 05.11.12, 17:18
            yaga7 napisała:

            > Czy Lazur to ten pleśniowy? Bo jak tak, to ja zasadniczo jestem niepleśniowa :)
            > Raz na parę miesięcy mogę zjeść taki pleśniowy w panierce, ale pewnie dlatego,
            > że nie widać, że włochaty.

            Tak, lajtowo pleśniowy, ale jak nie lubisz, to nie ma co, ja takie wciągam na kolację z pomidorem.

            > > Wybacz, więcej nie pomogę, bo sos robię raz na 2 miesiące co najwyżej. Os
            > tatnio
            > > robiłam z przepisu na curry z lobbygotuje.blox.pl.
            >
            > Mnie się curry kojarzy po pierwsze z czyms ostrym (czyli nie dla mnie), a po dr
            > ugie z mięsem (czyli też nie dla mnie) i po trzecie nie z łososiem ;) Ale może
            > się mylę?

            Curry może być bez mięsa, ostrość zależy od tego, jak i czym doprawisz (nie lubię na ostro, więc doprawiam tym, co lubię), a do czego dodasz, to już zależy od Ciebie :) W prepisie była po prostu podana technika wykonywania sosu.

            > Ja w ogóle rzadko robię coś bardziej skomplikowanego, ale właśnie chętnie bym s
            > ię podszkoliła w tych sosach do łososia.

            To może być jakikolwiek sos, akurat łosoś moim zdaniem jest tolerancyjny i da się jeść z czym się chce.
            • yaga7 Re: Sos (śmietanowy?) do makaronu 05.11.12, 18:42
              > Curry może być bez mięsa, ostrość zależy od tego, jak i czym doprawisz (nie lub
              > ię na ostro, więc doprawiam tym, co lubię), a do czego dodasz, to już zależy od
              > Ciebie :) W prepisie była po prostu podana technika wykonywania sosu.

              A to to jest technika wykonania? O matko, ja się nie znam ;)

              > To może być jakikolwiek sos, akurat łosoś moim zdaniem jest tolerancyjny i da s
              > ię jeść z czym się chce.

              Ale dla mnie jakikolwiek sos oznacza keczup ;) Nigdy nie gotowałam, pierwszy sos w swoim życiu robiłam parę miesięcy temu, do owego łososia ;)
              • anna-pia Re: Sos (śmietanowy?) do makaronu 05.11.12, 20:01
                Obawiam się, że w kwestii sosów istniejemy w światach równoległych, które właśnie zaczynają się przenikać ;) Przejrzyj lobbygotuje, naprawdę jest tam sporo fajnych rzeczy otagowanych jako proste.
          • anna-pia łosoś i sos 05.11.12, 17:31
            www.kwestiasmaku.com/ryby_i_owoce_morza/losos/losos_z_sosem_bazyliowym/przepis.html

            Jak nie dodasz bazylii, to będzie inny sos, śmietanowy z przyprawami; możesz zamienić bazylię na koperek itd. Albo główkę czy dwie czosnku.
            BTW, zamiast śmietanki 30% dałabym taką kwaśną 36%, słodka śmietanka średnio mi się tu widzi. Albo tylko 18%. IMO przepis jest bardzo prosty, no i masz z łososiem.
            • mniickhiateal Re: łosoś i sos 05.11.12, 17:56
              anna-pia napisała:

              > www.kwestiasmaku.com/ryby_i_owoce_morza/losos/losos_z_sosem_bazyliowym/przepis.html
              >
              > Jak nie dodasz bazylii, to będzie inny sos, śmietanowy z przyprawami; możesz za
              > mienić bazylię na koperek itd. Albo główkę czy dwie czosnku.
              > BTW, zamiast śmietanki 30% dałabym taką kwaśną 36%, słodka śmietanka średnio mi
              > się tu widzi. Albo tylko 18%. IMO przepis jest bardzo prosty, no i masz z łoso
              > siem.
              >

              Wersję z koperkiem lubię chyba najbardziej. Ewt. z szafranem.

              Jak chodzi o nabiał, słodka śmietanka pasuje świetnie, kwaśna mi się znacznie gorzej tu komponuje. Co więcej, w kwestii tego co, Yaga, napisałaś o rozwarstwianiu: śmietankę wlewamy przy zredukowanym ogniu i pilnujemy cały czas mieszając, żeby się całość gotowała spokojnie, tak, aby odparować nadmiar wody i zrobić zagęszczony, lekko spieniony, puszysty sos, ale bez przegrzania, bo wtedy właśnie następuje rozfazowanie. Poza tym prawda okrutna jest taka, że ser mascarpone jest absolutnie fantastycznym zastępnikiem śmietany w takich sosach, bo jest tłustszy i szybciej, bez długiego gotowania (= groźby rozfazowania), daje efekt cudnie kremowego sosu, a nie dziwacznego mleka smakowego. No tylko że to opcja dla istot o mocnych nerwach vel niehisterycznych na tle diet.
              • mniickhiateal Re: łosoś i sos 05.11.12, 17:58
                A, i jak chcesz iść na totalnie szybkościową łatwiznę, kup w ogóle wędzonego łososia. Czosnek na oliwę, do tego rozdrobniony łosoś sru, śmietanka/mascarpone, pieprz, koperek tudzież inne przyprawy (tylko w tej wersji już bez soli!). Wtedy czas przygotowania to chyba 5 min bez krojenia.
                • yaga7 Re: łosoś i sos 05.11.12, 18:47
                  A tak, makaron z wędzonym łosiem też robiłam, więc wiem, że nie musi być świeży.

                  Czyli tak to mascarpone mam po prostu wrzucić na patelnię? Dobra, będę próbować.

                  A ten czosnek to pognieciony? Pokrojony? :)
                  • anna-pia Re: łosoś i sos 05.11.12, 20:02
                    yaga7 napisała:

                    > A ten czosnek to pognieciony? Pokrojony? :)

                    Obrać i potem rób, jak chcesz.
                    • yaga7 Re: łosoś i sos 05.11.12, 20:09
                      Pod pewnymi względami jestem umysł ścisły (a raczej laboratoryjny) i te wszystkie jak chcesz, do smaku, szczypta soli, aż będzie miękkie, itp. doprowadzają mnie do szału :)) Ja lubię konkrety, pokrojony, posiekany, 10 minut ;)
                      • szarsz Re: łosoś i sos 05.11.12, 20:53
                        Yaga, jako umysł ścisły możesz przyjąć, że "aż będzie miękkie" jest znacznie bardziej ścisłe od "10 minut", które kompletnie nie jest ścisłe, bo zależy od mocy kuchenki, użytego garnka, przykrycia i wielu jeszcze innych niezidentyfikowanych czynników.
                        • yaga7 Re: łosoś i sos 05.11.12, 20:57
                          Tak, tak, ja to doskonale rozumiem, dlatego to mnie wkurza, bo nie jestem w stanie uwzględnić wszystkich możliwych czynników, które będą mieć wpływ na całokształt. I między innymi dlatego nie lubię gotować w sensie stać nad garami, sprawdzać, próbować, testować itp.
                          • anna-pia Re: łosoś i sos 05.11.12, 21:34
                            yaga7 napisała:

                            > Tak, tak, ja to doskonale rozumiem, dlatego to mnie wkurza, bo nie jestem w sta
                            > nie uwzględnić wszystkich możliwych czynników, które będą mieć wpływ na całoksz
                            > tałt. I między innymi dlatego nie lubię gotować w sensie stać nad garami, spraw
                            > dzać, próbować, testować itp.

                            Pocieszyć Cię? Gotowanie to też całe mnóstwo możliwości wstawienia potrawy do piecyka/zostawienia na płycie na jakieś 2 - 3 godziny. Od jakichś 10 lat tak gotuję, nie siedzę w kuchni z kompem przecież :) Takiego łososia wstawiam do piecyka na jakieś 2h na 130 czy 150 stopni, potem nakrywam naczynie i czeka w 60 stopniach, aż będziemy jeść obiad. Lenistwo rulez ;)
                            • yaga7 Re: łosoś i sos 06.11.12, 21:06
                              No, takie gotowanie to rozumiem ;)

                              Jakiś czas temu odkryłam w Almie świeży makaron (4 min. gotowania), w tym czasie robi się łosoś i po 10 minutach mam obiad :D
                              • anna-pia Re: łosoś i sos 06.11.12, 22:11
                                yaga7 napisała:

                                > Jakiś czas temu odkryłam w Almie świeży makaron (4 min. gotowania), w tym czasi
                                > e robi się łosoś i po 10 minutach mam obiad :D

                                O, dzięki, potrzebowałam argumentu, żeby zrobić tam zamówienie :)
                                • yaga7 Re: łosoś i sos 07.11.12, 06:38
                                  Ja od Almy online jestem uzależniona ;) Pan przynosi, wnosi, nikt tego tachać nie musi, cudo.
                                  • anna-pia Re: łosoś i sos 07.11.12, 09:57
                                    Ja się właśnie - BTW, dzięki Lobby - uzależniłam od zakupów on-line jako takich. Pan wnosi hektolitry wody itp., ja nie tracę czasu, a jeszcze pan mi zeznał, że on się cieszy, że jest taka usługa, bo on wykształcenia nie ma, a dzięki usłudze zakupów on-line on ma pracę. Mam dodatkową motywację ;)
                      • anna-pia Re: łosoś i sos 05.11.12, 21:28
                        Ale kiedy to zależy od tego, co lubisz :) Jak wolisz, żeby był w różnych plasterkach, to pokrój na plasterki, jak wolisz, żeby zgrzytał w zębach, to rozdrabniasz (są takie ustrojstwa do rozdrabniania, nawet nie trzeba obierać).
                        Szczypta to określenie bardzo konkretne, czyli bierzesz tyle, ile zmieści się w palcach po wykonaniu ruchu szczypania soli.
                        Do smaku - czyli tak, żeby Tobie odpowiadało. Faktycznie określenie bardzo niefajne, tym bardziej, że w zależności od temperatury różne smaki postrzega się z różną intensywnością.
                        Aż będzie miękkie - mnie to też wkurza, przecież nie będę nad garami stała. Rozwiązaniem jest zostawienie na płycie na niskim poziomie grzania i niech się sobie grzeje pół godziny czy godzinę (tak robię żurek, wstawiam rano i pichci się na poziomie grzania 3 z 9 do 13.00).
                        • yaga7 Re: łosoś i sos 06.11.12, 21:10
                          W sumie masz rację, jak się to rozbierze na czynniki pierwsze, to nawet nie takie straszne ;)

                          Nie mam płyty, mam normalną kuchenkę gazową. Zostawianie na ogniu w moim przypadku może się skończyć przypaloną wodą, jeżeli nie nastawię timera ;)
                          • anna-pia Re: łosoś i sos 06.11.12, 22:16
                            yaga7 napisała:

                            > Nie mam płyty, mam normalną kuchenkę gazową. Zostawianie na ogniu w moim przypa
                            > dku może się skończyć przypaloną wodą, jeżeli nie nastawię timera ;)

                            A piecyk masz gazowy czy elektryczny?
                            Pytam, bo kiedyś przez miesiąc (mniej więcej) czekałam na wymianę płyty ceramicznej i obiady szykowałam li i jedynie w piecyku, na szczęście elektrycznym. Jeszcze miesiąc i nauczyłabym się gotować ziemniaki w piecyku ;) Elektryczny jest bardzo tolerancyjny.
                            • yaga7 Re: łosoś i sos 07.11.12, 06:42
                              Normalnie, gazowy ;)
                              Nie wyobrażam sobie zostawienia czegoś na 2 godziny, wolę jednak te potrawy, które po prostu przygotuję szybko.
                  • mniickhiateal Re: łosoś i sos 05.11.12, 20:18
                    yaga7 napisała:

                    > A tak, makaron z wędzonym łosiem też robiłam, więc wiem, że nie musi być świeży
                    > .
                    >
                    > Czyli tak to mascarpone mam po prostu wrzucić na patelnię? Dobra, będę próbować
                    > .
                    >
                    > A ten czosnek to pognieciony? Pokrojony? :)
                    >

                    Przepis wypracowałam sama, więc nie podam dokładnych ilości, ale to idzie mniej więcej jak następuje. Na kawałek wędzonego łososia wielkości mniej więcej mojej drobnej dłoni biorę 1-1.5 ząbka czosnku. Siekam drobno albo zgniatam zgniatarką i wrzucam w ok. 1-2 Ł rozgrzanej oliwy. Używam zwykle albo patelni z grubym dnem z wysokimi boczkami, albo (częściej) płaskiego rondla z bardzo grubym dnem (mam super-porządny garnek jakości przemysłowej od producenta Kapp, sklep.gastropro.pl/21-garnki-kapp, to BTW też może robić różnicę - cienkie dno garnka oznacza większe niebezpieczeństwo przegrzania = rozfazowania). Doprowadzam czosnek do stanu lekkiego zezłocenia na brzegach, po czym wrzucam mu do towarzystwa pokrojonego w kostki (tzn. zwykle nieregularne kawałki mniej więcej takiej objętości) ok. 1.5 cm. Łosoś się od razu zaczyna ścinać i rozpadać, mielę na niego trochę pieprzu, trochę pomieszam i niespecjalnie długo czekając redukuję palnik na średnio-małą moc i zalewam śmietanką (tak, żeby był porządnie podtopiony), albo dorzucam bezpośrednio z pudełka mascarpone. Na taką ilość łososia prawdopodobnie zużyłabym 0.5-0.75 małego pudełka Piątnicy. Ser po wrzuceniu do rozgrzanego garnka natychmiast zaczyna topnieć i płynnieć, więc teraz trzeba mieszać, aż się równomiernie roztopi i utopi łososia. Dorzucamy koperek tudzież inne przyprawy, mieszamy aż do zabulgotania (ser) tudzież zredukowania i skremowania się (śmietanka) i voila.

                    Ten sam przepis z bardzo drobnymi modyfikacjami stosuję do innych zestawień, np. chili-kurak (chili idzie na oliwę razem z czosnkiem, i czekam z dolaniem nabiału w przypadku kuraka, aż się cały na wskroś przesmaży), kurak+ugotowane na parze brokuły, łosoś+szpinak, szpinak+gorgonzola+prażone orzechy włoskie.
                    • szarsz Re: łosoś i sos 05.11.12, 21:00
                      > bardzo grubym dnem (mam super-porządny garnek jakości przemysłowej od producenta
                      > Kapp, sklep.gastropro.pl/21-garnki-kapp, to BTW

                      otak, prawdziwy stalowy garnek z grubym dnem to wynalazek nie do zastąpienia. Nie wiem jakim cudem producentom teflonu udało się wmówić ludziom, żeby kupować takie garnki i patelnie, bardzo drogie nieraz. Ja w moich stalowych rondlach topię też czekoladę bez kąpieli wodnej.
                      • mniickhiateal Re: łosoś i sos 05.11.12, 21:36
                        Święte słowa Wujcia Wacia. Ja niekiedy wzdycham w ogóle do żeliwnych, ale to nie ma jednak sensu, bo nie jestem w stanie udźwignąć cholerstwa, niestety.
                        • besame.mucho Re: łosoś i sos 07.11.12, 10:40
                          Żeliwne są genialne, na początku w żeliwnym garze tylko piekłam chleb, teraz też gotuję wszelkie jednogarnkowe paciaje.
                          • szarsz Re: łosoś i sos 07.11.12, 11:59
                            Besame, a jaki chleb? Zakwasowy? Wyrastasz w nim?
                            • besame.mucho Re: łosoś i sos 07.11.12, 22:11
                              W garnku robię większość, ale do wyrastania w nim zostawiam rzadko.
                              Najczęściej robię tak, że pusty garnek mocno nagrzewam w piekarniku, a chleb wyrasta w misce na ściereczce i przekładam go do gorącego garnka. Wyjątkiem są chleby, które wkładam do zimnego piekarnika, te wyrastają w garnku (zakwasowe też), ale garnek wykładam papierem do pieczenia, żeby się nie niszczył.
                              Nie w garnku robię w zasadzie tylko żytnie chleby z mocno klejącego ciasta.
                              • szarsz Re: łosoś i sos 08.11.12, 23:38
                                No właśnie ten diabelski zakwas przeżera wszystko. A ja wciąż szukam jak najleniwszej opcji, bez papieru do pieczenia.
                    • yaga7 Re: łosoś i sos 05.11.12, 21:01
                      Dzięki :)

                      Mam patelnię z grubym dnem, więc myślę, że będzie dobra. Już mi ślinka cieknie ;)
              • yaga7 Re: łosoś i sos 05.11.12, 18:46
                Mnie się to rozwarstwiało na samym początku, więc nie wiedziałam, czy wylewać, gotować dalej, co z tym robić. Albo może miałam za kwaśną śmietanę? Na śmietanie się nie znam, bo nie gotuję, nie używam, to była pierwsza śmietana, którą kupowałam od lat ;)

                Z mascarpone może kiedyś spróbuję - aż tak histeryczna nie jestem, nie sądzę, żebym przytyła od łososia z mascarpone, jeżeli jednocześnie odetnę inne kaloryczne źródła w ten dzień czy następne dni.

                A masz jakiś przepis na sos z mascarpone? :)
            • yaga7 Re: łosoś i sos 05.11.12, 18:43
              Ooo, dzięki, przetestuję :)
              Bazylię lubię, więc myślę, że ładnie się to będzie komponować.
      • besame.mucho Re: Sos (śmietanowy?) do makaronu 05.11.12, 18:07
        Sos śmietanowy najczęściej robi się ze śmietanki (30 lub 36%). Trzeba gotować powoli i w odpowiednim momencie (kiedy zgęstnieje) zdjąć z kuchenki, żeby się nie spaskudził.
        W wersji lżejszej można wymieszać bulion ze zwykłą kwaśną śmietaną (12 lub 18%, można też pól na pół ze śmietaną i jogurtem) i gotować z takimi samymi uwagami jak wyżej.

        Śmietanowe sosy są bardzo dobre jak poza solą, pieprzem, itd, dorzuci się trochę gałki muszkatołowej i białego wina.
        • yaga7 Re: Sos (śmietanowy?) do makaronu 05.11.12, 18:48
          Bulion nie jest dla mnie - a) nie robię zup, b) nie jem mięsa, c) z kostki to chyba bez sensu :)

          Ale właśnie wydaje mi się, że mnie się rozwarstwiało dlatego, że to była kwaśna śmietana, 12% chyba.
          Na 30% nie robiłam, muszę sprawdzić.
          • besame.mucho Re: Sos (śmietanowy?) do makaronu 05.11.12, 18:54
            > Bulion nie jest dla mnie - a) nie robię zup, b) nie jem mięsa, c) z kostki to c
            > hyba bez sensu :)

            Ja jak mam lenia, to używam eko-kostki bulionowej - kupuję czasem w sklepie ze zdrową żywnością takie kostki bez glutaminianu sodu i innych polepszaczy smaku. IMO do takiego celu jak śmietankowy sos są zupełnie wystarczające :).
            • yaga7 Re: Sos (śmietanowy?) do makaronu 05.11.12, 19:02
              Wyjdzie ze mnie straszny leń, ale nie mam żadnego eko-sklepu w okolicy ;)
              Nawet nie wiedziałam, że takie są - jakbym kiedyś była w jakiejś zdrowej żywności, to sobie zobaczę.
              • besame.mucho Re: Sos (śmietanowy?) do makaronu 05.11.12, 19:04
                > Wyjdzie ze mnie straszny leń, ale nie mam żadnego eko-sklepu w okolicy ;)

                E tam leń, ja kupuję, bo mam cztery przecznice od domu ;)
                • szarsz Re: Sos (śmietanowy?) do makaronu 05.11.12, 20:55
                  są stoiska w każdym prawie supermarkecie. Od nas w ciemno mogę polecać pss społem.
          • anna-pia Re: Sos (śmietanowy?) do makaronu 05.11.12, 20:03
            yaga7 napisała:

            > Bulion nie jest dla mnie - a) nie robię zup, b) nie jem mięsa, c) z kostki to c
            > hyba bez sensu :)

            Bulion warzywny zrób, tego nie da się zepsuć, chyba że wstawisz rano i wyjdziesz na 12 godzin :) Same warzywa, włoszczyzna czyli, bez mięsa.
            • yaga7 Re: Sos (śmietanowy?) do makaronu 05.11.12, 20:10
              A można zrobić dwie łyżeczki bulionu warzywnego? ;) Bo jeżeli mam go używać tylko do sosu, to robienie na pewno nie ma sensu, wolę już kostkę, albo po prostu wersję bez bulionu, na tłusto, a co tam ;)
              Wizja gotowania bulionu (tudzież zwykłej zupy) napawa mnie wielką niechęcią, to już wolałabym po prostu siedzieć i pracować ;)
              • akna Re: Sos (śmietanowy?) do makaronu 05.11.12, 20:27
                Nadmiar bulionu spokojnie zamrozisz- możesz w mniejszych kubełkach np. albo nawet wlać do ostudzony do woreczków do lodu i zamrozić.
                Bulion sam się robi, nie jest taki straszny. Pamiętać trzeba o dodaniu do niego łyżeczki masła/oliwy z oliwek, żeby witaminy mogły sobie popracować ;-)
                Zacytuję koleżankę.
                "do gara, tak cholera no na oko, ja wiem...z 6 litrów, wlewamy wodę i wrzucamy ze 4-5 obrane włoszczyny (jak duże włoszczyzny to 3-4), dorzucamy liść laurowy, ziele angielskie, sól (nie za wiele) i możemy dodać ze 2-3 opalone na gazie cebule. Gdy to się zagotuje, zmniejszamy ciut ogień i gotujemy z jakieś 30 minut, później zmniejszamy ogień i gotujemy...ja gotuję z godzinę, czasami nawet dłużej. Ma się wygotować "z rozumu". Ważne by gotować z liśćmi selera i natką z pietruchy.

                Podczas gotowania po ok.40minutach-godzinie, możemy to podzielić na pół i jedną część gotować z kapustą włoską, nada inny smak.Możemy dodać czerwoną paprykę taką normalną, surową"

                A co do curry - możesz sobie zrobić warzywa z pastą curry i mango np.

                ps. dla unikających glutaminy - ekstrakt drożdżowy to prawie to samo.
                • yaga7 Re: Sos (śmietanowy?) do makaronu 05.11.12, 20:41
                  Ja wiem, że Wy chcecie jak najlepiej z tym bulionem, ale serio, w życiu nie będę tego robić :))

                  Zup nie jemy, więc z zamrożonym bulionem też nie miałabym co robić :)

                  Aha, nie myślcie sobie, że mam taką niedobrą rodzicielkę, która nie chciała mnie nauczyć gotować. Moja mama gotuje świetnie, ale ja od dziecka wolałam siedzieć w książkach niż w garach. A jak w garach, to wolałam zmywać niż gotować ;)

                  > A co do curry - możesz sobie zrobić warzywa z pastą curry i mango np.

                  Hmm, u mnie wchodziłaby pewnie opcja typu ryż / kasza + warzywa + curry, ale to może kiedyś.
                • smallfemme Re: Sos (śmietanowy?) do makaronu 07.11.12, 21:46
                  Takie głupie pytanka
                  1. co to włoszczyzna i ile to jest 4? ;) Jakkolwiek to głupio nie brzmi.
                  2. jak się opala na gazie cebulę i co zrobić jak się nie ma gazu, a chce cebulę? :>
                  Też wolałam książki, ale tęskno mi za zupą...
                  • akna Re: Sos (śmietanowy?) do makaronu 07.11.12, 22:07
                    Ee tam, nie ma głupich pytań :)
                    Włoszczyzna to taki zestaw dla leniwych, u mnie w warzywniaku sprzedają. Czyli cytując wiki ;-)
                    Na włoszczyznę składają się porcje następujących roślin: korzenie marchwi, pietruszki, selera, oraz liście pora. W niektórych regionach dodawane są liście kapusty włoskiej a czasem również nać pietruszki.
                    najczęściej są to 2 marchewki, 1 pietruszka, kawałek pora i selera, natka pojedyncza pietruszki.
                    Jako te 4 porcje bym wzięła 8 marchewek, 4 pietruszki, cały por, cały średni seler, pół pęczka pietruchy. Można też dać seler naciowy.
                    Co do cebulki - jam też nie gazowa, internet radzi, żeby np. podpiec w kawałkach na patelni lub w piekarniku - tak ma być przypalona :)

                    A dobra zupa nie jest zła, szczególnie zupa krem w zimie. Cholera, mam smaka na krem z pieczonego selera i jabłka z orzechami. Chyba sobie zrobię w weekend.
                    • besame.mucho Re: Sos (śmietanowy?) do makaronu 07.11.12, 22:13
                      > A dobra zupa nie jest zła, szczególnie zupa krem w zimie. Cholera, mam smaka na
                      > krem z pieczonego selera i jabłka z orzechami. Chyba sobie zrobię w weekend.

                      Naciowego czy z bulwy? Bo mi zalega trochę naciowego w lodówce po ostatniej zupie, właśnie się zastanawiam czy zamrozić czy przygarnąć jakiś ciekawy przepis, a Twoja zupa brzmi smacznie :)
                      • akna Re: Sos (śmietanowy?) do makaronu 07.11.12, 23:03
                        bulwa, a naciowy fajnie podbija smak np. risotto.
                        • besame.mucho Re: Sos (śmietanowy?) do makaronu 07.11.12, 23:24
                          Że podbija to wiem, ale już go tak wykorzystywałam do ragu i do risotto w ostatnich dniach i mam trochę dosyć, chyba jednak cholerę zamrożę ;).
                          Dasz przepis na zupę z bulwy? Bo te jabłka i orzechy kuszą!
                          • akna Re: Sos (śmietanowy?) do makaronu 08.11.12, 14:07
                            Na oko będzie oczywiście ;-) nie pytajcie o dokładne proporcje.
                            podsmażasz na maśle cebulę, por, czosnek, marchew, bulwy i jabłka do piekarnika i pieczesz aż zmiękną(1 do 1). Później to wszystko siup do gara, zalać bulionem warzywnym i podgotować, zmiksować i podawać posypane orzechami włoskimi (pokruszonymi)
                            • besame.mucho Re: Sos (śmietanowy?) do makaronu 08.11.12, 14:33
                              Dzięki!
                              Tylko jedno pytanie - nie wiem który przecinek co znaczy ;). W sensie: "podsmażasz na maśle cebulę, por, czosnek, marchew, bulwy i jabłka do piekarnika i pieczesz aż zmiękną(1 do 1)" - chodzi o to, że wszystko to podsmażam a później wszystko piekę, czy też któryś przecinek jest kropką, np: "podsmażasz na maśle cebulę, por, czosnek, marchew. Bulwy i jabłka do piekarnika i pieczesz aż zmiękną(1 do 1)" albo "podsmażasz na maśle cebulę, por, czosnek. Marchew, bulwy i jabłka do piekarnika i pieczesz aż zmiękną(1 do 1)"
                              • akna Re: Sos (śmietanowy?) do makaronu 08.11.12, 15:15
                                Tak, namieszałam ;-) zabrakło kropki. Bulwy+ jabłka idą do piekarnika na pieczenie tylko, a reszta sobie na nie czeka ;-)
                                • szarsz Re: Sos (śmietanowy?) do makaronu 08.11.12, 23:43
                                  Wyobraziłam sobie tę zupę i zapachniały mi winogrona. Położyłabym dodatkowo kilka połówek na talerz.
                                • besame.mucho Re: Sos (śmietanowy?) do makaronu 08.11.12, 23:58
                                  Dzięki, na pewno zrobię :)
      • kry0 Łosoś z makaronem 05.11.12, 19:58
        Przeczytałam kawałek o makaronie, łososiu i sosie i powiem, że Was podziwiam.
        Napiszę co ja robię:
        Biorę łososia wędzonego i kroję na bardzo wąskie paseczki. Wrzucam do miski, do tego dodaję smietanę (kiedyś) lub jogurt grecki (teraz), sól, pieprz i koniecznie koperek (często suszony), mieszam.
        Gotuję makaron, cedzę i wrzucam do miski z łososiem. ZAWSZE się udaje.
        Mieszam i jem :-)
        • yaga7 Re: Łosoś z makaronem 05.11.12, 20:07
          Też tak robię, spokojnie :)

          Ale czasem mam ochotę na coś naprawdę ciepłego, a nie letniego, stąd pomysł z sosem.
        • justinehh Re: Łosoś z makaronem 23.11.12, 18:37
          Ja ostatnio zrobiłam tak: ugotowałam torebkę ryżu, do tego dodałam puszkę kukurydzy. Wcześniej upiekłam łosia pokrojonego w cienkie plastry, po czym dodałam go do ryżu.
    • kis-moho Bezglutenowa kolacja 12.11.12, 17:10
      Niedługo wpadają do mnie dawno niewidziani znajomi. Znajomi bardzo lubią dobrze zjeść, a mi zależy, żeby im zrobić kulinarną przyjemność. Problem jest taki, że kolacja musi być bezglutenowa, tutaj mam trochę doświadczeń, ale niestety niezbyt dużo... Szukam pomysłów na samą kolację, ale też na fajne drobne przystawki czy deser. Jak zwykle będę bardzo zobowiązana :o)
      • agafka88 Re: Bezglutenowa kolacja 12.11.12, 20:13
        kis-moho napisała:

        > Niedługo wpadają do mnie dawno niewidziani znajomi. Znajomi bardzo lubią dobrze
        > zjeść, a mi zależy, żeby im zrobić kulinarną przyjemność. Problem jest taki, ż
        > e kolacja musi być bezglutenowa, tutaj mam trochę doświadczeń, ale niestety nie
        > zbyt dużo... Szukam pomysłów na samą kolację, ale też na fajne drobne przystawk
        > i czy deser. Jak zwykle będę bardzo zobowiązana :o)

        Przystawki tak na szybko:
        - roladki z grilowanej cukinii - cukinię kroisz w zdłuż, grillujesz powstałe paski lekko posmarowane oliwą, smarujesz serkiem (kozim, typu philadelphia, może myć kawałek mozarelli), w to wkładasz np. suszonego pomidora, bazylę, łososia
        - słupki z warzyw (marchewka, papryka, kawałki selera naciowego), do tego dipy: np. tzatziki, hummus, sos czosnkowy, 1000 wysp, baba ganoush, guacamole itp, itd.
        - zupa z czosnku i cukinii (szarsz podała przepis w komentarzach)
        - pieczarki zapiekane z serem i czosnkiem
        - sałatka z buraków, orzechów włoskich
        - zupa krem z brokułów

        z głównych na taką pogodę może być:
        - chili con carne
        - shepherd pie
        - briami
        - ciecierzyca ze szpinakiem
        - curry z kalafiora i pieczarek
        - curry z kurczakiem i warzywami
        - hiszpański kurczak w pomarańczach
        -
        Deser:
        - pieczone banany nadziewane czekoladą
        - bezglutenowe ciasto dyniowe

        Możesz też zerknąć na tego bloga.
        zawsze możesz też w poszukiwnaiu inspiracji zerknąć tutaj

        tak naprawdę łatwiej by było, jakbyś powiedziała w jakim stylu ma być ta kolacja, to będzie łatwiej coś podrzucić :)

        najlepiej jeszcze jakby na przepisy zerknęła Magdalena, ale wydaje mi się, że niczego głupiego nie palnęłam
        • kis-moho Re: Bezglutenowa kolacja 12.11.12, 20:19
          > tak naprawdę łatwiej by było, jakbyś powiedziała w jakim stylu ma być ta kolacj
          > a, to będzie łatwiej coś podrzucić :)

          Niezobowiązującym, pt. dawno niewidziany kuzyn z nową żoną odwiedza dawno niewidzianą kuzynkę :o)
          Dzięki za pomysły! Jestem gapa, i w ogóle nie pomyślałam, że bbc good food ma dział "bezglutenowe". Z Twoimi pomysłami i tą stroną na pewno nie zginę.
          Nie wiem tylko, na ile powinnam uważać z przyprawami (z tego co pamiętam nie są obojętne), ale o to muszę zapytać gości.
          • agafka88 Re: Bezglutenowa kolacja 12.11.12, 20:24
            I lobbygotuje, lobbygotuje też ma przepisy bezglutenowe :)
      • szarsz Re: Bezglutenowa kolacja 12.11.12, 20:22
        Jeśli masz kokilki to na deser krem (ekstremalnie) cytrynowy:

        5 cytryn (sok + skórka)
        300 g kremówki jak najtłustszej, co najmniej 36%
        390 g cukru
        10 jaj

        wymieszać ostrożnie i podgrzać do 62 stopni (gorący, ale nie parzący) ciągle mieszając w kąpieli wodnej. To trwa dłuższą chwilę. Potem przesączyć na sicie wyłożonym gazą do pojemnika z dziubkiem.
        Nalewać ostrożnie do kokilek (8 porcji). Zapiec 25 minut w temperaturze 120 stopni. PPrzed wyciągnięciem sprawdzić, czy krem nie jest płynny. Wystudzić.

        Bezpośrednio przed podaniem posypać odrobiną cukru i skarmelizować palnikiem.


        To z książki Hestona Blumenthala "at home"
        • kis-moho Re: Bezglutenowa kolacja 12.11.12, 20:25
          > Jeśli masz kokilki to na deser krem (ekstremalnie) cytrynowy

          Szarsz, to brzmi genialnie, już mi ślinka cieknie... Zapamiętam sobie ten przepis, nie wiem, czy koniecznie na tą kolację, bo kuzyn z tego co pamiętam bierze leki na wysoki cholesterol, byłabym świnia dając mu na deser taką bombę :o) Ale brzmi fantastycznie.
          • besame.mucho Re: Bezglutenowa kolacja 12.11.12, 21:58
            Bezglutenowa i nietłusta jest też beza, bo to białka, cukier i sok z cytryny, ew. łyżeczka mąki ziemniaczanej/kukurydzianej (robiłam kiedyś bezę kiedy spotkałyśmy się z bezglutenową forumką, pamiętam, że powiedziała, że którąś z tych mąk mogę dosypać, tylko nie pamiętam którą, ale jeśli byś chciała to mogę poszukać w mailach). Krem można do niej oczywiście zrobić tłusty ;), ale nie trzeba.
            • szarsz Re: Bezglutenowa kolacja 13.11.12, 11:06
              kis-moho napisała:
              > Zapamiętam sobie ten przepis, nie wiem, czy koniecznie na tą kolację,

              No to jeszcze podpowiem, że oryginalnie krem jest wypełnieniem tarty. Do ulubionego ciasta kruchego ścierasz skórkę z połowy cytryny, podpiekasz w formie i na to przelewasz gorącą masę. Dalej bez zmian, czyli do piekarnika na 25 minut (120 stopni), a tuż przed podaniem palisz cukier.

              besame.mucho napisała:

              > Bezglutenowa i nietłusta jest też beza, bo to białka, cukier i sok z cytryny, e
              > w. łyżeczka mąki ziemniaczanej/kukurydzianej (robiłam kiedyś bezę kiedy spotkał
              > yśmy się z bezglutenową forumką, pamiętam, że powiedziała, że którąś z tych mąk
              > mogę dosypać, tylko nie pamiętam którą, ale jeśli byś chciała to mogę poszukać
              > w mailach).

              Można też nie dosypywać w ogóle, tylko ten sok z cytryny, też się pięknie trzyma (tak, to moje lenistwo wymusza te "usprawnienia" ;)

              > Krem można do niej oczywiście zrobić tłusty ;), ale nie trzeba.

              A nawet po prostu ubić śmietanę (36%), przez sitko posypać kakao i obrzucić owocami. Nie wiem czy się da chudziej :)
              • besame.mucho Re: Bezglutenowa kolacja 13.11.12, 11:14
                > A nawet po prostu ubić śmietanę (36%), przez sitko posypać kakao i obrzucić owo
                > cami. Nie wiem czy się da chudziej :)

                Tak kombinuję, że beza nieźle wchodzi z lodami :). Można by było na przykład zamiast dużej bezy zrobić małe beziki/duży ale płaski placek bezowy, pokruszyć i wymieszać z jakimś sorbetem i owocami. Taki jakby Eton mess, tylko sorbet zamiast bitej śmietany. Wtedy nie będzie tłusto, a może być bardzo smaczne. Tylko to pewnie raczej nie na tę porę roku, jakoś w taką pogodę cieplej się myśli o tej bitej śmietanie i kakao niż o zimnym sorbecie.
      • kis-moho Re: Bezglutenowa kolacja 23.11.12, 16:26
        Już po kolacji, pomyślałam, że podzielę się przepisami, bo może komuś też się przydadzą, a wyszły naprawdę świetnie.
        Przy przeglądaniu netu wpadłam na ten blog. Przepisy są świetne, myślę, że będę tam zaglądać nie tylko przed wizytami bezglutenowych gości. Zrobiłam takiego łososia, do tego ziemniaki z estragonem i zapiekane warzywa luźno oparte na tym przepisie. Plus wino i lemoniada. Nie było jesiennie :o) ale mam już trochę dość tych ciężkich przepisów. W każdym razie wszystko wyszło bardzo pyszne.
        Na deser był mus pomarańczowo-czekoladowy (tak wiem, miało być bardziej dietetycznie...(, tu przepis już nie był z netu. Z musem miałam pewien problem, ale to już chyba w oddzielnym poście, żeby nie robić bałaganu w wątku. W każdym razie bardzo polecam ten blog, nie tylko dla bezglutenowców.
    • kis-moho Mus czekoladowy (troubleshooting) 23.11.12, 16:33
      Ostatnio zrobiłam mus czekoladowo-pomarańczowy, który wyszedł co prawda bardzo pyszny, ale niezbyt wyględny. Może przyjdzie Wam do głowy co poszło nie tak, bo mus koniecznie chcę kiedyś powtórzyć.
      Wg. przepisu roztopiłam czekoladę (40%) z wodą i cukrem w łaźni wodnej. Jak się wszystko rozpuściło, dodałam skórkę pomarańczową i śmietankę, mieszałam jeszcze trochę, po czym zdjęłam z pary i dodałam żółtka. Po dokładnym wymieszaniu wszystko wróciło z powrotem do garnka, mieszałam według przepisu jeszcze koło 10 min. Miało zgęstnieć, zgęstniało trochę, ale nie jakoś dramatycznie.
      Po ostudzeniu (w temp. pokojowej, miałam nie wstawiać do lodówki) wymieszałam z ubitą pianą z białek (najpierw 1/3 piany do masy, potem całość do reszty białek). I tutaj zaczęły się schody - w masie pojawiły się małe jasne grudki. Wyglądało to dość średnio, na pewno tak nie miało być :o) Macie pomysł, co to jest? Masa była raczej chlodna, nie wydaje mi się, żeby mi się białko ścieło. Ale może jednak? Albo coś mi się wytrąciło? Po pobycie w lodówce mus był puchaty i smaczny, ale chętnie bym zrobiła go następnym razem bez tych grudek...
      • besame.mucho Re: Mus czekoladowy (troubleshooting) 23.11.12, 16:52
        A te grudki się pojawiły dopiero po dodaniu białka? Bo jeśli nie jesteś pewna, to możliwe są też warianty, że zwarzyły Ci się żółtka albo śmietanka (ja zawsze robię mus tak, że i żółtka i białka i śmietankę dodaję już do chłodnej masy).
        Bo rozumiem, że opcję że po prostu niedokładnie wymieszałaś i te białe paproszki to były kawałki piany, sprawdziłaś :) ?
        • kis-moho Re: Mus czekoladowy (troubleshooting) 23.11.12, 16:56
          > A te grudki się pojawiły dopiero po dodaniu białka? Bo jeśli nie jesteś pewna,
          > to możliwe są też warianty, że zwarzyły Ci się żółtka albo śmietanka (ja zawsze
          > robię mus tak, że i żółtka i białka i śmietankę dodaję już do chłodnej masy).

          Dopiero po dodaniu białka. Miałam spore wątpliwości przed tym dodawaniem żółtek do ciepłego, ale z nimi nic się nie stało. Dodatkowo czułam się nieco lepiej mając tylko surowe białka, a nie białka i żółtka w musie (chociaż wiem, że to bez sensu).

          > Bo rozumiem, że opcję że po prostu niedokładnie wymieszałaś i te białe paproszk
          > i to były kawałki piany, sprawdziłaś :) ?

          Sprawdziłam, mieszałam długo, grudki pozostały niewzruszone.
      • amoureuse Re: Mus czekoladowy (troubleshooting) 24.11.12, 11:39
        A ścięta śmietana? Która ujawniła się dopiero po ostudzeniu? :) nie wiem, zgaduję, ale przypomniałaś mi, że mam mus czekoladowy do wrzucenia na bloga :P
      • szarsz Re: Mus czekoladowy (troubleshooting) 24.11.12, 22:25
        A może to czekolada się zestaliła jednak? Piszesz "raczej chłodna", ale czy masa miała taką samą temperaturę, jak piana z białek?
        • kis-moho Re: Mus czekoladowy (troubleshooting) 24.11.12, 22:31
          szarsz napisała:

          > A może to czekolada się zestaliła jednak? Piszesz "raczej chłodna", ale czy mas
          > a miała taką samą temperaturę, jak piana z białek?

          Dobre pytanie. I ubita piana, i czekolada stały w tej samej kuchni, ale czy czekolada się wystarczająco schłodziła do temperatury pokojowej, nie dam głowy. Na pewno przed połączeniem była w porządku, bo jeszcze ją mieszałam. Piana powinna być w temperaturze pokojowej, jajka były już dłużej poza lodówką, plus sama piana chwilę stała.
          Męczy mnie to, bo mus bym chętnie powtórzyła, ale już bez tych grudek.
          • szarsz Re: Mus czekoladowy (troubleshooting) 24.11.12, 22:46
            Czysta czekolada ma temperaturę krzepnięcia powyżej ciepła naszych rąk, mleczna potrafi stopić się w dłoniach. Z dodatkami będzie niższa (rozpuszczenie czegokolwiek w czymkolwiek zawsze obniża temperaturę krzepnięcia) - może być, że taka masa czekoladowa ma ją w okolicach 25 - 30 stopni, więc efekt może być bardzo subtelny...
            Za małe obniżenie temperatury krzepnięcia, żeby po dodaniu piany masa wciąż pozostała półpłynna, za duże, żeby widzieć jak masa zestala się w rondlu. A Ty jesteś świetna w uzyskiwaniu efektów, o jakich autor nie ma pojęcia :D

            Ale tak tylko sobie gdybam.
            • szarsz Re: Mus czekoladowy (troubleshooting) 24.11.12, 22:48
              A w ogóle to chyba bym spróbowała wygrzebać takiego grudka i zjadła solo, żeby sie przekonać, co w nim siedzi. Albo przynajmniej rozgniotła.
            • kis-moho Re: Mus czekoladowy (troubleshooting) 24.11.12, 23:04
              > Za małe obniżenie temperatury krzepnięcia, żeby po dodaniu piany masa wciąż poz
              > ostała półpłynna, za duże, żeby widzieć jak masa zestala się w rondlu.

              To może być jakiś trop. Jak teraz o tym myślę, to przypomniało mi się, że czekolada (przed zmieszaniem z pianą) miała taki korzuch jak mleko.

              A Ty jes
              > teś świetna w uzyskiwaniu efektów, o jakich autor nie ma pojęcia :D

              To jest dobre podsumowanie ;o)
              Jak będę robić następnym razem i znowu będę miała grudki, to spróbuję się im bliżej przyjrzeć. Aczkolwiek nie wiem, czy mogłabym próbować je oddzielić, były malusieńkie - tylko było ich bardzo dużo. Jak zwarzona śmietana w sosie, tylko w dużej ilości.
              • amoureuse Re: Mus czekoladowy (troubleshooting) 25.11.12, 10:18
                o właśnie! Zwarzona, a nie ścięta :D przyczepię się jeszcze tej śmietany: miałaś zwykłą, czy UHT? Bo UHT ponoć lepiej znosi zmiany temperatury
                • kis-moho Re: Mus czekoladowy (troubleshooting) 25.11.12, 15:54
                  przyczepię się jeszcze tej śmietany: miała
                  > ś zwykłą, czy UHT? Bo UHT ponoć lepiej znosi zmiany temperatury

                  O taką. Pasteryzowana, to znaczy, że UHT, prawda? 36%, chyba standardowo.
                  • fanaberia.fanaberia Re: Mus czekoladowy (troubleshooting) 25.11.12, 16:04
                    kis-moho napisała:

                    > Pasteryzowana, to znaczy, że
                    > UHT, prawda?

                    Nie, to są inne procesy. Zasadą pasteryzacji jest nieprzekraczanie temperatury 100 stopni C. Produkty "u(c)hate" są przegrzewane powyżej 130 stopni, skutkuje to ich sterylizacją. (I guzik prawda, że nie wpływa na smak.)
                    • kis-moho Re: Mus czekoladowy (troubleshooting) 25.11.12, 16:46
                      > Nie, to są inne procesy. Zasadą pasteryzacji jest nieprzekraczanie temperatury
                      > 100 stopni C. Produkty "u(c)hate" są przegrzewane powyżej 130 stopni, skutkuje
                      > to ich sterylizacją. (I guzik prawda, że nie wpływa na smak.)

                      Zawsze byłam słaba w tych określeniach. W takim razie miałam zwykłą, nie uchatą. Rozumiem, że nastepnym razem lepiej będzie spróbować z UHT.
                      Może zrobię dwa musy w ramach kontroli? W końcu taki smaczny był :o)
                      • fanaberia.fanaberia Re: Mus czekoladowy (troubleshooting) 25.11.12, 17:02
                        kis-moho napisała:

                        > Zawsze byłam słaba w tych określeniach. W takim razie miałam zwykłą, nie uchatą
                        > . Rozumiem, że nastepnym razem lepiej będzie spróbować z UHT.

                        Sama uchatych wyrobów mlecznych unikam, bo mnie irytuje ten taki dziwny, jakby pudrowy, posmak. Ale skoro tutaj śmietana i tak jest podgrzewana i mieszana z czekoladą, a uchatość może pomóc konsystencji, to na pewno warto spróbować.

                        > Może zrobię dwa musy w ramach kontroli? W końcu taki smaczny był :o)

                        Taaak. Poświęć się w imię nauki :)
    • yaga7 Potrawa w miarę jednogarnkowa (warzywa + ?) 05.02.13, 12:51
      Szukam przepisów na jakieś fajne dania obiadowe, które by były:
      - wegetariańskie
      - łatwe i szybkie
      - z warzywami (ale bez cukinii, bakłażanów, kabaczków - przepisów z tymi warzywami jest sporo, ja ich nie lubię)
      - najlepiej z kaszą (muszę wyjeść zapasy)

      Wychodzi mi coś w stylu duszonych warzyw, do których można dodać kaszę, ale w życiu nie gotowałam niczego takiego, więc wolałabym uniknąć eksperymentowania (którego i tak nie lubię ;)).

      Macie jakieś sprawdzone przepisy?
      • turzyca Re: Potrawa w miarę jednogarnkowa (warzywa + ?) 05.02.13, 13:24
        A bierzesz pod uwage tofu?
        • yaga7 Re: Potrawa w miarę jednogarnkowa (warzywa + ?) 05.02.13, 13:35
          Tak, tofu może być :)
    • yaga7 Pierogi (francuskie) z fetą/szpinakiem 11.07.13, 11:57
      W Lidlu można teraz kupić takie pierogi z ciasta francuskiego (?) z fetą lub szpinakiem i się zastanawiam, czy można takie zrobić w domu? Gotowe ciasto francuskie można kupić, natomiast nie mam pojęcia, jak można zrobić farsz serowy lub szpinakowy. Na serowym zależy mi bardziej :)
      Czy któraś z Was robi jakieś takie pierogi?
      • kis-moho Re: Pierogi (francuskie) z fetą/szpinakiem 11.07.13, 12:07
        Ja robię, z ciecierzycą. Nie wiem, czy to dokładnie takie jak w Lidlu, ale bardzo są dobre. Bierzesz puszkę ciecierzycy, 100 g sera i 100 g szpinaku (może być świeży, może być mrożony, tylko taki trzeba wcześniej wyjąć z zamrażarki :o)). Miksujesz i już.
        • yaga7 Re: Pierogi (francuskie) z fetą/szpinakiem 11.07.13, 12:09
          A coś więcej? :)

          W sensie robisz to z normalnego czy z francuskiego ciasta?
          Jaki ser? Jakie przyprawy?
          • kis-moho Re: Pierogi (francuskie) z fetą/szpinakiem 11.07.13, 12:14
            Przepraszam, straszne skróty myślowe uprawiam.
            Ciasto francuskie, zgodnie ze specyfikacją :o) Ja robię z tego takie większe paczuszki (ciasto 270 g kroję na cztery części), ale myślę, że jak Ci się chce, można spokojnie zrobić i mniejsze pierożki. Ser feta.
            Z przypraw daję trochę słodkiej papryki, ale tylko odrobinę. I może trochę oliwy jak całość jest sucha, i tyle. Są pyszne na zimno.
            • yaga7 Re: Pierogi (francuskie) z fetą/szpinakiem 11.07.13, 12:16
              I normalnie pieczesz, tak? (Wiem, debilne pytanie ;))

              W sensie kupuję gotowe ciasto, wkładam do środka farsz i wsadzam do piekarnika?

              A mroziłaś je kiedyś?
              • kis-moho Re: Pierogi (francuskie) z fetą/szpinakiem 11.07.13, 12:19
                Wsadzam do piekarnika na jakieś 15 min przy 210 stopniach (tak piszą na moim cieście, nie wiem, czy wszystkie mają taką samą instrukcję). Jamie (bo to jego przepis) każe spód pierożków podsmażyć przez parę minut, ale mi się nigdy nie chce. Robię pakieciki z gotowego ciasta i piekę, i tyle.
                Całości nie mroziłam nigdy, tylko samo ciasto, no i szpinak :o) Nie wiem, czy to fecie dobrze zrobi, ale ja się nie znam na takich rzeczach.
                • yaga7 Re: Pierogi (francuskie) z fetą/szpinakiem 11.07.13, 12:22
                  Te lidlowe są mrożone i tam jest mrożona feta (plus inny ser i coś jeszcze), więc chyba można mrozić.

                  Po prostu jak kupię ciasto, zrobię farsz, to bez mrożenia jadłabym pewnie przez parę dni, a tak bym sobie zamroziła.

                  Muszę przetestować:)
                  • kis-moho Re: Pierogi (francuskie) z fetą/szpinakiem 11.07.13, 12:32
                    Z rolki ciasta aż tak dużo tego nie wychodzi, maks. dwa obiady. Z tym, że my sporo jemy :o)
                    Daj znać, jak wyszło z mrożeniem.
                    • yaga7 Re: Pierogi (francuskie) z fetą/szpinakiem 11.07.13, 12:49
                      Tylko w tym przypadku to jest obiad dla jednej osoby, znaczy dla mnie :) Luby żadnych szpinaków i serów typu feta nie je, ale z drugiej strony może mu podrzucę pomysł wykorzystania połowy takiej rolki do czegoś innego.
                      • kis-moho Re: Pierogi (francuskie) z fetą/szpinakiem 11.07.13, 12:55
                        Ciasto można np. pokroić na paseczki, opcjonalnie zwinąć w spiralki (trzymasz za jeden koniec, a drugim kręcisz), posypać serem, sezamem, albo i niczym nie posypywać i upiec. Jako podgryzka schodzi u nas błyskawicznie.
                        • yaga7 Re: Pierogi (francuskie) z fetą/szpinakiem 11.07.13, 14:32
                          Pycha :)

                          Ciasto francuskie uwielbiam i takie w postaci przegryzek bym jadła notorycznie, ale wtedy bym pewnie przytyła i to nieźle.
    • besame.mucho Jak dać szansę RYBIE? 11.07.13, 14:23
      Nie lubię ryb i owoców morza, chyba najbardziej ze wszystkich możliwych składników. Przy tym są to jedyne rzeczy, których nielubienie traktuję jako problem i chciałabym lubić. Bo raz, że zdrowe, a dwa, że w miejscach, które są moimi ulubionymi miejscami podróży, w każdej knajpce jest bogactwo świeżych ryb i niewiele innych rzeczy.
      Jak się przekonać do ryby? Macie jakieś sprawdzone przepisy, w których rybę niespecjalnie czuć ;), żeby od takich zacząć? Albo umiecie powiedzieć które ryby mają smak i zapach w miarę delikatny?
      Kupiłam sobie dziś na próbę pstrąga, opakowałam go w 5 siatek i wsadziłam do lodówki. Wsadzę w niego kilka plasterków cytryny, świeżą kolendrę (bo smak mocny, hłe hłe), przyprawię i upiekę w folii. Ale czuję, że to będzie skok na głęboką wodę, który może się nie powieść, więc zawczasu pytam o mniej smakujące rybą przepisy, żeby się od razu po pierwszym razie nie zniechęcić.
      • kis-moho Re: Jak dać szansę RYBIE? 11.07.13, 14:28
        Ryby mogą być naprawdę pyszne, myślę, że warto spróbować :o)
        A co Ci najbardziej przeszkadza? Zapach, smak, konsystencja?
        Pstrąg to bardzo dobry pomysł moim zdaniem. Możesz go jeszcze owinąć jakimś boczkiem dla równowagi. A może paella z kawałkami ryby? Żeby nie było za dużo od razu? A jak z sushi?
        (W ogóle to drugi już raz udzielam się dziś w tym wątku, koniec świata nadchodzi, żebym ja komuś w kuchni doradzała...)
        • besame.mucho Re: Jak dać szansę RYBIE? 11.07.13, 14:33
          > A co Ci najbardziej przeszkadza? Zapach, smak, konsystencja?

          Wszystko jednocześnie. Dlatego traktuję jako najbardziej nielubianą rzecz, w innych zazwyczaj umiem wybrać jedną z tych rzeczy ;).

          > A może paella z kawałkami ryby? Żeby nie było za dużo od r
          > azu? A jak z sushi?

          O, paella to dobry pomysł. Zaleję dużą ilością wina, sypnę dużo szafranu i wrzucę dużo warzyw, może nie zauważę ryby. Sushi odpada całkowicie, nie znoszę.

          > (W ogóle to drugi już raz udzielam się dziś w tym wątku, koniec świata nadchodz
          > i, żebym ja komuś w kuchni doradzała...)

          :D
      • yaga7 Re: Jak dać szansę RYBIE? 11.07.13, 14:31
        A łosoś?

        Łososia kocham :) W wersji grillowanej albo w wersji z makaronem i białym sosem.

        Natomiast żadne pstrągi z głowami mi nie wchodzą, nie lubię takich ryb i nie zamierzam się do nich przekonywać ;)
        Tak samo nie wchodzą mi żadne zupy z rybami, ryby na zimno typu tuńczyk w sałatce, ryby w sosach typu ryba po grecku. Co to, to nie.
        Ale grillowany łosoś.... ;)

        A wędzone ryby? Tylko one pachną rybą, więc to może być problem.
        • kis-moho Re: Jak dać szansę RYBIE? 11.07.13, 14:36
          A łosoś nie jedzie mocno rybą? Ja bardzo lubię, ale wydał mi się mocno rybiasty jak na początek.
          (Yaga, jak lubisz łososia, to bardzo polecam domowego gravlaxa. Besame na razie nie polecam, to naprawdę jest rybiaste danie ;o)
          • yaga7 Re: Jak dać szansę RYBIE? 11.07.13, 14:52
            O nie, łososia jadam wyłącznie na ciepło :) W postaci grillowanej lub wędzonej na gorąco (wtedy odgrzewam).
            Tego typu gravlaxy i insze próbowałam, ale nie smakują mi - będą smakować dopiero po ociepleniu i ścięciu się białka. Np. w jajecznicy czy z makaronem.
        • besame.mucho Re: Jak dać szansę RYBIE? 11.07.13, 14:36
          > A łosoś?

          Oj nie, łososiowi próbowałam dać szanse, bo wydawało mi się, że to taka ryba jak kurczak ;), to da radę. Ale strasznie mi nie smakuje, dlatego tym razem postanowiłam spróbować takiej z głową i w ogóle.

          > A wędzone ryby? Tylko one pachną rybą, więc to może być problem.

          Zgiń przepadnij ;). U mnie na działce jeden pan sprzedaje wędzone ryby, podobno pyszne. Jak mój były facet sobie kupował, to kazałam mu sobie kupować porcję na jeden raz i jeść ją na werandzie, bo jak mi to odkładał do lodówki, to nie byłam w stanie wejść do kuchni. Ja w ogóle wędzonych rzeczy nie lubię, a jak to w dodatku ryba, to już jest hardcore.
          • yaga7 Re: Jak dać szansę RYBIE? 11.07.13, 14:54
            Hmm, to może jesteś jak moja mama, która zapach każdej ryby wyczuje z odległości kilometra ;) No i nie je ryb - wyjątkiem jest panga i ryba maślana, ale to i tak zjada baaaardzo rzadko. Obie ponoć nie śmierdzą rybą, no ale panga jest taka sobie z różnych względów.
          • jul-kaa Re: Jak dać szansę RYBIE? 11.07.13, 21:53
            besame.mucho napisała:
            > Jak mój były facet sobie kupował, to kazałam mu sobie kupować porcję n
            > a jeden raz i jeść ją na werandzie, bo jak mi to odkładał do lodówki, to nie by
            > łam w stanie wejść do kuchni.

            Nie tylko facetowi kazałaś ;)
            • maggianna Re: Jak dać szansę RYBIE? 11.07.13, 23:37
              Tez bym kazała :-) jeszcze musiałby sie porządnie umyć zanim wpuscilabym do domu :-) Nawet talerzy po rybie nie jestem w stanie umyć.

              Dorsz jest dla mnie tez wyjątkowo intensywny w zapachu, jak ja sie nameczylam mieszkając w Portugalii - ten dorsz to dla nich nie ryba, upewnialam sie ze danie jest bez ryby a tu wjeżdża dorsz :-) Koleżanka sie kiedyś śmiała ze jezeli trafilabym do piekła to u mnie piekło byłoby sklepem rybnym, samo zbliżanie sie do działu rybnego w supermarkecie powoduje odruch wymiotny - nie znam nikogo kto miałby tak intensywna reakcje jak ja, nie wiem skąd to sie bierze.
      • maggianna Re: Jak dać szansę RYBIE? 11.07.13, 14:37
        Ryb ani owocow morza nie jadam - smak jak smak ale przeszkadza mi zapach - na nic tlumaczenia ze swieza ryba nie pachnie - dla mnie smierdzi i juz, wyczuwam nawet kawaleczek ryby w duzej porcji.
        Ale jadam tunczyka i lososia - tunczyk z puszki i tylko firmy Calvo (w zalewie naturalnej lub oliwie z oliwek) i lososia wedzonego na goraco dostarczanego przez wedzarnie spod Warszawy - losos najbardziej smakuje mi z cytryna. Probowalam innego tunczyka i innego lososia i wszystkie inne smierdza :-) Losos z tej wedzarni (prowadzonej przez Norwega) jest rewelacyjny, zajada sie nim pol mojej firmy - robimy srednio raz na tydzien zamowienie nawet i kilkunastu kg roznych ryb (bo maja tez i wedzonego pstraga i tatara z lososia i surowego lososia).
        • yaga7 Re: Jak dać szansę RYBIE? 11.07.13, 14:55
          A ta wędzarnia wysyła w Polskę? A jak tak, mają jakąś stronę netową?
          • maggianna Re: Jak dać szansę RYBIE? 11.07.13, 15:19
            Wedzarnia dostarcza ryby do restauracji, w sklepach ich nie ma, u nas przy wiekszym zamowieniu dowoza do biura.
            Wedzone ryby czasem przyjezdzaja jeszcze cieple - to zupelnie inny produkt niz jakiekolwiek wedzone ryby ktore widzialam w sklepach. Kupuje u nich od kilku lat, na wszelkie swieta, imprezy rodzinne i 2,5 kg losos znika w 2 dni :-)
            www.ckfish.pl
            • yaga7 Re: Jak dać szansę RYBIE? 11.07.13, 15:34
              Dzięki za linka. Napiszę do nich, może sprzedają detalicznie albo mi podeślą jakieś namiary.

              Dla mnie niedoścignionym ideałem pozostanie wędzony łosoś z targu w Helsinkach :)
              • maggianna Re: Jak dać szansę RYBIE? 11.07.13, 15:40
                Mysle ze standard moze byc podobobny bo w firmie zajadaja sie nim wszyscy Skandynawowie, poludniowcy zreszta tez ale oni wola wedzonego na zimno. To co ja kupuje to filet wedzony na goraco bez osci - to jest cala ryba (zdjecie nr 11 w ich galerii), w srodku jest bialo-rozowy, rewelacja, wczoraj wlasnie skonczylam jedzenie 2.5 kg fileta ktory dostarczyli w zeszly czwartek ;-)
      • zawsze_zielona Re: Jak dać szansę RYBIE? 11.07.13, 14:50
        A tunczyk? Nie jadlam sama, ale slyszalam, ze kawalek swiezego tunczyka to takie "prawie" mieso. Wlasnie tunczyka tez polecano mojemu nie lubiacemu ryb mezowi.
        • maggianna Re: Jak dać szansę RYBIE? 11.07.13, 15:20
          Probowalam pare razy steka z tunczyka (swieza ryba nad oceanem w PT) i wyglada to to jak mieso ale nadal strasznie smierdzi ryba - dla mnie niestety nie do przelkniecia.
          • turzyca Re: Jak dać szansę RYBIE? 11.07.13, 19:47
            maggianna napisała:

            > Probowalam pare razy steka z tunczyka (swieza ryba nad oceanem w PT) i wyglada
            > to to jak mieso ale nadal strasznie smierdzi ryba - dla mnie niestety nie do pr
            > zelkniecia.

            A to ciekawe, bo ja ostatnio jadlam stek z tunczyka w Berlinie, a dzien mialam taki, ze wszystko mnie obrzydzalo, zadne mieso, zadne curry, zaden ser o mocniejszym smaku, wszystko fuj. Ryba po obrobce cieplnej wydawala mi sie akceptowalna, ale nie mogl byc to losos, w efekcie szalenczego wyboru dostalam stek z tunczyka. I bylam rozczarowana jego niska "rybnoscia", ani nie smakowal, ani nie pachnial ryba.
            Przy czym ja do ryb mam inny stosunek, w okresie scislego wegetarianizmu mialam omamy rybne, widzialam te ryby wszedzie, gdzie sie tylko dalo i snily mi sie po nocach.



            Ale moze to roznica miedzy swiezym stekiem na brzegu oceanu, a ryba z mrozonki na brzegu Szprewy.
      • kis-moho Re: Jak dać szansę RYBIE? 11.07.13, 15:15
        Tak sobie jeszcze myślę - może raczej ryba gotowana na parze/w folii niż smażona? Smażona wydaje mi się bardziej pachnie rybą.
        Przyszły mi do głowy jeszcze dwie rzeczy:
        - ryba z warzywami
        Dowolny filet z ryby układasz na folii aluminiowej, na tym układasz warzywa dowolne (marchewka + por + cebula, albo czerwona cebula + szalotka + czosek), zalewasz białym winem, posypujesz ziołami, zawijasz paczuszkę i wstawiasz do 180 stopni. W zależności od ilości i smaku warzyw ryba może być mniej wyczuwalna.
        - kotleciki rybne
        Przepuszczasz rybę przez maszynkę, dodajesz różne pierdółki typu rosół, masło, pokruszona bułka, jajka, koperek itp (szczegóły musiałabym sprawdzić). Potem z tego robisz klopsiki i smażysz. Moim zdaniem to smakuje jak delikatniejszy kurczak, z tym, że ja nie jestem mega wyczulona na rybne aromaty. Za to roboty jest od groma, czekać trzeba jeszcze w międzyczasie.
      • besame.mucho Re: Jak dać szansę RYBIE? 11.07.13, 15:24
        Dzięki za wszystkie rady. Na razie okazało się, że zapomniałam, że zużyłam kolendrę, więc wyładowałam pstrąga cytrynami i tymiankiem, posmarowałam oliwą, zapakowałam w folię aluminiową i się piecze. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
        Trochę dziwnie się czuję przygotowując jedzenie, które na mnie patrzy!
        • jul-kaa Re: Jak dać szansę RYBIE? 11.07.13, 21:58
          Czytałam z wypiekami na ryju, drżałam z ciekawości, co ta patrząca ryba zrobi Besame, a tu... nic! Wykitowała nam Besame od rybiego zapachu?
          • besame.mucho Re: Jak dać szansę RYBIE? 12.07.13, 07:54
            > Wykitowała nam Besame od rybiego zapachu?

            Otóż prawie ;). Zjadłam tak z 1/3 ryby względnie bezboleśnie, może nie ze smakiem, ale bez dramatu. Już zdążyłam pomyśleć "o, może mi przeszła awersja do ryb?", aż tu nagle, dosłownie z kęsa na kęs, dopadła mnie moja typowa reakcja na zapach jakiejkolwiek ryby, czyli odruch wymiotny. Resztę pstrąga musiałam wywalić, bo źle by się to skończyło.
            • maggianna Re: Jak dać szansę RYBIE? 12.07.13, 11:20
              Podziwiam i gratuluje odwagi! 1/3 ryby to wielki sukces!
            • teresa104 Bo chyba rzuciłaś się na głęboką wodę 12.07.13, 13:16
              jak się ma po prostu rybę, wyglądającą jak ryba, woniejącą jak ryba, a się nie lubi ryb, to raczej trudno o inny wynik, tak mi się wydaje. To tak jakbym ja, nielubiąca owoców morza i zup kremów, zrobiła sobie zupę krem z owoców morza i miała zamiar w ten sposób polubić morskie robale i papki:) Trzeba stopniowo jakoś, jakoś zachachmęcić, choć ciężko chachmęcić siebie samego.
              A może się nie zmuszaj? Może ta awersja z czegoś się bierze?
              • besame.mucho Re: Bo chyba rzuciłaś się na głęboką wodę 12.07.13, 20:58
                > trzeba stopniowo jako
                > ś, jakoś zachachmęcić, choć ciężko chachmęcić siebie samego.

                Ano, od następnego podejścia będę chcchmęcić :).

                > A może się nie zmuszaj? Może ta awersja z czegoś się bierze?

                Dam sobie jeszcze kilka szans, bo naprawdę chciałabym lubić ryby i/lub owoce morza, głównie ze względu moich wyborów jeśli chodzi o kierunku wakacyjne. Jak się nic nie będzie zmieniało, to z żalem odpuszczę.
                • slotna Re: Bo chyba rzuciłaś się na głęboką wodę 12.07.13, 22:27
                  A moze chowder? Trzeba poddusic na masle pokrojone w drobna kostke warzywa (marchewka, cebula, ziemniaki, pietruszka, brokuly, co kto lubi), zalac bulionem, dodac kawalki ryb i owocow morza i smietane. Ja to robie na rosolku rybnym, ale mozna i bez, jak sadze :) Smietana musi byc nie kwasna.
      • mniickhiateal Re: Jak dać szansę RYBIE? 11.07.13, 15:29
        Jak nie lubisz, to może być kiepsko niezależnie od przepisu. Niektórzy tak mają i już, moją babcię odrzuca na kilometr od każdej ryby poza wigilijnym karpiem, żeby daleko nie szukać.

        Ale jeśli jednak chcesz spróbować, to jak dla mnie najlżejszy przepis na pstrąga (i mój zresztą ulubiony), to nie pieczenie, ale uduszenie go w folii czy innym rękawie piekarnikowym. Wkładam do środka natkę pietruszki, trochę soli i masła, na spód folii pod trupka pokrojoną marchewkę i pietruszkę (korzeń znaczy), po 10-15 minutach jest gotowy i boski. Pasują bosko młode ziemniaki z koperkiem, posiekane jajko na twardo też.
      • teresa104 Byłoby łatwiej wymyślać, 11.07.13, 16:42
        gdybyś wypisała, czego jeszcze nie jesz.
        Wydaje mi się, że najmniej rybi jest dorsz i flądra, najmniej je czuć. Do tego dorsz ma duże filety, grube ości, które łatwo usunąć. Tuńczyk ma konkretne mięso, też możesz spóbować.

        Ja bym zaproponowała paprykarz z filetem z dorsza - dusisz w rondlu cebulę, paprykę czerwoną, pomidory, (co Ci tam przyjdzie do głowy), zasypujesz łychą czerwonej słodkiej papryki suszonej, zalewasz winem, jak warzywa się rozpulchnią, można zabielić śmietaną (ja nie zabielam, za to daję masło do duszenia), w to wkładasz delikatnie filet dorszowy, przykrywasz i na wolnym ogniu bez mieszania zostawiasz na 20 minut. Danie gotowe.

        Możesz z kostkami ryby zrobić żółte curry, tylko rybę dawaj na końcu, bo małe kostki szybko się rozpadną.

        Rybę bardzo odrybia czosnek, nać pietruszki, koper, rozmaryn, do pieczenia możesz owinąć rybę w plastry szynki parmeńskiej.

        Rozumiem awersję pokarmową, sama nie lubię owoców morza, próbowałam i odpadłam, czuję tylko gluty, gąbki lub gumiaste robale. Podobnie ze względu na konsystencję nie znoszę zup kremów (poza własną pomidorową), zjem, ale cierpię, z każdą łyżką mam myśl, czy to się utrzyma w w środku, czy wystrzeli pod ciśnieniem, a zupy kremy zwykle serwują na różnych oficjałkach. Ale ryb jem tyle, że chyba się z nich składam.
        • sbarazzina Re: Byłoby łatwiej wymyślać, 11.07.13, 19:13
          Ja za Teresa polece curry. Robie takie w stylu tajskim - z mlekiem kokosowym, warzywami jakie mam w lodowce (cukinia, pieczarki, papryka), na sam koniec dodaje pokrojonego w kawalki fileta z dorsza i krewetki. Posypuje kolendra juz na talerzu.
          Moim zdaniem ryby nie czuc :)

          ---
          Mam staniki na zbyciu, różne rozmiary:
          tnij.org/staniki01
      • szarsz Re: Jak dać szansę RYBIE? 13.07.13, 17:58
        Ja na ten przykład nie cierpię gotowanej ryby, praktycznie w każdej postaci. U mojego męża je się galaretę rybną na wigilię, nie muszę chyba mówić, co czuję, jak ich widzę, jak jedzą? Fuj, słodkie, jadące karpiem, nie wiem, jak toto można w siebie wmusić. A próbowałam, co najmniej kilka razy.

        Ale znalazłam jedną zupę rybną, którą lubię bardzo bardzo. Nazywa się to cacciucco i pochodzi z toskanii i właściwie niekoniecznie to zupa - ja ją poznałam jako zupę, ale też może być bardziej gęsta, taki eintopf. Bywa z selerem naciowym, pomidorami, papryką, oliwkami.
      • coeur_de_boeuf Re: Jak dać szansę RYBIE? 13.07.13, 18:26
        Zgrabny filecik z dorsza polecam ci obsmazyc w sklarowanym masle, nie nalezy stosowac zbyt duzego ognia do tej operacji. Ma sie smazyc powoli. Mozna skropic lekko cytryna, do przyprawienia wystarcza sol i pieprz. Solic juz na patelni, niezbyt obficie. Do tego sos beurre blanc i puree ziemniaczane.
    • lavaenn wołowina dla początkujących - help? 12.07.13, 20:30
      Nie jestem jakaś specjalnie mięsna, raz na miesiąc pierś kurczaka (z wykrojonymi wszystkimi błonkami i żyłkami, oczywiście), częściej ryby, a tu nagle... zapałałam miłością do wołowinki. I w knajpach rzucam się na carpaccio, stek, po burgundzku.
      No to chyba nadchodzi pora żeby zmierzyć się z tematem w domu ;) Generalnie gotuję z zamkniętymi oczami i mocno kreatywnie, ale w kwestiach "podstawowych" bywam bezradna - jak mam ugotować jajko na miękko, to dzwonię do mamy...
      Więc co z tą wołowiną zrobić, żeby było w miarę prosto, smakowało mięsem i ciężko było spaprać?
      • besame.mucho Re: wołowina dla początkujących - help? 12.07.13, 20:56
        > Więc co z tą wołowiną zrobić, żeby było w miarę prosto, smakowało mięsem i cięż
        > ko było spaprać?

        Jak dla mnie jak prosto, szybko i ze smakiem mięsa, a nie sosu, to stek albo burger. W jednym i drugim przypadku najtrudniejsze zadanie czeka Cię przed przygotowaniem potrawy, a nie w trakcie, bo musisz zdobyć porządną wołowinę z mięsnej krowy, a nie to, co jest w większości sklepów. Później już trudno coś popsuć :)
        • bebe.lapin Re: wołowina dla początkujących - help? 31.08.13, 23:27
          A co zrobic, zeby nie byla twarda? Co prawdo ostatnio kupilam sobie tajine i przyrzadzona w tym cudzie nie lamie zebow, ale chcialabym miec i inne sposoby przygotowania w zanadrzu.
          • pierwszalitera Re: wołowina dla początkujących - help? 01.09.13, 12:43
            bebe.lapin napisała:

            > A co zrobic, zeby nie byla twarda? Co prawdo ostatnio kupilam sobie tajine i pr
            > zyrzadzona w tym cudzie nie lamie zebow, ale chcialabym miec i inne sposoby prz
            > ygotowania w zanadrzu.

            Wołowina jest mięsem kapryśnym, jak potraktujesz ją zbyt wysoką temperaturą, to mięso stanie się błyskawicznie twarde jak podeszwa. Dlatego do krótkiego smażenia koniecznie przykręcić ogień. Wrzuć na wolniutko podgrzewający się tłuszcz kawałek skórki od chleba, lub cebulki, jak zaczną robić się wokół delikatne pęcherzyki, to temperatura jest dobra. I taka powinna zostać prze cały czas smażenia. Jeżeli chcesz by mięso się mocniej przyrumieniło, to lepiej dłużej smażyć na jednej stronie i nie odwracać zbyt szybko, ale nie podkręcać temperatury, bo mięso zacznie się spalać i/albo jednocześnie tracić wodę, stanie się łylkowate i twarde. Oczywiście ważna jest też jakość mięsa. Do krótkiego smażenia mięso nie powinno być zbyt chude, takie marmurkowe jest najlepsze. Perfekcyjny befsztyk wołowy robisz tak: Plastry mięsa o grubości mniej więcej 3cm smażysz (najlepiej na wyklarowanym maśle, tłuszcz nie może pryskać, patrz wyżej) 2 minuty z każdej strony. Następnie wkładasz do nagrzanego piekarnika o temperaturze 90 stopni na 7 minut, gdy chcesz befsztyk medium (lekko różowy), albo na 10 minut, gdy befsztyk ma być bardziej wysmażony. Sól i pieprz daje się na koniec.
            W kuchni azjatyckiej można do skruszenia mięsa użyć marynat z dodatkiem świeżego imbiru, tylko nie należy trzymać mięsa w nich zbyt długo, najwyżej kilka godzin, inaczej białko zacznie się się pod wpyłwem enzymów w imbirze denaturyzować. ;-) Także dodanie pod koniec smażenia świeżego ananasa robi mięso miększym.

            Ze starego wołu też można zrobić dobre rzeczy, trzeba tylko je długo dusić. Jako Ślązaczka dam się zabić za rolady, czyli zrazy zawijane z boczkiem, ogórkiem, cebulką i musztardą. Duszone do miękkości i prawie rozpadania się mięsa. :-)
            Mięso wołowe da się też fantastycznie skruszyć w kwaśnej zalewie. Zagotować ocet z wodą (pół na pół) z korzennymi przyprawami (liście laurowe, ziele angielskie, pieprz, goryczca, pieprz, goździki itp.), dodać do tego jeszcze cebulkę, ząbek czosnku, kawałki warzyw (merchewka, seler, pietruszka). Zalać wystudzoną zalewą kawałek wołowej pieczeni, tak by mięso było całe w płynie (naczynie nierdzewne, albo woreczek foliowy) i włożyć do lodówki na 3-4 dni. Po przegryzieniu, wyjąć z zalewy (nie wylewać, tyko przecedzić i użyć do podprawienia sosu), osuszyć ręcznikiem papierowym, osmażyć lekko na tłuszczu z cebulką, dodać trochę zalewy i dusić do miękkości pod przykryciem. Mięso będzie kruchutkie i ciekawe w smaku. Zamiast octu można użyć czerownego wina (albo pół na pół), ma się wtedy pieczeń burgundzką. Kwaśność sosu można regulować ilością dodanej zalewy, jak ktoś nie lubi zbyt kwaśno dodaje do duszenia wodę. W Niemczech do sosu na koniec dodaje się rodzynki, sos robi się kwaśno-słodki. To tutaj tradycyjna potrawa i dla wielu Niemców smak dzieciństwa i niedzielnych obiadów. Zamiast rodzynków można użyć suszonych śliwek lub odrobiny cukru.
            A jak już w ogóle nie umiemy przyrządzać wołowiny i zawsze wychodzi nam twarda, to mięso po prostu zmielić i użyć w ten sposób. Mielone mięso nie musi być przecież z kawałków gorszej jakości. Z mielonej wołowiny można usmażyć befsztyki mielone z cebulką, zrobić sos boloński do makaronu, chili con carne albo domowe, luksusowe hamburgery. Albo szwedzkie köttbullar, małe smażone klopsiki w sosie śmietankowym z koperkiem. Ja lubię też rosół ugotowany na wołowinie. Ugotowane wolno w rosole mięso można podawać w cieńkich plastrach też z sosem chrzanowym. Gotowane mięso wołowe jest też znakomite w jednodaniowych gęstych zupach jarzynowych, szczególnie tych z fasolką szparagową.
            • bebe.lapin Re: wołowina dla początkujących - help? 01.09.13, 13:45
              Dziekuje pierwszalitero, od samego czytania Twoich przepisow slinka cieknie. :) A jesli naucze robic zrazy, to bede wniebowzieta, musze zabrac sie co szybciej za nauke.
          • azymut17 Re: wołowina dla początkujących - help? 01.09.13, 13:38
            bebe.lapin napisała:

            > A co zrobic, zeby nie byla twarda?

            Pierwszalitera wcześniej podała przepisy, więc dodam tylko zasadę wpajaną mi wielokrotnie: nie solić wołowiny, dopóki nie będzie gotowa (usmażona, upieczona itp.)!
          • maggianna Re: wołowina dla początkujących - help? 01.09.13, 20:52
            Wołowine nalezy przyrządzać bardzo krótko lub bardzo długo - na steki kilka/kilkanaście minut tak jak pisała Pierwszalitera, trzymana za długo twardnieje i potem zostaje juz dłuższe duszenie.

            Najłatwiejsza i najsmaczniejsza dla mnie jest duszona (ale nie dusze poledwicy bo żal) - pokrojona w plastry wolowine obsmazam chwile z obu stron, przekładalam do naczynia zaroodpornego, podlewam woda, wrzucam pokrojona cebulę i 2/3 suszone papryczki chilli. Dolewam kieliszek wina czerwonego lub setkę wódki i do piekarnika - po 2-3 godzinach jest gotowa, miękka i delikatna az sie rozpada.
            • bebe.lapin Re: wołowina dla początkujących - help? 01.09.13, 22:08
              Aaa, jeszcze jedno pytanie-taka smazona kilka minut nie bedzie przypadkiem splywala krwia? Bo ja niestety niczego z najmniejsza kropelka owej lub czerwonego w srodku nie zjem.
              • akna Re: wołowina dla początkujących - help? 01.09.13, 22:35
                z całą sympatią, wysmażona wołowina to profanacja dla tego mięsa - szczególnie jeśli chodzi o steki ;))

                Dodam jeszcze, że dobrze jest smażyć mięso, które nie jest wyjęte prosto z lodówki, a poleży sobie godzinę w temperaturze pokojowej.
              • pierwszalitera Re: wołowina dla początkujących - help? 02.09.13, 11:05
                bebe.lapin napisała:

                > Aaa, jeszcze jedno pytanie-taka smazona kilka minut nie bedzie przypadkiem sply
                > wala krwia? Bo ja niestety niczego z najmniejsza kropelka owej lub czerwonego w
                > srodku nie zjem.

                Jeżeli mięso nie jest za grube, to już po krótkim smażeniu przestaje być "po angielsku". W moim przepisie (2 minuty z każdej strony na patelni plus 7 minut w piekarniku) już praktycznie jest bez krwi, tylko trochę różowe. 10 minut jest dla mnie osobiście już zbyt suche, chociaż nie przepadam za surową wołowiną i w restauracji zamawiam mój befsztyk zawsze medium, nie surowy, ale też nie całkiem wysmażony. Możesz oczywiście robić befsztyki też bez piekarnika. Mięso smażone 2 minuty z każdej strony jest w środku jeszcze krwiste i prawie surowe, 3 minuty ciągle jeszcze mocno różowe, po 4 minutach takie jak lubią koneserzy, po 5 minutach soczyste, ale już nie różowe. Dłużej to coś dla zwolenników bardziej wysmażonego mięso, ale radziłabym po prostu wypróbować, aż znajdziesz swój czas smażenia, bo wiele zależy też od kuchenki i patelni.
              • szarsz Re: wołowina dla początkujących - help? 02.09.13, 11:22
                bebe.lapin napisała:

                > Aaa, jeszcze jedno pytanie-taka smazona kilka minut nie bedzie przypadkiem sply
                > wala krwia? Bo ja niestety niczego z najmniejsza kropelka owej lub czerwonego w
                > srodku nie zjem.

                Całkiem brązowy w środku stek jest twardy, chyba ze masz wybitną wołowinę, to nawet well done jest jadalny.
                Ale stopień wysmażenia na well done łatwo sprawdzić dotykając mięsa, bo staje się twarde i przestaje się poddawać próbom nacisku na patelni. Po prostu spróbuj, dotykając mięsa co jakiś czas, na 100% zauważysz różnicę. Jeśli jeszcze stek będziesz mieć odpowiedniej grubości (3 cm), to zobaczysz też z boku, jak znika różowy kolor.


                Tak jak Pierwszalitera napisała, lepiej zmniejszyć ogień i smażyć spokojnie, na mniejszym ogniu, będziesz mieć wtedy czas i na obracanie i na spokojne przyjrzenie się mięsu. Przysmażyć spokojnie się zdąży, a jak nie zdąży, to wystarczy dodać łyżeczkę zwykłego (nieklarowanego) masła na wierzch, rozpuści się, spłynie na dół i pięknie podkoloruje mięso. Ja tak wolę, najpierw wysmarować steki oliwą, obsypać grubym pieprzem i kłaść na suchą patelnię, a potem, pod koniec smażenia, dodać masło.
                Steki trzeba też wyciągnąć wcześniej z lodówki, żeby zmniejszyć różnicę temperatur między patelnią a wnętrzem.
      • balbina11 Re: wołowina dla początkujących - help? 05.11.13, 12:54
        Uwielbiamy z M wołowinę. Z polędwicy robię steki, grube i krwiste, tatar. Ostatnio został mi "ogon" polędwicy. Pokroiłam na cienkie plastry, obsmażyłam na klarowanym maśle, wsadziłam w ciabattę z rukolą, mozzarellą, suszonymi pomidorami i świeżą bazylią. Boskie śniadanie!
    • ederlezi1981 Raki 28.08.13, 21:45
      Kupiłyśmy z mamą przyjaciółki kilogram mrożonych, gotowanych raków w zalewie koperkowej. Z Ikei rzecz jasna :) Skorupiaki lubimy, ja raka jednego raz jadłam w tejże Ikei i generalnie był to homar rozmiaru nano. Niby mamy ulotkę pt. "jak jeść raka", ale może jakieś inspiracje, prócz rieslinga, który wydaje się być nieodłącznym towarzyszem :)
      • akna Re: Raki 29.08.13, 07:56
        Nie mogłam się powstrzymać z tym starociem ;-)
        Instruktaż...
        On : No to zacznijmy kochanie. Najpierw usiądźmy sobie wygodnie.
        Ona: Dobrze. A teraz powiedz mi jak to się robi? Tyle o tym słyszałam od koleżanek.
        On : Najpierw weź go do ręki.
        Ona: Ale obleśne!!!
        On : Zapewniam Cię, nie ma w tym nic obleśnego. Chwyć go za główkę jedną ręką.
        Ona: Tak... I co dalej?
        On : Tak, a później pociągnij druga ręką.
        Ona: Ach tak!
        On : No właśnie, widzisz jak dobrze idzie?
        Ona: I co teraz?
        On : Teraz possij.
        Ona: No Ty chyba żartujesz???
        On : Nie, nie żartuje. Zacznij ssać.
        Ona: Obleśne. Naprawdę ludzie tak robią???
        On : Tak.
        Ona: Jesteś pewny?
        On : Tak, mówiłem ci że jestem doświadczony. Dla mnie to nie pierwszy raz. Uwierz mi. Possij chwilę.
        Ona: (ssie) Hmmmmmmmm...
        On : No, co uważasz?
        Ona: Słonawy w smaku.
        On : No, to chyba dobre nie?
        Ona: Nawet nie głupie. I co teraz?
        On : Teraz rozsuwasz nóżki.
        Ona: Co!!! Co ty powiedziałeś???
        On : Rozsuwasz nogi.
        Ona: Tak miałes na myśli?
        On : Tak, tylko musisz bardziej odgiąć nogi bo będzie ciężko dojść. Pokażę ci.
        Ona: Aaa, rozumiem.
        On : Właśnie. I znowu bierzesz go w rączkę.
        Ona: Hmmm...
        On : Jak go już wyciągniesz to wsadzasz go do buzi.
        Ona: Taaak.
        On : Ooo, własnie tak.
        Ona: A co zrobić z tym żółtawym? To też się połyka?
        On : Zależy od upodobania. Można połknąć jak się chce.
        Ona: Sprobuje....Hmmmm.... PYCHAAA!!!
        On : Hmm, no nie głupie.
        Ona: ---
        On : Popatrz teraz na mnie. Spróbuje wyciągnąć to różowe palcami.
        Ona: Ooooo?
        On : Czasem są małe problemy. Można sobie wtedy pomóc ustami.
        Ona: Hmm...
        On : Można też trochę possać, to czasami pomaga.
        Ona: (suck) Hmmmmmmmmmmmm
        On : Aaa. Teraz poszło.
        Ona: Taaak, czułam.
        On : I jak? Smaczne było?
        Ona: Muszę się przyznać że jest to nie głupie.
        On : Chcesz więcej?
        Ona: Tak, chętnie. Powiedz mi tylko, czy to musi być tak cholernie skomplikowane???
        On : No, kochanie, ja ci na to nic nie poradzę. Tak się je raki...
        • ederlezi1981 Re: Raki 30.08.13, 01:14
          :)
          Podgrzałyśmy w sosie własnym, zjadłysmy wspomagając się ręcznikami papierowymi i rieslingiem. Dobre, nawet bardzo.
    • azymut17 co zrobić z 1 kg polędwicy wołowej? 31.08.13, 19:29
      Przypadkowo weszła w moje posiadanie polędwica wołowa w ilości 1 kg. Co można z niej wyczarować obiadowego, co będą jeść również dzieci? Do głowy przychodzą mi tylko smażone befsztyki, ale to pewnie tylko z połowy, resztę musiałabym zamrozić...
      • mniickhiateal Re: co zrobić z 1 kg polędwicy wołowej? 31.08.13, 20:33
        azymut17 napisała:

        > Przypadkowo weszła w moje posiadanie polędwica wołowa w ilości 1 kg. Co można z
        > niej wyczarować obiadowego, co będą jeść również dzieci? Do głowy przychodzą m
        > i tylko smażone befsztyki, ale to pewnie tylko z połowy, resztę musiałabym zamr
        > ozić...

        Jeżeli jest prawdziwie dobra, to może zrób sobie mniam, mniam, w sosie teriyake? Jest (przy nieoczywistym założeniu, że masz w lodówce te liczne japońskie składniki) proste w przyrządzeniu, bardzo dobre, i nie alienująco egzotyczne. Tutaj jest b. klasyczny porządny przepis w języku language, z filmikiem instruktażowym:
        video.about.com/japanesefood/How-to-Make-Beef-Teriyaki.htm?p=1
        Tylko że w sumie do tego nie pasuje nic poza porządnym ryżem przyrządzonym po japońsku, co wymaga co nieco skupienia na opisanej tutaj technice, cierpliwości i również porządnego ryżu (aktualnie używam Okomesan z Kuchni Świata, jest z braku laku nawet akceptowalny):
        www.justhungry.com/2003/11/japanese_basics_1.html
        W ostateczności może makaron ryżowy by się nadał, ale trochę szkoda.

        Po namyśle dochodzę do wniosku, że niekoniecznie może Ci się chcieć przechodzić taki przyspieszony kurs kuchni japońskiej (choć kto wie). Z innych opcji, jeśli faktycznie jest dobra i ma być czuć jej smak, no to może hamburgery w wersji super-luks? Bo poza tym i steakami wydaje mi się, że jakimiś bardziej złożonymi czy usosowanymi przepisami się trochę zatraca sens zabawy z takim mięsem..
        • azymut17 Re: co zrobić z 1 kg polędwicy wołowej? 01.09.13, 13:42
          To teriyaki brzmi smakowicie, ale musiałabym obkupić się w składniki, bo mam tylko sos sojowy. Boję się też, że dzieci odmówiłyby jedzenia tak przyprawionego mięsa...
          Hamburgery niestety odpadają, bo nie mam maszynki do mięsa :-( Chociaż klasycznie to i tak jest chyba wołowina siekana?

          > Bo poza tym i steakami wydaje mi się, że jakimiś bardziej złożonymi
          > czy usosowanymi przepisami się trochę zatraca sens zabawy z takim mięsem..

          Tak mi się właśnie wydaje. Cała wypaśność polędwicy polega na tym, że najlepiej smakuje saute.
      • ochanomizu Re: co zrobić z 1 kg polędwicy wołowej? 31.08.13, 20:34
        Ja robiłam dwa razy coś takiego jakuma-gdy.blogspot.com/2012/08/beef-wellington-czyli-poledwica-woowa.html (z suszonymi grzybami zamiast pieczarek).
        • azymut17 Re: co zrobić z 1 kg polędwicy wołowej? 01.09.13, 13:44
          ochanomizu napisała:

          > Ja robiłam dwa razy coś takiego rel="nofollow">jakuma-gdy.blogspot.com/2012/08/beef-wellington-czyli-poledwica-woowa.html (z suszonymi grzybami zamiast pieczarek).

          Zapomniałam napisać: bez grzybów. Z bolącym sercem (ach, ten smak!) muszę z nich zrezygnować. Chociaż wygląda to bardzo zachęcająco. Może komuś innemu się przyda :-)
      • szarsz Re: co zrobić z 1 kg polędwicy wołowej? 02.09.13, 11:05
        Tatar z siekanej polędwicy.
        • azymut17 Re: co zrobić z 1 kg polędwicy wołowej? 02.09.13, 14:53
          szarsz napisała:

          > Tatar z siekanej polędwicy.

          Dla mnie bomba, ale to ma być jadalne też dla dzieci :-) Poza tym jak myślę o siekaniu kilograma polędwicy ręcznie, to mi się leń odzywa...
    • kis-moho Dania łatwo zamrażalne 02.09.13, 10:45
      Szukam pomysłów na obiady/kolacje, które można wyciągnąć z zamrażalnika i łatwo i szybko odgrzać. Bywa tak, że mam sporo czasu i mogę spokojnie coś przygotować w kuchni, a czasem mam tylko ochotę wyciągnąć coś z zamrażalnika, wrzucić do garnka/piekarnika i mieć gotowe. I wolałabym, żeby to nie była pizza ze sklepu na rogu :o) Na pewno nadają się pierogi (z tym, że wcześniej jest kupa roboty), mrożę rybę w paluszkach (pokrojoną na kawałki i obtoczoną w odpowiednich dodatkach), ale na tym moja inwencja się kończy. Wszelkie sprawdzone pomysły chętnie przygarnę :o)
      • agafka88 Re: Dania łatwo zamrażalne 02.09.13, 11:20
        kis-moho napisała:

        > Szukam pomysłów na obiady/kolacje, które można wyciągnąć z zamrażalnika i łatwo
        > i szybko odgrzać.

        Lasagne, chilli con carne, leczo, większość zup, bigos, curry, wszelkiego rodzaju kotlety wege rybne i mięsne, kopytka, kluski śląskie, wszelkie sosy mięsne i gulasze (do tego od razu możesz zamrozić np kaszę, też przeżyje mrożenie). Rozwałkowane spody do tart (wystarczy rzucić jakąś szynkę na wierzch i trochę sosu śmietanowego), lub też gotowe upieczone tarty z nadzieniem. pieczone frittaty z ziemniakami i makaronem też.Ogółem ciężko wymienić, bo ja mrożę większość rzeczy ;)
        • kis-moho Re: Dania łatwo zamrażalne 02.09.13, 11:28
          Serio? Nawet zupy i kasze? Zawsze myślałam, że się rozpaćkają po zamrożeniu (zupy może nie, ale to co w zupie pływa). W takim razie będę próbować, dzięki :o)
          • agafka88 Re: Dania łatwo zamrażalne 03.09.13, 00:10
            kis-moho napisała:

            > Serio? Nawet zupy i kasze? Zawsze myślałam, że się rozpaćkają po zamrożeniu (zu
            > py może nie, ale to co w zupie pływa). W takim razie będę próbować, dzięki :o)
            >
            Zupy z ryżem czy makaronem nie mrozę, bo po prostu w trakcie gotowania nie wrzucam makaronu do garnka, zawsze gotuję osobno, bo nie lubię, jak zupa za długo postoi i makaron namięka. Ale już sam makaron mrożę bez problemu (nigdy nie potrafię ocenić potrzebnej ilośći ;)), potem trafia do zupy lub na szybko do frittaty.

      • pierwszalitera Re: Dania łatwo zamrażalne 02.09.13, 11:53
        Mnóstowo rzeczy można mrozić. Ja mrożę prawie zawsze zupy, bo zwykle ugotuję za dużo, a taką zupę można w try miga odmrozić i ma się szybko ciepły posiłek. Mrożę też rzeczy takie jak bigos, gołąbki, gulasz i inne mięso w sosie, sosy do makaronu (chociaż te są szybkie do zrobienia), chili con carne i inne potrawy z roślin strączkowych. Mrożę też czasem resztki ryżu, kaszy czy makaronu porcjonowane w woreczkach, już nieraz uratowało mi to życie, gdy nie miałam siły niczego gotować i rozpuszczałam tylko gotowy rosołek we wrzątku, albo pogrzewałam butelkę soku pomidorowo-warzywnego. Dodać makaron, czy ryż i już ma się coś ciepłego i parę węglowodanów zamiast chleba z serem. W zamrażarce mam też zwykle jakiś koperk, pietruszkę i bazylię, uszlachetnią błyskawicznie każdy posiłek. Kupuję też mrożone warzywa - fasolkę szparagową, groszek, bób, brokuły, groszek z marchewką, pieczarki. Mają zwykle więcej witamin od zwiędniętych warzyw kupionych w supermarkecie i można szybko z nich coś zrobić. Super są też potrawy z ziemniaków, na przykład frytki. Ja kupuję nawet mrożone placki ziemniaczane i robię je w piekarniku. Nie smakują może tak dobrze jak smażone na oleju, ale robią się wszystkie na raz i nie ma paprania w kuchni. Mrozić można też ciasta warzywne, na przykład cebulowe, quiche albo lasagne.
    • ederlezi1981 Krokodyl, stek z 02.09.13, 14:20
      ...chodzi mi po głowie, a wąlściwie bardziej osobie, z którą często jadamy mniej lub bardziej dziwne rzeczy.
      Steki- chyba z ogona- w bardzo malo zachęcającej cenie widziałyśmy bodajże w Realu. Internet mówi, że taka ni to ryba, ni homar, że dobre z curry i w ogóle. Jadła któraś?
      • izas55 Re: Krokodyl, stek z 03.09.13, 09:51
        Jadłam, choć jak się teraz zastanawiam, to głowy nie dam sobie uciąć czy aligatora czy krokodyla. Smakowało trochę jak kurczak zalatujący nieco rybą. Nic specjalnego jak mam być szczera. Choć gdybym nie jadła wcześniej to bym zjadła właśnie żeby spróbować.
        • ederlezi1981 Re: Krokodyl, stek z 03.09.13, 18:03
          Ja właśnie też z ciekawości, no i mamm kumpeli napalona na tego krokodyla strasznie. Nie robię sobie nie wiadomo jakich nadziei, ale faktem jest, że gada chyba nie jadłam (żabę, a raczej udko, tak, czyli płazy mam zaliczone).
          Od czasu do czasu lubię zjeść coś niestandardowego - były już steki z kangura (Lidl), homary (Lidl) i teraz raki (Ikea). Jutro planuję sobie z Czeskiego Cieszyna przywieźć utopence i inne takie wynalazki :)
      • balbina11 Re: Krokodyl, stek z 05.11.13, 12:51
        Jadłam u sąsiadów zrobione jakoś po tajsku. Smakuje faktycznie jak skrzyżowanie ryby z kurczakiem (faktura ryby). Nawet to było dobre, ale bez fajerwerków. Tak samo z kangurem, wolę wołowinę.
    • ederlezi1981 Bryndza z bundzu- jak zrobić? 30.10.13, 16:01
      5 dni temu kupiłam świeży, niesolony bundz (raczej na pewno owczy lub tylko z domieszką, bo pani góralna miała wszystkie atesty), potem mnie nie było, ser leżał w lodówce. Lekko podszedł woda i z jednej strony zesechł, dobrze się kroi i ma teraz smak kwaśnego twarogu. Nie lubię, wyrzucić szkoda, wiec postanowiłam przerobić go na bryndzę, żołądek mam odporny, dzieci nim karmić nie zamierzam, kota również. Internety mówią, że brynndzę robi się z pokruszonego bundzu zostawionego na 2 tygodnie w cieple. Ale co z soleniem- teraz? Po fermentacji?
    • yaga7 Mąka migdałowa i arachidowa + olej kokosowy 17.01.14, 16:23
      Czy macie może jakieś fajne przepisy na muffinki z jedną lub drugą mąką? Ale bez bananów ;)

      Ewentualnie jakieś fajne patenty do czego można takie mąki dodawać? Zaczęłam dodawać do plackonaleśników, które robię w ramach obiadu, i jest ok, ale zastanawiam się, do czego jeszcze można? I nie może to być zbyt skomplikowane ;)

      I patenty na olej kokosowy też chętnie przyjmę.

      Zakupiłam sobie te cuda w ramach rozszerzania diety i zdrowszego żywienia, tylko jeszcze chciałabym sensownie wykorzystać :)
      • zawsze_zielona Re: Mąka migdałowa i arachidowa + olej kokosowy 17.01.14, 17:20
        yaga7 napisała:

        > Czy macie może jakieś fajne przepisy na muffinki z jedną lub drugą mąką? Ale be
        > z bananów ;)

        Maka migdalowa to zmielone migdaly, tak? Ja bym zrobila to:

        www.mojewypieki.com/przepis/fyrstekake---norweska-tarta-migdalowa
        www.mojewypieki.com/przepis/ciasto-czekoladowo---pomaranczowe-bezglutenowe
        www.mojewypieki.com/przepis/wloskie-ciasteczka-migdalowe
        www.mojewypieki.com/przepis/waniliowe-makaroniki-z-kremem-z-nutelli
        www.mojewypieki.com/przepis/danisze-z-nadzieniem-migdalowym
        Chyba musze sobie te make sprawic, bo az mi slinka poleciala na widok tych zdjec, ktore zalinkowalam;)

        > Ewentualnie jakieś fajne patenty do czego można takie mąki dodawać? Zaczęłam do
        > dawać do plackonaleśników, które robię w ramach obiadu, i jest ok, ale zastanaw
        > iam się, do czego jeszcze można? I nie może to być zbyt skomplikowane ;)
        >
        > I patenty na olej kokosowy też chętnie przyjmę.

        Na oleju kokosowym czasem smaze, szczegolnie gdy robie cos tajskiego.
        • yaga7 Re: Mąka migdałowa i arachidowa + olej kokosowy 17.01.14, 20:45
          Dzięki, poczytam i jak znajdę coś prostego, podsunę Lubemu, bo to on się zajmuje pieczeniem słodkości ;)

          Najlepsze by były jakieś muffinki - typu zmieszać suche z suchym, mokre z mokrym i suche z mokrym. Bo hasła typu ubić białka na sztywno u nas nie wchodzą w grę, nikomu się nie chce ubijać ;)

          Aha, na tym kokosowym też już smażyłam (naleśniki), ale w sumie nie zauważyłam, żeby jakoś inaczej smakowały.
          Aha numer dwa, o zastosowaniach kosmetycznych coś czytałam, ale raczej chodzi mi o kuchenne :)
    • kis-moho barszcz ukraiński 19.10.14, 17:14
      Macie może sprawdzony przepis? Chodzi za mną strasznie, ale jeszcze nigdy nie udało mi się zrobić takiego jak trzeba, z dużą ilością warzyw i o odpowiednim smaku. W necie oczywiście jest mnóstwo przepisów, ale chętnie przyjmę cos sprawdzonego.
      • teresa104 Re: barszcz ukraiński 19.10.14, 20:03
        Poniżej wklejam przepis, który odpowiada mojej technice przygotowywania barszczu. Chociaż cukru i octu trzeba dać tyle, ile się uważa, do tych danych bym się nie przywiązywała.

        Składniki:
        - 0,5 kg mięsa wołowego z kością,
        - 0,4 kg białej kapusty,
        - 0,25 kg buraków ćwikłowych,
        - 150 przecieru pomidorowego 30% (3/4 słoiczka),
        - 0,4 kg ziemniaków,
        - 1 korzeń pietruszki,
        - 2 średnie marchewki,
        - 1-2 cebule,
        - 4 kopiaste łyżki stołowe kwaśnej śmietany 18%,
        - 2 łyżki stołowe oleju słonecznikowego,
        - 1 łyżka octu,
        - 1 łyżka cukru,
        - mąka do zasmażki,
        - 50 g masła,
        - 5-6 ząbków czosnku,
        - 6 ziaren pieprzu,
        - 4 ziarna ziela angielskiego,
        - 4 duże liście laurowe,
        - sól.


        Ugotować bulion, przecedzić, mięso oddzielić od kości, odłożyć oddzielne. Obrać buraki i pokroić je w drobne paseczki. Wrzucić buraki na patelnię, dodać olej, ocet, cukier i przecier pomidorowy. Dolać trochę bulionu i dusić buraczki w przecierze do stanu półmiękkości. Na innej patelni, podsmażyć na maśle pokrojoną w kostkę cebulę, oraz pokrojone w paseczki, marchewkę i korzeń pietruszki. Do bulionu dorzucić ziemniaki, zagotować, następnie dodać poszatkowaną kapustę. Po 15 minutach dodać zawartość obydwu patelni oraz pieprzu, ziele angielskie, liście laurowych i gotować następne 15 minut. Pod koniec dodać zasmażkę zrobioną na maśle, zgnieciony czosnek i natkę pietruszki. Odstawić garnek co najmniej na godzinę. Podawać odgrzany, dokładając oddzielnie do każdego talerza: najpierw porcja wołowiny z bulionu, potem duża łyżka śmietany i wszystko posypać mieszanką posiekaej natki pietrzuszki i koperku.
        • kis-moho Re: barszcz ukraiński 20.10.14, 21:49
          O, to brzmi dobrze, dzieki!
          Dwa pytania:
          - ile tego bulionu zrobic? Pewnie tyle, zeby mieso bylo zakryte plynem?
          - czy mieso potem naprawde przechowywac oddzielnie? Ja bym odgrzala w zupie, ale moze sa jakies powody zeby tego nie robic, np. zupa zmienia kolor ;o)?
          • teresa104 Re: barszcz ukraiński 21.10.14, 12:02
            Wiesz, nie wiem:) Z takich ilości wychodzi tego barszczu naprawdę dużo i jest bardzo gęsty, czyli ilość bulionu ma znaczenie... niewielkie, gdyż na pewno jeszcze dolejesz wody w procesie gotowania, ale zrobisz to niechętnie, żeby ilości barszczu nie powiększać.

            Co do koloru - nie trzeba się tak martwić, jak przy klarownym barszczu "polskim", i tak dodajesz pomidorów, więc będzie rudy. To jest właściwie bardzo piękny kolor, intensywny.
            Mięsa nie przechowuję osobno, wyciągam, obieram, kroję drobno, ale tak, żeby było widać, co to jest, że to są kąski mięsa, a nie jakieś kłaki z niewiadomoczego. To dodatkowo zagęszcza zupę i umnaża ją.

            Jadłam barszcz na Ukrainie i tak bogaty nie był, nie wiem, czy to nie jest jakaś lokalna modyfikacja.

            Pees. Daję naprawdę więcej cukru, ale na samym końcu, dużo zależy od słodkości składowych. No i pewno od preferencji. Czasem spora łyżka jest jeszcze konieczna, żeby barszcz naprawdę się "odezwał".
            • kis-moho Re: barszcz ukraiński 21.10.14, 15:57
              na pewno jesz
              > cze dolejesz wody w procesie gotowania, ale zrobisz to niechętnie, żeby ilości
              > barszczu nie powiększać.

              Barszczem planuję obskoczyć wizytę rodzinną, cztery dodatkowe osoby, w tym dwóch chłopców w wieku wczesnopodstawówkowym. Podejrzewam, że każda ilość zupy się przyda ;o) Wydaje mi się, że to niezły pomysł na nakarmienie gromady przy małym nakładzie sił i środków, bo do stania przy kuchni nie mam czasu ani serca. Zobaczymy jak się sprawdzi w praniu. W każdym razie wielkie dzięki, bardzo mi pomogłaś!

              > Jadłam barszcz na Ukrainie i tak bogaty nie był, nie wiem, czy to nie jest jaka
              > ś lokalna modyfikacja.

              Jadłam kiedyś barszcz gotowany przez Ukrainkę, i inny, gotowany przez Rosjankę z Kazania. Oba były faktycznie nie takie bogate jeżeli chodzi o warzywa, ale za to dużo bardziej esencjonalne niż nasze barszcze. Nie wiem, czy bulion był po prostu na większej ilości mięsa, czy na innym rodzaju? Oba były pyszne, ale ja jednak lubię tą kupę warzyw w polskiej wersji.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka