jul-kaa
18.01.12, 12:01
Na fali różnych wątków oraz lektur papierowych zaczęłam się zastanawiać, jakie zachowania wobec określonych grup społecznych są akceptowalne.
Weźmy: dzieci, starców, osoby niepełnosprawne, kobiety z dużym biustem oraz czarnoskórych (oraz każdą inną grupę osób niebędących zdrowymi, białymi dorosłymi mężczyznami).
Postuluje się (sama postulowałam, teraz się zastanawiam) miejsca (np. kawiarnie, restauracje), do których dzieci nie miałyby wstępu. Nie ma nic nietaktownego w stwierdzeniu "nie lubię dzieci". Można mówić publicznie o tym, że komuś nie podoba się to, jak dziecko je (nieważne, czy z piersi, czy z miski). Mozna powiedzieć, że dla kogoś dzieci są creepy*. I tak dalej.
Są to słowa/zachowania w miarę akceptowane społecznie, prawda? Nie wywołują natychmiastowej myśli, że autor przegina, nie jest wstyd tak myśleć.
A teraz zamiast słowa "dzieci" wstawmy któreś z pozostałych wymienionych:
- zorganizujmy kawiarnię, do której nie będą miały wstępu osoby > 70 r.ż.
- nie lubię niepełnosprawnych
- nie podoba mi się, jak widzę osobę czarnoskórą jedzącą posiłek
- uważam, że kobiety z dużym biustem są creepy
Mniej akceptowalne, prawda?
Dlaczego więc jesteśmy tak tolerancyjni dla nietolerancji wobec jednych grup, a tak nietolerancyjni wobec innych?
Od razu zastrzeżenie: To są przemyślenia ogólne, nie skierowane do nikogo konkretnie, rozważam także swoje stanowisko.
--------------------------------------------
* Do autorki tego określenia: ono mnie natchnęło do założenia wątku, ale nie czuj się proszę urażona wykorzystaniem tego przykładu.