20.12.12, 12:12
Niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego ludzie kupują żywe karpie. Kompletnie tego nie rozumiem. Widzę tylko argumenty przeciwko (kolejność dowolna):
1. długaśne kolejki po żywego, a obok bez kolejki można kupić tusze i filety
2. mięso zwierzęcia, które wiele dni nie ma dostępu do odpowiedniej ilości tlenu i pokarmu nie może być dobre jakościowo
3. po co męczyć te karpie tygodniami - nie można zabić od razu?
4. konieczność zapewnienia warunków w domu - jak się ludzie myją, gdy wanna zajęta? i samochodzie - jak ucieknie, to dopiero jest sprzątanie...
5. tradycja to czysta abstrakcja - w polskiej tradycji są też sandacze, szczupaki, liny, karasie, a ich jakoś żywych nikt nie sprzedaje
6. cena też nie powala biorąc pod uwagę, że wypatroszone karpie nie są dużo droższe, więc w przeliczeniu koszt tych elementów, które możemy zjeść, jest porównywalny

Jestem mięsożerna. Ryby jadam i oprawiam bez obrzydzenia. Nie rozumiem tylko całej tej otoczki.
Obserwuj wątek
    • anna-pia Re: karp 20.12.12, 12:16
      filoruska napisała:

      > Niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego ludzie kupują żywe karpie. Kompletnie tego n
      > ie rozumiem.

      Też tego nie rozumiem. Czytałam, że podobno to atawizm z czasów komuny - karpia się trzymało żywego, bo nie było możliwości zamrozić (zamrażarka za komuny była rzadkim dobrem), a trzymany w lodówce zepsułby się. Zamrażalniki w lodówkach to był pic na wodę, mięso nieposolone psuło się.
      No ale teraz? Jak można wsadzić do zamrażalnika? Albo kupić 24 grudnia rano?
      • pierwszalitera Re: karp 20.12.12, 12:43
        anna-pia napisała:

        > No ale teraz? Jak można wsadzić do zamrażalnika? Albo kupić 24 grudnia rano?

        Albo w ogóle zrobić coś innego. Osobiście znam tylko jedną osobę, której karp naprawdę smakuje i mogłaby jeść go częściej, a reszta celebruje tą zamuloną rybę raz w roku, bo tak nakazuje tradycja. Jaka tradycja? To PRL-owski skansen. I nakaz postnego charakteru wigilii już też nie istnieje, więc można wzorować się na innych krajach, gdzie tradycja jest zawsze rodzinna. U jednych robi się więc gęś, u innych jest ryba, a u jeszcze innych indyk. To co się lubi.
        • zooba Re: karp 20.12.12, 12:58
          Ja karpia lubię, nie wiem, o co chodzi z tym mułem, zupełnie nie czuję. Nie wiem nawet jaki to smak. Być może lubię go w kategoriach 'smak dzieciństwa' i 'kuchnia ukochanej babci', nawet trzymanie karpi w wannie wspominam z rozrzewnieniem. Karmiłam cukrem i cieszyłam się jak karp rześko pływał.

          Natomiast zgadzam się, że kupowanie żywego karpia teraz, żeby go w wannie trzymać, zabijać i patroszyć to chyba forma rytuału świątecznego (jak mycie okien i kryształów).

          U mnie w rodzinie niezmiennie ścierają się frakcje "trzeba jeść tradycyjne polskie potrawy choćby były paskudne' z 'jedzmy coś nowego i tylko to, co nam smakuje', przydałby się kompromis.
          • pierwszalitera Re: karp 20.12.12, 13:13
            zooba napisała:

            > Ja karpia lubię, nie wiem, o co chodzi z tym mułem, zupełnie nie czuję. Nie wie
            > m nawet jaki to smak. Być może lubię go w kategoriach 'smak dzieciństwa' i 'kuc
            > hnia ukochanej babci', nawet trzymanie karpi w wannie wspominam z rozrzewnienie
            > m. Karmiłam cukrem i cieszyłam się jak karp rześko pływał.

            Fajnie, a można zapytać, jak często go jadasz? Bo rozumiem, gdy ktoś lubi i jada go częściej w sezonie, jak wszystko inne. Będąc kiedyś jesienią na frankońskiej prownicji też miałam okazję spróbować karpia w cieście, ale ten karp pochodził tam ze stawu pod oknem karczmy i był o tej porze roku regionalną specjalnością. Ale takie wspólne hurra jemy karpia, bo musi być i basta zawsze mnie dziwiło. U mnie na wigilię ścierały się też zawsze dwa fronty - tradycji Polski wschodniej (Podole) i śląskiej. Prawdę mówiąc, nie smakowało mi ani jedno ani drugie i najbardziej lubię niemiecką gęś. Gęś w ogóle bardzo lubię i jadam ją częściej. Mimo tego w tym roku gęsi u mnie nie będzie, bo jesteśmy w malutkim gronie i aż tak nie muszę się popisywać. ;-)
            • zooba Re: karp 20.12.12, 13:18
              Wcale nie jadam poza świętami, nie konweniuje mi. Nawet nie umiem zrobić i nie mam ambicji się nauczyć, czyli jednak jest to dla mnie rytuał świąteczny z tych, które toleruję.
            • turzyca Re: karp 20.12.12, 14:45
              > Fajnie, a można zapytać, jak często go jadasz? Bo rozumiem, gdy ktoś lubi i jad
              > a go częściej w sezonie, jak wszystko inne.

              I przypomnialas mi... byl taki okres, gdy karp bywal na stole mniej wiecej co drugi miesiac, bo dostalismy od przyjaciol tak znakomity przepis, ze karp stal sie popisowa potrawa na spotkania towarzyskie. Zamawiana zreszta przez gosci i to z silnym naciskiem, zeby byl ten pyszny karp.
              Ciekawe czy moja matka wciaz ten przepis ma, niestety google nic nie podpowiada, mimo ze przepis dosc charakterystyczny, bo tego karpia sie pieklo postawiwszy na cwiartce wycietej wzdluz z bulki paryskiej.

              Z drugiej strony gdzie ja tu znajde karpia. I co najmniej trzech chetnych do konsumpcji...
              • pierwszalitera Re: karp 20.12.12, 14:59
                turzyca napisała:

                > Z drugiej strony gdzie ja tu znajde karpia. I co najmniej trzech chetnych do ko
                > nsumpcji...

                W Niemczech? Możesz zamówić w sklepie rybnym. A w okolicach świąt Bożego Narodzenia dostaniesz także karpia od ręki, nawet żywe widziałam kiedyś w Karstadzie. W Niemczech też się jada karpia na wigilię, tylko nie tak masowo.
            • zmijunia.lbn Re: karp 22.12.12, 23:25
              pierwszalitera napisała:

              > zooba napisała:
              >
              > > Ja karpia lubię, nie wiem, o co chodzi z tym mułem, zupełnie nie czuję. N
              > ie wie
              > > m nawet jaki to smak. Być może lubię go w kategoriach 'smak dzieciństwa'
              > i 'kuc
              > > hnia ukochanej babci', nawet trzymanie karpi w wannie wspominam z rozrzew
              > nienie
              > > m. Karmiłam cukrem i cieszyłam się jak karp rześko pływał.
              >
              > Fajnie, a można zapytać, jak często go jadasz?

              Niniejszym ujawniam się jako karpioholiczka ;)
              Ryb generalnie nie lubię - akceptuję wędzone (zwłaszcza łososia na zimno), paluszki rybne (o ile to można podciągnąć pod rybę), tuńczyka z puszki (też niewiele ryby w rybie..) i marynowane śledzie; wszelkie ryby smażone są dla mnie niezjadliwe, a od smrodu autentycznie robi mi się niedobrze, najgorsze są te wszystkie mrożona filety.
              Karpia natomiast mogę jeść co drugi dzień, mogę do us*** bawić się w wyciąganie ości. Nie wiem, dlaczego tak jest - trochę pewnie sentyment (ale jak byłam mała to tak za nim nie szalałam, poza tym do dziś pamiętam obryzgane krwią firanki w kuchni..), trochę pewnie na przekór, a trochę pewnie mi smakuje. W każdym razie smażony karp mi pachnie w przeciwieństwie do większości ryb. No i tak samo smakuje mi w Wigilię, jak i w każdy inny dzień roku. Najlepszy jest świeży (niemrożony), marynowany co najmniej przez noc. <3
        • azymut17 Re: karp 20.12.12, 13:21
          Jeśli karp pochodzi z dobrej hodowli, to nie ma mowy o zamulonej rybie, bo w odpowiednim czasie jest przenoszony do innego zbiornika wodnego, by się oczyścił.
        • kk345 Re: karp 20.12.12, 22:46
          > Osobiście znam tylko jedną osobę, której karp naprawdę smakuje i mogłaby jeść go częściej, >a reszta celebruje tą zamuloną ryb ę raz w roku, bo tak nakazuje tradycja.
          Naprawdę lubię karpia, maż tez- ale, co wazne, nigdy w ciągu roku ta ryba nie ma takiego specjalnego smaku, jak w Wigilię...
          Poza tym to teraz popularne krzywić sie na karpia, wytykac mu, że smierdzi mulem i jest skamieliną PRLu, jeszcze trochę, a wielbiciele tej ryby będą go spozywać chyłkiem, po zaslonięciu okien, by nie robić sobie i rodzinie wstydu plabejskim jedzeniem. Moze pozwólmy sobie i innym jesc to, co im smakuje- czy to jest watrobka, czy zabie udka, czy- o zgrozo- karp.
          • filoruska Re: karp 21.12.12, 00:03
            Też lubię karpia, choć jem sporadycznie, bo ostatnio mam dostęp do takiego wyboru ryb, że mam problem z nadmiarem. W efekcie wybieram te, których nie znam, a nie karpia.
            I też jakoś głupio zaczynam się czuć, gdy mam zjeść właśnie karpia.
          • szarsz Re: karp 21.12.12, 19:25
            Ja też lubię karpia. Jeździmy specjalnie po niego (i po inne ryby też) na stawy.
        • szarsz Re: karp 21.12.12, 19:22
          pierwszalitera napisała:

          > Jaka tradycja? To PRL-owski skansen

          Irytuje mnie ciągłe powtarzanie tej bzdury. Stawy hodowlane z karpiami były jak najbardziej rozpowszechnione w Polsce XIX w. Co to za komuna?
          • jul-kaa Re: karp 21.12.12, 19:28
            Szarsz, chodzi o karpia jako obowiązkową potrawę wigilijną, w dodatku wcześniej żywego pływającego w wannie. Wcześniej ryb w wigilię nie jadano, a już na pewno nie tak powszechnie.
          • pierwszalitera Re: karp 21.12.12, 19:29
            szarsz napisała:

            > Irytuje mnie ciągłe powtarzanie tej bzdury. Stawy hodowlane z karpiami były jak
            > najbardziej rozpowszechnione w Polsce XIX w. Co to za komuna?

            Halo? Ale kto twierdzi, że przed PRl-em nie znano karpia? Pytanie tylko, czy jadano go na wigilię w prawie każdej polskiej rodzinie?
    • azymut17 Re: karp 20.12.12, 12:42
      Bo ludzie jako masa są głupi. I nie, nie jest to stwierdzenie krzywdzące. Wystarczy, że coś się robiło w określony sposób X lat temu. Refleksja nad tym nie jest niestety czynnością powszechną. W ogóle myślenie nad tym, co się robi, nie jest szczególnie popularne.
    • magdalaena1977 Re: karp 20.12.12, 13:32
      Ja w ogóle nie jem karpi, bo mają za dużo ości. Wysiłek związany z wydłubywaniem niewielkich kawałeczków mięsa zupełnie się nie opłaca ;-)
      • zmijunia.lbn Re: karp 22.12.12, 23:31
        magdalaena1977 napisała:

        > Ja w ogóle nie jem karpi, bo mają za dużo ości. Wysiłek związany z wydłubywanie
        > m niewielkich kawałeczków mięsa zupełnie się nie opłaca ;-)

        Z tego powodu mój brat i mój szwagier nie jedli karpia. Aż (chyba) rok temu tacie nie udało się kupić tuszy i usmażył filety - wiadomo, zawsze trzeba uważać na ości, ale chłopaki jedli aż im się uszy trzęsły. :)
    • the_pipeline Re: karp 20.12.12, 13:48
      Też mnie to oburza i zniesmacza. Rok temu spotkala mnie taka sytuacja że w okresie przedświątecznym (czyli jakieś 1-2 tyg przed wigilią) w większym sklepie stałam w kolejce do kasy za panią co wyłożyła na taśmę ruchomą żywego karpia w torebce foliowej zaklejonej naklejką z wagą, ceną itd. Karp zaczął skakać, pani kasjerka zaczeła piszczeć i mówić że ona nie dotknie go, pani co kupowała zaczeła się oburzać że jak to. Ja pomimo że z natury jestem spokojna miałam ochotę przygadać pani, co to za znęcanie się nad zwierzętami i jeszcze utrudnianie innym ludziom życia. No koszmar po prostu.

      Ta straszna i barbarzyńska tradycja wywodzi się oczywiście z PRLu.
      -kiedy o żywność było ciężko, a do tego zdażały się różne przekręty i kombinowania, jeśli coś było żywe, była to gwarancja że było to świeze (np.słynny jesiotr drugiej świerzośći z Mistrza i Małgorzaty).
      -ponieważ w sklepach czasem nie było nic, a zdażyło się że coś rzucili i wtedy wszyscy w okolicy stali aby na to coś się załapać, to jesli rzucili karpie akurat np 4, 3 tygodnie przed świetami to trzeba je było do tych świąt jakoś dotrzymać. A póżniej mogłoby już ich nie być.
      -podejrzewam że ci którzy pracowali przy tych karpiach i sprzedawali je na lewo też musieli to robić odpowiednio wcześniej.
      -wydaje się możliwe że to wlaśnie dlatego karp został tradycyjną potrawą wigilijną, bo jest wstanie znosić to długotrwałe męczenie i podduszanie, transport w siatce z zakupami itd. sandacz i szczupak długo by nie pociągnął :/

      Absolutnie nie rozumiem dlaczego ponad 20 lat po zmianie ustroju ludzie nadal męczą te ryby, zamiast kupować świeze filety, tak jak kupują łososie, pstrągi, dorsze i inne cuda dostępne w supermarketach, przywiezione często samolotem z drugiego końca świata.
      • pierwszalitera Re: karp 20.12.12, 15:06
        the_pipeline napisała:

        > Też mnie to oburza i zniesmacza. Rok temu spotkala mnie taka sytuacja że w okre
        > sie przedświątecznym (czyli jakieś 1-2 tyg przed wigilią) w większym sklepie st
        > ałam w kolejce do kasy za panią co wyłożyła na taśmę ruchomą żywego karpia w to
        > rebce foliowej zaklejonej naklejką z wagą, ceną itd. Karp zaczął skakać, pani k
        > asjerka zaczeła piszczeć i mówić że ona nie dotknie go, pani co kupowała zaczeł
        > a się oburzać że jak to

        Że prawo coś takiego dopuszcza jest skandaliczne. Też widziałam u mnie żywe karpie w sklepie. Kilka sztuk pływało w dużym akwarium. Ale zakup polegał na tym, że sprzedawca wyjmował z wody wybraną rybę, wychodził na zaplecze i po kilku sekundach wracał z ukatrupioną i na życzenie nawet wyfiletowaną. Żywych kurczaków przecież też nikt nie kupuje.
        • felisdomestica Re: karp 20.12.12, 16:05
          No niestety, lobby karpiowe jest wciąż silne, choć podobno konsumpcja karpia spada. Może akcje organizacji pozarządowych jednak odnoszą jakiś skutek. Choć nie dalej jak wczoraj widziałam w carrefourze mamusię z dziesięciolenim synkiem, ładującym skaczącego w torbie karpia do wózka.
          W tym kraju dopuszcza się ubój rytualny na eksport, więc dlaczego nie miałoby się dopuszczać dręczenia ryb...
          • mszn Re: karp 21.12.12, 15:58
            Możesz rozwinąć temat uboju rytualnego? Jest zły sam w sobie, czy wtedy, gdy jest na eksport, czy coś jeszcze? Serio się pytam, bo widziałam tu i ówdzie opinie, że mięso hallal jest właśnie ubijane w nieco mniej męczący zwierzę sposób - ale nic sama nie wiem na ten temat, chętnie się dowiem.
            • kryklu Re: karp 21.12.12, 16:20
              Cytat z wikipedii o uboju halal:
              "w czasie uboju należy zadać cios w tętnicę szyjną zwierzęcia, aby jak najszybciej doprowadzić do wykrwawienia zwierzęcia (bo krew uchodzi za nieczystą). Czas pomiędzy przecięciem głównych naczyń krwionośnych a utratą przytomności, jak wynika z reakcji behawioralnych i centralnego układu nerwowego, wynosi 20 sekund u owiec, do 25 sekund u świń, do 2 minut u bydła, do 2,5 lub więcej minut u drobiu, a czasami ponad 15 minut lub więcej u ryb.
              Uboju halal (podobnie jak koszer) dokonuje się na zwierzęciu żywym (niedopuszczalne jest jego ogłuszenie). Z tego powodu kwestionuje się go, głównie w Europie, jako niehumanitarny."

              Jestem zaskoczona, że śmierć następuje tak szybko. Z drugiej strony słyszałam opinię, że zwierzę trzeba najpierw unieruchomić, co trwa dłużej i to jest właśnie największy stres. Ale przecież przy każdym uboju trzeba zwierzę jakoś unieruchomić. W sumie nie wiem co myśleć o uboju rytualnym w kontekście męczenia zwierząt. Bo do wszelkich rygorów kulinarnych wynikających z religii, jeśli nie mają uzasadnienia racjonalnego, mam stosunek mocno sceptyczny.

              • pinupgirl_dg Re: karp 21.12.12, 16:32

                > Jestem zaskoczona, że śmierć następuje tak szybko. Z drugiej strony słyszałam o
                > pinię, że zwierzę trzeba najpierw unieruchomić, co trwa dłużej i to jest właśni
                > e największy stres.

                Ja jestem raczej zaskoczona, że tak długo, myślałam, że to może kilka-kilkanaście sekund.
                Co do uboju - zgadzam się, że każdy jest na pewno stresem. Znajomy rzeźnik twierdzi, że zwierzęta go i tak czują przed śmiercią, nie wiem, jak krowy, ale świnie są podobno dość inteligentne. Stąd też dobry rzeźnik powinien właśnie oszczędzać zwierzęciu stresu do minimum, również w trosce o jakoś mięsa. Ja jestem zdania, że jeśli można to zrobić bardziej humanitarnie, to tak właśnie należy to robić.
                • turzyca Re: karp 21.12.12, 20:40
                  Ja jestem zd
                  > ania, że jeśli można to zrobić bardziej humanitarnie, to tak właśnie należy to
                  > robić.

                  Skojarzylo mi sie, mysle, ze warto przeczytac: sporothrix.wordpress.com/2010/02/23/temple-grandin/
                  • pinupgirl_dg Re: karp 21.12.12, 23:07

                    > Skojarzylo mi sie, mysle, ze warto przeczytac: rel="nofollow">sporothrix.wordpress.com/2010/02/23/temple-grandin/

                    Oglądałam kiedyś film dokumentalny o tej pani. Nie znam się, ale ufam jej metodom. Powiem szczerze, gdybym miała pewność, że zwierze, które mam zjeść, było traktowane w cywilizowany sposób przez całe swoje życie, to może bym mięso jadła od czasu do czasu. Ale że tej pewności nie mam, wolę omijać. Moooże jakieś mięso ekologiczne, gdzie warunki są surowo kontrolowane, ale nie spotkałam takiego jak dotąd, chociaż też nieszczególnie się rozglądałam.
                    • mszn Re: karp 22.12.12, 10:12
                      No właśnie ja kilka miesięcy temu doszłam do podobnych wniosków, przestałam nawet jeść żelatynę (ale zostawiłam ryby), ale nadal gryzie mnie mleko i przetwory - to, że krowa od mleka nie jest zabijana na mięso, nie znaczy, że ma fajne życie.

                      W Amsterdamie jest burgerownia ze szczęśliwych krów ;) Już nie mogę się doczekać, za dwa tygodnie zjem sobie bułę z mięchem. ^^
                      • pinupgirl_dg Re: karp 22.12.12, 11:36
                        > No właśnie ja kilka miesięcy temu doszłam do podobnych wniosków, przestałam naw
                        > et jeść żelatynę (ale zostawiłam ryby), ale nadal gryzie mnie mleko i przetwory
                        > - to, że krowa od mleka nie jest zabijana na mięso, nie znaczy, że ma fajne ży
                        > cie.

                        Mam takie samo podejście, jajka kupuję z wolnego wybiegu, ale też nigdy pewności nie mam co do tego, jak te zwierzęta są traktowane. No i kury nioski też kończą żywot w rosole. Co się dzieje z mlecznymi krowami też czasami woła o pomstę do nieba.
                        Pozostaje mi chyba kupić swoje kury i krowę ;).
                        Nie mam nic przeciw jedzeniu mięsa, każde stworzenie musi umrzeć, taka jest nasza natura. Ale to, co się dzieje przy okazji, mnie odrzuca.
                      • pinupgirl_dg Re: karp 22.12.12, 11:44
                        > No właśnie ja kilka miesięcy temu doszłam do podobnych wniosków, przestałam naw
                        > et jeść żelatynę (ale zostawiłam ryby), ale nadal gryzie mnie mleko i przetwory
                        > - to, że krowa od mleka nie jest zabijana na mięso, nie znaczy, że ma fajne ży
                        > cie.

                        Aha, nad rybami też się zastanawiam, szczególnie morskimi. Na razie na zastanawianiu się kończy, poczytam jeszcze i przemyślę to, ale nie wykluczam, że będę je jadła.
            • pinupgirl_dg Re: karp 21.12.12, 16:27
              Znalazłam coś takiego:
              odkrywcy.pl/kat,111398,title,Jak-dziala-rzeznia,wid,13634487,wiadomosc.html
              tyle w teorii, bo w praktyce zdarzają się takie rzeczy, które już niejednego przekonały do wegetarianizmu. Zdaję sobie sprawę, że to pewnie margines, przynajmniej mam taką nadzieję.
              W przypadku uboju rytualnego podrzyna się gardło przytomnemu zwierzęciu, zdaje się, że chodzi o to, żeby straciło jak najwięcej krwi.
              I jeszcze to:
              www.rp.pl/artykul/960036.html
              • kryklu Re: karp 21.12.12, 16:48
                Cytat z drugiego artykułu:
                "Ubój rytualny jest konsekwencją nakazów religijnych, jego zasadność nie polega więc na argumentacji obiektywnej, etycznej czy prawnej w rozumieniu prawa stanowionego. Istnienie potrzeby rynkowej prowadzenia uboju zwierząt według zasad zapisanych w świętych księgach jest nie do zanegowania. Istnieje ona tak długo, jak istnieją owe nakazy religijne.

                Takie poglądy budzą mój sprzeciw. Niby dlaczego jakiekolwiek postępowanie wynikające z nakazów religijnych nie może podlegać ocenie etycznej czy prawnej?
                O wiele bardziej trafiają do mnie argumenty profesora Elżanowskiego.
                • mszn Re: karp 21.12.12, 17:53
                  Nie rozumiem, o co Ci chodzi. Przecież tam nie jest napisane, że nakazów religijnych nie można poddawać ocenie. Tam jest własnie napisane, że uboju rytualnego dokonuje się tylko i wyłącznie "bo tak" - "bo tak napisano w tej czy innej księdze", innych argumentów nie ma. A skoro jest dużo osób, które w to "bo tak" wierzą, to się ich karmi tak, jak chcą.
        • kk345 Re: karp 20.12.12, 22:38
          > Że prawo coś takiego dopuszcza jest skandaliczne. Też widziałam u mnie żywe kar
          > pie w sklepie. Kilka sztuk pływało w dużym akwarium. Ale zakup polegał na tym,
          > że sprzedawca wyjmował z wody wybraną rybę, wychodził na zaplecze i po kilku se
          > kundach wracał z ukatrupioną
          To samo nakazuje prawo w Polsce, sęk w tym,ze czasem sprzedawca nie jest zbyt skuteczny w zabijaniu, stąd skaczace na tasmie kasy karpie
          • pinupgirl_dg Re: karp 20.12.12, 22:58
            > To samo nakazuje prawo w Polsce, sęk w tym,ze czasem sprzedawca nie jest zbyt s
            > kuteczny w zabijaniu, stąd skaczace na tasmie kasy karpie

            Z tego, co się orientuje w zabijaniu ryb (a nie orientuję się specjalnie mocno), to ryby mogą "skakać" nawet już uśmiercone, ba, słyszałam plotki o skaczących kawałkach ryby już na patelni.
            Co nie zmienia faktu, że zwyczaj sprzedawania żywych karpi uważam za barbarzyński.
            • filoruska Re: karp 21.12.12, 00:00
              Prawo pozwala na sprzedawanie żywego karpia pod warunkiem, że wychodzi on ze sklepu w pojemniku z wodą. Sprzedawanie w reklamówkach jest zabronione. Ma jednak miejsce. Dzisiaj widziałam, jak facet przyszedł do sklepu z wiaderkiem. Przy kasie w kolejce wywiązała się rozmowa, bo wiaderko puste, a reklamówka skacze. Sprzedawca odmówił facetowi włożenia karpia do wiaderka i nalania tam wody. W tym samym sklepie żywe karpie leżały w wielki pojemniku o kształcie sita oczywiście bez wody. Kolejka po nie była gigantyczna.

              Skaczą niektóre gatunki. Z tego, co wiem, to na patelni skacze węgorz. Widziałam jak to wygląda w tv, tylko nie był to polski program, a nie sprawdziłam w słowniku, czy to na pewno był węgorz. Karp na taśmie skacze, bo jest żywy.
              • pinupgirl_dg Re: karp 21.12.12, 09:02
                > Skaczą niektóre gatunki. Z tego, co wiem, to na patelni skacze węgorz. Widziała
                > m jak to wygląda w tv, tylko nie był to polski program, a nie sprawdziłam w sło
                > wniku, czy to na pewno był węgorz.

                Pewnie tak, mi też chodziło o węgorza :). Pamiętam też, jak kiedyś oglądałam wędkowanie i jedna z ryb też zaczęła skakać jakiś czas po zabiciu, okoń chyba? Tego węgorza nie widziałam, słyszałam tylko o tym.
                Ale jeśli karp skacze dlatego, że jest żywy, to nie mam pytań.
              • magdalaena1977 Re: karp 21.12.12, 19:09
                Mój tata widział, jak sprzedawano karpie i jeśli ktoś chciał żywe, to dostawał w wiaderku z wodą (nie wiem, czy wiaderko było dodatkowo płatne).
    • brykanty Re: karp 20.12.12, 15:34
      Rozumiem, że w całości to dla tych, co robią karpia w galarecie, potrzebny jest łeb - ale jak ktoś robi smażonego, to wolałabym filety. Dlaczego ma być żywy - nie rozumiem.
      My już dawno ustaliliśmy, że w sumie to karp nam wcale nie smakuje. Zamiast tego z ryb są śledzie i ryba po grecku.
      Tym sposobem tradycja zachowana, a wszystkie potrawy wszystkim smakują. I wigilia jest przyjemna.
      • aankaa Re: karp 20.12.12, 20:10
        Rozumiem, że w całości to dla tych, co robią karpia w galarecie, potrzebny jest łeb

        ===
        można kupić filety i łby /ogony (te są po 4-5 zł/kg) osobno
    • kaga9 Re: karp 20.12.12, 16:36
      Przez dwa czy trzy ostatnie lata widziałam w marketach wielgachną informację, że karpie żywe sprzedawane są wyłącznie w kubłach z wodą. W tym roku takiej tabliczki nie widziałam. Coś się zmieniło, nie wiecie?

      W swoim długim życiu zrobiłam chyba ze dwa podejścia do karpia, w odstępach kilkuletnich, na zasadzie "a nuż smak mi się zmienił". Nie zmienił. Karp jest dla mnie obrzydliwy. Wigilię święcę najwyżej śledziem, bo ryby po grecku też nie lubię.

      A w czasach wannowych karpi w moim domu to te bydlątka były kupowane w ciągu dnia i wpuszczane do wody na kilka godzin, a zabijane tego samego dnia. Jak żyję, nie pamiętam trzymania karpi w wodzie choćby przez noc (co nie znaczy, że inni tak nie robili).
    • ederlezi1981 Re: karp 20.12.12, 19:15
      Eeee, Nobla temu, kto wyjaśni zachowania konsumenckie. Karp jeszcze się tą nową, wynalezioną w czasach komuny tradycją broni. Ale wieeeeeelkie zakupy przed 11 listopada wypadającym w środku tygodnia?
      Ja też pamiętam karpie w wannie z dzieciństwa :) W czasach licealnych lub studenckich pamiętam, że w środku nocy zobaczyłam, że jeden z karpi krzywo pływa i do rana nie dotrwa - babci budzić nie chciałąm, to wzięłam sprawy w swoje ręce (tak, widziałam, jak się zabija karpie i kurczaki).
      Co do smaku - ja lubię. Specyficzna ryba, ale ma w sobie coś - myślę, że karp u mnie przegrywa z łososiem, ale wygrywa z całą resztą, bo kocham tłuste ryby. Ostatnio jadłam w azjatyckiej knajpie karpia w 5 smakach, fantastyczny był.
      Ale, zęby tak teraz kupić żywego karpia...nie. Na co? Kotu, żeby miał radochę?
      • kk345 Re: karp 20.12.12, 22:41
        Skąd to przekonanie, ze karp jest tradycja komunistyczną? Mamy jako kraj bogatą tradycję stawow hodowlanych, pisala tez o nich Ćwierciakiewiczowa, a swoją najpopularniejsza ksiazkę kucharską napisala przecież pod koniec XIX ego wieku...
        • pierwszalitera Re: karp 20.12.12, 22:53
          kk345 napisała:

          > Skąd to przekonanie, ze karp jest tradycja komunistyczną? Mamy jako kraj bogatą
          > tradycję stawow hodowlanych, pisala tez o nich Ćwierciakiewiczowa, a swoją naj
          > popularniejsza ksiazkę kucharską napisala przecież pod koniec XIX ego wieku...

          Masowy karp jest tradycją komunistyczną. Bo karpia w Polsce na pewno jadano, popularny jest także u naszych południonych i zachodnich sąsiadów, ale polska kuchnia wigilijna nie przykazuje obowiązkowego karpia, jednak nie znam rodziny, u której go w PRL-u nie jadano. A jak ktoś miał wyjątkowe obrzydzenie i robił jakąś inną rybę, to się do tego raczej głośno nie przyznawał, bo wypadał na dziwaka. Wszystko inne jest bardzo wymienne, na Śląsku często nie jada się na przykład ani barszczu, ani pierogów, tylko zupę grochową, albo fasolową, więc różnorodność regionalna jest większa, tylko ten głupi karp musiał być od Odry do Buga.
          • kk345 Re: karp 20.12.12, 22:56
            > A jak ktoś miał wyjątkowe obrzydzenie i robił jakąś inną rybę, to się do tego raczej głośno nie >przyznawał, bo wypadał na dziwaka.

            To teraz, kiedy wstyd sie przyznać, ze sie lubi karpia i robi go na Święta, realizuje się sprawiedliwość dziejowa, zeby zrekompensowac te lata ucisku?
            • kryklu Re: karp 21.12.12, 15:23
              > > A jak ktoś miał wyjątkowe obrzydzenie i robił jakąś inną rybę, to się do
              > > tego raczej głośno nie >przyznawał, bo wypadał na dziwaka.

              > To teraz, kiedy wstyd sie przyznać, ze sie lubi karpia i robi go na Święta, rea
              > lizuje się sprawiedliwość dziejowa, zeby zrekompensowac te lata ucisku?

              Doskonałe :)

              O ile na ogół zgadzam się z wypowiedziami pierwszejlitery, to pogardliwe traktowanie odmiennych gustów ("Czasem ten smród mentalnego ubóstwa socjalizmu ciągnie się za nami jeszcze przez wiele generacji") pod pozorem walki z pozostałościami PRLu dotknęło mnie do żywego. Mam 51 lat, z czego połowę przeżyłam w PRLu i nie mam zamiaru tych lat wykreślać z pamięci. W tych paskudnych czasach upływało moje życie, chwilami szczęśliwie, za co bardzo przepraszam ;)
              W czasie świąt lubię wracać do smaków dzieciństwa. Smakowanie potraw "luksusowych" czy regionalnych zostawiam sobie na inne okazje. Moja 92-letnia mama nie wyobraża sobie świąt bez karpia, sama go z resztą smaży. Ja też go bardzo lubię, mój mąż mniej (no właśnie, smaki dzieciństwa). Dopóki mama z nami będzie, karp będzie u nas głównym wigilijnym daniem.
              Mąż kupił karpia w postaci filetów.
              Bezsensowne męczenie karpi i innych zwierząt jest haniebne i nie bardzo wiem, o czym tu dyskutować.
              • pinupgirl_dg Re: karp 21.12.12, 15:38
                > O ile na ogół zgadzam się z wypowiedziami pierwszejlitery, to pogardliwe trakto
                > wanie odmiennych gustów ("Czasem ten smród mentalnego ubóstwa socjalizmu ciągni
                > e się za nami jeszcze przez wiele generacji") pod pozorem walki z pozostałościa
                > mi PRLu dotknęło mnie do żywego.

                Ja się akurat z tym wyrwanym zdaniem zgadzam, chociaż bynajmniej nie mam na myśli karpia. Do karpia nic nie mam, jadłam raz chyba w życiu, wcale nie na wigilię. Nie zasmakował mi, ale sądzę, że nie był dobrze przyrządzony.
                Zresztą mam wrażenie, że ten karp jest taki symboliczny, w sumie znam niewiele osób, które akurat karpia jedzą w wigilię, zwykle jest to jakakolwiek ryba, jaką kto lubi. Jak ktoś lubi karpia, to może być karp, dlaczego nie. A karp w wannie wydaje mi się absolutną mniejszością, sama się dziwię tym kolejkom, bo chyba nie znam nikogo, kto kupuje karpia żywego.
              • pierwszalitera Re: karp 21.12.12, 18:10
                kryklu napisała:

                > O ile na ogół zgadzam się z wypowiedziami pierwszejlitery, to pogardliwe trakto
                > wanie odmiennych gustów ("Czasem ten smród mentalnego ubóstwa socjalizmu ciągni
                > e się za nami jeszcze przez wiele generacji") pod pozorem walki z pozostałościa
                > mi PRLu dotknęło mnie do żywego. Mam 51 lat, z czego połowę przeżyłam w PRLu i
                > nie mam zamiaru tych lat wykreślać z pamięci. W tych paskudnych czasach upływał
                > o moje życie, chwilami szczęśliwie, za co bardzo przepraszam ;)

                Ja mam lat 46, dlatego właśnie pozwalam sobie na taką ostrą ocenę. Nie chodziło mi jednak o preferencję karpia, tylko o bezmyślne powtarzenie "tradycji". Wcześniej napisałam, że wiele osób w ogóle za karpiem nie przepada, a jednak bezrefleksyjnie karpia kupuje (żywcem), bo tak trzeba. I z całym szacunkiem dla szczęśliwego życia w PRL-u, ale gdyby to były tak cudowne czasy, to ludzie raczej nie walczyliby o zmianę. Ale to może być też sprawa osobowości, ja nie jestem specjalnie sentymentalna i raczej otwarta na nowości, pewnie nawet po 90-tce nie będą należała do ludzi twierdzących, że kiedyś to było lepiej i wszystko lepiej smakowało. Chociaż to drugie jest możliwe, zmysł smaku z wiekiem się traci. ;-)
                • kryklu Re: karp 21.12.12, 20:18
                  pierwszalitera napisała:
                  Nie chodziło
                  > mi jednak o preferencję karpia, tylko o bezmyślne powtarzenie "tradycji". Wcz
                  > eśniej napisałam, że wiele osób w ogóle za karpiem nie przepada, a jednak bezre
                  > fleksyjnie karpia kupuje (żywcem), bo tak trzeba.

                  Wcześniej napisałaś tak:
                  "Osobiście znam tylko jedną osobę, której karp naprawdę smakuje i mogłaby jeść go częściej, a reszta celebruje tą zamuloną rybę raz w roku, bo tak nakazuje tradycja. Jaka tradycja? To PRL-owski skansen. I nakaz postnego charakteru wigilii już też nie istnieje, więc można wzorować się na innych krajach, gdzie tradycja jest zawsze rodzinna. U jednych robi się więc gęś, u innych jest ryba, a u jeszcze innych indyk. To co się lubi."

                  Jeśli dobrze zrozumiałam, według Ciebie gęś, ryba lub indyk w ramach rodzinnej tradycji są OK, ale "ta zamulona ryba" to PRL-owski skansen.
                  No masz, a ja myślałam, że smażony karp na Wigilię to nasza rodzinna tradycja... Dzięki za oświecenie ;)


                  I z całym szacunkiem dla szc
                  > zęśliwego życia w PRL-u, ale gdyby to były tak cudowne czasy, to ludzie raczej
                  > nie walczyliby o zmianę.

                  Ja napisałam, że to były paskudne, a nie cudowne czasy. Ale człowiek może być szczęśliwy w każdych okolicznościach, zwłaszcza jeśli jest młody, zdrowy, żyją rodzice itd.


                  Ale to może być też sprawa osobowości, ja nie jestem s
                  > pecjalnie sentymentalna i raczej otwarta na nowości,

                  Ja też :) Jednak akurat okres świąt to jest dla mnie dobry moment na przestrzeganie tradycji, wspominanie przeszłości.


                  pewnie nawet po 90-tce nie
                  > będą należała do ludzi twierdzących, że kiedyś to było lepiej

                  Czy ja coś takiego napisałam, że kiedyś to było lepiej? A już kiedy słyszę, że za komuny było lepiej, to mi nerwy puszczają. No :)


        • jul-kaa Re: karp 20.12.12, 23:14
          W Polsce w Wigilie dawniej wcale nie jadano ryb (i nie dawano sobie prezentów). Ryby jedzono tylko na Warmi, Mazurach, Kaszubach. Karp wigilijny jako potrawa obowiązkowa upowszechnił się wlaśnie w czasie PRLu.
          • filoruska Re: karp 21.12.12, 00:07
            Dawna Polska to pojęcie zbyt obszerne. Ryby jadano w wigilię, ale nie wszędzie. Głównie jadano na szlacheckich stołach. Jak poczytasz XIX wieczne opisy wigilii, to tam karp się pojawia jako jedna z wielu potraw rybnych.
          • teresa104 Prezenty 22.12.12, 20:05
            Właśnie! W moim domu rodzinnym prezentów na te święta się nie daje (nie dawało się ich ani w rodzinie ojca, ani matki). Jeśli już cokolwiek ktoś jako dziecko dostawał, to na Mikołaja, nie na Boże Narodzenie.
            Jakoś próbowałam kiedyś to bez przekonania obalić, bo miło jest dostawać prezenty, ale odeszło mi, bo odzew był zerowy.
      • pierwszalitera Re: karp 20.12.12, 22:43
        ederlezi1981 napisała:

        Specyficzna ryba, ale ma w sobie coś - myślę, że karp u
        > mnie przegrywa z łososiem, ale wygrywa z całą resztą, bo kocham tłuste ryby.

        Jaką resztą? Śledź, makrela, szproty, sardynki, tuńczyk, węgorz, to są wszystko tłuste ryby i do tego pełne omega-3. Karp się do nich nie umywa. Ze słodkowodnych polecam jeszcze pstrąga.
        • kk345 Re: karp 20.12.12, 22:49
          Pstrag jest mdły a sardynki słabo mi pasują do Wigilii. Dlaczego, ktoś, kto lubi karpia, powinien się z tego wytłumaczyć? Argument, ze Tobie karp nie smakuje, jest w tym wypadku malo uniwersalny...
        • ederlezi1981 Re: karp 20.12.12, 23:51
          pierwszalitera napisała:
          > Jaką resztą? Śledź, makrela, szproty, sardynki, tuńczyk, węgorz, to są wszystko
          > tłuste ryby i do tego pełne omega-3. Karp się do nich nie umywa. Ze słodkowodn
          > ych polecam jeszcze pstrąga.
          Węgorz nie na moją kieszeń i raczej trudny do dostania.
          No tak, śledź i makrela, oczywista oczywistość. Ja chyba pomyślałam o rybach jako materiale do smażenia/pieczenia/duszenia - a te jadam z reguły na zimno.
          Sardynki i szproty ok, ale szału nie ma.
          Tuńczyk tłusty? Hmmmm...
          Pstrąg w porównaniu z łososiem i karpiem za chudy- znaczy, bardzo lubię, ale to nie to.
          Lubię karpia, po prostu. Smażonego w panierce, zupę na karpich głowach, płetwach i innych resztkach, karpia w galarecie i po żydowsku (znaczy, z cebulą i piwem- bo wiem, że pod tą nazwą znanych jest wiele róznych przepisów). A tyeraz jeszcze lubię w 5 smakach :)
          -------
          I don't want to start any blasphemous rumours
          But I think that God's got sick sense of humour
          And when I die I expect to find Him laughing
          • pierwszalitera Re: karp 21.12.12, 10:25
            ederlezi1981 napisała:

            > Węgorz nie na moją kieszeń i raczej trudny do dostania.
            > No tak, śledź i makrela, oczywista oczywistość. Ja chyba pomyślałam o rybach ja
            > ko materiale do smażenia/pieczenia/duszenia - a te jadam z reguły na zimno.
            > Sardynki i szproty ok, ale szału nie ma.
            > Tuńczyk tłusty? Hmmmm...
            > Pstrąg w porównaniu z łososiem i karpiem za chudy- znaczy, bardzo lubię, ale to
            > nie to.

            Śledzie i makrelę też można smażyć/piec/dusić. Podobnie jak sardynki, szproty i tuńczyka.Tylko kupuje się je surowe, a nie wędzone. I naturalnie, że tuńczyk jest tłustą rybą, chociaż przyznam że poza puszką jest raczej drogi. Ja najbardziej lubię śledzie w każdej postaci i płaskie flądry. Też morskie ryby.
            • ederlezi1981 OT rybny 22.12.12, 00:02
              Nie wiem, czy kiedykolwiek jadłam makrelę inna, niż wędzoną. Muszę spróbować, bo jest wystarczająco tłusta, by mi smakowała.
              Śledź pieczony? Owszem, ale z octu na zimno.
              Flądra dobra:) Halibut też.
              W sumie mało jest niedobrych ryb, może sum afrykański (mdły, ościsty i bez smaku), z moją siostrą sprzeczamy się o tołpygę (ona nie lubi, mi nawet samkuje- ale szału nie ma).
            • kotwtrampkach Re: karp 27.12.12, 13:23
              pierwszalitera napisała:

              > Śledzie i makrelę też można smażyć/piec/dusić. Podobnie jak sardynki, szproty i
              > tuńczyka

              smażony śledź - pycha - mieszkałam kiedyś miesiąc czy dwa blisko morza, to był mój ulubiony obiad i wystarczająco tani na moja kieszeń:-) Parę lat temu znalazłam znów takie ryby do smażenia - nie mogłam wywietrzyć mieszkania przez dwa dni - koszmar, jak to cuchnie. Choć smak dobrze pamiętałam :-)
        • filoruska Re: karp 21.12.12, 00:21
          Ze słodkowodnych to ja polecam sielawę. Przepyszna. Polecam też jesiotry.
          Węgorz i tuńczyk zabijają ceną.
          Makrela jest też pyszna. Dzisiaj się zastanawiałam, czy kupić, ale niestety była tylko rozmrażana, a do poniedziałku taka mi nie wytrzyma. Sardynki też mi smakują, ale jak pomyślę, ile takich małych ryb musiałabym oprawić, żeby wszyscy choć spróbowali, to chyba bym sobie darowała. Ale i tak od kilku tygodni już ich świeżych nie widziałam.
          Śledź ok, ale ile można jeść tylko śledzia przy takim ogromnym wyborze gatunków ryb. Do tego świeże też bywają tylko okresowo. Pstrąga natomiast trzeba dobrze zrobić. W moim prywatnym rankingu jest daleko za innymi rybami pod względem walorów smakowych.
          W tym roku na wigilię będziemy próbować szczupaka i tołpygę. Karp też będzie. Kupiłam jeszcze liny, ale nie przejemy tego, więc poczekają w zamrażarce na inną okazję.
          • filoruska Re: karp 21.12.12, 00:24
            Zapomniałam o leszczu - jeszcze jedno moje odkrycie tegoroczne. Pieczony z warzywami to coś wspaniałego.
            • marciasek Re: karp 21.12.12, 01:01
              W PL makrela zawsze jest rozmrażana. Jeśli sprzedawca twierdzi inaczej, to mija się z prawdą.
              • filoruska Re: karp 21.12.12, 10:40
                Wolałabym zamrożoną, bo świeżą muszę robić od razu, a nie zawsze mi pasują zakupy i obiad w tym samym dniu.
                To, że w PL nie ma świeżych makreli, a tylko mrożone, to dla mnie oczywistość ze względu na to, gdzie są łowiska. Gdyby dowożono świeżą, kosztowałaby pewnie ze względu na koszty transportu tyle, co tuńczyk.
                W moim sklepie ryby są dobrze opisane, a obsługa odpowiada na wszystkie pytania dotyczące dostaw. Jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby mnie okłamali.
                • marciasek Re: karp 21.12.12, 12:15
                  też bym wolała zamrożoną, niestety wszędzie je rozmrażają i sprzedają jako świeże. Zamrożoną udało mi się jak dotąd kupić tylko raz, w Tesco, bo akurat rozmrożone się panom skończyły.
    • slotna Re: karp 20.12.12, 22:07
      Bo sa glupi, bezmyslni i maja zwierzeta w dupie.

      Szczesliwie w Irlandii zywego karpia dostac nie sposob, przynajmniej w mojej okolicy, w poprzednich latach kupowano mrozone, w tym roku trafily sie swieze, dzisiaj przywiezione - fajnie, ale ja takiej ryby lezacej w stanie surowym od czwartku w poniedzialek juz bym do ust nie wziela (gdybym normalnie brala, oczywiscie - nie biore, bo jest tlusty, oscisty jak pierun i faktycznie zamulony).
    • justinehh Re: karp 20.12.12, 22:39
      Siła tradycji. Karp musi się pluskać w wannie, bo tak się dzieje od wielu lat i fakt, że rodzina przez jeden dzień się nie umyje niczego nie zmienia.
      Moja matka ładnych parę lat temu stwierdziła, że ona karpia nie chce i od tego czasu na wigilii były filety z morszczuka albo innego mintaja...
    • 987ania Re: karp 21.12.12, 08:45
      A ja lubię karpia i jadam go wyłącznie w okresie świąteczno-noworocznym, tak jak zupę grzybową z prawdziwków (której nie robię w ciągu roku) i dużą fasolę z masłam, która też jest u nas daniem wigilijnym. Nie trzeba czegoś lubić, żeby to jadać cały rok. Nie wiem dlaczego karp stał się takim negatywnym symbolem świąt z PRLu. Czy jak coś było w PRL, to jest złe? Nie przesadzajmy.
      • pierwszalitera Re: karp 21.12.12, 10:50
        987ania napisała:

        Czy jak coś było w PRL, to jest złe? Nie przesadzajmy.

        A żyłaś w PRL-u-? Bo ja tak, więc nie pozwolę sobie na relatywowanie. Tak, jest złe, zawsze wtedy, kiedy jest symbolem ubóstwa i urawniłowki. Niestety, często nie są to rzeczy, które się odkłada, gdy nagle zmienia się ustrój i otwiera przed nami cały świat. Czasem ten smród mentalnego ubóstwa socjalizmu ciągnie się za nami jeszcze przez wiele generacji. I dlatego ciągle mamy masowy rytuał kupowania żywcem i katrupienia karpia w domowej łazience. W bardzo znanym filmie "Planeta Małp" potomkowie atomowej katastrofy też modlą się do bomby, nieszczęście wzniesione do nabożeństwa. U nas czasem tak samo podchodzi się do pewnych spraw i nazywa to tradycją.
        • 987ania Re: karp 21.12.12, 12:56
          Smak karpia, jego lubienie czy nie, nie ma nic wspólnego z jego katrupieniem w foliowej torebce przez nawiedzony tłum. A ta dyskusja z tematu traktowania ryb przeszła na to, że karp zły. Dla mnie nie jest zły, tak samo jak węgorz, który za komuny często gościł w moim domu.
        • szarsz Re: karp 21.12.12, 19:37
          pierwszalitera napisała:

          > Tak, jest złe, zawsze wtedy, kiedy jest symbolem ubóstwa i urawniłowki.

          Dlatego teraz chcesz równać w drugą stronę i wyrzucać ludziom te nieszczęsne karpie z łazienek? Pozwól innym żyć po swojemu i smażyć karpie do woli.
          • pierwszalitera Re: karp 21.12.12, 22:56
            szarsz napisała:

            > Dlatego teraz chcesz równać w drugą stronę i wyrzucać ludziom te nieszczęsne ka
            > rpie z łazienek? Pozwól innym żyć po swojemu i smażyć karpie do woli.

            Dlaczego? Bo gdyby traktowano karpia jako opcję, a nie konieczność, to ryb w sklepach byłoby mniej i nie wegetowałyby w takich skandalicznych warunkach. Być może co niektórzy nie widzieliby też konieczności przynoszenia żywego karpia do domu, właśnie dlatego, bo istniałoby więcej ludzi, którzy robią coś inaczej. Istnieją fajne masowe tradycje i takie do zadka, a ja tą karpiową uważam za należącą do tej drugiej kategorii. Nie przez smakowe preferencje, tylko przez obrządek wokół. W ogóle polską tradycję smętnego Bożego Narodzenia, którego jedynym radosnym akcentem jest wyżerka, uważam za do bani. Ale to temat na inną dyskusję.
        • kk345 Re: karp 21.12.12, 20:55
          > A żyłaś w PRL-u-? Bo ja tak, więc nie pozwolę sobie na relatywowanie.

          Tak. I nie rozumiem dlaczego ten nieszczesny, niczemu nie winien karp, stał sie nagle w Twojej interpretacji symbolem znienawidzonego ustroju.
          Dla mnie to tradycja, skojarzenie z miłymi, rodzinnymi Wigiliami, smak dzieciństwa, obowiązkowy element wieczerzy wigilijnej. Przykro mi, ze dla Ciebie to trauma.
          • teresa104 Gnębienie karpia to obskura 21.12.12, 21:39
            ale nie sądzę, żeby ten "zwyczaj" powstał za PRL-u, byliśmy brutalni także wcześniej.

            Zresztą mam wrażenie (nie pewność, bo z premedytacją unikam sklepów w tym okresie), że jednak noszenie karpia żywcem do domu to obecnie rzadkość, na rybnym stoi gość, który sprawnie rybę katrupi, waży i sprzedaje już martwą (lub, o zgrozo, martwawą jak baca w rowie) i to, że w sklepach stanęły baseny z rybami, nie oznacza, że masowo po domach praktykujemy torturowanie ryby. Ale powtórzę: należy wprowadzić zakaz detalicznego handlu żywiną. Nie ma usprawiedliwienia dla dręczenia zwierząt.
            • kk345 Re: Gnębienie karpia to obskura 21.12.12, 22:46
              Miesza nam się w tym watku sama obecnośc karpia na stole (jak widac niepoządana i niewłaściwa ideologicznie) z męczeniem zywych zwierzat (moralnie nie do przyjecia, tu pełna zgodnosc). Nabylam karpia, został fachowo zabity za parawanem, nie skakał na tasmie kasy ani w domu...Mam zamiar go zjesc ze smakiem.
              Czy po czyms takim mogę pokazać się w towarzystwie i spojrzeć sobie w oczy w lustrze?
              • filoruska Re: Gnębienie karpia to obskura 21.12.12, 23:04
                Z ideologicznego punktu widzenia nie masz prawa.

                Z kuchennego jedz, jak Ci smakuje. Tylko czy mięso zwierza, który ostatni tydzień, jak nie więcej spędził w chlorowanej wodzie bez wystarczającej ilości tlenu, pokarmu i ruchu jest jeszcze dobre jakościowo? Bo ja mam wątpliwości również w tej kwestii. Czy jeśli ten karp dostałby fachowo w łeb już obok stawu, to nie byłby smaczniejszy?
                • koza-1985 Re: Gnębienie karpia to obskura 21.12.12, 23:17
                  filorusko, czy w stawie czy w hipermarketowej wannie, o tej porze roku karpie nie jedzą.
                  --
                  • filoruska Re: Gnębienie karpia to obskura 21.12.12, 23:27
                    Tylko wanna zmienia całkowicie ich cykl życiowy. Mają znacznie za ciepło w porównaniu ze stawem. Robi im się sztuczną wiosnę, czyli czas, kiedy by już jadły.
                    • pinupgirl_dg Re: Gnębienie karpia to obskura 22.12.12, 11:40
                      > Tylko wanna zmienia całkowicie ich cykl życiowy. Mają znacznie za ciepło w poró
                      > wnaniu ze stawem. Robi im się sztuczną wiosnę, czyli czas, kiedy by już jadły.

                      Mignęło mi, że karpie kilka dni przed ubojem przenosi się do innych zbiorników i tam też się głodzi, żeby się "oczyściły", czyli żeby nie czuć ich było mułem.
              • pierwszalitera Re: Gnębienie karpia to obskura 21.12.12, 23:14
                kk345 napisała:

                > Czy po czyms takim mogę pokazać się w towarzystwie i spojrzeć sobie w oczy w lu
                > strze?

                Jak ci smakuje, to jedz. U mnie będzie mięso, te zwierzęta też były zabijane. Mam tylko coś przeciwko masówce i żywym karpiom w workach foliowych, i jestem zdania, że bezrefleksyjne kierowanie się "tradycją" ma w tym procederze spory udział.
            • pinupgirl_dg Re: Gnębienie karpia to obskura 21.12.12, 23:05
              > Zresztą mam wrażenie (nie pewność, bo z premedytacją unikam sklepów w tym okres
              > ie), że jednak noszenie karpia żywcem do domu to obecnie rzadkość, na rybnym st
              > oi gość, który sprawnie rybę katrupi, waży i sprzedaje już martwą (lub, o zgroz
              > o, martwawą jak baca w rowie) i to, że w sklepach stanęły baseny z rybami, nie
              > oznacza, że masowo po domach praktykujemy torturowanie ryby.

              Też mam wrażenie, że żywe karpie to jednak margines. Sklepy też omijam, na rybny wcale nie zaglądam, ale nie znam nikogo, kto by trzymał karpia w wannie. Nawet niewiele znam osób, które jedzą akurat karpia, ja nie jadłam chyba nigdy na wigilię. Więc zwyczaj może jednak nie jest taki masowy.
              • jul-kaa Re: Gnębienie karpia to obskura 21.12.12, 23:10
                Może wanny to margines (nie wiem, nie wiem...), ale na pewno marginesem nie jest torturowanie tych zwierząt przez ostatnie dni życia: transport, trzymanie w strasznym ścisku, nieodpowiednia, chlorowana woda itd.
              • madzioreck Re: Gnębienie karpia to obskura 22.12.12, 16:41
                Nawe
                > t niewiele znam osób, które jedzą akurat karpia, ja nie jadłam chyba nigdy na w
                > igilię. Więc zwyczaj może jednak nie jest taki masowy.

                Ja nie znam w realu absolutnie nikogo, u kogo na wigilii nie byłoby karpia, a z kolei niewiele znam osób, które karpia naprawdę lubią. Pytanie więc, czy reszta to masochiści, czy jednak "bo tradycja"...
                Ja sama karpia nie znoszę. Choćby był nie wiadomo jak świetnie, umiejętnie przyrządzony, wali szlamem, mniej lub bardziej. Ale ja w ogóle nie lubię ryb słodkowodnych, ewentualnie płotki, leszcze, jazie, okonie - młode, tyle, że one z kolei mają w ciul ości.
                • plecha1 Re: Gnębienie karpia to obskura 22.12.12, 19:05
                  U mnie nie ma karpia :) Nie lubimy, więc zrezygnowaliśmy. Po co w imię tradycji jeść na siłę?
                • slotna Re: Gnębienie karpia to obskura 22.12.12, 20:02
                  Ja z osob naprawde lubiacych znam moja mame. Ale i ona twierdzi, ze przez caly rok karp wali mulem... tylko w wigilie nie :D W kazdym razie zjada cala sztuke sama, druga sztuke usiluje spozyc jej facet, ale nie zawsze mu sie udaje.

                  Ja kiedys raz jadlam znakomitego karpia, tyle, ze byl calkiem zmielony, zmieszany z roznymi rzeczami i tylko uformowany na podobienstwo ryby przed zalaniem galareta ;)

                  Jeszcze mi sie przypomnialo, ze niektorzy Irlandczycy i Anglicy smieja sie, ze jemy zlote rybki (koi).
                • magdalaena1977 Re: Gnębienie karpia to obskura 22.12.12, 20:19
                  madzioreck napisała:

                  > Ja nie znam w realu absolutnie nikogo, u kogo na wigilii nie byłoby karpia, a z
                  > kolei niewiele znam osób, które karpia naprawdę lubią.

                  Moi rodzice naprawdę lubią i kupują go przez cały rok.
          • pierwszalitera Re: karp 21.12.12, 23:06
            kk345 napisała:

            > Dla mnie to tradycja, skojarzenie z miłymi, rodzinnymi Wigiliami, smak dziecińs
            > twa, obowiązkowy element wieczerzy wigilijnej. Przykro mi, ze dla Ciebie to tra
            > uma.

            Trauma to dla karpia, mnie święta Bożego Narodzenia ani grzeją ani ziębią. Kiedy byłam jeszcze wierząca, lubiłam te religijne nastroje wokoło i pasterkę. Nerwowe przygotowania, kupowanie, sprzątanie, mycie okien w środku zimy i udawanie harmonii przy wigilijnym stole, to rzeczy, z których łatwo mi było zrezygnować. Żadna więc trauma, raczej ulga. Dzisiaj spotykam się ze znajomymi przy grzanym winie, czymś smacznym do przegryzienia i bez wielkiego nabożnego trara świętujemy przytulne kilka dni wolnego pod koniec roku. A dla rodziny można być też miłym przez cały rok.
    • teresa104 Nie ma wyjaśnienia. 21.12.12, 09:50
      I mam nadzieję, że w końcu wprowadzi się zakaz detalicznego obrotu żywymi zwierzętami przeznaczonymi do jedzenia.

      Głupie bestialstwo.

      Pamiętam z dzieciństwa, że karp w wannie pływał raz. Tak się poryczeliśmy z bratem, że ten karp, z którym błyskawicznie się zakumplowaliśmy, jest do jedzenia, że więcej takiej akcji w domu nie było.
      I w ogóle karpia nie tykam, nie widzę nic szczególnego w smaku, a cały ten karpiowy folklor też nie pomaga.
      • dar61 Kaprpiu, tyj, żyj 21.12.12, 13:20
        {Teresy104} metoda, z ryczeniem, jest, jest ... ŚWIETNA!

        Spróbuję ją rozpropagować po naszych dziecięcych opłotkach.

        Ileż musiałem się w ostatnich dniach naganiać w mym rodzinnym mieście, by znaleźć „wyfiletowaną ofertę" karpia w płatach. Bo senior sobie nasz żazyczy, werszcie [!] znielubi walenie tłuczkiem pokaripowe... Jeden jedyny sklep, o o dziwo niepolskim kapitale, miał takiego karpia. Jeden. Wstyd!
        W innych - wraca klasyka, zwierz [pół]żywy, w folię pakowany, nie działają ostrzeżenia, że zawiadomimy kogo trzeba [sprzedawca na 1-razowy kontrakt, z tu mu wiszącym problemem].
        Karp klasyką? Rodzinną? Ależ oczywiście. Mnie to np. zawsze pachnie dawką dzieciństwa beztroskiego. Ale - uśmiercano u nas to zwierzę dyskretnie, z raz pamiętam, że maczano go u nas w wannie.
        Inne potrawy mięsne u nas to byłoby zaprzeczenie idei postnej wieczerzy [nasza śp. Seniorka trzymała - jedyna - religijny rygor]. Poddawaliśmy się temu terrorowi z przyjemnością :-)
        Dziś po prostu trzeba w rodzinach kogoś zdolnego, by wdrożyć modę wigilijną na inne rybki, inne dania - kto ma dryg, niech narzuca nowe trendy, na pewno się przyjmą.

        A tak pozatradycyjnie - polską falę innego podejścia do [świątecznego] zwierza narzuciła świeżo nam królująca w RP ustawa, media <wreszcie> podchwyciły, reklamy [zwykle działające antyrozsądkowo, zwykle nawyk sobiepaństwa polskiego potęgujące] ktoś rozsądnie ukierunkował, reklamodizajnera kopiąc w rzyć.
        Wystarczyło tak niewiele, raptem wymóg wynoszenia ze sklepu w czymkolwiek z wodą, sklepowa zasłonka i tłuczek - i już karpiowa śmierć tak w oko nas nie kole.

        Pomysł Stanicznki powyżej, by handel żywym zwierzem w detalu ukrócać, warto propagować, ustawy doskonalić, byle nie poniżając nawyczków, nie drażniąć Polactwa jakąś [znów] głupią reklamówką, [znów] popisem nadambitnego dizajnera. Spokojnie, kroczkami, to może nawet zwyczaj gotowania skorupiaczków/ polskich raków - gdy na żywca w war wrzucanych, to pono lepiej smakujących - wykorzenić się uda, do muzeum wypchnąć, cywilizując Ćwierciakiewiczową :-)

        Temat rzeka [rytuał czy pasibrzuszenie/ żreć czy być itd./ kolęda czy danie nr 17]!

        Dar61, ciągle w podziwie zerkający w głębię Staniczankowych dociekań
        • dar61 Karpiu, tyj, żyj [błędzie, miń] 21.12.12, 13:27
          Dar61, w zauroczeniu podziwu:
          ... senior sobie nasz żazyczy, werszcie [!] znielubi walenie tłuczkiem pokaripowe...

          >>>

          ... senior sobie nasz zażyczył, wreszcie [!] znielubił walenie tłuczkiem pokarpiowe ...
        • teresa104 Re: Kaprpiu, tyj, żyj 21.12.12, 14:34
          Nie jestem religijna, toteż temat wigilijnego postu-niepostu mógłby być mi zupełnie obojętny, gdyby nie religijni rodzice. Moja matka często wspomina dom rodzinny i prawdziwie postną kolację wigilijną, która mimo że była przygotowana ze składników zwykłych, tanich, prostych, wsiowych, biednych, dostępnych i w żadnym wypadku nie mięsnych (jeśli nie liczyć ryb), była urozmaicona i na pewno smaczna. Barszcze, uszka, pierogi z soczewicą, z kaszą gryczaną, cepeliny, grzyby z octu, grzyby suszone, potem moczone i smażone, kapusty, puree grochowe, gotowana pszenica z miodem, orzechami, pierniki, dorsz suszony, zupa grzybowa, zupa owocowa z suszu, śledzie wszelakie - z ziołami, z korzeniami, z owocami, z olejem lnianym (główny stosowany na święta olej, z własnej uprawy zresztą), pstrągi (ale po nie już trzeba było jechać do miasta). O karpiu nie wspominała. Mięsa, masło, sery, śmietanę wolno było dopiero nazajutrz. Kiedyś prosiliśmy ją, żeby odtworzyć tamte potrawy, ale to już się chyba nie uda.
          • dar61 Karpiu, śpij, śnij, a nuż... 21.12.12, 16:21
            Wigilijna wieczerza ma w sobie jednak tradycyjnie ten wtręt - danie mięsne, co zaprzecza postności. Czy to karp standardowo - przecież nie, ale jakaś ryba, wymyślona przez zakonników przed wiekami jako nie-mięso, jest zawsze w Polskich Opłotkach.

            Prawie wszystkie z zestawu {Teresy104} dania - w tradycji gałęzi zabużańskiej mej rodziny, tej po mieczu - są, no może prócz tego cepelina [a cóż to za licho?].
            Z małą poprawką - ta „gotowana pszenica z miodem" to ma swą nazwę, wymawianą u nas starannie, mięciutko, jak należy: kutia, dokładniej: kutja/ kut'a [prawie jak kuc'a).

            Naszą Seniorkę kiedyś chciałem zaskoczyć pytankiem, co to za postne jedzenie, kiedy i tak trzeba co najmniej na oleju kilka składników wieczerzy przyrządzać, ta nasza kutia to aż kapie od miodu, ale sobie te dociekania darowywałem ;-)
            A ta ostatnia u nas przyrządzana była w nadmiarze, na zapas, bo synowa Seniorki sobie życzyła jadać kutię i w 1. świąteczne dni Nowego Słonecznego Roku, zwanego często Świętami Bożego Narodzenia ;-)
            Nie wspominając o tym, że to danie to właściwie deser, ale u nas jadany na starcie :-)

            ... Kiedyś prosiliśmy ją, żeby odtworzyć tamte potrawy, ale to już się chyba nie uda ...

            A tam, nie da :-)
            Jak się mnie, nie dopuszczanemu do tych przygotowań wieczerzy, udało odtworzyć kutii tajemną recepturę, dojść do wariantu kutii na gęsto, jakiego nie stosowała nasza śp. Seniorka, to i {Teresianom} udać się to odtwarzanie może.
            Może i u nas jednak zawita na wieczerzę ryba w innej - gatunkowo - postaci, to tradycyjne mordowanie karpia, powszechne, polskie, pomału ginie.

            Byle dało się go bez trudu kupić już oprawionego, jak inne - czego i posłom naszym, ustawotwórcom, życzyć trzeba.

            • filoruska Re: Karpiu, śpij, śnij, a nuż... 21.12.12, 16:48
              dar61 napisał:

              > Wigilijna wieczerza ma w sobie jednak tradycyjnie ten wtręt - danie mięsne, co
              > zaprzecza postności. Czy to karp standardowo - przecież nie, ale jakaś ryba, wy
              > myślona przez zakonników przed wiekami jako nie-mięso, jest zawsze w Polskich O
              > płotkach.

              Naszym praszczurom, który tworzyli przepisy postne, nie chodziło o mięso jako mięsień. Zakaz obejmował zwierzęta inne niż żyjące w wodzie. I nie chodziło o rodzaj pokarmu jako taki, ale o powstrzymanie się od pokarmów, które są kosztowne i zadowolenie się tym, co tańsze i pospolite.
              Trzeba pamiętać, że te przepisy tworzono ponad 1500 lat temu. Świat się zmienił i teraz już zupełnie co innego jest tanie lub drogie. Teraz mięso ssaków i ptaków, których nie można jeść w ramach wstrzemięźliwości (nie postu, bo post oznacza zupełnie co innego) ma znaczenie symboliczne - mam zwrócić uwagę na to, że dany dzień jest inny, niż pozostałe dni w tygodniu. Mięso ssaków i ptaków jest w naszym kręgu kulturowym nadal jednym z najpowszechniejszych pokarmów białkowych. Dlatego przepis dotyczy właśnie jego, a nie np. mięsa ryb, które je często relatywnie mało osób.
              Zachodnie przepisy postne były jeszcze nie tak dawno o wiele ostrzejsze. Między innymi poszczono we wszystkie wigilie większych świat. Wschodnie przepisy postne nadal są o wiele poważniejsze.
              • pinupgirl_dg Re: Karpiu, śpij, śnij, a nuż... 21.12.12, 17:16
                > Naszym praszczurom, który tworzyli przepisy postne, nie chodziło o mięso jako m
                > ięsień. Zakaz obejmował zwierzęta inne niż żyjące w wodzie. I nie chodziło o ro
                > dzaj pokarmu jako taki, ale o powstrzymanie się od pokarmów, które są kosztowne
                > i zadowolenie się tym, co tańsze i pospolite.

                Też tak gdzieś mi się obiło o oczy. Chodziło właśnie o to, żeby sobie odmówić tego, co uważano za najlepsze.
                Przy czym dla mnie od zawsze piątek był najprzyjemniejszym kulinarnie dniem, bo ryby uwielbiałam, w przeciwieństwie do mięsa. Gdzieś mi się obiła historia jednego księdza, który nie zwracał tak bacznej uwagi na mięso, chociaż szanował tradycję. W ramach postu odmawiał sobie słodyczy, które to bardzo lubił.
              • pierwszalitera Re: Karpiu, śpij, śnij, a nuż... 21.12.12, 18:22
                filoruska napisała:

                > Zachodnie przepisy postne były jeszcze nie tak dawno o wiele ostrzejsze. Między
                > innymi poszczono we wszystkie wigilie większych świat. Wschodnie przepisy post
                > ne nadal są o wiele poważniejsze.

                W tradycji niemieckiej nie istnieje zwyczaj postu w wigilię Bożego Narodzenia. Dlatego jada się w zależności od regionu gęś, kaczkę, pieczeń wieprzową, albo nawet kiełbaski z sałatką ziemniaczaną. Ostatnią potrawę jadano w rodzinie mojego męża. Karp też istnieje i ktoś go też jada, bo dziś widziałam w sklepie Edeka dwa karpie na lodzie, obok inne ryby.
                • filoruska Re: Karpiu, śpij, śnij, a nuż... 21.12.12, 20:20
                  Współczesne Niemcy to dość nowy kraj, który powstał z wielu różnorodnych i różnorodnych kulturowo obszarów. Brak postu w wigilię to zapewne wpływ protestantyzmu. Ciekawa jestem, jakie były tradycje w różnych niemieckich księstwach tak ze 100-200 lat temu.
                  • turzyca Re: Karpiu, śpij, śnij, a nuż... 22.12.12, 01:38
                    filoruska napisała:

                    > Współczesne Niemcy to dość nowy kraj, który powstał z wielu różnorodnych i różn
                    > orodnych kulturowo obszarów. Brak postu w wigilię to zapewne wpływ protestantyz
                    > mu. Ciekawa jestem, jakie były tradycje w różnych niemieckich księstwach tak ze
                    > 100-200 lat temu.

                    Swietne pytanie, szkoda, ze na odpowiedz bede musiala poczekac do nowego roku. Bo i biblioteka zamknieta i madrzy koledzy sie porozjezdzali.
                    Na pewno masz racje, ze tradycje musialy zalezec od regionu, w koncu post adwentowy utrzymywal sie w KRK mniej wiecej do konca pierwszej wojny swiatowej.
                    W ogole niemieckie tradycje sa dosc swieze - wieniec jest z konca XIX wieku, kalendarz adwentowy podobnie, a z drzwiczkami to w ogole dwudziestolecie miedzywojenne. Na pewno ksztaltowanie nowego panstwa przyczynilo sie do upowszechnienia nowych tradycji, na czyms trzeba bylo budowac tozsamosc. Swietne spostrzezenie, daje do myslenia, dzieki.
                    • pierwszalitera Re: Karpiu, śpij, śnij, a nuż... 22.12.12, 10:55
                      turzyca napisała:

                      > W ogole niemieckie tradycje sa dosc swieze - wieniec jest z konca XIX wieku, ka
                      > lendarz adwentowy podobnie, a z drzwiczkami to w ogole dwudziestolecie miedzywo
                      > jenne. Na pewno ksztaltowanie nowego panstwa przyczynilo sie do upowszechnienia
                      > nowych tradycji, na czyms trzeba bylo budowac tozsamosc. Swietne spostrzezenie
                      > , daje do myslenia, dzieki.

                      Nie znowu aż tak świeże, by nie wpłynąć na tradycje całego świata. Choinka to dosyć nowy wynalazek niemiecki, ale kto o tym w ogóle w Polsce wie? Czasem warto spojrzeć głębiej i nie ulegać pędom za tradycją, która wcale żadną tam z dziada pradziada nie jest. Podobnie jest przy karpiach.
                      • filoruska Re: Karpiu, śpij, śnij, a nuż... 22.12.12, 11:33
                        pierwszalitera napisała:
                        > Nie znowu aż tak świeże, by nie wpłynąć na tradycje całego świata. Choinka to d
                        > osyć nowy wynalazek niemiecki, ale kto o tym w ogóle w Polsce wie? Czasem warto
                        > spojrzeć głębiej i nie ulegać pędom za tradycją, która wcale żadną tam z dziad
                        > a pradziada nie jest. Podobnie jest przy karpiach.

                        Choinka nie jest wynalazkiem niemieckim, ale alzackim i to dość starym, bo z okresu średniowiecza, a mającym korzenie w czasach przedchrześcijańskich. Popierana przez Lutra została rozpowszechniona wśród protestantów.

                        Karp też był jedną z potraw wigilijnych na polskich stołach szlacheckich niektórych rejonów już kilkaset lat temu.

                        I choinka i karp są wielowiekowymi tradycjami określonych kręgów, które w ostatnim stuleciu stały się powszechne. Jeśli ktoś nie pochodzi z danych kręgów, to może się nie poczuwać to tych tradycji, ale nie da się tego potępić jako XX wiecznego wynalazku. Nasza historia, w tym historia kulinarna, jest o wiele bogatsza. Ziemniak też nie jest tradycyjnym warzywem polskiego kręgu kulturowego. Nawet odnośnie pomidorów moja świętej pamięci babcia wspominała, że za jej młodości było to warzywo egzotyczne. Dostępne, ale nie jadane powszechnie.
                        • pierwszalitera Re: Karpiu, śpij, śnij, a nuż... 22.12.12, 12:31
                          filoruska napisała:

                          > Choinka nie jest wynalazkiem niemieckim, ale alzackim i to dość starym, bo z ok
                          > resu średniowiecza, a mającym korzenie w czasach przedchrześcijańskich. Popiera
                          > na przez Lutra została rozpowszechniona wśród protestantów.

                          No padnę. ;-) Może i choinka ma korzenie w czasach przedchrześcijańskich, ale jako tradycja w chrześcijaństwie, potwierdzona historycznymi dokumentami, pokazała się dopiero w XVI wieku. Masz rację, w Alzacji, ale ta zamieszkiwana była przez ludność niemiecką, kulturowo związana była z Niemcami i zachowane teksty na ten temat są w języku niemieckim. Dopiero traktat westfalski 1648 przekazał Alzację Francji.

                          > I choinka i karp są wielowiekowymi tradycjami określonych kręgów, które w ostat
                          > nim stuleciu stały się powszechne.

                          Zgadzam się. Jestem tylko przeciwko bezrefleksyjnemu przejmowaniu każdego folkloru i traktowaniu go jako przymusu dla każdego, inaczej nie będzie tradycji. Dlatego zamiast strojenia choinki można także zawiązać pod sufitem jemiołę, a zmiast karpia przygotować także inną rybę. Brak karpia nie będzie świadczył o gorszych świętach. Drażni mnie też we współczesnej Polsce, że nie potrafi wyzbyć się tej potrzeby glajchszaltowania i trzyma się kurczowo jakiejś niezbyt dokładnie zdefiniowanej polskości, celebrując jej domniemane symbole. To jest już moim zdaniem niepotrzebne, mamy niepodległość i tak szybko nikt nam jej nie odbierze, więc powinniśmy zacząć odkrywać i doceniać wartości regionalne, ciesząc się z urozmaicenia. Mnie ten powszechny karp naprawdę śmierdzi ograniczeniem. Przeszłość jest o wiele bogatsza.
                    • pierwszalitera Re: Karpiu, śpij, śnij, a nuż... 22.12.12, 11:08
                      turzyca napisała:

                      Na pewno ksztaltowanie nowego panstwa przyczynilo sie do upowszechnienia
                      > nowych tradycji, na czyms trzeba bylo budowac tozsamosc. Swietne spostrzezenie
                      > , daje do myslenia, dzieki.

                      Niemcy dosyć długo, a właściwe do krótkiej fazy zupełnie poronionej ideii nacjonalsocjalizmu nie budowali żadnej narodowej "tożsamości". Do dzisiaj regiony zachowowały pewną niezależność polityczną i kulturową, regionalne języki są też ciągle żywe. Jeżeli doszło do mieszania tradycji, to przez migrację ludności. Taką heterogeniczność znajdziesz jednak też w Polsce, tradycje śląskie, różnią się diametralnie od tych na Lubelszczyźnie. Też więc trudno powiedzieć co jest naprawdę polskie i może czas zacząć cenić sobie także u nas regionalne różnice. Teraz już można, w PRL-u przyznawanie się do regionalnej tożsamości nie było mile widziane.
            • teresa104 Re: Karpiu, śpij, śnij, a nuż... 21.12.12, 17:08
              Nazwa kutia nie była w użyciu, tak jak kapustą z grochem nazywa się kapustą z grochem (choć zawiera jeszcze parę składników), tak pszenica z miodem (i paroma składnikami) nazywana była pszenicą w miodem. Oba podstawowe składniki zawsze w domu były własne, było to więc jadło dość powszednie, dopiero wersja świąteczna była bogatsza. Strony mojej matki to ścisłe Mazowsze, choć nie wszyscy członkowie jej rodziny stamtąd pochodzą, są też geny bardzo zza Buga i zza Dźwiny.

              Cepeliny to podłużne duże kluski z ciasta jak na pyzy ziemniaczane, rozmiaru wystarczającego, żeby po jednym cepelinie nie mieć ochoty na drugiego. Poza Wigilią faszerowane dowolnie: twarogiem ze smażoną cebulą, mielonym i zesmażonym wędzonym boczkiem, mięsem, kaszą gryczaną z cebulą, soczewicą. Je się kraszone tłuszczem lub śmietaną.
              • dar61 Mikrofalówko, stygnij... 22.12.12, 09:15
                Staniczanki nam tu o zrastaniu się Rzeszy w urawniłowkę, a mnie jest żal.
                Tej różnorodności, nietelewizyjnie/ radiowo wykładanej wspólnej mowy, zwyczaików lokalnych.
                Przypadło mi się urodzić i mieszkać długo w części Polski, którą kilka lat temu Autorytet Językowy nazwał regionem mówiącym najprawidłowiej polską [literacką] mową.
                W tym rejonie jedynie okolice polskich, postniemieckich autochtonów mowę swą lokalną staropolską mają, ubiór, zwyczaje, ale mało pielęgnują, nieskutecznie propagują, szkoda.

                Babcia moja po mieczu miała i dryg kulinarny, i swą mowę pogranicza, z kilkoma śp. krajankami jak tajemnie konwersowała - by młódź właśnie ni słówka nie pojęła - to nikt z nas młodszych tego chachłackiego narzecza nie łapał. Jak Jej zbrakło, to my tylko Autorytety Językowe cieszymy...
                Zwyczaje lokalne tu nie istnieją, folklor w zaniku, kulinarne to zbitka wszystkiego, mnie to się z jakimś skundleniem kojarzy - stąd moja dbałość o tę resztę rodzinnej wigilijnej tradycji, zestaw dań - postnych - odtwarzam*, choć to już nie to samo.

                Dzięki {Teresie104} za opis zeppelinów. Prawdę powiedziawszy, spodziewałem się już po nazwie, że to będzie coś niemałego :-)
                No i od razu skojarzenie - znów to jest danie jak zwykle wymagające kupy roboty, czasu, starań.
                Człek zgłodniały już po drodze półprodukty, przecież zjadliwe, by już powyjadał, a one jeszcze muszą być zapieczone, podgotowane, zmieszane*. Psiakość, moje eko-podejście - nawet do spraw kulinarnych - cierpi.
                Jak mi się udało już nieraz w mikrofalówce w kwadrans „upiec", skutecznie, smacznie, zjadliwie, różne babki piaskowe, serniki, pierniki, to odtąd marnowanie na ich klasyczne pieczenie kilku godzin - i kilku gigadżuli energii - to strata czasu :-)
                Cenię za to inne - wróżebne - zwyczaje, choćby ten, świąteczny, że nie masa treściwa do zjedzenia, a zaliczenie kęsa każdej. Kiedy naszej Seniorki mąż, mój dziadek, ciężko ongi chorzał w czas wigilii, nie mógł jeść, nie chciał ku stołowi dać się nam podsunąć, to przypomniałem mu właśnie, że przecież musi skubnąć każdej potrawy ze stołu, a doczeka następnej wilii w zdrowiu. Pożył jeszcze 10 lat! Zadziałało! Wszedł w X krzyżyk, jako i Jego Połowica.
                Zachwalm metodę, może się to Staniczankom przydać, może mniej u garów stać będzie trzeba, pasibrzuchów ku kolędowaniu kierując - u nas ów zwyczaj w zaniku, kolędnicy młodociani to rzadkość, ech, zachodniopolski kundlizm, i tyle...

                o rybie przemyśliwał, zweklował w offto.. tfu, w opłotki
                Dar61, +/- kwadrans

                * Danie naszej śp. Seniorki, zapiekankopodobne, zwane nadzianka. Coś typu ciasto zalane sosem paramięsnym, z wtrętami mięsopodobnymi. „Buła" o smaku mięsa. Enigma. Nie do odtworzenia, tanie, z byle czego, rodem chyba jeszcze z przymusowego pobytu tam, pod Semipałatyńskiem, ale cudo w gębie.
                Krewniaczka naszej Seniorki mi je przypomniała, ale zanim zachciałem pomyśleć, by ją przesłuchać, wypytać, spisać, przetrenować ingrediencje, to Krewniaczka odeszła tam, skąd się ponoć nie wraca...
                Danie odtąd chyba nieodtwarzalne...
                [chyba?]
                • pinupgirl_dg Re: Mikrofalówko, stygnij... 22.12.12, 12:13
                  > Człek zgłodniały już po drodze półprodukty, przecież zjadliwe, by już po
                  > wyjadał, a one jeszcze muszą być zapieczone, podgotowane, zmieszane*. Psiakość,
                  > moje eko-podejście - nawet do spraw kulinarnych - cierpi.

                  Biorąc pod uwagę, że często ten sam piec służył do gotowania i ogrzewania, więc i tak chodził prawie cały czas, to ekologia nie ucierpiała, chociaż fakt faktem, że roboty przy takich daniach jest bardzo dużo. No i takie dania często robi się z resztek, np. jeśli zostają kartofle z wczoraj, to można je przerobić na kluski, ruskie pierogi itd itd. A i raz do roku można zaszaleć, jak ktoś lubi się wyżyć w kuchni :).
    • maith To jest NIELEGALNE 22.12.12, 21:21
      Przede wszystkim to jest nielegalne.
      To, że w Polsce można kupić żywą rybę, nie znaczy, że można ją sprzedać (i wieźć) do domu, duszącą się w foliowej torebce bez wody.
      Ryby akwariowe też się kupuje żywe, ale nikt ich nie sprzedaje luzem w reklamówkach bez wody.

      Dlatego - jeżeli widzicie, że w jakimś sklepie łamana jest ustawa o ochronie zwierząt - zgłaszajcie to na Policję. Wystarczy zadzwonić.
      A jeśli macie wątpliwości, czy w Waszym mieście Policja wie, na czym polegają jej obowiązki, to naślijcie na nich dodatkowo miejscową organizację zajmującą się ochroną zwierząt.

      W praktyce wszyscy ładujący żywą rybę czy to w papier, czy w reklamówkę, czy w inny pojemnik bez wody - łamią tę ustawę. Podobnie jak łamią ją klienci, przewożący ryby w tym stanie do domu.

      Nie ma co się zastanawiać, skąd się biorą tak głupi i bezduszni ludzie, lepiej skupić się po prostu na tym, żeby zostali za to ukarani.
      • maith Re: To jest NIELEGALNE 22.12.12, 21:34
        Swoją drogą temat już jest upowszechniany
        www.gp24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20121221/SLUPSK/121229969
        A w ogóle to
        W ubiegłym roku przed świętami prokurator generalny, przestrzegał, że sprawcy cierpień ryb mają być ścigani i karani. Specjalne wytyczne w tej sprawie trafiły do wszystkich prokuratur w Polsce.

        Do tego dochodzi sprawa uprawnień do dokonania uboju
        – Ogłuszania, wykrwawiania lub uśmiercania zwierząt mogą dokonywać jedynie osoby, które ukończyły 18 lat, posiadają wykształcenie co najmniej zasadnicze zawodowe oraz odbyły wymagane prawem szkolenie – napisał. I przypomniał, że za znęcanie się nad zwierzętami lub ich niehumanitarne zabijanie grozi do roku więzienia.

        Niektóre sieci sklepów też już starają się pokazywać z dobrej strony i rezygnują ze sprzedaży żywych karpii
        olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/1,48726,13064170,Tutaj_sprzedawcy_z_karpiem_obejda_sie_po_ludzku.html
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka