Dodaj do ulubionych

Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami!

20.08.14, 08:35
Anna-Pia napisala w sasiednim watku, ze w polskiej szkole podstawowej zanikaja lektury - dzieci zamiast 10 ksiazek w ciagu roku czytaja 2.
Z mojego punktu widzenia: NARESZCIE!
Uwazam lektury za szkodliwego swietego Graala polskich rodzicow. Lektury w pierwszych klasach podstwowki sa doskonale zbedne, a zgola wrecz kontraproduktywne w swietle potrzeb dzisiejszego spoleczenstwa. Dzieci nalezy zachecac do czytania jak najwiecej, uczyc roznych technik czytania i tlumaczyc, jak pracowac z tekstem kultury, przy czym pierwsze zadanie jest najwazniejsze i pozostale dwa musza byc mu podporzadkowane. Doswiadczenia z roznych krajow ucza, ze lepiej sie te zadania realizuje, jesli realizuje sie je rozdzielnie. Oddzielne opanowywanie poszczegolnych umiejetnosci ulatwia proces uczenia, a ich zlozenie na koniec jest znacznie latwiejsze niz uczenie sie wszystkiego naraz, tak wiec ryzyko, ze przecietny uczen zrazi sie do czytania jest znacznie mniejsze.
To troche jak z jazda na rowerze - dzieci z laufradami ucza sie najpierw opanowywania rownowagi i uzywania kierownicy, a dopiero z czasem dokladaja uzycie pedalow. I sa znacznie sprawniejsze w uzywaniu normalnego roweru niz dzieci uczone metoda tradycyjna.


Tak wiec ciesze sie, ze polska szkola wreszcie dojrzala do laufradu.
Obserwuj wątek
    • azymut17 Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 09:02
      Ty tak na serio? Szkoda, że właśnie rozłączam się na tydzień z życiem wirtualnym, chętnie bym podyskutowała.
      Lektury to była jedna z najprzyjemniejszych części szkolnej edukacji. Uwielbiam czytać, zawsze szybko mi to szło, lubiłam też rozmawiać o książkach. Jedyne, czego nie lubiłam, to charakterystyka postaci, nigdy nie umiałam wyjść poza "X jest...". Myślę, że sama nigdy nie przeczytałabym tylu wartościowych książek, ile zaliczyłam dzięki temu obowiązkowi. Może zasługą jest też to, że moje obie nauczycielki polskiego (w podstawówce i liceum) rozsądnie dobierały pozycje do listy (nie wiedziałam wcześniej, ile zależy właśnie od nauczyciela, a nie od programu).

      Wydawało mi się, że właśnie temu służy instytucja lektur szkolnych. Zapoznawaniu uczniów z najlepszymi wytworami kultury pisanej, dostępnymi oczywiście i zrozumiałymi dla danego wieku. Nie rozumiem problemu, o którym piszesz. Jakie techniki czytania? Jakie laufrady? Wiem, że to rowerki itd, ale jak to się ma do czytania? Ja zawsze książkę brałam i czytałam, nie musiałam się niczego uczyć, mimo, że litery poznałam, jak program przykazał, dopiero w pierwszej klasie podstawówki.
      • slotna Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 09:32
        Wydaje mi sie, ze ci, ktorzy czytali wszystkie lektury z zapalem i zrozumieniem, to jednak mniejszosc. Sama, mimo, ze czytalam namietnie juz od przedszkola, ksiazke za ksiazka, przez wiele lektur nie przebrnelam. Z moich kolegow pilowali je tylko najambitniejsi piatkowi, chociaz i im zdarzalo sie korzystac z wszechobecnych brykow.

        > poznawani
        > u uczniów z najlepszymi wytworami kultury pisanej, dostępnymi oczywiście i zroz
        > umiałymi dla danego wieku.

        Za moich czasow to byl totalny fail. "Pan Tadeusz" byl juz w podstawowce, a w liceum szlo sie epokami, a nie poziomem trudnosci. Nowosci bylo okragle zero. Omawianie lektur bylo koszmarne, szczegolnie w tym wzgledzie wypadaly dziela Sienkiewicza, odczytywane tak jak sa, bez slowa wspolczesnego komentarza. Ugh, jakie to durne bylo wszystko.
        • roza_am Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 13:24
          > Za moich czasow to byl totalny fail. "Pan Tadeusz" byl juz w podstawowce,

          U mnie też był. Na szczęście, bo dzięki temu przeczytałam go w całości, jak fajną książkę. W liceum nie był traktowany jako książka, tylko jako skarbnica wspaniałych opisów przyrody, zwyczajów itp. Brrr. Przy takim podejściu nie byłam w stanie przeczytać go drugi raz. Przemęczyłam tylko te opisy i straciłam serce do książki, którą wcześniej lubiłam.
      • turzyca Dzieci - to tak do 10 roku zycia. 20.08.14, 09:36
        O, dobrze, ze odpowiedzialas, bo to mi uswiadomilo, ze nie napisalam wyraznie, ze chodzi mi tylko o dzieci. Tak do trzeciej, czwartej klasy szkoly podstawowej. Te ktore ucza sie czytania, skladania literek w slowa, slow w zdania, a zdan w opowiesci. Na ile potrzeba lektur w pozniejszych latach, to inna sprawa, tez fajny temat do dyskusji. Ale teraz chodzi mi o dzieci w pierwszych latach. I chcialabym, zebysmy w tym watku pamietaly o przecietnych dzieciach. Nie o szalenie utalentowanych lobbystkach, gdy same byly dziecmi. Nie o genialnych dzieciach lobbystek, a o Jasiu z Ustrzyk Gornych i Malgosi z Chalup.

        Ja sie uczylam wedlug innego programu - czytalismy bardzo duzo, ale nie mielismy zadawanych ksiazek. Tylko czytanki o zwiekszajacej sie liczbie stron (aczkolwiek ksiazki tez czytalismy, ale na troche innej zasadzie, obowiazkowo czytane byly teksty z podrecznika). Dla przykladu - ze znanych w Polsce - Janko Muzykant w trzeciej klasie. Czyli niekoniecznie teksty przygotowane dla dzieci, czesciowo byla to tez wielka literatura. Retrospektywnie oceniam, ze dosc duza wage przykladano z jednej strony do rozumienia, co czytamy - pojecie narratora, ktore w polskiej szkole bylo wprowadzane w piatej klasie, ja poznalam w drugiej - oraz do tempa i techniki czytania. Czyli konczac trzecia klase umialam czytac znacznie szybciej niz polski rowiesnik i jednoczesnie lepiej rozumialam, co czytam, mialam wiecej narzedzi do analizowania tekstu. Czasem narzedzi nienazwanych, ale jednak uzywanych.

        To tak w ramach dalszego wstepu, ja mam jeszcze sporo przykladow z roznych systemow, ale wrzucac pewnie bede dopiero pozniej, tez nie bardzo mam dostep do netu.
        O znaczeniu pewnych postaci/ksiazek dla kultury tez mam argumenty. :)
        • slotna Re: Dzieci - to tak do 10 roku zycia. 20.08.14, 10:14
          No to przecietne dziecko ma traume po "Psie, ktory jezdzil koleja", a to bylo serwowane w klasach 1-3. A moze jest nadal? :P
        • roza_am Re: Dzieci - to tak do 10 roku zycia. 20.08.14, 13:33
          > O, dobrze, ze odpowiedzialas, bo to mi uswiadomilo, ze nie napisalam wyraznie,
          > ze chodzi mi tylko o dzieci. Tak do trzeciej, czwartej klasy szkoly pods
          > tawowej.

          Z tego co pamiętam, to na tym poziomie nie czyta się i analizuje nudnych lektur (te są później), tylko jakieś krótkie opowiadania czy fajne książki typu Dzieci z Bullerbyn.

          Retrospektywnie oceniam, ze dosc duza wage pr
          > zykladano z jednej strony do rozumienia, co czytamy - pojecie narratora, ktore
          > w polskiej szkole bylo wprowadzane w piatej klasie, ja poznalam w drugiej - ora
          > z do tempa i techniki czytania.

          Brrr. To brzmi dla mnie strasznie. Jak zabijanie przyjemności czytania poprzez skupianie się na technice czy nadmiernej analizie.
          • slotna Re: Dzieci - to tak do 10 roku zycia. 20.08.14, 13:41
            W czwartej klasie bylo "W pustyni i w puszczy" i kontrastowo "O krasnoludkach i sierotce Marysi" (wielki womit, chyba zreszta dostalam pale z kartkowki ze znajomosci).
          • turzyca Re: Dzieci - to tak do 10 roku zycia. 20.08.14, 13:47
            > Z tego co pamiętam, to na tym poziomie nie czyta się i analizuje nudnych lektur
            > (te są później), tylko jakieś krótkie opowiadania czy fajne książki typu Dziec
            > i z Bullerbyn.

            Fajnosc takich pozycji jak "Na jagody" jakos mi umknela.



            > Brrr. To brzmi dla mnie strasznie. Jak zabijanie przyjemności czytania poprzez
            > skupianie się na technice czy nadmiernej analizie.

            Brzmi straszniej niz sie nazywa. To jak z tlumaczeniem dzieciom, ze na hustawce ciezsze dziecko musi usiasc blizej srodka, zeby moglo bujac sie z lzejszym. A wprowadzasz przy okazji podstawowe pojecia z zakresu dzwigni. :) I to wlasnie byla taka realna wiedza, a dopiero w polskiej szkole zauwazylam, ze to ta straszna teoria, ktora moi koledzy wlasnie zupelnie serio opanowywali. Ja najpierw sie nauczylam rozrozniac rozne sposoby narracji, a potem dopiero dostalam nazwy, moi koledzy startowali z nazwami, definicjami i rozroznianiem jednoczesnie.

            Co bylo na pewno fajne w mojej szkole to wlasnie zacheta do lektur wlasnych, np. regularnie przedstawialismy czytane ksiazki kolegom oraz wymieniona poleczka. I moja szkola na pewno nie byla idealna, chocby dlatego ze mocno przepojona ideologia i realizujaca inne cele niz wychowanie niezaleznie myslacego obywatela. Sa inne systemy, lepsze, lepiej dostosowane do wspolczesnych czasow - linkuje je tutaj w kilku miejscach. Ale pewnie wlasnie z racji odmiennych doswiadczen uwazam likwidacje obowiazkowych lektur za plus. O ile oczywiscie wiaze sie to ze zwiekszaniem zachet do czytania.
            • roza_am Re: Dzieci - to tak do 10 roku zycia. 20.08.14, 14:18
              > Fajnosc takich pozycji jak "Na jagody" jakos mi umknela.

              Pamiętam tylko tytuł, bez szczegółów jak i kiedy. Zapewne nie była to więc żadna trauma.

              > Brzmi straszniej niz sie nazywa. To jak z tlumaczeniem dzieciom, ze na hustawce
              > ciezsze dziecko musi usiasc blizej srodka, zeby moglo bujac sie z lzejszym. A
              > wprowadzasz przy okazji podstawowe pojecia z zakresu dzwigni. :) I to wlasnie b
              > yla taka realna wiedza, a dopiero w polskiej szkole zauwazylam, ze to ta strasz
              > na teoria, ktora moi koledzy wlasnie zupelnie serio opanowywali. Ja najpierw si
              > e nauczylam rozrozniac rozne sposoby narracji, a potem dopiero dostalam nazwy,
              > moi koledzy startowali z nazwami, definicjami i rozroznianiem jednoczesnie.

              Jeśli opisowo i praktycznie, to może i tak. Ja po prostu pamiętam jakim ciosem prosto w serce była dla mnie czytanka o strukturze scenariusza filmowego. Nie pamiętam, w której to było klasie, ale nie rozumiem jak można było tak gwałtownie i brutalnie pozbyć mnie złudzeń, że te wspaniałe historie powstają pod wpływem natchnienia (a nie zimnej kalkulacji, że bohaterowie maja być tacy a tacy, że teraz 3 zwroty akcji, a potem kulminacja itd.). Z lekturami na szczęście nie pamiętam takiego momentu, więc pewnie ta wiedza była podawana jakoś łagodnie i stopniowo. Wyobraziłam sobie, że ty postulujesz tu taką wczesną deziluzję i dlatego mnie zmroziło. Ale jeśli miałoby to być analogicznie do tej huśtawki, to faktycznie nie brzmi strasznie :)

              > I moja szkola na pewno nie byla idealna, chocby dlatego ze mocno przepojona id
              > eologia i realizujaca inne cele niz wychowanie niezaleznie myslacego obywatela.
              > Sa inne systemy, lepsze, lepiej dostosowane do wspolczesnych czasow

              Wiesz, dzisiejsze czasy nie okazują się wcale nie być takie dojrzałe jak się wydawały. Nie wiem, czy produkcja niezależnie myślących obywateli to taki dobry pomysł. Strasznie się będą męczyć na tym świecie.
              • turzyca Re: Dzieci - to tak do 10 roku zycia. 20.08.14, 14:38
                > Pamiętam tylko tytuł, bez szczegółów jak i kiedy. Zapewne nie była to więc żadn
                > a trauma.

                Ja to czytalam z poczucia obowiazku - bo przeczytalam wszystkie lektury obowiazkowe z polskiej szkoly - i z wielka ulga, ze czytam na wlasna reke i nie bede musiala o tym w szkole mowic. Ogolnie przy polskich lekturach mialam poczucie infantylnosci, dzieci z Bullerbyn i Kubus Puchatek to byly lektury w wieku lat czterech, a nie siedmiu. Ok, czytane na glos, ale mimo wszystko!

                > Wiesz, dzisiejsze czasy nie okazują się wcale nie być takie dojrzałe jak się wy
                > dawały. Nie wiem, czy produkcja niezależnie myślących obywateli to taki dobry p
                > omysł. Strasznie się będą męczyć na tym świecie.

                Naprawde wolalabys, zeby na dzisiejsze dzieci rowniez spogladal z portretu Lenin?
                Moim zdaniem te dzisiejsze czasy to przede wszystkim zalew informacji. I w efekcie mnostwo rzeczy do czytania. A sprawnie czytajacy czlowiek przeczyta sobie rowniez etykietke dzemu. ;) I bedzie sobie umial sprawdzic, jak to jest z tym klonowanym jedzeniem.
                • slotna Re: Dzieci - to tak do 10 roku zycia. 20.08.14, 14:46
                  Wypraszam sobie, "Dzieci z Bullerbyn" kocham do dzis :P Nie znosilam za to i nie cierpie do tej pory takich pseudomagicznych akcji, typu "Fizia Ponczoszanka".
                • roza_am Re: Dzieci - to tak do 10 roku zycia. 20.08.14, 16:23
                  > Naprawde wolalabys, zeby na dzisiejsze dzieci rowniez spogladal z portretu Leni
                  > n?

                  Dziś zamiast Lenina wisi krzyż ;P
                  Taki symbol na ścianie to w sumie gra w otwarte karty. Gorzej jest z takimi rzeczami, o których się nie mówi wprost, a które się ujawniają w realnym życiu. Np. dzieciaki się uczą o prawach popytu i podaży, a w realnym świecie się okazuje, że gospodarką rządzą w skali makro różni "zbyt wielcy by upaść", w skali lokalnej - kolesiowskie grupy interesów. Dzieciaki są motywowane do myślenia, rozwijania się, szukania własnych pasji, a potem się okazuje, że pasjami to mogą żyć nieliczni, reszta musi wykonywać nudną robotę. Uczą się kierować wartościami, a w realu rządzą prymitywne interesy i prawo siły. Uczą się myśleć racjonalnie i logicznie, a trafiają do świata opartego na emocjach, instynktach i owczych pędach. Uczą się wyciągać wnioski i myśleć długofalowo, a świat działa wręcz przeciwnie. Im bardziej ktoś jest wyedukowany i rozwinięty, tym większy rozdźwięk miedzy jego potencjałem, a realnymi wyzwaniami tego świata.

                  > Moim zdaniem te dzisiejsze czasy to przede wszystkim zalew informacji.

                  Raczej dezinformacji. Mnóstwo propagandy i kontrpropagandy, deficyt rzetelnych analiz. Wiedza wymieszana z pseudonauką. Opinie z reklamami. Informacja z rozrywką. Itd. Itp.
                  • turzyca Re: Dzieci - to tak do 10 roku zycia. 20.08.14, 19:55
                    Im bardziej ktoś jest wyedukowany i rozwinięty, tym większy rozdźwięk
                    > miedzy jego potencjałem, a realnymi wyzwaniami tego świata.

                    Rezygnowac z edukacji w imie milej wygody?

                    > Raczej dezinformacji. Mnóstwo propagandy i kontrpropagandy, deficyt rzetelnych
                    > analiz. Wiedza wymieszana z pseudonauką. Opinie z reklamami. Informacja z rozry
                    > wką. Itd. Itp.

                    A jedyna metoda do walki z dezinformacja jest umiejetnosc samodzielnego zebrania i odsiania informacji. Nadal glownym nosnikiem informacji jest pismo. I dlatego sprawne czytanie i odpowiednia obrobka informacji to nie tylko kwestia kultury.
                    • roza_am Re: Dzieci - to tak do 10 roku zycia. 20.08.14, 20:45
                      > Rezygnowac z edukacji w imie milej wygody?

                      W imię minimalizacji frustracji, rozczarowań i bezsilności. I nie tyle rezygnować z edukacji, co urealniać ją. Nie rozbudzać nierealistycznych oczekiwań i przekonań. Albo uczyć jak żyć z nimi w świecie, który rządzi się innymi prawami niż to oficjalnie głosi.

                      > A jedyna metoda do walki z dezinformacja jest umiejetnosc samodzielnego zebrani
                      > a i odsiania informacji.

                      Zbyt dużo od ludzi wymagasz. Taką robotę (przy dzisiejszym poziomie szumu informacyjnego) może wykonać jedynie pasjonat jakiegoś tematu. Przeciętny człowiek nie ma na to czasu ani możliwości. Potrzebuje prostego i konkretnego przekazu.
    • bathilda Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 10:22
      Nie zgadzam się z Tobą Turzyco. Mam syna który za parę dni idzie do drugiej klasy podstawówki. I widzę, że czasy się bardzo zmieniły odkąd my byłyśmy w szkole.

      Kiedy ja miałam 7 lat w domu był czarno-biały telewizor a w nim 2 kanały na których sporadycznie były programy dla dzieci. Komputera nie miałam, nie miałam też rodzeństwa. Książki były rajem do którego uciekałam często - czytałam już płynnie, z ochotą i przyjemnością.

      Kiedy rozmawiam z matkami rówieśników mojego syna okazuje się że w domu sami nie czytają w ogóle. Co więcej, kiedy zadawane są lektury to zwykle przynajmniej połowę czyta rodzic (a na przeczytanie lektury mającej 20 stron jest zwykle miesiąc). Dzisiaj dzieciaki wolą w wolnym czasie pograć na tablecie albo pooglądać jeden z wielu kanałów dla dzieci. Zresztą jak już wrócą do domu o 17 (bo teraz wszystkie matki pracują) to trzeba jeszcze odrobić lekcje i to i tamto i biedny 7-latek, w końcu małe dziecko, już pada. Kiedy mówię że mój syn czyta sam w domu to za każdym razem widzę zdumienie w oczach rozmówcy. No ale on ma dwójkę młodszego rodzeństwa i po prostu musi być w wielu kwestiach bardziej samodzielny niż reszta kolegów (choć i tak mniej niż ja i ich matki w tym samym wieku ;) ).

      Słowem gdyby nie lektury szkolne to prawdopodobnie dzieciaki nie czytałyby w ogóle. Oczywiście dużo zależy od domu rodzinnego i postawy rodziców, ale mam w głowie dziesiątki przykładów więc uważam, że jednak jest to twierdzenie uzasadnione. Oczywiście pytanie czy to źle że dzieci by nie czytały książek. Ja uważam że tak, ale oczywiście można mieć inną opinię.

      W ogóle dla mnie problemem w szkole w pierwszych klasach nie są lektury tylko prace domowe. Jeśli 6-latek w pierwszej klasie dostaje codziennie roboty na półtorej godziny (a tak to wyglądało w nasze rejonowej podstawówce) to moim zdaniem to jest jakieś pomylenie pojęć.
      • turzyca Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 11:10
        bathilda napisała:

        > Nie zgadzam się z Tobą Turzyco. Mam syna który za parę dni idzie do drugiej kla
        > sy podstawówki. I widzę, że czasy się bardzo zmieniły odkąd my byłyśmy w szkole

        A moim zdaniem dostarczasz mi amunicji. :)

        > Kiedy ja miałam 7 lat w domu był czarno-biały telewizor a w nim 2 kanały na któ
        > rych sporadycznie były programy dla dzieci. Komputera nie miałam, nie miałam te
        > ż rodzeństwa.

        Jestem niby niewiele mlodsza od Ciebie, a mialam kolorowa telewizje, mialam gierki elektroniczne, no i mialam rodzenstwo. Pokochalam czytanie nie z braku alternatyw, ale dlatego ze ktos dostarczyl mi fantastyczne narzedzie i na poczatku dopilnowal, zebym je sprawnie opanowala, a rownoczesnie podsuwal coraz to nowe zastosowania tego narzedzia. Bo tak naprawde we wspolczesnym swiecie czytanie nie jest kwestia rozrywki, ale kwestia sprawnego przetrwania, a schematy myslowe, ktorych do tej pory potrzebowalismy glownie do analizowania Dziel, potrzebujemy do orientacji w zyciu.

        > Słowem gdyby nie lektury szkolne to prawdopodobnie dzieciaki nie czytałyby w og
        > óle.

        Ale Polacy i tak nie czytaja. Bo w obecnym systemie nie ucza sie czytania efektywnego, narzuca sie lektury, ktorych czytanie przerasta zdolnosc samodzielnej pracy 7-letniego dziecka - sama piszesz, ze dzieciom czytaja rodzice, bo dziecko nie umie przeczytac 20 stron w 30 dni. I to nie dlatego, ze nie umie przeczytac 0,66 strony dziennie, tylko dlatego ze to sa rozne zadania i system opiera sie na blednym zalozeniu, ze skoro dziecko jest w stanie wykonac zadanie czastkowe, to powinno byc w stanie wykonac cale zadanie. W innych systemach dzieci ucza sie z jednej strony techniki czytania, a z drugiej odkrywania, ze czytanie jest przyjemne, ze otwiera nowe swiaty.
        Dlaczego w Polsce zaklada sie, ze dzieci powinny czytac (te same) ksiazki, a nie ze powinny czytac sprawnie?
        Na pewno ja i Ty czytamy inne ksiazki, mamy inna wrazliwosc, Ty meczylabys sie przy moich lekturach, ja przy Twoich. Dlaczego glajszachtujemy dzieci? Czy nie zrazamy ich przy tym do samej idei czytania? Moze najpierw nalezy je nauczyc czytac sprawnie, a dopiero potem oczekiwac, zeby poznawaly teksty kultury za pomoca czytania?


        Jeśli 6-latek w pierwszej klasie dostaje codziennie roboty na półt
        > orej godziny (a tak to wyglądało w nasze rejonowej podstawówce) to moim zdaniem
        > to jest jakieś pomylenie pojęć.

        Dlatego wlasnie wcale nie uwazam reform za chybione. Jesli dzieci beda uczone w sposob lepiej dopasowany do ich psychiki, lepiej uwzgledniajace stopnie rozwoju i potrzeby przyszlego obywatela, to ja bez zalu porzuce dotychczasowa dydaktyke.
        • bathilda Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 11:29
          Turzyco ja nie jestem dydaktykiem, na propedeutyce nauczania czytania się nie znam. Ja tylko widzę że dzieci które czytać nie muszą, same z własnej woli nie czytają (miałyśmy pisać o średniej krajowej). I żeby nie było wątpliwości - poza 4 lekturami w semestrze codziennie mają jakieś czytanki po 2-3 strony.

          Co do różnorodności to moim zdaniem przeceniasz możliwości małego dziecka. Przeciętny 6-7 latek nie jest w stanie samodzielnie wybrać sobie profilu lektur o ropie naftowej czy psie na kolei. Pomijam już fakt, że o tej potencjalnej różnorodności zwykle nie wie. Ale nawet jak wie to woli iść na piłkę. Albo wybierze tę książkę która ma bardziej kolorową okładkę.

          I tak w ogóle to co to jest to czytanie efektywne?
          • turzyca Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 11:52
            bathilda napisała:

            > Turzyco ja nie jestem dydaktykiem, na propedeutyce nauczania czytania się nie z
            > nam. Ja tylko widzę że dzieci które czytać nie muszą, same z własnej woli nie c
            > zytają (miałyśmy pisać o średniej krajowej).

            Ja tez nie. Ale i tak mam zamiar dyskutowac. :) Bo ogladajac rozne systemy, doszlam do wniosku, ze polski system lektur - czyli ksiazek czytanych wspolnie na komende i wspolnie analizowanych - do czytania nie zacheca. A wrecz przeciwnie. Dlatego uwazam, ze powinno sie go zmienic, ze powinno sie dzieci uczyc czytania i przyjemnosci czytania.
            O singapurskich metodach pisala Kura: azjaodkuchni.blogspot.de/2011/07/zacheta-do-czytania.html
            A o amerykanskich Olena: katar1.blox.pl/2012/05/Czytanie-ostatni-raz-w-tym-roku-slowo.html ktora zreszta zaobserwowala akcje podobna do singapurskiego kwadransa czytelniczego: katar1.blox.pl/2011/02/Czytanie-w-szkole.html


            > Co do różnorodności to moim zdaniem przeceniasz możliwości małego dziecka. Prze
            > ciętny 6-7 latek nie jest w stanie samodzielnie wybrać sobie profilu lektur o r
            > opie naftowej czy psie na kolei. Pomijam już fakt, że o tej potencjalnej różnor
            > odności zwykle nie wie. Ale nawet jak wie to woli iść na piłkę. Albo wybierze t
            > ę książkę która ma bardziej kolorową okładkę.

            Lekture o ropie naftowej 8-letnia kolezanka Turzycy wybrala samodzielnie z poleczki w klasie szkolnej. Po czym podzielila sie lektura z Turzyca. Informacja ze z czarnej ropy naftowej mozna zrobic kolorowe plastikowe zabawki wstrzasnela nami doglebnie.
            Byla to ksiazeczka popularnonaukowa dostosowana do wieku dzieci, podsunieta za pomoca klasowej poleczki przez nauczycielke dzieciom do lektury. Bo oczywiscie dzieciom nalezy lektury podsuwac. Ale dlaczego wszystkim te same? I prosze bardzo, niech se dziecko wybierze na kwadrans czytania ksiazke o najbardziej kolorowej okladce. A potem niech sie dowie od kolegi, ze w ksiazce o czarnej okladce jest taaaka opowiesc o wilkolakach. I krew sie leje, ale jak, mowie Ci! Nauka wyboru ciekawej lektury tez jest potrzebna. :)
            • bathilda Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 12:07
              Ja bym każdą z tych akcji była zachwycona. Mój syn pewnie też. Może to i fajny pomysł.
            • szarsz Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 23.08.14, 11:25
              > Ja tez nie. Ale i tak mam zamiar dyskutowac. :) Bo ogladajac rozne systemy, dos
              > zlam do wniosku, ze polski system lektur - czyli ksiazek czytanych wspolnie na
              > komende i wspolnie analizowanych - do czytania nie zacheca.

              Tu jest jeszcze inny problem: lektury nie są wybierane tak, aby jak najwięcej dzieci zachęcić do czytania, ale tak, aby 25 egzemplarzy leżało w szkolnej bibliotece. I w rezultacie nie czytają ich z chęcią ani dzieci czytające (bo te czytają już więcej znacznie lepszych pozycji, które podsunęli rodzice) ani nieczytające (bo dla nich jest to wyjątkowo koszmarne zadanie, bez nagrody).
      • magdalaena1977 Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 11:27
        bathilda napisała:

        > Kiedy ja miałam 7 lat w domu był czarno-biały telewizor a w nim 2 kanały na któ
        > rych sporadycznie były programy dla dzieci. Komputera nie miałam, nie miałam te
        > ż rodzeństwa. Książki były rajem do którego uciekałam często - czytałam już pły
        > nnie, z ochotą i przyjemnością.

        Dla mnie też. W dodatku w III klasie podstawówki zyskałam możliwość samodzielnego wypożyczania książek ze szkolnej biblioteki.

        > Kiedy rozmawiam z matkami rówieśników mojego syna okazuje się że w
        > domu sami nie czytają w ogóle.

        A czy rodzice czytają?
        • bathilda Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 11:30
          magdalaena1977 napisała:

          > A czy rodzice czytają?

          Zważywszy na to że ponad połowa Polaków nie przeczytała w zeszłym roku ani jednej ksiażki to myślę że odpowiedź brzmi "w większości nie". Niewykluczone że jeśli dzieci nie będą czytać do szkoły to nie będą miały powodów do wzięcia ksiazki do ręki.
        • roza_am Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 14:05
          > Dla mnie też. W dodatku w III klasie podstawówki zyskałam możliwość samodzielne
          > go wypożyczania książek ze szkolnej biblioteki.

          Mój dwuletni krewniak już od dawna jest zapisany (na własne nazwisko!) do dzielnicowej biblioteki. korzysta regularnie (z oczywistych względów nie samodzielnie). Nie mówię o Polsce.
          • magdalaena1977 Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 16:02
            Zapisana do biblioteki dzielnicowej byłam wcześniej i chodziłam tam z mamą, ale do szkolnej biblioteki mogłam iść SAMA na przerwie i SAMODZIELNIE wybierać książki.
            • roza_am Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 16:28
              ale
              > do szkolnej biblioteki mogłam iść SAMA na przerwie i SAMODZIELNIE wybierać ksi
              > ążki.

              U nas to był taki nasz dziewczyński rytuał z tym chodzeniem do biblio. Najpierw szkolnej, potem dzielnicowej. Coś takiego, jak opisywała Słotna, tylko dobrych parę lat wcześniej (w liceum, to już mało kto miał czas na dodatkową lekturę, zresztą to była taka dziura czasowa, kiedy Musierowicz już nudziła, a na dorosłe lektury jeszcze było za wcześnie).
              • slotna Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 16:41
                > U nas to był taki nasz dziewczyński rytuał z tym chodzeniem do biblio. Najpierw
                > szkolnej, potem dzielnicowej. Coś takiego, jak opisywała Słotna, tylko dobrych
                > parę lat wcześniej (w liceum, to już mało kto miał czas na dodatkową lekturę,
                > zresztą to była taka dziura czasowa, kiedy Musierowicz już nudziła, a na dorosł
                > e lektury jeszcze było za wcześnie).

                Dlatego ten przyklad podalam - ja MM czytalam od 7 roku zycia, a potem juz z sentymentu, ale to latwa lektura i moim kolezankom licealnym sie spodobala, bo w ogole do zadnych nie byly przyzwyczajone, poza meka obowiazkowych.
              • magdalaena1977 Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 19:32
                roza_am napisała:

                > > ale do szkolnej biblioteki mogłam iść SAMA na przerwie i
                > > SAMODZIELNIE wybierać książki.
                >
                > U nas to był taki nasz dziewczyński rytuał z tym chodzeniem do biblio.

                Jako mały geekowski nerd ;-) nie miałam z kim chodzić do biblioteki. W w latach osiemdziesiątych innych rozrywek raczej nie było.

                > w liceum, to już mało kto miał czas na dodatkową lekturę,

                W liceum miałam mnóstwo czasu na lekturę. Mieszkałam u rodziców, miałam niewiele obowiązków. I jeszcze jeździłam do szkoły autobusem.

                > zresztą to była taka dziura czasowa, kiedy Musierowicz już nudziła,

                Mnie Musierowicz zaczęła nudzić dopiero kilka lat temu, ale uważam, że to problem autorki a nie mój ;-)
                • yaga7 Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 19:36
                  magdalaena1977 napisała:

                  > Jako mały geekowski nerd ;-) nie miałam z kim chodzić do biblioteki. W w latach
                  > osiemdziesiątych innych rozrywek raczej nie było.

                  Hehe, skąd ja to znam.
                  Do tego strasznie szybko mi się skończyła szkolna biblioteka, potem była osiedlowa.

                  > W liceum miałam mnóstwo czasu na lekturę. Mieszkałam u rodziców, miałam niewiel
                  > e obowiązków. I jeszcze jeździłam do szkoły autobusem.

                  Dokładnie, w liceum miałam mnóstwo czasu na czytanie. I pochłaniałam wtedy chore ilości wszystkiego - hobbystycznie, w ramach szkoły i olimpiady polonistycznej ;)

                  > > zresztą to była taka dziura czasowa, kiedy Musierowicz już nudziła,
                  >
                  > Mnie Musierowicz zaczęła nudzić dopiero kilka lat temu, ale uważam, że to probl
                  > em autorki a nie mój ;-)

                  A ja jakoś nie bardzo rozumiałam ten fenomen MM. Nie wiem, czy zaczęłam czytać za wcześnie, za późno, czy co..
                  • roza_am Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 20:49
                    > > Jako mały geekowski nerd ;-) nie miałam z kim chodzić do biblioteki. W w
                    > latach
                    > > osiemdziesiątych innych rozrywek raczej nie było.
                    >
                    > Hehe, skąd ja to znam.

                    Tzn. nikt więcej u was nie czytał, czy nie miałyście swojej paczki koleżanek?

                    > Dokładnie, w liceum miałam mnóstwo czasu na czytanie. I pochłaniałam wtedy chor
                    > e ilości wszystkiego - hobbystycznie, w ramach szkoły i olimpiady polonistyczne
                    > j ;)

                    No to ja najwyraźniej byłam mniej zdolna od was ;) W tygodniu czytałam lektury i podręczniki, w weekendy - gazety. Do książek wróciłam tuż po maturze.
                    • magdalaena1977 Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 21:08
                      roza_am napisała:

                      > Tzn. nikt więcej u was nie czytał, czy nie miałyście swojej paczki koleżanek?

                      Jedno i drugie ;-)
                      Zresztą czytanie nadal jest dla mnie taką intymną, pojedynczą czynnością.
                    • yaga7 Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 21:14
                      roza_am napisała:

                      > Tzn. nikt więcej u was nie czytał, czy nie miałyście swojej paczki koleżanek?

                      Paczki czytającej? Nie bardzo. Zresztą ja nigdy nie miałam paczki koleżanek, miałam jakieś pojedyncze, odosobnione egzemplarze, które czasem czytały, więc można było pogadać o książkach. Przy czym to raczej nie było w podstawówce, bo w podstawówce to ludzie raczej nie czytali ;) W liceum już jak najbardziej można było gadać prawie z każdym na tematy czytelnicze, no ale to takie liceum było ;)

                      > > Dokładnie, w liceum miałam mnóstwo czasu na czytanie. I pochłaniałam wted
                      > y chor
                      > > e ilości wszystkiego - hobbystycznie, w ramach szkoły i olimpiady polonis
                      > tyczne
                      > > j ;)
                      >
                      > No to ja najwyraźniej byłam mniej zdolna od was ;) W tygodniu czytałam lektury
                      > i podręczniki, w weekendy - gazety. Do książek wróciłam tuż po maturze.

                      Chyba w tym okresie nie czytałam chyba za bardzo gazet. Z czasopism pamiętam Fantastykę, Filipinkę (może to było wcześniej akurat) i chyba tyle.
                      • roza_am Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 22:29
                        O, kurczę. U mnie w klasie tyle dziewczyn czytało, że myślałam, że to standard jest. Wychodzi na to, że miałam (jeszcze) więcej szczęścia do ludzi niż sądziłam.
                  • bathilda Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 23:05
                    To ja się dopiszę, ze zarówno w liceum czytałam ogromne ilości. Jakoś nie pamiętam żeby mi na to czasu brakowało. Choć przyznaję bez bicia, że często kosztem sprzątania własnego pokoju ;).

                    U nas dziewczyńskich wypadów do biblioteki nie było ale wymieniałyśmy się książkami. I do dziś pamiętam jak w liceum czytałyśmy "Sagę o Ludziach Lodu". Dwie dziewczyny kupowały a czytało chyba 6. I była lista kolejkowa która której przekazuje tom po przeczytaniu. A było tych tomów chyba 47 :D.
    • teresa104 Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 10:36
      Jak weźmiemy dwoje dzieci, jedno przez rok będzie jeździło na laufradzie, drugie przez rok na rowerze, to które z nich będzie sprawniejsze w jeździe na rowerze? Któreś z nich będzie sprawniejsze ogólnie? Pragnę zrozumieć porównanie:)

      Czytanie to nie tylko obcowanie z tekstami kultury i wyrabianie umiejętności ich analizy. Czytanie zmienia mózg, rozwija (można dyskutować, czy w dobrą stronę, czy w stronę dzisiaj potrzebną), zmusza do skoncentrowania się na dłuższą chwilę na jednej czynności, wyrabia pamięć, rozwija słownictwo, uczy języka, uczy ortografii (!) Przy dyskusji o zwolnieniu dzieci z obowiązku czytania ramot w szkole warto też pamiętać i o tym.
      • slotna Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 10:42
        Ale czy zmuszanie dzieci do czytania ramot zacheci je do czytania dla przyjemnosci czy wrecz przeciwnie? :P
        • teresa104 Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 10:46
          Nie wiem. Ale czytanie nie różni się od innych czynności, od jedzenia cynadrów, nauki majzy czy sportu. Jedni się zniechęcą, innym się spodoba. Dla wielu zaś ten przymus jest w ogóle jedyną okazją, by w ogóle mieć styczność z daną dziedziną.
          • teresa104 Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 10:47
            Za dużo "w ogóle". Za mało czytałam:)
        • bathilda Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 10:48
          slotna napisała:

          > Ale czy zmuszanie dzieci do czytania ramot zacheci je do czytania dla przyjemno
          > sci czy wrecz przeciwnie? :P

          Ale Turzyca nie postuluje zmiany kanonu tylko rezygnację z lektur.
          • slotna Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 10:57
            Owszem, i zastapienie ich czytankami dostosowanymi do dzieci wlasnie. Chyba, ze cos zle zrozumialam?
            • bathilda Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 11:02
              No ja nie widzę w jej pierwszej wypowiedzi krytyki treści lektur tylko samego faktu ich istnienia. A Ty koncentrujesz się na "ramotach" a nie na długości i miejscu ich czytania. Dlatego wydawało mi się że mówicie jednak o czymś innym.

              • turzyca Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 11:18
                No to doprecyzujmy pojecia.
                Lektura - ksiazka, ktora wszystkie dzieci maja przeczytac w tym samym terminie, a nastepnie wspolnie analizowac jej tresc.

                Takie lektury moim zdaniem sa nieskuteczne. W innych systemach szkolnych dzieci czytaja krotkie ciekawe teksty dostosowane do ich poziomu, a jednoczesnie rownolegle sa zachecane do czytania ksiazek jako takich - jedno sobie bedzie czytac o przetworstwie ropy, inne szlochac nad psem, ktory jezdzil koleja, a trzecie obryzac paznokcie nad przygodami wilkolakow. Narzedzia do analizy tekstu, ktore w Polsce wprowadza sie na podstawie lektur, mozna wprowadzic na podstawie krotszych tekstow albo innych form przekazywania tresci takich jak sluchowiska czy filmy. Zyjemy w XXI wieku, mozemy dzieci stykac z kultura w inny sposob niz tylko poprzez papierowe ksiazki.
              • slotna Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 11:28
                Ja uwazam, ze ludzie nie czytaja, bo nikt ich do tego nie zachecil. W liceum zaczelam z kolezanka pozyczac ksiazki znajomym. Ludzie przed matura zaczytywali sie Musierowicz i Agatha Christie, w szoku, ze to moze byc przyjemne! Ja mialam ksiazki w domu, oni nie, w szkole zetkneli sie z przymusem czytania beznadziejnych nudow i bzdurnego analizowania ich, wiec nic dziwnego, ze czytanie jako takie uznawali za przykra koniecznosc, a nie mile spedzanie czasu. Fajne historyjki moglyby to zmienic, po prostu.
                • bathilda Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 11:31
                  Wiesz, ja ostatnio obserwuję że u większości moich znajomych w pięknych eleganckich apartamentach nie ma ani jednego regału z książkami. Pocieszam się, że może to dlatego że mają Kindla ...
                  • magdalaena1977 Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 12:59
                    bathilda napisała:

                    > Wiesz, ja ostatnio obserwuję że u większości moich znajomych w pięknych eleganc
                    > kich apartamentach nie ma ani jednego regału z książkami. Pocieszam się, że moż
                    > e to dlatego że mają Kindla ...

                    Kindla zapewne kupili najwyżej 2 - 3 lata temu i powinni mieć książki z dawnych lat.
                    BTW - w jakim Ty się obracasz środowisku, Bathildo!
                    • bathilda Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 13:09
                      Wiesz Magdo, to są inteligentni ludzie z którymi studiowałam. Ale w salonie zamiast książek mają kino domowe i konsolę Kinnect...
                      • tfu.tfu Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 21.08.14, 23:21
                        ja się przeprowadzałam tyle razy, że książek już nie mam i póki nie osiądę na stałe gdzieś, to mieć nie będę. poza tym serio, to co kupowałam przez ostatnie kilka lat lądowało w bibliotekach jako dar. jakoś sam fakt "posiadania" już mnie nie kręci, mnie kręci dzielenie się książkami (dlatego polska biblioteka w Glasgow dostała kilkanaście pudeł ;-))
                    • amused.to.death Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 23.08.14, 01:17
                      > Kindla zapewne kupili najwyżej 2 - 3 lata temu i powinni mieć książki z dawnych
                      > lat.

                      ale w sumie po co?
                      Ja polskie książki oddaję dalej do czytania rodzinie (z uwagą, że nie musza oddawać), angielskie rozdałam w pracy, teraz książki do czytania mam wyłącznie na kindlu, a z papierowych głównie kucharskie,przewodniki i parę o fotografii.
                      Nigdy nie rozumiałam chęci posiadania książek
                      • magdalaena1977 Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 23.08.14, 06:54
                        amused.to.death napisała:

                        > > Kindla zapewne kupili najwyżej 2 - 3 lata temu i powinni mieć
                        > > książki z dawnych lat.
                        >
                        > ale w sumie po co?

                        Żeby je ponownie przeczytać, jak najdzie ochota, oczywiście.
                        Przecież nie kupię sobie ebookowych wersji wszystkich papierowych książek, które już mam.

                        > Ja polskie książki oddaję dalej do czytania rodzinie (z uwagą, że nie musza odd
                        > awać), angielskie rozdałam w pracy, teraz książki do czytania mam wyłącznie na
                        > kindlu, a z papierowych głównie kucharskie,przewodniki i parę o fotografii.
                        > Nigdy nie rozumiałam chęci posiadania książek
                      • slotna Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 23.08.14, 09:46
                        > Nigdy nie rozumiałam chęci posiadania książek

                        To troche jak z dowolna kolekcja przedmiotow. Dla mnie ksiazki sa piekne po prostu, do tego nabieraja wartosci sentymentalnej.
                • turzyca Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 11:38
                  w szkole zetkneli sie z przymusem czytania beznadziejn
                  > ych nudow i bzdurnego analizowania ich, wiec nic dziwnego, ze czytanie jako tak
                  > ie uznawali za przykra koniecznosc, a nie mile spedzanie czasu. Fajne historyjk
                  > i moglyby to zmienic, po prostu.

                  O to, to! W mojej "tamtejszej" podstawowce w klasie stal regal z ksiazkami. Roznymi, popularnonaukowymi, powiesciami, opowiadaniami, o bardzo roznorodnej tematyce. I mozna je sobie bylo brac i czytac, a jak sie cos podobalo, to wypozyczyc do domu. I nauczycielka obserwowala, co robimy i doradzala dalsze ksiazki, juz ze szkolnej biblioteki.

                  Co bym dorzucila do tamtego systemu to przerwe na czytanie, cos w tym stylu: azjaodkuchni.blogspot.de/2012/02/czas-czytania.html
                  • roza_am Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 13:39
                    > O to, to! W mojej "tamtejszej" podstawowce w klasie stal regal z ksiazkami. Roz
                    > nymi, popularnonaukowymi, powiesciami, opowiadaniami, o bardzo roznorodnej tema
                    > tyce. I mozna je sobie bylo brac i czytac

                    O, to ja tak miałam w przedszkolu. Tylko wybór tematyczny był mniej różnorodny. Same bajki :)
                • felisdomestica Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 13:10
                  Wiesz, ale życie to nie tylko fajne historyjki i Musierowicz. Czasem trzeba przeczytać Lorda Jima. Lektury nie mają dostarczać wyłącznie przyjemności. Mają też nauczyć czytania trudnych rzeczy, których nie chce nam się czytać.
                  • slotna Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 13:13
                    Wlasciwie dlaczego trzeba? Ja nie przeczytalam i jakos zyje :P Jak ktos ma ambicje i zdolnosci, to fakt, ze polubi czytanie na pewno mu nie zaszkodzi. Jak ktos tego nie ma, to trudne lektury tylko go zniecheca do czytania w ogole.
                  • slotna Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 13:19
                    Zreszta i z Musierowicz mozna sie wielu rzeczy dowiedziec: o topografii Poznania, zyciu w PRLu, zaciekawic sie lekturami bohaterow itd. Poza tym moja mysl byla taka, ze od tego sie zaczyna, najpierw trzeba polubic czytanie jako takie i czlowiek sam bedzie siegal po inne teksty. Inaczej tego na pewno nie zrobi.
                  • magdalaena1977 Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 13:24
                    felisdomestica napisała:

                    > Wiesz, ale życie to nie tylko fajne historyjki i Musierowicz.
                    > Czasem trzeba przeczytać Lorda Jima.

                    Ale Lord Jim był spoko ;-)

                    > Lektury nie mają dostarczać wyłącznie przyjemności. Mają też
                    > nauczyć czytania trudnych rzeczy, których nie chce nam się czytać.

                    To są IMHO dwie różne rzeczy.
                    Z jednej strony jako osoba, która lubi czytać, chciałabym się dzielić tą radością z całym światem. Z drugiej strony jako pracownik budżetówki, chciałabym żeby moi "klienci" mieli na nieco wyższym poziomie umiejętność czytania trudnych tekstów ze zrozumieniem.

                    I jestem za stosowaniem przymusu tylko w tej drugiej sferze. Tak samo jak jestem za zmuszaniem nastolatków do matematyki, żeby jako dorośli byli sobie w stanie policzyć podatki.
                    Uważam też, że jeśli ktoś chce zdobyć jakieś lepsze wykształcenie - skończyć liceum, studia itp. to powinien być w stanie przeczytać lektury nawet bez przyjemności. Tak jak ja uczyłam się biologii, która mnie zupełnie nie kręciła.
                    • turzyca Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 13:32
                      Z drugiej strony jako pracownik budżetówki, chciałabym żeby
                      > moi "klienci" mieli na nieco wyższym poziomie umiejętność czytania trudnych te
                      > kstów ze zrozumieniem.

                      A moim zdaniem jesli ten trudny tekst, ktory im serwujesz, bedzie jedynym tekstem, ktory dostana do czytania w ciagu tygodnia (oprocz gazety telewizyjnej), to sytuacja bedzie inna niz gdy oderwa sie do tego tekstu od harlekina. Bo slowa nadal beda trudne, gramatyka takoz, ale odpadnie jeszcze problem laczenia literek w slowa i slow w zdania.
                      Ja do tej pory jest we wstrzasie, po tym jak odkrylam, ze moja kolezanka z klasy w OSMEJ klasie szkoly podstawowej jest w stanie rozwiazac zadanie z trescia, jesli sie je jej przeczyta na glos. Sama nie byla w stanie przeczytac ze zrozumieniem tych trzech linijek.
                      • anna-pia Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 21:54
                        turzyca napisała:

                        > Ja do tej pory jest we wstrzasie, po tym jak odkrylam, ze moja kolezanka z klas
                        > y w OSMEJ klasie szkoly podstawowej jest w stanie rozwiazac zadanie z trescia,
                        > jesli sie je jej przeczyta na glos. Sama nie byla w stanie przeczytac ze zrozum
                        > ieniem tych trzech linijek.

                        Z tym powinna iść do psychologa, bo to nie był IMO problem z czytaniem jako takim, tylko z koordynacją pracy mózgu. Są ludzie, którzy uczą się czytając/powtarzając na głos, a inni - tylko po cichu. Albo miała problem ze wzrokiem...
                        • turzyca Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 22:04
                          > Z tym powinna iść do psychologa, bo to nie był IMO problem z czytaniem jako tak
                          > im, tylko z koordynacją pracy mózgu. Są ludzie, którzy uczą się czytając/powtar
                          > zając na głos, a inni - tylko po cichu. Albo miała problem ze wzrokiem...

                          Mozliwe. Ale wiesz, ona byla przypadkiem skrajnym ale nie wyjatkiem, jakies 10 osob mialo zblizony problem. Znajac ich nauczycielke nauczania poczatkowego raczej sie nie dziwie. Ta sama pani uwazala, ze nie mam wady wymowy. :D
                    • slotna Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 14:13
                      > Ale Lord Jim był spoko ;-)

                      Moze sie o tym przekonam. Dzieki wolnym lekturom przeczytalam "Chlopow" (co prawda tylko polowa byla dostepna, ale pewnie dodadza), "Kaske Kariatyde", eseje Boya-Zelenskiego itd. Bo po prostu musze miec cos do czytania caly czas, tam sa te ksiazki dostepne darmowo i legalnie, nie musze nawet wychodzic z domu. Wiec kiedys nadrobie pewnie braki lekturowe, przynajmniej w czesci, ale obowiazku nie odczuwam (i pewnie dlatego tym predzej to zrobie ;)).
                      • fanaberia.fanaberia "Chłopi" 23.08.14, 19:44
                        slotna napisała:

                        > Dzieki wolnym lekturom przeczytalam "Chlopow" (co prawda tylko polowa byla dostepna, ale pewnie dodadza)

                        "Chłopi" są wszyscy czterej. A piąty 4 w 1.
                        • slotna Re: "Chłopi" 23.08.14, 21:40
                          Wow, dzieki :)

                          Naprawde wczesniej byly tylko 2 pierwsze tomy, wiec podobno najlepsze mnie ominelo ;)
        • grecz Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 13:20
          W mojej klasie wszystkie dzieci czytały to samo. Jedne nie brały innych niż lektury książek do rąk, inne (w tym ja) pochłaniały słowo pisane w try miga. Lektury nie zniechęcają do czytania, to zależy od charakteru...


          slotna napisała:

          > Ale czy zmuszanie dzieci do czytania ramot zacheci je do czytania dla przyjemno
          > sci czy wrecz przeciwnie? :P
          >
          • slotna Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 13:25
            Dlaczego od charakteru? Predzej bym powiedziala, ze od predyspozycji (wszelkie dys- utrudniaja sprawe) i domu rodzinnego: czy sa w nim ksiazki, czy rodzice czytaja, czy dziecko od malenkosci bylo zaznajamiane ze slowem pisanym, czy dopiero w szkole nauczylo sie sylabizowac.
            • grecz Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 13:32
              Jak zwał tak zwał, można i użyć słowa "predyspozycje", "osobowość"...
              Co do domu rodzinnego: u mnie się w domu nie czytało, książki były takie, jakie się udało zdobyć (czyli głównie lektury szkolne), a czytać nauczyłam się sama. Wpływ domu rodzinnego nie zawsze jest zatem taki oczywisty i wielki...
              • slotna Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 13:37
                No to ci sie trafilo. Statystyki jednak mowia wyraznie, ze wiekszosc Polakow nie czyta, fajnie by bylo cos z tym zrobic.
      • turzyca Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 11:32

        > Jak weźmiemy dwoje dzieci, jedno przez rok będzie jeździło na laufradzie, drugi
        > e przez rok na rowerze, to które z nich będzie sprawniejsze w jeździe na rowerz
        > e? Któreś z nich będzie sprawniejsze ogólnie? Pragnę zrozumieć porównanie:)


        Doswiadczenie mowi, ze to z laufradu. Serio. Po prostu w jezdzeniu na rowerze musisz opanowac trzy rzeczy - utrzymywanie rownowagi, nadawanie kierunku przez uzywanie kierownicy i balansu ciala, pedalowanie. Do dwoch pierwszych potrzebna jest predkosc, ktora w normalnym rowerze jest osiagana tylko dzieki pedalowaniu, wiec dziecko musi opanowac wszytkie trzy czynnosci na raz. A mozna najpierw opanowac skrecanie, potem utrzymywanie rownowagi (rozpedzamy sie, podkulamy nogi i siedzimy na siodelku), a na sam koniec pedalowanie - rozbic proces na trzy latwiejsze, nauczyc tych trudniejszych latwiejsza metoda, uzywajac do tego tych czynnosci, ktore dziecko juz ma opanowane (czyli biegania bo laufrad to rower biegowy).
        Ale ja nie nawoluje do wywalenia rowerow w ogole. Tylko do odczepienia sie od pomyslu, ze zeby jezdzic na rowerze, trzeba od poczatku uzywac roweru. Uzyjmy innych metod, a potem skladajmy poszczegolne czynniki w calosc. Tak jest latwiej, nauke poszczegolnych elementow mozna zaczac wczesniej, rozlozyc ja w czasie, a lepsze opanowanie poszczegolnych elementow daje lepszy efekt koncowy.
        • felisdomestica Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 13:04
          No jasne, najpierw wywalmy kasę na laufrad, a potem na rower, zamiast od razu kupić rower. Po to, aby dziecko "lepiej" jeździło na rowerze. tylko po co na "lepiej" jeździć? I co to znaczy? Może zachowajmy laufrady dla przyszłych kolarzy.
          • anna-pia Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 13:10
            felisdomestica napisała:

            > No jasne, najpierw wywalmy kasę na laufrad, a potem na rower, zamiast od razu k
            > upić rower. Po to, aby dziecko "lepiej" jeździło na rowerze. tylko po co na "le
            > piej" jeździć? I co to znaczy? Może zachowajmy laufrady dla przyszłych kolarzy.

            Biegówkę możesz dać dziecku, które już porządnie chodzi, czyli 2 lata - i wtedy też kupuje się pierwszy rower, zwykle trójkołowy, albo z bocznymi kółkami, bodajże 12", z którego dziecko wcześniej wyrośnie niż zacznie jeździć bez kółek. Mój 10-latek ma obecnie czwarty rower, jest to wynikiem drastycznych zmian wzrostu dziecka pomiędzy ukończeniem 2. a 10. r.ż., inaczej się nie da.
            Mój 7-latek zamiast dwóch małych rowerków miał dwa rowerki biegowe - albo śmigacze, jak kto woli, nie laufrady! - zamiast trójkołówki czy rowerka 12" czy 14" czy jakoś tak. Jeden rozwalił, drugi wytrzymał, potem przesiadł się na rower. Sorry, rowery dla dziecka to kosztowna impreza.
          • turzyca Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 13:18
            Po to, aby dziecko "lepiej" jeździło na rowerze. tylko po co na "le
            > piej" jeździć? I co to znaczy? Może zachowajmy laufrady dla przyszłych kolarzy.
            >

            Lepiej to znaczy sprawniej. I moim zdaniem nie warto dzielic spoleczenstwa na kolarzy i reszte, ktora ma jezdzic czyli w tym wypadku czytac byle jak. Bo w tej chwili podzial na przyszlych kolarzy i niekolarzy odbywa sie w domach rodzinnych - dzieci z rodzin inteligenckich stykaja sie z ksiazkami wczesnie, lapia idee czytania dla przyjemnosci, czytaja wiecej, czytaja szybciej, lepiej rozumieja np. podrecznik do fizyki, w doroslym zyciu instrukcje wypelniania pitu. Jesli stosunkowo latwymi, a przede wszystkim tanimi, metodami mozemy doprowadzic do tego, zeby przecietny Polak czytal wiecej i lepiej radzil sobie z tekstem pisanym, to dlaczego nie? W imie tradycji? Bo kazde dziecko musi sie dowiedziec, ze oto jest Kasia? To jest ta swiatowa literatura z ktora musimy zapoznawac dzieci?
        • roza_am Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 13:47
          Tak jest latwiej,
          > nauke poszczegolnych elementow mozna zaczac wczesniej, rozlozyc ja w czasie, a
          > lepsze opanowanie poszczegolnych elementow daje lepszy efekt koncowy.

          Tradycyjna nauka też rozbija elementy na etapy. Tylko w innej kolejności. Najpierw kierownica + pedały (rowerek z dodatkowymi kółkami), później równowaga. Nie wiem czy łatwiej jest się maluchowi uczyć najpierw trudniejszej rzeczy (równowaga), a potem łatwiejszej (pedały) czy odwrotnie.
          • turzyca Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 14:04
            > Tradycyjna nauka też rozbija elementy na etapy. Tylko w innej kolejności. Najpi
            > erw kierownica + pedały (rowerek z dodatkowymi kółkami), później równowaga.

            No wlasnie w tradycyjnym systemie masz dwa na raz - pedaly i kierownica. A kierownica jest latwiejsza przy szybszym tempie.

            Nie
            > wiem czy łatwiej jest się maluchowi uczyć najpierw trudniejszej rzeczy (równow
            > aga), a potem łatwiejszej (pedały) czy odwrotnie.

            Ale przy rowerkach biegowych nie musisz opanowac calej rownowagi na raz. No i masz dluzsze cwiczenie najtrudniejszego elementu.
            • roza_am Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 14:26
              > No wlasnie w tradycyjnym systemie masz dwa na raz - pedaly i kierownica. A kier
              > ownica jest latwiejsza przy szybszym tempie.

              Lepiej doświadczona Anna-pia słusznie zauważyła, ze najpierw są trójkołowce. Tam pracują głównie pedały, kierownica jest umowna.

              > Ale przy rowerkach biegowych nie musisz opanowac calej rownowagi na raz. No i m
              > asz dluzsze cwiczenie najtrudniejszego elementu.

              Ja mam z rowerami tak, jak Yaga, więc możliwe, że dla mnie biegówka byłaby lepsza. Ale większość dzieciaków nie ma takich problemów. Dla nich pewnie wszystko jedno jaka będzie kolejność.
              • turzyca Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 14:52
                > Lepiej doświadczona Anna-pia słusznie zauważyła, ze najpierw są trójkołowce. Ta
                > m pracują głównie pedały, kierownica jest umowna.

                Mam spore watpliwosci, ale nie bede sie spierac. Jak bede miala blizniaki to jednemu sprawie trojkolowiec, a drugiemu laufrad.

                > Ja mam z rowerami tak, jak Yaga, więc możliwe, że dla mnie biegówka byłaby leps
                > za. Ale większość dzieciaków nie ma takich problemów. Dla nich pewnie wszystko
                > jedno jaka będzie kolejność.

                A ja wcale nie jestem pewna czy jestescie az takimi wyjatkami, nikt nie musi sie spowiadac, dlaczego nie jezdzi na rowerze, mozna zyc bez niego. Juz pomijajac fakt ze moze jest wiecej takich doroslych jak ja - jezdzacych przyzwoicie, ale na pewno nie dobrze czy bardzo dobrze.

                Na szczescie w przypadku edukacji jest od groma badan i wiadomo, co dziala, a co jest przeciwskuteczne.
                1) Dziala brak przymusu w zakresie doboru czytania. Jesli dziecko samo sobie wybierze ksiazke, to pewnie ja doczyta.
                2) Dziala stymulowanie czytelnictwa, tworzenie nastroju/okazji do czytania - czytelnicze kwadranse, latwy dostep do zroznicowanej lektury.
                3) Dziala czytanie na glos.
                4) Dziala wymaganie czynnosci czytania, ale niesprawdzanie zawartosci czytania.
                5) Dziala chwalenie za prace.

                (Tu fajne teksty, szczegolnie w komentarzach.)

                A z drugiej strony mamy przyzwyczajenia i polityke. I wielkie protesty, gdy sie wywala z kanonu Wielkie Dziela. I miedzy innymi dlatego zaczelam ten watek. Bo jestesmy przyzwyczajeni do tego, ze dzieci maja czytac na komende i burzymy sie, jak ktos chce to zmienic. A ja wolalabym, zeby dzieci czytaly. Bez komend. Bez wzorcow. Niech sie naucza przyjemnosci z czytania, to potem beda czytaly dla przyjemnosci.
                • bathilda Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 15:09
                  turzyca napisała:

                  > A z drugiej strony mamy przyzwyczajenia i polityke. I wielkie protesty, gdy sie
                  > wywala z kanonu Wielkie Dziela. I miedzy innymi dlatego zaczelam ten watek. Bo
                  > jestesmy przyzwyczajeni do tego, ze dzieci maja czytac na komende i burzymy si
                  > e, jak ktos chce to zmienic. A ja wolalabym, zeby dzieci czytaly. Bez komend. B
                  > ez wzorcow. Niech sie naucza przyjemnosci z czytania, to potem beda czytaly dla
                  > przyjemnosci.

                  Ale to ja się już zgubiłam o czym jest ten wątek (poza rowerami - BTW, do równowagi IMO najlepsza jest hulajnoga). O tym jak dzieci uczyć czytać czy o tym czy ma być kanon lektur w szkole. Bo ja rozumiałam że o tym pierwszym. I że autorka nie neguje tego że w klasach starszych (po III podstawowej) się lektury omawia. Czy źle zrozumiałam?

                  W kwestii kanonu to ja uważam, że są pozycje które każdy Polak z maturą powinien przeczytać. Bo są częścią naszego dziedzictwa, bo rozszerzają horyzonty, bo pokazują że świat nie jest czarno-biały, bo pokolenia uznały je za wybitne. I chociażby po to żeby wiedzieć że się czegoś nie lubi czyli po to żeby umieć sobie wyrobić własną opinię na jakiś temat.

                  • turzyca Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 15:24
                    > Ale to ja się już zgubiłam o czym jest ten wątek (poza rowerami - BTW, do równo
                    > wagi IMO najlepsza jest hulajnoga).

                    Autorka watku zobowiazuje sie do cwiczen z jasnej komunikacji. Ostatnio mi sie pogorszylo, dostrzegam ten fakt.


                    O tym jak dzieci uczyć czytać czy o tym czy
                    > ma być kanon lektur w szkole.

                    Dla mnie to sa rzeczy powiazane - uwazam, ze lektury w obecnej formie we wczesnej podstawowce sa do likwidacji, bo tylko zniechecaja do czytania. Likwidacja lektur obowiazkowych i zastapienie ich roznorodnymi metodami zwiekszajacymi czytelnictwo uwazam za godne poparcia.


                    że autork
                    > a nie neguje tego że w klasach starszych (po III podstawowej) się lektury omawi
                    > a. Czy źle zrozumiałam?
                    > W kwestii kanonu to ja uważam, że są pozycje które każdy Polak z maturą powinie
                    > n przeczytać.

                    Moze zalozysz oddzielny watek na temat lektur dla mlodziezy? Zeby sie tu nie zaplatac w offtopach? Bo ja bym sie jeszcze zastanawiala nad dalszym podzialem, typu IV-VI i gimnazjum.
                • roza_am Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 15:59
                  > A ja wcale nie jestem pewna czy jestescie az takimi wyjatkami, nikt nie musi si
                  > e spowiadac, dlaczego nie jezdzi na rowerze, mozna zyc bez niego. Juz pomijajac
                  > fakt ze moze jest wiecej takich doroslych jak ja - jezdzacych przyzwoicie, ale
                  > na pewno nie dobrze czy bardzo dobrze.

                  Ja na pewno jestem. Nie uczyłam się w próżni, wiem jak to szlo innym dzieciakom ze szkoły czy podwórka, a jak mnie.
                • anna-pia Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 24.08.14, 22:43
                  turzyca napisała:

                  > > Lepiej doświadczona Anna-pia słusznie zauważyła, ze najpierw są trójkołow
                  > ce. Ta
                  > > m pracują głównie pedały, kierownica jest umowna.
                  >
                  > Mam spore watpliwosci, ale nie bede sie spierac. Jak bede miala blizniaki to je
                  > dnemu sprawie trojkolowiec, a drugiemu laufrad.

                  Wątpliwości co do?... Dzieci póki co mam więcej ;) I serio, dwulatkowi kupuje się trójkołówkę, a nie regularny rower na dwóch kółkach, bez bocznych. Zanim w PL pojawiły się rowerki biegowe, odchowałam dwójkę na trójkołówce, trzecie rozbijało się na biegowym. Jeżdżą porównywalnie tak samo, wszystkie bez problemu wsiadły na normalny rower.
                  Za "laufrad" będę puszczała wirusa.

                  > 1) Dziala brak przymusu w zakresie doboru czytania. Jesli dziecko samo sobie wy
                  > bierze ksiazke, to pewnie ja doczyta.

                  Albo i nie, jak trafi na jakiś kit.

                  > 2) Dziala stymulowanie czytelnictwa, tworzenie nastroju/okazji do czytania - cz
                  > ytelnicze kwadranse, latwy dostep do zroznicowanej lektury.
                  > 3) Dziala czytanie na glos.
                  > 4) Dziala wymaganie czynnosci czytania, ale niesprawdzanie zawartosci czytania.
                  >
                  > 5) Dziala chwalenie za prace.

                  Tjaaa. Mam koleżankę, podobne oceny w SP, podobne w liceum, rodzice wszyscy z dyplomami, bez nałogów, obie czytałyśmy. Ja czytam, ona tylko na wakacjach.

                  > A z drugiej strony mamy przyzwyczajenia i polityke. I wielkie protesty, gdy sie
                  > wywala z kanonu Wielkie Dziela.

                  Wielkie Dzieła mają to do siebie, że są napisane różną prozą, różną poezją, a i trafiają się dramaty. Znajoma, obecnie księgowa, czyta nadal tylko WD, ze szczególnym ukierunkowaniem na jakieś koszmary typu "W poszukiwaniu straconego czasu" czy "Finneganów tren". Gdyby nie dostała tego w szkole, pewnie nie czytałaby nic, bo rodzice prości ludzie i do WD głowy nie mają. A moja znajoma literatury lekkiej typu kryminały czy romanse nie trawi, bo to nudne :P

                  Oczywiście to przykłady pojedynczych osób, ale nie sądzę, żeby to były jakieś kurioza.
    • anna-pia Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 13:05
      turzyca napisała:

      > Anna-Pia napisala w sasiednim watku, ze w polskiej szkole
      > podstawowej zanikaja lektury - dzieci zamiast 10 ksiazek w ciagu roku czytaja 2.
      > Z mojego punktu widzenia: NARESZCIE!

      Oh yes, do bycia kasjerką w Biedrze czy pakowaczem w Amazonie styknie.

      > Uwazam lektury za szkodliwego swietego Graala polskich rodzicow. Lektury w pier
      > wszych klasach podstwowki sa doskonale zbedne, a zgola wrecz kontraproduktywne
      > w swietle potrzeb dzisiejszego spoleczenstwa. Dzieci nalezy zachecac do czytani
      > a jak najwiecej, uczyc roznych technik czytania i tlumaczyc, jak pracowac z tek
      > stem kultury, przy czym pierwsze zadanie jest najwazniejsze i pozostale dwa mus
      > za byc mu podporzadkowane. Doswiadczenia z roznych krajow ucza, ze lepiej sie t
      > e zadania realizuje, jesli realizuje sie je rozdzielnie. Oddzielne opanowywanie
      > poszczegolnych umiejetnosci ulatwia proces uczenia, a ich zlozenie na koniec j
      > est znacznie latwiejsze niz uczenie sie wszystkiego naraz, tak wiec ryzyko, ze
      > przecietny uczen zrazi sie do czytania jest znacznie mniejsze.

      Cóż, moje doświadczenie uczy, ze dzieciom można pokazać, że książki są różne, ciekawsze i mniej ciekawe, właśnie dzięki temu, że oprócz Wojtka-strażaka ma bajkę o Kopciuszku, wiersze Brzechwy, psa na kolei, dzieci z Bullerbyn (genialny tekst o tradycyjnej rodzinie żyjącej na wsi w środku niczego), a także debilowatego Kubusia P.
      Praca z tekstem literackim zaczyna się w IV klasie SP, kiedy zakłada się, że dzieci opanowały techniczną stronę czytania oraz że umieją przeanalizować tekst i wyciągać z niego wnioski (osiągane przez omawianie książek), więc nie ma co dramatyzować, że każe im się uczyć 3 rzeczy na raz.
      Rozumiem, że przysłowiowi Kasia i Jasio nie muszą czytać całych opowieści z Narnii mając 5 lat, ale jeśli dostaną tylko Kubusia durnowatka i Wojtka strażaka wraz z Kaczką dziwaczką, to trochę słabo. Czytanie naprawdę im nie zaszkodzi.

      > To troche jak z jazda na rowerze - dzieci z laufradami ucza sie najpierw opanow
      > ywania rownowagi i uzywania kierownicy, a dopiero z czasem dokladaja uzycie ped
      > alow. I sa znacznie sprawniejsze w uzywaniu normalnego roweru niz dzieci uczone
      > metoda tradycyjna.

      A uczone metodą tradycyjną najpierw opanowują użycie pedałów (na trójkołówce), potem dostają rowerek z bocznymi kółkami i powoli opanowują utrzymywanie równowagi (kółka ustawia się tak, że dają coraz mniejsze podparcie). Nie powiedziałabym, że te po laufradzie są znacznie sprawniejsze w jeździe rowerem.
      • turzyca Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 13:27
        > Oh yes, do bycia kasjerką w Biedrze czy pakowaczem w Amazonie styknie.

        Oni obydwoje na razie czytaja ZERO ksiazek rocznie. Tak samo zreszta jak np. doradca podatkowy czy architekt.

        > Cóż, moje doświadczenie uczy, ze dzieciom można pokazać, że książki są różne, c
        > iekawsze i mniej ciekawe,

        Tylko malo kto to pokazuje, ja bym to wolala zmienic w skali ogolnopolskiej. To jedna z tych licznych sytuacji, w ktorych mam swiadomosc, ze moja - inteligencka - rodzina nie powinna byc dla mnie argumentem w dyskusji bo stanowimy wyjatek, a nie regule.

        > Praca z tekstem literackim zaczyna się w IV klasie SP, kiedy zakłada się, że dz
        > ieci opanowały techniczną stronę czytania oraz że umieją przeanalizować tekst i
        > wyciągać z niego wnioski (osiągane przez omawianie książek), więc nie ma co dr
        > amatyzować, że każe im się uczyć 3 rzeczy na raz.

        To se moge podramatyzowac, ze zaczyna sie dopiero w IV klasie. :P Dla mnie rozne sposob narracji byly oczywistoscia, moi 12-letni koledzy mieli problemy z odroznieniem narratora wszechwiedzacego. Zagramaniczne 9-latki takie genialne czy polski system do poprawki?

        Nie powiedziałab
        > ym, że te po laufradzie są znacznie sprawniejsze w jeździe rowerem.

        A ja - zachowujac przenosnie - powiedzialabym. Bo Polska ma jeden z najnizszych odsetkow czytajacych doroslych. Dla ludzi czytanie to przykry obowiazek, a nie przyjemnosc. Od lat cos zawalamy.
        • anna-pia Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 22:06
          turzyca napisała:

          > To se moge podramatyzowac, ze zaczyna sie dopiero w IV klasie. :P

          Rumianku Ci zaparzę :P

          > Dla mnie rozn
          > e sposob narracji byly oczywistoscia, moi 12-letni koledzy mieli problemy z odr
          > oznieniem narratora wszechwiedzacego. Zagramaniczne 9-latki takie genialne czy
          > polski system do poprawki?

          Moja droga, nie jesteś przypadkiem reprezentatywnym - porównujesz bardzo zdolne dziecko z przeciętnymi, to nie ma sensu. Chyba że trafiłaś do polskiej szkoły dla geniuszków i okazała się ona rozczarowaniem. A mogło być po prostu tak, że polonista był akurat do kitu i nie był w stanie wytłumaczyć, o co kaman.
          W bodajże 5 klasie SP była analiza wierszy, do dziś nie jestem w stanie dokonać analizy wiersza ponad poziom, bo ja wiem, wspomnianego "Na jagody", moja niespełna 13-letnia córka analizuje wiersze Tolkiena między jednym kęsem jabłka a drugim. Gdybyśmy były w jednej klasie (moja córa i ja), zapewne uznałabyś mnie za tępaka językowego albo smętny efekt koszmarnego systemu edukacji :P

          > A ja - zachowujac przenosnie - powiedzialabym. Bo Polska ma jeden z najnizszych
          > odsetkow czytajacych doroslych. Dla ludzi czytanie to przykry obowiazek, a nie
          > przyjemnosc. Od lat cos zawalamy.

          Jest jeszcze jeden problem - czytanie to luksus, na który stać tych, którzy mają na to czas, bo nie muszą iść spać, żeby mieć siły do pracy, żeby utrzymać siebie i ewent. rodzinę. Znam ludzi, którzy na czytanie po prostu nie mają czasu, zasuwając na półtora etatu lub kombinując jak koń pod górkę, żeby skarbówka się nie przyczepiła, a jednocześnie mieć zysk dla siebie i ewentualnych pracowników.
          • turzyca Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 22:39
            > Moja droga, nie jesteś przypadkiem reprezentatywnym - porównujesz bardzo zdolne
            > dziecko z przeciętnymi, to nie ma sensu. Chyba że trafiłaś do polskiej szkoły
            > dla geniuszków i okazała się ona rozczarowaniem. A mogło być po prostu tak, że
            > polonista był akurat do kitu i nie był w stanie wytłumaczyć, o co kaman.

            Powiedzialabym, ze obydwie podstawowki byly dosc przecietne, tyle ze funkcjonowaly w roznych systemach. I nie chodzilo o poziom polonisty, bo polonistki mielismy dobra i fantastyczna, ale o program wlasnie.
            Co do mojej rzekomej genialnosci, to wez pod uwage, ze mowisz o dziecku, ktore wlasnie zmienalo kraj i jezyk nauczania. I musialo sie np. od poczatku nauczyc nazw przypadkow...

            > Jest jeszcze jeden problem - czytanie to luksus, na który stać tych, którzy maj
            > ą na to czas,

            Nie bede wspominac niegdysiejszych czasow, gdy kolejarzorolnik po pracy siegal po ksiazke i byl to swiety czas odpoczynku ojca-zywiciela rodziny.
            Ale do jasnej anielci - Amerykanie, ktorzy u nas uchodza za gluptakow, maja poziom czytelnictwa na poziomie 77%. (Pew 2014). W dodatku 45% Amerykanow przeczytalo co najmniej 6 ksiazek, podczas gdy zaledwie 11% Polakow co najmniej 7.
            • pierwszalitera Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 23:56
              turzyca napisała:

              > Ale do jasnej anielci - Amerykanie, ktorzy u nas uchodza za gluptakow, maja poz
              > iom czytelnictwa na poziomie 77%. (Pew 2014). W dodatku 45% Amerykanow przeczyt
              > alo co najmniej 6 ksiazek, podczas gdy zaledwie 11% Polakow co najmniej 7.

              Może liczą w tych statystykach popularne za oceanem komiksy? ;-) Możliwe jednak właśnie, że czytanie jest w Polsce przeintelektualizowane. Czytający uchodzą za inteligentów, koneserów kultury, uniwersalnych geniuszy i w ogóle ludzi lepszej kategorii. Ba, czytanie może być nawet wyznacznikiem klasowej przynależności. Pewnie dlatego tak mało ludzi czyta, z wewnętrznego buntu przeciwko wykształciuchom. ;-) No i te koszmarne lektury szkolne. Nie zabiły we mnie ciągoty do książek, bo pewnie była ona w jakiś tam sposób uwarunkowana rodzinnie. W ogóle szczęście, że szkoła nie wyrządziła mi większej krzywdy, ale to inny temat dyskusji. Widuję w Niemczech masę czytających ludzi, często na frekwentowanej przeze mnie od lat tej samej linii tramwajowej, ale większość z nich koncentruje się na interesującej ich działce. Jedni czytają tylko kryminały, inni literaturę s-f, jeszcze inni zeszyciki z kiczowatymi romansidłami. Pewnie, istnieją także ludzie czytający wielką literaturę z metafizyczną głębią, ale czytanie uważane jest jako narzędzie do zdobywanie informacji, czy dostarczania przyjemności, a nie jako działalność sama w sobie wznosząca nas na wyżyny człowieczeństwa. W czym bowiem lepszy jest młody człowiek zamykający się ze swoim społecznym problemem w pokoiku z książką? ;-) Sorry, dziewczyny, nie chcę naprawdę nikogo urazić, ale ja w liceum wolałam jednak pójść z towarzystwem na imprezę, ale pojechać na rajd w góry. Czytanie też było fajne, ale nie zamiast.
              • scarlet_agta Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 21.08.14, 08:32
                pierwszalitera napisała:
                > Widuję w Niemczech masę czytających ludzi, często na frekwentowanej przeze
                > mnie od lat tej samej linii tramwajowej, ale większość z nich koncentruje się n
                > a interesującej ich działce.

                Taka mi sie refleksja nasunela, ze gdybym miala ocenic poziom czytelnictwa w Polsce na podstawie moich tramwajowych obserwacji to doszlabym do wniosku, ze co najmniej 50% Polakow czyta regularnie (bo czesto polowa pasazerow linii, ktora dojezdzam do pracy ma w reku ksiazke lub czytnik). Szkoda, ze prawda jest inna. ;)
                • pierwszalitera Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 21.08.14, 11:42
                  scarlet_agta napisała:

                  > Taka mi sie refleksja nasunela, ze gdybym miala ocenic poziom czytelnictwa w Po
                  > lsce na podstawie moich tramwajowych obserwacji to doszlabym do wniosku, ze co
                  > najmniej 50% Polakow czyta regularnie (bo czesto polowa pasazerow linii, ktora
                  > dojezdzam do pracy ma w reku ksiazke lub czytnik). Szkoda, ze prawda jest inna.
                  > ;)

                  No ale ty mieszkasz w Warszawie prawda? A Warszawa nie jest reprezentacyjna dla całego polskiego społeczeństwa. A ja mieszkam w sumie na prowincji, ani w Berlinie, ani w Monachium, ani w Hamburgu i we Frankfurcie też nie. Takich miast jak moje, jest tu cała masa, z czym Zagłębie Ruhry reprezentuje chyba najlepiej cały przekrój społeczeństwa, masz tu od magnata gospodarczego, przez uniwersyteckiego profesora po robotnika w fabryce i emigranta z kraju trzeciego świata wszystkich. I faktycznie wszystkich tych spotykasz w tramwaju, bo parkowanie samochodu u nas to horror przechodzący ludzkie pojęcie. ;-)
                  • scarlet_agta Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 22.08.14, 19:30
                    W Krakowie. Ale podróżujący moją linią nie są nawet reprezentatywni dla Krakowa, więc doskonale sobie zdaje sprawę, że z czytelnictwem nie jest aż tak dobrze.
              • yaga7 Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 21.08.14, 08:54
                pierwszalitera napisała:

                W czy
                > m bowiem lepszy jest młody człowiek zamykający się ze swoim społecznym probleme
                > m w pokoiku z książką? ;-) Sorry, dziewczyny, nie chcę naprawdę nikogo urazić,
                > ale ja w liceum wolałam jednak pójść z towarzystwem na imprezę, ale pojechać n
                > a rajd w góry. Czytanie też było fajne, ale nie zamiast.

                Coś w tym jest.
                Ja bym wolała w okresie liceum iść na imprezę (nie chodziłam, imprez nie było, a jak były, nie byłam puszczana ;) albo na rajd w góry (też nie chodziłam, problemy zdrowotne). Więc w sumie zostawały mi książki, bo co jeszcze.
                • turzyca Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 21.08.14, 09:16
                  > Coś w tym jest.
                  > Ja bym wolała w okresie liceum iść na imprezę (nie chodziłam, imprez nie było,
                  > a jak były, nie byłam puszczana ;) albo na rajd w góry (też nie chodziłam, prob
                  > lemy zdrowotne). Więc w sumie zostawały mi książki, bo co jeszcze.

                  Tylko moim zdaniem to sztuczna alternatywa. Dla mnie niewielka ksiazka byla koniecznym wyposazeniem imprezowej torebki, bo co robic w drodze na i z imprezy? Nawet jak sie w polowie drogi spotkalam z reszta uczestnikow, to jednak te polowe drogi z mojego wygwizdowa na cudzy wygwizdow jechalam sama. Czyli taka Margit Sandemo - niezbyt ambitnie ale przeciez to jazda na impreze - wystarczyla na jakies trzy imprezy. To juz z samych osiemnastek robi sie 10 ksiazek.
      • roza_am Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 20.08.14, 13:53
        dzieci z Bullerbyn (genialny t
        > ekst o tradycyjnej rodzinie żyjącej na wsi w środku niczego), a także debilowat
        > ego Kubusia P.

        Ufff, w pierwszej chwili przeczytałam "debilowatego Bullerbyn" (zlały mi się linijki; wstyd, ewidentnie mam braki w technice czytania ;)). Na szczęście przeczytałam drugi raz i kamień z serca :D
    • yaga7 [OT] Laufrad 20.08.14, 13:36
      Aż sobie musiałam wyguglać, bo kompletnie nie miałam pojęcia, o czym Wy piszecie.
      No i po wyguglowaniu okazało się, że również kompletnie nie miałam pojęcia, że takie coś istnieje. (aaa, czy faktycznie jako jedyna nie znałam takiego słowa? wstyd, wstyd)

      I jako osoba, która nie jeździ na rowerze prawie wcale i boi się na nim jeździć, bo może spaść, sądzę, że gdybym miała taki rowerek za młodu, może teraz nie bałabym się jeździć. I podejrzewam, że z moją jazdą na rowerze jest znacznie gorzej niż z czytaniem przeciętnego Kowalskiego w podstawówce.

      Więc przenosząc to na temat czytania, być może coś w tym porównaniu jest, ale do czytania jako takiego się nie odniosę, bo należę do osób, które w czwartej klasie podstawówki zaczytywały się w Dostojewskim i uczyły się biologii z książek do liceum ... ;)
      • turzyca Re: [OT] Laufrad 20.08.14, 13:50
        (aaa, czy faktycznie jako jedyna nie znałam takiego słowa?
        > wstyd, wstyd)

        Nie wstydaj sie, Anna-Pia juz tu podala poprawna polska nazwe, ktora mi oczywiscie umknela. A nie znasz wynalazku bo on w Polsce jest dosc nowy, trzeba byc matkom dzieciom zeby poznac.
        • yaga7 Re: [OT] Laufrad 20.08.14, 13:53
          Polska nazwa i tak by mi nic nie dała, bo nadal bym nie wiedziała, co to jest ;)
      • grecz Re: [OT] Laufrad 20.08.14, 13:55
        Też nie wiedziałam co to jest ;) Nie posiadałam, a jeżdżę na rowerze dobrze ;)
        • turzyca Re: [OT] Laufrad 20.08.14, 14:12
          Nie posiadałam, a jeżdżę na rowerze dobrze ;)

          Ja niby tez. Ale dopiero teraz widze, ze to jest niby i ze wlasnie nawala mi poczucie rownowagi. A porownuje sie z osobistym, ktory ma dosc specyficzne problemy ze wzrokiem, nie widzi trojwymiarowo, nie zlapie lecacej pilki i w ogole kiepsko orientuje sie w przestrzeni. Ale jak wchodzi w ciasny zakret, to bez problemu zlapie reka za latarnie, zeby zmniejszyc promien skretu, znacznie lepiej zrobi stojke na pedalach przed czerwonym swiatlem, jezdzi bez rak i jeszcze wykonuje przy okazji skomplikowane manewry, wylacznie balansujac cialem.
          Po prostu teraz jezdze dobrze, a moglabym jezdzic znacznie lepiej. I bede, ale jednak musze sie jeszcze mnostwa nauczyc. Moglam uczyc sie tych 20+ lat temu, to bym w miedzyczasie cwiczyla i byla teraz lepsza.

          I to samo z czytaniem - im latwiej dziecku czytac i im wiecej przyjemnosci mu to sprawia, tym bedzie lepsze w przyszlosci, bo bedzie mialo wiecej okazji do cwiczen.
        • genepi Re: [OT] Laufrad 20.08.14, 16:30
          Ja takoż nie posiadałam rowerka biegowego a jeżdżę bardzo dobrze i od zawsze tak jeździłam.
          Mam dwójkę dzieci, starszy nie korzystał z biegowego, młodszy owszem. Różnicy w jeżdżeniu, czasie nauki, swobodzie korzystania i lubieniu jazdy rowerowej brak.

          Dla mnie porównanie lektur do rowerków biegowych nie jest wymierne.
          • genepi Re: [OT] Laufrad 20.08.14, 16:30
            I dodam jeszcze że nazwa "laufrad" jest mi totalnie obca i pierwszy raz widzę takie określenie.
    • amused.to.death Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 23.08.14, 01:32
      To jest w sumie ciekawy temat chociaż nie do końca mogę sie zdecydować jakie mam zdanie :D
      Na pewno nie będę obiektywna bo całe życie od podstawówki do teraz miałam wokół siebie wiele osób, które czytało i lubiło czytać - przy czym było to jedno z wielu hobby. Przeczytałam wszystkie lektury, które trzeba było przeczytać z wyjątkiem "Pana Tadeusza" i teraz uważam, że nawet te które mi się nie podobały w pewien sposób się do czegoś przydały. Niektórych bym z pewnością nie przeczytała, gdyby nie przymus - tak jak nie zrobiłabym wielu innych rzeczy gdyby nie przymus szkolny. Uważam więc, że większość ludzi musi być zmuszana, bo inaczej nic nie zrobią (i nie dotyczy to tylko czytania).

      Z drugiej jednak strony ten przymus da się obejść brykami, filmami i przede wszystkim pobłażliwością nauczycieli (którzy czasami nie mają wyboru jak tylko być pobłażliwi) więc czy jest sens, żeby jakiś przymus w ogóle istniał.

      Problemem jest współczesność lektur i zawarte tam słownictwo - wielokrotnie słyszałam narzekania, że słownictwo w 'dawnych' lekturach jest za trudne. Nie pamiętam, żebym ja miała szczególne problemy, ale to przecież działa na zasadzie: im więcej tym łatwiej więc w sumie nie wiem jak rozwiązać ten problem.
      • anna-pia Re: Po co dzieciom lektury? Precz z lekturami! 24.08.14, 22:50
        amused.to.death napisała:

        > To jest w sumie ciekawy temat chociaż nie do końca mogę sie zdecydować jakie ma
        > m zdanie :D
        > Na pewno nie będę obiektywna bo całe życie od podstawówki do teraz miałam wokół
        > siebie wiele osób, które czytało i lubiło czytać - przy czym było to jedno z w
        > ielu hobby. Przeczytałam wszystkie lektury, które trzeba było przeczytać z wyją
        > tkiem "Pana Tadeusza" i teraz uważam, że nawet te które mi się nie podobały w p
        > ewien sposób się do czegoś przydały. Niektórych bym z pewnością nie przeczytała
        > , gdyby nie przymus - tak jak nie zrobiłabym wielu innych rzeczy gdyby nie przy
        > mus szkolny. Uważam więc, że większość ludzi musi być zmuszana, bo inaczej nic
        > nie zrobią (i nie dotyczy to tylko czytania).

        Przymus szkolny dotyczy nie tylko lektur, cała szkoła to opresja ;) Jak chodziłam do szkoły, marzyłam o czasach, kiedy nie będzie wreszcie najnudniejszego koszmaru, czyli biologii. To co, mam postulować usunięcie biologii ze szkoły?

        > Problemem jest współczesność lektur i zawarte tam słownictwo - wielokrotnie sły
        > szałam narzekania, że słownictwo w 'dawnych' lekturach jest za trudne.

        Tak, a jakby usunąć starocie typu M. Rej czy J. Kochanowski, to huzia na Józia, Sienkiewicz używał łaciny, wywalić, bo nie da się zrozumieć, "Kamienie na szaniec" opisują okrucieństwa Niemców, wywalić, najlepiej czytać bajki Disneya w wersji książkowej, 10 minut i załatwione ;)
        Obniżanie poprzeczki da tylko tyle, że ludzie będą narzekać na to, co zostało, zawsze coś będzie "za trudne".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka