Dodaj do ulubionych

Wiecznie chory facet

26.06.15, 14:32
Nie wiem, czy to dobre miejsce, ale szukam jakiejś porady. Mój facet jest wiecznie chory. Każda duperela to na pewno choroba smiertelna. Od razu się zamyka w sobie, cierpi, smutny i w ogóle. Kiedyś nieopatrznie powiedziałam, że chcę, żeby mi mówił, jak mu z jakiegoś powodu źle, a nie dusił w sobie, to razem coś poradzimy. No i mam, prawie codziennie. chodzi do lekarza i ciągle mu coś znajdują, a każde takie znalezisko to dołek. Ma kamienie w pęcherzyku zółciowym, już był na stole na planowej operacji i tak mu skoczyło cisnienie, że lekarze nie podjęli się wykonania zabiegu. Tak przeżywał. Więc diagnozowanie nadcisnienia, wyszło, że jednak nie ma.
Coś go ściska w gardle. Poszedł do lekarza, dostał skierowanie na usg. Wyszły powiększone węzły chłonne i jakiś guzek w tarczycy. Rozpacz. Lista lekarzy do obskoczenia, mówią, że te węzły to w zasadzie niezbyt duże, guzka trzeba zrobić biopsję. I tragedia.
staram się jak mogę. Pocieszam, głaszczę, racjonalizuję, ale powoli mnie cholera bierze. Sama przerabiałam złe wyniki badań, panikowałam, ale już mi przeszło. Teraz też mam maraton po lekarzach, bo cos nie tak, ale nie wiadomo co. Może zrozumiałabym zmartwienie guzkiem (choć z opisu wychodzi na niegroźny, podobno mnóstwo ludzi ma), ale dół z powodu domniemanego raka jądra, bo coś zabolało i każdej takiej pierdoły mnie znieczulił. Rozumiem, że można się bać operacji, ale aż tak spanikować?
Marzył o samochodzie, kupił po 2 latach zbierania pieniędzy. I teraz się martwi, bo mało jeżdził i ściska go w gardle, jak ma pojechac gdzies. Martwi się, że ciężko pod domem zaparkować. Kupiliśmy AC, bo panikował, że ukradną. Znalazłam garaż, ale wlaściciel mu się nie spodobał, więc szuka garazy kilometr od domu i drzy, że ukradną albo nie będzie gdzie stanąć...
Jego matka jest taka sama, może to po niej, bo jest z nia bardzo blisko psychicznie. Siedzi i się martwi, użala. Zawsze sama uwazałam się za osobę strasznie marudną i panikująca, ale teraz widzę, że jestem mały pikuś.
Jak się postępuje z taką osobą? Może to jakaś skumulowana wada w zamian za brak innych? Ponad 2 lata nie miałam nawet na co na niego narzekać, a teraz zaczynam mieć dość wiecznego pocieszania.
Obserwuj wątek
    • 100krotna Olej. 26.06.15, 17:37
      Olej, bo Cię zamęczy na śmierć, Ty umrzesz z nerwów a on dalej będzie najbiedniejszy i najchorszy. Olej dla własnego zdrowia psychicznego.
      Na razie wpadłaś w jego pułapkę, on marudzi, Ty pocieszasz.
      Im bardziej chce twojej uwagi, tym bardziej panikuje i rozczula się nad sobą (albo "panikuje" bo trudno ocenić na ile takie zachowanie jest świadome).

      Przykładowa rozmowa:

      "- Tu mnie boli!
      - Aha
      - Ale naprawdę mnie boli!
      - Zażyj Ap*p.
      - Chyba umrę!
      - Okej, jeżeli musisz. "

      Po jakichś dwóch latach powinno poskutkować ;-)
      Samochód sprzedajcie.
    • genepi Re: Wiecznie chory facet 26.06.15, 20:05
      Jakoś trudno mi uwierzyć że tak nagle się zmienił. Wcześniej nic nie mówił, nie jęczał, nie narzekał a teraz nagle zaczął.
      Myslę że kiedyś to ci nie przeszkadzało i nie zauważałaś.

      Swoją drogą faceci w ogólności są większymi histerykami zdrowotnymi, umierają z powodu kataru, grypa sprawia że piszą testament, biegunka że żegnają się ze światem.

      Na pocieszenie powiem ci że może być gorzej: taki model jak mój mąż, któremu nigdy nic nie jest, cierpi w milczeniu, nie zgłasza dolegliwości, trzyma w sobie - i weź tu się domyślaj. Oczywiście do lekarza nie pójdzie nawet przypadkiem.
      • mela1 Re: Wiecznie chory facet 26.06.15, 20:50
        Czy ja wiem, chyba taki nie był. Zaczęło mu coś dolegać, poszedł do lekarza, ten go wysłał na badania, potem następne... Dopóki nie zaczął, to było ok, nie chorował. Umierał kiedyś na przeziębienie, ale to się nie zdarza często, więc bardziej mnie to bawiło.
      • slotna Re: Wiecznie chory facet 26.06.15, 22:05
        > Swoją drogą faceci w ogólności są większymi histerykami zdrowotnymi, umierają z
        > powodu kataru, grypa sprawia że piszą testament, biegunka że żegnają się ze św
        > iatem.

        Sa jakies papiery na to? Bo wyglada na slaby stereotyp.
        • genepi Re: Wiecznie chory facet 26.06.15, 22:24
          Wyłącznie badania terenowe.
          • pierwszalitera Re: Wiecznie chory facet 26.06.15, 23:05
            Gdybym brała pod uwagę grupę spokrewnionych ze mną facetów, to też bym tak twierdziła, ale na szczęście chyba dla równowagi kosmicznej przyciągam facetów nie cierpiących przesadnie. Możliwe, że zwracam na to szczególną uwagę, bo z obserwacji w rodzinie wiem, że życie z wiecznie umierającymi facetami jest paskudne i zagraża zdrowiu psychicznemu partnerki. Niestety jest też tak, że z wiekiem robi się coraz gorzej i żadne tam olewanie nie pomaga, bo hipochondria to nie katar, nie przechodzi sama z siebie. Więc jednym wyjściem jest zaakceptowanie, że ma się w domu hipochondryka z pełnym dobrodziejstwem inwentarza, bo to że będzie się dobrowolnie leczył na głowę jest mało prawdopodobne. Albo ucieka się zawczasu gdzie pieprz rośnie.
            • mela1 Re: Wiecznie chory facet 02.07.15, 13:12
              Uciekać nie będę, bo każdy ma prawo do wad. A jak ideał:) ma jedna wadę, to nawet statystycznie za mało. Tylko chcę pomóc, bo sam się z tym męczy. To wspaniały facet i bardzo dobrze pasujący do mnie.
    • heliamphora Re: Wiecznie chory facet 26.06.15, 21:11
      Nie pocieszałabym. Chyba bym mu powiedziała to, co powiedziałaś nam: że zauważyłaś, że jego życiem rządzą lęki, których nie podzielasz, i chciałabyś mu pomóc, ale zagłębianie się razem z nim w hipochondrię temu nie służy. Na moje oko przydałby się tu psycholog, ale jak ktoś przekonany, że zdrowie ma słabe, a świat jest niebezpieczny, to raczej nie pójdzie i trudno go namawiać.
      Zajęłabym się sobą i starała, jakkolwiek niemiło to zabrzmi, olewać jego stękania, żeby z jednej znękanej losem osoby nie zrobiły się dwie.
    • milka_milka Re: Wiecznie chory facet 27.06.15, 01:07
      To jest nerwica. Wiem, bo sama mam taką, tylko ja to już przerobiłam i zracjonalizowałam. Ale przez rok było fatalnie, hipochondria pierwszej klasy. Teraz robię odpowiednio często badania profilaktyczne i mam zaufanych lekarzy, gdy coś mnie niepokoi. Ale nie było łatwo.
    • neiti89 Re: Wiecznie chory facet 28.06.15, 16:42
      Może spróbuj podejść go na ambicję?
      "No wybieram się w sobotę z Kasią (i najlepiej jakimś Markiem, Konradem czy Przemkiem) na rowery. Nie Skarbie, Ty absolutnie nie możesz iść bo a) jesteś chory b) na pewno by Ci taki wypad zaszkodził, a Ty jesteś taki delikatny...". A potem przynajmniej tydzień opowiadać, jak było wspaniale i że już planujecie kolejny wypad.

      Albo odwrotnie - jeżeli jest coś, co sam lubi i jest taka opcja, to ograniczaj mu to ze względu na zdrowie. "Jak to z Pawłem na piwo? Znowu wrócicie w nocy, a jutro będziesz miał zawalone gardło. Absolutnie nie ma mowy". "Jakie wyjście na ryby? Żebyś się znowu przeziębił? Zostajesz w domu, koniec dyskusji". Będzie musiał w końcu wyzdrowieć, jeżeli będzie chciał wyjść z domu. Gorzej, jeżeli w domu mu dobrze i nie ma specjalnej potrzeby wychodzenia ;)

      Nie wiem, czy już samo takie przesadne rozczulanie się nad nim by nie pomogło - rozumiem, że już teraz masz dosyć pocieszania, ale może jak przyjmiesz pozę ultra zatroskanej partnerki, najlepiej w takim matczynym tonie, to w końcu do niego dotrze, że jest facetem a nie "moim biednym, chorym serdelkiem". Jednocześnie jakbyś wróciła do punktu 1 i wspomniała, że ktoś ostatnio coś super zrobił, wyrażała swój wielki podziw, to też powinno go obudzić. Podając herbatkę z cytryną wspomnieć, że Marcin to był na tygodniowym rajdzie na quadach i miał tyle przygód, trzeba mieć odwagę, żeby się tak wybrać itp itd ;)

      Mój też czasami umierał, właśnie na jakieś grypy czy rozstroje żołądka. Ja z kolei nie choruję prawie wcale, więc takie umieranie drażniło mnie tym bardziej. Moją, na pewno naganną, ale działającą metodą na to, jest przytoczenie w towarzystwie najbliższych naszych znajomych (z czego jedno niemal u nas mieszka, w zasadzie rodzina) jego tekstów w czasie choroby. Po wyjściu gości na pytanie, czy musiałam o tym wspominać, odpowiadam pytaniem: czy on musiał dzwonić do mamusi i osłabłym głosem informować o dolegliwościach? Kilka takich zagrań i nagle można przeżyć katar bez żegnania się z tym światem.
    • teresa104 Re: Wiecznie chory facet 29.06.15, 14:21
      Jak by nie patrzeć to on jednak jest trochę chory, złogi kwalifikujące się do operacji, guzy do biopsji, myślę, że ja też bym się tym truła, dopóki nie przystąpiłabym do działania.

      Co do samochodu - normalka w Polsce, samochody są dla nas za drogie, wypruwamy sobie żyły, żeby je mieć, a potem żyjemy w niepokoju, że oszczędności kilku lat przepadną. A jak kupimy coś odpowiedniego do naszego stanu, boimy się, że się popsuje po drodze i naprawa wyniesie więcej niż wartość samochodu.

      Daj mu czas, przestań pocieszać, może sam się wyreguluje, a jak nie wyreguluje, to Cię zamęczy.
      • mela1 Re: Wiecznie chory facet 29.06.15, 14:31
        Wolałabym jednak, żeby nie zamęczył. Trochę mniej gada, ale co jakiś czas wspomina, że taki nie do życia jest, bo chory. Jak musi wszystko konsultować z 5 lekarzami, to niech chodzi (sama mam listę specjalistów wyznaczona przez internistę), ale to przeżywanie jest fatalne. Gdyby to były tylko kamienie i guzek, pewnie bym się przejmowała, ale jak cokolwiek zaboli, to już pewnie rak...
        Trochę też chyba tak jest, że jak się z czymś do lekarza pójdzie, to czasem coś w badaniach wychodzi i przerzucają człowieka od specjalisty do specjalisty. Przerobiłam z torbielą w piersi i biopsją, złą cytologią (pomyłka w laboratorium), oponiakiem w głowie (rozszerzone naczynie, mam zapomnieć) i teraz przerabiam ze złą morfologią.
        Nie chcę, żeby się stał swoją matką, bo po jednym dniu z nią sama czuję się chora (rzadko na szczęście widuję). Ona nie narzeka, ona jest narzekaniem. Kiedyś nieopatrznie powiedziałam jej, że w drodze zatrzymała nas policja na kontrolę trzeźwości i gratulowała zerowego wyniku. Zdążyłam powiedzieć, że zatrzymała nas policja i ona już była bliska omdlenia, musiałam natychmiast mówić, że wszystko w porządku, bo spanikowała.
    • indigo-rose Re: Wiecznie chory facet 02.07.15, 12:37
      Miałam identycznie i było to zaostrzenie nerwicy. Nie marudziłam już potem nawet, bo wiedziałam, że nie każdy chce znowu słuchać o tym, jak bardzo na pewno umieram, ale w głowie było ciągle to samo.
      I też nie jestem najzdrowszą osobą na świecie, więc niby jakieś tam podstawy miałam, "guzek" na tarczycy (który okazał się nie być guzkiem) i pińcet autoimmuno, a na koniec nerwica sama przeszła mi w objawy somatyczne i nerwobóle w piersi czy puls spoczynkowy 140 to była norma, więc kolejne powody do niepokoju.

      Jeśli chcesz mu naprawdę pomóc, a nie tylko wychować, żeby się przymknął, to wyślij go do psychiatry albo psychologa. Brałam przez pół roku antydepresanty, nadal chodzę na terapię - nie mam całkowicie zdrowej głowy, ale hipochondria mi minęła.
      • mela1 Re: Wiecznie chory facet 02.07.15, 13:10
        Chce pomóc, bo chcę, żeby się dobrze czuł. Sama biorę psychotropy od kilku lat i bardzo sobie chwalę. Psychiatrę polecałam, sugerował mu to nawet endokrynolog. Tylko to akurat lekarz, do którego mu sie nie spieszy. Zapiera się, że jest psychologiem (studia skończył, nie żadną kliniczna specjalizację, nie pracował nigdy w zawodzie), to inaczej musi z nim psychiatra rozmawiać itp. To tez znam, bardzo się broniłam, ze nie jestem wariatką, a w efekcie bardzo mi pomógł.
        Wrócę do tematu, niech zakończy wycieczki po roznych badaniach, jak się okaże, że zdrowy, to postaram się go wysłać.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka