mauzonka
09.03.09, 22:55
Proszę się nie śmiać, ale naprawdę potrzebuje gruntownego wykładu.
Sprawa ma się tak, że nigdy przenigdy w życiu nie farbowałam włosów. No - na sylwestra w ósmej klasie taką czerwoną pianką z reichu, to był jedyny raz.
Za to ostatnio mój maużon przebąkuje coś całkiem często, że gdybym była jasno ruda (a la Bree z Desperate Housewives), to bym ślicznie wyglądała i co ja o tym myślę.
A ja nic nie myślę, bo targają mną mieszane uczucia względem farbowania włosów:
1) od farby włosy się mogą zacząć puszyć i mechacić, a teraz mam przecież całkiem fajne, mocne i długie;
2) od farby może mi się zrobić jakaś wysypka i świnstwo na skórze (jestem okropnie alergiczna);
3) jak się pofarbuje włosy, to potem co 2 tygodnie trzeba się z tym pieprzyć i robić odrosty, czyli farbowanie to robienie sobie dodatkowych obowiązków;
4) sama w życiu nie będe się packać w farbie sama, musiałabym pójść do fryzjera, a z tego co podejrzałam w cennikach, to za farbowanie bierze się ok. 200 złotych (o_o);
5) a co jeśli wyjdzie beznadziejnie? Czy to się jakoś zmywa? Zmywaczem do paznokci? Denaturatem?;)
Z drugiej strony:
6) jak to jest być rudą?:)
7) czy od zmiany koloru włosów zmienia się osobowść? zachowanie? nastrój?
8) jak się ma niepofarbowane włosy w TYM wieku, to się wygląda na zapuszczoną mysz, więc już by wypadało;
9) zwłaszcza, że o 5 lat młodsza siostra już to robiła, a ja jeszcze nie.
Nie chcę wyglądać jak mysz, a jednocześnie nie chcę musieć farbować odrostów. Chcę pobawić się w Bree z Desperatek, ale móc zmyć, jak mi się nie spodoba. Nie chcę przepuścić na to dwóch staników, ale nie chce też paćkać się z farbą z Rossmanna.
No i co ja mam zrobić? Może demonizuję? ;-)