Dodaj do ulubionych

Dieta dr Pape - 2

    • slotna Re: Dieta dr Pape - 2 26.09.09, 23:28
      No dobra, to jadlam dzisiaj dietetycznie bardzo i teraz jestem glodna :/ Musze sie na nowo przestawic. Wypilam szklanke mleka sojowego, 8 g bialka, 0.5 wegli, 4 tluszczu - mozna, nie? ;)
    • szarsz Re: Dieta dr Pape - 2 28.09.09, 10:43
      Książka pojawiła się w Merlinie, jako oficjalnie dostępna, choć z
      terminem realizacji 14 dni:
      merlin.pl/Chudnij-podczas-snu_Detlef-Pape-Rudolf-Schwarz-Elmar-Trunz-Carlisi-Helmut-Gillessen/browse/product/1,584543.html
    • kizombalover Ale się dziś podłamałam... 30.09.09, 21:09
      i to wcale nie z powodu diety, tylko z powodu wagi.
      Mam w domu taką starą mechaniczną wagę, która pokazywała mi zawsze wagę między
      65 a 66 kilo. Zważyłam się dziś rano i radośnie dostrzegłam ubytek - 64,5!
      Postanowiłam sobie z tej okazji kupić porządną elektroniczną wagę, co to mierzy
      tłuszcz i takie tam. I co? I zonk, próbowałam kilka w sklepie, i każda
      pokazywała mi wagę w okolicach 68 kilo.... buuuu! To oznacza, że moja
      zdradziecka, "pocieszająca" waga nie dała mi znać, że w rzeczywistości dobijam
      do 70tki! A niech to.... W końcu nie kupiłam sobie nowej wagi, bo się zdenerwowałam.
      Pocieszcie....
      • szarsz Re: Ale się dziś podłamałam... 30.09.09, 21:22
        Moja nie doważa około 4 - 5 kilogramów. Chyba.
        Jak mnie położne ważyły, to regularnie wpadałam w depresję :)
        • yaga7 Re: Ale się dziś podłamałam... 30.09.09, 21:47
          Różnica wagi między wagą w domu a wagą w klubie fitness to ok 3-4 kg.
          Przestałam się ważyć w klubie... ;)))

          I w sumie tak naprawdę to nie wiem, ile ważę, bo nie mam trzeciej wagi.
          • lafere Re: Ale się dziś podłamałam... 30.09.09, 23:23
            Kizombalover - nie martw się tek kilka dodatkowych kg. w sklepie to pewno waga butów i ciuchów. Pewno w domu ważysz się lżej ubrana no i różnica gotowa. No wiesz netto - brutto i te sprawy.
            • kizombalover Re: Ale się dziś podłamałam... 01.10.09, 08:45
              No, też chciałam tak myśleć, ale ważyłam się na boso, a spodnie i bluzka raczej
              letnie - 3 kilo nie ważą.
              :-/
              • szarsz Re: Ale się dziś podłamałam... 01.10.09, 17:21
                no ale już takie lniane potrafią ważyć ponad kilo :)
      • jul-kaa Re: Ale się dziś podłamałam... 30.09.09, 23:31
        Wagi oszustki i tyle! Nie przejmuj się, na pewno wredne ekspedientki tak
        ustawily i teraz chichoczą po kątach :))
        • kizombalover Re: Ale się dziś podłamałam... 01.10.09, 08:45
          I tego będę się trzymać! Winne sprzedawczynie!
          • ciri1971 Re: Ale się dziś podłamałam... 01.10.09, 09:31
            Kizombalower, a ja Cię pamiętam z bydgoskiego zlotu w styczniu i
            zapamiętałam jako bardzo szczupłą kobietę( tak o połowę szczuplejszą
            ode mnie:)). Waga chyba naprawdę niewiele znaczy. Nie mam pojęcia,
            gdzie masz to 66 kg...:)
            • kizombalover Re: Ale się dziś podłamałam... 01.10.09, 15:36
              Dziękuję Ci dobra kobieto :-))

              Tylko że całkiem możliwe, że widziałaś mnie w (dłuższej) chwili, kiedy miałam na
              sobie Effuniakowy gorset :-). Oh, taką talię mieć BEZ gorsetu... A jaki biust
              uniesiony był...
    • kizombalover A orzechy? 10.10.09, 10:05
      Kiedy jeść orzechy? Do muesli wiem, że można, ale nie wiem, czy dlatego, że to
      węgle, czy dlatego, że to białko (niezwierzęce)?
      Czy gdzieś jest w ogóle jakiś spis produktów z podziałem co ma białko, a co
      węgle? (w przewadze oczywiście, bo chyba większość ma choć trochę i tego, i tego).
      • thorrey Re: A orzechy? 10.10.09, 21:45
        Orzechy można jeść zawsze, ale nie więcej niż mieści się w dłoni.
        Tak kiedyś mówiła piwerwszalitera.
        Na śniadanie dlatego, że niezwierzęce, a zawsze dlatego , że to
        białko i zdrowe tłuszcze (tak przynajmniej ja sobie to wskrócie
        tłumaczę).

        Podział na to, co ma białko co ma węgle też jest bardzo prosty -
        białko to sery, mięso, ryby, produkty sojowe.
        węgle to wszelkie kluchy, ryż, makarony, ziemniaki, jedym słowem
        wszystko co ma skrobię.

        Mięso nie ma żadnych węgli, no chyba jakieś śladowe ilości.

        Najgorsze jest to, że koczownik ma przechlapane, bo nie może jeść
        więcej niż 15-17 g węgli na posiłek. 100g pomidora ma 5 g węgli.
        Papryka też coś koło tego. Dodać do tego jeszcze troszkę sałaty i
        stop, więcej warzyw nie można, bo to będzie już węglowy posiłek. No
        i żadnych deserów, piwka do obiadu, czy nawet jabłka. Życie ejst
        niesprawiedliwe dla koczowników :(((((
        • jul-kaa Re: A orzechy? 10.10.09, 22:18
          > Najgorsze jest to, że koczownik ma przechlapane, bo nie może jeść
          > więcej niż 15-17 g węgli na posiłek. 100g pomidora ma 5 g węgli.
          > Papryka też coś koło tego. Dodać do tego jeszcze troszkę sałaty i
          > stop, więcej warzyw nie można, bo to będzie już węglowy posiłek. No
          > i żadnych deserów, piwka do obiadu, czy nawet jabłka. Życie ejst
          > niesprawiedliwe dla koczowników :(((((

          Oj! Po pierwsze na posiłek, czyli na obiad, chyba, nie? Bo na śniadanie to tak
          czy owak je się węgle, na obiad zresztą też.
          Wydaje mi się też, że warzyw się tak skrupulatnie nie liczy. `
          Poza tym w książce jest napisane, ze kobieta koczownik z BMI 25-30 na obiad
          powinna zjeść 40g węglowodanów (i to jest ilość zredukowana, bo w wersji
          standardowej węglowodanów na obiad jest 75g).
          Skąd wzięłaś informację, którą podałaś? Bo nie zgadza mi się to z tym, co jest w
          książce.
          • thorrey Re: A orzechy? 11.10.09, 07:27
            No gdzieś tu pierwszalitera podawała. Zaraz poszukam i podkleję link

            Mówiąc "na posiłek" miałam oczywiście na myśli obiad i kolację.
            Wiadomo że na śniadanie je się węgle (właścnie skonsumowałam miskę
            owsianki z nutellą i kawkę z mlekiem sojowym, pycha :)).
            • thorrey Link 11.10.09, 07:34
              forum.gazeta.pl/forum/w,86228,96388622,97373415,Re_Dzien_bialkowy.html
              • kizombalover Re: Link 11.10.09, 11:12
                Aleś mnie nastraszyła tymi śladowymi ilośćiami :-))
                Z linku wynika, że są to ilości stosowane w jakimś wyjątkowym "dniu białkowym",
                a nie w regularnej diecie. Czyli ufff.
            • jul-kaa Re: A orzechy? 11.10.09, 11:32
              Ale pierwszalitera pisała, że dzień białkowy powinno się robić RZADKO!
        • kizombalover Re: A orzechy? 11.10.09, 11:13
          Dzięki za wyjaśnienia!
          Cieszy mnie, że orzechy można zawsze - uwielbiam je.
        • nanah Re: A orzechy? - uwaga o produktach sojowych 11.10.09, 14:02
          thorrey napisała:


          > Podział na to, co ma białko co ma węgle też jest bardzo prosty -
          > białko to sery, mięso, ryby, produkty sojowe.

          Z produktami sojowymi to nie do końca tak. Na przykład mleko sojowe świetnie
          nadaje się na śniadanie, ale jeżeli jest słodzone, to oczywiście na obiad i
          kolację nie. Tofu - rzeczywiście, to ciekawe i urozmaicające źródło białka,
          trzeba go jednak zjeść sporo, bo ma tylko 11g białka. Natomiast z innymi
          produktami sojowymi to bym uważała. Nie wiem, co dokładnie miałaś na myśli, ale
          w suchym ziarnie soi są 34g białka i 33(sic!)g węglowodanów. To jest produkt
          zdecydowanie nie nadający się na kolację, na obiad może, ale koczownicy powinni
          uważać.
    • slotna Re: Dieta dr Pape - 2 16.10.09, 00:02
      Zgodnie z zapowiedzia jadlam wylacznie bialkowe obiady i kolacje, ubytku wagi jak nie bylo, tak nie ma. Wygladam jednak jakos lepiej (albo tak mi sie zdaje, hehe ;)), jakby moj organizm zalapal nagle, ze jestem aktywna fizycznie.

      Natomiast zauwazylam skutek uboczny: biale plamki ("kwiatki") na panokciach. Mialam je przez cale dziecinstwo i przypomnialo mi sie, ze jedna z teorii tlumaczacych ich pojawianie sie jest spozywanie uderzeniowych dawek cukrow. To by sie zgadzalo, bo jadlam wtedy potworne ilosci slodyczy, a plamki poszly precz i nie wrocily wlasnie kiedy z tego wyroslam. Jakas jedna - dwie miewalam sporadycznie, a teraz mam je na wszystkich paznokciach. No i zastanawiam sie, czy to nie te urocze sniadanka tak podzialaly, chociaz oczywiscie moze to byc zupelny zbieg okolicznosci.
      • yaga7 Re: Dieta dr Pape - 2 17.10.09, 09:50
        Jakoś nie chce mi się w to wierzyć.

        Słodycze jadłam - niestety - hurtowo w niektórych okresach swojego życia, a
        plamek raczej nie miałam.

        Ja z kolei słyszałam, że one się robią z braku odpowiednich minerałów i witamin ;)
        • slotna Re: Dieta dr Pape - 2 17.10.09, 12:15
          Tez slyszalam te wersje, dlatego zrobilam maly risercz przed wyslaniem tego posta, wynik: teorie sa rownowazne - ta o mineralach i ta o cukrze.

          A ze sklonnosci zapewne trzeba miec, to inna sprawa :)
        • jul-kaa Re: Dieta dr Pape - 2 17.10.09, 12:31
          yaga7 napisała:
          > Ja z kolei słyszałam, że one się robią z braku odpowiednich minerałów i witamin
          > ;)

          A ja słyszałam, że to z braku wapnia :)
    • camilcia Re: Dieta dr Pape - 2 17.10.09, 09:14
      dietę trzymam tak sobie ;) ogolne zasady ale bez rygoru strasznego
      cwiczę 2x tyg
      zmiescilam sie w spodnie w ktorych miesiac temu brakowalo z 10cm w
      brzuchu do zapiecia :)
      waga 60dkg mniej
      • camilcia Re: Dieta dr Pape - 2 11.12.09, 21:17
        dziś waga 2kg mniej od kiedy zaczęłam
        nieraz nie trzymam diety, ale tez nie traktuję jej tak w sumie ;)
    • kizombalover Re: Dieta dr Pape - 2 03.11.09, 22:23
      Pomalutku zaczynam się niecierpliwić - waga stoi w miejscu od trzech
      tygodni... No owszem, zdarzyło mi się zjeść ze dwa razy węgle na
      kolację, czy wypić do południa kawę z mlekiem (oooch, jaka pyszna!),
      ale generalnie trzymam się zasad. Miałam wrażenie, że ciuchy jakby
      lepiej leżą, ale to chyba tylko pobożne życzenie było :-((
      Po obiedzie z przewagą węgli jestem szybciej głodna, próbować samego
      białka na obiad? A może po prostu za dużo jem na któryś posiłek?
      • kizombalover Odszczekuję :-D 11.12.09, 17:54
        Waga znowu ruszyła w dół. Już byłam w strachu, że po 2-tygodniowym
        pobycie daleko od domu i niemożności trzymania się sztywno zasad
        diety (życie nocne wymaga jednak zjedzenia czegoś dającego energię
        do tańca - do 3 albo 4 w nocy, heh, codziennie). Starałam się jednak
        konsumować tylko 3, za to solidne, posiłki dziennie, i po powrocie
        stwierdziłam kolejny kilogram w dół. Znajomi zaczynają się pytać, co
        robię, że mam taką talię - hurra!
        Gorzej, że mi staniki się wszystkie za duże zrobiły.... Akurat z
        biustu mogłabym nie chudnąć...
    • limonka_01 pytanie o herbatę owocową 12.01.10, 21:54
      Czy herbatkę owocową bez cukru (owoc maliny, kwiat hibiskusa, owoc żurawiny, aromat) posiadającą 0,5g węglowodanów w szklance naparu z 1 saszetki, mogę potraktować jako napój bezwęglowodanowy? Proszę napiszcie, że TAK, jest pysznaaa...
      • pierwszalitera Re: pytanie o herbatę owocową 12.01.10, 23:00
        limonka_01 napisała:

        > Czy herbatkę owocową bez cukru (owoc maliny, kwiat hibiskusa, owoc żurawiny, ar
        > omat) posiadającą 0,5g węglowodanów w szklance naparu z 1 saszetki, mogę potrak
        > tować jako napój bezwęglowodanowy? Proszę napiszcie, że TAK, jest pysznaaa...
        >

        Jeżeli potraktujesz ją jako napój (tylko nie litrami) do białkowego posiłku, to nic nie będzie. Jeżeli będziesz jednak popijała ją stale pomiędy posiłkami, to może być problem. Wiele zależy od indywidualnej reakcji organizmu. Ja herbatki owocowe, w skład których wchodzi susz z owoców, odradzam. Jeżeli smak pochodzi z liści, kwiatów i aromatów, to nie trzeba się przejmować.
        • limonka_01 Re: pytanie o herbatę owocową 12.01.10, 23:28
          He, he, he, herbatka juz wypita. Na dobranoc ;) Pomyślę o zamianie jej z poranną kawą lub przerzucę do obiadu. Powoli trzeba odrabiać świąteczno-noworczne kulinarne szaleństwa.

          Dodam, że przez niemal pół roku diety waga stała mi w miejscu, a poźniej w ciągu 2 miesięcy spadła o 6 kg. Ale przyszły święta i same rozumiecie ;)
          • yaga7 Re: pytanie o herbatę owocową 15.01.10, 19:29
            A stosowałaś tę dietę faktycznie w 100% zarówno przez te 6 miesięcy, jak i przez
            te 2? :)

            Bo ze mną kiepsko, ale z drugiej strony przez pół roku waga stoi w miejscu, jem
            lepiej, chodzę na fitness i jest cacy. Przedtem co pół roku ważyłam więcej, a
            teraz się trzymam, więc i tak jest dobrze.
            Ale z drugiej strony na pewno mam więcej mięśni niż pół roku temu, a mięśnie
            ważą więcej niż tłuszcz, więc skoro ważę tyle samo, to może jednak schudłam? ;)

            Chyba muszę znów bardziej radykalnie podejść do diety i wprowadzić jakiś dzień
            białkowy raz w tygodniu.
            • limonka_01 Re: pytanie o herbatę owocową 15.01.10, 23:40
              yaga7 napisała:

              > A stosowałaś tę dietę faktycznie w 100% zarówno przez te 6 miesięcy, jak i prze
              > z
              > te 2? :)


              W zasadzie tak. Była to słuszna porcja węglowodanów na śniadanie, obiad bez
              wkładki węglowodowanowej (rezygnowałam z wypełniacza pod postacią ziemniaków,
              ryżu, makaronu) i na kolację samo białko. Trzy posiłki i zero podjadania.
              Średnio raz na tydzien dzień białkowy. Natomiast naprawdę bardzo rzadko zdarzały
              mi się odstępstwa. Nie jestem jednak pewna czy wyzwalaczem do spadku wagi nie
              była przesiadka z samochodu na alterantywne środki lokomocji, ale i tak ten mój
              ruch fizyczny jest minimalny, a może był to masaż hawajski, który sobie
              zafundowałam w czasie jesiennej pluchy. Sama nie wiem, fakt, że spadło.
              • yaga7 Re: pytanie o herbatę owocową 16.01.10, 08:58
                Dzięki za info.
                Czyli w sumie jadłaś dwa posiłki białkowe: obiad i kolację?

                Chyba też tak muszę zrobić. Bo ja najczęściej jednak jem obiad węglowy i białko
                dopiero na kolację - i może to za mało.

                Aha, mam też pytanie do pierwszej litery, albo do innych znawczyń tematu :)
                Średnio 1-2 w miesiącu robimy ze znajomymi imprezy całonocne - no i zgodnie z
                dietą powinnam pić wodę i nic jeść, a wiadomo, że się nie da, nie czarujmy się.
                Czy można się jakoś "przygotować" na takie odstępstwo? Np dzień białkowy przed i
                po? Tak się właśnie zastanawiam, jak to najlepiej (i jednak w miarę
                nierestrykcyjnie ;) ) załatwić :)
    • kwiatek04 Pomocy 15.01.10, 17:46
      Czy ktos moglby mi napisac ile powinnam jesc weglowodanow i bialek na sniadanie,
      obiad i kolacje, jesli mam BMI 34?
    • bebe.lapin Niekompatybilnosc z godzinami posilkow 16.01.10, 10:42
      Nie wiem, co zrobic, bo zasadniczo moj plan dnia jest calkowicie nikompatybilny
      z proponowanymi godzinami posilkow. Sniadanie jem miedzy 9 a 10.30 (tzn roznie
      to wypada), raczej nie ma szans, zebym jadla wczesniej, bo wtedy musialabym to
      robic przed wyjsciem do pracy, a nie jestem w stanie budzic sie dodatkowe 30-40
      min wczesniej (przetestowane :p).
      Skutkiem tego obiad wypada mi najczesciej ok. 15-15.30, a co z kolacja? 2 razy w
      tygodniu amm tance na 20.15, wracam do domu ok 22.30-23, teraz zaplanowalam
      sobie basen (2-3 razy w tygodniu), wiec ide nań prosto z pracy i jesem w domu ok
      21-22 (chadzam pieszo lub jezdze rowerem, komunikacja miejska przestaje
      funkcjonowac po godz. 20). Jedzenie kolacji przed zajeciami tanecznymi nie
      wchodzi w gre (nawet gdybym jadla wczesniej i kolacja wypadalaby miedzy 18-19) -
      nawet lekka salatka daje nieprzyjemne odczucia w czasie zajec. To co, jesc po
      powrocie? Troche pozno, ale zwykle jestem glodna po zajeciach, a z uczuciem
      glodu nie moge usnac ;)

      Druga sprawa, to ilosci jedzenia. Postanowilam zrezygnowac z weglowodanow w
      poludnie, bo i tak strasznie trudno mi sie chudnie, wiec zostaja mi 2 posilki
      bialkowe - albo salatka (salata, pomidor, burak, jajka, szynka lub ruba), albo
      miecho gotowane/pieczone z warzywami. Powinnam niby jesc po 60g bialka, ale to
      sa straszne ilosci jedzenia! Obawiam sie, ze nie pomoze mi to schudnac (juz nie
      mowiac o tym, ze jedzac wiecej niz przedtem jestem bardziej glodna :D, tzn. mam
      w ogole ochote i potrzebe jedzenia).
      • yaga7 Re: Niekompatybilnosc z godzinami posilkow 16.01.10, 11:15
        Z tego co mi się wydaje, że gdzieś czytałam, posiłek białkowy kolacyjny można jeść tuż przed pójściem spać, więc mogłabyś jeść późno wieczorem.

        A co do ilości, to nie tylko Ty się przerażasz ;)

        Ja poszłam trochę na skróty i kupiłam sobie odżywkę białkową (kiedyś wrzucałam skład i linka i pierwszalitera powiedziała, że jest ok). W związku z czym czasem do posiłku dorzucam taki koktajl białkowy i już. Pewnie lepiej by było, gdybym zjadła normalny posiłek, ale są dni, gdy wieczorem po prostu nie mam ochoty na nic (poza oczywiście ochotą na słodkie / chipsy / pizzę / czekoladki, ale taką ochotę mam prawie zawsze wieczorami ;) ), a płynny koktajl mogę wypić bez problemu.

        Aha, mam taką odżywkę:
        sklep.fbb.pl/olimp_provit_85_750g_ids_1272_1
        w jednej porcji prawie 30 g białka, a tylko 2 g węgli.
        • bebe.lapin Re: Niekompatybilnosc z godzinami posilkow 16.01.10, 12:23
          No moze to jest rozwiazanie (te odzywki), bo liczac, ile musialabym zjesc
          jajek/miesa/ryby, zeby dostarczyc odpowiednia ilosc, to mozna tylko sie zlapac
          za glowe. Dzieki za podpowiedz :)

          I jeszcze te nieszczesne weglowodany - lepiej zjesc za duzo wegla, czy za malo
          bialka (np. jesli chce zjesc na kolacje bialu serek, to mam taki dylemat)?
    • heliamphora Droga Pierwszalitero! 22.01.10, 00:27
      Dieta dra Pape powinna mi pasować, ale coś idzie nie tak :(

      Jak zaczęłam czytać o tej diecie, to bardzo się napaliłam. Swojej
      hiperinsulinemii, insulinooporności, bycia koczownikiem itp. jestem świadoma od
      dawna. Jedyne porządne schudnięcie w życiu udało mi się na restrykcyjnej wersji
      diety South Beach, ale nie było trwałe, bo ja jednak węglowodany bardzo lubię, a
      ile można żyć całkowicie bez chleba, bagietki, płatków kukurydzianych, kaszy
      gryczanej itp. Dlatego pomyślałam, że TA dieta to coś pięknego: zawierająca
      sprawdzony element, bo chudnięcie białkowe, a jednocześnie pozwala rano zjeść
      croissanta czy kukurydzę...

      I teraz moje pytanie: co jest grane, że moja objętość się powiększa? (wagi nie
      sprawdzałam). Rano jem same węglowodany, np. zestaw: gruszka, 2-3 bułki, garść
      płatków owsianych, garść kukurydzianych, parę łyżeczek słonecznika. Jak na
      BMI=35 to chyba może tyle być? Potem 5-6 godzin spokojnie wytrzymuję i nie
      jestem głodna ani śpiąca (niesamowite!), ale czuję, że od węglowodanów puchnę,
      zwłaszcza na brzuchu :/ Nie w sensie jakichś obrzęków, ale czuję się bardziej
      uwodniona, ubrania robią się ciasne... No i mam wrażenie, że głównie powiększa
      mi się żołądek.

      Obiad białkowy, kolacja białkowa. O dziwo, po białkowym obiedzie uczucie sytości
      jednak jest krótsze, niż po takim śniadaniu. Jak to?

      I co ja w ogóle mogę robić źle?
      • kura17 Re: Droga Pierwszalitero! 22.01.10, 10:46
        moze jestes rolnikiem, ktory potrzebuje wiecej wegli, a mniej bialka?

        bo ja mam dokladnie odwrotnie - po sniadaniu taki, jakie Ty zjadasz, glodna
        jestem juz po ok 3 godzinach :) do obiadu jakos wytrzymuje, ale moglabym go
        zjesc wczesniej... a znow jak sie objem bialek (i troche tluszczu) na obiad, to
        spokojnie trzymam 6-7 godzin! a ja koczownik jestem.

        masz ksiazke dr Pape? tam mozna poczytac, co rolnikom bardziej pasuje. ja
        niestety nie mam, orientuje sie tylko w wytycznych dla koczownikow. sa takie,
        jakie Ty stosujesz - wegle w zasadzie tylko na sniadane, potem bialkowy obiad i
        kolacje. o ile pamietam, rolnik powinien obnizyc (o pol?) bialko na obiad,
        zjadac tyle wegli, ile na sniadanie, a reszte dopchac warzywami. ale poczekajmy
        na Litere, bo ja sobie tak gdybam tylko... ;)

        aha, weglowodany zatrzymuja wode w organizmie, wiec moze stad ta opuchlizna?

        u mnie jest odwrotnie - na wadze nieduzo spadlam, a wszyscy mi mowia, ze
        schudlam??? nawet prawie obce osoby, na przyklad mamy kolegow syna... az mnie to
        zadziwia... ;) jakos im nie wierze...
        • heliamphora Re: Droga Pierwszalitero! 22.01.10, 14:02
          Książki niestety jeszcze nie mam, ciężko ją teraz upolować, ale będę próbować.

          Z tym uczuciem głodu to muszę wnikliwiej się sobie przyjrzeć. Nie jestem pewna,
          czy umiem to dobrze rozpoznać (kolejny rozregulowany mechanizm), natomiast
          momentalne "przytycie" po węglowodanach jest niezaprzeczalne i dużo bardziej
          mnie niepokoi...
      • kizombalover Re: Droga Pierwszalitero! 22.01.10, 13:41
        Ja nie Pierwszalitera, ale poradzę Ci coś:
        skoro czujesz się szybciej głodna po czysto białkowym posiłku-
        połącz obiad jednak z węglami. Myślę, że ranne uczucie "uwodnienia"
        nie musi wynikać z faktu spożycia węgli, tylko z tego, że w ogóle
        zjadasz duży posiłek. To naturalne, ze przy takiej ilości żołądek
        się robi większy i masz uczucie ciasnoty w ciuchach.
        Może wcale nie jesteś koczownikiem?
        I od kiedy na diecie? Początki są trudne...


        Zamienię: Coquette 30FF, Tango pure czarne 30FF, Gabrielle 30FF,
        Rigby@Peller Isabella 32DD, Fauve Amelie 30FF na balkoniki
        Fantasie/Fauve 32E lub half-cupy 32DD.
        Nowe książki do nauki języków obcych na bazarku: forum.gazeta.pl/forum/w,87436,90761985,90761985,KSIAZKI.html
        • heliamphora Re: Droga Pierwszalitero! 22.01.10, 13:58
          Moje BMI i historie odchudzania chyba jednak przemawiają za tym, że jestem
          białkożerna...

          Bardzo chciałabym nie być takim klasycznym koczownikiem, bo węglowodany jednak
          bardzo lubię. Przez wiele lat zauważyłam jednak, że od nich tyję, szybko mi
          rośnie i szybko spada cukier, zasypiam itp. Może to jednak nie same węglowodany
          są winne, a kortyzol, stres, czynniki psychologiczne, rozregulowana gospodarka
          insulinowa itp... Przez parę dni spróbuję obiadu mieszanego.

          Na diecie jestem od ok. tygodnia, także moje obserwacje nie są jakoś szczególnie
          miarodajne. Teraz przyszło mi do głowy, że może mięśnie mi się jakoś uwadniają -
          Pierwszalitera coś wspominała o takiej możliwości.
      • pierwszalitera Re: Droga Pierwszalitero! 22.01.10, 13:56
        heliamphora napisała:

        > I teraz moje pytanie: co jest grane, że moja objętość się powiększa? (wagi nie
        > sprawdzałam). Rano jem same węglowodany, np. zestaw: gruszka, 2-3 bułki, garść
        > płatków owsianych, garść kukurydzianych, parę łyżeczek słonecznika. Jak na
        > BMI=35 to chyba może tyle być? Potem 5-6 godzin spokojnie wytrzymuję i nie
        > jestem głodna ani śpiąca (niesamowite!), ale czuję, że od węglowodanów puchnę,
        > zwłaszcza na brzuchu :/ Nie w sensie jakichś obrzęków, ale czuję się bardziej
        > uwodniona, ubrania robią się ciasne... No i mam wrażenie, że głównie powiększa
        > mi się żołądek.


        Jesteś świadoma swojej hyperinsulinemii, więc nie muszę cię przekonywać, że reagujesz na węglowodany nadwyżką insuliny. Nie należy zapominać, że insulina miesza w naszym organiźmie i często robi rzeczy, o które w ogóle ją nie podejrzewamy. Na przykład prowadzi do skłonności do zatrzymywania wody. Często właśnie po zastąpieniu wieczornego posiłku białkiem pierwszą reakcją jest częstsze odwiedzanie toalety. Przez regularną i dłużej prowadzoną dietę można ten problem nieco wyregulować, by może jednak właśnie ciągle po sporej ilości węglowodanów obserwujesz skutki wysokiej insuliny. Uczucie sytości po białkowych posiłach może być też mniejsze przez ten ciągle wysoki poziom. Trochę cierpliwości, w razie czego zwiększ ilość białka i przetestuj przeróżne węglowodany na śniadanie. Niektóre stymulują mniej insuliny niż inne, a od tego zależy często jej poziom podczas całego dnia i regulacja uczucia sytości po białkowych posiłkach. Może różne rodzaje pieczywa? Płatki owsiane są bardzo dobre.
    • jul-kaa Prośba do pierwszejlitery i innych znawczyń :) 26.01.10, 13:29
      Jak już pewnie wiecie, mam insulinooporność i jestem w ciąży.
      Miałam robione testy obciążenia glukozą i nie wykazały cukrzycy, z czego
      niezmiernie się cieszę. Niestety jednak po obciążeniu nieludzko skacze mi
      insulina (na czczo - 25-27, po obciążeniu 50g glukozy (po 1h) - 217, po
      obciążeniu 75g glukozy (po 1h) - 177). Tak wysoka insulina nie wpływa na
      potomka, co oczywiście jest dla mnie najważniejsze.
      Lekarka nakazała mi profilaktycznie badanie poziomu glukozy glukometrem (który
      mam) i próbę uniknięcia wysokich skoków (jesli dobrze rozumiem - podwyższenie
      poziomu glukozy jest równoczesne z podwyższeniem insuliny). Dała mi tabelę
      wymienników weglowodanowych i nakazała jej stosowanie.
      Po pierwsze - trochę się w tym gubię, po drugie doczytałam, że są węglowodany
      szybko i wolno podwyższające poziom glikemii i że te drugie są oczywiście
      lepsze. Jeśli dobrze zrozumiałam, tabela WW tego nie uwzględnia. Wiem, że
      najszybciej działa biała mąka i cukier, ale co jeszcze?
      Napiszcie mi proszę, czy się mylę, czy nie oraz co powinnam jeść i o jakich
      porach (bardzo mi odpowiadały pory z diety dr. Pape).

      Przestałam też rozumieć wpływ diety dr. Pape na insulinooporność - jeśli rano
      zjadałabym tak potężną porcję węglowodanów, jak zaleca dieta, to podwyższałabym
      znacznie poziom glukozy (u mnie nie przekracza on norm, ale jednak skacze) i
      insuliny, co ponoć nie jest wskazane. Jak w takim razie działa ta dieta i gdzie
      się pogubiłam...?
      • pierwszalitera Re: Prośba do pierwszejlitery i innych znawczyń : 26.01.10, 15:21
        jul-kaa napisała:

        > Przestałam też rozumieć wpływ diety dr. Pape na insulinooporność - jeśli rano
        > zjadałabym tak potężną porcję węglowodanów, jak zaleca dieta, to podwyższałabym
        > znacznie poziom glukozy (u mnie nie przekracza on norm, ale jednak skacze) i
        > insuliny, co ponoć nie jest wskazane. Jak w takim razie działa ta dieta i gdzie
        > się pogubiłam...?

        Naturalnie przy wysokiej insulinooporności najlepszym wyjściem byłoby zrezygnowanie całkowicie z węglwodanów. Ale z różnych względów nie jest to zawsze możliwe, a czasem nawet niewskazane. Węglowodany są tzw. szybką energią i w wielu sytuacjach chętnie przez organizm wykorzytywane. Problem w tym, że nie całkowita ilość węglowodanów wywołuje wysoką reakcją insulinową, ale sam fakt, że je konsumujesz. Dlatego spożycie małej/średniej ilości węglowodanów w jednym posiłku doprowadza też do wysokich wartości insuliny, a że ilość węgli jest niewielka, powoduje to znowu szybki spadek poziomu cukru po posiłku, a co za tym idzie dosyć nieprzyjemne uczucie głodu. Więc skoro już węglowodany, to w takich wystarczających ilościach, by organizm wykorzystał je w następnych kilku godzinach do wysokiego metabolizmu w komórkach. Uspokojenie insuliny uzyskuje się pomiędzy posiłkami, bo nie doprowadza się do kolejnych wyrzutów insuliny oraz po posiłkach białkowych, po których reakcja insulinowa jest minimalna.
        Co do różnych węglowodanów i ich insulinotwórczego działania, to dane nie pokrywają się z glykemicznym indeksem. I to wcale nie biała mąka i cukier są najgorsze. Najbardziej stymulująco działa mieszanie węglwodanów ze zwierzęcym białkiem, a jeżeli chodzi o czyste węgle, to w książce istnieje orientacyjna tabela. Jak chcesz napisz mi na gazetowego maila, to prześlę ci listę przetestowanej żywności w układzie od najmniej korzystnych do tych korzystniejszych. A trzy posiłki dziennie możesz spokojnie zachować. Możesz nawet wieczorem jeść tylko białko z warzywami, to na pewno nie zaszkodzi. Nie ma żadnej specjalnej ciążowej diety i nie trzeba jeść jogurcików przez cały dzień, ważne tylko, by twój jadłospis był urozmaicony i dbaj o pełnowartościowe białko.
        I jest jeszcze inna sprawa, o której przypomniała mi ostatnio inna dziewczyna. A ponieważ mój szef wydał nową książkę o kobiecych hormonach, trochę z nim na ten temat rozmawiałam i wiem teraz, że u kobiet z nadwagą i insulinoopornością może zaistnieć w ciąży, oprócz ryzyka cukrzycy ciążowej, też pewna dysproporcja hormonalna. To znaczy, te kobiety mogą mieć podwyższone wartości estrogenów w stosunku do progesteronu. W takich przypadkach zaleca się dodawanie progesteronu w postaci na przykład dopochwowego kremu. Nie chcę cię tu straszyć, bo temat może cię zupełnie nie dotyczyć, ale doświadczony ginekolog powinien się orientować w temacie.
        • jul-kaa Re: Prośba do pierwszejlitery i innych znawczyń : 26.01.10, 15:40
          Dziękuję pierwszalitero za tak szybką odpowiedź!
          Dziś siedzę z glukometrem i próbuję się zorientować co i jak. I na przykład nie
          rozumiem, jakim cudem cukier rośnie tak:
          na czczo 81
          1h po posiłku 185
          2h po posiłku 140
          3h po posiłku 72 (i tu już czuję się średnio, możliwe, że odczuwam dyskomfort
          związany z takim spadkiem?)
          4h po posiłku 82 (to błąd pomiaru, czy jakimś cudem glukoza może wzrosnąć sama z
          siebie..?)

          Teraz zjadłam zupę (dużo!) o wartości 2WW i po godzinie jestem strasznie głodna.
          Paranoja. Nie znoszę tak obserwować swojego organizmu.

          Z tego, co piszesz zrozumiałam, że skoki insuliny nie są wprost proporcjonalne
          do skoków glukozy, tak? Czyli że mało glukozy wpływa podobnie na insulinę, jak
          dużo (spożytej za jednym zamachem)?

          Z trzema posiłkami w ciąży jest problem - zaleca się mniejsze a często, ja przed
          ciążą na tych trzech czułam się dobrze, teraz muszę zjeść min. 5 razy, poza tym
          po większej ilości mi po prostu niedobrze. Jak w takim razie (jedząc co 2,5-3
          godziny) nie powodować wyrzutów insuliny?

          > I jest jeszcze inna sprawa, o której przypomniała mi ostatnio inna dziewczyna.
          > A ponieważ mój szef wydał nową książkę o kobiecych hormonach, trochę z nim na t
          > en temat rozmawiałam i wiem teraz, że u kobiet z nadwagą i insulinoopornością m
          > oże zaistnieć w ciąży, oprócz ryzyka cukrzycy ciążowej, też pewna dysproporcja
          > hormonalna. To znaczy, te kobiety mogą mieć podwyższone wartości estrogenów w s
          > tosunku do progesteronu. W takich przypadkach zaleca się dodawanie progesteronu
          > w postaci na przykład dopochwowego kremu. Nie chcę cię tu straszyć, bo temat m
          > oże cię zupełnie nie dotyczyć, ale doświadczony ginekolog powinien się orientow
          > ać w temacie.

          Rozumiem, że warto by było, żebym zrobiła badania poziomu hormonów? Mój lekarz
          bardzo nie lubi mojej dociekliwości i pomysłów, ale mogę to zrobić na własną
          rękę. A jakie są objawy takiej dysproporcji hormonalnej?
          • pierwszalitera Re: Prośba do pierwszejlitery i innych znawczyń : 26.01.10, 19:39
            jul-kaa napisała:

            > na czczo 81
            > 1h po posiłku 185
            > 2h po posiłku 140
            > 3h po posiłku 72 (i tu już czuję się średnio, możliwe, że odczuwam dyskomfort
            > związany z takim spadkiem?)
            > 4h po posiłku 82 (to błąd pomiaru, czy jakimś cudem glukoza może wzrosnąć sama
            > z
            > siebie..?)

            No tak, jak cukier spadnie zbyt nisko, to można odczuwać dyskomfort, to normalne. A jakim cudem glukoza rośnie sama z siebie? Ano proste, w przypadku spadku poziomu cukru we krwi organizm ma jeszcze do dyspozycji cukier w postaci glykogenu. Magazyny glykogenu mamy w wątrobie i tkance mięśniowej. Nie są one szczególnie duże, ich rola polega właśnie na takiej rezerwie oraz na szybkiej mobilizacji sporej ilości energii w przypadku zagrożenia. Dlatego mierząc sobie poziom cukru w nagłych stresowych sytuacjach zdrowy człowiek mże mieć wartości wysokie jak u cukrzyków.
            Skoki insuliny są zależne od skoków glukozy, ale nie tak proporcjonalnie jak wychodziłoby z logiki. To trochę skomplikowane, kiedyś próbowałam się wczytać w temat i było tam o jakiś peakach i innych zależnościach, no cóż diabetologiem być nie muszę, ale faktem jest, że u ludzi z predyspozycją do insulinooprności rekacja insulinowa na małą ilość glukozy można być wystarczająco gwałtowna, by podnieść insulinę do wartości niekorzystnych dla matabolizmu. W ten sposób zresztą, znaczy małymi dawkami węglowodanowymi podczas dnia, stymuluje się huśtawkę prowadzącą do większych problemów. Lepiej więc, gdy przerwy między posiłkami są nieco dłuższe. W ciąży naturalnie dochodzi rola hormonów płciowych, insulinooporność może się pogłębić, bo jest w pewnym stopniu oczekiwana, matka ma zgromadzić dodatkową ilość tłuszczu, jako rezerwę na karmienie niemowlęcia. Nie mogę polecić ci byś ograniczyła się jednak do trzech posiłków, absolutnie nie powinnaś głodować, ale pięć uważam za przesadę. Chyba musisz znaleźć jakiś kompromis i jak możesz, to nie przegryzaj pomiędzy posiłkami. Pamiętaj też, że faktyczne zapotrzebowanie na energię u kobiety ciężarnej jest w pierwszych dwóch trymestrach ciąży tylko minimalnie większe od okresu poza ciążowego. Więcej uwagi powinno przykładać się do jakości niż do ilości. Mimo tego zakłada się, że ciężarne kobiety z nadwagą mogą trochę przytyć. Moja przyjaciółka ze sporą nadwagą przytyła w całości tylko 8 kg. Jej lekarka była bardzo zadowolona.

            A teraz podam ci te sprawdzone na insulinę węglowodany. Wartością referencyjną jest glukoza (100%)

            Wysoka insulina powyżej 100% (tu widać, że nie cukier jest najgorszy):
            Batonik Mars (i inne podobne słodycze)
            Świeżo ugotowane ziemniaki
            Fasola z puszki w sosie pomidorowym (Baked Beans)
            Jogurt owocowy


            Wysoka insulina około 100%:
            Pieczywo białe
            Pieczywo z pełnego przemiału (wcale nie takie doskonałe)
            Ciasteczka z kawałkami czekolady (Cookies)
            Lody waniliowe
            Krakersy
            Ciasto czekoladowe
            Winogrona
            Banany
            Croissanty
            Ryż (zwykły biały)

            Średnia insulina poniżej 100%:
            Cornflakes
            Lukrowane Donuty
            Frytki (mrożone do piekarnika)
            Honeysmacks
            Płatki Special K
            Ryż brązowy i basmati
            Czipsy ziemniaczane
            Pomarańcze
            Jabłka
            Soczewica w sosie pomidorowym

            Niska insulina poniżej 60%:
            Chleb czarny, tzn, pieczony z całych niezmielonych ziaren, jak pumpernickel
            Popcorn
            Musli
            Płatki owsiane
            Makaron z pszenicy twardej (durum)



            A co do dysproporcji poziomu hormonów, to obawiam się, że objawów jako takich może nie być, ale można mieć problemy z donoszeniem ciąży, albo nawet z poronieniem we wczesnych jej okresie. To na pewno wizje horrorystyczne i estremalne, nie bierz sobie ich do serca. Może wystarczy już, gdy popytasz swojego ginekologa. W końcu to on zna cię lepiej. Pamiętaj, że nie chodzi o normę progesteronu, tylko o jego stosunek do ewentualnie podwyższonych estrogenów. To jest sytuacja nieco podobna jak u kobiet z PCOS. U nich te wysokie estrogeny rozkładane są na testosteron, stąd biorą się zaburzenia cyklu, problemy z owulacją, trądzik i "męskie" owłosienie.
            • jul-kaa Re: Prośba do pierwszejlitery i innych znawczyń : 26.01.10, 21:25
              Bardzo dziękuję :)
              Ja już jestem w 30tc, więc na razie jest dobrze. Przytyłam dotąd 5kg, mam wręcz
              wrażenie, że brzuch "pożarł" inne części ciała (ramiona, tkankę tłuszczową na
              brzuchu właśnie). Moim problemem z pewnością nie jest i nigdy nie było objadanie
              się, więc i w ciąży nadal mi to (mam nadzieję!) nie grozi.
              Jeśli chodzi o ilość posiłków, to w sumie mam problem - diabetolog zaleca 5-6,
              mój lekarz prowadzący nawet 7. Zgadzam się, że to przesada, ale z drugiej strony
              nawet po porządnej kolacji (z przewagą białka) budzę się od kilku dni tak
              nieludzko głodna (i to koło 3-5 rano!), że po prostu muszę coś zjeść. Poza tym
              dziś po bardzo nisko węglowodanowej zupie, ale za to w dużej ilości (jakieś
              600-700ml) już po godzinie miałam glukozy 81 i byłam bardzo głodna. Muszę jakoś
              wycyrklować, żeby cukier mało skakał, żeby nie musieć za często jeść i żeby nie
              mdliło mnie z głodu.

              Pamiętam ilości, jakie musiałam zjadać przed ciążą na diecie dr. Pape - teraz
              nawet po rozłożeniu tego na 5 posiłków, nie dałabym rady tyle zjeść naraz...
              • pierwszalitera Re: Prośba do pierwszejlitery i innych znawczyń : 27.01.10, 00:04
                jul-kaa napisała:

                > Jeśli chodzi o ilość posiłków, to w sumie mam problem - diabetolog zaleca 5-6,
                > mój lekarz prowadzący nawet 7.

                Jul-kaa, przeciętnego diabetologa interesuje tylko poziom cukru. To stara teoria, dająca więcej lekarzowi niż choremu. Małe porcyjki rozdzielone podczas dnia nie pozwalają bowiem na nagłe, gwałtowne obniżki poziomu cukru, które są( mogą być) przy bardzo wysokiej insulinie niebezpieczne, tylko, że takie kurowanie symptomów nie znosi insulinooporności, a nawet ją pogłębia. Nikt z tak edukowanych cukrzyków jeszcze nigdy nie pozbył się choroby. Na spadek cukru każą regularnie jeść i mieć kostkę cukru przy sobie, a na wysoki wstrzykuje się dodatkową insulinę (bo kiedyś organizm nie daje rady własną nadprodukcją). Fajnie, tylko, że to wiele nie pomaga.

                Zgadzam się, że to przesada, ale z drugiej stron
                > y
                > nawet po porządnej kolacji (z przewagą białka) budzę się od kilku dni tak
                > nieludzko głodna (i to koło 3-5 rano!), że po prostu muszę coś zjeść.

                Przewaga białka nic nie daje, jeżeli jadłaś węgle na kolację, to insuliny ci skacze. To nic dziwnego, że budzisz się dziko głodna, to zwykła reakcja na spadek poziomu cukru, wyczyszczonego z twojego krwiobiegu grasującą insuliną. ;-)


                Poza tym
                > dziś po bardzo nisko węglowodanowej zupie, ale za to w dużej ilości (jakieś
                > 600-700ml) już po godzinie miałam glukozy 81 i byłam bardzo głodna.

                A co było w tej zupie? Żadnych węglowodanów? Białko w większej ilości? Bo jeżeli zjadłaś prawie litr wody z odrobiną warzyw, to cukier szybko spadnie, bo z czego ma być ta energia?
                Prawdopodobnie jesteś też głodna, bo za mało jesz. Spróbuj ograniczać się do 4-ch większych posiłków, a idealnie, gdyby ostatni był czysto białkowy. 4 posiłki zalecamy w poradni zwykle dzieciom. :-)
                • jul-kaa Re: Prośba do pierwszejlitery i innych znawczyń : 27.01.10, 12:46
                  pierwszalitera napisała:
                  > Jul-kaa, przeciętnego diabetologa interesuje tylko poziom cukru. To stara teori
                  > a, dająca więcej lekarzowi niż choremu. Małe porcyjki rozdzielone podczas dnia
                  > nie pozwalają bowiem na nagłe, gwałtowne obniżki poziomu cukru, które są( mogą
                  > być) przy bardzo wysokiej insulinie niebezpieczne, tylko, że takie kurowanie sy
                  > mptomów nie znosi insulinooporności, a nawet ją pogłębia.

                  To mnie naprawdę przekonuje! Problem jednak w tym, że diabetolog zaleciła mi notowanie skoków glukozy po posiłkach, a godzinę po porządnym rannym węglowym, mam ją powyżej 140 (nawet dziś, a nie zjadłam żadnego białka). Trochę się boję, że jak zobaczy mój notatnik i codzienną glukozę po śniadaniu >140, to mi dowali jakieś leki, a tego bym nie chciała. Z drugiej strony ważniejsze jest moje zdrowie i reakcje organizmu, niż notatki, nie? Co mi radzisz?

                  > Przewaga białka nic nie daje, jeżeli jadłaś węgle na kolację, to insuliny ci sk
                  > acze. To nic dziwnego, że budzisz się dziko głodna, to zwykła reakcja na spadek
                  > poziomu cukru, wyczyszczonego z twojego krwiobiegu grasującą insuliną. ;-)

                  Znów racja - wczoraj zjadłam kolację warzywno-białkową i pierwszy raz od kilku dni nie obudził mnie wilczy głód. Fajnie :)!
                  • pierwszalitera Re: Prośba do pierwszejlitery i innych znawczyń : 27.01.10, 13:14
                    jul-kaa napisała:

                    > To mnie naprawdę przekonuje! Problem jednak w tym, że diabetolog zaleciła mi no
                    > towanie skoków glukozy po posiłkach, a godzinę po porządnym rannym węglowym, ma
                    > m ją powyżej 140 (nawet dziś, a nie zjadłam żadnego białka). Trochę się boję, ż
                    > e jak zobaczy mój notatnik i codzienną glukozę po śniadaniu >140, to mi dow
                    > ali jakieś leki, a tego bym nie chciała. Z drugiej strony ważniejsze jest moje
                    > zdrowie i reakcje organizmu, niż notatki, nie? Co mi radzisz?

                    No a co się stanie, jak wyjaśnisz lekarzowi, co robisz? Nie każdy diabetolog to beton, wiem to z doświadczenia, tylko oni się boją, bo ludziom łatwiej przestrzegać konwencjonalnych reguł, niż stosować konsekwentnie niskoinsulinową dietę nastawioną na sukces w przyszłości. Twoja diabetolog obawia się bowiem, że twoja insulinooporność może się pogłębić i rozwinąć się do cukrzycy ciążowej, ale dopiero cukrzycę, której objawów szuka, będzie musiała leczyć. A ty masz szansę, by dietą do tego nie dopuścić. Wiadomo, że wyregulowania insuliny nie da się osiągnąć w ciągu jednego tygodnia. W twojej sytuacji może nawet chodzić tylko to, by zachować obecny stan. Może uzgodnij z nią, że poobserwujsz jeszcze sytuację przez jakiś czas stosując białkowe kolacje. Zresztą to normalne, że cukier po posiłku rośnie, ważny jest dalszy jego przebieg, jeżeli po dłuższym czasie cukier zostaje na wysokim poziomie, to można podejrzewać cukrzycę ciążową, ale wygląda na to, że na razie ci to nie grozi. Pewno tak szybko leków ci też nie dowali, bo jesteś przecież w ciąży. Wyniki na czczo masz przecież normalne, a to też oznacza, że twoje komórki (pomimo wysokiej insuliny, albo dzięki niej) ciągle przyjmują cukier.
                    • ninkacelinka Re: Prośba do pierwszejlitery i innych znawczyń : 28.01.10, 09:41
                      pierwsza litero: zaciekawilo mnie to, co wspominasz o wplywie zmiany
                      stezenia hormonow u kobiet na wage.
                      Nurtuje mnie taki problem: dlaczego w okresie karmienia piersia nie
                      potrafie zrzucic ani grama? Moge uwazac na to, co jem (wyrzucenie z
                      jadlospisu tzw pustych kalorii typu slodycze i przekaski), pic tylko
                      wode a efekt jest taki sam jakbym jadla na co mam ochote (sprawdzone
                      po dwoch kolejnych ciazach).
                      Zachecona waszymi pozytywnymi opiniami przestawilam swoje menu, tak,
                      zeby odpowiadala zalozeniami dr Pape (obiady robie mieszane, po
                      samych bialkach jestem glodna wiec wnosze, ze koczownik ze mnie
                      lichy?). Kilka dni trwalo, zanim organizm sie przestawil (glod
                      wieczorem po bialkowej kolacji zostal zniesiony za pomoca jogurtu
                      naturalnego), zauwazylam nawet, ze chce mi sie mniej jesc po
                      poludniu czy wieczorem.
                      A waga ani drgnie....
                      Dziekuje za wszelkie pomysly/opinie.
                      • pierwszalitera Re: Prośba do pierwszejlitery i innych znawczyń : 28.01.10, 13:54
                        ninkacelinka napisała:

                        > A waga ani drgnie....

                        A masz faktyczną nadwagę, czy tylko oczekujesz, że wrócisz do niskiej wagi sprzed ciąży?
                        • ninkacelinka Re: Prośba do pierwszejlitery i innych znawczyń : 28.01.10, 14:12
                          pierwsza litero: nie, mysle, ze nie mam nadwagi, moje BMI teraz to
                          24, wiec jeszcze w normie. Warstwa tluszczykowa rozlozona jest w
                          miare rownomiernie :)
                          Do wagi sprzed ciazy brakuje mi 5 kg. Z doswiadczenia wiem, ze w
                          momencie, jak przestaje karmic chudne "automatycznie".
                          Wlasnie dlatego staram sie zrozumiec co wplywa na "zastoj". czy
                          rzeczywiscie organizm broni sie przed chudnieciem? Hormony czy inny
                          czort?
                          W kazdym badz razie diete bede kontynuowac na zasadzie: staram sie
                          dostarczyc organizmowi jak najwiecej wartosciowych skladnikow
                          odzywczych...
                          • pierwszalitera Re: Prośba do pierwszejlitery i innych znawczyń : 28.01.10, 14:57
                            Jeżeli nie masz nadwagi, to niestety musisz przyjąć do wiadomości, że twój organizm uznaje za słuszne w czasie karmienia zachowanie wyższego poziomu tkanki tłuszczowej. To jest wiodcznie dla niego niezbędna kaloryczna rezerwa. To, że inne kobiety z łatwością schodzą do wagi sprzed ciąży nie ma znaczenia, one mają najwyraźniej inną genetyczną predyspozycję. To co my uważamy za estetyczny i wagowy ideał nie musi zgadzać się z biologią naszego ciała. A odpowiedź na twoje pytanie, tak, za to odpowiedzialne są hormony i z powodu zupełnie nic nie znaczących 5kg nie uprzykszałabym sobie życia. Po karmieniu organizm przestanie oszczędzać i wszystko wróci do normy. Możliwe też, że jesz za mało. Karmienie wymaga sporego wysiłku energetycznego, a jak dostarczasz za mało kalorii, twój metabolizm zmuszony jest pracować oszczędniej i paradoksalnie zamiast spalać tłuszcz, trzyma zapasy.
            • kura17 baked beans 27.01.10, 11:37
              widze z Twojej listy, ze baked beans zle sa bardzo... nie do konca to rozumiem,
              bo niby fasola to tez wegle, ale te lepiej przyswajalne, tak? z tego po
              pamietam, pisalas kiedys, ze straczkowe i motylkowe sa w miare ok i mozna do
              bialkowego obiadu dolozyc i zjes. a tutaj widze i baked beans i soczewice w
              grupie groznej ;)
              skad to sie bierze? cos zle zrozumialam, czy akurat ta fasola z puszki jest zla?
              ja uwielbiam zjesc na obiad duza porcje miesa (np piers kurczaka) i do tego duza
              porcje baked beans (ok 1 puszki) :)
              albo wlasnie soczewicy, chocby z pieczarkami i cebula... (sama gotuje)

              dobrze to, czy nie za bardzo?
              staram sie miec weglowe tylko sniadania, a obiady i kolacje bialkowe, bo inaczej
              tyje... nadaja sie te baked beansy/soczewica, czy nie?
              • pierwszalitera Re: baked beans 27.01.10, 12:34
                kura17 napisała:

                kura17 napisała:

                > widze z Twojej listy, ze baked beans zle sa bardzo... nie do konca to rozumiem,
                > bo niby fasola to tez wegle, ale te lepiej przyswajalne, tak?

                Wiesz kura, to może trochę dziwne, ale za insulinową reakcję odpowiedzialny jest nie tylko rodzaj węglowodanów, ale często też sposób ich przyrządzania. Zależy to bowiem od fizycznych połączeń między cząsteczkami skrobii, a te zmieniają się na przykład podczas termicznej obróbki. I tak, na liście masz na przykład ziemniaki w formie świeżo ugotowanych i jako frytki do piekarnika. Ze względów insulinowych frytki są korzystniejsze. Paradoks, bo przecież każdy uznałby ziemniaki jako bardziej dietetyczne, a frytki to zuo. Faktem jest, że mrożone frytki do piekarnika zostały w czasie przygotowania w fabryce już podsmażone, a następnie zamrożone. W ten sposób skrobia w nich zawarta zmnieniła swoje właściwości i stała się skrobią oporniejszą (rezystentą) na rozkład w naszym układzie trawiennym. To powoduje niższy wyrzut insuliny. Z fasolą może by podobnie. Baked beans to taka anglosaska specjalaność, być może różni się w sposobie przyrządzania od zwykłej fasolki w puszce. Wydaje mi się w baked beans skrobia rozbita jest już pod wpływem bardzo wysokiej temperatury na cukier i dlatego jest szybko wchłaniania. W gotowanej fasoli i co. jest chyba trochę inaczej, bo są one zwykle podawane jako korzystne składniki. Na dodatek baked beans są zwykle w specjalnym sosie, to może mieć też znaczenie dla insulinowej odpowiedzi. Zresztą my nie mamy zwyczaju jedzenia fasoli na śniadanie, a do obiadu można podać żywność nawet nieco bardziej stymulującą insulinę. Jej dzienny poziom zależy bowiem trochę od pierwszego posiłku, czyli śniadnia. Mimo tego nie zalecam tylko białka na śniadanie, bo rano nasz organizm chętnie wchłania szybką energię w postaci węgli i potrzebuje na tą samą ilość węgli, mniej insuliny niż wieczorem. Śniadanie więc to taki kompromis pomiędzy zapotrzebowaniem energetycznym masy mięśniowej i niską ścieżką insulinową na cały dzień. Dlatego nie mieszamy do niego białka zwierzącego. Insulinowe odpowiedzi to trochę jeszcze nieodkryty teren, bo badanie są trudniejsze i bardzo zindywidualizowane, długi czas zajmowano się tylko wzrostem poziomu cukru. Warto samemu przetestować własną reakcję i nikt nie musi też rezygnować zupełnie z ulubionych potraw, coś takiego nie nadaje się do normalnego życia.
                • heliamphora Re: baked beans 28.01.10, 15:26
                  O! To rewolucjonizuje moją wiedzę, opartą dotąd głównie na indeksie
                  glikemicznym. Podasz do tego jakieś źródło do poczytania? (byle nie po
                  niemiecku, bo nie znam).

                  Ja oczywiście nadal nic nie schudłam, ale może to dlatego, że za późno jem
                  śniadanie (o 10) i w ogóle jeszcze godzin posiłków nie ustawiłam jak trzeba -
                  tylko odstępy są prawidłowe. Póki co nie zrażam się i kontynuuję...
                  • pierwszalitera Re: baked beans 28.01.10, 15:51
                    heliamphora napisała:

                    > O! To rewolucjonizuje moją wiedzę, opartą dotąd głównie na indeksie
                    > glikemicznym. Podasz do tego jakieś źródło do poczytania? (byle nie po
                    > niemiecku, bo nie znam).

                    Przejrzę moją literaturę (pewnie będzie coś angielskiego) i podam coś sensownego. Ponieważ ja zajmuję się tematem praktycznie, nie zwasze pamiętam z głowy, gdzie co wyczytałam. Wiele rzeczy znam też z wykładów medycyny żywnieniowej, mam możliwość korzystania bowiem ze szkoleń organizowanych dla praktykujących lekarzy i podobnych specjalistów zajmujących się tematem nadwagi. Zapraszane są na takie spotkania czasem przeróżne autorytety, które znowu jeżdżą po jakiś międzynarodowych kongresach i przywożą światowe nowinki, więc coś tam zawsze aktualnego uszczknę. Nie zawsze mam jednak ochotę i czas na wczytywanie się w oryginalną literaturę.
                  • grecz pora śniadania? 27.02.10, 15:29
                    Zaraz zaraz..przecież nie trzeba jeść śniadania o
                    konkretnej, "książkowej" porze... A właśnie tak zrozumiałam Twoją
                    wypowiedź: "Ja oczywiście nadal nic nie schudłam, ale może to
                    dlatego, że za późno jem śniadanie (o 10) i w ogóle jeszcze godzin
                    posiłków nie ustawiłam jak trzeba"
                    W pewne dni bym musiała bowiem specjalnie wstawać, a w inne bym
                    musiała odrywać się od pracy by zjeść śniadanie wcześniej niż
                    wspomniana przez Ciebie 10...
    • kizombalover Proszę o poradę dla męża 09.02.10, 10:26
      Waży 131 kg przy wzroście 186 cm.
      Problemów typu cukrzyca (na razie) nie ma.
      Od tygodnia żywi się wg. zasad, ale na razie wyników brak. Mam
      obawy, czy nie je za mało/za dużo. Prosiłabym o wskazówki ile i
      czego (przykładowo) powinien jeść na poszczególne posiłki. Książkę
      niestety pożyczyłam koleżance i nie mogę sama sprawdzić.
      Chlebek piekę sama (pszenny na zakwasie z ogromną ilością ziaren,
      płatków i otrębów), mąż mówi, że ciężko mu zmieścić więcej niż 4
      takie kromki na śniadanie.
      • bebe.lapin Re: Proszę o poradę dla męża 09.02.10, 11:38
        Z tego, co pamietam, panom przysluguje o 25g wegli wiecej niz kobietom w tym
        samym przedziale bmi.
        • kizombalover Dzięki, ale potrzebuję konkretów :-) 09.02.10, 12:42
          Pierwszalitera kazała mi jeść trzy kromki lub bułki, i tego się
          trzymam. Nie potrafię przeliczać gram węgli na ilości jedzeniowe.
          Chyba zresztą nie ma takiej potrzeby - generalnie najadam się do
          oporu i chudnę :-)). Niestety nie mam teraz książki, i dla męża nie
          mogę nawet tych podstawowych danych o ilościach sprawdzić.
          • bebe.lapin Re: Dzięki, ale potrzebuję konkretów :-) 09.02.10, 12:52
            W pieczywie ok. polowe wagi stanowia wegle. Jesli wiesz, ile wazy np. bochenek
            chleba, to mozesz obliczyc, ile zjesc.
            Co do produktow typu platki, makaron, ryz, to zwykle info jest na opakowaniu.
            Ewentualnie mozesz poszukac tabel w necie.
            • kizombalover Re: Dzięki, ale potrzebuję konkretów :-) 09.02.10, 14:12
              BMI prawie 38, czyli otyłość. Czyli jakie ilości węgli i białka
              powinien jeść, i jeśli można, jakieś konkretne przykłady, ładnie
              poproszę!
              • beauty-gosiek Dane z książki :-) 09.02.10, 17:14
                śniadanie i obiad - węglowodany 125g - 5 kromek chleba zwykłego lub 5 bułek lub
                10 kromek pieczywa tostowego lub 12 łyżek muesli lub 150 g ryżu (surowego) lub
                150g makaronu (surowego) lub 10 średnich ziemniaków
                białko - 2g na kilogram masy ciała
                • kizombalover Re: Dane z książki :-) 09.02.10, 17:18
                  O właśnie o takie konkrety mi chodziło :-)), dziękuję!
                  A te białko to ilość na dzień, czy na sam obiad?
                  • beauty-gosiek Re: Dane z książki :-) 09.02.10, 17:39
                    kizombalover napisała:

                    > O właśnie o takie konkrety mi chodziło :-)), dziękuję!
                    > A te białko to ilość na dzień, czy na sam obiad?

                    ilość na dzień

                    ale jeszcze poszukam co i jak, może znajdę szczegóły..
                    • beauty-gosiek Re: Dane z książki :-) 01.03.10, 09:42
                      beauty-gosiek napisała:

                      > kizombalover napisała:
                      >
                      > > O właśnie o takie konkrety mi chodziło :-)), dziękuję!
                      > > A te białko to ilość na dzień, czy na sam obiad?
                      >
                      > ilość na dzień
                      >
                      > ale jeszcze poszukam co i jak, może znajdę szczegóły..


                      znalazłam :)
                      1,5 x aktualne BMI = optymalna ilość białka
    • kizombalover tak dla jaj :-) 11.02.10, 13:00
      nadziany.pl/p,UGF0cnljamF8Mg==
    • bebe.lapin Re: Dieta dr Pape - 2 17.02.10, 09:42
      Diete stosuje czesciowo od powrotu po swietach, zelaznym punktem programu dnia
      stala sie owsianka :D, za to gorzej z jedzeniem dwuch posilkow pozniej,
      najczescizj konczy sie na jednym. wyeliminowalam praktycznie wegle w postaci
      chleba, makaronow, itp, wieczorem jadam przewazniealbo miecho/rybe z warzywami,
      albo jakas salatke. Boje sie jesc tyle, ile w ksiazce, adaptujac diete na wlasna
      reke, bo jak przytyje, to bede miala problem z tym, zeby to zgubic.

      w poniedzialem odebralam wyniki badan krwi (plus hormony tarczycy) i wszystko
      jest ok, nawet nieszczesny cholesterol, ktory zawsze przysparzal mi klopotow.

      jestem coraz bardziej sklonna wybrac sie na konsultacje do Niemiec, jesli jest
      jakas poradnia w poblizu Francji i dogadam sie tam po francusku, i tu prosba do
      pierwszalitery - moglabys podrzucic jakies namiary ewentualnie? mysle, ze w
      kwietniu moglabym sie wyrwac.
      • pierwszalitera Re: Dieta dr Pape - 2 17.02.10, 11:00
        bebe.lapin napisała:

        > jestem coraz bardziej sklonna wybrac sie na konsultacje do Niemiec, jesli jest
        > jakas poradnia w poblizu Francji i dogadam sie tam po francusku, i tu prosba do
        > pierwszalitery - moglabys podrzucic jakies namiary ewentualnie? mysle, ze w
        > kwietniu moglabym sie wyrwac.


        Blisko Francji, to znaczy gdzie? Odpowiadałoby Zagłębie Ruhry? Wtedy służę językim polskiem i ewentualnie potrząsnięciem ręki dr. Pape (zapytam, czy mówi po francusku). ;-) Teraz mi się przypomniało, że książka dostępna jest chyba też po francusku. Czy, któryś z naszych wyszkolonych lekarzy znajduje się w obrębie francuskiej granicy, tak z głowy nie wiem, ale do wieczora sprawdzę. Jedną polską lekarkę mieliśmy w Szwajcarii (niemieckojęzycznej?), ale nie wiem, w jakim stopniu się tym jeszcze zajmuje, bo dla lekarzy, to zwykle zajęcie dodatkowe i nie zawsze znajdują czas.
        • bebe.lapin Re: Dieta dr Pape - 2 17.02.10, 11:53
          myslalam raczej o Saarbrucken, Karlsruhe itp. (mieszkam w Metz chwilowo).
          Niestety, nie dysponuje samochodem, mam do dyspozycji jedynie pociagi/eurolines
          oraz niewiele urlopu ;)
          Ksiazke posiadam, ale jestem typem, ktory wolalby miec wszystko rozpisane przez
          specjaliste, sobie nie ufam, jesli chodzi o kwestie kulinarno-dietetyczne, boje
          sie, ze popelnie za duzo bledow.
          • pierwszalitera Re: Dieta dr Pape - 2 17.02.10, 17:39
            bebe.lapin napisała:

            > myslalam raczej o Saarbrucken, Karlsruhe itp.

            Ok, na naszej liście mamy lekarza z okolic Saarbrucken, dokładnie Saarlouis. Musiałabym go jednak najpierw sprawdzić, na ile wchodziłby w grę. Koleżanka, która zajmuje się akwizą, orientująca się kto, jak długo i jakim zakresie prowadzi poradnictwo, będzie dopiero w poniedziałek, więc jak tylko będę coś wiedziała, to napiszę. Bo to niestety trochę loteria. Wiemy, że lekarze zostali u nas przeszkoleni, ale nie gwarantujemy wszędzie podobnie wysokiej jakości usługi. No a czasem lepiej, a nawet taniej, przelecieć się tanią linią lotniczą do dalej oddalonego miasta, niż tułać się pociągiem do bliższego. I nie wiem też zupełnie, czy pan mówi po francusku. Jak będą wiedziała, że warto, to może do niego zadzwonię i zapytam.
            • bebe.lapin Re: Dieta dr Pape - 2 17.02.10, 17:56
              O, to bardzo dziekuje. :) Mnie sie nie spieszy, pewnie wczesniej niz po
              Wielkanocy nie bede sie mogla wyrwac i tak.

              No a
              > czasem lepiej, a nawet taniej, przelecieć się tanią linią lotniczą do dalej od
              > dalonego miasta, niż tułać się pociągiem do bliższego.

              Tez racja, tylko Metz to taka pipidowa, ze nawet nie wiem, czy jest tu jakies
              rozsadne lotnisko w poblizu. Tak na wszelki wypadek, to dokad w takim pazie
              musialabym sie udac w Zaglebiu Ruhry po ten uscisk doktora Pape? ;)
              • pierwszalitera Re: Dieta dr Pape - 2 17.02.10, 23:33
                bebe.lapin napisała:

                Tak na wszelki wypadek, to dokad w takim pazie
                > musialabym sie udac w Zaglebiu Ruhry po ten uscisk doktora Pape? ;)

                Do stolicy Zagłębia Ruhry, czyli do Essen (nomen est omen). ;-) Najbliższe międzynarodowe lotniska są w Dortmundzie i Duesselodorfie, szczególnie z Duesseldorfu dojazd jest bezproblematyczny, jakieś 40 minut bezpośrednią kolejką. Essen jest w tym roku jedną ze stolic kulturalnych Europy, na wiosnę i lato zapowiadane są różne eventy, można połączyć więc z interesującą wycieczką. ;-) Jedną z atrakcji jest odnowiony dworzec kolejowy. ;-)))
                • bebe.lapin Re: Dieta dr Pape - 2 18.02.10, 10:10
                  Dziekuje za info. Jak tylko sie zorientuje, jakie sa ozliwosci dojazdu, bede w
                  stanie umowic sie na konkretna date. :) (Ale to juz chyba bede sie komunikowac
                  przez priv).
                  • pierwszalitera Re: Dieta dr Pape - 2 18.02.10, 11:23
                    bebe.lapin napisała:

                    > Dziekuje za info. Jak tylko sie zorientuje, jakie sa ozliwosci dojazdu, bede w
                    > stanie umowic sie na konkretna date. :) (Ale to juz chyba bede sie komunikowac
                    > przez priv).

                    Jasne, pisz na gazetowego. :-)
    • ederlezi1981 różne takie wątpliwości 07.03.10, 14:37
      Śledzę ten wątek od początku, na kafeterii przeczytałam cały i probuję stosować. No i mam trochę wątpliwości i nie wiem, czy powinnam się niepokoic- będzie długie i mętne, ostrzegam.
      Jako dziecko byłam straszliwym niejadkiem, od okresu dojrzewania jem dużo, naprawdę- w porównaniu z innymi osobami bardzo dużo. Ważą ok 64 kg przy 161 cm- czyli, wg róznych tabel BMI- troche powyżej normy lub w jej górnych granicach. To akurat chyba cechuje wszystkie dziewczyny z mojegoo pokolenia, a jest nas pięć- wsystkie mamy raczej szerokie biodra, spore biusty, żadna z nas nie jest zbyt wysoka ani chuda. Sportu żadnego nie uprawiam, ale chyba dość dużo się ruszam.
      Odchudzac się tak absolutnie na powaznie nigdy nie próbowałam, żadnych problemów typu bulimia lub anoreksja nigdy nie miałam.
      Zdarzyło mi się kiedys ważyc poniżej 60 kg (coś w granicach 57-58)- z tego, co pamiętam, to był jakiś nerwowy okres i nie czułam się za dobrze. Przez kilka miesięcy mieszkałam z facetem, z którym odrzywialiśmy sieę wybitnie niezdrowo- masa fastfoodu, zwłaszcza tego najtłustszego, hektolitry coli, sporo alkoholu, mało ruchu - przytyłam trochę, naprawdę niewiele. Czułam się średnio i wiem, że fastfoody słuzyły mi kiepsko. Z drugiej strony, jak sie wyprowadziłam- starałam się odzywiac zdrow i niskokalorycznie- i jakiegoś gwałtownego spadku wagi nie zauważyłam. W ogóle, wydaje mi sie, ze mój organizm ma problem zarówno z przytyciem, jak i schudnięciem. Z drugiej strony, wydaje mi się, że przy tej ilości żarcia, jaka pochłaniam, powinnam tyć straszliwie.
      Teraz, w marcu postanowiłam byc konsekwentna- żadnych słodyczy, dieta na 100%. O ile z weglowodanowymi śniadaniami raczej nie mam problemów, choc w sumie czego bym nie zjadła, nim minie 5 godzin, znowu robie sie głodna, to z obiadem i kolacją już tak.
      Jak czytam posty yagi jestem w szoku- ja mam ten problem, że za nic nie mogę się najeść białkową kolacją- po solidnym obiedzie kolacja z 30 dag brokuła, trzy jajka, troche śmietany i skręca mnie z głodu. Wczoraj zjadłą późno obiad (taka praca)- dużo warzyw z patelni plus smażona kiełbasa- nie minęły dwie-trzy godziny, ssie w żoładku. Dojadłam kiełbasą i nic.Chyba z kurą17 możemy sobie podac ręce ;-)
      Dzis postanowiłam zrobic sobie dzień białkowy- niby jestem głodna, ale tak jakos inaczej. Zaczynam sie niepokoić, czy to aby nie począrki cukrzycy?
      No i mam pytanie odnośnie trzech posiłków- jestem przyzwyczajona do jedzenia oboadu raczej później, niż wcześniej- ja w ogóle sowa jestem i optymalna pora na śniadanie jest dla mnie 10-11. Mam jednak często zajęcia od samego rana i tu pojawia sie problem: z jednej strony, jak nic nie zjem, mdli mnie i nie mam energii, z drugiej zaś rano, tak powiedzmy o 7-8 nie potrafie zjeść takiego porządnego sniadania, które by mnie na dłużej nasyciło (no, z tym mma w ogóle problem)- czy zatem drugie śnaiadanie- takie solidne, węglowodanowe- od którego bym policzyła 5 godzin do obiadu, ma sens?
      • kura17 Re: różne takie wątpliwości 09.04.10, 10:51
        no wreszcie jakas pokrewna dusza :)

        mam juz dosc tlumaczenika roznym ludziom, ze moge byc glodna po WIADRZE salatki,
        jesli nie ma tam co najmniej pol kilo miesa ;) owszem, zaraz po jestem
        najedzona, ale po godzinie skreca mnie z glodu po samej zieleninie... :)

        za to wielki kawal miecha satysfakcjonuje mnie na dlugo. a najlepiej, jak na
        deser zjem kostke gorzkiej czekolady, albo garsc orzechow :)

        z kolacja tez mam klopot czasem - szybko robie sie glodna po "rybce z
        warzywami", hehe... chyba, ze rybki jest znaczaca ilosc...
    • beauty-gosiek Re: Dieta dr Pape - 2 01.04.10, 17:05
      Hej!!!
      W tamtym roku stosowałam te dietę, startowałam od 76 kilo, schudłam 3.
      Przez jesień i zimę dałam sobie z nią spokój i przytyłam do 81.
      teraz znów ją (właśnie minęło 2 miesiące) stosuję ale mam wrażenie że o wiele za
      wolno chudnę (schudłam dopiero 2 kilo)a przecież startuję z wyższej wagi...
      Czy to normalne? A może coś z tarczycą? A może organizm oszalał po moich
      chudnięciach i tyciach na przemian (chudnę i tyję od 5 lat, w międzyczasie 3
      ciąże) i jeszcze do niego nie dotarło że ma chudnąć??
      Pocieszcie że w końcu ruszy...
      Na razie waga stoi na 79 od 2 tygodni.
      Nie zrezygnuję na pewno, bo po prostu jestem przekonana że to dieta dla mnie..
      • kizombalover Re: Dieta dr Pape - 2 01.04.10, 18:46
        Pocieszam :)
        Mnie mija pół roku na diecie. Waga najbardziej spadła w ciągu pierwszych trzech
        miesięcy. Teraz w zasadzie stoi (spadłam z 68 do 61, przy wzroście 170), ale po
        ciuchach ciągle widzę zmiany (znaczy robią się coraz luźniejsze). Teraz to już
        sposób na żywienie, a nie dieta - bardzo mi pasuje, nie mam napadów głodu, nie
        trzęsą mi się ręce, nawet, jeśli jestem głodnawa, i w ogóle, nie trzeba ciągle
        myśleć o żarciu - co za ulga!
        Staraj się - warto.
        • beauty-gosiek Re: Dieta dr Pape - 2 01.04.10, 19:32
          kizombalover napisała:

          > Pocieszam :)
          > Mnie mija pół roku na diecie. Waga najbardziej spadła w ciągu pierwszych trzech
          > miesięcy. Teraz w zasadzie stoi (spadłam z 68 do 61, przy wzroście 170), ale po
          > ciuchach ciągle widzę zmiany (znaczy robią się coraz luźniejsze).


          No właśnie, tobie dużo spadało na starcie a mi nie (mam ten sam wzrost, moje BMI jest dużo większe niż twoje było).. Zastanawiam się czemu tak mało spada? Może ty ćwiczyłaś dużo?
          Skoro przez pierwsze miesiące tak mało spadło to dalej będzie coraz mniej albo wcale?
          Martwi mnie to ale cóż, jakoś mam opory żeby zacząć z inną dietą (choćby np. Dunkana)... Boję się efektu jo-jo i braku węgli (bardziej wolę jadać węgle niż białka - kasze, ryże, płatki przeróżne to dla mnie raj)
          Jak sobie pomyśle ile zjadałam przed tym zanim mną wstrząsnęło to mi się słabo robi, słodycze jako przekąski, słodycze, chipsy wieczorem, soki słodzone na okrągło, mięsa smażone, panierowane, mało warzyw itp.
          Teraz jem jakieś 1000 kalorii mniej i do tego zdrowo więc myślałam że poleci jak burza... A tu widzę że muszę długo powalczyć..
          No ale nic, nie poddam się, najwyżej będę nadal gruba kluska a nie przy kości jak kiedyś kiedy miałam 70:)
          • grecz Re: Dieta dr Pape - 2 02.04.10, 01:13
            Ja przez miesiąc straciłam ok 1-1,5kg więc także niezbyt dużo...przy
            czym ja ćwiczę 2x w tygodniu więc tworze mięśnie, a mięśnie ważą
            więcej niż tłuszczyk...na szczęście (i w sumie o to mi bardziej
            chodziło) zmiany widze w swojej objętości-naocznie można stwierdzić,
            że jest mnie mniej ;)
            • beauty-gosiek Re: Dieta dr Pape - 2 02.04.10, 07:32
              grecz napisała:

              > Ja przez miesiąc straciłam ok 1-1,5kg więc także niezbyt dużo...przy
              > czym ja ćwiczę 2x w tygodniu więc tworze mięśnie, a mięśnie ważą
              > więcej niż tłuszczyk...na szczęście (i w sumie o to mi bardziej
              > chodziło) zmiany widze w swojej objętości-naocznie można stwierdzić,
              > że jest mnie mniej ;)


              no to super ci idzie!!
              ja przez dwa miesiące straciłam tylko 2 cm w biodrach, talia i brzuch bez zmian
              niestety
          • kizombalover Re: Dieta dr Pape - 2 02.04.10, 13:38
            Na początku nie ćwiczyłam prawie wcale - tańczyłam raz w tygodniu tylko
            trzymając dietę, ale też odstępując od niej czasami. Od grudnia waga spadła
            raptem około 2 kg, za to ruszam się znacznie więcej - tańczę praktycznie
            codziennie, co najmniej 2 godziny (tymczasowo mam super zaciętego partnera - dar
            losu :)). I tak myślę, że być może dlatego waga stoi - bo się mięśnie wyrabiają
            w miejsce tłuszczu. Wszyscy mówią, że mnie coraz mniej, a waga jakoś nie potwierdza.
            Jak się taneczne treningi skończą, będę musiała koniecznie na jogę wrócić albo
            coś, bo teraz dzień bez aktywności fizycznej to dla mnie dzień stracony. Czuję
            się świetnie - dzięki diecie mam chęć i energię do ruchu.
          • pierwszalitera Re: Dieta dr Pape - 2 02.04.10, 13:59
            beauty-gosiek napisała:

            > Jak sobie pomyśle ile zjadałam przed tym zanim mną wstrząsnęło to mi się słabo
            > robi, słodycze jako przekąski, słodycze, chipsy wieczorem, soki słodzone na okr
            > ągło, mięsa smażone, panierowane, mało warzyw itp.
            > Teraz jem jakieś 1000 kalorii mniej i do tego zdrowo więc myślałam że poleci ja
            > k burza... A tu widzę że muszę długo powalczyć..

            Twoje oczekiwanie związane były z krążącym mitem, że wystarczy jeść mniej kalorii, zaplanować zdrowy jadłospis i już będzie się zrzucało kilogramy. Niestety nie jesteśmy maszynami i nie wystarczy tylko nacisnąć odpowiedni guzik. Jeżeli wpływałaś przez lata specyficznego odżywiania na reakcje fizjologiczne w ogranizmie, to doprowadziłaś do zmian, których nie daje się ot tak, szybciutko zmienić. Nasze ciała nie wiedzą, kiedy mają za dużo i traktują stan, w którym mogą oszczędzać i gromadzić tłuszcz za całkowiwicie normalny, a nawet pożądany. Nawet wtedy, gdy mamy tego tłuszczu z medycznego punktu widzenia faktycznie za dużo. Poza tym, tzw. set point wagowy, czyli wagę, która jest dla nas mniej więcej zaprogramowana biologicznie, można przesuwać w górę, a wtedy bardzo trudno wrócić jest do tej niższej. Czasem staje się to już niemożliwe, albo związane z dużymi wyrzeczeniami i staraniami, bo organizm będzie się bronił. A nawet jak się tą wagę osiągnie, to jej utrzymanie może być problematyczne. I jeszcze jedna ważna rzecz, dieta dr. Pape jest właśnie dietą pozwalającą wyrównać procesy fizjologiczne do normalnego rytmu i osiągnąć wagę, którą można utrzymywać bez głodowania. Ta waga będzie u niektórych niższa, u niektórych wyższa. To znaczy, jeżeli ktoś nie ma tzw. szczupłych genów, to nie może liczyć na wymarzoną wagę idealną. Jeżeli kizombalover na przykład napisała, że spadła 68 do 61, przy wzroście 170 i teraz waga jej stoi, to jest to zrozumiałe. Przy BMI 21 (idealnym!!!!) jej organizm nie ma ochoty więcej schudnąć, a ideały piękności z kolorowych czasopism go nie interesują. ;-) U niektórych waga zatrzyma się przy BMI 25. Czasem się po prostu więcej nie da. A jeżeli ktoś ma spore trudności, to powinien spróbować na początku z przewagą białkowych posiłków. Niestety, najczęściej jest tak, że ludzie z preferencją do węglowodanów bardzo wrażliwie na nie reagują. Nasze ciała wiedzą od czeego się dobrze tyje i dlatego tego szukają. ;-)
            • kizombalover Re: Dieta dr Pape - 2 02.04.10, 14:30
              Pierwszalitero, chyba najwyższy czas podziękować Ci za poświęcony trud i porady
              w sprawie diety - bez Ciebie na pewno by mi się nie udało.
              Nie mogę tylko męża przekonać :(, a on ma dużo "większy" problem ode mnie, lubi
              diety białkowe, ale potem nadrabia z nawiązką... Do Pape się nie może przekonać,
              jak twierdzi, z powodu konieczności dużych posiłków, za to tylko 3. Do tego, jak
              nie widzi efektów po tygodniu, uznaje dietę za nieskuteczną.

              A poza tym muszę przekonać mój organizm (hipnozą albo jak?) do polubienia
              ideałów piękna z magazynów - podnoszenia w tańcu zdecydowanie lepiej wyglądają i
              wychodzą z lżejszą partnerką, niż z cięższą :-D.
              • ederlezi1981 Re: Dieta dr Pape - 2 02.04.10, 16:26
                Ja po mniej-wiecej miesiącu dośc konsekwentnego stosowania diety, na które składało się:
                - sniadania ZAWSZE weglowe- ostatecznie, idealnym rozwiązaniem okazałay sie płatki orkiszowe z kisielem owoce leśne i dosypanymi owocami kandyzowanymi z Lidla,
                - obiad mieszany w typie koczownika- po bardziej weglowodanowym szybcoiej robiłam się głodna,
                - kolacja zdecydowanie bardziej białkowa- ale nie do końca, bo padałam bez zycia wieczorem, a jestem zdecydowanie sową, wiec np jadłam parówki z keczupem, jajka sadzone z keczupem, rybę z sosem, tatara z dużą ilością ogórka,
                przy czym bardzo sie starałam przestrzegac 3 posiłów i odstepów, nie podjadac słodyczy (chyba dwa razy się złamałam) i nie pić alkoholu (poczatek bezproblemowy, potem gorzej), widzę nastepujace efekty:
                - na pewno jem mniej nie mam juz napadów wilczego głodu, i spadł mi apetytt na słodycze, moze nie do końca, ale umiem odmówić,
                - czy schudłam, trudno powiedziec- tak, jak w moim poprzednim poscie pisałam, u mnie waga cieżko sie zmienia, wiec jeżeli już, to minimalnie. Kilka osób, które wiedzą, ze jestem na diecie, twierdzi, że tak- zakładam, ze szczerze. Wydaje mi sie tez, patrząc po ubraniach, że tak,
                - odnoszę za to dziwne i głupie wrażenie, że spadła mi tolerancja na alkohol, która i tak miałam niską. Przedwczoraj miałam kaca wszechczasów, chyba nawet bardziej zatrucie, po wypiciu whisky z colą w ilościach całkiem niestrasznych- zastanawiam się, na ile może to miec związek z węglowodanami?
              • pierwszalitera Re: Dieta dr Pape - 2 02.04.10, 17:43
                kizombalover napisała:

                > A poza tym muszę przekonać mój organizm (hipnozą albo jak?) do polubienia
                > ideałów piękna z magazynów - podnoszenia w tańcu zdecydowanie lepiej wyglądają
                > i
                > wychodzą z lżejszą partnerką, niż z cięższą :-D.


                OK, w pewnym sensie rozumiem. Musisz jednak wiedzieć, że walczysz wtedy przeciwko swojej naturze. Na to nie polecę ci niczego zdrowego. ;-) Jeżeli mam pacjentkę, która przy BMI 21 chce być szczuplejsza, to jej zwykle odradzam. W zależności od tego, czy mam do czynienia z nastolatką, czy dojrzałą kobietą, używam innych argumentów. Przede wszystkim staram się pokazać błąd percepcji, bo kobieta ważąca 61kg przy 170 jest kobietą szczupłą i ma zapewne niską masę tłuszczową. Dalszy spadek wagi spowodowany byłyby najczęściej stratą masy mięśniowej, przy czym stosunek tłuszcz/mięśnie ulega często niekorzystnej zmianie. Mniej mięśni oznacza znowu niższy matabolizm i wzrasta ryzyko przytycia. Jeżeli ktoś potrafi z pruską dyscypliną kontrolować swój jadłospis do końca życia, to może sobie pozwolić na takie poświęcenia w celach zawodowych na przykład. Jak modelka Heidi Klum, która przy szczupłych genach nie pozostawia niczego przypadkowi i nawet po kilku ciążach ma znakomite, bardzo szczupłe ciało. A plotki o operacjach plastycznych, to są niestety plotki, bo kobieta jest niesłychanie zdyscyplinowana i żyje przy żelaznym rygorze. My zwykle tego nie robimy, więc należy myśleć też trochę przyszłościowo i dbać o jak najwyższą masę mięśniową, bo to ona spala kalorie i tłuszcz. Za kilka lat może zrezygnujesz z podnoszenia w tańcu i będziesz miała inne pasje, a organizm niestety niczego ci nie zapomni.
                • kizombalover Re: Dieta dr Pape - 2 03.04.10, 14:47
                  No dobra, żartowałam z tą hipnozą. Prawda jednak jest taka, że na brzuchu (który
                  najszybciej mi tyje i najwolniej spada) nadal mam spory zapas tłuszczu, i sądzę,
                  że zrzucając jeszcze ze 2-3 kilo miałabym szansę się go ostatecznie pozbyć.
                  Czy mogłabyś rozwinąć myśl o utrzymywaniu masy mięśniowej - rozumiem, że chodzi
                  o ćwiczenia, ale czy jest jakaś optymalna ilość i rodzaj ćwiczeń, żeby utrzymać
                  to, co się już wypracowało?
                  I co miałaś na myśli, pisząc, że organizm niczego nie zapomni? Stosuję dietę,
                  ruszam się, nie katuję się, żeby jeszcze _koniecznie_ schudnąć - czy to źle?
                  Napisawszy to, muszę się jeszcze pochwalić, że dziś rano zanotowałam wagę - po
                  raz pierwszy- poniżej psychologicznej granicy: 59,9! Przy czym wczoraj akurat
                  balowałam do 3 w nocy, ładując się energetycznie kanapkami (zuo!) żeby mieć siłę
                  tańczyć, i potem jechać 2 godziny autem, heh. Pape jest nieprzewidywalny. :)
              • bebe.lapin Sen 21.05.10, 15:03
                maly artykulik w nawiazaniu do jedego z filarow diety Pape:
                wyborcza.pl/1,91002,7910156,Brak_snu_tuczy.html
                coz, zawsze wiedzialam, ze minimum 10h snu dziennie to podstawa i nie powinnam
                sie tego wstydzic :D
                • fanaberia.fanaberia Re: Sen 21.05.10, 18:54
                  I jeszcze jedna ciekawostka z tej samej beczki.
            • beauty-gosiek Re: Dieta dr Pape - 2 03.04.10, 13:40
              Hmmm, czyli że zaprogramowaną biologicznie wagę przesunęłam w górę i mam
              nastawić się że te 75-80 to teraz moja normalna waga, tak?

              Ja nie mam szczupłych genów, nie jestem drobnej kości wiec myślałam że to 70
              kilo przy mojej budowie to jest ta moja idealna waga (bo nie łudzę się że
              utrzymam na dłużej 60 czy nawet 65 - kiedyś przed swoja pierwszą w życiu dietą
              ważyłam właśnie te 65 i to była moja normalna waga).

              Żeby schudnąć musiałabym jechać codziennie na białkach z warzywami?
              A potem (jeśli oczywiscie schudnę) i znów wprowadzę węgle to nie będzie efektu
              jo-jo?


              "Niestety, najczęściej jest tak, że ludzie z preferencją do węglowodanów bardzo
              wrażliwie na nie reagują. Nasze ciała wiedzą od czeego się dobrze tyje i dlatego
              tego szukają"

              A tego zdania nie rozumiem, co znaczy wrażliwie reagować na węglowodany.
              Ponoć mam jeść więcej węgli na obiad bo jestem rolnikiem. Czyli dać sobie spokój
              z tą zasadą?
              • pierwszalitera Re: Dieta dr Pape - 2 03.04.10, 14:56
                beauty-gosiek napisała:


                > Hmmm, czyli że zaprogramowaną biologicznie wagę przesunęłam w górę i mam
                > nastawić się że te 75-80 to teraz moja normalna waga, tak?
                >
                > Ja nie mam szczupłych genów, nie jestem drobnej kości wiec myślałam że to 70
                > kilo przy mojej budowie to jest ta moja idealna waga (bo nie łudzę się że
                > utrzymam na dłużej 60 czy nawet 65 - kiedyś przed swoja pierwszą w życiu dietą
                > ważyłam właśnie te 65 i to była moja normalna waga).


                Idealna waga, to jest tylko terminologia tabelkowa, bo organizm bierze pod uwagę raczej jakiś przedział wagowy. Waga, którą mamy też na przykład w szkole średniej, albo we wczesnym wieku dorosłym nie jest zwykle też naszą wagą końcową, u większości kobiet zwykle przesuwa się jeszcze w ciągu następnych lat w górę, więc traktowanie jej jako wagi docelowej podczas prób odchudzania może być nierealistycznym przedsięwzięciem. Nasze ciało nie zrobiło sobie przy tej wadze znaczka, że ta jest dla niego najlepsza. Te 65 kg przed dietą mogło więc oznaczać tylko wagę najniższą z możliwych, czy organizm zadowoli się teraz z 70kg, nie można powiedzieć, w końcu kolejną dietą zachęcałaś go do oszczędniejszego traktowania zasobów, więc na wszelki wypadek nabrał większej ochoty na gromadzenie tłuszczu. No i doszły ci pewnie tak z 2-3 kg masy mięśniowej, te 80kg działają trochę jak przenośna siłownia. Jesteś też starsza, to też ma wpływ na poziom tłuszczu u kobiety. Nie znaczy to wszystko, że nie można schudnąć, gdy wyskoczyło się trochę w górę, ale nie powinno się mieć zbyt wygórowanych oczekiwań. Bardzo wielu ludziom udaje się schudnąć, niekiedy nawet bardzo dużo. Pytanie tylko, ilu z nich potrafi tą nową (starą) wagę trwale utrzymać? Więc czasem korzystniej jest stawiać sobie mniej ambitne plany.


                > A tego zdania nie rozumiem, co znaczy wrażliwie reagować na węglowodany.
                > Ponoć mam jeść więcej węgli na obiad bo jestem rolnikiem. Czyli dać sobie spokó
                > j
                > z tą zasadą?

                Wrażliwa reakcja na węglowodany oznacza mocną reakcję insulinową. Stale podwyższony poziom insuliny utrudnia jednak spalanie i nakręca dodatkowo do konsumcji węglwodanów, w postaci częstej ochoty na słodkie. W rezultacie do szybkiego tycia. Czysty koczownik różni się właśnie tym od czystego rolnika, że słodycze powodują u niego wzmożone łakienie i łatwo od nich tyje. Rolnicy mogą wpakowywać w siebie duże ilości cukru i zachowują przy tym szczupłą sylwetkę. Paradoksalnie rolnikom wystarczają też często mniejsze porcje słodkiego, bo nie wywołują one kolejnego, szybkiego spadku poziomu cukru. Nie wiem, w jaki sposób określiłaś, że jesteś rolnikiem. Nie wiem, czy ja ci doradzałam węglowodany na obiad, sorry, nie kojarzę każdego nicka. Zresztą, stwierdzenie, czy jest się koczownikiem, czy rolnikiem nie ma też aż tak wielkiego znaczenia. Przy takiej niedokładnej diagnozie można się pomylić, a najwięcej wskazówek na typ metabolizmu dają i tak praktyczne doświadczenia robione podczas zmian w żywieniu. To znaczy to, jak reaguje na konkretny jadłospis nasz organizm. Jeżeli z węglwodanowym obiadem nie chudniesz, warto spróbować więc jakiś czas białkowe. Może okazać się lepszym rozwiązaniem. Nie znaczy, że musisz już tak jadać na zawsze, po wprowadzeniu znowu węglowodanów może zdarzyć się też, że waga pójdzie na początku leciutko w górę, ale prawdziwe jo-jo może zdarzyć się właściwie tylko, gdy wrócisz do starych przyzwyczajeń żywieniwoych. Zwykle to przybranie na wadze przez wprowadzenie węglowodanów i tak jest spowodowane tylko gromadzeniem nieco większej ilości wody w organizmie. Dieta białkowa działa bowiem mocno odwadniająco, dlatego już przez kilka dni czysto białkowych możemy się szybko "wyszczuplić" i "ujędrnić", gdy chcemy wbić się w jakiegoś ciasnego ciucha. ;-)
                • beauty-gosiek Re: Dieta dr Pape - 2 03.04.10, 15:33
                  dzięki za informacje, spróbuję w takim razie białek z warzywami na obiad
                  Nie, to nie ty mi doradzałaś węglowodany na obiad, że jestem rolnikiem
                  wywnioskowałam z książki.
                  Być może jednak się pomyliłam, spróbować nie zaszkodzi skoro twierdzisz że jo-jo
                  mi nie grozi :)
        • yaga7 Re: Dieta dr Pape - 2 02.04.10, 07:42
          Też pocieszam :)

          Ja nie schudłam ;) Ale tak od paru miesięcy nie przestrzegam ściśle. Ściśle
          przestrzegałam chyba jakoś od wakacji przez parę miesięcy, potem zaczęły się
          odstępstwa - głównie węgle wieczorami ;)

          Ale dzielnie chodzę na fitness i wielkim plusem jest to, że od wakacji waga mi
          stoi, mięśnie się wyrobiły, więc w sumie jest lepiej. A przedtem tyłam tak ok 2
          kg na rok, teraz widzę, że tego nie będzie.
          KONIECZNIE muszę sobie wprowadzić raz w tygodniu dzień białkowy. KONIECZNIE. Ale
          jakoś ZAWSZE mam coś innego do zjedzenia wtedy, kiedy go planuję ;)
    • beauty-gosiek Proszę o wskazówki (dla siostry) 07.04.10, 11:32
      Chciałabym zapytać czy jeśli moja siostra nie ma nadwagi -BMI 22,1 a chciałaby
      zdrowiej się odżywiać to ile ma jeść
      1. węgli na śniadanie - 100g czy mniej
      2. białka na kolacje
      • pierwszalitera Re: Proszę o wskazówki (dla siostry) 07.04.10, 12:02
        beauty-gosiek napisała:

        > Chciałabym zapytać czy jeśli moja siostra nie ma nadwagi -BMI 22,1 a chciałaby
        > zdrowiej się odżywiać to ile ma jeść
        > 1. węgli na śniadanie - 100g czy mniej
        > 2. białka na kolacje

        Ilość węglowodanów zależy przede wszystkim od masy mięśniowej. Jeżeli twoja siostra ma raczej sportową budowę z ładnie definiowanymi mięśniami i raczej małą ilością tłuszczu, to kierowałabym się 100g. Jeżeli jednak pod nieco okrąglejszą, miękką budową kryją się drobniejsze mięśnie, to spróbowłabym 75g. Jeżeli twoja siostra uprawia jednak sporo sportu, znaczy bardzo regularnie ze znacznym wysiłkiem i czuje, że to trochę mało (jest głodna), to może te ilości nieco powiększyć. Osoby z normalną, raczej niższą wagą (BMI do 23) i bez predyspozycji rodzinnej do cukrzycy, albo innych chorób cywilizacyjnych pokazujących się u innych członków rodziny już nawet w młodszym wieku, nie muszą rezygnować wieczorem z węglowodanów, by utrzymać wagę i zdrowo żyć. Ich insulina pracuje prawidłowo i jej wyrzut wieczorem nie powoduje niekorzystnych konsekwencji. Ale naturalnie mogą zrezygnować. Jako nieco intensywniejsza profilaktyka, albo kosmetycznie, bo rezygnacja z węglowodanów wieczorem powoduje mniejsze zatrzymywanie wody w organiźmie, a to ma wpyłw na stan skóry (mniejszy cellulit) oraz pozwala nawet z czasem łatwiej spalić jeszcze trochę tłuszczu, którego naszym babskim zdaniem ciągle mamy za dużo. ;-) Białkowe kolacje zmuszają też do regularnego jedzenia pełnowartościowego białka. To też jest ważne, bo kobiety mają tendencję do ograniczania ilości białka w swoim żywieniu (unikanie mięsa, ryb), a to nie jest dobre, ani dla fitnessu, ani dla urody. Ilość białka na kolację nie musi być aż tak dokładnie odważana. Jakieś 75-100g sera na przykład, albo 150-200g mięsa, ryby, albo 2-3 jajka. Najważniejsze, by nie być głodnym. Osoby z normalną regulacją insuliny łatwiej znajdują też dla siebie odpowiednie porcje, bo łatwiej im kierować się naturalnymi sygnałami głodu i sytości.
        • mordo.klejka nowa na diecie 07.04.10, 18:11
          Witam,

          PIERWSZALITERO czy można się z Toba kontaktować mailowo w sprawie diety? Na
          gazetowego?

          Pozdrawiam,
          m.k
          • pierwszalitera Re: nowa na diecie 08.04.10, 00:14
            mordo.klejka napisała:

            > Witam,
            >
            > PIERWSZALITERO czy można się z Toba kontaktować mailowo w sprawie diety? Na
            > gazetowego?
            >
            > Pozdrawiam,
            > m.k

            Jak chcesz, to napisz, ale jeżeli oczekujesz nieco obszerniejszej odpowiedzi, to może trochę potrwać zanim ci odpiszę. :-)
        • beauty-gosiek Re: Proszę o wskazówki (dla siostry) 07.04.10, 18:22
          Dziękuję za odpowiedź.
          chciałam tylko dodać że siostra jest dużo młodsza ode mnie (20 lat) i jeszcze
          nigdy się nie odchudzała (no i dobrze)
          I jeszcze jedno pytanko: czy w jej przypadku zasada 3 posiłki jest słuszna czy
          może sobie pozwolić na 5 mniejszych? Jeśli tak to jakich?
          jest w ogóle taka możliwość że na tej diecie przytyje?
          Aha, woda z cytryną (1 łyżeczka) miedzy posiłkami jest dozwolona?
          • pierwszalitera Re: Proszę o wskazówki (dla siostry) 08.04.10, 00:11
            beauty-gosiek napisała:

            > I jeszcze jedno pytanko: czy w jej przypadku zasada 3 posiłki jest słuszna czy
            > może sobie pozwolić na 5 mniejszych? Jeśli tak to jakich?

            Nikt nie potrzebuje 5-ciu mniejszych posiłków. Ja osobiście mam nawet problemy, by zmieścić trzy, bo dwa mi całkowicie by wystarczały. ;-) Ale 3 są optymalne i powinno się zjeść tyle, by przez następne 5 godzin nie było potrzeby jedzenia czegokolwiek. W razie czego, znaczy nieoczekiwanego głodu, dobrze zjeść coś białkowego, na przykład jajko na twardo, albo małą garść orzechów. To syci, ale nie powoduje niepotrzebnej eksplozji insuliny. Owoce, a nawet warzywa solo specjalnie się nie nadają na pogryzki, bo w małych ilościach bardzo słabo sycą, a owoce mogą przez tą odrobinę cukru nawet stymulować dodatkowy głód i pogłębiać ochotę na słodkie.


            > jest w ogóle taka możliwość że na tej diecie przytyje?

            To trochę skomplikowane. Można. Po przestawieniu jadłospisu na przykład, gdy wcześniej się bardzo mało jadło, robiło często diety, i/albo ma bardzo rozregulowaną insulinę. Wtedy trzeba przeczekać, albo lepiej przejść na jakiś czas na białkowe obiady i kolacje. No i przytyć można zawsze, gdy je się więcej niż się spala. A nawet przy tej diecie można sobie pofolgować, mieszając na przykład do obiadów regularnie wysokaloryczne produkty. Ale to zwykle jest dla delikwenta jasne. ;-)


            > Aha, woda z cytryną (1 łyżeczka) miedzy posiłkami jest dozwolona?

            Dla kogoś, kto nie ma podejrzenia o sporą insulinooporność nie będzie to tragedią. Trzeba wypróbować indywidualnie, bo sok z cytryny zawiera cukier i popijanie czegoś takiego pomiędzy posiłkami też stymuluje wyrzut insuliny.
            • beauty-gosiek Re: Proszę o wskazówki (dla siostry) 08.04.10, 07:31
              dziękuję serdecznie :) już więcej nie męczę
    • kindafunny Śniadania - nawyki żywieniowe 09.04.10, 17:14
      dziewczyny, co polecacie na śniadania, jesli:
      a) nie znoszę słodkich śniadań i od kajzerki z dżemem o 8 rano mnie odrzuca - zasładza to, a nie najada nijak
      b) musli mieszane własnoręcznie uwielbiam, ale tylko z jogurtem naturalnym :( z czym innym mi zwyczajnie nie smakuje. Zresztą, dotychczas musli jadłam tylko jako przekąskę, a na śniadanie "potrzebuję" solidnej porcji tłustego i białkowego z węglami, niesłodkiego ("potrzebuję"= na to właśnie mam ochotę, a od czegokolwiek innego mnie odpycha)

      chciałabym zacząć dietę dra Pape, ale nie wiem jak zmienić nawyki. Zawsze do tej pory na śniadanie jadłam grzanki z masłem+serem+szynką, lub duuużo twarożku, lub tłustą makrelę (po makreli na śniadanie lepiej się skupiam, zauważyłam).

      Mam też ten problem, że nie przepadam za czystm białkiem zwierzęcym. Nie jestem w stanie zjeść jajecznicy bez chleba, samego jajka z pomidorem, mięsa bez np. kaszy, nie wchodzi w grę nawet jeden "samotny" gryz kiełbasy, jeśli nie jest "zapchnięty" chlebem. Przez niemal połowę życia (23 l.) w ogóle nie jadłam jajek (poza ciastem) ani mięsa innego niż kotlety mielone. Po prostu nie lubiłam. Od jakichść 10 lat jem mięso, ale nie samo (nie do wyobrażenia jest też dla mnie zostawić sobie mięso jako ostatni kęs w posiłku - MUSI być czymś zapchnięty). Jajka jem od roku, ale maksymalnie 2-3 tygodniowo (czyli porcja jajecznicy:) )
      Rybę jadłam zawszę i rybę lubię, nawet samą.

      Te moje nawyki trochę mnie męczą, dlatego pytam o radę - jak zmienić nawyki żywieniowe? Czy jest jakiś sensowny sposób, poza "zagryzieniem zębów i cierpieniem", polubienia tego, co wcześniej było nie do pomyślenia?
      • kura17 Re: Śniadania - nawyki żywieniowe 09.04.10, 21:19
        moje ulubione sniadanie ostatnio to:

        makaron (najlepiej tagiatella albo jakis razowy, gruby - tyypu rurki, swiderki
        itp). gotuje wg przepisu jako al dente.

        na patelni podsmazam na oleju przyprawy, pomidory koktajlowe pokrojone w
        cwiartki, pod koniec dodaje pesto. do tego dodaje makaron, podsmazam (lubie taki
        "przypalony" makaron) i jem :)

        pycha!

        wersji jest sporo - z grzybami, z jakimis "warzywami z woka" (mrozonka), czasem,
        o zgrozo, jem sam makaron podsmazony na masle. no uwielbiam i juz :)

        makaron mozna zastapic ryzem lub kasza, zwlaszcza z mieszanka warzyw jest sa
        swietne!

        no i full-wypas - kasza/ryz z fasola/soczewica, do tego albo sos pomidorowy,
        albo podsmazona cebulka, albo grzyby (albo wszystko na raz :D)

        mozna tez jesc chleb z samym maslem (ja uwielbiam! zwlaszcza swieze bulki...
        mmm... w weekendy moj maz sam sie rwie do piekarni, hehe).
        albo chleb z pastami wegetarianskimi, jest spory wybor w sklepach ze zdrowa
        zywnoscia. mozna robic samemu - pasztet z fasoli, z soczewicy, z warzyw... moze
        jeszcze cos sobie przypomne, to napisze :)

        aha! makaron z brokulami! na patelni podsmaza sie czosnek, na to ugotowane
        minimalnie brokujy, do tego makaron al dente - boskie!
        • kindafunny Re: Śniadania - nawyki żywieniowe 18.04.10, 17:54
          dzięki za odpowiedź :)

          mam jeszcze jedną wątpliwość. Chciałabym przejść na tę dietę ze względów "energetycznych" (mam bardzo mało energii i szybko się męczę, dekoncentruję) i zdrowotnych, nie dla schudnięcia (skoro od niej nie chudnie się z normalnej sylwetki do modelki - figurę modeluję siłownią i tańcem).
          Czy w takim razie mogę, stosując się zasadniczo do zaleceń dietowych, łamać je od czasu do czasu - np. przegryzając słodycze albo raz na kilka dni jedząc niedozwolone połączenie śniadaniowe.

          Czy to nie zniweczy pozytywnego efektu diety na samopoczucie?

          • kindafunny Czy ktoś tu zajrzy? :) 24.04.10, 20:22
            Może któraś z Was tu zajrzy i poradzi? :)
          • pierwszalitera Re: Śniadania - nawyki żywieniowe 24.04.10, 22:12
            kindafunny napisała:

            > Czy w takim razie mogę, stosując się zasadniczo do zaleceń dietowych, łamać je
            > od czasu do czasu - np. przegryzając słodycze albo raz na kilka dni jedząc nied
            > ozwolone połączenie śniadaniowe.
            >
            > Czy to nie zniweczy pozytywnego efektu diety na samopoczucie?

            No a jak myślisz? ;-) Dobre sampoczucie przy tej diecie wynika przede wszystkim z regularnego dostarczania odpowiedniej ilości energii. Skoro nie masz nadwagi i nie wymagasz spadku wagi możesz sobie naturalnie pozwolić na wyjątki. Nawet "niedozwolone" połączenie zwierzęcego białka i węglowodanów na śniadanie nie będzie wcale grzechem, bo robi się to ze względu zaoszczędzenia wyrzutu insuliny. To jest ważne u ludzi z nadwagą, albo insulinoopornością. Jeżeli nie masz z tym problemów "efekt oszczędnościowy" u ciebie można pominąć. :-) Do stałego przegryzania słodyczy pomiędzy posiłkami bym się jednak nie przyzwyczajała, bo każdą normalną insulinę można rozregulować.
            • kindafunny Re: Śniadania - nawyki żywieniowe 25.04.10, 11:48
              okej, dzięki za rozwianie wątpliwości! :)
    • ankh_morkpork Skąd wziąć ksiażkę? Jest gdzieś we Wrocku? 18.05.10, 16:57
      Jeśli już znajdę ksiażkę w jakiejś księgarni internetowej, to ma ona status "towar niedostępny". Ktoś gdzieś widział? A może ktoś chce odsprzedać? Help :-)

      PS. Nie mam poczty gazetowej.
    • heliamphora Pierwszalitero! A mnie znowu nie wychodzi :/ 24.05.10, 20:29
      Wiem, trzeba sobie przestawić gospodarkę insulinową, która mi się schrzaniła
      kompletnie (koczownik, insulinooporność, BMI 36), ale jak to zrobić i
      jednocześnie żyć normalnie, kiedy dopadają mnie koszmarne momenty hipoglikemii?
      Po śniadaniu, w porze kolejnego posiłku jestem cała mokra, słaniam się na nogach
      i trzęsą mi się ręce. Zjedzenie mięsa z warzywami czy orzechów jakoś strasznie
      powoli mi likwiduje ten stan :/ Gdybym była na leniwych wczasach, może udałoby
      mi się przestawic, ale przy mojej pracy nie daję rady znosić takich "zjazdów",
      jakie mi funduje mój organizm...

      A po śniadaniu węglowodanowym (np. mieszanka płatków kukurydzianych i owsianych
      plus 2 kromki chleba zwykłego) koszmarnie chce mi się spać, gorzej niż przed
      śniadaniem. Ech... Może na początku to tak ma być, ale czuję się, jakby cos było
      bardzo nie tak...
      • pierwszalitera Re: Pierwszalitero! A mnie znowu nie wychodzi :/ 25.05.10, 00:22
        No a kiedy się przestawiłaś? Bo na początku często tak bywa, a z czasem wahania poziomu cukru powinny być mniejsze. To trochę nieortodoksyjnie, ale możesz też spróbować z białkowym śniadaniem, mieszanym obiadem i białkową kolacją. Być może będziesz lepiej znosiła. I jak czujesz, że cukier spada, to zjedz coś białkowego pomiędzy posiłkami, tylko nie czekaj, aż będzie już dramatycznie, bo wtedy faktycznie może dłużej trwać.
        • heliamphora Re: Pierwszalitero! A mnie znowu nie wychodzi :/ 30.05.10, 20:43
          No niedawno się prestawiłam... To znaczy niedawno ponownie (c\yli jakieś 10 dni
          temu, z odstępstwami niestety). Jakoś spróbuję przecierpieć, bo chociażby
          psychologiczny efekt stosowania zdrowego odżywiania jest dla mnie bardzo pozytywny.
    • kizombalover Nie działa (na męża).... 02.06.10, 10:23
      Nie wiem, co jest nie tak. Mnie dieta zdecydowanie pomogła, zrzuciłam (prawie)
      tyle, ile chciałam, trzymam wagę ok. 61 kg przy 170cm od pół roku, nawet
      pozwalając sobie czasem na węgle wieczorem.
      Zachęcony efektami (już utrwalonymi) u mnie, mój mąż też postanowił spróbować diety.
      Ważył ok. 130-135 kg przy 186 cm. Zawsze był przy kości, wielokrotnie się
      odchudzał na dietach "ruchowo-białkowych" i jednakowo szybko z powrotem tył,
      dogadzając sobie słodkimi napojami i czekoladą.
      Kilka tygodni temu zaczął dietę. Na początku nie mógł wytrzymać 5 godzin -
      kazałam mu jeść więcej na śniadanie (miałam ten sam problem na początku),
      poskutkowało. Zrzucił jakieś 5 kg przez 2 tygodnie. Teraz nie ma napadów
      wilczego głodu przed kolejnymi posiłkami, ale waga stoi od ponad 2 tygodni, w
      obwodach też zmian nie widać.
      Aktywność ruchowa raczej niewielka (czasem pobiega godzinę, ale nieregularnie).
      Co robić?
      • pierwszalitera Re: Nie działa (na męża).... 02.06.10, 13:12
        kizombalover napisała:
        > Nie wiem, co jest nie tak. Mnie dieta zdecydowanie pomogła, zrzuciłam (prawie)
        > tyle, ile chciałam, trzymam wagę ok. 61 kg przy 170cm od pół roku, nawet
        > pozwalając sobie czasem na węgle wieczorem.

        61kg przy 170, to jest dosyć niska waga (BMI 21) i chociaż nie jestem zaskoczona, że ci się udało, to tak całkiem oczywiste przy skłonności do nadwagi to nie jest. Pewnie więc jej nie masz. Muszę tu jeszcze raz podkreślić, że ta dieta nie jest w pierwszej linii przeznaczona do kosmetycznego korygowania wagi normalnej do wagi "chcę wyglądać maksymalnie szczuple". ;-) To znaczy, jeżeli ktoś nie ma nadwagi i tylko chciałby powrócić do niskiej wagi sprzed iluś tam lat, bo było się wtedy fajną laską, to może być, że organizm się nie zgodzi. Nasze ciało ma zwykle inny ideał piękności i zdrowia od medialnego, i jak przypadkiem było się przez pewien czas szczuplakiem, nie znaczy, że to jest naszym przeznaczeniem na zawsze. ;-) To tylko tak na przypomnienie dla ogółu, gdyby ktoś przy podobnym wzroście i wadze chciał mieć jeszcze mniej i płakał, że mu przy tej diecie nie wychodzi. ;-)
        Przy twoim mężu sytuacja jest naturalnie inna i zalecałabym po prostu cierpliwość. 2 tygodnie nie oznaczają jeszcze porażki. Można jednak trochę poradzić.
        Można sprawdzić najpierw nieco bilanas kaloryczny, czy przypadkiem nie przesadza się z możliwością jedzenia czego się chce, podczas posiłku mieszanego na przykład.
        Lepszym wyjściem moim zdaniem, byłoby zmienić mieszany obiad na białkowy według rytmu W(ęgle)-B(iałko)-B(iałko). Z tego co piszesz, twój facet to raczej koczownik i mniej węgli może pomóc. Przynajmniej na jakiś czas, by sprawdzić, czy nie lepiej działa. A pewno będzie lepiej działać. To trochę już taki jego genetyczny los, że od słodyczy i czekolady będzie tył, więc trochę musi tu uważać, bo żadna dieta nie zapewni mu w przyszłości szczupłej sylwetki i możliwości jedzenia na co się ma akurat ochotę. ;-)
        Aktywność fizyczna też jest dobrym wyjściem. Nie tylko przez wzmożone spalanie kalorii, ale przede wszystkim przez zwiększenie wrażliwości komórek na insulinę. Szczególnie trochę sportu późnym popołudniem i wieczorem może wpłynąć korzystnie. Przy sporej nadwadze lepiej jednak nie zacząć nagle biegać maratonów, faceci lubią ćwiczenia siłowe i te są w tej klasie wagowej dobrym wyborem, i spalają też sporo tłuszczu.
        Poza tym, brak efektów na wadze nie musi być od razu brakiem efektu odchudzającego. Ludzie z nadwagą mają bardzo często skłonności do potężnych skoków wody. O tym należy pamiętać, byle katar, alergia, lekki stan zapalny, może raz piwko wieczorem do grilla, a nawet nagła zmiana frontu atmosferycznego i już można mieć 2-3 kg wody więcej. U kobiet dochodzą jeszcze hormony. Nie zniechęcajcie się, pora roku sprzyja odchudzaniu. :-)
        • kizombalover Re: Nie działa (na męża).... 02.06.10, 21:25
          Dziękuję, pierwszalitero, za wszystkie rady i uwagi.
          Ja już niejako "pogodziłam" się z wagą, jaką mam teraz - i tak jest niezła,
          biorąc pod uwagę, że ważyłam mniej więcej tyle będąc w liceum - 20 lat temu :)).
          Figura się jednak zmieniła, i cóż, nie lubię tego pociążowego wystającego
          brzucha, i tyle.... Ale rozumiem, że już mam ten swój set point, i muszę teraz
          go utrzymać.

          Co do męża - też myślę, że WBB pomoże, bo na dietach białkowych (bez węgli w
          ogóle) zawsze szybko chudł. Tylko czy to oznacza, że już zawsze będzie musiał
          rezygnować z ziemniaków, ryżu i makaronu na obiad? Boję się, że schudnie przy
          tym systemie, a potem przy mieszanych obiadach znowu przybierze.
          Co do ilości - nie sądzę, żeby jadł za dużo. Je niewiele więcej ode mnie, i
          raczej wydaje mi się, że może to jest błędem? Czy to możliwe, że nie chudnie bo
          je za mało? Te wszystkie wyliczenia ilościowe to szczerze mówiąc dla mnie
          czary-mary :((.
    • heliamphora Nie schudłam, ale lepiej się czuję :) 20.06.10, 10:02
      I faktycznie, jak się wsunie na śniadanie 4 bułki, to trochę jestem na początku
      senna, ale później 5 godzin do obiadu spokojnie mogę wytrzymać, a to jest bardzo
      fajne.

      Pierwszalitero, mam pytanie: czy to może być kwestia diety, czy zbieg
      okoliczności, że w związku z dietą dużo więcej siusiam? Coś się mogło zmienić w
      nerkach? Pęcherzu? Zatrzymywaniu wody?
      • pierwszalitera Re: Nie schudłam, ale lepiej się czuję :) 20.06.10, 13:43
        heliamphora napisała:

        Coś się mogło zmienić w
        > nerkach? Pęcherzu? Zatrzymywaniu wody?

        To sprawa gospodarki wodnej. Ludzie ze skłonnością do nadwyżki insulinowej zatrzymują zwykle więcej wody w organiźmie. Po zaprzestaniu częstej stymulacji insuliny przechodzisz na stan normalny i wydalasz zużytą wodę bez zakłóceń. To dobry sygnał, że częściej przepłukujesz pęcherz. Normalne jest też, przy dłuższych przerwach w jedzeniu, że organizm korzysta z zapasów mięśniowego glikogenu. To jest cukier rozpuszczony w wodzie, więc szczególnie pod koniec pięciogodzinnej przerwy, albo po intensywnym wysiłku możemy mieć większe parcie na pęcherz, ale to też tylko sygnał, że organizm nie oszczędza energii.
        • heliamphora Re: Nie schudłam, ale lepiej się czuję :) 20.06.10, 22:31
          Dzięki za wyjaśnienie! Kto by pomyślał, że kiedyś się w końcu pozbędę swojej
          wody. Częste sikanie jest zdecydowanie fajniejsze, niż pocenie się.
    • unrealpast Re: Dieta dr Pape - 2 31.08.10, 18:10
      Lobbystki wiedzą wszystko, więc pewnie też wiedzą jak pomóc mojej
      siostrze.Od urodzenia ważyła za dużo. Najpierw troszeczkę za dużo,
      potem sporo za dużo, potem zaczęliśmy z tym walczyć, potem już
      walczyła sama. Zaliczyła co słynniejszych bariatrów,
      endokrynologów,dietetyczki, różne wczasy odchudzające, mniej lub
      bardziej cudowne diety.Ostatnio rok Montignaca.
      Dziś ma 36 lat i wczoraj ze smutkiem powiedziała:"Nigdy w życiu nie
      ważyłam tak dużo". Dobija 90 kilogramów przy wzroście 160 cm.Ma
      nadciśnienie, pco i kłopoty ze stawami. Lekarze zawsze zaczynają od
      kategorycznego domagania się,żeby schudła zanim przystąpią do
      leczenia, co ją oczywiście doprowadza do furii lub rozpaczy. Nie
      obżera się, wręcz boi się jeść, ciągle uprawia jakieś baseny, rowery
      i aerobiki. Moim zdaniem jest ładną, zadbaną i apetyczną kobietką,
      ale ona absolutnie nie widzi siebie w ten sposób i kwestia wagi
      przesłania jej cały świat.
      Nie wiem jak jej pomóc, ja mam wagę w normie i nigdy się nie
      odchudzałam. W rodzinie mamy jeszcze dwie otyłe osoby, którym nigdy
      nie udało się schudnąć.
      Siostra już nie wierzy, żę cokolwiek zdoła jej pomóc, więc ja w
      zastępstwie proszę dobrą radę i ciepłe słowo.
      • thorrey Re: Dieta dr Pape - 2 31.08.10, 19:03
        Ha, prawie wszysto (a w każdym razie sporo z tego) co Lobbystki
        wiedzą jest w wątkach powyżej (zwłaszcza w poprzednim, zalinkowanym
        w drugim poście), ale ciepłe słowo mamy zawsze tak czy inaczej :)

        Ostatnio sporo z nas odniosło sukcesy przy diecie Dukana.
        Ale sam wybór diety jeszcze nie jest najważnieszy. Mnie się od razu
        zapala światełko alarmowe, kiedy mówisz, że Twoja siostra "boi się
        jeść".

        Otóż podstawowa zasada, zarówno w diecie Dr Pape oraz Dukanie jest
        iż NALEŻY jeść! Bez tego się nie schudnie, tj. chudnie się a
        następnie jeszcze bardziej przytyje, bo ciągłym obniżaniem ilości
        kalorii i głodowaniem można sobie rozregulować metabolizm bardzo
        skutecznie.
        Tutaj:
        forum.gazeta.pl/forum/w,95274,105569792,105569792,ZASADY_DIETY.html
        W bardzo przystępny sposób są opisane podstawy diety Dukana.

        Zapraszamy też na forum "Lobbystki w rozmiarze XXL" -zalinkowane z
        prawej.

        I trzymam kciuki i bardzo ciepło pozdrawiam :)
        • unrealpast Re: Dieta dr Pape - 2 31.08.10, 23:33
          Dzięki za odpowiedź.Trudno mi przestudiować wątki, bo pełne są
          niepojętych dla mnie szczegółów.Siostra reaguje lekko histerycznie
          na kolejne propozycje diet, czemu się nie dziwię.
          Przeczytałam książkę Dukana i prawdę mówiąc trochę budzi we mnie
          obaw ( zdrowotnych) ta dieta, ale - jeśli skutkuje - gotowa jestem
          namówić na nią siostrę.
          Pytanie do praktyków:
          Czy dieta Dukana jest skuteczna w pozbyciu się ca 30 kg nadwagi?
          A dieta dr. Pape?
          Jest tu ktoś komu się udało coś takiego?
          • ankh_morkpork Re: Dieta dr Pape - 2 01.09.10, 09:26
            Poczytaj ten wątek:
            forum.gazeta.pl/forum/w,99117,115618085,115618085,czy_warto_sie_odchudzac_.html
            nie jest zbyt długi, ale dyskusja o odchudzaniu jest moim zdaniem ciekawa. Warto się zapoznać, zanim wybierze się dietę.

            A o diecie Dukana byl ostatnio artykuł w Twoim Stylu bodajże. Też warto przeczytać, zanim się zacznie, tak myślę.

            Pozdrawiam i powodzenia dla siostry :-)
            • unrealpast Re: Dieta dr Pape - 2 01.09.10, 15:13
              Przeczytałam, rzeczywiście ciekawy.Zwłaszcza od strony problemów
              psychologicznych jakie niesie ze sobą tusza i życie w stanie
              nieustannego odchudzania.
              Ja rozumiem moją siostrę i chciałabym jej pomóc realnie - albo w
              odchudzeniu się albo w zaakceptowaniu wagi. Nie chcę pogłębiać jej
              problemów przez nieodpowiedzialne rzucanie "dobrych rad", toteż
              szukam po prostu rzetelnych informacji.
              Wiem już skąd jej ostatni przybór wagi.Lekarz od pco przepisał jej
              metformax, w ciemno, bez żadnych badań. Po dwóch latach daremnego
              oczekiwania na schudnięcie odstawiła ten lek i przybyło jej pięć
              kilo. Czy jest ktoś, kto może mi wyjaśnić o co chodzi? Metformax jest
              lekiem na przeciwcukrzycowym, siostra cukrzycy nie ma. Dlaczego
              ginekolog-endokrynolog wymyślił coś takiego?
              • pierwszalitera Re: Dieta dr Pape - 2 06.09.10, 20:01
                unrealpast napisała:

                Lekarz od pco przepisał jej
                > metformax, w ciemno, bez żadnych badań. Po dwóch latach daremnego
                > oczekiwania na schudnięcie odstawiła ten lek i przybyło jej pięć
                > kilo. Czy jest ktoś, kto może mi wyjaśnić o co chodzi? Metformax jest
                > lekiem na przeciwcukrzycowym, siostra cukrzycy nie ma. Dlaczego
                > ginekolog-endokrynolog wymyślił coś takiego?

                Metformina jest lekiem przeciwko insulinooporności, a cukrzyca jest tylko późną konsekwencją tego zaburzenia metabolizmu. Wiele osób dowiaduje się jednak o insulinooporności dopiero, gdy stwierdza sią u nich podwyższony poziom cukru, czyli cukrzycę. Przy zaawansowanej cukrzycy metformina może już nie pomóc, na początku czasem jednak udaje się zahamować nią pogłębiający się problem. Jeżeli u siostry stwierdzono PCOS przy sporej nadwadze, to lekarz z pewnym doświadczeniem może przyjąć, że dziewczyna ma problem z insulinoopornością i komórki nie przyjmują cukru w "normalny" sposób. To sprzyja tyciu i rozwojowi różnych chorób. Metformina nie jest jednak lekarstwem cudem, nie należy oczekiwać, że schudnie się podczas przyjmowania od samości. Natomiast w kombinacji z niskoinsulinową dietą może dać dobre rezultaty. Fakt, że siostra po odstawieniu przytyła natychmiast 5kg potwierdza diagnozę insulinooporności.
                • unrealpast Re: Dieta dr Pape - 2 10.09.10, 19:13
                  Dziękuję za odpowiedź, Pierwszalitero,
                  A może ja bym Ci wysłała siostrę na konsultację do Essen?
                  Chyba ,że masz już biuro w Polsce.
                  • pierwszalitera Re: Dieta dr Pape - 2 10.09.10, 22:09
                    nrealpast napisała:

                    > Dziękuję za odpowiedź, Pierwszalitero,
                    > A może ja bym Ci wysłała siostrę na konsultację do Essen?
                    > Chyba ,że masz już biuro w Polsce.

                    Z tym biurem w Polsce, to nie wygląda za dobrze. ;-) Ale do Essen zapraszam. :-)
          • marisella Re: Dieta dr Pape - 2 11.09.10, 11:05
            unrealpast napisała:

            > Dzięki za odpowiedź.Trudno mi przestudiować wątki, bo pełne są
            > niepojętych dla mnie szczegółów.Siostra reaguje lekko histerycznie
            > na kolejne propozycje diet, czemu się nie dziwię.
            > Przeczytałam książkę Dukana i prawdę mówiąc trochę budzi we mnie
            > obaw ( zdrowotnych) ta dieta, ale - jeśli skutkuje - gotowa jestem
            > namówić na nią siostrę.
            > Pytanie do praktyków:
            > Czy dieta Dukana jest skuteczna w pozbyciu się ca 30 kg nadwagi?
            > A dieta dr. Pape?
            > Jest tu ktoś komu się udało coś takiego?

            Nie powiem Ci jak jest ogólnie, ale na moim przykładzie jest tak: dieta dr. Pape niestety na mnie nie zadziałała, choć była najprzyjemniejszą ze stosowanych :) (jesli uda mi się osiągnąć wagowy cel, to na pewno do niej wrócę jako do normalnego sposobu odżywiania). Żadna inna dieta, której próbowałam, łącznie z dietą zaleconą w centrum leczenia otyłości, też nie dawała rezultatów na wadze. W sumie nic nie dawało rezultatów, bo niezaleznie od tego ile i co jadłam, ile i jak ćwiczyłam - odkąd przytyłam, ciągle ważyłam tyle samo. Dukana spróbowałam ot tak, żeby nie móc sobie zarzucić, że nie zrobiłam wszsytkiego co się da. To miała być moja ostatnia dieta :)
            Póki co 30 kilo nie zgubiłam, zgubiłam 15 kg z większym hakiem. To, że się to udało, jest dla mnie cudem. Przede mną jeszcze ponad 20 kilo (choć waga, do której dążę i tak będzie tuż przy górnej granicy nadwagi). Pomiary pokazują, że to, co ubyło, to nie mięśnie, tylko tłuszczyk, więc jest ok.

            Zdrowie póki co, odpukać, dobrze, choć też miałam obawy. Tylko miesiączka mi się ciut spóźniła, ale przy mocnym schudnięciu to ponoć normalne i nie ma się czym przejmować (słowa lekarki :))
            Czuję się normalnie, jak zawsze, mogę bez problemu ćwiczyć tak jak ćwiczyłam.

            Dieta w stosowaniu jest ok. Jedyne co mnie w niej wkurza to to, że jak człowiek chce zjeść coś smacznego, to musi sam nad garami postać:) Nie można sobie zrobić dnia dziecka, bo nie ma gotowców, a żadnej knajpie czy restauracji nie można zaufać ;) Czyli jest czasochłonnie i dość drogo niestety. Aaaaaaaalllleee da się zjeść smacznie i nie ma szans, żeby sobie nie pojeść, więc resztę można przeboleć. Po jakimś czasie jak się człowiek wdroży to łatwiej mu zorganizować gotowanie tak, żeby nie stać codziennie przy garach :)

            A histeryczne reakcje Twojej siostry trochę rozumiem. Ja wprawdzie nie reagowałam histerycznie, tylko totalni alergicznie - do szewskiej pasji doprowadzało mnie, jak mi ktoś rzucał uwagą w stylu "a może spróbowałabyś jakiejś diety i troszkę się poruszać?" :D Podczas gdy ani diety, ani ruchu mi bie vrakuje od lat :)
    • aaravis Re: Dieta dr Pape - 2 08.09.10, 20:35
      No to ja następna - ja na diecie dla towarzystwa (i z rozsądku - zdrowie w przyszłości), mąż z potrzeby. Wątki oba przeczytałam (niestety książka nie do zdobycia - jak ktoś chętny odsprzedać to poproszę info).

      Mam kilka dodatkowych pytań: mam BMI w normie (22-23) od lat i w sumie dobrze mi z nim - z tego co zrozumiałam na diecie Pape nie chudnie się poniżej ulubionych ustawiń organizmu? Sniadania jem jak trzeba, ale potem własciwie nie jestem głodna - czy jak przegryzę po około 5 godzinach kilka orzechów a potem około 18 zjem posiłek białkowy (plus niewielka ilość węglowodanów) a późnym wieczorem jakąs przekąskę białkową to będzie ok? Nie skończy się tyciem? Mój organizm dotąd ignorował moje jedzeniowe zwyczaje (głodzenie i objadanie się) ale patrząc przyszłościowo chyba powinnam zmienić nawyki. Czy powinnam na siłę jeść wieczorem odpowiednie ilości białka? (Zmuszona koniecznością odwiedzam siłownię i fitness 3-4 razy w tygodniu i nie chciałabym przegłodzić mięśni)

      Teraz mąż - BMI 33, czy jakaś dobra dusza podałaby ile węgli / białek / tłuszczów na posiłek?

      Jak jest z tymi orzechami - każde są ok? Czy tylko jakieś konkretne? Czy relatywnie wysoka zawartość tłuszczu w orzechach nie jest problemem (ktoś pisał że to dobre tłuszcze, ale wolę się upewnić)?

      Jestem fanką przeróżnych herbat smakowych - niestety na większości nie ma podanej zawartości cukru (na ekspresówkach z suszu owocowego jest i dowiedziałam się że zawierają 0.4 g na torebkę). Czy ktoś wie jak jest z rooibosem i herbatkami zawierającymi kwiat hibiskusa? Owocowe susze zakładam podobnie do ekspresówek - mają cukier.
      • aaravis Re: Dieta dr Pape - 2 10.09.10, 19:06
        pomóżcie dobre dusze - zwłaszcza z tym ile białek / tłuszczy / węgli na dzień.
        • pierwszalitera Re: Dieta dr Pape - 2 10.09.10, 22:08
          aaravis napisała:

          > pomóżcie dobre dusze - zwłaszcza z tym ile białek / tłuszczy / węgli na dzień.

          Odpiszę na wszystkie pytania jeszcze w czasie tego weekendu, ok?
          • aaravis Re: Dieta dr Pape - 2 12.09.10, 11:53
            Jasne że tak, z góry bardzo dziękuję.
      • pierwszalitera Re: Dieta dr Pape - 2 13.09.10, 23:05
        aaravis napisała:

        > Mam kilka dodatkowych pytań: mam BMI w normie (22-23) od lat i w sumie dobrze m
        > i z nim - z tego co zrozumiałam na diecie Pape nie chudnie się poniżej ulubiony
        > ch ustawiń organizmu?

        Odchudzanie poniżej indywidualnych ustawień organizmu, by osiągnąć jakiś tam estetyczy ideał nie jest zdrowe. Taką wagę najczęściej bardzo trudno na dłuższą metę utrzymać. Organizm będzie siębronił, prawdopodobieństwo, że wytrenujemy go do oszczędniejszej pracy i grozi nam ewentualna nadwaga w przyszłości jest duże. BMI 22-23 jest wskaźnikiem bardzo dobrym. Nie jest powiedziane jednak, że nie uda ci się zrzucić jeszcze kilku kilogramów. Możliwe, że się uda. Stosując dietę niskoinsulinową nie robisz sobie żadnej krzywdy i możesz spokojnie sprawdzić, jak daleko możesz wagowo zejść bez potrzeby głodowania i ograniczania kalorii. Z osobistego doświadczenia wiem, że przy wadze w normie zejście o 1-2 punkty BMI jest możliwe.


        Sniadania jem jak trzeba, ale potem własciwie nie jestem
        > głodna - czy jak przegryzę po około 5 godzinach kilka orzechów a potem około 18
        > zjem posiłek białkowy (plus niewielka ilość węglowodanów) a późnym wieczorem j
        > akąs przekąskę białkową to będzie ok? Nie skończy się tyciem?

        Nie jest tak źle. Uważaj jednak, by nie nie wyszło ci za mało kalorii, więc powiększ lepiej trochę porcje białka. A w dniach, kiedy uprawisz sport możesz pozwolić sobie na trochę większą ilość węglowodanów po południu, ale lepiej przed sportem.

        > Teraz mąż - BMI 33, czy jakaś dobra dusza podałaby ile węgli / białek / tłuszcz
        > ów na posiłek?

        Jakieś 125g węglowodanów rano, najlepiej bez białek zwierzęcych, roślinne są dozwolone. Po południu i wieczorem białko z warzywami do syta. Tłuszczu jakieś 70-80gram na dzień, ale nie liczyłabym każdego oczka, bo najwięcej tłuszczu zjadamy i tak do posiłków mieszanych (wypieki, ciasta, słodycze, dodatki do chleba, sosy, majonezy itp). Kiedy z nich rezygnujemy albo bardzo ograniczamy, nie ma aż takiej potrzeby odważania każdego grama.
        Możliwa jest też wersja z węglowodanami rano, posiłkiem mieszanym po południu i białkowym wieczorem, ale przy BMI 33 lepiej jest na początek bardziej ograniczyć węglowodany. W razie napadu apetytu pomiędzy posiłkami- białko.


        > Jak jest z tymi orzechami - każde są ok? Czy tylko jakieś konkretne? Czy relaty
        > wnie wysoka zawartość tłuszczu w orzechach nie jest problemem (ktoś pisał że to
        > dobre tłuszcze, ale wolę się upewnić)?

        Jeżeli ograniczysz się do małej garści dziennie, to nie musisz przejmować się kaloriami. Wszystkie orzechy są zdrowe (bardzo dobre tłuszcze i świetne białka), a orzechy włoskie pokazały w badaniach, że obniżają cholesterol.


        > Jestem fanką przeróżnych herbat smakowych - niestety na większości nie ma podan
        > ej zawartości cukru (na ekspresówkach z suszu owocowego jest i dowiedziałam się
        > że zawierają 0.4 g na torebkę). Czy ktoś wie jak jest z rooibosem i herbatkami
        > zawierającymi kwiat hibiskusa?

        Przy tendencji do insulinooporności susz owocowy moży trochę przeszkadzać. W twoim przypadku raczej w to wątpię. Nie popijałabym jednak tych herbatek litrami i rozłożonych przez cały dzień. Po posiłku na przykład, nawet białkowym, filiżanka, dwie takiej herbaty nie zaszkodzą. Rooibos i hibiskus nie robią za to problemów. Acha, większość herbatek jest i tak aromatyzowana i nie zawiera żadnych owoców. Sprawdź listę składników, jeżeli mowa o jakiś liściach, łodygach i aromatach, to nie ma się czym przejmować. Ziołowe herbatki są zwykle bezpieczne. Tylko na te słodzone lukrecją (na przykład w Yogi Tea) trzeba uważać.
        • aaravis Re: Dieta dr Pape - 2 14.09.10, 10:47
          Dzięki wielkie, ja to nawet nie zamierzam chudnąć (kompletowanie nowej garderoby byłoby koszmarem, nie znoszę zakupów).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka