Dodaj do ulubionych

Protest doktorantów we Wrocławiu

25.01.10, 22:55
1050 zł-tyle wynosi stypendium na Uni we Wrocławiu...Ale co tam,
najważniejsze, że będziemy mieli wypasiony trawniczek do gry w
szmaciankę...

wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,7493794,Doktoranci_zaprotestuja_przeciw_glodowym_stypendium.html
Obserwuj wątek
    • zimnozimno1 Re: Protest doktorantów we Wrocławiu 26.01.10, 09:04
      przeraza.na moim kierunku sa jedynie studia stacjonarne.nie
      wyobrazam sobie rzucic pracy bo szczerze- nie jestem w stanie zejsc
      z poziomu zycia ktory prowadze.podana kwote stypendium pozostawie
      bez komentarza.czytam wiele krytycznych komentarzy na temat studiow
      doktoranckich zaocznych jednak mnie osobiscie taki styl by
      odpowiadal.najlepszym dowodem jest to ze wiekszosc mojej pracy
      zawodowej ( nie polaczonej ze studiami) powstaje w roznych srodkach
      transportu.Mam kilka lotow w tygodniu i tryb pracy jest
      nieprzewidywalny,natomiast weekendy wolne.wiem ze zeszlam z tematu
      ale czy myslenie o doktoracie wogole ma sens...? czy na studiach
      stacjonarnych trzeba byc w pelni dyspozycyjnym w ciagu tygodnia czy
      jest mozliwosc indywidualnych ustalen? Bardzo prosze o opinie,be
      gentle please,it's cold.
      • flamengista Re: Protest doktorantów we Wrocławiu 26.01.10, 12:12
        To zależy od wydziału i uczelni. U nas (na razie) ludzie są realistami i
        oficjalnie 50% dziennych pracuje (nieoficjalnie - pewnie 99%). Wniosek - nie
        trzeba być dyspozycyjnym.

        Ale wiem, że gdzie indziej jest inaczej.
        • zimnozimno1 Re: Protest doktorantów we Wrocławiu 26.01.10, 12:28
          bardzo dziekuje za odpowiedz.bede wdzieczna innym osobom za wszelkie
          informacje na ten temat
          • ford.ka Re: Protest doktorantów we Wrocławiu 26.01.10, 13:01
            Dopóki nie napiszesz, o co konkretnie pytasz, wiele się nie dowiesz.
            U mnie jest tak, że są zajęcie dwa razy w tygodniu dla doktorantów i
            oczekuje się, że doktorant odbędzie 90h zajęć rocznie za darmo.
            • zimnozimno1 Re: Protest doktorantów we Wrocławiu 26.01.10, 13:16
              czy te zajecia 2 razy w tyg.sa prowadzone w sztywnych terminach?
              obawiam sie ze w tym bedzie tkwil moj problem
              • ford.ka Re: Protest doktorantów we Wrocławiu 26.01.10, 18:07
                W sztywnych (jak to z planem zajęć zwykle bywa) plus masz do
                odrobienia zajęcia jako doktorant. Jeśli nie żyjesz dobrze z
                planistami, może się zdarzyć tak, że musisz przyjść na uczelnie
                cztery razy w tygodniu.
      • pfg Re: Protest doktorantów we Wrocławiu 26.01.10, 12:46
        zimnozimno1 napisała:

        >czy na studiach
        > stacjonarnych trzeba byc w pelni dyspozycyjnym w ciagu tygodnia
        > czy
        > jest mozliwosc indywidualnych ustalen?

        To bardzo zależy od lokalnych zwyczajów, temperamentu profesora, charakteru
        pracy doktoranta: jeden musi siedzieć w labie i robić doświadczenia, samo się
        nie zrobi, inny może pracować przy komputerze w środku nocy, jeszcze inny może
        dumać nad uczonymi tekstami w wolne weekendy i popoludnia, ale kto inny musi
        osobiście robić kwerendę w zaprzyjaźnionym kraju europejskim, wreszcie ktoś
        jeszcze inny ma kilka miesięcy względnego luzu, za to przez kilka następnych
        zap* jak mały samochodziĸ przy eksperymencie w zagranicznym labie. Jedni
        profesorowie oczekują wyników, a w jakim trybie doktorant je uzyska, o to
        mniejsza, inni życzą sobie ciągłej obecności doktoranta, choćby po to, żeby mieć
        z kim na bieżąco dyskutować różne pomysły. Na moim wydziale są tylko stacjonarne
        studia doktoranckie, zresztą bodaj w pięciu dyscyplinach. Z trzema mniejszymi
        nie mam wiele do czynienia, na jednych z dwu większych 90%+ studentów bierze
        stypendium i, w doniemaniu, jest dyspozycyjna, na drugiej z dwu większych, 90%
        nie bierze stypendium, znaczy - pracuje.

        Moje osobiste (przykre) doświadczenie jest takie, że doktorantom - nawet gdy
        charakter ich pracy na to technicznie pozwala - nie należy dawać *zbyt* dużo
        luzu, bo potem okazuje się, że doktorat jest w głębokim lesie. A, zaprawdę, nie
        jestem przedstawicielem nauk leśnych bądź biologicznych :-)

        Bardzo prosze o opinie,be
        > gentle please,it's cold.
        • zimnozimno1 Re: Protest doktorantów we Wrocławiu 26.01.10, 14:11
          dziekuje za cenne uwagi.wydaje mi sie ze literatura jest dziedzina w
          ktorej mozna duzo samodzielnie pracowac,niestety jest to oczywiscie
          z mojej strony jedynie domysl.czekam na inne opinie,doswiadczonych w
          tym temacie forumowiczow
    • flamengista protest fajna sprawa 26.01.10, 12:10
      ale nic nie zmieni.

      Póki są tabuny chętnych, by robić za darmo (pełno studentów na doktoranckich nie
      ma nawet stypendium, a na niektórych wydziałach też prowadzą zajęcia za "Bóg
      zapłać") lub za półdarmo - to uczelnie nic nie zrobią, by to zmienić.

      Oczywiście nie uczelnie są winne, a idiotyczny proces boloński, fikcja
      trzystopniowych studiów i malejące nakłady na szkolnictwo wyższe. Nie stać nas
      na porządne doktoranckie, by przyciągnąć i zatrzymać najlepszych - to mamy
      półśrodek.

      Była asystentura - też nie idealne rozwiązanie, ale przynajmniej młody człowiek
      nie umierał z głodu i mógł pracować naukowo.

      Teraz doktoranci studiują, prowadzą badania i normalnie pracują - ze szkodą dla
      rodziny, życia towarzyskiego i jakości badań.

      Za chwilę doktoranci będą pełnić tą samą rolę, jak lekarze-stażyści w
      szpitalach. Nie ma tam etatów dla sekretarek, więc lekarz-stażysta robi za
      sekretarkę. U nas będzie podobnie - spodziewam się lada chwila
      doktorantów-szatniarzy, portierów i sprzątających.

      Słyszałem pogłoskę - oby to nie była prawda - że najszacowniejsza uczelnia w tym
      kraju chce ciąć etaty techniczne w labach, bo przecież pracę technicznego mogą
      wykonywać doktoranci.

      Ta decyzja może cofnąć akurat jedyne konkurencyjne dziedziny nauki w Polsce o
      dobre kilka lat do tyłu. Przecież dobry techniczny to skarb, szczególnie jak
      obsługuje urządzenie warte setki tysięcy, albo miliony złotych. Oczywiście
      problemem są pieniądze, które można by zaoszczędzić orząc niewolnikami, pardon -
      doktorantami. Oczywiście nikt się nie zastanawia, co umie ktoś tuż po studiach i
      czy jako techniczny będzie równie efektywny jak jego poprzednik...
      • adept44_ltd Re: protest fajna sprawa 26.01.10, 12:16
        nie umierał z głodu...

        asystent ma chyba 400 zł więcej...
        • flamengista Re: protest fajna sprawa 26.01.10, 17:38
          Nie wiem, ja mam ponad dwa razy tyle.

          Myślę, że piszesz o dolnej granicy widełek. W dodatku masz jednak etat, płacone
          składki emerytalne.
      • q_vw Re: protest fajna sprawa 26.01.10, 12:18
        Dodałbym od siebie tylko tyle, że niestacjonarni doktoranci na
        Uczelniach nie zostają, idą w świat, do swoich firm czy interesów...
        a kto zastapi starzejącą sie kadrę ?! Co więcej ci niestacjonarni to
        fajny rezerwuar (jaby to nie zabrzmiało) praktyków, któzy mogliby
        też w niejednej kwestii oświecić studentów, ale tego nie zrobia, bo
        przecież pracują, a Uczelnie nie zrekompensują satysfakcjonująco
        ewentualnych zwolnień z pracy na zajęcia. Samego systemu bolońskiego
        bym nie winił, to raczej "zasługa" polskiego podejścia do tematu.
        Zawsze będą chętni na ten typ studiów i dobrze, że sie to umożliwia,
        ale nie może to zastąpić dziennych doktoranckich i tyle. Nie coś za
        coś, ale coś obok czegoś, o to miało w tym wszystkim chodzić.
      • sanna-ho Re: protest fajna sprawa 26.01.10, 12:29
        flamengista napisał:

        > ale nic nie zmieni.
        >
        > Póki są tabuny chętnych, by robić za darmo (pełno studentów na doktoranckich nie
        > ma nawet stypendium, a na niektórych wydziałach też prowadzą zajęcia za "Bóg
        > zapłać") lub za półdarmo - to uczelnie nic nie zrobią, by to zmienić.
        >

        U nas tak właśnie jest [w sensie: zajęcia za darmo], od dawna, jak widać nikomu
        to nie przeszkadza.



        > Za chwilę doktoranci będą pełnić tą samą rolę, jak lekarze-stażyści w
        > szpitalach. Nie ma tam etatów dla sekretarek, więc lekarz-stażysta robi za
        > sekretarkę. U nas będzie podobnie - spodziewam się lada chwila
        > doktorantów-szatniarzy, portierów i sprzątających.
        >

        to też już jest. Zwalanie pracy papierkowo-administracyjnej na doktorantów to
        żadna nowość.
        Koleżanka ma też 'godziny biblioteczne' na wydziale. Odnosi na półki książki
        oddawane przez studentów.
        Mam nadzieję, że nikt nie podsunie dziekanom pomysłu o szatniach i portierniach...
        • zimnozimno1 Re: protest fajna sprawa 26.01.10, 12:34
          smutne
          • chilly Re: protest fajna sprawa 26.01.10, 15:02
            A czy nie jest smutne, że na polskich ponad 450 uczelniach ok. 100 tys.
            pracowników naukowo-dydaktycznych kształci niemal 2 mln studentów? To
            nie jest tak, że na jednego pracownika przypada 20 studentów, bo mamy
            wydziały, gdzie jest ich 5 (jeszcze mniej?) i takie, gdzie 100.
            No i te 30 tys. doktorantów. Na trzech pracowników (niekoniecznie
            "samodzielnych") przypada jeden doktorant!
          • flamengista nie smutne - głupie! 26.01.10, 17:44
            To po co robią za darmo?

            Na UJ słyszałem już o doktorantach, którzy powiedzieli że mają w nosie
            prowadzenie zajęć za darmo i tego nie zrobią. Profesorowie byli w szoku, ale
            "buntownikom" nic się nie stało.

            Nadgorliwcy nie rozumieją, że pracowitość w tym wypadku nie jest nagradzana,
            tylko bezlitośnie wykorzystywana. Zrobisz za darmo rzecz X, poproszą cię o Y a
            potem i Z.
            • sanna-ho Re: nie smutne - głupie! 26.01.10, 18:24
              flamengista napisał:

              > To po co robią za darmo?
              >
              > Na UJ słyszałem już o doktorantach, którzy powiedzieli że mają w nosie
              > prowadzenie zajęć za darmo i tego nie zrobią. Profesorowie byli w szoku, ale
              > "buntownikom" nic się nie stało.

              znajoma doktorantka na UŚ [który, jak wiadomo, ma wydziały w różnych śląskich
              miastach] dostała zajęcia na wydziale zamiejscowym, zajęcia za darmo, 2 grupy,
              dojazd na własny koszt

              gdyby nie reflektowała, to przecież nie musi być na doktoranckich
              w regulaminie studiów jest punkt o 'praktykach dydaktycznych', czy jakoś tak.


              nie z każdej dyscypliny są stypendia unijne.
              • flamengista no właśnie - nie musi 27.01.10, 18:33
                Najwyraźniej chce, by nią orali za darmo...
        • flamengista ja podsunę 26.01.10, 17:41
          bo może to niektórych otrzeźwi.

          Drodzy doktoranci, nie dajcie się robić w konia! Mi na szacownej uczelni Ważny
          Profesor najpierw oferował pracę, po czym się okazało że oferuje doktoranckie.
          Grzecznie podziękowałem za taką "propozycję" i wyszedłem.

          Trzeba się szanować - ludzie, którzy aspirują do doktoratu dają się
          wykorzystywać jak pracownicy supermarketów na kasie:/
          • zielka Re: ja podsunę 26.01.10, 21:27
            Hm, slicznie mowicie o tym, ze doktoranci maja sie "nie dawac". Moi
            drodzy, wiec co, dumnie winni konczyc studia bez prowadzenia zajec, i
            potem wysylac CV na zagraniczne uczelnie gdzie jest napisane, ze
            warunkiem rozwazania podan jest "teaching experience" ? Widze we
            Francji i w Niemczech na przyklad ludzi, ktorzy daja wiele wlasnej
            energii etc. za to, zeby moc robic te nieplacone (w Niemczech) albo
            slabo placone (we Francji) godziny.
            • flamengista jakie CV? 27.01.10, 18:35
              Na jakie zagraniczne uczelnie? Kto przyjmie doktorów z Polski na takie?

              Chyba tylko nieliczne, najbardziej uzdolnione jednostki. A wtedy brak "teaching
              experience" nie będzie problemem.
              • dala.tata Re: jakie CV? 27.01.10, 18:45
                nie, nie uzdolnione. po prostu z porzadnym cv.
              • kot_pampasowy Re: jakie CV? 27.01.10, 19:58
                Mojej koleżance, która wyjechala na erasmusa zaproponowali doktoranckie
                na uczelni zagranicznej. Tam konczy odpowiednik naszej mgr i zaczyna
                doktorat, przyznali jej stypendium. Nie posiada teaching experience. W
                ogole nie ma co wpisac w cv poza rozpoczeciem studuow...
                • zielka Re: jakie CV? 28.01.10, 10:13
                  Kocie pampasowy, ja mowie o sytuacji po doktoracie, jasne ze jako
                  jeszcze nie magister nie ma doswiadczenia nauczycielskiego. O
                  szukaniu pracy.

                  (Flamengista, nie znam polskich doktorantow, mowie w ogole o tym, ze
                  doktorant szukajacy pracy jako wykladowca w Europie musi miec t.e.,
                  i tyle. Wiec podkreslam po stokroc przeciwproduktywnosc tego, zeby
                  mowic doktorantom: szanujcie sie i nie uczcie za darmo. Zamyka sie
                  im wtedy wiele drog).
              • eeela Re: jakie CV? 28.01.10, 15:40
                > Na jakie zagraniczne uczelnie? Kto przyjmie doktorów z Polski na
                takie?
                >
                > Chyba tylko nieliczne, najbardziej uzdolnione jednostki. A wtedy
                brak "teaching
                > experience" nie będzie problemem.


                Wlasnie to bedzie problemem, Fla. Ja nie wiem, jak jest teraz z tym
                w Polsce, ale w UK spelnianie wymogow z listy wymagan jest
                obowiazkowe i nie do pominiecia. Mozesz byc Einsteinem i miec pincet
                publikacji na liscie filadelfijskiej, ale jak nie masz teaching
                experience, to nie dostajesz stanowiska, ktore ma taki wymog, i
                koniec.
            • kaprysowa Re: ja podsunę 28.01.10, 14:41
              Teaching expirience wcale nie znaczy ,ze musisz miec na swoim koncie
              iles tam, wykladow. Moze to byc nadzorowanie w lab undegrads albo
              magistra.
            • kaprysowa Re: ja podsunę 28.01.10, 14:59
              Hm, slicznie mowicie o tym, ze doktoranci maja sie "nie dawac". Moi
              drodzy, wiec co, dumnie winni konczyc studia bez prowadzenia zajec,
              i
              potem wysylac CV na zagraniczne uczelnie gdzie jest napisane, ze
              warunkiem rozwazania podan jest "teaching experience" ? Widze we
              Francji i w Niemczech na przyklad ludzi, ktorzy daja wiele wlasnej
              energii etc. za to, zeby moc robic te nieplacone (w Niemczech) albo
              slabo placone (we Francji) godziny.



              Ja sie tylko skromnie dodac, ze na dostanie stanowiska wykladowcy od
              razu po doktoracie szanse sa prawie rowne zero. Po to jest postdoc,
              zeby sie rozwinac dydaktycznie. Don't run before you learn to walk.
              Moim zdaniem, doktoraci powinni cala swoja uwage koncentrowac na
              swojej pracy a nie na wykladach, ktore powinny byc prowadzone przez
              ich przelozonych.Jakiekolwiek zmuszanie do dodatkowej pracy , ktora
              nic nie wnosi do doktoratu to moim zdaniem panszczyzna ( przypomina
              mi sie dekret , ktoregos z naszych pra przodkow , mowiacy o tym,ze
              chlop panszczyzniany powinien pracowac 27 godzin na dobe , he he )
              • zielka Re: ja podsunę 28.01.10, 16:08
                kaprysowa napisała:

                > Ja sie tylko skromnie dodac, ze na dostanie stanowiska wykladowcy
                od
                > razu po doktoracie szanse sa prawie rowne zero.

                Z tego fragmentu jak i z reszty Twojego postu mniemam, ze pracujemy
                w innych dziedzinach, no ale tak wlasnie Pan Bog stworzyl swiat,
                zeby byla w nim pewna roznorodnosc :-)
    • adept44_ltd Re: Protest doktorantów we Wrocławiu??? 26.01.10, 17:06
      nie Lesiu, chodziło mi tylko o to, że powinieneś szanować logikę. Z faktu, że ty
      jesteś cienias nie należy wyciągać wniosku, że wszyscy tacy są, naprawdę Lesiu,
      pośród tych doktorantów są zapewne prawdziwi naukowcy i powinieneś się z tym
      pogodzić, będzie ci łatwiej...
    • niewyspany77 z drugiej strony 26.01.10, 21:06
      jakby nie patrzec - sami sie zgodzili
    • ford.ka Re: Protest doktorantów we Wrocławiu 27.01.10, 00:06
      Wyłącznie dla porządku zaznaczam, że
      1) 1050 netto - czyli tyle ile z ok. 1500 brutto.
      2) sytuacja doktorantów nie jest bardzo odmienna od studentów I i II
      stopnia - nieliczna grupka dostaje niewysokie stypendium, dużo nie
      dostaje nic, sporo płaci za swoje studia.
    • dala.tata to ile sie nalezy? 27.01.10, 00:10
      ze tak z ciekawosci zapytam. 1050 netto (cyzli, jak ford.ka, zauwazyl, 1.5K
      brutto) to za malo.OK. fair enough. to ile byloby ok? 2.5 brutto? 3.5?

      ja tylko chcialbym zauwazyc, ze mowimy o studentach, ktorzy maja dostawac forse
      za studiowanie (jelsi prowadza zajecia, to jest sprawa inna, powinno sie im za
      to placic). i ja mysle, ze byc moze warto fundowac doktoraty tym najlepszym. ale
      ze niby wszystkim?!?! naprawde ktos tak mysli, ze wszystkim doktorantom nalezy
      placic?
      • adept44_ltd Re: to ile sie nalezy? 27.01.10, 00:22
        powinny być granty (i nie promotorskie..., które dostaje dość często promotor na
        swoje nazwisko), a nie stypendia
        • tocqueville Re: to ile sie nalezy? 27.01.10, 00:28
          system stypendiów u mnie był nieco dziwny
          u mnie wystarczyło w ciągu 10 minutowej rozmowy zabłysnąć, aby cieszyć się
          stypendium przez 4 lata - nikt nie weryfikował postępów, nikt nie sprawdzał co
          robię (no może promotor raz na pół roku coś spytał), czy piszę, czy jeżdżę na
          konferencje itd.
      • tocqueville Re: to ile sie nalezy? 27.01.10, 00:23
        no, dala.tato tak dalej :)
        widzę, że zaczynasz myśleć prorynkowo - nie każdemu chętnemu trzeba fundować
        studia, które służą głównie realizacji hobby

        po pierwsze - 1050 to chyba jest na 1 roku, potem stypendium rośnie (poprawcie
        mnie jeśli się mylę)
        po drugie - 1050 na rękę to mimo wszystko całkiem sporo pieniędzy jak na
        STYPENDIUM studenckie. Gdzie absolwent kierunku humanistycznego dostanie więcej
        za realizowanie własnego HOBBY?
        po trzecie - nie rozumiem jak można żalić się, że zajęcia trzeba robić, a gdzie
        indziej zdobyć PRAKTYKĘ? jak oswoić się z prowadzeniem zajęć? Jak zdobyć
        doświadczenie?
        • dala.tata Re: to ile sie nalezy? 27.01.10, 00:39
          nie, nie, ja nie mysle prorynkowo. natomiast niespecjlanie widze pwoodow dla
          ktorych studentom nalezy placic za studiowanie.
          • loleklolek_pl Re: to ile sie nalezy? 27.01.10, 07:54
            Widać w drugim najlepszym ze światów studia doktoranckie to rzeczywiście są
            studia, a nie fikcja :-). Jakbym miał wziąć pod uwagę tylko to co dzieje się u
            nas na "studiach" to zapewne zażyczyłbym sobie conajmniej 3k PLN netto, za
            marnowanie mojego czasu. No bo jak inaczej wycenić konieczność chodzenia na
            pseudozajęcia, których tematyka leży w odległości 100 lat świetlnych od tematyki
            doktoratu (takich zajęć jest u nas z 90%).

            Niestety, a może i stety być może w przeciwieństwie do drugiego najlepszego ze
            światów, w Polsce studia doktoranckie wiążą się zazwyczaj z wykonywaniem wielu
            działań organizacyjnych (rzecz niespotykana na studiach pierwszego i drugiego
            stopnia) oraz z prowadzeniem zajęć. Za to powinna być zapłata i to godziwa.
            Dlatego protest jest słuszny. Aczkolwiek nie wiem, czy niskie płace są na
            szczycie dość długiej listy aspektów najbardziej frustrujących na "studiach"
            doktoranckich.
            • chilly Re: to ile sie nalezy? 27.01.10, 08:46
              Traktowanie doktoranta jak studenta jest nieporozumieniem. Sam byłem
              doktorantem (lata świetlne temu) i był to najbardziej wytężony okres
              pracy w moim życiu. No, ale była to praca na kierunku ścisłym, gdzie
              przebywało się w laboratorium od świtu do nocy, a eksperymenty
              pochłaniały dobę po dobie i miesiąc po miesiącu. A po roku okazywało
              się, że nic z tego nie wyszło i trzeba zaczynać od nowa.
              Do tego dochodziło prowadzenie zajęć ze studentami - 60 godzin co
              roku, ale trzeba było zastępować szefa, tak że wychodziło ponad 200.
              Nikt się nie buntował, rozumiejąc, że konieczna jest i praktyka
              dydaktyczna. Tyle, że stypendium (3 tys. zł) plus regularnie, co
              miesiąc wypłacane "zlecone" za realizację swego tematu (dziś można by
              to nazwać grantem) w wysokości 2,1 tys. zł wystarczało na utrzymanie
              się z rodziną w Warszawie.
              • loleklolek_pl Re: to ile sie nalezy? 27.01.10, 09:01
                Tak, to chyba jedna z przyczyn protestu - brak spójności w ocenie, kim właściwie
                doktoranci są. Opinie mieszczą się w przedziale od "student taki sam jak na
                pierwszym roku studiów licencjackich po pełnoprawny pracownik (a właściwie
                mający obowiązki pełnoprawnego pracownika). Na prawdę współczuję wszystkim
                doktorantom, którzy otrzymali polecenie służbowe od szefa (np. w stylu
                "przypilnuj, by w sali laboratoryjnej na komputerze zainstalowano taki i taki
                soft") i przy próbie wykonania tego polecenia otrzymali mniej lub bardziej
                uprzejmą odpowiedź "z doktorantami nie gadamy, bo to tylko studenci".
              • adept44_ltd Re: to ile sie nalezy? 27.01.10, 10:58
                od tamtego czasu wiele się zmieniło, zacząłbym od tego, że na moim kierunku (czy
                w sumie na kilku pokrewnych) dla wszystkich uczelni krakowskich było 10 miejsc
                rocznie...
              • dala.tata Re: to ile sie nalezy? 27.01.10, 11:40
                no ale life is brutal and full of zasadzkas and kopas w dupas.

                moge sie pochylic nad twoim losem, ale nikt nie powiedzial, ze twoj eksperyment
                wyjdzie od pierwszego strzalu. stypednium powinno byc zarezerwowane dla
                absolutnie najlepszych, ktorych uniwersytet widzi jako inwestycje.
                • sanna-ho Re: to ile sie nalezy? 27.01.10, 12:02
                  dala.tata napisał:

                  > stypednium powinno byc zarezerwowane dla
                  > absolutnie najlepszych, ktorych uniwersytet widzi jako inwestycje.
                  >

                  no ale tak nie jest.
                  • dala.tata Re: to ile sie nalezy? 27.01.10, 15:25
                    wiem. i mi sie to nie podoba. i dlatego uwazam, ze placenie wszystkim po rowno
                    nie ma najmiejszzego sensu.
                • chilly Re: to ile sie nalezy? 27.01.10, 16:49
                  A to mnie dala.tata zaskoczył! Nawet nie przypuszczałem, że
                  najzdolniejsi to ci, którym wszystkie eksperymenty się udają, i to za
                  pierwszym podejściem.
                  A ja chciałem tylko powiedzieć, że doktorant jest takim samym
                  pracownikiem naukowym, jak inni jego koledzy. Zgoda, "młodszym
                  pracownikiem naukowym" (jak większość kolegów), ale bardziej
                  zmotywowanym. Choć, wyobrażam sobie, że nie na wszystkich kierunkach.
                  No i nie każdy zapewne doktorant spośród tych tysięcy (dokładnie - 30
                  tysięcy).
                  • dala.tata Re: to ile sie nalezy? 27.01.10, 17:26
                    doktorant nie jest takim samym pracownikiem naukowym, chyba ze ma etat np.
                    asystenta. jelsi nie ma, to jest studentem.

                    stad wlasnie na calym swiecie mowi sie o doktorantach 'PhD student'. jesli
                    myslales ze to taka sciema, zeby duchy go nie porwaly, to tak nie jest.
                    • sanna-ho Re: to ile sie nalezy? 27.01.10, 17:36
                      dala.tata napisał:

                      > doktorant nie jest takim samym pracownikiem naukowym, chyba ze ma etat np.
                      > asystenta. jelsi nie ma, to jest studentem.
                      >
                      > stad wlasnie na calym swiecie mowi sie o doktorantach 'PhD student'. jesli
                      > myslales ze to taka sciema, zeby duchy go nie porwaly, to tak nie jest.
                      >

                      w Polsce mówi się 'uczestnik studiów III stopnia'.
                      Właśnie dlatego, żeby doktorant nie był studentem, czyli żeby nie mógł mieć praw studenckich, ale żeby można było przydzielić mu obowiązki pracownika [np. prowadzenie zajęć] i z nich go rozliczać.
                      • dala.tata Re: to ile sie nalezy? 27.01.10, 17:46
                        ale ja rozumiem, ze sa niuanse i student licenjcackich studiow to nie to samo co
                        dokotrant. to jest oczywiste. nie zmienia to jednak faktu, ze doktorant jest na
                        studiach i nie jest zatrudniony na etacie.
                • flamengista troszkę są niedoinwestowani 27.01.10, 18:44
                  Jeśli dorosłej osobie płaci się 1050 zł miesięcznie, to są to pieniądze które
                  nie wystarczają na utrzymanie się w Krakowie czy Warszawie.

                  Jeśli uniwersytet widzi to jako inwestycję, to słabo inwestuje. A zwrot z takiej
                  inwestycji też będzie mizerny.
                  • dala.tata Re: troszkę są niedoinwestowani 27.01.10, 18:48
                    alez ja sie z tym zgadzam. dlatego uwazam ze nie powinno sie placic doktorantom
                    za studiowanie. fundowani powinni byc najlepsi.

                    dla mnie problem jest w tym, ze uczelnie wykorzystuja drantow jako tania sile
                    robocza. to powinno byc duzo bardziej przejrzyste.
            • dala.tata Re: to ile sie nalezy? 27.01.10, 11:36
              hehe, slabe zajecia na studiach doktoranckich to pewnie powaniejszy problem niz
              na studiach lic. tak czy owak, placenie za zajecia to jest inna sprawa - za
              prace sie placi i tyle.

              natomisat nadal uwazam, ze po prostu stypendium za udzial w sutdiach
              doktoranckih to nieporozumienie. chyba ze to jest pensja za te szystkie rzeczy
              organizacyjne plus zajecia. jesli tak, to kazdy doktorant ma prawo poweidziec:
              nie. nie podobaja mi sie takie warunki pracy, ide gdzie indziej.a doktorat robic
              z wolnej stopy.

              nadal chyba nie widzie problemu.
              • sendivigius Re: to ile sie nalezy? 27.01.10, 16:47
                dala.tata napisał:

                > hehe, slabe zajecia na studiach doktoranckich to pewnie
                powaniejszy problem niz na studiach lic. tak czy owak, placenie za
                zajecia to jest inna sprawa - za prace sie placi i tyle. natomisat
                nadal uwazam, ze po prostu stypendium za udzial w sutdiach
                doktoranckih to nieporozumienie. chyba ze to jest pensja za te
                szystkie rzeczy organizacyjne plus zajecia. jesli tak, to kazdy
                doktorant ma prawo poweidziec: nie. nie podobaja mi sie takie
                warunki pracy, ide gdzie indziej.a doktorat robicz wolnej stopy.
                >
                > nadal chyba nie widzie problemu.
                >
                >


                To ja ci dala objasnie, bo mimo tylu lat w systemie uniwersyteckim
                nie zauwazyles ze nauka nie polega na produkcji zapisanego papieru
                (pardon - publikacjach) tylko na dokonywaniu odkryc naukowych.
                Duzych i malych. Aby dokonac takiego odkrycia w naukach
                doswiadczalnych trzeba spedzic duzo, duzo, duzo, duuuuuuuzo czasu w
                laboratorium albo w terenie. W zwiazku z tym nie ma, ale to
                absolutnie nie ma zadnej mozliwosci zadnej innej pracy na caly etat.
                12 godzin na dobe 365 dni w roku to jest w naukach doswiadczalnych
                dla doktoranta standard. Standard!

                Jezeli teraz uwazasz ze dawanie doktorantowi jakichkolwiek
                niewielkich srodkow na utrzymanie to jest nieporozumienie, to mozesz
                rownie dobrze smialo postulowac zamkniecie wszystkich wydzialow
                fizyki, chemii, biochemii, inzynierii materialowych i tym podobnych.

                Z wolnej stopy to mozna sobie robic doktorac w dziedzinach pierdu-
                pierdu. W scislej nauce tak sie nie da.

                Gdzie ty sie dala uchowales? Naprawde uwierze ze jestes kaktusem.
                • dala.tata Re: to ile sie nalezy? 27.01.10, 17:24
                  sendi, ale wez nie pieprz co? pokaz mi jeden uniwerstytet na swiecie, ktory daje
                  wszystkim swoim doktorantom stypendia. jak mi choc jeden tak pokazesz, to zaczne
                  odszczekiwac.

                  z kolei na kazdym uniwersytecie mozesz dostac stypendium, czasem ufundowane
                  przez uni, czasem jest to grant. i jest konkurs o to stypendium i wygrywa najlepszy.

                  ty nie masz pojecia o nauce i o tym, co sie dzieje nawet wokol ciebie, w
                  najlepszym ze swiatow. jedz ty lepiej pogadaj z kaktusami, one ci przyznaja racje.
                  • sendivigius Re: to ile sie nalezy? 27.01.10, 19:23
                    dala.tata napisał:

                    > sendi, ale wez nie pieprz co? pokaz mi jeden uniwerstytet na
                    swiecie, ktory daj
                    > e
                    > wszystkim swoim doktorantom stypendia. jak mi choc jeden tak
                    pokazesz, to zaczn
                    > e
                    > odszczekiwac.

                    Wlasnie o tym mowie. Sa dziedziny te ktory wymienilem i wiele innych
                    w dziedzinach scislych gdzie 100% doktorantow ma stypendia. To jest
                    tez standard a nie wyjatek. Mala probka ponizej.

                    www.princeton.edu/physics/academics/graduate-program/
                    Pokazalem jeden. Znajdz sobie sam inne a potem zrob to co obiecales.

                    • dala.tata Re: to ile sie nalezy? 27.01.10, 20:00
                      sendi, ale ty znasz angielski? czy ty w najlepszym ze swiatow raczej pracuejsz
                      rekami, a nie glowa. masz cytat:

                      First-year students are supported by university fellowships. In the following
                      years, most students are supported either as assistants in
                      research
                      or as assistants in instruction, while a few are
                      recipients of NSF or other fellowships.


                      stypendia dla wszystkich, sendi? szukaj dalej!
                      • sendivigius Re: to ile sie nalezy? 27.01.10, 20:30
                        Zadzwon i upewnij sie. 100%

                        A co do angielskiego to wlasnie stoi jak wol:

                        "First-year students are supported by university fellowships..."

                        To znaczy tyle ze wszyscy. Zwykle zdanie oznajmujace. Kwalifikator
                        generalny jest niepotrzebny.
                        • dala.tata Re: to ile sie nalezy? 27.01.10, 23:09
                          sendi, a co po tym pierwszym roku, co? dalej stypendium czy nie?
                          • kagan_pl Re: to ile sie nalezy? 29.01.10, 14:26
                            "In the following years, most students are supported either as assistants in research or as assistants in instruction, while a few are recipients of NSF or other fellowships."
                            Innymi slowy: "very few are left without any support".
                  • rysiek_1 Re: to ile sie nalezy? 27.01.10, 19:41
                    > sendi, ale wez nie pieprz co? pokaz mi jeden uniwerstytet na
                    swiecie, ktory daj
                    > e
                    > wszystkim swoim doktorantom stypendia. jak mi choc jeden tak
                    pokazesz, to zaczn
                    > e
                    > odszczekiwac.
                    Tu akurat nie masz racji, bo w Stanach na bardzo wielu uczelniach, w
                    praktyce na wszystkich najlepszych, wszyscy doktoranci dostaja
                    stypandium. Np. w takim jezykoznawstwie do najlepszych programow
                    przyjmuja na studia doktoranckie tylko tylu, ilu moga dac pelne
                    stypendia. W UK tak nie jest, ale w Stanach jak najbardziej, bo w
                    ten sposob moga przyciagnac najlepszych studentow.
                    • dala.tata Re: to ile sie nalezy? 27.01.10, 20:05
                      to ja ciebie tez poprosze o pokazanie mi takiego uniwersytetu, na ktorym wszyscy
                      doktoranci dostaja stypendia.

                      ja nie mam trudnosci z zaakceptowaniem tego, ze w jakims dept., ze wzgledu na
                      jakies umowy itd itd, tak sie moze zdarzyc. ja bym chcial zobaczy choc jeen
                      uniwersytet, na ktroym wszystkim doktorantom placi sie stypendia.

                      natomiast rzeczywiscie masz racje, ze system sie rozni: w UK oczekujemy, ze
                      dokotranci nam beda placic (chyba ze sie ma grant, w ktorym wpisany jest
                      doktorat). w US system jest lepszy - bardziej widza to, ze doktorant
                      kontrybuuje. ale jest to system daleki od tego, ze wszystkim doktorantom placi
                      sie za robienie doktoratu.
                      • rysiek_1 Re: to ile sie nalezy? 28.01.10, 01:59
                        > to ja ciebie tez poprosze o pokazanie mi takiego uniwersytetu, na
                        ktorym wszysc
                        > y
                        > doktoranci dostaja stypendia.

                        Alez juz Ci powiedzialem: topowe uniwerki w Stanach tak robia. Tak
                        jeszcze nie bylo 10 lat temu, ale teraz wszyscy doktoranci maja
                        stypendium na np. Stanfordzie, NYU, Harvardzie, Penn, Yale, UCLA,
                        Berkeley i wielu innych, przynajmniej w jezykoznawstwie, a
                        podejrzewam ze i w innych dziedzinach tez. Uniwerki musza ze soba
                        konkurowac o najlepszych studentow, a najlepsi ida tam, gdzie maja
                        najlepsze warunki, m.in. finansowe.
                    • dr_pitcher Re: to ile sie nalezy? 28.01.10, 02:33
                      rysiek_1:

                      University of Toronto Official Policy:


                      Financial Assistance Info

                      Tekst linka

                      "In 2001 the University of Toronto announced plans to introduce guaranteed
                      funding for qualified graduate students. Since then, most of the Faculty of
                      Medicine's graduate units have made this funding guarantee part of their
                      commitment to their high standards of teaching and research."

                      W praktyce od 2009 dostaja wszyscy
                  • dr_pitcher Re: to ile sie nalezy? 28.01.10, 02:23
                    dala.tata napisał:

                    > sendi, ale wez nie pieprz co? pokaz mi jeden uniwerstytet na swiecie, ktory daj
                    > e
                    > wszystkim swoim doktorantom stypendia. jak mi choc jeden tak pokazesz, to zaczn
                    > e
                    > odszczekiwac.

                    No to zacznij odszczekiwac - University of Toronto na wydzialach "SCience" i
                    medycznym GWARANTUJE stypendia magistrantom i doktorantom
                    Magistrantom na minimum 2 lata, doktorantom na minimu cztery. Nie sa to kokosy
                    (na czysto w granicach $1,300 - 1,800 miesiecznie) ale zyc sie da.
                    Dodam, ze wiekszosc wydzialow na innych uniwersytetach w Kanadzie i Stanach ma
                    podobnie. Doktoranci, owszem staraja sie o dodatkowe stypendia - dla prestizu i
                    dla powiekszenia stypendium.
                    Dodam, ze nie wszedzie pensum jest obowiazkowe a czesto jest platne osobno
                    • dala.tata Re: to ile sie nalezy? 28.01.10, 11:47
                      ja przepraszam, ze jestem upierdliwy, ale mowisz o science i medycynie,a nie o
                      wszytskich.

                      ale akceptuje, ze to, co mowilem, przeczy temu przykladowi, wiec hau hau hau.
                      najwyrazniej moja wiedza o najlepszym ze swiatow jest przestarzala.
      • flamengista to jest właśnie dramat! 27.01.10, 18:40
        Nic się nie należy, bo to studia! Problem polega na tym, że robią się to studia
        masowe. 23-24 latkowie, zamiast pracować masowo dalej studiują. Mało tego,
        uczelnia traktuje ich jako siłę roboczą. Też masową.

        Studenci to studenci - na uczelni mają studiować, a nie pracować za friko.

        Doktoranckie w Polsce to dalszy etap fikcji edukacyjnej w szkolnictwie wyższym.
        Ani prawdziwe studia, ani prawdziwa praca.

        Jeśli już ma być sytuacja taka, jak w obecnym kształcie, to:
        - radykalnie zmniejszyć limity przyjęć
        - ostra selekcja kandydatów
        - stypendia na poziomie 1500-2000 zł na rękę
        - odpowiednie wymagania: prowadzenie zajęć i badań naukowych
        • mirusz Re: to jest właśnie dramat! 27.01.10, 20:50
          Doktoranci to jest zapchajdziura. Służą do wykazywania w statystykach, aby
          sięgać po dotację z ministerstwa i do odwalania roboty dydaktycznej,
          administracyjnej lub robić wyniki publikacyjne instytutu za głodową pensję
          (nazwaną oficjalnie stypendium). Ooo! Żeby tak było... Coraz częściej doktoranci
          nie dostają jednak nic.

          Pytanie jest takie: czemu to służy? Dlaczego ministerstwo utrzymuje taki
          patologiczny system fikcji? Służy to wyłącznie dla zapewniania udawanej "pracy"
          i "przerobu" uczelniom w dobie niżu i innych problemów.

          Uczelnie w większości wcale nie widzą w nich ani inwestycji w późniejszych
          pracowników, ani nie dostarczają kompetencji przydatnych gdziekolwiek poza
          uczelnią. Płacą marne stypendia lub wcale, co nie wynika z głębszej analiz ani
          polityki, a jedynie z przyzwyczajeń i budżetu jednostki.

          "Studia doktoranckie", a co tu studiować? Doktorat to stopień naukowy, a nauka
          to badania, wymiana myśli. To nie jest dostarczenie kilku kilogramów papieru i
          wypełnieniu kart zaliczeń. Nie można uprawiać sensownej nauki (poza wyjątkami)
          nie będąc w jednostkach naukowych. W naukach ścisłych czy przyrodniczych, ale
          nie tylko, ma to sens gdy osoba na co dzień jest w środowisku naukowym, w
          laboratorium, uczy się od doświadczonych badaczy. A z tego się właśnie rezygnuje.
          Ale z drugiej strony nie można mieć złudzeń, że ludzie przed trzydziestką będą
          na garnuszku rodziców, żywiący się kurzem w bibliotece, wciąż zapatrzeni w
          profesora i szczęśliwi, że mogą mu usłużyć, czy poprowadzić ćwiczenia ze
          znudzonymi studentami.
          I nikt nie powiedział, że uczelnie muszą być masowe. To jest problem, ilość, nie
          jakość, tak jest!
          Problem jest też to, że nikt nie zastanawia się czy doktoranci to mają być coś
          jak hobbyści akwariowi, ludzie, których zamierza się wykształcić dla rozwoju
          jednostek naukowych, a może klienci, którym za jakieś pieniądze wystawie się
          "certyfikat", który sobie mają wpisać w CV celem zajęcia lepszej pozycji w
          wyścigu szczurów.
          P.s.
          By być obiektywnym, są dziedziny, w których przygotowane projekty doktorantów,
          którzy się nim poświęcą mogą liczyć na wsparcie grantowe itp.
          • sendivigius Re: to jest właśnie dramat! 28.01.10, 03:29
            > Uczelnie w większości wcale nie widzą w nich ani inwestycji w
            późniejszych
            > pracowników, ani nie dostarczają kompetencji przydatnych
            gdziekolwiek poza
            > uczelnią.


            To jest bardzo cenna uwaga, ktora ministerstwo powinno sobie wziac
            do serca. Pisze ministerstwo bo na rozsadek na poszczegolnych
            wydzialach nie ma co liczyc. W krajach rozwinietych sytacje ratuja
            instytuty badawcze w przemysle, w krajach jak USA dochodzi
            zbrojeniowka, programy kosmiczne. Ale co w Polsce? Uczyc do
            gimnazjum z doktoratem? A po co?
          • eeela Re: to jest właśnie dramat! 28.01.10, 15:54
            > "Studia doktoranckie", a co tu studiować? Doktorat to stopień
            naukowy, a nauka
            > to badania, wymiana myśli. To nie jest dostarczenie kilku
            kilogramów papieru i
            > wypełnieniu kart zaliczeń.


            Nie. To nie jest wypelnianie karty zaliczen, tylko uczenie sie, jak
            prowadzic badania. Nie powiesz chyba, ze studia licencjackie, a
            nawet magisterskie, przygotowuja w pelni do zawodu naukowca.
            • adept44_ltd Re: to jest właśnie dramat! 28.01.10, 16:15
              ale

              1. nie wiem, czy do zawodu naukowca powinny przygotowywać studia... kiedyś ich
              nie było...
              2. nie przygotowuję i tak do zawodu naukowca (też z powodu niskiego poziomu
              studiów magisterskich), gdyż nie ma tego zawodu... nie ma w nim pracy dla
              absolwentów
            • mirusz Re: to jest właśnie dramat! 29.01.10, 12:48
              eeela napisała:
              > Nie. To nie jest wypelnianie karty zaliczen, tylko uczenie sie,
              jak
              > prowadzic badania.

              Ale tego przede wszystkim uczy próba uprawiania nauki, udział w
              badaniach, pomocy kolegom i obycie w tym.
              Nie da się nauczyć uprawiania nauki poprzez 30h wykłat pt. "Jak być
              naukowcem"

              >Nie powiesz chyba, ze studia licencjackie, a
              > nawet magisterskie, przygotowuja w pelni do zawodu naukowca.

              A czemu służą studia doktoranckie, gdzie w coraz mniejszym stopniu
              doktoranci skupiają się na badaniach...? Czemu w ogóle służą masowe
              studia doktoranckie, kształceniu "mas naukowych"...?
        • zimnozimno1 Re: to jest właśnie dramat! 28.01.10, 12:43
          obserwuje to forum od jakiegos czasu,poniewaz bardzo mnie pasjonuje
          kierunek ktory wlasnie koncze.Jednak po przeczytaniu tych postow
          slabo mi sie robi.Na studiach zaczelam prace w korporacji,dzis mam
          duze doswiadczenie,idealne warunki pracy i rozwoju,jestem
          szanowana.Doktorat rozumialam zawsze jako
          rozwoj,badania,doswiadczenia,dyskusje, i szczerze,boje sie tego o
          czym piszecie.
          • adept44_ltd Re: to jest właśnie dramat! 28.01.10, 12:48
            ale czego, spróbuj to wypowiedzieć?
            • zimnozimno1 Re: to jest właśnie dramat! 28.01.10, 13:14
              nie boje sie ciezkiej pracy,ani krytyki.Mam na mysli droge
              traktowania osob ktore robia doktorat,czytam i nie wierze,w jaki
              sposob sa wykorzystywani.Wedlug mnie ten etap rozwoju powinien byc
              traktowany inaczej niz studia lic. czy mgr.
              • dala.tata Re: to jest właśnie dramat! 28.01.10, 13:19
                i jest. ale to wszsytko zalezy od wielu rzeczy. co wiecej, to 'wykorzystywanie'
                naprawde nie jest praca niewolnicza. po drugie ma swoje dobre strony - nabierasz
                doswiadczenia w pracy akademickiej.
                • adept44_ltd Re: to jest właśnie dramat! 28.01.10, 13:31
                  dodałbym, że to wykorzystywanie jest nie tyle wykorzystywaniem przez uczelnię,
                  ile przez ministerstwo, które tak, a nie inaczej finansuje uczelnie.
                  Podejrzewam, że gdyby doktoranci odmówili powszechnie różnych prac na
                  uniwersytetach, okazałoby się, ile etatów brakuje. A na te nie ma środków...
              • adept44_ltd Re: to jest właśnie dramat! 28.01.10, 13:28
                ale problem, niestety, jest szerszy, gdyż:
                pytanie numer jeden jest takie, czy nas stać (i nie tylko w sensie ekonomicznym)
                na pojawienie się masowych studiów trzeciego stopnia???
                społeczeństwo masowo zdoktoryzowane nie będzie w niczym lepsze od
                niezdoktoryzowanego... pracy dla osób z doktoratami nie ma i bardzo długo nie
                będzie (i tu szykuje się katastrofa - brak naukowców za parę bądź więcej lat), a
                jeśli ktoś chce robić doktorat dla własnej satysfakcji, to dlaczego
                społeczeństwo ma to opłacać, zwłaszcza, jak nie ma pieniędzy na badania?
                • zimnozimno1 Re: to jest właśnie dramat! 28.01.10, 14:43
                  bez przesady,studia lic czy mgr tez ludzie robia i nikt ich nie pyta
                  czy robia to dla wlasnej satysfakcji czy z innych
                  powodow.spoleczenstwo placi.wazne co z tego wynika.bardziej sklaniam
                  sie do twierdzenia ze duzo osob mysli ze doktorat ulatwi im
                  kariere,co jest totalna bzdura,tak jak wiara w to ze kilka kierunkow
                  na raz sprawi,ze ktos bedzie mial lepsza prace
                  • adept44_ltd Re: to jest właśnie dramat! 28.01.10, 15:05
                    obawiam się, że dyskusja powinna objąć cały, mocno patologiczny, system
                    edukacji, różnica najprostsza jest jednak taka, że przy modelu studiów III
                    stopnia ludzie nie pracują (nie zarabiają, nie składają...etc.) do mniej więcej
                    29 roku życia... i nic z tego nie wynika... i również w związku z tym, co
                    piszesz... (totalna bzdura)
                    • zimnozimno1 Re: to jest właśnie dramat! 28.01.10, 15:18
                      a ktos tutaj wczesniej pisal ze wiekszosc jednak pracuje,to jak to
                      jest?
                      • adept44_ltd Re: to jest właśnie dramat! 28.01.10, 15:26
                        jak pracuje, to nie pisze... tak się pozbyłem najzdolniejszego doktoranta...
                        • zimnozimno1 Re: to jest właśnie dramat! 28.01.10, 15:36
                          :(
                          • adept44_ltd Re: to jest właśnie dramat! 28.01.10, 15:40
                            otóż i to...

                            dlatego wróciłbym do pomysłu: granty dla najlepszych i zatrudnianie na
                            stanowisku asystenta, a reszta, proszę bardzo, ale na własny rachunek
                      • mirusz Re: to jest właśnie dramat! 29.01.10, 12:56
                        > a ktos tutaj wczesniej pisal ze wiekszosc jednak pracuje,to jak to
                        > jest?

                        Większość pracuje, bo musi. Jeśli ktoś pracuje, to zwykle doktorat
                        jest zaniedbywany. Wtedy mamy statystycznie 40 doktorantów, a tak na
                        prawdę garstka jest w stanie się poświecic jakimkolwiek badaniom i
                        pisaniu jako tako...
                  • mr.mud Re: to jest właśnie dramat! 29.01.10, 16:51
                    prawda jest jeszcze inna. Fakt, że masowo zwiększy się ilość ludzi z papierkiem doktora wcale nie świadczy o zwiększeniu potencjału społecznego. Jest też 2 strona medalu - ten nowy narybek to często w bardzo wąskiej dziedzinie oderwanej od rzeczywistości technokraci.

                    A gospodarka potrzebuje specjalistów pełną gębą. Właśnie w chwili obecnej spotykam się z problemem, bo po raz kolejny nie ma kto wykonać naszego projektu - wszyscy kompetentni fachowcy powymierali albo ich pozwalniano. W efekcie przewiduję za kilka lat upadek resztek infrastruktury projektowo-badawczej.

                    W naukach technicznych poważna grupa świeżo upieczonych doktorów nie potrafi stworzyć tego, co było normą dla inżyniera w latach 80-tych. I to jest problem . A apetyty rosną...
          • dala.tata Re: to jest właśnie dramat! 28.01.10, 13:10
            doktorat to byla dla mnie kapitalna przygoda intelektualna. ale to nie znaczy ze
            wszystko bylo super hiper. zdecydowanie nie bylo. ale dzisiaj rowniez poszedlbym
            na to wszystko, nawet wiedzac o wszystkich frustracjach ktroe mnie czekaja.
    • ford.ka Jaki powiedzieli, tak zrobili 28.01.10, 14:01
      www.gazetawroclawska.pl/fakty24/214635,wroclaw-strajkowali-doktoranci-z-uniwersytetu-wroclawskiego,m,8,id,t,z,no.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka