flamengista
11.04.10, 19:34
Jest dobra zasada: o zmarłych mówimy dobrze, albo nie mówimy wcale.
Odnoszę wrażenie, że od wczoraj należy ją poprawić z myślą o dziennikarzach: o
zmarłych piszemy dobrze, a jak nie mamy do tego przekonania, to znacznie
lepiej jest nic nie napisać.
Wiadomości śledzę pobieżnie, ale właśnie dowiaduję się że w samolocie lecieli
sami mężowie stanu, politycy życzliwi, kulturalni, dobrego serca, życzliwi,
kochający dzieci i zwierzęta, uczciwi, pracowici, nie wykorzystujący swoich
przywilejów do celów prywatnych, poświęcający swoje życie misji publicznej.
Jest to bardzo ciekawe, bo wcześniej - w relacji tych samych dziennikarzy -
byli to mali ludzie, quasi-faszyści, knujący przeciwko polskiej demokracji,
zwolennicy konserwatywnego ciemnogrodu, ludzie źli i podstępni, zaślepieni władzą.
Tu mamy tego przykład:
krakow.gazeta.pl/krakow/1,35798,7758651,Zbigniew_Wassermann__Martwil_sie__ze_zaspi_na_samolot.html
Nie wiem, może czegoś nie rozumiem. Ale albo podczas feralnego lotu 154 doszło
wcześniej do cudu i źli zmienili się w dobrych, albo mamy do czynienia z
piramidalną, nie mającą w dziejach polskiego dziennikarstwa hipokryzją.