Dodaj do ulubionych

ciamciurinek strikes back

24.05.10, 17:21
Tekst
linka


"Nowy zapis w regulaminie Uniwersytetu Przyrodniczego mówi, że osobę, która
nie odbyła zagranicznego stażu naukowego, na stanowisko adiunkta można
zatrudnić tylko na dwa lata. W tym czasie musi ona spędzić co najmniej jeden
semestr w zagranicznym ośrodku badawczym, na uniwersytecie lub w instytucie
naukowym. Jeśli nie spełni tego warunku, umowa nie zostanie przedłużona."
Obserwuj wątek
    • dala.tata Re: ciamciurinek strikes back 24.05.10, 17:59
      tak z ciekawosci zapytam: ciekawe, kto zaplaci za te wizyty.
    • flamengista zabawne 24.05.10, 18:54
      CytatCiągle dostajemy propozycje staży naukowych z uczelni z Niemiec, ze
      Szwajcarii, z Kanady. Jednak stosunkowo niewiele osób z nich korzysta


      Rozumiem, że leżą propozycje: pojedź do Kanady, popracuj 6 miesięcy, zdobywając
      doświadczenie i zarabiając prawdziwe pieniądze - i źli, młodzi naukowcy nie
      korzystają?

      U nas są 2-3 stypendia wynikające z umów partnerskich z solidniejszymi
      uczelniami na Zachodzie i są oblegane. A są to stypendia nie półroczne, a góra
      2-miesięczne.

      I jeszcze jedno: już widzę, jak profesorowie wypychają masowo swoich młodych
      pracowników, by ci robili zagraniczne staże. Ciekawe, kto będzie obrabiał dydaktykę?

      To rozwiązanie jest tak absurdalne, że trudno je komentować. Ja na szczęście mam
      8-letnią umowę i może wyjadę na paromiesięczne stypendium. Ale nie
      dlatego, że muszę. A dlatego, że chcę.
    • kaguya1982 Re: ciamciurinek strikes back 25.05.10, 09:47
      Wyjazd na stypendium za granice jest trudny - szczegolnie jak sie ma
      zobowiazania rodzinne (nie tylko dziecko, ale tez chora matke czy partnera/ke).
      Ale nie bardzo sobie wyobrazam jak mozna prowadzic nowoczesne, wartosciowe
      badania bez kontaktow miedzynarodowych (przynajmniej w mojej dzialce).

      Jest mnostwo programow i stypendiow na ktore mozna aplikowac niezaleznie od umow
      dwustronnych uczelni. A kto nie jest wystarczajaco dobry zeby sie na cos takiego
      dostac, nie powinen pracowac na uczelni.
      • dala.tata Re: ciamciurinek strikes back 25.05.10, 10:31
        kontakt miedzynarodowy to niekoniecznie wyjazd. przy dzisiejszym
        natmychmiastowym kontakcie z calym swiatem, wyjazd staje milym dodatkiem, jesli
        ktos chce. co wiecej, jak slusznie zauwazylas, jest cala masa powodow, dla
        ktorych mozna nie moc wyjechac. dodalbym tylko, ze chorowac moze rowniez ojciec,
        nie tylko matka. co wiecej, wystarczajaco dobry pracownik to taki, ktory
        publikuje w miedzynarodowych pismach i zdobywa granty, a nie taki, ktory
        wyjezdza na stypendium.

        nawiasem mowiac, w drugim najlepszym ze swiatow, czyli w UK, nie ma takiego
        obowiazku, nie slyszalem o takim zwyczaju nawet.

        obawiam sie, ze w konkretnym przypadku bedzie to sposob na dodatkowa i
        nieuczciwa selekcje pracwonikow. zreszta absurdem byloby zatrudnienie kogos, kto
        byl na stypendium, ale nie ma pulikacji, a nie kogos, kto nie byl, ale ma dobre
        publikacje.
        • adept44_ltd Re: ciamciurinek strikes back 25.05.10, 10:48
          może by w UK wprowadzić obowiązkowy staż w PL - jak ktoś przetrwa 5 lat i
          pozostanie naukowcem (oczywiście na zatrudniony na naszych warunkach) ma
          dożywotnią profesurę...
          • dala.tata Re: ciamciurinek strikes back 25.05.10, 11:00
            to ja bym proponowal juz staz na Seszelach lub Malediwach.
      • niewyspany77 Re: ciamciurinek strikes back 25.05.10, 10:37
        nikt nie kwestionuje tego, ze w przyrodniczych wlasnie tak trzeba. problemem
        jest a) totalny brak mozliwosci planowania swojej kariery, bo co chwila zmienia
        sie realia, i niestety na gorzej b) po dupie dostaja mlodzi, c) uczelnia
        zaklada, ze po pol roku adiunkt grzecznie wroci i bedzie sie staral o prace za
        ca 2500. I te ostatnie jest chyba najfajniejsze - zostana ci, ktorzy z roznych
        wzgledow nie moga podjac pracy na zachodzie, lub ich tam nie chca, tak przypuszczam.

        • kaguya1982 Re: ciamciurinek strikes back 25.05.10, 11:08
          Zgadzam sie podwojnie.

          W naukach przyrodniczych trzeba: bez tego nie mozna nauczyc sie nowych metod,
          posiedziec nad probkami, przedyskutowac porzadnie wynikow.

          W sumie dochodze powoli do wniosku ze lepiej miec jakas strategie rozwoju ktora
          nie jest idealna, niz nie miec zadnej i sie rzucac z jednego pomyslu do drugiego
          (co wlasnie uniemozliwia jakiekolwiek rozsadne planowanie).
      • pfg Re: ciamciurinek strikes back 25.05.10, 15:16
        kaguya1982 napisała:

        > kto nie jest wystarczajaco dobry zeby sie na cos takiego
        > dostac, nie powinen pracowac na uczelni.

        Tak sobie zapewne twórcy tych zasad myśleli i jak już tu inni
        napisali, w naukach ścisłych i przyrodniczych nie mam obiekcji co do
        samej zasady. Gorzej będzie z realizacją, bo to, czy jakiś kandydat
        jest tuż po doktoracie (!) "wystarczająco dobry", zależy nie tylko od
        tej osoby - także od poziomu doktoratu, tematyki badawczej, którą
        człowiek się zajmuje, publikacji, jakich się dorobił pracując nad
        doktoratem, a to wszystko - szczególnie w naukach ścisłych i
        przyrodniczych! - zależy od promotora i grupy badawczej, w której
        człowiek dotąd pracował. W dodatku zasada ma być mechanicznie
        rozciągnięta także na inne dyscypliny, niż ścisłe i przyrodnicze.

        Jest tu także pewna niepokojąca asymetria, na którą nikt bodaj nie
        zwrócił jeszcze uwagi. Otóż UAM (i Ministerstwo) wymagają od młodych
        polskich doktorów wyjazdów zagranicznych. A jak jest z przyjazdami do
        Polski? Polska nauka, ze względu na niedofinansowanie,
        niedofinansowanie, niedofinansowanie i kilka innych czynników, takich
        jak struktura organizacyjna, postawa (części) środowiska i różne inne
        zaszłości, jest w pozycji klienckiej wobec nauki światowej. W
        zasadzie prosimy, żeby ktoś przyjął naszego postdoca, nie oferując
        nic w zamian. Dopiero gdy Polska będzie na *mniej więcej równych
        prawach*, proporcjonalnych, powiedzmy, do naszego potencjału
        demograficznego, uczestniczyć w wymianie naukowej, gdy ludzie będą
        także do Polski przyjeżdżać, a, wtedy okaże się, że możliwości
        wyjazdowych jest znacznie więcej i jeśli ktoś nie wyjedzie, będzie
        można z dużym prawdopodobieństwem uznać, że albo jest kiepski, albo
        mu nie zależy. Ale do tego czasu musi jeszcze wiele wody w Wiśle
        upłynąć. I nie mam tu na myśli powodzi.
        • dala.tata Re: ciamciurinek strikes back 25.05.10, 15:36
          mysle ze pfg ma racje, z owym 'klienckim' podejsciem. ale mnie to nie martwi tak
          bardzo.

          bez szeroko zakrojonego systemu, programu, postdokow (z realistycznymi
          funduszami dla jednostek), takie wymagania sa nierealne. pomijam juz, ze chcemy
          skokowo wprowadzic cos, co jest obce poslkiej kulturze akademickiej. bez
          sensownego przygotowania logistycznego, nie da sie tego zrobic.
          • pfg Re: ciamciurinek strikes back 25.05.10, 15:47
            dala.tata napisał:

            > cos, co jest obce poslkiej kulturze akademickiej

            Ja wiem, że ja TEŻ jestem nudny, ale to jest raczej kwestia
            dyscypliny niż polskości. W fizyce - etc, wiadomo.
            • dala.tata Re: ciamciurinek strikes back 25.05.10, 15:57
              akceptuje, niech tak bedzie. problem w tym, zeby mogli w tym wszystkim brac
              udzial rowniez fizycy nie tylko z elitarnych uczelni. zeby rowniez dla nich nie
              konczylo sie to tylko na wiedzy, ale jeszcze zeby ta wiedza mogla sie przelozyc
              na realistyczna okazje.


              pfg napisał:

              > Ja wiem, że ja TEŻ jestem nudny, ale to jest raczej kwestia
              > dyscypliny niż polskości. W fizyce - etc, wiadomo.
    • yellow_tiger Re: ciamciurinek strikes back 25.05.10, 12:52
      Tak samo jest w Karolinska Institute tylko bardziej. Mało tego nie dostaniesz tu nawet postdoc'a jeśli doktorat nie był robiony gdzieś indziej. Żadna stała pozycja nie jest możliwa bez uprzedniego praktykowania zagranicą (czytaj postdoc bądź doktorat zrobiony zagranicą). Specjalnie się dopytywałem, czy można zrobić postdoc'a powiedzmy na uniwerku w Lundzie i dostać stalą pozycje w KI, odpowiedź była krótka "nie". Reasumując robisz doktorat na KI i chcesz w przyszłości tu pracować to musisz wyjechać zagranicę. Podejście ze wszech miar słuszne i godne naśladowania.
      • dala.tata Re: ciamciurinek strikes back 25.05.10, 14:27
        no to sie nie zgadzamy. mysle ze wyjazd za granice jest czyms pozytywnym, jednak
        robic z niego obowiazek to nieporozumienie.

        Niestety w naszej brytyjskiej parametryzacji wyjazdy sie nie licza, licza sie
        publikacje i granty. i jesli ktos potrafi sie publikowac w najlepszych pismach,
        co za roznica, czy wyjedzie czy nie.
        • chilly Re: ciamciurinek strikes back 25.05.10, 14:57
          Za rok wejdą "reformy" Pani Minister i większość adiunktów będzie miała
          dwa lata na "dokończenie" habilitacji. Za trzy lata będzie duuużo
          wolnych etatów na uczelniach.
          No, chyba, że reformy nie wejdą.
        • yellow_tiger Re: ciamciurinek strikes back 25.05.10, 15:05
          Nauka polega m.i.n. na wymianie doświadczeń. W przyrodniczych wymiana doświadczeń z definicji nie może polegać tylko na przeczytaniu maila, trzeba też od czasu do czasu pomachać pipetą, postukać przy synchrotronie czy ustawić obliczenia. W każdym labie robi się to trochę a czasami zupełnie inaczej i tych różnic nie wyłapiesz w publikacjach czy w mailach. Po prostu trzeba pojechać i zobaczyć jak to się robi gdzie indziej. Z natury rzeczy większe różnice będą pomiędzy labami w powiedzmy Warszawie i Berlinie niż pomiędzy Warszawą i Gdańskiem. Z czego wynika dość proste spostrzeżenie, że jeśli chcesz się nauczyć robić coś nowego/spróbować innych technik to powinieneś wyjechać zagranice. Abstrahuje już od faktu, że bardzo często jest po prostu tak, że jakiś lab ma doświadczenie w jakieś działce w której twój lab tego doświadczenia po prostu nie ma. Do tego dochodzi cała otoczka p.t. inna kultura pracy, inne priorytety czy inny osprzęt i inne rozwiązania tych samych problemów.

          Niestety w naszej brytyjskiej parametryzacji wyjazdy sie nie licza, licza sie publikacje i granty.
          Rozumiem, że to jest złoty standard...

          i jesli ktos potrafi sie publikowac w najlepszych pismach, co za roznica, czy wyjedzie czy nie.
          No fakt jeśli ktoś z definicji wie wszystko na dany temat to nie potrzebuje się niczego nowego uczyć... Może do południa machnąć Nature, popołudniu Science a w czasie przerwy na kawę PNAS'a...
          • dala.tata Re: ciamciurinek strikes back 25.05.10, 15:17
            yellow, ty tak zawsze: albo sie zgadzam, albo bedziesz protekcjonalny tak? ja
            wiem, ze ty wiesz (i z cala pewnoscia nie ja), na czym tak naprawde polega nauka
            i bardzo sie ciesze, ze wreszcie moglem sie o tym od ciebie dowiedziec.

            rozumiem tez, ze wszyscy w w UK nie dorastamy do twojej wizji i po prostu sie
            mylimy sie, tak? bo nie ma obowiazku wyjezdzaania za granice i mozna dodac be
            tego etat. i tak naprawde teraz powinnismy patrzec na Karolinska Institut i
            Uniwersytet przyrodniczy we Wroclawiu jako na absolutna czolowke swiatowych
            standardow nauki. po prostu wyprzedzaja swoj czas. moge sie tylko zastanawiac,
            ile jeszcze jest takich ultrajednostek naukowych. i przewiduje natychmiastowe i
            blyskawiczne piecie sie Uniwerstyetu Przyrodniczego we Wroclawiu w rankingach.
            Niech te durnie z Oxfordu i Cambridge drza! Przyrodnicy z Wroclawia rzadza!

            i to raczej ty mowisz o zlotych standardach yellow, po raz kolejny chcac zmuszac
            ludzi do tego, zeby robili jak ty uwazasz - obowiazek to zmuszanie nie?

            i na koniec, nikt nie mowi o tym, ze sie juz wszystko wie. jednak nie sadze,
            zeby jedynym sposobem nauki byl postdoc zagranica.
            • yellow_tiger Re: ciamciurinek strikes back 25.05.10, 15:23
              Powiem tyle najpierw sobie sprawdź co to jest KI a potem pisz. Resztę wpisu
              pozostawię bez komentarza jako że ma się nijak do tego co napisałem.
              • dala.tata Re: ciamciurinek strikes back 25.05.10, 15:29
                a co ma piernik do wiatraka? to moze ty sobie sprawdz co to jest Oxford i
                Cambridge, a potem sie wyzlosliwiaj na temat zlotych standardow. niespecjalnie
                wiem, co takiego napisalem, co sie 'ma nijak'.

                mnie po prostu nie odpowiada wskazywanie jednej instytucji, jakkowliek
                zasluzonej, jako wzorca do postepowania dla wszystkich wokolo. glownie dlatego,
                ze yellow tiger tak uznal.
                • kaguya1982 Re: ciamciurinek strikes back 25.05.10, 15:57
                  Ocho - znowu sie zaczyna...

                  dala.tata - w naukach przyrodniczych "wyjezdzanie" (z rozsadnym planem, do
                  dobrych placowek) jest znacznie wazniejsze niz w naukach spolecznych. Znacznie.
                  I moje ponizsze uwagi tycza sie tylko nauk przyrodniczych - bo nie czuje sie
                  kompetentna do wypowiadania sie o sytuacji na fizyce teoretycznej lub
                  jezykoznawstwie.

                  Bez wyjazdu zagranicznego na pewno rowniez da sie prowadzic wartosciowe badania,
                  ale jest to znacznie. znacznie mniej prawdopodobne. I wymaga zakladania
                  ponadprzecietna inteligencje i/lub udzial w najlepszych grupach badawczych w
                  polskich laboratoriach. Ale moje doswiadczenie wskazuje na to ze (o ile ktos nie
                  jest absolutnym geniuszem ktory sam sobie skonstruuje aparature badawcza, ja
                  skonfiguruje tak zeby przystawala do aparatury w innych laboratoriach, a
                  nastepnie bedzie umial jej uzywac tak ze inni beda akceptowac wyniki) to
                  jej/jego wyniki sa znacznie slabsze.

                  Pozatym w naukach przyrodniczych na takich wyjazdach wyrabia sie kontakty. W
                  wielu przypadkach wspolprace mozna nawiazac na konferencji. Ale w innych niemal
                  konieczne jest zobaczenie jak ktos pracuje - na zywo. Bo trzeba zyskac zaufanie
                  ze wyprodukowane wyniki sa naprawde dobrej jakosci - ze wie sie jak skalibrowac
                  urzadzenia, ze wie sie jak wychwycic blad. Inaczej cala grupa badawcza jest w
                  porzadnych klopotach.

                  Nie jestem zwolennikiem odgornych nakazow pod kara zwolnienia. Jezeli ktos jest
                  geniuszem i sobie radzi bez wyjazdu - to nalezy dac mu spokoj i wsparcie. Ale
                  dla absolutnej wiekszosci ludzi pragnacych pracowac w naukach przyrodniczych
                  taki wyjazd jest absolutna koniecznoscia.
                  Odgorny nakaz wyjazdow zapewne nie spowoduje ze wszyscy beda wracac geniuszami z
                  mnostwem kontaktow i nowych umiejetnosci. Ale w ten sposob przynajmniej
                  niektorzy naucza sie czegos nowego, podszkola jezyk i zdobeda jakies powiazania.
                  • dala.tata Re: ciamciurinek strikes back 25.05.10, 16:03
                    wydaje mi sie, ze ja wlasnie to powiedzialem i nie kwestionuje niczego, co mowisz.

                    ja tylko protestuje przeciwko obowiazkowi (szczegolnie w dzisiejszej Polsce) i
                    mowie, ze nalezy miec system, ktory pozwoli wszystkim na okazje, bo skorzystac,
                    a nie tylko tym, ktorzy akurat pracuja, powiedzmy, u pfg. i tyle.
                    • kaguya1982 Re: ciamciurinek strikes back 25.05.10, 16:17
                      Problem w tym ze wiekszosc znanych mi doktorantow (no przyznam sie - w czesciowo
                      wliczajac mnie) robi cos tylko jak ma noz na gardle - np. w postaci wymaganego
                      corocznego uczestnictwa w konferencjach. I wtedy powstaja kolejne rozdzialy
                      pracy i siedzi sie godzinami w laboratorium.

                      Chociaz z drugiej strony przyznaje ci racje ze obowiazek uczestnictwa w
                      konferencjach jaki jest przynajmniej na UW jest absolutnym szalenstwem. Dzisiaj
                      wyglada to tak ze ludzie jezdza tam gdzie jest taniej (no bo przeciez szans na
                      dofinansowanie z uniwerku nie ma) a nie tam gdzie warto sie pokazac.
                      System wymaga poprawy. Pilnie :P
                      • dala.tata Re: ciamciurinek strikes back 25.05.10, 16:26
                        zaraz zaraz, ale ty mowisz o postdokach czy o konferencjach? bo ja rozumialem,
                        ze ty mowisz o postdokach. udzial w konferencjach to zupelnie inna sprawa i
                        nieporownywalna z postdokiem.

                        jednak dla mlodych uczonych udzial w kofnerencjach, szczegolnie miedzynarodowych
                        jest jak najbardziej pozadany. znow, nie poweidzialbym, ze to obowiazek, bo ja
                        rozumiem ludzi, ktorzy nie chca wystepowac na konferencjach (i zupelnie nie
                        przekonuje mnie to, ze naukowiec musi umiec brac udzial w debacie na
                        konferencji). zakladajac ze doktorant czy swiezo upiecozny doktor ma ochote na
                        wyjazd, przyjeli mu tekst na porzadna konferencje, to wedlug mnie powinien byc
                        traktowany priorytetowo jesli idzie o forse na taka konferencje.
                        • kaguya1982 Re: ciamciurinek strikes back 25.05.10, 16:39
                          Dyskusja dotyczy postdockow - mowilam wiec o postdockach. Tutaj to tylko taki
                          maly off-topic - zwiazany jednak wg mnie z tematem.

                          Wymog zaliczenia 3 konferencji w roku na moim starym wydziale na UW wprowadzili
                          bodajrze 3 lata temu. Przedtem byla wolnosc jak ktos mial cos do powiedzenia to
                          jechal, jak nie mial warunkow (np. pieniedzy - bo konferencja zwykle kosztuje
                          conajmniej tyle ile miesieczne stypendium) albo checi to nie jechal. Wolnosc
                          byla (tak jak teraz do postdockow)

                          Potem sie do zmienilo i nadeszlo obowiazkowe zaliczanie konferencji i z
                          jednej strony jest lepiej
                          - bo ludzie chcac nie chcac jezdza po swiecie i sa
                          mobilizowani do szybszego i lepszego prowadzenia badan - bo to jednak obciach z
                          siebie zrobic idioteprzed obcymi ludzmi, a zdrugiej gorzej bo ludzie
                          musza wydawac pieniadze nie tylko z marnych stypendiow na konferencje ktore w
                          wiekszosci nie maja sensu (n.p. konferencja mlodych doktorantow ze wszystkich
                          dziedzin - gdzies na ukrainie - popularna bo wpisowe tylko 25 euro a do tego
                          spanie tanie). Niestety, w wiekszosci przypadkow jest to wylacznie wyjazd
                          pozorowany i ma bardzo maly przeklad na wartosc naukowa.

                          Tak wiec obowiazkowe postdocki z jednej strony sa zlym pomyslem (bo wiele ludzi,
                          ktorzy z pewnych powodow sie do tego nie przygotuja odpowiednio po prostu
                          przeczeka te 2-6 miesiecy za granica - a osrodek zostanie wybrany poprzez
                          analize najlepszych polaczen transportowych z miejscem zamieszkania doktora) a z
                          drugiej dobrym (bo czesc ludzi zapewne wykorzysta okazje do tego zeby sie jednak
                          czegos nowego nauczyc).

                          Tak wiec sa plusy dodatnie i plusy ujemne. :)
                          • adept44_ltd Re: ciamciurinek strikes back 25.05.10, 16:49
                            otóż i to - jeśli nie ma odpowiednio rozwiniętej bazy, nadbudowa szwankuje, jak
                            powiada klasyk...

                            przepisy nakazują publikować - publikuje się mnóstwo bezwartościowych pozycji,
                            przepisy nakazują jeździć na konferencje - jeździ się, na najtańsze i
                            niepotrzebne...

                            itd..., może kiedyś dotrze do kogoś, że zarządzeniem i niedofinansowaniem daleko
                            nie zajdziemy
                          • dala.tata Re: ciamciurinek strikes back 25.05.10, 16:55
                            to jest dla mnie kwintesencja tego co powiedzialas:

                            konferencja mlodych doktorantow ze wszystkich
                            dziedzin - gdzies na ukrainie - popularna bo wpisowe tylko 25 euro a do tego
                            spanie tanie


                            calkowite nieporozumienie (to nie znaczy, ze nie moze na Ukrainie byc dobrych
                            konferencji). wybor konferencji, bo jest tania i tanie jest spanie jest
                            nieporozumieniem i tyle. i tak sie koncza obowiazki, szczegolnie w Polsce, gdzie
                            po prostu nie ma forsy na regularne wysylanie mlodych ludzi po swiecie (na
                            profesorow moze jest, nie wiem, jednak w ich wypadku, to jest kwestia turystyki
                            konferencyjnej - niewatpliwei wazny aspekt naszej dzialalnosci).

                            jelsi juz musza byc obowiazki, to ja widze dwa: doktorat (nawiasem mowiac, jeden
                            z najwybitniejszych ludzi w mojej waskiej dziedzinie, doktorat zrobil jakis czas
                            po mnie (choc jest dobre 20 lat starszy), bo w UK bylo to niepotrzebne). drugi
                            to ocena dorobku w pewnym momencie kariery. u nas sie to nazywa habilitacja.

                            reszta to kwestia praktyk, w jednej dyscyplinie jest tak, w innej inaczej. a
                            wszytko opiera sie na zasadzie: usually, normally....
            • pfg Re: ciamciurinek strikes back 25.05.10, 15:42
              dala.tata napisał:

              > yellow, ty tak zawsze: albo sie zgadzam, albo bedziesz
              > protekcjonalny tak?

              Która to postawa jest tobie, dala, całkowicie obca. No gdzieżby. W
              żadnym wypadku.

              > jednak nie sadze,
              > zeby jedynym sposobem nauki byl postdoc zagranica.

              Ale w naukach ścisłych i przyrodniczych tak właśnie jest: postdoc za
              granica (bądźmy precyzyjni, żeby objąć też przypadek Stanów: postdoc
              z dala od macierzystej uczelni) jest, poza bardzo niewielką liczbą
              przypadków, koniecznym elementem kariery akademickiej. Jeśli nie
              postdoc, to inny dłuższy wyjazd naukowy. I owszem, jak najbardziej
              dotyczy to także Oxfordu i Cambridge. Zapewne nie jest to jednak
              zapisane w żadnych regulacjach, bo pisanie oczywistości uchodzi za
              rzecz redundantną.
              • dala.tata Re: ciamciurinek strikes back 25.05.10, 15:54
                ale ja nie mam trudnosci zadnych z tym, ze poweidziec: wprowadzamy postdoca do
                Polski, musisz miec element kariery, ktory polega na tym, ze pozadane jest
                spedzic jakis czas poza swoja uczelnia. i tyle.

                jednak zeby to zrobic, nalezy miec system, ktory jest w stanie to sobie poradzic
                z odopowiednia iloscia ludzi chcacych dokonac takiej wolty w karierze. nie mozna
                ludziom ppo prostu powiedziec: radzcie sobie, jezdzcie na postdoki.
                • charioteer1 Re: ciamciurinek strikes back 25.05.10, 16:13
                  W znacznej czesci nauk spolecznych postdokow po prostu nie ma, nie ma takiego
                  zwyczaju. Mozna wyslac kogos na staz, ale jak dala napisal na samej gorze watku,
                  trzeba za to uczelni przyjmujacej zaplacic.
                  • em_i3 Re: a ja nie pojadę... 25.05.10, 23:04
                    a ja nie pojadę :-)
                    po pierwsze,na półroczny wyjazd uczelnia mi proponuje 4000 zł/m-c.
                    no, za 1000E to trochę ciężko się utrzymać
                    po drugie - nikt nie dofinansuje przez ten czas mojej rodziny
                    po trzecie - nie widzę powodu by dla "kariery" (jeśli jej wyznacznikiem jest
                    wyjazd, opuszczać na pół roku dwoje małych dzieci, lub ewentualnie brać ich ze
                    sobą ze to 1000E
                    po czwarte - moi znajomi po fachu, którzy wyjechali - jakoś nie wracają...
                    Po piąte - no cóż, jeśli trzeba..., ale żaden z zatrudnionych u nas adiunktów na
                    pewno nie wyjedzie...

                    Z mojej strony to wygląda tak: jeśliby moja uczelnia zażądała ode mnie wyjazdu
                    na pół roku - poszukam nowej pracy, w końcu przez te parę lat zrobiłam doktorat,
                    specjalizację, parę uprawnień i umiem uruchomić spore laboratorium. Wprawdzie z
                    kapitałem krucho - ale potrzeba matka wynalazku. Może czas na zmiany?

                    pozostaje pytanie: kto pojedzie i kto pozostanie na uczelni...

                    w tym roku na doktoraty był u nas drugi nabór, a 1500 zł asystenckej pensji to
                    jednak trochę mało...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka