Dodaj do ulubionych

Moje ukochane ministerstwo

07.06.10, 14:43
Juz sie nie odkocham bo miloscia nie rzadzi rozum.


Ministerstwo dało 16 mln na studia ścisłe i techniczne

Więcej...
wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,7977842,Ministerstwo_dalo_16_mln_na_studia_scisle_i_techniczne.html#ixzz0qAcfDQeQ


Czytamy w tekscie:

We Wrocławiu najwięcej, bo aż 9 mln zł przyznano na uniwersytecką
biotechnologię. Za te pieniądze o 26 miejsc wzrośnie limit przyjęć
na studia licencjackie. Połowa z nowo przyjętych studentów dostanie
stypendia w wysokości 1 tys. zł.


A teraz reality check:

portal Money.pl multiwyszuskiwarka ofert pracy: (wyszukuje wiec tez
po innych portalach)

Slowo kluczowe/miasto: biotechnolog
Zawod lub branza - wszystkie -
Wojewodztwo - wszystkie -

REZULTAT:

Nie znaleziono ofert spełniających kryterium wyszukiwania.


I jak tu nie kochac pani Minister.

Obserwuj wątek
    • pr0fes0r Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 14:44
      Link linkiem zwalczaj:

      interdyscyplinarni.blogspot.com/2010/06/predicting-careers-of-future.html
      According to the Wall Street Journal several careers in science and
      technology are predicted to have the largest job growth over the period 2008 - 2018:

      Biomedical Engineers 72% growth
      Medical Scientists 40% growth
      Biochemists and Biophysicists 37% growth

      • sendivigius Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 15:26
        pr0fes0r napisał:

        > Link linkiem zwalczaj:


        Albo matematyka:

        1. Biotechnologow na tej liscie nie ma. Biomedical engineer to jest
        kompletnie co innego, tym bardziej medical scientist. Biochemik tez,
        ale powiedzmy ze biotechnolog upchnie sie za biochemika.

        Mamy wiec 37% wzrostu w 10 lat czyli 1.43% wzrostu rocznie, czyli
        zaden!

        2. Wzrost od zera wynosi zero

        0*1.43% = 0

        3. Dane dotycza USA, a moja ukochana pani miniter rezyduje w Polsce
        i oplacana jest przez polskiego podatnika i powinna spelniac
        potrzeby panstwa polskiego.
        • pr0fes0r Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 15:32
          > Mamy wiec 37% wzrostu w 10 lat czyli 1.43% wzrostu rocznie, czyli
          > zaden!

          Czyli kształcić tam, gdzie wzrost będzie jeszcze mniejszy, bo ten jest za mały?
          Trochę bez sensu ten postulat.

          > 3. Dane dotycza USA, a moja ukochana pani miniter rezyduje w Polsce
          > i oplacana jest przez polskiego podatnika i powinna spelniac
          > potrzeby panstwa polskiego.

          Czyli? A. Tworzyć podwaliny pod nowoczesny polski biotech*? B. Kształcić
          urzędników i personel niższego szczebla w biotechu zagranicznym?

          /* użyte hasłowo zamiast "wybrana dziedzina kształcenia"

          Gdybyś zaatakował brak powiązania programu MNiSW z odpowiednimi ruchami MF, MG i
          innych resortów, które stymulowałyby powstawanie miejsc pracy w tej branży, sam
          bym Ci siekierkę podostrzył, żeby dobrze rąbała. Ale samej idei kształcenia w
          dziedzinach perspektywicznych - choćby i globalnie -, zamiast wypuszczania
          kolejnych pokoleń europeistów, politologów i psychologów, mogę jedynie przyklasnąć.
          • sendivigius Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 15:45
            pr0fes0r napisał:


            > Czyli? A. Tworzyć podwaliny pod nowoczesny polski biotech*?


            Alez podwaliny sie tworzy jak wiem juz ponad 30 lat! No to sa
            dopiero podwaliny! Niestety na tych podwalinach nie zbudowano
            jeszcze nic.

            Alternatywa biotechnologia czy politologia jest falszywa bo jeszcze
            instnieje odpowiedz: NIC. Do obslugi kasy w Biedronce nie sa
            potrzebne studia, a biotechnologia kosztuje i to duzo - znacznie
            wiecej niz politologia.

            Nie mrugajmy okiem profesor. Te studia fundowane to tak
            naprawde "socjal" dla pracownikow tych wydzialow. Jesli juz dajemy
            socjal to moze lepiej to robic inaczej, nie wpuszczajac w kanal
            kolejnych rocznikow mlodych ludzi ktorzy zostana z do niczego
            nieprzydatnym dyplomem. Moze dajmy te pieniadze na badania - a
            zmniejszmy pensum zeby sie wyrabiali. Z dwoch glupot ta juz jest
            mniejsza, bo tu jest tylko strata pieniedzy, w tej pierwszej
            przyjetej przez ministerstwo jest tez strata wielu lat zycia wielu
            osob.
            • pr0fes0r Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 16:02
              Przyznaję, że przestaję nadążać. Sugerujesz likwidację polskiego szkolnictwa
              wyższego?
              • popisuar Re: Moje ukochane ministerstwo 11.06.10, 06:39
                Moze nie od razu "likwidacje", ale powazne okrojnie do poziomu
                relanych potrzeb polskiego rynku pracy
                , czyli 2-3 uniwerytety na
                caly kraj, tylez samo politechnik plus SGH i SGGW. Wiecej
                absolwentow wyzszych uczelni polski rynek pracy nie jest po prostu w
                stanie wchlonac
                , gdyz od roku 1990 jest on pograzony w stanie
                bardzo powaznej recesji, a nie stac jest nas na darmowe
                ksztalcenie specjalistow dla bogatych panstw Zachodu
                !
            • charioteer1 Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 16:02
              Ja sie zgadzam z sendim. To sa pieniadze z programu kapital ludzki.
              Najsensowniejszym sposobem zagospodarowania tych pieniedzy byloby wzmocnienie
              kapitalu ludzkiego polskich uczelni.
              • dala.tata Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 16:18
                ludzki kapital polskich uczelni to znaczy jescze wiecej ludzi robiacych malo? i
                najlepiej jescze im wiecej zaplacic.

                rzad uznaje ze ze wzgledow strategicznych chce inwestowac w ksztalcenie ludzi w
                pewnych kierunkach (tak rowniez robi rzad brytyjski, ale on jest brytyjski, wiec
                to dobrze). mozna sie zastanawiac czy to dobry kierunek (sendi uwaza, ze nie, bo
                wysziukiwarka nie wyrzucila mu pracy ze slowem 'biotechnolog' - skomplikowanie
                tego procesu decyzyjnego mnie powala na kolana), jednak zupelnie nie rozumiem,
                dlaczego mialby rzad tego nie robic.

                mam wrazenie, ze cokwoliek Kudrycka zrobi, zawsze bedzie zle. jak chce
                biotechnologow, to zle, jak nie chce, to tez zle bo nie tworzy knowledge
                society. jak zabiera forse zle, jak daje forse tez zle, bo przeciez nie zmienia
                zasad finansowania. itd itd. i fantastycznie sie to oglada z zewnatrz, majac
                nieodparte wrazenie, ze bedac polskicm mministerm od nauki, wlasciwie mozna
                sobie tylko strzelic w leb.
                • charioteer1 Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 17:31
                  dala.tata napisał:

                  > fantastycznie sie to oglada z zewnatrz

                  Tak, wlasnie, fantastycznie sie to oglada z zewnatrz, jezeli sie samemu w tym
                  nie uczestniczy i nie bardzo sie rozumie, o co wlasciwie chodzi.

                  Kudrycka drastycznie ograniczyla finansowanie uczelni. Chodzi o pieniadze na
                  normalna dzialalnosc, ksiazki i takie tam. Jako ochlap dostalismy biblioteke
                  wirtualnej nauki, ktora poza WoK jest kwiatkiem do kozucha, bo nie przybyl
                  nikomu z tego dostep do zadnego czasopisma, do ktorego wczesniej nie mial
                  dostepu. Jedyne pieniadze, jakie w tej chwili sa w systemie, to pieniadze z
                  europejskich funduszy strukturalnych. Zeby z tych pieniedzy skorzystac, trzeba
                  uruchomic nowy kierunek studiow, albo zalapac sie na kierunek zamawiany. Poza
                  socjalem dla pracownikow beda wreszcie jakies pieniadze na nowe ksiazki do
                  biblioteki i moze pare rzutnikow multimedialnych sie kupi.
                  • dala.tata Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 17:59
                    chario, z calym szacunkiem, ale argument, ze ja tak naprawde nie wiem o co
                    chodzi, jest nudny. nie mam watpliwosci, ze ty wiesz bez porownania wiecej, ale
                    nie mozemy standardow ustawiac podlug ciebie, bo sie okaze, ze wszystcy jestesmy
                    durniami.

                    co do ciecia finansowania - witajcie w klubie. ja wiem, ze ty nie masz pieniedzy
                    na nic i chodzisz na uczelnie za darmo. troceh nie wiem czemu narzekasz i na
                    brak ksiazek i na WoK, bo jak dla mnie to niespojne, ale, hej, nie takie rzeczy
                    sie snily.

                    wiesz, botom lajn jest taka, wiem, ze zaraz na mnie nakrzycza wszyscy, jak ci
                    sie nie podoba, zmien prace.

                    co do reszty, to troche nie wiem, co dokladnie chcesz pwoeidziec. panstwo ma
                    prawo, ba, poweidzialbym, ma obowiazek powiedziec: uwazamy, ze sa kierunki
                    strategiczne z punktu widzenia gospodarki i chcemy w nie inwestowac. idea jest
                    taka, ze oni potem beda podatki placic pracujac w tej gospodarce. na ile
                    skuteczna jest taka polityka, to inna sprawa. na pewno sie myle, jednak wydaje
                    mi sie, ze inwestowanie w kierunki strategiczne z punktu widzenia panstwa jest
                    jak najbardziej sensowna polityka naukowa. co wiecej, podejrzewam ze w roznych
                    formach uprawiana przez wiekszosc rzadow, na przyklad za pomoca roznicowania
                    puli pieniedzy na rozne dziedziny nauki.

                    nie wiem czy tak jest, jednak jesli rzad przesuwa pieniadze np. z archeologii
                    na, powiedzmy, biotechnologie, to mozna sie klocic o skale przesuniecia, ale
                    bardzo trudno podwazyc zasade. na tym wlasnie polega polityka naukowa. i jesli,
                    hipotetycznie, ww wyniku takich przesuniec, polska archeologia straci polowe
                    archeologow, to, jelsi bedzie to zrobione z glowa (to wielkie 'jesli'), wszyscy
                    na tym zyskamy.
                    • charioteer1 Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 18:31
                      Dala, nie bede tlumaczyc tak trudnych rzeczy, jak to, ze zadnego przesuniecia
                      nie bylo. Powiem tylko tyle: nie ma zadnej polityki naukowej panstwa. Jest rzad,
                      ktory nprowadzi rozdawnictwo unijnych pieniedzy, poniewaz nie ma absolutnie
                      zadnych sensownych pomyslow na ich wykorzystanie.
                      • dala.tata Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 18:35
                        no prosze, a niedawno wszyscy sie zastanawiali, czy takie przesuniecie wlasnie
                        bylo (po ogloszeniu nowych/starych pieniedzy). a moglismy po rpsotu zapytac
                        ciebie! i ty byc nam powiediala, jak jest naprawde.
                        • charioteer1 Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 18:41
                          Dala, jakis czas temu byl watek, w ktorym bylo, ze dotacje statutowa
                          uczelni na biezacy rok obcieto o 40%.

                          Nie chce mi sie tlumaczyc, co to jest dotacja statutowa i czym rozni sie od
                          funduszy strukturalnych.
                          • dala.tata Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 20:33
                            chario, ale my teraz nie mowimy o dotacji budzetowej, tylko o kierunkach
                            zamawianych. ja wiem, ze tobie wszystko z wszystkim sie kojarzy, jednak obciecie
                            dotacji budzetowej i kierunki zamawiane to dwie inne rzeczy.
                            • charioteer1 Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 20:39
                              Kierunki zamawiane sa wlasnie finansowane z funduszy unijnych.
                              • dala.tata Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 20:42
                                no to po jakiego grzyba mowisz o dotacji budzetowej?
                                • charioteer1 Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 20:53
                                  Po takiego grzyba, ze jest to kreatywna ksiegowosc, ktora uprawia ministerstwo, mydlac oczy niezorientowanym. Myk polega na tym, ze obcieto drastycznie finansowanie uczelni z budzetu panstwa, ale na papierze tego nie widac. A nie widac dzieki temu, ze dziury wypelniaja pieniadze z funduszy strukturalnych. Te pieniadze mialy sluzyc niwelowaniu odleglosci, ktora nas dzieli od reszty swiata. Kiedy skoncza sie programy operacyjne zostaniemy z reka w nocniku i to w takiej dziurze, w jakiej jeszcze nie bylismy.

                                  Tu masz o kierunkach zamawianych:
                                  www.nauka.gov.pl/fileadmin/user_upload/Finansowanie/fundusze_europejskie/PO_KL/20100524_kierunki_zamawiane_2010_prezentacja.pdf
                                  • dala.tata Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 21:31
                                    chario, rozumiem, ty wiesz, co sie stanie w przyszlosci i dlatego mowisz o
                                    obecnym obcieciu....

                                    widzisz, nie zgadzamy sie tylko co do 2 rzeczy. po pierwsze, ja nie wiem, co
                                    bedzie. po drugie, obciecie dotacji budzetowej moze byc tylko pozornym zlem.
                                    niestety, nikt nie wykorzysta jej do usuniecia najmniej przydatnych pracownikow
                                    (w tym, potencjalnie, profesorow). i tylko wszyscy beda jojczec, ze im sie
                                    nalezy i nalezy....
                                    • charioteer1 Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 22:39
                                      Dala, sorry, ale trollujesz. Jezeli znajdzie sie rzad, ktory podniesie naklady
                                      budzetowe na nauke o 0.10% PKB, to ma moj glos w nastepnych wyborach. Oczywiscie
                                      pod warunkiem, ze do tej pory nie wyjade na Cypr lub do innego pieknego kraju.
                                      • dala.tata Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 22:59
                                        chario, mam nadzieje, ze wszystkie przyszle rzady to czytaja i biora pod uwage!
                                        • charioteer1 Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 23:56
                                          Dala, ale tak w ogole to o co ci chodzilo i w czym jeszcze moge pomoc?
                      • popisuar Re: Moje ukochane ministerstwo 11.06.10, 06:43
                        Polska od roku 1990 nie ma praktycznie zadnej polityki.
                        Polityke zagraniczna robi za nas UE, NATO i Watykan, nie mamy zas
                        polityki gospodarczej, spolecznej, zagospodarownia przestrzennego
                        kraju itp. Nie mamy tez zadnej polityki naukowej. Rezultat?
                        Polska staje sie typowa neokolonia Zachodu, dostarczycielem
                        raczej marnie wyszkolonych kadr dla owego Zachodu
                        ...
                    • pfg Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 21:02
                      dala.tata napisał:

                      > jesli rzad przesuwa pieniadze np. z archeologii
                      > na, powiedzmy, biotechnologie

                      Jak wspomniałem w wątku o 70 milionach, będzie dokładnie na odwrót.
                      Pod pretekstem tego, że kierunki typu sciences mają
                      finansowanie europejskie (nauka - granty, dydaktyka - fundusze
                      strukturalne, w tym program kierunków zamawianych), polski rząd musi
                      finansować polską humanistykę, zaś nowych budżetowych pieniędzy na
                      naukę nie będzie, zabierze się trochę pieniędzy dyscyplinom
                      technicznym i ścisłym.
                    • sendivigius Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 21:20
                      Alez dala, co do zasady, ze panstwo prowadzi okreslona polityke to
                      masz racje, diabel tkwi w szczegolach. Nie siedzac w tej dziedzinie
                      szczegolow mozesz nie znac.

                      Pierwszym istotnym szczegolem jest to ze nie ma wcale deficytu osob
                      w tej dziedzinie ani dzis ani w projekcji na lata naprzod, wrecz
                      przeciwnie jest nadprodukcja. Gorzej, jest duza nadprodukcja.
                      Ponadto biotechnologia jest dziedzina ktora jest dosc sztucznie
                      wykrojona. Najstarszy proces biotechnologiczny to jest po prostu
                      bimbrownictwo, tym sie przez wieki zajmowali "zwyczajni" chemicy i
                      bylo ok. Wciaz sa do tego zdolni, tak wiec nadprodukcja
                      biotechnologow nie tylko jest problemem samoistnym ale jeszcze
                      siedzi na plecach nadprodukcji chemikow.

                      Po drugie nie ma sensu produkowac specjalistow ktorzy byc moze beda
                      potrzebni za 20 lat i to tez jak dobrze pojdzie. Odpowiedz na
                      pytanie gdzie pracuja (w Polsce) inzynierowie energetyki atomowej?
                      Byly takie wydzialy i co z nich wyszlo?

                      Polityka edukacyjna, sluszna i chwalebna, nie moze byc
                      prowadzona "sobie a muza". Polityka polega na dokladnym
                      ilosciowym
                      rozpoznaniu problemu i urzyciu odpowiednich
                      narzedzi do ich osiagniecia. To co robi Kurdycka to nie jest zadna
                      polityka to jest wpuszczanie mlodych ludzi w kanal. I co gorsza
                      dzieje sie to z przyczyn niezbyt szlachetnych. Mianowicie
                      podejrzewam ze sedno problemu tkwi w tym ze sa pieniadze z UE ktore
                      trzeba wydac bo przepadna. A jak przepadna to bedzie polityczny
                      krzyk ze ministerstwo (w rekach PO) nie wykorzystuje funduszy
                      unijnych i bla, bla, bla. No to fundusze sie wykorzystuje metoda
                      Evity Peron. (jak nie wiesz co to za metoda to sprawdz).

                      Jezeli zas jest choc troche elastycznosci w wykorzystaniu tych
                      pieniedzy to ja sam na kolanie potrawie przedstawic lepsze algorytmy
                      ich wykorzystania. Lepsze a wiec lepsze w sensie osiaganiecia
                      zalozonych celow, ale tez lepsze w sensie spolecznym. Pisalem juz o
                      tym w dyskusji nad poprzednia edycja tego programu ze taki podzial
                      wydzialow jak i studentow na "zamowionych" i "nie zamowionych" rodzi
                      wiele kwasow.
                      • dala.tata Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 21:42
                        no wiec ja nie wiem, co ma sens w tym wypadku a co nie ma. sprawy dla mnie sa
                        skomplikowane. polityke naukowa po owocach jej poznamy.

                        mnie dosc przekonuje to co pisze pfg, choc, jak sam przyznaje, jest
                        beneficjentem systemu, wiec kasa reke, ktora karmi. a to nieladnie :-)

                        w calej tej dyskusji ja zwracam uwage, ze min Kudrycka cokolwiek by zrobila jest
                        krytykowana. i choc nie jestem jej wielbicielem i myusl o oniej jako zlej
                        minister, akurat pomysl kierunkow strategicznych jest, wedle mnie, sensowny,
                        choc wykonanie byc moze nienajlepsze (nie mam zdania).

                        problem jednak polega na tym, ze my nie wiemy co bedzie i byc moze rzad liczy na
                        to, ze stwarajac kadre zacheci inwestycje. jak wspomnial pfg, rozwoj przemyslu
                        jest hamowany brakiem kadry. ponownie: nie mam zdania czy to dzialania sesnowne.
                        moze tak, moze nie, cholera wie. chcialbym poznac argumentacje rzadu na ten
                        temat, zamiast wyrabiac sobie zdanie, bo chemicy, bo ktokowliek jeszcze. a juz
                        najmniej mi odpowiada argument o 'kwasach'.
                        • sendivigius Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 21:56
                          W tym co pisze pfg zwroc uwage na to ze polityka kierunkow
                          zamawianych nie powoduje zadnego wzrostu netto a jedynie przeplywy
                          miedzywydzialowe i miedzyuczelniane. Naprawde, gdzie tu polityka?
                          gdzie tu zyski?
                          • dala.tata Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 22:00
                            szczerze mowiac, nie mam zdania. nie wiem. ja widze sensownosc kierunkow
                            zamawianych. widze zastrzezenia pfg. i chcialbym poznac dane, tak szczerze
                            powiedziawszy.
                          • pfg Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 23:03
                            sendi, ja się zgadzam, że nawet pieniądze unijne możnaby wydać
                            bardziej sensownie, no ale są warunki brzegowe: albo kierunki
                            zamawiane, albo figa z makiem. Uczelnie, które startują w konkursach,
                            muszą podjąć pewne działania organizacyjne, a nawet to może mieć
                            dobre skutki, bo pomaga opanować dydaktyczny chaos, jaki na wielu
                            uczelniach panuje.

                            Dodam, że same warunki konkursu są kiepsko/dziwacznie przygotowane
                            (zeszłoroczny konkurs to był prawdziwy horror z uwagi na niejasne i
                            wzajemnie sprzeczne wymagania, ale on został ogłoszony dosłownie
                            kilka tygodni po tym, gdy śp. poseł Gęsicka obwieściła, że rząd
                            strasznie się guzdrze z wydawaniem pieniędzy z funduszy
                            strukturalnych, więc ministerstwo musiało coś przygotować na kolanie;
                            w tym roku się trochę poprawiło, ale tylko trochę), ale że z drugiej
                            strony - choć są mniej nagłaśniane - programy odbudowy
                            matematyki, fizyki itd w gimnazjach i liceach, finansowane z tego
                            samego PO KL. To mi się jawi jako pewne światełko nadziei. Można się
                            popatrzyć na program kierunków zamawianych z tej perspektywy: dzieci,
                            które dziś są jeszcze w gimnazjum, nie zostaną objęte obecnym
                            programem kierunków zamawianych, ale być może do jakiejś części z
                            nich dotrze, że państwo/Unia zdecydowały się popierać takie właśnie
                            kierunki kształcenia. Może więc ktoś, kto ma jeszcze czas na podjęcie
                            decyzji, zdecyduje się pójść w stronę sciences/engineering - a dalej
                            jak w moim poprzednim poście.
                      • pfg Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 22:31
                        sendivigius napisał:

                        > pytanie gdzie pracuja (w Polsce) inzynierowie energetyki atomowej?
                        > Byly takie wydzialy i co z nich wyszlo?

                        Heh, właśnie są na gwałt reanimowane - nie wydziały, ale kierunki
                        studiów :-)
                      • pr0fes0r Re: Moje ukochane ministerstwo 08.06.10, 11:18
                        sendivigius napisał:

                        "Po drugie nie ma sensu produkowac specjalistow ktorzy byc moze beda
                        potrzebni za 20 lat i to tez jak dobrze pojdzie. Odpowiedz na
                        pytanie gdzie pracuja (w Polsce) inzynierowie energetyki atomowej?
                        Byly takie wydzialy i co z nich wyszlo?"

                        Grzecznie przypomnę, że gdy powstawały, Polska planowała zbudowanie 2-3
                        elektrowni atomowych, a jedną budowała. Ten kierunek to ilustracja faktu, że w
                        gospodarce centralnie sterowanej można było jednocześnie tworzyć nową gałąź
                        przemysłu i przygotowywać dla niej kadry.

                        To przykre, że RP3/4 już od 21 lat nie potrafi się zdobyć na podobny wysiłek
                        intelektualny.
                        • sendivigius Re: Moje ukochane ministerstwo 08.06.10, 16:07
                          pr0fes0r napisał:


                          Ten kierunek to ilustracja faktu, że w gospodarce centralnie
                          sterowanej można było jednocześnie tworzyć nową gałąź przemysłu i
                          przygotowywać dla niej kadry.
                          >


                          A w gospodarce rynkowej jest dokladnie odwronie!


                          > To przykre, że RP3/4 już od 21 lat nie potrafi się zdobyć na
                          podobny wysiłek intelektualny.


                          No comments.
                        • popisuar Re: Moje ukochane ministerstwo 11.06.10, 06:48
                          Wedlug Balcerowicza wszystkie nasze problemy miala rozwiazac tzw.
                          niewidzialna dlon rynku
                          (invisble hand of market).
                          W praktyce okazalo sie, ze zapelnila ona polki sklepowe tandeta
                          importowana pocatkowo z Zachodu, a dzis glownie z Chin Ludowych, ale
                          kosztem upadku cywilizacyjnego kraju oraz ogromnego bezrobocia...
    • dala.tata Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 14:49
      sendi, uwielbiam twe proste pytania i jeszcze prostsze odpowiedzi. ja mysle, ze
      ty sie nadajesz na ministra!
      • sendivigius Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 15:36
        dala.tata napisał:

        > sendi, uwielbiam twe proste pytania i jeszcze prostsze odpowiedzi.
        ja mysle, ze ty sie nadajesz na ministra!


        Tez tak uwazam. A to moj program polityczny:

        www.steliart.com/hercules_augean_stables.htm
        • chilly Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 17:02
          www.pism.pl/zalaczniki/raport_SL_PL_za_2009.pdf
          Polecam zwłaszcza rozdział 1.4.
          • sendivigius Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 20:51
            Przeczytalem polecany rozdzial. Zwrocilem uwage na jedno. Na 10
            najlepszych uniwersytetow 5 jest z GB. Ale GB to jest wlasnie ten
            kraj gdzie dyplom naszego forumowego znajomego Lecha K-K bylby
            uznany bez problemu. Natomiast w Polsce oczywiscie nie, bo jak
            dowodzili forumowi rozmowcy to jest absolutnie niedopuszczalne bo
            obnizyloby poziom nauki i spowodowalo dalsze 7 plag egipskich, choc
            w takiej GB zadnej plagi nie wywolalo a Angole spia sobie spokojnie.
            Nie chce wywolywac na ten temat nowej dyskusji, bo wszystko juz
            powiedziano - ja jedynie przypominam ze rzeczywistosc fizyczna jest
            zrobiona tak ze wszystko ma swoja przyczyne i to co widzimy to jest
            rezultat a nie przypadek.
            • adept44_ltd Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 21:09
              podaj choć jedną osobę, która twierdziła tu, że dyplomu Lesia nie należy uznać w
              Polsce...
              • sendivigius Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 21:33
                adept44_ltd napisał:

                > podaj choć jedną osobę, która twierdziła tu, że dyplomu Lesia nie
                należy uznać
                > w
                > Polsce...


                Minister Kurdycka i poprzedni ministrowie oraz doradcy tego
                ministerstwa, poslowie, senatorowie i prezydenci.

                Istota polega na tym ze nie ma czego "uznawac", powinno byc
                jedynie "przetlumaczyc". Bo to "uznawanie" to bizantyjska procedura
                nikomu do niczego nie potrzebna, a przynajmniej niepotrzebna
                Angolom. Bierzmy przyklad zamiast sie zacietrzewiac czy Lesio to czy
                Lesio tamto.
                • dala.tata Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 21:49
                  no wiec, jak juz napisalem, w wiekszosci niepotrzebna, czasami potrzebna. sprawy
                  sa, jak zwykle, skomplikowane. natomiast, tak, jesli chodzi o uznawanie
                  doktoratow, to powinno byc to automatyczne, bo i tak zweryfikuje rynek.

                  bardzo watpie jednak, ze to jakis straszny problem nauki polskiej. zachowajmy
                  moze jednak proporcje i wynajdujmy kolejnego, obok habilitacji, kluczowego
                  problemu nauki polskiej, ktorego rozwiazanie nagle pchnie polska nauke nowymi tory.

                  nostryfikacja dotyczy garstki (moze ktos ma dane) polskich uczonych zza granicy.
                  my nie mowimy tu o tlumach topowych uczonych swiata, ktorzy czekaja z wlaczonymi
                  silnikami na granicach PL by tylko nostryfikowali im dyplomy....
                  • sendivigius Re: Moje ukochane ministerstwo 08.06.10, 16:11
                    dala.tata napisał:

                    > no wiec, jak juz napisalem, w wiekszosci niepotrzebna, czasami
                    potrzebna. sprawy
                    > sa, jak zwykle, skomplikowane. natomiast, tak, jesli chodzi o
                    uznawanie
                    > doktoratow, to powinno byc to automatyczne, bo i tak zweryfikuje
                    rynek. bardzo watpie jednak, ze to jakis straszny problem nauki
                    polskiej. zachowajmy moze jednak proporcje i wynajdujmy kolejnego,
                    obok habilitacji,


                    Nie dala, masz racje to nie jest duzy problem. Ale jest to
                    ilustracja stanu umyslowego hegemonow polskiej nauki, stan ten
                    sprowadza sie do tego "nie bedzie Amerykanin plul nam w twarz" i "tu
                    jest Polska - jak ci sie niepodoba to wy...".
                    • dala.tata Re: Moje ukochane ministerstwo 08.06.10, 17:15
                      a ja mysle ze teraz akurat mocno przesadzasz. z pewnoscia jednak jest to chec
                      kontrolowania tego, co sie liczy jako dokotrat. w dzisiejszym swiecie ma to
                      wady. i bardzo niewiele zalet.

                      sendivigius napisał:

                      > Nie dala, masz racje to nie jest duzy problem. Ale jest to
                      > ilustracja stanu umyslowego hegemonow polskiej nauki, stan ten
                      > sprowadza sie do tego "nie bedzie Amerykanin plul nam w twarz" i "tu
                      > jest Polska - jak ci sie niepodoba to wy...".
                      • charioteer1 Re: Moje ukochane ministerstwo 08.06.10, 17:30
                        > sendivigius napisał:
                        >
                        > > Nie dala, masz racje to nie jest duzy problem. Ale jest to
                        > > ilustracja stanu umyslowego hegemonow polskiej nauki, stan ten
                        > > sprowadza sie do tego "nie bedzie Amerykanin plul nam w twarz" i "tu
                        > > jest Polska - jak ci sie niepodoba to wy...".


                        Ja sie stykam z taka postawa. Juz mi pare razy wytknieto, ze za malo polskich
                        zrodel cytuje. Mniejsza juz o to, ze dla mnie te zrodla calkiem nierelewantne.
                        • dala.tata Re: Moje ukochane ministerstwo 08.06.10, 17:41
                          chario, ty to masz pod gorke. ja tam nie widze powodu, dla ktorego nie wolno
                          zapytac, dlaczego rowniez nie cytujesz lokalnych badan. takie pytanie da sie
                          zadac i nic nie ma w tym strasznego i nie jest to postawa: nie bedzie nam
                          amerykanin....co wiecej, cytowanie polskich badan jest ich promocja, tym
                          bardziej warto to robic, jesli to stosowne.

                          dopoty, dopoki akceptuje sie odpowiedz: bo nie ma nic relewantnego (jesli to
                          prawda), to takie pytanie nie jest dla mnie problemem. ale z pewnoscia
                          przygladam sie z boku i sie nie znam.

                          jesli jednak cytujesz hamerykanow, bo sa hamerykanami, czy dlatego ze pisza po
                          angielslku, to jest to tak samo bzdurne podejscie, jak cytowanie polakow, bo sa
                          polakami czy tez pisza po polsku.


                          charioteer1 napisał:

                          > Ja sie stykam z taka postawa. Juz mi pare razy wytknieto, ze za malo polskich
                          > zrodel cytuje. Mniejsza juz o to, ze dla mnie te zrodla calkiem nierelewantne.
                          >
                          >
                          • charioteer1 Re: Moje ukochane ministerstwo 08.06.10, 18:40
                            dala.tata napisał:

                            > dopoty, dopoki akceptuje sie odpowiedz: bo nie ma nic relewantnego

                            Nie wiem, co jeszcze dodac.
                            • dala.tata Re: Moje ukochane ministerstwo 08.06.10, 18:46
                              ze nikt tego nie akceptuje i CK wydala oswiadczenie, ze habilitacje beda
                              puszczane pod warunkiem ze bibliografia bedzie miala 30 proc. polskiej literatury!
                              • charioteer1 Re: Moje ukochane ministerstwo 08.06.10, 18:54
                                ?
                  • popisuar Re: Moje ukochane ministerstwo 11.06.10, 06:59
                    Dziekuje bardzo za to, ze o mnie nie zapomnieliscie. Ale po
                    ostatnich przejsciach z P. Minster, b. RPO etc. a szczegolnie po
                    uroczystym wniesieniu doczesnych szczatkow pewnego Pana na K. na
                    Wawel, postanowilem zaczac procedure likwidacji mych interesow w
                    Polsce. Zaczynam od sprzedazy mienia (glownie mieszkan), likwidacji
                    rachunkow bankowych itp. az do rezygnacji z obywatestwa RP (do tego
                    potrzebne mi bedzie obywatelstwo innego kraju UE, ktore wkrotce
                    uzyskam).
                    Serdecznie pozdrawiam Forumowiczow!
                    Kagan
                • adept44_ltd Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 22:12
                  w pełni się z tobą zgadzam, pewnym zaskoczeniem jest dla mnie tylko to, że
                  minister Kurdycka i poprzedni ministrowie oraz doradcy tego
                  ministerstwa, poslowie, senatorowie i prezydenci piszą na tym forum, no ale cóż ;-)
                  • sendivigius Re: Moje ukochane ministerstwo 08.06.10, 16:12
                    Adepcie, tak jak i ja masz wyszuskiwarke, jest archiwum. Moge za
                    ciebie odwalic robote ale nie za darmo.
                    • adept44_ltd Re: Moje ukochane ministerstwo 08.06.10, 18:15
                      zapłacę, jeśli mi powiesz, jaki nick ma Kudrycka i dajmy na to Jaruzelski...
            • dala.tata Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 21:35
              ja akurat jestem za nostryfikacja dyplomu Lesia. no problem. zwracam ci jednak
              uwage, ze sprawy sa bardziej skomplikowane. i, dla naprzykladu, to, ze masz
              dyplom z psychologii w Polsce, w GB nie ma wiekszego znaczenia, jest cala masa
              przeroznych barier, ktore musisz przejsc zanim zostaniesz dopuszczony do
              pscyhologicznego koryta.

              z kolei w PL rynek ten jest praktycznie nieregulowany. ale ogolnie, lawiej z
              dyplomem w UK.
              • sendivigius Re: Moje ukochane ministerstwo 07.06.10, 21:48
                Zgoda, jedna rzecza jest uznawanie dyplomu jako kompatybilnego a
                czym innym uzyskanie licencji na wykonywanie zawodu. Lekarz ze stanu
                Indiana nie moze bez niej leczyc w stanie Floryda, nauczyciel tez
                nie.
              • popisuar Re: Moje ukochane ministerstwo 11.06.10, 07:04
                Dzieki ci dalatata za to poparcie dla mego dyplomu, ale jak pisalem
                przed chwila, dzis mnie ta nostryfikacja ani ziebi, ani grzeje, gdyz
                nie widze dla siebie przyszlosci w Polsce Komorowskiego, a tym
                bardziej Kaczynskiego...
    • pfg Kierunki zamawiane 07.06.10, 20:47
      A, znowu kierunki zamawiane...

      Ten program najprawdopodobniej *jest* chybiony, co piszę, mimo iż sam
      jestem jego, poniekąd, beneficjentem.

      Na obronę(?) programu kierunków zamawianych można powiedzieć dwie, a
      może cztery rzeczy.

      1a. Z ogólnospołecznego punktu widzenia jest lepiej, jeśli młodzież
      studiuje raczej kierunki ścisłe, przyrodnicze i techniczne, niż
      politologię marketingu czy tam na odwrót. Nawet jeśli absolwent nie
      będzie pracował w zawodzie "zgodnym z kierunkiem studiów", tylko
      będzie się musiał przekwalifikować (a *i tak* większość absolwentów
      się przekwalifikowuje), łatwiej mu to będzie zrobić ukończywszy
      studia z zakresu sciences. Tak więc sensowne jest zachęcanie
      maturzystów do podejmowania studiów o takim profilu, nawet jeżeli
      wiemy, że znaczna część z nich nie będzie pracować "w zawodzie".

      1b. Jedną z barier powstawania firm high-tech (tu: bio-tech) jest
      brak wykształconej kadry. Jeśli kadry nie będzie, firmy takie nie
      powstaną/nie będą się rozwijać. Jeśli kadra będzie, powstawanie
      takich firm będzie przynajmniej potencjalnie możliwe. Nie jest to
      jedyna bariera, jeśli tę barierę usuniemy, nie ma gwarancji, że po
      usunięciu tej bariery firmy bio-tech powstaną jak grzyby po deszczu,
      ale bez jej usunięcia na pewno nie powstaną. Tak więc sensowne jest -
      etc.

      Niestety, tutaj właśnie program kierunków zamawianych zawodzi, nie
      generuje bowiem *nowych* kandydatów (ściślej: nowych kandydatów,
      którzy mają szanse skończyć takie studia), a powoduje tylko przepływy
      pomiędzy podobnymi kierunkami na różnych uczelniach. Prawdziwą
      barierą w naborze na takie studia jest bowiem fatalny stan nauczania
      matematyki i przedmiotów ścisłych w szkolnictwie powszechnym. *Temu*
      trzeba przeciwdziałać, ale jest to program na lata.

      2a. Pieniądze na program kierunków zamawianych pochodzą z Unii
      Europejskiej, a konkretnie z funduszy strukturalnych. Można ich nie
      wydać, ale nie można ich wydać na co innego. Nawet jeżeli uznamy, że
      program, z powodów jak wyżej, nie spełnia swoich celów, rząd nie
      "marnuje" pieniędzy pochodzących z polskiego budżetu. A jeśli nawet
      "marnuje" środki europejskie, to i tak coś, w postaci nowego
      wyposażenia, na uczelniach zostanie, paru pracowników dostanie ekstra
      pieniądze za prowadzenie zajęć, więc nie będą musieli chałturzyć na
      innych uczelniach.

      2b. Dobrzy absolwenci kierunków zamawianych, w tym biotechnologii,
      *znajdą pracę* w zawodzie, ale niekoniecznie w Polsce. Można się
      oburzać, że Polska finansuje w ten sposób brain drain, ale skoro
      dodatkowe finansowanie tych kierunków pochodzi z funduszy
      strukturalnych, grantodawcy jest wszystko jedno, gdzie absolwent
      będzie pracował, byle pracował w tym sektorze *gdziekolwiek* w ramach
      Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Wykształcony za europejskie
      pieniądze w Polsce, pracujący we Francji lub Szwecji (tam akurat
      przemysł bio-tech jest) - wszystko w porządku.
      • sendivigius Re: Kierunki zamawiane 07.06.10, 21:46
        pfg napisał:


        > 1b. Jedną z barier powstawania firm high-tech (tu: bio-tech) jest
        > brak wykształconej kadry. Jeśli kadry nie będzie, firmy takie nie
        > powstaną/nie będą się rozwijać.


        Kiedy ja sie nie zgadzam. Firmy takie nie powstaja poniewaz firma
        aby byla ekonomicznie wydolna musi umiec opanowac caly "proces od
        pomyslu do przemylu i do rynku". Na to potrzebny jest kapital i to
        duzy i to lubiacy duze ryzyko. W USA to jest tzw. venture capital.
        To brak tego typu kapitalu jest problemem zasadniczym. Kadra
        biotechnologow jest i to az nadto. Zauwaz ze powstalo od zera wiele
        firm softwarowych. Ale to dlatego ze aby taka firme zalozyc to
        wystarczyly dwa PC-ty na poczatek. Jak firma splajtowala czy nie
        wypalila to ostatecznie na PC-tach mozna bylo pograc w solitera, a
        jak nawet nie, to strata miniminalna. W kapitalochlonnym high-techu
        tak nie jest . Jezeli wiec w Polsce dosc bylo kompetentnych
        informatykow to nie uwierze ze brak jest biotechnologow.
        • dala.tata Re: Kierunki zamawiane 07.06.10, 21:59
          sendi, ale ty to wiesz, czy podejrzewasz? bo wiesz, ja sie nie znam, ale to, co
          pisze pfg, brzmi bardzo sensownie. pewnie to ekonomista sie powinien jednak
          wypowiadac.


          sendivigius napisał:

          Kiedy ja sie nie zgadzam. Firmy takie nie powstaja poniewaz firma
          > aby byla ekonomicznie wydolna musi umiec opanowac caly "proces od
          • sendivigius Re: Kierunki zamawiane 07.06.10, 22:43
            Dobra, juz wiem ze pieprze jak zwykle. Na to pytanie mozna jednak
            prosto odpowiedziec przeprowadzajac nastepujacy eksperyment. Dac
            ogloszenie o pracy i zobaczyc co przyjdzie. Jestem pewien ze sa
            ludzie ktorzy sa w posiadaniu takiego dowodu. Ponadto uwazam ze to
            jest wlasnie wiedza ktora ministerstwo powinno posiadac i sie nia
            dzielic z publika. Gdzie na stronach ministerstwa mozna to znalezc.
            Ide szukac - dam znac.
            • dala.tata Re: Kierunki zamawiane 07.06.10, 23:01
              i wreszcie sie zgadzamy!! ministerstwo powinno sie dzielic taka wiedza,
              absolutnie tak!
      • sendivigius Re: Kierunki zamawiane 08.06.10, 16:27
        Napisze tutaj ale odniose sie tez do twojego postu powyzej.

        1. Czy tych pieniedzy nie mozna wydac inaczej? Ja nie wiem, ale
        byloby bardzo dobrze jakby istniala pozarzadowa organizacja
        typu "think tank" ktora by monitorowala minister Kurdycka, wszystkie
        unijne przepisy i wtedy bysmy byli bardziej przekonani ze te
        pieniadze mozna tylko wydac w systemie kierunkow zamawianych. Jesli
        takie jest stanowisko UE to czy we Francji lub GB sa kierunki
        zamawiane? Jesli tak to lepiej juz tam jechac - stypa moze byc
        jeszecze wieksza. Jezeli ktos wie o takiej organizacji - prosze o
        link.

        2. System kierunkow zamawianych obrazuje cos jeszcze, na co nikt nie
        zwrocil uwagi a mianowicie ignorancje i niekompetencje ministerstwa.

        Wyobrazmy sobie ze pani w przedszkolu mowi - kto jest
        najgrzeczniejszy dostanie lizaka. Aha, ale aby dostac lizaka to
        nalezy zlozyc wniosek wedlug kryteriow unijnych. We wniosku nalezy
        napisac w jaki sposob jestem najgrzeczniejszy, wnioski oceni
        niezalezna komisja i wtedy rozdam lizaki. Czy tak dzialalo wasze
        przedszkole?

        Wydzialow biotechnologii jest moze 20, minister powinna umiec
        wymienic je z pamieci, powinna w malym palcu miec wiedzie gdzie sie
        czego uczy, jak sie uczy i do czego to prowadzi.

        3. I na koniec staly punkt programu:

        > 2b. Dobrzy absolwenci kierunków zamawianych, w tym
        biotechnologii,
        > *znajdą pracę* w zawodzie, ale niekoniecznie w Polsce.


        A ci nie tak dobrzy? Biedronka?
        • charioteer1 Re: Kierunki zamawiane 08.06.10, 16:43
          Jak slysze think tank, to mi sie niedobrze robi. Najlepiej do takiego tanku
          wrzucic paru przedsiebiorcow, to najlepiej powiedza pani minister, jakich
          inzynierow im potrzeba, nie?
          • chilly ta niedobra Angela Merkel 08.06.10, 17:27
            ... tnie wydatki budżetowe w Niemczech aż do bólu, do kości. Z jednym
            wyjątkiem. Zgadnijcie - jakim? Tak, tak, wydatki na naukę nie zostaną
            zmniejszone.
        • pfg Re: Kierunki zamawiane 08.06.10, 18:08
          sendivigius napisał:

          > Wydzialow biotechnologii jest moze 20,

          Myślę, że mniej.

          > minister powinna umiec
          > wymienic je z pamieci, powinna w malym palcu miec wiedzie gdzie sie
          > czego uczy, jak sie uczy i do czego to prowadzi.

          Popełniasz ten sam błąd, jaki w zeszłorocznym konkursie popełniło
          szereg wielkich uczelni. Kierunek zamawiany przyznaje się nie za
          przeszłe zasługi, ale za pomysł na to, jak studia ulepszyć,
          uatrakcyjnić. Dotychczasowe osiągnięcia i potencjał stanowią tylko
          jedno z kryteriów - ważne, ale nie najważniejsze.

          > Aha, ale aby dostac lizaka to
          > nalezy zlozyc wniosek wedlug kryteriow unijnych. We wniosku nalezy
          > napisac w jaki sposob jestem najgrzeczniejszy

          I co w tym złego? Startowanie w procedurze grantowej to poddawanie
          się zewnętrznej ocenie i jednocześnie podporządkowanie się pewnej
          dyscyplinie, także organizacyjnej, również zademonstrowanie, że umie
          się robić ciekawe i realistyczne plany. To dotyczy nie tylko grantów
          z funduszy strukturalnych, ale także grantów badawczych. Owszem,
          unijna biurokracja, której trzeba się podporządkować, jest upierdliwa
          aż do bólu, ale nie ma obowiązku w tym uczestniczyć. Jeśli ktoś
          sądzi, że jest tak Wielki i Wspaniały, że narzucona dyscyplina
          krępuje jego swobodę twórczą - jak pewien profesor-polonista z UW,
          którego tu kilka tygodni temu ktoś cytował - niech nie startuje.
          Uważasz, sendi, że tak jest lepiej?

          > 3. I na koniec staly punkt programu:
          >
          > > 2b. Dobrzy absolwenci kierunków zamawianych, w tym
          > biotechnologii,
          > > *znajdą pracę* w zawodzie, ale niekoniecznie w Polsce.

          >
          > A ci nie tak dobrzy? Biedronka?

          Przekwalifikują się. Po studiach typu sciences/engineering będzie im
          łatwiej i będą mieli większe pole manewru. Myślisz, że wszyscy
          absolwenci pedagogiki, marketingu, politologii i archeologii
          śródziemnomorskiej znajdują pracę w zawodzie? A może po prostu
          uważasz, że w Polsce w ogóle nie należy studiować, że jesteśmy
          skazani na zagładę i kto żyw powinien stąd spierdalać (excuse my
          French), bo najmniejsza sugestia, że zdobycie wykształcenia w Polsce
          zwiększa czyjekolwiek indywidualne szanse na sukces byłaby karygodnym
          oszukiwaniem młodych ludzi? Wolno ci tak myśleć, ale przynajmniej
          powiedz to wprost.

          A, UK i Francji, o które pytasz, fundusze strukturalne nie
          przysługują, bo oni są developed, a my underdeveloped.
          • tuluz-lotrek Re: Kierunki zamawiane 08.06.10, 18:50
            > Popełniasz ten sam błąd, jaki w zeszłorocznym konkursie popełniło
            > szereg wielkich uczelni. Kierunek zamawiany przyznaje się nie za
            > przeszłe zasługi, ale za pomysł na to, jak studia ulepszyć,
            > uatrakcyjnić. Dotychczasowe osiągnięcia i potencjał stanowią tylko
            > jedno z kryteriów - ważne, ale nie najważniejsze.

            To jest trochę tak, jak z wybieraniem ekipy na zawody w podnoszeniu ciężarów. O
            udział ubiegają się ciężarowiec i piętnastu kulturystów.
            Ciężarowiec - z lekka postękując - opowiada, co i kiedy dotąd dźwignął.
            Kulturyści ze swadą mówią co też oni podniosą, jeśli tylko dać im szansę.
            Zwracają też uwagę na nieelegancką muskulaturę ciężarowca, która zdecydowanie
            nie wróży mu sukcesu. W uczciwym głosowaniu cała grupa wyłania spośród siebie
            trzech najlepszych. Jakoś tak się składa, że są to trzej kulturyści.
            • pfg Re: Kierunki zamawiane 08.06.10, 21:14
              tuluz-lotrek napisał:

              > Jakoś tak się składa, że są to trzej kulturyści.

              W zeszłym roku o informatykę jako o kierunek zamawiany starały się
              między innymi UW, PW, AGH, UJ. UW i PW podeszły do konkursu
              lekceważąco, na zasadzie "my jesteśmy najlepszymi informatykami w
              kraju, więc jeśli nie my, to kto?" - no i padły. AGH w swoim wniosku
              popełniła proste błędy formalne. UJ grant dostał.

              Powiadasz, że UJ jest kulturystą?
              • tuluz-lotrek Re: Kierunki zamawiane 09.06.10, 15:03
                Mozesz sobie zmienic tresc bajki na "pietnastu kulturystow i trzech
                ciezarowcow", a jej konkluzje na "dwoch kulturystow i ciezarowca",
                jesli to Ci poprawi humor. Ja zreszta nie pisalem o konkretnej
                dziedzinie ani uczelni tylko o specyfice tego konkursu. Coz jest
                takiego, czego owe "kulturystyczne" uczelnie dotad nie mogly w swym
                nauczaniu poprawic, a co stypendia dla studentow nagle odmienia? Czy
                to tylko udzwig za maly, czy moze i pieknie wyslowione plany w
                praktyce okazuja sie do kitu?

                Napisalem znacznie dluzsza i bardziej tresciwa odpowiedz, ale
                nieocenione forum Gazety wywalilo mnie kasujac caly post i kazac sie
                ponownie zalogowac, a mnie sie juz nie chce tego tluc od nowa.
                • pfg Re: Kierunki zamawiane 09.06.10, 16:14
                  tuluz-lotrek napisał:

                  > Napisalem znacznie dluzsza i bardziej tresciwa odpowiedz, ale
                  > nieocenione forum Gazety wywalilo mnie kasujac caly post i kazac
                  > sie
                  > ponownie zalogowac

                  Na przyszłość: Po powtórnym zalogowaniu się przygotowany post żyje.

                  Co do meritum, to wnioski oceniają osoby, które nie są
                  reprezentantami wnioskodawców, a nawet jeśli dopuścić pewien bias na
                  rzecz małych, prywatnych uczelni (co bardzo prawdopodobne) to i tak
                  większość beneficjentów stanowią duże uczelnie państwowe.
                  • tuluz-lotrek Re: Kierunki zamawiane 09.06.10, 17:45
                    > Na przyszłość: Po powtórnym zalogowaniu się przygotowany post żyje.

                    Dzieki. Najwidoczniej tym razem mi to nie zadzialalo (moze dlatego, ze najpierw
                    probowalem sie bezskutecznie cofnac w przegladarce, zeby odzyskac post).

                    > Co do meritum, to wnioski oceniają osoby, które nie są
                    > reprezentantami wnioskodawców (...)

                    A masz moze namiary, gdzie to mozna sprawdzic (tzn. kto jest recenzentem)? Bo
                    przynajmniej przy pierwszej edycji doszly mnie sluchy, ze kazdy wniosek byl
                    recenzowany przez dwoch ekspertow losowanych z grupy przedstawionych, po jednym,
                    przez wnioskodawcow.

                    > większość beneficjentów stanowią duże uczelnie państwowe.

                    To, ze panstwowe, niezbyt mnie pociesza. "Duze" tez cieszy mnie tylko pod
                    warunkiem, ze odnosi sie do rangi prowadzonych w tych placowkach badan i jakosci
                    nauczania, a nie do liczby studentow
                    (wiem, ze ministerstwo uwaza inaczej i zauwazylem, ze zgadzamy sie co do tego,
                    iz przynosi to tragiczne skutki).

                    A w ogole nie wiem, czy chce, czy raczej nie chce, zeby moj wydzial dostawal
                    takie studia zamawiane. Niby zawsze troche grosza dla dobrych studentow sie
                    przyda, ale praktyka pokazuje, ze wmuszana przy okazji przez ministerstwo
                    nadwyzkowa grupa studentow sklada sie z osob kompletnie nie przygotowanych do
                    nauki (o ile wiecej przyjelismy, o tyle wiecej tez oblalo...), co owocuje
                    glownie obnizeniem poziomu zajec.
                    • pfg Re: Kierunki zamawiane 10.06.10, 10:20
                      tuluz-lotrek napisał:

                      > A masz moze namiary, gdzie to mozna sprawdzic (tzn. kto jest
                      > recenzentem)? Bo
                      > przynajmniej przy pierwszej edycji doszly mnie sluchy, ze kazdy
                      > wniosek byl
                      > recenzowany przez dwoch ekspertow losowanych z grupy
                      > przedstawionych, po jednym,
                      > przez wnioskodawcow.

                      Nie wiem jak to było przy pierwszym konkursie (2008). W 2009 i 2010 procedura
                      była mniej więcej taka: Chętni do oceny wniosków, spełniający pewne kryteria
                      formalne, zgłaszali się do Ministerstwa, odbywali szkolenie, zdawali egzamin.
                      Ci, którzy kryteria spełniali i egzamin zdali, zostawali tzw. asesorami. Ta
                      procedura o wiele miesięcy wyprzedzała ogłoszenie konkursu, więc w zasadzie nie
                      była skorelowana z wnioskami; oczywiście można było z dużym prawdopodobieństwem
                      założyć, że z dużych uczelni będą i asesorzy, i wnioski. Następnie, po
                      ogłoszeniu konkursu, asesorzy odbywali dodatkowe szkolenie obejmujące
                      szczegółowe kryteria dla trwającego właśnie konkursu. Wreszcie każdy wniosek
                      oceniany był przez dwu losowo wybranych asesorów, przy czym nikt nie mógł
                      oceniać wniosku pochodzącego z własnej uczelni. Ponadto element oceny uznaniowej
                      nie jest dominujący i też sformalizowany (za X asesor może dać od 0 do p, za Y
                      od 0 do q itp), większość możliwych punktów wniosek dostaje za spełnienie
                      kryteriów formalnych i za kryteria dodatkowe (ocena wyróżniająca PAKA: z urzędu
                      plus N punktów, uczestnictwo wydziału w europejskich grantach badawczych: z
                      urzędu plus M punktów itp). Wreszcie jeżeli różnica w ocenach za część uznaniową
                      pochodzących od dwóch asesorów była większa niź ileś tam, powoływano trzeciego
                      asesora.

                      Tak, jest możliwość manipulacji w postaci "syndykatu ocen" (powiedzmy, asesorzy
                      z uczelni X umawiają się się z asesorami z uczelni Y, że *wzajemnie* będą
                      oceniać wnioski swoich uczelni na maksa). Możliwość manipulacji jest zawsze.

                      Listę wszystkich asesorów zapewne mozna gdzieś znaleźć na stronach ministerstwa,
                      natomiast to, kto konkretnie oceniał dany wniosek, jest tajne, jak to w
                      konkursach grantowych.
                      • tuluz-lotrek Re: Kierunki zamawiane 10.06.10, 13:52
                        Nie sugerowalem zadnej zmowy w scislym tego slowa sensie. Prawde mowiac, gdyby
                        do czegos takiego istotnie doszlo, pewnie sprawa powinien zajac sie prokurator.

                        Ja tylko mowie, ze jak sie robi konkurs z kulturystycznymi kryteriami, to
                        wygrywaja go kulturysci. I tyle. Tu nie trzeba zlej woli, a i tak skutki moga
                        byc niedobre.

                        A swoja droga, chetnie obejrzalbym liste tych asesorow, ktorzy wzieli udzial w
                        ocenianiu (rzecz jasna, nie mam na mysli tego, kto co ocenial, tylko laczna
                        liste asesorow).
          • sendivigius Re: Kierunki zamawiane 08.06.10, 20:30

            pfg napisał:

            > > A ci nie tak dobrzy? Biedronka?
            >
            > Przekwalifikują się. Po studiach typu sciences/engineering będzie
            im łatwiej i będą mieli większe pole manewru. Myślisz, że wszyscy
            > absolwenci pedagogiki, marketingu, politologii i archeologii
            > śródziemnomorskiej znajdują pracę w zawodzie?


            Ale ja nad tym ubolewam. Bo co to jest za system edukacji w ktorym
            studiuj sobie co badz, a potem sie przekwalifikuj. Po co tak? Nie
            lepiej od razu uczyc sie co trzeba. Nie chce wywolywac dyskusji ze
            pewne osoby studiuja aby sie "spelnic" - takie sa ale ich malo, inne
            bo same nie wiedza co robic - takim nalezy pomoc odpowiednia
            orientacja zawodowa. Wlasnie to jest polityka edukacyjna.
            Tymczasem rzad i minister biora kase za wlasnie prowadzenie polityki
            a faktycznie spychaja robote na tych nizej w systemie. Tylko czekac
            az prezydent i premier powiedza "ja nie wiem jak rzadzic i nic mnie
            to nie obchodzi zlozcie wy propozycje ustawy, sami napiszcie
            budzet".

            W przypadku biotechnologii i innych sciecies/eng zwroc uwage ze 1.
            sa to studia drogie. 2. sa to studia ciezkie (takze obciazajace
            czasowo). Przekwalifikowanie sie oczywiscie jest latwiejsze jak ktos
            ma takie przygotowanie. Pytanie jest jednak na co? Bo przeciez sam
            twierdzisz, i tu zgoda, ze politologow jest zatrzesienie. No wiec
            jakie ma szanse na rynku pracy biotechnolog ktory przekwalifikowal
            sie na politologa? Albo inzynier mechanik co przekwalifikowal sie na
            ksiegowego? Wyobraz sobie ze jestes HR w jakies korporacji i masz do
            wyboru. Co wybierasz. Obawiam sie ze skonczy sie Biedronka. I teraz
            ministerstwo wydaje pieniadze, i to podwojnie bo wydaje na stypendia
            i wydaje na studia jako takie, aby w tak drogi sposob ksztalcic
            kasjerow albo operatorow wozkow widlowych. Przykro mi pfg ale jak ja
            to widze to noz w kieszeni mi sie otwiera.

            A może po prostu
            > uważasz, że w Polsce w ogóle nie należy studiować, że jesteśmy
            > skazani na zagładę i kto żyw powinien stąd spierdalać (excuse my
            > French), bo najmniejsza sugestia, że zdobycie wykształcenia w
            Polsce
            > zwiększa czyjekolwiek indywidualne szanse na sukces byłaby
            karygodnym
            > oszukiwaniem młodych ludzi?


            Probujesz sprowadzic sprawe do absurdu. Tego przeciez nie mowie - ja
            mowie ze wysilek nalezy optymalizowac. Studiowac to co trzeba za
            pierwszym razem. Ja naprawde jestem przekonany ze rzad i
            ministerstwo wlasnie od tego jest. I widze ze nie spelnia swojej
            roli, a nawet gorzej bo dezorganizuje to co by sie nawet lepiej samo
            ulozylo gdyby ministera takich pomyslow nie miewala.

            > Popełniasz ten sam błąd, jaki w zeszłorocznym konkursie
            popełniło
            > szereg wielkich uczelni. Kierunek zamawiany przyznaje się nie za
            > przeszłe zasługi, ale za pomysł na to, jak studia ulepszyć,
            > uatrakcyjnić. Dotychczasowe osiągnięcia i potencjał stanowią tylko
            > jedno z kryteriów - ważne, ale nie najważniejsze.


            Swietna odpowiedz jest powyzej. W labie (i pewnie wogole w zyciu)
            obowiazuje zasada - nie naprawiaj tego co nie jest zepsute.

            Ty widzisz kierunki zamawiane jako pewien rodzaj grantow. Formalnie
            to rzeczywiscie tak jest, ja zwracam uwage ze gdy na sprawe sie
            popatrzy z punktu widzenia studentow a takze z punktu widzenia calej
            polityki edukacyjnej to skutki uboczne takiej grantologii sa
            oplakane tyle ze konsekwencji nie ponosza wydzialy i naukowcy ale ci
            mlodzi ludzie.
            • pfg Re: Kierunki zamawiane 08.06.10, 21:11
              sendivigius napisał:

              > Bo co to jest za system edukacji w ktorym
              > studiuj sobie co badz, a potem sie przekwalifikuj.

              Ale tak jest też w cywilizacji. Słyszałem, że we Francji kilka
              tysięcy osób rocznie kończy psychologię. Myślisz, że francuski rynek
              pracy potrzebuje corocznie tylu psychologów? Nie. Co więcej, mnóstwo
              osób, które tę psychologię studiuje, doskonale to wie. A jednak
              studiują. W UK i Niemczech absolwenci matematyki i fizyki masowo idą
              pracować do instytucji finansowych, a moi znajomi płaczą rzewnymi
              łzami, że nie mają doktorantów i postdoców. Chyba inżynierowie i
              lekarze przekwalifikowują się najrzadziej (choć znamy przecież
              lekarzy, którzy a to zostawali szefami wielkich instytucji
              finansowych, a to ministrami obrony :-/). Ja nie wiem dlaczego tak
              jest - mam pewne wyobrażenia, ale o nie na razie mniejsza, tym
              bardziej, że mogą one być błędne - ale tak po prostu jest.

              Wykształcenie wyższe to nie tylko suma umiejętności "zawodowych",
              jakie się zdobywa, ale pewne wykształcenie "ogólne", kultura (w tym
              kultura techniczna), nawyki cywilizacyjne, które zdobywa się niejako
              po drodze. One często procentują bardziej niż formalne wiadomości
              zawodowe.

              > skutki uboczne takiej grantologii sa
              > oplakane tyle ze konsekwencji nie ponosza wydzialy i naukowcy ale
              > ci
              > mlodzi ludzie.

              No nie, bo jako się rzekło, program kierunków zamawianych nie
              generuje nowych kandydatów. Ci, którzy na kierunki zamawiane idą, i
              tak by poszli na nie lub na podobne studia, tyle że na innej uczelni,
              w innym mieście.
              • sendivigius Re: Kierunki zamawiane 08.06.10, 22:07
                Oj chyba sie nie moge przebic z wyjasnieniem tego o co mi chodzi,
                wiec jeszcze raz.

                Gdy ktos idzie na przyslowiowa "archeologie srodziemnomorska" to
                oczywiscie zdaje sobie sprawe ze jego szanse na prace w zawodzie sa
                umiarkowane. Zupelnie inna sytuacja jest gdy ktos idzie na kierunek
                zamawiany. Kierunek jest zamawiany, czyli milczaco sie zaklada ze
                absolwenci beda przebierac w ofertach pracy jak w ulegalkach. Tak
                nie jest. I tyle chcialem powiedziec. Potencjalnych studentow dobrze
                jest uswiadomic ze w Polsce na rynku pracy biotechnologia jest w tej
                samej grupie co archeologia srodziemnomorska.

                A szczerze powiedziawszy uwazam ze jeszcze gorzej. Bo jak biedny
                absolwent archeologii srodziemnomorskiej przywlecze sie do banku -
                to pewnie pomysla - no tak, gdzie bidaczek ma szukac pracy. Moze sie
                nad nim ktos zlituje. A jak do banku przyczlapie absolwent
                biotechnologii to powiedza mu - alez panie, idz pan szukach pracy w
                biotechnologii, przeciez w kazdej gazecie pisza ze to przyszlosc i
                nawet ministera taki kierunek zamawia!
                • pfg Re: Kierunki zamawiane 09.06.10, 10:44
                  sendivigius napisał:

                  > Kierunek jest zamawiany, czyli milczaco sie zaklada ze
                  > absolwenci beda przebierac w ofertach pracy jak w ulegalkach.

                  Rozumiem, co chcesz powiedzieć. Takie założenie nigdy nie zostało
                  wypowiedziane w sposób jawny - trudno zresztą oczekiwać, żeby było,
                  bo w końcu mamy wolny rynek, większość miejsc pracy powstaje w
                  sektorze prywatnym, nie ma Centralnej Komisji Planowania, która
                  precyzyjnie dekretuje jakie będzie zapotrzebowanie na fizyków,
                  biotechnologów, politologów, artystów plastyków i inżynierów
                  włókiennictwa i stosownie ustala limity przyjęć na studia.
                  Ministerstwo może tylko szacować jakie szanse na znalezienie pracy
                  będą mieli absolwenci poszczególnych kierunków, ekstrapolować rozwój
                  gospodarki, przy czym - zgoda - w znacznej części są to pobożne
                  życzenia.

                  Problemem zasadniczym jest bowiem druga strona równania: pierwszą są
                  uczelnie i ich oferta edukacyjna, drugą gospodarka i generowane przez
                  nią zapotrzebowanie na specjalistów. Na tę drugą stronę MNiSW i
                  uczelnie mają wpływ znikomy, a gospodarka Polski jest niesłychanie
                  odtwórcza. Ty domagasz się "polityki edukacyjnej" - w porządku,
                  powiedz jednak, kogo, twoim zdaniem, Polska powinna kształcić przy
                  założeniu, że uzyskany tytuł zawodowy ma odpowiadać pracy i że pracę
                  tę będzie łatwo znaleźć? Nie biotechnologów, nie fizyków, ale też nie
                  politologów ani nie archeologów śródziemnomorskich. A więc kogo?

                  Bardzo niewiele wiem o biotechnologii, ale - co pisałem już wiele
                  razy - dobrzy, a nawet zaledwie przyzwoici absolwenci fizyki,
                  matematyki, informatyki nie mają problemów ze znalezieniem pracy,
                  choć w dwu pierwszych wypadkach niekoniecznie "w zawodzie". Uważam,
                  że stwierdzenie "jeżeli skończysz studia sci/eng, będzie ci łatwiej
                  znaleźć pracę niż po studiach humanistycznych, pedagogicznych,
                  marketingowych" jest prawdziwe. Program kierunków zamawianych ma
                  skłonić młodzież do podejmowania studiów sci/eng (zresztą, jak już
                  pisałem, w tym aspekcie raczej nie działa). Nie ma obietnicy pracy "w
                  zawodzie", jest tylko powiedziane, że pracę po takich studiach będzie
                  *łatwiej* znaleźć pracę. Zapewne Ministerstwo liczy też na to, że
                  wytworzy się masa krytyczna ludzi z odpowiednim wykształceniem, co
                  zachęci potencjalnych inwestorów do inwestowania właśnie tutaj. Brak
                  kadry z odpowiednim wykształceniem jest barierą rozwoju odpowiednich
                  branż - zgoda, nie jedyną, pewnie nawet nie najważniejszą, ale bez
                  jej zniesienia rozwoju tych branż nie będzie.

                  > Bo jak biedny
                  > absolwent archeologii srodziemnomorskiej przywlecze sie do banku -
                  > to pewnie pomysla - no tak, gdzie bidaczek ma szukac pracy. Moze
                  > sie
                  > nad nim ktos zlituje. A jak do banku przyczlapie absolwent
                  > biotechnologii to powiedza mu - alez panie, idz pan szukach pracy w
                  > biotechnologii

                  Czy ja wiem? Archeolog śródziemnomorski zapewne zna się na sztuce,
                  historii starożytnej, zna łacinę, grekę, może też jakiś inny wymarły
                  język. To są umiejętności bankowi nieprzydatne. Biotechnolog zna
                  angielski, biegle obsługuje komputer, nie ucieka w popłochu na widok
                  arkusza kalkulacyjnego i jakichś formuł matematycznych, jeśli się
                  sprawdzi na niższych szczeblach, może będzie go można zaangażowac do
                  obsługi kredytowej przedsiębiorstw (niekoniecznie gigantów!) z branży
                  medycznej, farmaceutycznej lub choćby specjalistycznego gospodarstwa
                  rolnego, usiłującego wprowadzić na rynek nowe sadzonki jakichś
                  roślin. We look at your business, not at your balance sheet -
                  banki przynajmniej chcą udawać, że to prawda, potrzebują więc
                  pracowników, którzy potencjalnie mogą zrozumieć o co w takim biznesie
                  chodzi.
                  • sendivigius Re: Kierunki zamawiane 09.06.10, 18:08
                    pfg napisał:

                    Czy ja wiem? Archeolog śródziemnomorski zapewne zna się na sztuce,
                    historii starożytnej, zna łacinę...


                    No nie. Tak to moze mowic dyrektor strategiczny banku jak przychodzi
                    do niego na wywiad dziennikarka miesiecznika "Twoj Styl". W koncu
                    jakie to ma znaczenie co sobie pogada, to nie on przyjmuje ludzi do
                    pracy.

                    Praktyka, wyglada zupelnie inaczej. Kadrowa, oh pardon - hjuman
                    risorsys - pani Krysia, ma na biurku 400 podan i jedna posade. W tej
                    liczbie podan 300 to sa osoby wykwalifikowane w bankowosci i
                    finansach. Pani Krysia teraz robi: finanse - shreder, finanse -
                    shreder, finanse - shreder, finanse - shrerder, archologia -
                    shreder etc. Po co pani Krysia ma sie narazac pani Basi, ktora jest
                    jej szefowa. Pani Krysia ma prace bo jest zona Bartka co gra w pilke
                    z kuzynem pani Basi, a wogole to skonczyly to samo liceum wiec od
                    razu im sie zgadalo. Pani Krysia jest po prywatnej szkole rzucania
                    grabiami, szukala pracy poltora roku i nie ma ochoty tego
                    doswiadczenia powtarzac. Pani Krysia odrzuci wszystko co
                    niestrandardowe juz na etapie pierwszego sortowania.

                    Zadna osoba w normalnym trybie nie dostanie pracy w
                    dziedzinie w ktorej nie ma wyksztalcenia. Aby osoba mogla dostac
                    taka prace musi zajsc zjawisko nadzwyczajne, takie jak:

                    1. znajomosci
                    2. wyjatkowy deficyt na rynku kandydatow
                    3. chwilowa pomrocznosc jasna pani Krysi

                    To wszstko sie zdarza ale nie rob z tego reguly.

                    Twoj punkt widzenia na sprawy zatrudnienia absolwentow sprowadza sie
                    do stwierdzenia ze ludzie pomimo studiow dostaja prace. Ja,
                    za stan bardziej pozadany uwazam ze ludzie dzieki studiom
                    dostaja prace. Dlatego uwazam ze ministera powinna zniechecac
                    pierwsza sytuacja a promowac ta druga. Wogole, twoje rozumowanie o
                    pracy ma cechy takie jakby to byl rynek konsumenta (bezrobocie
                    bliskie 0), tymczasem jest to rynek producenta, bezrobocie ... nikt
                    nie uwierzy w prawdziwe liczby.

                    Druga twoja mantra brzmi "jak ktos jest dobry do dostanie prace". To
                    teraz przyloz to rozumowanie do polskiej nauki. Jak wiesz najlepszy
                    polski uniwerstytet jest gdzis kolo miejsca 500. Jezeli to "ci
                    dobrzy" dostaja prace i taki produkuja rezultat to juz pozostaje
                    tylko stwierdzic ze polacy sa obciazeni genetycznie i to w sposob
                    negatywny. No oczywiscie, ten stan rzeczy moga wywolywac i inne
                    przyczyny na przyklad brak pieniedzy, dzieki czemu wiemy ze
                    pieniedzy jest wiecej np. w Argentynie.

                    Teza ze: "dobrzy dostaja prace" jest nie do obrony. Rzeczywiscie,
                    jest to stanowisko najczesciej spotykanie wsrod kadry wyzszych
                    uczelni w Polsce. Sa to bowiem ludzie ktorzy nigdy nie zetkneli sie
                    z prawdziwym rynkiem pracy. Co ciekawe, w USA takie samo podejscie
                    maja profesorowie co dostali etat tak mniej wiecej przed
                    administracja Cartera. Ci ktorzy dostali go pozniej juz takich
                    rzeczy nie opowiadaja.

                    Ty domagasz się "polityki edukacyjnej" -...Nie biotechnologów,
                    nie fizyków, ale też nie politologów ani nie archeologów
                    śródziemnomorskich. A więc kogo?


                    To bardzo rzeczowy zarzut. Ja niestety nie dysponuje tak
                    przekrojowymi danym aby na to pytanie odpowiedzialnie odpowiedziec.
                    To ministerstwo powinno wiedziec - a nie zgadywac albo wrozyc z
                    fusow. Jezeli natomiast nie wie to niech przynajmniej nie pogarsza
                    sytuacji, ktora sie ksztatluje porzez naturalne relacje popytu i
                    podazy: oferty edukacyjnej i zainteresowan i kalkulacji mlodziezy.

                    Ile kogo ksztalcic ma tez taka odpowiedz, ze na poziomie
                    scholaryzacji 42% wszystkich jest za duzo. Tyle ze jednych jest
                    troche za duzo a innych duzo za duzo.
                    • pfg Re: Kierunki zamawiane 09.06.10, 20:32
                      sendivigius napisał:

                      > Zadna osoba w normalnym trybie nie dostanie pracy w
                      > dziedzinie w ktorej nie ma wyksztalcenia.

                      sendi, a skąd ty takie rewelacje bierzesz? Moje opowieści o
                      matematykach i fizykach pracujących w instytucjach finansowych to nie
                      są bajki z mchu i paproci, ale historie oparte na realnych, znanych
                      mi faktach. Na tyle dużej grupie faktów, iż nie są to historie
                      anegdotyczne, jednostkowe.

                      Mam bliską znajomą, która zawodowo zajmuje się HR i to na dość
                      wysokim szczeblu. Ona powiada, że formalne wykształcenie, jakie ktoś
                      otrzymał, jest tylko jednym z kryteriów przy rekrutacji - ważnym, ale
                      nie jedynym i często nienajważniejszym. To samo twierdzą znajomi,
                      którzy pracują w od Boga przeklętych korporacjach. A przy rekrutacji
                      na stanowisko analityka w instytucji finansowej matematyk (niekiedy
                      też fizyk) będzie miał przewagę nad absolwentem rachunkowości. Jest
                      także faktem, iż ludzie coraz częściej zmieniają nie tylko pracę, ale
                      także branżę, zawód. Z konieczności druga i następne prace na ogól
                      nie odpowiadają ich formalnemu wykształceniu. I znów, nie jest
                      to ani zjawisko jednostkowe, ani lokalne, polskie.

                      Przeczysz wreszcie sam sobie - w końcu to ty wystąpiłeś z tezą, że
                      archeologa może ktoś z litości *w banku* zatrudni, podczas gdy
                      biotechnologa wygna precz.

                      Pojawia się tu wszakże problem głębszy: Na ile wykształcenie zdobyte
                      na studiach ma się bezpośrednio przekładać na możliwości znalezienia
                      pracy zaraz po studiach, na ile zaś dawać potencjał do rozwijania
                      się, utrzymania pracy, przekwalifikowania. Są tacy, to nie
                      żart
                      , którzy chcą sprowadzić studia do roli przysposobienia
                      zawodowego, tak, aby absolwent z jeszcze ciepłym dyplomem
                      licencjata/magistra mógł siąść za biurkiem i robić dokładnie to, co
                      potrzebne jest jakiemuś pracodawcy. Takie poglądy stają się,
                      niestety, coraz bardziej wpływowe, ale one są zabójcze. Owszem, tak
                      "wykształceni" ludzie znajdą pracę, ale za pięć lat, gdy wejdą nowe
                      produkty, technologie, zostaną zwolnieni. Po co ich trzymać, skoro
                      uczelnie właśnie będą wypuszczać nowych absolwentów, nauczonych tej
                      właśnie technologii? Z drugiej strony całkowite oderwanie od
                      praxis też jest niewskazane dla ludzi szukających pracy poza
                      akademią.

                      > Druga twoja mantra brzmi "jak ktos jest dobry do dostanie prace".
                      > To
                      > teraz przyloz to rozumowanie do polskiej nauki. Jak wiesz najlepszy
                      > polski uniwerstytet jest gdzis kolo miejsca 500. Jezeli to "ci
                      > dobrzy" dostaja prace i taki produkuja rezultat to juz pozostaje
                      > tylko stwierdzic ze polacy sa obciazeni genetycznie i to w sposob
                      > negatywny.

                      Nieco to bałamutne, gdyż - z całym szacunkiem dla czytających to
                      przedstawicieli wydziałów humanistycznych, ekonomicznych itd - UJ i
                      UW w ogóle mieszczą się w tym rankingu dzięki wydziałom
                      ścisłym i niektórym wydziałom przyrodniczym; tak się składa, że te
                      najlepsze wydziały odpowiadają zarazem ministerialnym/unijnym
                      kierunkom zamawianym (fizyka, matematyka, chemia, biotechnologia).
                      Ale pozostałe wydziały stanowią, przez swoją liczebność, pokaźny
                      wkład do mianownika, co ciągnie cały ułamek w dół. Nie ma też co
                      liczyć na badania rangi noblowskiej w Polsce, bo takie badania są
                      niebywale wprost drogie i Polski zwyczajnie nie stać na ich
                      samodzielne prowadzenie.

                      [O polityce edukacyjnej:]

                      > To ministerstwo powinno wiedziec - a nie zgadywac albo wrozyc z
                      > fusow.

                      A skąd ma wiedzieć, skoro nie ma już Centralnej Komisji Planowania?
                      Może tylko próbować odgadnąć przyszłe trendy. Tudzież próbować je
                      kształtować przez odpowiednią podaż absolwentów z danym
                      wykształceniem.

                      > Ile kogo ksztalcic ma tez taka odpowiedz, ze na poziomie
                      > scholaryzacji 42% wszystkich jest za duzo.

                      O, i to jest bardzo dobra odpowiedź. Ministerstwo i politycy
                      wszystkich opcji z niezwykłym uporem brną w stronę mirażu powszechnej
                      skolaryzacji, za chwilę powszechnego wyższego wykształcenia, w
                      wyobrażalnej perspektywie powszechnego doktoratu. Niestety, to akurat
                      ma oparcie w realnych trendach rynkowych. W latach '90, gdy o pracę
                      było trudno, ci zaś nieliczni, którzy mieli wyższe wykształcenie,
                      umieli obsługiwać komputer i znali angielski, mieli o wiele lepszą
                      pozycję na rynku pracy, powstał mit, że wyższe wykształcenie jest
                      gwarancją sukcesu. Jednocześnie na skutek upadku molochów gospodarki
                      socjalistycznej, wzrostu wydajności pracy i postępu technologicznego
                      RADYKALNIE zmalało zapotrzebowanie na prace fizyczne. Z czasem, jak
                      uczył Marks, ilość przeszła w jakość i wyższe wykształcenie stało się
                      warunkiem koniecznym, choć nie wystarczającym, do zaistnienia na
                      rynku pracy - różne uczelnie, duże i małe, dobre i złe, wygenerowały
                      tylu absolwentów, a zarazem poziom szkolnictwa średniego (na skutek
                      parcia na jego powszechność) tak się obniżył, że choć na jakimś
                      stanowisku wystarczyłoby wykształcenie średnie, pracodawca ma tylu
                      kandydatów z wykształceniem wyższym, że na tych ze średnim nawet nie
                      spojrzy. No jak to, myśli taki szef, skoro teraz "każdy" może zdobyć
                      wykształcenie wyższe, to jeśli ktoś takowego nie ma, musi być albo
                      leniem, albo idiotą, tak czy siak osobą nieprzydatną do pracy. Masz
                      rację, mamy rynek pracodawcy, nie pracobiorcy, więc kandydaci z
                      wyższym wykształceniem, którzy mieli pecha skończyć kiepskie uczelnie
                      lub szczególnie popularne kierunki, biorą taką substandardową pracę z
                      pocałowaniem ręki.

                      Philip K. Dick, jeden z dwu największych wizjonerów SF (drugim był
                      oczywiście Stanisław Lem), mimochodem zaznaczył w którejś ze swoich
                      powieści, że jego bohater studiował roznoszenie mleka na uczelni,
                      która dziś mieści się bodaj w pierwszej dziesiątce rankingu
                      szanghajskiego. Kto wie...

                      Ze specjalnymi pozdrowieniami dla Lesia.
                      • sendivigius Re: Kierunki zamawiane 09.06.10, 22:56
                        [O polityce edukacyjnej:]

                        > To ministerstwo powinno wiedziec - a nie zgadywac albo wrozyc z
                        > fusow.

                        A skąd ma wiedzieć, skoro nie ma już Centralnej Komisji Planowania?
                        Może tylko próbować odgadnąć przyszłe trendy.


                        O tym jest ta dyskusja. Skad ministerstwo wie co zamawiac?

                        Zwroc wpierw uwage na formalna strone zagadnienia. Ministerstwo
                        zamawia wedlug wnioskow. Dobry wniosek - zamawia. Nie ma w tym
                        intencji sprawczej ministerstwa - ktore mowi: zamawiamy fizyke
                        jadrowa albo zamawiamy biotechnologie. Akurat taki wniosek byl dobry
                        = dostal duzo punktow wg sformalizowanych kryteriow i tyle. A jakby
                        wydzial gry na kobzie wynajal superfirme doradcza zrobil
                        superwniosek to tez by dostal. Choc nie jest to nigdzie powiedziane
                        wprost, wnioskuje jednak ze dziedziny ktore maja szanse sa jakos
                        zakreslone. Aby wiecej powiedziec musze popatrzyc na cala liste tego
                        co przeszlo. Jakis link jak masz pod reka?

                        Brak CKP nie jest zadna wymowka aby nie prowadzic prac studialnych.
                        Takie prace powinny byc prowadzone ale nie w UE tylko na rynku
                        polskim, i wnioski takich prac przelozylyby sie na pule zamowien, na
                        przyklad wniosek ze potrzeba biotechnologow powodowalby ze taki
                        wydzial juz za nic dostaje fory punktowe. Z tego co pisza w gazetach
                        nie widze alby takim torem sie to toczylo. Ja widze po prostu chaos.
                        Sa pieniadze to je radosnie wydajemy i niech sie dzieje wola nieba.

                        Ja bym bardzo chcial zobaczyc takie badania:

                        Biotechnologia rocznik ukonczenia 1999:

                        Zaczelo x
                        Uknonczylo x-y
                        Po piecu latach jako biotechnolodzy pracuje z
                        Inni pracuja: a, b, c
                        Zarobki, rozlad f(x)

                        i tak dalej, i tak dalej. Sa od tego fachowcy; nie moja rzecza jest
                        podpowiadac jak robic socjologie (opinia mojej zony socjologa (po UJ)
                        nie nadaje sie do powtorzenia publicznie). Wtedy mozna to wykreslic
                        w wielu wymiarach i cos bedzie widac. A jest: szklana kula, czarny
                        kot, i wosk lany do wody.
                        • pfg Re: Kierunki zamawiane 10.06.10, 09:55
                          sendivigius napisał:

                          > Nie ma w tym
                          > intencji sprawczej ministerstwa - ktore mowi: zamawiamy fizyke
                          > jadrowa albo zamawiamy biotechnologie.

                          sendi, nie jest to co prawda żelazna reguła, ale niekiedy się sprawdza: Zanim
                          ktoś zabierze głos w publicznej dyskusji, powinien sprawdzić stan faktyczny.
                          Wiedz zatem, że Ministerstwo co roku, przed ogłoszeniem konkursu, publikuje tzw.
                          listę kierunków zamawianych (lista zmienia się co roku) i wnioski mogą dotyczyć
                          tylko kierunków studiów znajdujących się na tej liście.

                          > Ja bym bardzo chcial zobaczyc takie badania [...]

                          Ja też. Ministerstwo w planach reformy kładzie duży nacisk na tzw. śledzenie
                          losów absolwentów. Obecnie dział ten dramatycznie kuleje, tak w skali całej
                          Polski, jak i poszczególnych uczelni.
                          • sendivigius Re: Kierunki zamawiane 10.06.10, 17:31
                            pfg napisał:

                            Zrobmy zestawienie dobrych rad.

                            nie jest to co prawda żelazna reguła, ale niekiedy się sprawdza:
                            Zanim ktoś zabierze głos w publicznej dyskusji, powinien sprawdzić
                            stan faktyczny.


                            Otoz, to.

                            Ministerstwo w planach reformy kładzie duży nacisk na tzw.
                            śledzenie losów absolwentów. Obecnie dział ten dramatycznie kuleje,
                            tak w skali całej Polski, jak i poszczególnych uczelni.


                            Rozumiem: najpierw wydaje pieniadze a pozniej sprawdzi czy to mialo
                            sens.

                            Odnosze wrazenie ze wiekszy publiczny pozytek bylby z napomnkiecia
                            ministerstwa niz w przytykaniu otherwise sfrustrowanemu
                            forumowiczowi. Avanti!
                            • pfg Re: Kierunki zamawiane 10.06.10, 22:51
                              sendi, ale to jest twoja teza, iż absolwenci czegokolwiek - w tym
                              kierunków zamawianych - powinni koniecznie pracować "w zawodzie". Ja
                              takiej tezy nie bronię, bo wiem, że warunki brzegowe, tzw. real life,
                              narzucają coś innego. Argumentuję natomiast, że gdyby program
                              kierunków zamawianych działał, to i tak byłoby to z pożytkiem dla
                              partycypantów. W dodatku jeżeli ministerstwo chce oddziaływać na
                              rynek pracy przez sterowanie podażą przyszłych absolwentów, kariery
                              dotychczasowych absolwentów, sprzed rozpoczęcia projektu, mają
                              mniejsze znaczenie.

                              Poza tym, nie frustruj się. Nie warto.
                            • em_i3 Re: Kierunki zamawiane 10.06.10, 22:56
                              Dopisuję się:
                              po pierwsze niestety nie przeczytałam całego wątku bo rozrósł się błyskawicznie
                              a noc późno za oknem i komarzyce atakują, ale chciałam dorzucić kilka słów jako
                              biotechnolog.
                              1. W moim mieście 3 uczelnie dysponują takim kierunkiem
                              2. Z moich niedokładnych wiadomości wynika, że w moim mieście średnio 300 osób
                              rocznie kończy ten kierunek
                              3. Nie znam żadnego biotechnologa, który by pracował jako biotechnolog, czyli
                              pracował w przemyśle, tworzył coś nowego lub choćby produkował odczynniki do
                              ogólnie pojętej biotechnologii. Wszyscy pracujący "w zawodzie" to naukowcy na
                              uczelniach, czyli są nie w zawodzie.
                              4. Ja musiałam się przekwalifikować nieco w bok
                              5. Nie widze żadnego sensu w dopłacaniu do tego kierunku.

                              • popisuar Re: Kierunki zamawiane 11.06.10, 07:17
                                BIOTECHNOLOG em_i3 napisała: Nie znam żadnego biotechnologa,
                                który by pracował jako biotechnolog
                                , czyli pracował w przemyśle,
                                tworzył coś nowego lub choćby produkował odczynniki do ogólnie
                                pojętej biotechnologii. Wszyscy pracujący "w zawodzie" to naukowcy
                                na uczelniach, czyli są nie w zawodzie.
                                - I TO CHYBA ZAMYKA NASZA DYSKUSJE...

                              • sendivigius Re: Kierunki zamawiane 11.06.10, 12:51
                                em_i3 napisała:


                                > 3. Nie znam żadnego biotechnologa, który by pracował jako
                                biotechnolog,


                                I rest may case Your Honor!
                                • pfg Re: Kierunki zamawiane 11.06.10, 15:03
                                  Żeby nie było wątpliwości: Ja pisałem generalnie o kierunkach
                                  zamawianych, nie broniłem szczególnie biotechnologii.
                      • popisuar Re: Kierunki zamawiane 11.06.10, 07:14
                        Lesio dziekuje za specjalne pozdrowienia i nawzajem!
          • popisuar Re: Kierunki zamawiane 11.06.10, 07:08
            pfg napisał: A może po prostu uważasz, że w Polsce w ogóle nie
            należy studiować
            , że jesteśmy skazani na zagładę i kto
            żyw powinien stąd spierdalać
            (excuse my
            French), bo najmniejsza sugestia, że zdobycie wykształcenia w
            Polsce
            zwiększa czyjekolwiek indywidualne szanse na sukces byłaby
            karygodnym oszukiwaniem młodych ludzi
            ?
            TAK TEZ UWAZAM...
    • popisuar Re: Moje ukochane ministerstwo 11.06.10, 06:33
      Zrozum, ze Ministerstwo dba o profesorow od biotechnologii, a nie
      o to, czy Polsce potrzebni sa jacys biotechnolodzy
      . Gdyby
      kierowac sie realnymi potrzebami rynku pracy (dzis i w
      przewidywalnej przyszlosci), to okazalo by sie, ze Polsce
      wwystarcza dwa, gora trzy uniwerstety, tylez samo politechnik plus
      SGH i SGGW, i to ze znacznie zmniejszona iloscia studentow!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka