Dodaj do ulubionych

system boloński

05.03.11, 16:01
co prawda system boloński na naszych uczelniach został już ostatecznie zadekretowany (z wyjątkiem kilku kierunków), ale... czy możemy przejść obojętnie obok takich argumentów jak, te które głoszą poloniści: www.forumakad.pl/archiwum/2008/06/51_co_z_ta_polonistyka.html
czy zmiana systemy 5 na 3+2 rzeczywiście wpływa na poprawę jakości kształcenia? czy warto jeść tę żabę? mam prośbę - czy ktoś zna jakieś wyniki badań nad efektami kształcenia po zmianie systemu? czy na którejś uczelni zbadano jak ta zmiana przełożyła się na efekty kształcenia? z góry dziękuję za informacje
Obserwuj wątek
    • dr_pitcher Re: system boloński 05.03.11, 16:05
      Pewnie sa - tylko zwroc uwage, ze system bolonski to nie jedyna zmiana jaka nastapila w ostatnich latach. Obnizenie standartow w szkolach i na maturze, to moim zdaniem, problem numer jeden.
    • loleklolek_pl Re: system boloński 05.03.11, 16:17
      Nie wiem, cyz poziom wykształcenia się poprawił, czy pogorszył, ale wiem, że my wciąż mamy problem z sensownym ustaleniem na nowo programu studiów. Chodzi oczywiście o takie większe bloki programowe, które z jednej strony trudno jest wrzucić tylko na jeden poziom studiów (brak czasu lub jeszcze niezrealizowane inne przedmioty, ktore byłyby przydatne), a z drugiej strony za bardzo nie ma sensu dzielić tych bloków pomiędzy stopnie (przychodzą inni, nowi, którzy nie mieli lub mieli niewystarczające podstawy z danego materiału na innyach uczelniach).
    • i_zbyszeko Re: system boloński 05.03.11, 16:49
      trafiłem na wyniki badań w UAM w Poznaniu, wykazały, że studenci nie są zainteresowani jednym z filarów systemu bolońskiego - możliwością mobilnego przemieszczania się po różnych ośrodkach krajowych i zagranicznych. Okazało się, że w zależności od kierunku, brak zainteresowania okresowym przeniesieniem się do innego ośrodka akademickiego w Polsce zadeklarowało od 90% do 99%, a do ośrodka zagranicznego od 69% do 96% studentów UAM. Czy my przypadkiem nie chcemy uszczęśliwiać studentów na siłę?
    • flamengista oczywiście, że nie 05.03.11, 17:08
      System boloński ostatecznie dobił polskie uczelnie i pogrzebał dydaktykę.

      System szkolnictwa średniego produkuje młodych ludzi, którzy nie umieją czytać skomplikowanych tekstów i nie potrafią pisać logicznie zbudowanych tekstów-wypowiedzi powyżej 1-2 stron. Potrafią tylko rozwiązywać teksty, pozbawieni są umiejętności twórczego myślenia i nawyków uczenia się (czyli: jak czegoś nie wiem, to pytam, albo doczytuję w bibliotece).

      Na 5-letnich studiach można by z takimi młodymi ludźmi zrobić sporo, poświęcając pierwsze 2 lata na naukę podstaw. Tymczasem na licencjacie po 2 roku oni już myślą o magisterskich. W dodatku na 2 poziom trafiają często studenci z innych kierunków, bez żadnych umiejętności w zakresie narzędzi badawczych - i mają napisać pracę magisterską.

      To jest koszmar, totalna porażka. Ale nic nie da się zrobić, mleko się wylało.
      • larusse Re: oczywiście, że nie 05.03.11, 17:22
        flamengista napisał:

        > System boloński ostatecznie dobił polskie uczelnie i pogrzebał dydaktykę.
        >
        > System szkolnictwa średniego produkuje młodych ludzi, którzy nie umieją czytać
        > skomplikowanych tekstów i nie potrafią pisać logicznie zbudowanych tekstów-wypo
        > wiedzi powyżej 1-2 stron. Potrafią tylko rozwiązywać teksty, pozbawieni są umie
        > jętności twórczego myślenia i nawyków uczenia się (czyli: jak czegoś nie wiem,
        > to pytam, albo doczytuję w bibliotece).

        Nie przesadzasz trochę?
        • spokojny.zenek Re: oczywiście, że nie 05.03.11, 17:31
          Nie. Nie przesadza. Można by jeszcze trochę dodać do tego, co napisał.
          Jeśli przesadza, to w jednym - że dawniej w 5 lat można było wiele zrobić. Trochę - owszem, ale na mnóstwo rzeczy było już za późno.

          • larusse Re: oczywiście, że nie 05.03.11, 17:46
            spokojny.zenek napisał:

            > Nie. Nie przesadza. Można by jeszcze trochę dodać do tego, co napisał.

            Wybacz, ale brzmi to trochę jak gadanie starych dziadków: Oj, ta dzisiejsza młodzież (teraz studenci to tacy trochę jakby upośledzeni-testy tylko potrafią rozwiązywać). Za naszych czasów...
            • flamengista za naszych czasów... 05.03.11, 18:09
              To w szkole średniej pisało się 2 wypracowania w miesiącu, do tego była min. jedna kartkówka. Lektury też się czytało, bo bryki były w powijakach a internet dopiero raczkował. Więc wychodziło się ze szkoły z umiejętnością czytania i pisania.

              Ba - w moim (dość elitarnym, przyznaję) krakowskim liceum w 3 i 4 klasie miałem już zajęcia z wykładowcami krajowskich uczelni - podstawy mikro i makroekonomii, socjologii i psychologii. Więc idąc na studia ekonomiczne wiedziałem już czego się spodziewać i że mnie to interesuje.

              Mieliśmy też dyskusyjny klub filmowy, na którym puszczano nam ambitne filmy i mogliśmy porozmawiać o tym z ekspertami. Oraz regularne wyjścia do teatru. Więc wzbudzano w nas zainteresowanie kulturą wyższą.

              Obawiam się, że w obecnym systemie na tak ambitne zajęcia zarówno uczniowie jak i nauczyciele nie mają po prostu czasu.

              W efekcie na nasze studia trafiają ludzie, którzy autentycznie nie czytają żadnych książek, ergo: nie umieją też poprawnie pisać po polsku! To nie są żarty, to ponura rzeczywistość.
              • larusse Re: za naszych czasów... 05.03.11, 18:38
                Wiesz co? Moi znajomi z liceum (nie wiem czy elitarnego... chyba nie, bo poprawnie pisać i mówić po polsku się nie nauczyłam... z czytaniem mi trochę lepiej idzie, ale to ćwiczę od 3 roku życia, więc sam rozumiesz...) twierdzą, że nie spodziewali się, że "na studiach będzie tak łatwo"... więc ja nie wiem w takim razie gdzie jest problem... Niżej (gimnazja, licea) czy wyżej (uniwersytety)?

                • spokojny.zenek Re: za naszych czasów... 05.03.11, 18:40
                  Sugerujesz, ze powodem radykalnego obniżenia się poziomu osób przychodzących na studia są zbyt niskie wymagania na studiach?
                  Muszę przyznać - pomysł dość niezwykły...

                  • larusse Re: za naszych czasów... 05.03.11, 18:58
                    spokojny.zenek napisał:

                    > Sugerujesz, ze powodem radykalnego obniżenia się poziomu osób przychodzących na
                    > studia są zbyt niskie wymagania na studiach?
                    > Muszę przyznać - pomysł dość niezwykły...


                    Naturalnie, że nie... Wskazywałabym raczej na nowe zasady rekrutacji na studia (ale to tylko moje skromne zdanie).

                    Zabawny wydaje mi się fakt, że wykładowcy narzekają na niski poziom przychodzących na studia, a studenci śmieją się, że na studiach (w porównaniu do liceum) to "taaakie luzy"... :)
                    • spokojny.zenek Re: za naszych czasów... 05.03.11, 19:13
                      larusse napisała:

                      > spokojny.zenek napisał:
                      >
                      > > Sugerujesz, ze powodem radykalnego obniżenia się poziomu osób przychodząc
                      > ych na
                      > > studia są zbyt niskie wymagania na studiach?
                      > > Muszę przyznać - pomysł dość niezwykły...
                      >
                      >
                      > Naturalnie, że nie... Wskazywałabym raczej na nowe zasady rekrutacji na studia
                      > (ale to tylko moje skromne zdanie).

                      Czy herbata staje się słodsza od mieszania?
                      Co maja do rzeczy zasady rekrutacji? Chyba, ze przez zasady rekrutacji rozumiemy nadymanie wskaźnika skolaryzacji do kuriozalnego poziomu powyżej 50%, a i to jeszcze nie koniec (niektórzy roją o 80%).

                      > Zabawny wydaje mi się fakt, że wykładowcy narzekają na niski poziom przychodząc
                      > ych na studia, a studenci śmieją się, że na studiach (w porównaniu do liceum) t
                      > o "taaakie luzy"... :)

                      Musze przyznać, ze jesteś raczej odosobniona w przywoływaniu tych "śmiechów". Ja raczej widzę (i słyszę) masowe narzekania studentów na rzekomo nienormalnie wyśrubowane wymagania w sytuacji, gdy te wymagania są bez jakiegokolwiek porównania niższe, niż jeszcze dekadę temu.



                      • larusse Re: za naszych czasów... 05.03.11, 20:27
                        spokojny.zenek napisał:

                        > Chyba, ze przez zasady rekrutacji rozumiem
                        > y nadymanie wskaźnika skolaryzacji do kuriozalnego poziomu powyżej 50%, a i to
                        > jeszcze nie koniec (niektórzy roją o 80%).

                        No, ale czy to nie jest jedna z przyczyn??? Przecież odsetek "tych nadających się na studia" absolwentów szkół średnich chyba tak gwałtownie nie poszybował w górę? (czy poszybował?)
                        Rekrutację na podstawie tylko nowej matury uważam za wielkie nieporozumienie. Z tego co mi wiadomo nowa matura w różnych szkołach wyglądała różnie. I później można było zobaczyć różne kwiatki na studiach, które np. z matury z angielskiego miały, powiedzmy, 90-100% a na lektoratach lądowały na poziomie A1-A2... I bynajmniej nie dlatego, że chciały mieć spokój i jeden przedmiot z głowy... (nie mówiąc już o przypadkach z niższej półki kiedy lekko upośledzona umysłowo osoba idzie do liceum, później zda jakoś maturę i zapłaci czesne i macie ją na studiach (tych z trzeciej czy czwartej ligii).

                        No, ale co tu dużo mówić... rekrutujecie na podstawie testów to macie rozwiązywaczy testów. Nie wiem skąd to zdziwienie...
                        • spokojny.zenek Re: za naszych czasów... 05.03.11, 20:36
                          larusse napisała:

                          > No, ale czy to nie jest jedna z przyczyn???

                          To oczywiste, ze jest. Zauważ zresztą, że jest to 50% ze znacznie "krótszych" roczników.

                          > Rekrutację na podstawie tylko nowej matury uważam za wielkie nieporozumienie. Z
                          > tego co mi wiadomo nowa matura w różnych szkołach wyglądała różnie.

                          Założenie było właśnie takie, ze będzie wyglądać dokładnie identycznie, a wiec będzie idealnym kryterium rekrutacji.

                          > (nie
                          > mówiąc już o przypadkach z niższej półki kiedy lekko upośledzona umysłowo osoba
                          > idzie do liceum, później zda jakoś maturę i zapłaci czesne i macie ją na studi
                          > ach (tych z trzeciej czy czwartej ligii).

                          No, z drugiej pewnie też...

                          > No, ale co tu dużo mówić... rekrutujecie na podstawie testów to macie rozwiązyw
                          > aczy testów. Nie wiem skąd to zdziwienie...

                          Jakie zdziwienie?
                          Cały system jest nastawiony teraz pod różne testy, od samego początku.
                          Na aplikacje prawnicze też teraz dostaje się na podstawie testu jednokrotnego wyboru. Nie ma żadnego ustnego egzaminu. Na koniec też zresztą nie ma. A na róznych forach wciąż można czytać bajki o wrednych samorządach, które rzekomo "blokują" itd.
                          Płacić za to będziemy wszyscy.

                          Wszędzie stawia się na kształcenie "profesjonalnego idioty". Ma sie dobrze znać na swojej dziedzinie (co się sprawdzi testem wyboru), a poza tym może mieć horyzonty wąskie jak polityk PiS, zasób 1000 słów i nie potrzeba mu żadnych zainteresowań.
                          • larusse Re: za naszych czasów... 05.03.11, 20:46
                            spokojny.zenek napisał:

                            > Wszędzie stawia się na kształcenie "profesjonalnego idioty". Ma sie dobrze znać
                            > na swojej dziedzinie (co się sprawdzi testem wyboru), a poza tym może mieć hor
                            > yzonty wąskie jak polityk PiS, zasób 1000 słów i nie potrzeba mu żadnych zainte
                            > resowań.

                            No, tu to trochę pojechałeś... Bo ja z PiSu akurat :)
                          • flamengista stosując twoje kryteria 05.03.11, 22:10
                            i w pierwszej lidze trafiają się "lekko upośledzone umysłowo" osobniki. Owszem, incydentalnie ale jednak.

                            Pamiętam sytuację sprzed ładnych paru lat - studentka zagraniczna z jednego z krajów arabskich. Dziewczyna nie łapała nic, absolutnie. W ogóle nie było z nią żadnego kontaktu. Nawet nie chodzi o to, że nie znała polskiego, angielskiego, ani żadnego obcego języka (odrobinę ponoć mówiła po francusku, ale ja w to nie wierzę). Nie szło się z nią dogadać nawet na migi.

                            Najlepszy był moment, gdy okazało się że pod koniec sesji tylko u mnie nie zdała;)
                            • spokojny.zenek Re: stosując twoje kryteria 05.03.11, 22:19
                              flamengista napisał:

                              > i w pierwszej lidze trafiają się "lekko upośledzone umysłowo" osobniki. Owszem,
                              > incydentalnie ale jednak.

                              A owszem.


                              > Najlepszy był moment, gdy okazało się że pod koniec sesji tylko u mnie nie zdał
                              > a;)

                              Dobre podsumowanie i ilustracja czegoś, o czym przy różnych okazjach pisałeś :-)

                    • flamengista studenci? jacy studenci? 05.03.11, 20:17
                      Podajesz przykład siebie i swoich kolegów. Nie mam zamiaru ci kadzić, po prostu wynika z tego że jesteście powyżej średniej. Ale niereprezentatywni dla ogółu.

                      Połowa moich seminarzystów uważała że żartuję, gdy mówiłem im ile powinni przeczytać by napisać swoją pracę dyplomową. Część twierdzi, że nadal żartuję - mimo braku zaliczenia. To też nie jest reprezentatywna próba, ale jakiś argument;)

                      Natomiast poważnym argumentem były przytaczane na tym forum badania, wg. których 1/3 obecnych studentów nie czyta absolutnie nic. Żadnej książki w ciągu roku.
                      • larusse Re: studenci? jacy studenci? 05.03.11, 20:48
                        flamengista napisał:

                        > Połowa moich seminarzystów uważała że żartuję, gdy mówiłem im ile powinni przec
                        > zytać by napisać swoją pracę dyplomową. Część twierdzi, że nadal żartuję - mimo
                        > braku zaliczenia. To też nie jest reprezentatywna próba, ale jakiś argument;)

                        Flamengisto, ale skończy się pewnie tak, że dasz im w końcu to zaliczenie, a oni później zwolnią się z pracy na dwie, trzy godziny i spokojnie pójdą się obronić. I to jest moim zdaniem jeszcze gorsze.
                        • flamengista nie mam pojęcia, jak się skończy 05.03.11, 22:16
                          część pewnie po wielu przedłużeniach i mękach w końcu napisze coś, co będzie od biedy spełniało wymogi pracy dyplomowej. I się obroni. W tej grupie znajdą się pewnie i ci, którzy zrozumieją że pracy sami nie napiszą i zatrudnią do tego celu kogoś kompetentniejszego.

                          Będą także i tacy, którzy się zniechęcą i zrezygnują.

                          Z drugiej strony - jakieś 30% moich seminarzystów to świetni studenci, którzy obronią się szybko i bezproblemowo, pisząc dobre prace. I na nich się koncentruje, co pozwala nie zwariować w tym zawodzie.
                • flamengista jest tak łatwo 05.03.11, 20:13
                  bo poprzeczkę trzeba obniżyć do statystycznej średniej. A ta jest żenująco niska.

                  To, że twoi koledzy przeskakują "na luzie" nad tą poprzeczką wcale mnie nie dziwi. Do tego wystarczy chodzenie na zajęcia, odrobina pracy i przeciętna inteligencja.

                  Tu chodzi o to, że trzeba także przepuszczać tych, co na zajęcia w ogóle nie zamierzają chodzić a książki to spotykają incydentalnie - w galerii handlowej, za szybą księgarni.
                  • larusse Re: jest tak łatwo 05.03.11, 20:32
                    flamengista napisał:

                    > Tu chodzi o to, że trzeba także przepuszczać tych, co na zajęcia w ogóle nie za
                    > mierzają chodzić a książki to spotykają incydentalnie - w galerii handlowej, za
                    > szybą księgarni.


                    Co znaczy "trzeba przepuszczać"?
                    W sumie to lepiej nie odpowiadaj, bo ja się takimi rzeczami za bardzo denerwuję...
                    • spokojny.zenek Re: jest tak łatwo 05.03.11, 20:38
                      larusse napisała:


                      > Co znaczy "trzeba przepuszczać"?

                      Przepraszam, ze odpowiem za flamengistę: a jak myślisz?

              • larusse tak się zawsze zastanawiam... 06.03.11, 12:43
                flamengista napisał:

                > Ba - w moim (dość elitarnym, przyznaję) krakowskim liceum w 3 i 4 klasie miałem
                > już zajęcia z wykładowcami krajowskich uczelni - podstawy mikro i makroekonomi
                > i, socjologii i psychologii. Więc idąc na studia ekonomiczne wiedziałem już cze
                > go się spodziewać i że mnie to interesuje.


                Tak się zawsze zastanawiam co takiego interesującego jest w mikroekonomii czy np. rachunkowości... Rozumiem jeszcze, że ciekawa może wydawać się np. historia gospodarcza, ale mikroekonomia??!! Mam czasami szkolenia z ludźmi po akademiach/uniwersytetach ekonomicznych. Zazwyczaj na początku szkolenia każdy mówi coś tam o sobie, o swoich zainteresowaniach... Absolwenci kierunków ekonomicznych mówią na ogół coś takiego: Nazywam się Jan Kowalski. Ukończyłem AE (czy UEK). Interesuję się księgowością... albo: Anna Nowak. Skończyłam Marketing i zarządzanie. Interesuję się kontrolą jakości.

                Zawsze sobie wtedy myślę: jak można interesować się "kontrolą jakości"??!!
                Rozumiem "interesowanie się" tym dla kasy, ale żeby interesować się "naprawdę"??!!

                Zresztą jakoś nigdy nie rozumiałam (nie tylko ja), że na ekonomiczną można iść, bo ma się takie zainteresowania (jakie?). Dobra, jeszcze rozumiem na ekonomię... Ale finanse i rachunkowość czy towaroznawstwo czy zarządzanie i inżynieria produkcji?? To chyba tylko dla kasy (co uważam za bardzo rozsądny wybór).
                • flamengista Re: tak się zawsze zastanawiam... 06.03.11, 19:15
                  Po pierwsze - rachunkowość a mikro to są jednak zupełnie różne rzeczy.

                  Po drugie - mikroekonomia jest moim zdaniem bardzo ciekawa i przydatna w życiu, choć ja akurat bardziej interesuję się poziomem makro. Ale mikro było jednym z moich ulubionych przedmiotów na studiach.

                  Po trzecie - rachunkowość jest dla mnie nudna jak flaki z olejem, mam jednak kilku kumpli zajmujących się tą dziedziną. I jak się ich zapyta przy piwie/kawie o ich zainteresowania naukowe, widać że ich to naprawdę kręci. Nie wiem, czy to oznaka obłędu, czy tego że być może my z zewnątrz tego nie dostrzegamy, ale takie sa fakty;)

                  Po czwarte - ludzie interesują się różnymi rzeczami, radziłbym więc pochopnie nie oceniać lekceważąco niektórych dyscyplin/dziedzin naukowych. Przecież podobnie mogą się wypowiadać laicy o działce, którą się zajmujemy;)
                  • larusse Re: tak się zawsze zastanawiam... 06.03.11, 19:43
                    flamengista napisał:

                    > Po pierwsze - rachunkowość a mikro to są jednak zupełnie różne rzeczy.

                    Wiem, miałam mikro na studiach... Z rachunkowością na studiach nie miałam do czynienie, ale to taki mój prywatny symbol nudy:)

                    > Po drugie - mikroekonomia jest moim zdaniem bardzo ciekawa i przydatna w życiu,
                    > choć ja akurat bardziej interesuję się poziomem makro. Ale mikro było jednym z
                    > moich ulubionych przedmiotów na studiach.

                    Ale CO jest w tym takiego, że Cię interesuje? Ja już wspomniałam miałam mikro na studiach. Też lubiłam ten przedmiot, ale bardziej określiłabym go jako "przyjemny", ale nie "interesujący" (może dlatego, że były to tylko podstawy... może później staje się to "fascynujące".... tak jak np. matematyka: podstawy są "przyjemne", później się to robi "fascynujące": pojawiają się trójkąty o trzech kątach prostych, koła, które są kwadratami, kwadraty, które są trójkątami, 2+2=5 (nie wiem czy nie pomieszałam, dla mnie niestety ten poziom "fascynujące" jest niedostępny).


                    > Po czwarte - ludzie interesują się różnymi rzeczami, radziłbym więc pochopnie n
                    > ie oceniać lekceważąco niektórych dyscyplin/dziedzin naukowych. Przecież podobn
                    > ie mogą się wypowiadać laicy o działce, którą się zajmujemy;)

                    Zgadza się. Nie nie mam do tego lekceważącego stosunku. Tak mi wydaje przynajmniej. To nie tak... Chciałabym tylko wiedzieć, CO jest w tym interesującego (tak jak chciałam kiedyś wiedzieć CO ludzi interesuje w historii języka. Dalej nie wiem co...), bo może czegoś nie jestem w stanie dostrzec, nie biorę pod uwagę... itd. Zawsze jak słyszę teksty typu: interesuję się "kontrolą jakości", to pytam: Dlaczego? Co jest w tym takiego pociągającego? I nikt nie chce wytłumaczyć...
                    • eeela Re: tak się zawsze zastanawiam... 07.03.11, 20:42

                      > Zgadza się. Nie nie mam do tego lekceważącego stosunku. Tak mi wydaje przynajmn
                      > iej. To nie tak... Chciałabym tylko wiedzieć, CO jest w tym interesującego (ta
                      > k jak chciałam kiedyś wiedzieć CO ludzi interesuje w historii języka. Dalej nie
                      > wiem co...)

                      Kiedyś już rozmawialiśmy na ten temat, i parę osób, w tym ja, próbowało ci to wytłumaczyć.

                      (forum.gazeta.pl/forum/w,87574,119461470,,Wydrukowana_i_zlozona.html?v=2)


                      Ja z kolei nie rozumiem, dlaczego tak bardzo wydaje ci się, że jeśli coś nie interesuje ciebie, to już interesujące per se być nie może.
                      • dala.tata Re: tak się zawsze zastanawiam... 07.03.11, 20:51
                        ale jest w tym cos fascynujacego, ze sa ludzie, ktorzy nie potrafia zrozumiec, ze innych interesuja inne rzeczy nie? jest w tym jakis dokotrat :-)


                        eeela napisała:

                        >
                        > Ja z kolei nie rozumiem, dlaczego tak bardzo wydaje ci się, że jeśli coś nie in
                        > teresuje ciebie, to już interesujące per se być nie może.
                        >
                        • eeela Re: tak się zawsze zastanawiam... 07.03.11, 21:09

                          > ale jest w tym cos fascynujacego, ze sa ludzie, ktorzy nie potrafia zrozumiec,
                          > ze innych interesuja inne rzeczy nie? jest w tym jakis dokotrat :-)

                          Rodzaje zaburzeń wyższych poziomów intencjonalności u homo sapiens? ;-P
                          • larusse Re: tak się zawsze zastanawiam... 07.03.11, 21:40
                            eeela napisała:


                            > Rodzaje zaburzeń wyższych poziomów intencjonalności u homo sapiens? ;-P

                            Intencjonalność prowadzi nas prosto (albo krzywo) do kwestii znaczenia...
                            A to już Twoja działka. (i Twoja empiria <hehe>)
                            • eeela Re: tak się zawsze zastanawiam... 07.03.11, 22:21

                              > Intencjonalność prowadzi nas prosto (albo krzywo) do kwestii znaczenia...

                              Chyba nie znasz pojęcia poziomów intencjonalności. Polecam lekturę Dana Dennetta albo Robina Dunbara.
                              • larusse Re: tak się zawsze zastanawiam... 07.03.11, 22:33
                                eeela napisała:

                                > Chyba nie znasz pojęcia poziomów intencjonalności. Polecam lekturę Dana Dennett
                                > a albo Robina Dunbara.
                                >


                                Dziękuję, eeelu... Jesteś taka koleżeńska.
                      • larusse Re: tak się zawsze zastanawiam... 07.03.11, 20:53
                        eeela napisała:

                        > Kiedyś już rozmawialiśmy na ten temat, i parę osób, w tym ja, próbowało ci to w
                        > ytłumaczyć.

                        Ale co mi "wytłumaczyłaś"? że różni ludzie interesują się różnymi rzeczami? To to nawet ja wiem (wiem, że trudno w to uwierzyć).

                        > Ja z kolei nie rozumiem, dlaczego tak bardzo wydaje ci się, że jeśli coś nie in
                        > teresuje ciebie, to już interesujące per se być nie może.
                        >

                        A gdzie ja napisałam, że "coś co nie interesuje mnie, nie może być interesujące"???
                        Chce tylko wiedzieć CO kogoś w tym interesuje.
                        Czy ja piszę po chińsku???
                        • eeela Re: tak się zawsze zastanawiam... 07.03.11, 20:56
                          Jakbyś raczyła zajrzeć do wątku, który przywołałam, znalazłabyś w nim tę dawną rozmowę oraz szereg przytoczonych powodów, dla których ludzie znajdują przyjemność w studiowaniu historii języka.

                          Jeśli doczytałaś tam tylko to:

                          > Ale co mi "wytłumaczyłaś"? że różni ludzie interesują się różnymi rzeczami?

                          - to znaczy, że niespecjalnie się wczytywałaś w udzielone ci tam odpowiedzi. Albo miałaś kłopoty ze zrozumieniem ich.
                          • larusse Re: tak się zawsze zastanawiam... 07.03.11, 21:25
                            eeela napisała:

                            > Jakbyś raczyła zajrzeć do wątku, który przywołałam, znalazłabyś w nim tę dawną
                            > rozmowę oraz szereg przytoczonych powodów, dla których ludzie znajdują przyjemn
                            > ość w studiowaniu historii języka.
                            >
                            > Jeśli doczytałaś tam tylko to:
                            >
                            > > Ale co mi "wytłumaczyłaś"? że różni ludzie interesują się różnymi rzeczam
                            > i?
                            >
                            > - to znaczy, że niespecjalnie się wczytywałaś w udzielone ci tam odpowiedzi. Al
                            > bo miałaś kłopoty ze zrozumieniem ich.

                            Aż sobie przeczytałam jeszcze raz i co widzę?
                            Interesuję się historią języka, bo:
                            eela

                            -Obserwowanie ewolucji języka jest niesamowicie ciekawe (tu to chyba nic konkretnego nie mamy: obserwowanie rozwoju kury domowej jest bardzo ciekawe...)

                            -To chyba jeden z najbardziej bezpośrednich sposobów, żeby dotrzec do historii rozwoju ludzkiego umysłu :-) (to samo można powiedzieć niemal o wszystkim: samolotach, samochodach, znaczkach, historii hodowli kury domowej...)

                            Chociaż też często pełen ryzyka, jeśli chodzi o precyzję badań, bo źródła często mocno wybrakowane albo w ogóle ich nie ma i wchodzi się w spekulacyjną rekonstrukcję.
                            (no, tutaj coś konkretnego: interesuje się tym, bo: lubi ryzyko i spekulacje...)


                            No, masz rację... dostałam wyczerpującą (i oryginalną!) odpowiedź na moje pytanie.
                            Zwracam honor.
                            • dala.tata Re: tak się zawsze zastanawiam... 07.03.11, 21:37
                              zastanawiam sie, jakiej to odpoweidzi chcialaby larusse.

                              X jest ciekawe bo Jaroslaw tak powiedzial?
                              X jest ciekawe bo znajomi larusse tak powiedzieli?
                              X jest ciekawe bo leczy raka?
                              X jest ciekawe bo jest slowianskie?

                              sprobuj przyjac larusse (napuc sie i sprobuj), ze cos jest ciekawe bo tak. albo jest ciekawe bo bo wyjasnia cos innego. co wiecej, ewolucja kury domowej (o zgrozo!!) tez jest ciekawa. starczy tylko przestac zagladac do swego pepka w poszukiwaniu zaintersowania.
                              • larusse Re: tak się zawsze zastanawiam... 07.03.11, 21:50
                                dala.tata napisał:

                                > sprobuj przyjac larusse (napuc sie i sprobuj), ze cos jest ciekawe bo tak. albo
                                > jest ciekawe bo bo wyjasnia cos innego. co wiecej, ewolucja kury domowej (o zg
                                > rozo!!) tez jest ciekawa. starczy tylko przestac zagladac do swego pepka w posz
                                > ukiwaniu zaintersowania.


                                Ale ja to przyjmuję (dziwne, nie?)
                                Chodzi mi raczej o jakieś oryginalne ujęcie "istoty" zainteresowań. Takie, że jak je usłyszę/zobaczę to pomyślę sobie:
                                Wow! Cholera jasna, ma rację... jakie to ciekawe... i znowu "wow".
                                Nic więcej...

                                Ale to, naturalnie, zaburzenia (i naturalnie moje <hehe>)
                                • larusse btw 07.03.11, 21:53
                                  Niepokojąco duża liczba osób ma problem z Jarosławem.

                                  Być może należałoby to już nazwać, zgodnie z najnowszymi trendami, Jarosławofobią...
                                  • dala.tata Re: btw 07.03.11, 21:55
                                    obawiam sie, ze nie masz racji. to, co ty nazywasz Jaroslawofobia, mozna z powodzeniem nazwac normalnoscia :-)
                                    • larusse Re: btw 07.03.11, 22:04
                                      dala.tata napisał:

                                      > obawiam sie, ze nie masz racji. to, co ty nazywasz Jaroslawofobia, mozna z powo
                                      > dzeniem nazwac normalnoscia :-)

                                      Czyli analogicznie to co "inni" nazywają "homofobią" czy "rusofobią" można z powodzeniem nazwać "normalnością", prawda?
                                      • dala.tata Re: btw 07.03.11, 22:09
                                        obawiam, ze to tak nie dziala. ale pamietaj, co ci powtarzam: najwazneijsze, zebys ty sie czula dobrze, ze swymi pogladami. nie przejmuj sie swiatem.
                                        • larusse Re: btw 07.03.11, 22:12
                                          dala.tata napisał:

                                          > obawiam, ze to tak nie dziala. ale pamietaj, co ci powtarzam: najwazneijsze, ze
                                          > bys ty sie czula dobrze, ze swymi pogladami. nie przejmuj sie swiatem.

                                          A ja się obawiam, że tak działa...

                                          Jak to się mówi: w fundamentalnych kwestiach nie ma zgody, są tylko odziaływania...
                                          Miłego oddziałowywania!
                                          • dala.tata Re: btw 07.03.11, 22:28
                                            no widzisz! grunt, zeby ci bylo dobrze z twoimi pogladami!
                                            nie daj sie swiatu prekonac! ty stoisz tam gdzie dobro (=Jaroslaw), swiat tam, gdzie ZOMO :-)
                                            • larusse Re: btw 07.03.11, 22:42
                                              dala.tata napisał:

                                              > no widzisz! grunt, zeby ci bylo dobrze z twoimi pogladami!
                                              > nie daj sie swiatu prekonac!

                                              Ależ ja jestem otwarta... na mocne argumenty i uczciwą grę...
                                              Tylko wiesz, do czego ma mnie przekonywać? Jak już mówiłam: nie ma zgody, są tylko oddziaływania. Nie "poznajesz" tylko "wybierasz".

                                              >ty stoisz tam gdzie dobro (=Jaroslaw), swiat tam,
                                              > gdzie ZOMO :-)

                                              Ja stoję tam gdzie symbole (bo tylko symbole "są" ),
                                              a świat mnie średnio obchodzi... może sobie stać gdzie chce... nie mój interes.
                                              • dala.tata Re: btw 07.03.11, 22:47
                                                nieee, no teraz to juz mnie brzuch boli od smiechu. wez, daj spokoj, larusse.

                                                larusse napisała:

                                                > Ależ ja jestem otwarta... na mocne argumenty i uczciwą grę...
                                                • larusse Re: btw 07.03.11, 22:51
                                                  dala.tata napisał:

                                                  > nieee, no teraz to juz mnie brzuch boli od smiechu. wez, daj spokoj, larusse.


                                                  Jasne Dala, to napisz mi tylko czy "homofob" to raczej "poznanie" czy "oddziaływanie"...
                                • dala.tata Re: tak się zawsze zastanawiam... 07.03.11, 21:58
                                  proponuje poczytac teksty z psychologii zainteresowan.

                                  mozesz tez sprobowac jakiegos kursu na temat precyzyjnego wyrazania sie. wydaje mi sie niezwykle i niepokojace, ze identyfikujesz istote twych dociekan jako 'istote zainteresowania' po serii postow na przestrzeni miesiecy.
                                  • larusse Re: tak się zawsze zastanawiam... 07.03.11, 22:09
                                    dala.tata napisał:


                                    > mozesz tez sprobowac jakiegos kursu na temat precyzyjnego wyrazania sie. wydaje
                                    > mi sie niezwykle i niepokojace, ze identyfikujesz istote twych dociekan jako
                                    > 'istote zainteresowania' po serii postow na przestrzeni miesiecy.


                                    O "istocie" mych dociekań, naturalnie, najwięcej "wie" mój szanowny interlokutor...
                                    Jak już wspomniałam: znaczenie to Twoja działka... Miłej zabawy!
                              • matdokt Re: tak się zawsze zastanawiam... 07.03.11, 22:01
                                dala.tata napisał:

                                > sprobuj przyjac larusse (napuc sie i sprobuj), ze cos jest ciekawe bo tak. albo
                                > jest ciekawe bo bo wyjasnia cos innego. co wiecej, ewolucja kury domowej (o zg
                                > rozo!!) tez jest ciekawa.

                                ja chyba ostatnio czytając jakąś aplikację o grant widziałem właśnie argumentację że "ewolucja pewnej matematycznej kury domowej" jest b. ciekawa i ma dużo zastosowań (np. globalne ocieplenie, równouprawnienie płci, walka z terroryzmem, energia odnawialna itd...), zdaje się ze grant przeszedł

                                innymi słowy, ludzie którzy potrafią wykrzesać ze swojego rozumu najgłębsze pokłady irracjonalnej złośliwości i ironii najczęściej są skuteczni w tym świecie
                                • larusse Re: tak się zawsze zastanawiam... 07.03.11, 22:10
                                  matdokt napisał:

                                  > ja chyba ostatnio czytając jakąś aplikację o grant widziałem właśnie argumentac
                                  > ję że "ewolucja pewnej matematycznej kury domowej" jest b. ciekawa i ma dużo za
                                  > stosowań (np. globalne ocieplenie, równouprawnienie płci, walka z terroryzmem,
                                  > energia odnawialna itd...), zdaje się ze grant przeszedł

                                  I o coś takiego mi chodziło (chodzi... biega czasami... )
                                  • matdokt Re: tak się zawsze zastanawiam... 07.03.11, 22:24
                                    larusse napisała:

                                    > I o coś takiego mi chodziło (chodzi... biega czasami... )

                                    hmmm myślę że czasami rozumienie czemu coś jest ciekawe a czemu nie, zależy od promili β-karotenu we krwi:)
                                    a tak nawiasem proponuje przeczytać "Das Glasperlenspiel" (Gra szklanych paciorków) H. Hassego
                                    • eeela Re: tak się zawsze zastanawiam... 07.03.11, 22:33
                                      Hessego :-) Ale rozumiem, że to pewnie literówka. Też polecam, bardzo lubiłam tę książkę.
                                      • zitterbewegung Re: tak się zawsze zastanawiam... 07.03.11, 22:40
                                        A to pewnie od diagramu Hassego. Mnie sie takie rzeczy stale mylą.

                                        Też bardzo polecam książkę (albo audiobook, na pewno do znalezienia).
                            • eeela Re: tak się zawsze zastanawiam... 07.03.11, 22:19

                              > -To chyba jeden z najbardziej bezpośrednich sposobów, żeby dotrzec do historii
                              > rozwoju ludzkiego umysłu :-) (to samo można powiedzieć niemal o wszystkim: sam
                              > olotach, samochodach, znaczkach, historii hodowli kury domowej...)

                              Nie, właśnie nie można. Poza tym moja wypowiedź nie była tam jedyną, i nie tylko do niej cię odsyłałam.
                              • larusse Re: tak się zawsze zastanawiam... 07.03.11, 22:35
                                eeela napisała:

                                > Nie, właśnie nie można.

                                Nie mierz innych swoją miarą.

                                >Poza tym moja wypowiedź nie była tam jedyną, i nie tylk
                                > o do niej cię odsyłałam.

                                Wiem, ponowie przeczytałam też wypowiedź autorki.
                                Nie będę komentować, bo nie lubię komentować (hehe... słownik synonimów, by się przydał, bo ja, jak każdy rasowy pisowiec, opanowałam tylko 1000 słów) jak ktoś jest "nieobecny" i nie może się odnieść do tego co piszę. Ale generalnie: nic ciekawego... pisze tak jak Ty "o kurach"


                                Dalej Dala, o historii kultury, czasownikach, blebleble... nudy na pudy...

                                "Porwała" mnie ponowna lektura tego wątku...
                                • eeela Re: tak się zawsze zastanawiam... 07.03.11, 22:41

                                  > Dalej Dala, o historii kultury, czasownikach, blebleble... nudy na pudy...

                                  Tak, historia kultury, rozwój kury, czasowniki i mikroekonomia to są wszystko nudy na pudy. Dzięki wielkie za oświecenie nas, przedstawicieli gatunku ludzkiego, bez ciebie byśmy tego nie wiedzieli. Myślę, że powinnaś poświęcić się objawianiu tych prawd na szerszym forum, żeby tysiące - ba, miliony - ludzi nie tkwiło już w tym strasznym błędzie i nie traciło czasu na nudy na pudy.

                                  Jedno pytanie tylko: czy możesz przy okazji nas oświecić, CO jest naprawdę interesujące i czym powinniśmy się wszyscy fascynować?
                                  • larusse Re: tak się zawsze zastanawiam... 07.03.11, 22:47
                                    eeela napisała:

                                    >
                                    > > Dalej Dala, o historii kultury, czasownikach, blebleble... nudy na pudy..
                                    > .
                                    >
                                    > Tak, historia kultury, rozwój kury, czasowniki i mikroekonomia to są wszystko n
                                    > udy na pudy. Dzięki wielkie za oświecenie nas, przedstawicieli gatunku ludzkieg
                                    > o, bez ciebie byśmy tego nie wiedzieli. Myślę, że powinnaś poświęcić się objawi
                                    > aniu tych prawd na szerszym forum, żeby tysiące - ba, miliony - ludzi nie tkwił
                                    > o już w tym strasznym błędzie i nie traciło czasu na nudy na pudy.

                                    Eeela, zapytam jeszcze raz: czy ja piszę po chińsku???

                                    Niby dlaczego zakładasz, że są jakieś "prawdy", że ktoś "tkwi w jakiś błędach"... i niby dlaczego ja miałabym się poświęcać czemuś czy komuś...

                                    Eeela, to co (i jak) piszesz mówi więcej o Tobie niż o mnie...


                                    > Jedno pytanie tylko: czy możesz przy okazji nas oświecić, CO jest naprawdę inte
                                    > resujące i czym powinniśmy się wszyscy fascynować?

                                    ???

                                    A co mnie obchodzi czym Wy "powinniście" się fascynować???
                                    • dala.tata Re: tak się zawsze zastanawiam... 07.03.11, 22:50
                                      no przeciez nieustannie trujesz, ze to, co nas interseuje jest nudne. no wiec, najwyrazniej cie to obchodzi, nie? ja rozumiem, ze ty nie kontrolujesz tego, co piszesz, ale moze sprobuj?

                                      larusse napisała:

                                      > A co mnie obchodzi czym Wy "powinniście" się fascynować???
                                      >
                                      • larusse Re: tak się zawsze zastanawiam... 07.03.11, 23:05
                                        dala.tata napisał:

                                        > no przeciez nieustannie trujesz, ze to, co nas interseuje jest nudne. no wiec,
                                        > najwyrazniej cie to obchodzi, nie? ja rozumiem, ze ty nie kontrolujesz tego, co
                                        > piszesz, ale moze sprobuj?
                                        >

                                        Dala (do cholery jasnej!): czy ja piszę po chińsku???

                                        Wiesz co? Rozmowa z Tobą to prawie jak dyskusja z Kellerem (to komplement)... Chyba nawet bez "prawie"...
                                    • eeela Re: tak się zawsze zastanawiam... 07.03.11, 23:00

                                      > Eeela, zapytam jeszcze raz: czy ja piszę po chińsku???

                                      Najwyraźniej nie udaje ci się napisać tego, co masz w rzeczywistości na myśli.


                                      > Niby dlaczego zakładasz, że są jakieś "prawdy", że ktoś "tkwi w jakiś błędach".
                                      > .. i niby dlaczego ja miałabym się poświęcać czemuś czy komuś...

                                      Twierdzisz, że coś jest nudami na pudy - zakładam, że jak coś twierdzisz, to znaczy, że uznajesz to za prawdę. Jak napiszesz, że boli cię głowa, to założę, że boli cię głowa. Jak piszesz, że coś jest nudami na pudy, to zakładam, że uznajesz to coś nudami na pudy. Jak piszesz, że nie wyobrażasz sobie, jak ktoś może interesować się mikroekonomią albo gramatyka historyczną, to uznajesz, że nie ma w nich nic interesującego. Zakładam po prostu, że jak coś twierdzisz, to nie dlatego, że myślisz dokładnie przeciwnie, ale że uznajesz swoje twierdzenie za prawdę. Czy też mylę się, i powinnam czytać wszystkie twoje stwierdzenia na opak?


                                      > A co mnie obchodzi czym Wy "powinniście" się fascynować???

                                      A to dlaczego ciągle do tego tematu wracasz, skoro cię on nie obchodzi?
                                • dala.tata Re: tak się zawsze zastanawiam... 07.03.11, 22:42
                                  Larusse, dzieki tobie ogarnela mnie wlasnie wesolosc! dziekuje.


                                  larusse napisała:

                                  > Dalej Dala, o historii kultury, czasownikach, blebleble... nudy na pudy...
                                  >
                                  > "Porwała" mnie ponowna lektura tego wątku...
                    • flamengista Re: tak się zawsze zastanawiam... 07.03.11, 23:41
                      Kurcze, nie wiem jak to wytłumaczyć. Mnie zafascynowała kwestia elastyczności popytu (wiem, może głupio to brzmi) - dlaczego popyt na jedne dobra jest bardziej elastyczny od innych.

                      No i prawo malejących krańcowych przychodów. Zupełnie genialna sprawa, wyjaśniała to, co wcześniej się czuło intuicyjnie a nie umiało się wyjaśnić.

                      Myślę, że sporo zawdzięczam wykładowcy. Pani Doktor była b. surowa*, ale jednak zajęcia były interesujące - bo umiała łączyć teoretyczne koncepcje z praktycznymi aspektami życia gospodarczego.

                      * do legend wydziału przeszła ocena wstawiona jednej z koleżanek. W trzecim terminie wstawiła 2++/--3, dopiero w rubryce "ostateczna ocena" wpisała dst;)
                      • larusse Re: tak się zawsze zastanawiam... 13.03.11, 12:30
                        flamengista napisał:

                        > Kurcze, nie wiem jak to wytłumaczyć. Mnie zafascynowała kwestia elastyczności p
                        > opytu (wiem, może głupio to brzmi) - dlaczego popyt na jedne dobra jest bardzie
                        > j elastyczny od innych.

                        > No i prawo malejących krańcowych przychodów. Zupełnie genialna sprawa, wyjaśnia
                        > ła to, co wcześniej się czuło intuicyjnie a nie umiało się wyjaśnić.


                        Wcale nie brzmi głupio :) Przynajmniej dla mnie. Nawet ciekawe...
            • spokojny.zenek Re: oczywiście, że nie 05.03.11, 18:39
              larusse napisała:

              > spokojny.zenek napisał:
              >
              > > Nie. Nie przesadza. Można by jeszcze trochę dodać do tego, co napisał.
              >
              > Wybacz, ale brzmi to trochę jak gadanie starych dziadków: Oj, ta dzisiejsza mło
              > dzież (teraz studenci to tacy trochę jakby upośledzeni-testy tylko potrafią roz
              > wiązywać). Za naszych czasów...

              Wybacz, ale do ośmieszania takiej gadaniny, to ja naprawdę jestem zawsze pierwszy. Możesz wierzyć albo nie. Problem w tym, ze radykalny obsuw wszelkich - excusez le mot - "skilsów" u ludzi przychodzących na studia jest oczywisty i widoczny gołym okiem. O ile na czołowych uczelniach i obleganych kierunkach jest to obsuw, na który można jeszcze jakoś elastycznie reagować i tragedii wielkiej nie ma, o tyle w "drugiej lidze" (a taka istnieje w każdym kraju i jest też potrzebna) to już katastrofa. WIĘKSZOŚĆ studentów nie czyta absolutnie niczego, nie jest w stanie opanować siatki pojęciowej podstawowych przedmiotów, nie łapie 90% banalnych aluzji erudycyjnych.

              Inna sprawa, że oczywiście nie jest to SKUTEK procesu bolońskiego - niczego takiego nie twierdzę. Odniosłem się tylko do trafnych uwag flamengisty.


          • dala.tata Re: oczywiście, że nie 05.03.11, 17:53
            ja bym niesmialo zauwazyl, ze to nie system bolonski produkuje, tylko nasi wspaniali dydaktycy na swych wspanialych maszynach. proponowalbym dodac tylko, ze na produkcje slabych absolwentow wplywa rowniez globalne ocieplenie, kryzys finansowy oraz sytuacja na Bliskim Wschodzie.

            z cala pewnoscia jednak nie ma nic do czynienia z poziomem zajec, przygotowaniem pracownikow, ich poziomem badawczym oraz refleksja nad swymi praktykami dydaktycznymi.

            proponowalem tez juz kiedys, by polonistyce przyznac status kierunku specjalnej troski.
            • adept44_ltd Re: oczywiście, że nie 05.03.11, 18:38
              a ty znowu ;-) no, z poziomem zajęć nie ma... choć i ma, bo nie da się prowadzić tak zajęć jak kiedyś... ;-)
              racz zauważyć, że wypowiadają się na ten temat niepoloniści, i tez im nie pasuje, może to nie polonistyce należy przyznać status specjalnej troski?
              co do reszty - znam kilka kierunków polonistycznych i nigdzie nie udało się rozwiązać tego równania 3+2 sensownie i obawiam się, że nie ma sensownego rozwiązania, zresztą z tego, co wiem, byliśmy w awangardzie wprowadzania systemu bolońskiego, podczas gdy Europa miała opory i robiła to później
              • spokojny.zenek Re: oczywiście, że nie 05.03.11, 18:42
                W innym wątku można się dowiedzieć, że prawo jest be, tutaj, że polonistyka. A moze jednak dać sobie spokój z takimi opiniami (opartymi zresztą nie na rzetelnej ocenie, lecz na stereotypach) i dyskutować na temat?
              • dala.tata Re: oczywiście, że nie 05.03.11, 21:10
                no jak sie nie da jak kiedys, to rzeczywiscie, to glownie wina systemu bolonskiego.

                ja nie mam zdania na temat tego, czy da sie zrobic na polonistyce sytem 3+2 czy nie. mnie po prostu drazni teza, ze to, jacy sa studenci, jest wina jakiegos odpersonalizowanego systemu, bolonskiego czy innego.

                racz tez zauwazyc, ze to taki topos w dyskusjach na forum: teraz akurat sttudenci sa zli, bo system, za chwile naukowcy sa do dupy, bo Kudrycka. nie publikuja, bo system, zle prowadza zajecia, bo system, tu sie nie da, tu sie nie da w ogole. pozostaje sie cieszyc, ze udaje sie wszystkim brac pensje i ze system nie uniemozliwia tego.
                • adept44_ltd Re: oczywiście, że nie 05.03.11, 21:19
                  dość długa wypowiedź ;-), niemniej, dziwnym trafem, panuje dość powszechna i widoczna nie tylko w Polsce opinia, że system b, nie jest cacy... co więcej, opinia ta jest umotywowana..., to tyle, co mogę dodać do swojej wypowiedzi :)
                  • spokojny.zenek Re: oczywiście, że nie 05.03.11, 21:32
                    A ja dodam, że dziwnym trafem różne w miarę obiektywne mierniki pokazują, że poziom studentów też zjeżdża na twarz i że nie jest to narzekanie starych dziadów.
                    • dala.tata Re: oczywiście, że nie 05.03.11, 23:43
                      nie kwestionuje wynikow. sam to widze. jednak odrzucam teze, ze zjezdza sam, ewentualnie przez system (koniecznie bolonski).
                      • adept44_ltd Re: oczywiście, że nie 06.03.11, 00:05
                        co do tego pełna zgoda, myślę, że to większy i szerszy proces, którego elementem jest system b...
                        • spokojny.zenek Re: oczywiście, że nie 06.03.11, 07:52
                          adept44_ltd napisał:

                          > co do tego pełna zgoda, myślę, że to większy i szerszy proces, którego elemente
                          > m jest system b...

                          Prawdziwość tej tezy jest dość oczywista. Ciekaw jednak jestem, co dala rozumie przez "zjeżdza sam" (słusznie odrzucając taki pomysł). Kto twierdzi, ze "zjeżdża sam" i czy "sam" znaczy "bez przyczyny" .
                          • dala.tata Re: oczywiście, że nie 07.03.11, 11:56
                            otoz zenku, jak dla mnie twoja wypowiedz:

                            A ja dodam, że dziwnym trafem różne w miarę obiektywne mierniki pokazują, że poziom studentów też zjeżdża na twarz i że nie jest to narzekanie starych dziadów.

                            wskazywalaby, ze on tak sam z siebie. ale pewnie mi sie tylko wydaje, ty miales co innego na mysli, a wszystkiemu winin jest system.

                            spokojny.zenek napisał:

                            > Prawdziwość tej tezy jest dość oczywista. Ciekaw jednak jestem, co dala rozumie
                            > przez "zjeżdza sam" (słusznie odrzucając taki pomysł). Kto twierdzi, ze "zjeż
                            > dża sam" i czy "sam" znaczy "bez przyczyny" .
                            • spokojny.zenek Re: oczywiście, że nie 07.03.11, 17:33
                              No dobrze, ale jak coś w życiu społecznym się może dziać "samo z siebie"?
                              • dala.tata Re: oczywiście, że nie 07.03.11, 17:52
                                tyle, ze unikajac okreslenia 'przez kogo', unikasz waznej odpowiedzi. bo watek polegal na tym, zeby przywalic 'systemowi', zdejmujac tym samym odpowiedzialnosc z siebie samych. mnie sie wydaje to dosc typowe dla polskiego dyskursu o nauce i dydaktyce i dlatego na to zareagowalem.

                                spokojny.zenek napisał:

                                > No dobrze, ale jak coś w życiu społecznym się może dziać "samo z siebie"?
                                • spokojny.zenek Re: oczywiście, że nie 07.03.11, 17:55
                                  Bez urazy, ale choćbym bardzo chciał i przygotował sobie bardzo gustowny biczyk, to za poziom osób przychodzących na studia ze szkoły średniej żadną miarą nie mogę się czuć odpowiedzialny. Bardzo bym chciał, ale nie mogę. No nie mogę... To straszne, ale nie mogę!!!
                                  • dala.tata Re: oczywiście, że nie 07.03.11, 18:42
                                    jestem calkiem nieurazony. jednak watek chyba nie dotyczyl tylko maturzystow.
        • flamengista niestety nie 05.03.11, 18:01
          Mówię o kierunku, na którym było 5 osób na 1 miejsce. To są naprawdę inteligentni młodzi ludzie. Problem w tym, że nie mają właściwych nawyków.

          Owszem, można je wyrobić tylko na to potrzeba czasu. Przy założeniu, że nie ma totalnej masówki i jest możliwość pisania prac w ramach poszczególnych kursów, w okolicach 3 roku powinno być widać rezultaty.

          I ja nawet te rezultaty widzę u swoich seminarzystów (rzecz jasna - niektórych). Problem w tym, że oni właśnie za chwilę skończą studia. I wcale nie jest powiedziane, że wylądują u nas na magisterskich. A na magisterskich trafiają się tacy, którzy nie potrafią zrobić przypisu, nie mówiąc już o napisaniu kilkustronicowego tekstu. Ich w zasadzie też trzeba by uczyć wszystkiego od nowa, ale czy to powinno być celem studiów II stopnia?!?
          • spokojny.zenek Re: niestety nie 05.03.11, 18:35
            flamengista napisał:

            > Mówię o kierunku, na którym było 5 osób na 1 miejsce.

            I to na pierwszoligowej (jednak) uczelni.
            Chyba zdajesz sobie sprawę, jak to wygląda w II lidze?
            • flamengista ba! 05.03.11, 20:20
              Pomyśl o III i IV:)

              Mój ojciec pracuje na 2 etacie w II-ligowej, publicznej uczelni. Jest ponoć kiepsko, ale nie tragicznie. Natomiast co dzieje się w PWSZtach i kiepskich prywatnych - mogę się tylko domyślać...
              • spokojny.zenek Re: ba! 05.03.11, 20:26
                II liga to m.in. lepsze PWSZ-y. Dla większości prywatnych szkół zbliżenie się do poziomu PWSZ-ów w przewidywalnej przyszłości jest nieosiągalnym marzeniem.
      • oluuu Re: oczywiście, że nie 06.03.11, 19:59
        Dokładnie tak jest. Ze studiów zrobiono kurs, a czasami nawet kurs niedzielny (niestacjonarne - 60% godzin stacjonarnych). Studenci przelatują przez uczelnie jak meteoryty.
        Dobre kierunki pozostały 5-letnie, a inne w miarę dobre wrócą do tego trybu w ciągu kilku lat.
        Znajdzie się kilka uczelni, w których rektorzy zrozumieją, że podczas niżu demograficznego trzeba się pozytywnie wyróżnić.
        • spokojny.zenek Re: oczywiście, że nie 06.03.11, 20:06
          oluuu napisał:

          > Dobre kierunki pozostały 5-letnie, a inne w miarę dobre wrócą do tego trybu w c
          > iągu kilku lat.

          To nie takie proste.

          > Znajdzie się kilka uczelni, w których rektorzy zrozumieją, że podczas niżu demo
          > graficznego trzeba się pozytywnie wyróżnić.

          Sęk w tym, że od rektorów nic tu nie zależy.


        • chilly Re: oczywiście, że nie 07.03.11, 10:36
          W planach tzw. reformy była m.in. propozycja zrównania liczby godzin na studiach stacjonarnych i niestacjonarnych. Dla umożliwienia realizacji tego projektu przewidywano dwa warianty: a) studia licencjackie trwają nie 3 a 3,5 roku, b) część zajęć odbywa się (jak niegdyś) w jednym z miesięcy wakacyjnych. Co zostało z tych (i innych) słusznych zamierzeń?
          • adept44_ltd Re: oczywiście, że nie 07.03.11, 10:44
            kluczem do reformy jest usuwanie paragrafów, które generują koszty, a mnożenie tych, które generują oszczędności... będzie dobrze, będzie dobrze...
          • spokojny.zenek Re: oczywiście, że nie 07.03.11, 17:36
            Studia licencjackie teraz też chyba mogą trwać 3,5 roku, tylko kto się na coś takiego odważy, jeśli u konkurencji można zrobić w 3 lata, zapewne mniejszym nakładem sił i pewnie taniej...

            A tak swoją drogą - może powiem coś niepopularnego, ale wydaje mi się, że programy studiów w Polsce przewidują stosunkowo dużo godzin zajęć, w każdym razie w porównaniu z paroma innymi krajami.

            • chilly Re: oczywiście, że nie 07.03.11, 19:38
              spokojny.zenek napisał:
              > Studia licencjackie teraz też chyba mogą trwać 3,5 roku...
              Tak, ale mi nie chodzi o to, że "mogą", ale że "muszą", bo jak słusznie piszesz:
              "tylko kto się na coś takiego odważy, jeśli u konkurencji można zrobić w 3 lata, zapewne mniejszym nakładem sił i pewnie taniej...
              >
              > A tak swoją drogą - może powiem coś niepopularnego, ale wydaje mi się, że progr
              > amy studiów w Polsce przewidują stosunkowo dużo godzin zajęć, w każdym razie w
              > porównaniu z paroma innymi krajami.
              Może w tych innych krajach studenci STUDIUJĄ, może chcą nie tylko uzyskać "papier", ale zdobyć określoną wiedzę? Co i w Polsce zapewne ma miejsce na niektórych kierunkach i uczelniach.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka