Dodaj do ulubionych

aplikowanie o granty

03.03.13, 00:17
jak pobudzić i zmotywować ludzi na uczelni, aby chcieli więcej aplikować o granty?
Obserwuj wątek
    • darek12345 Re: aplikowanie o granty 03.03.13, 00:30

      > jak pobudzić i zmotywować ludzi na uczelni, aby chcieli więcej aplikować o gran
      > ty?

      Dać im premie (tzn. ileś $$$) za każdy złożony wniosek o grant, który był w miarę dobrze oceniony (nawet jeśli nie został zaakceptowany).
    • dala.tata Re: aplikowanie o granty 03.03.13, 00:37
      To jest pytanie za milion dolarow i nie ma na nie prostej odpowiedzi. To jest pytanie podobne do tego, jak zmotywowac ludzi do tego, zeby sie przylozyli do uczenia.

      Wbrew pozorom, premia za kazdy zlozony grant niczego nie rozwiazuje, poza moze kwestia mozliwego zrujnowania budzetu jednostki. Rownie dobrze mozna by dawac premie za kazdy dobrze przeprowadzony wyklad, a pensje traktowac jako zachete do pojawienia sie w pracy.

      Wg mnie, potrzebny jest system kija i marchewki, z akceptacja, ze bedzie czesc ludzi, ktorzy nigdy nie zloza podania o grant (co z nimi zrobic, to inna sprawa).


      bass5 napisała:

      > jak pobudzić i zmotywować ludzi na uczelni, aby chcieli więcej aplikować o gran
      > ty?
      • flamengista oczywiście, że kij i marchewka 03.03.13, 09:33
        Trzeba najpierw rozwiązać problem administracji, która skutecznie blokuje wydawanie pieniędzy i realizacje grantów. A blokuje, bo Pani Asi i Kasi się nie chce, a każdy realizowany grant to dodatkowa praca. Zamiast tego wolą pić kawkę i zajadać się ciastkami (autentyk!).

        Więc trzeba tak skonstruować narzuty, by Pani Asi i Kasi dorzucić premie za pomoc w obsłudze dużych grantów. Ale i pogrozić kijem, w sytuacji gdy wniosek np. nie przeszedł z powodów formalnych.

        Z naukowcami jest łatwiej. Mi wystarczy sensownie pracująca administracja, bo jestem zainteresowany głównie korzyściami badawczymi. A więc celem są dobre publikacje. Ale dla innych stymulantem mogłaby być obniżka pensum w okresie realizacji grantu. A kij? Oczywiście należy ten komponent uwzględnić w ocenie pracownika i to z dużą wagą.
    • capo.di.tutti_capi Re: aplikowanie o granty 03.03.13, 01:29
      najlepiej samemu aplikować,
      jeśli w ośrodku są ludzie z grantami, i posiadanie grantu daje coś dodatkowego (np. zmniejszenie dydaktyki dla chętnych, dodatek do pensji), to osoby bez grantów same zaczną aplikować,
      gorzej gdy nikt nie ma grantów, wtedy granty jawią się jak coś z obcego i niezrozumiałego, na co nie warto tracić czasu (bo można dorobić na n-etatach gdzie indziej)

      na forum było dużo głosów, że granty w społ-hum są nieosiągalne w Polsce, nie do końca w to wierzę, może problemem są nieuczciwe recenzje, a może źle napisane granty,
      zresztą zawsze można zaaplikować o jakiś grant z UE, tylko oczywiście, wszędzie ludzie w komisjach oceniających patrzą na wcześniejszy dorobek (a nie na to czy ktoś ma habilitację, czy profesurę)
      • dala.tata Re: aplikowanie o granty 03.03.13, 01:36
        Capo ma wiele racji. Przewodzenie przykladem jest dobrym pomyslem.

        Jedno, co bym dodal, to zrozumienie, ale przygotowanie grantu zabira czas, czasem bardzo duzo czasu (np. granty europejskie). To powinno byc odzwierciedlone w obciazeniu dla aplikanta.
      • adept44_ltd Re: aplikowanie o granty 03.03.13, 10:27
        nie było głosów, że są nieosiągalne, były raczej, że są niepotrzebne...
        • podworkowy Re: aplikowanie o granty 03.03.13, 11:04
          a właściwie to potrzebne, ale po prostu na wydawanie książek, ergo na relatywnie niskie kwoty (np. 30 tys., a w internecie to w ogóle znacznie mniej; niezależnie od kwestii czasopism, uważam, że akurat monografie pograntowe można publikować w sieci).
          (A tak na marginesie, zabawne jest to, jak nagle część ścisłowców zaczęła bronić konferencji, które ja generalnie (choć niewątpliwie zdarzają się sensowne zjazdy) uważam za relikt czasów minionych.)
          A on topic - zagadnienie ma dwie strony. Jedna - NCN itp. Druga - uczelnie. Jeśli chodzi o pierwszą - dostosowanie grantów do specyfiki dyscyplin. Wydawanie 255 tys. zł (ktoś to kiedyś zalinkował) na jedną książkę jest merytorycznie absurdalne w zestawieniu z wydaniem tej samej kwoty na 10 książek. Taka zmiana podniosłaby też success rate (sądzę, że finansowanie co czwartego wniosku nie jest efektem słabości pozostałych, ale krótkiej kołdry), co pewnie też dałoby bodziec do składania wniosków. Alternatywą - moim zdaniem gorszą, ale i tak sensowniejszą od tego, co jest dzisiaj - byłoby uznanie grantów częściowo za wynagrodzenie za pomysł badawczy, a nie za instrument finansowania badań, które nie powstałyby bez dofinansowania. Dodatkowy element to 2-etapowość procesu grantowego (najpierw wstępna, krótka propozycja, potem pełny wniosek) i usensownienie procedur biurokratycznych (choćby poprzez przyjęcie wspomnianego przez dalę "reasonableness standard"
          Natomiast po stronie uczelni - w społ.-hum. nie wierzę w żaden kij:) W krainie 60-letnich doktorów, piszących jedną publikację na 5 lat? Get real. Ludzie chętniej składaliby wnioski grantowe, gdyby mieli wsparcie w biurokracji - ot, i cały sekret... Cała rozmowa o zachęcaniu ludzi do grantów często przypomina mi sytuację, w której ignoruje się słonia stojącego w pokoju czyli wspomniane przez flamengistę Panie z administracji.
          Powtórzę - dopóki to pracownik naukowy będzie peregrynował po licznych pokojach - po drodze uzyskując błędne informacje - walcząc o uznanie zagranicznego dokumentu za fakturę w rozumieniu polskiego prawa, dopóki to on będzie musiał de facto organizować zamówienie na sprzęt/materiały/itp., dopóki nie będzie mógł powiedzieć Pani Basi "proszę znaleźć mi i zabukować nocleg w Paryżu w takim to, a takim tygodniu za taką to, a taką kwotę" itp. - CZYNIĄC TO WSZYSTKO BEZ DODATKOWEGO WYNAGRODZENIA (albo za kwotę, której wielokrotność może zdobyć pisząc 1 opinię prawną lub biorąc zajęcia zlecone) - to nic się nie zmieni...
          I kolejny raz apeluję do scjentystów: zrozumcie, że o ile u Was bez dodatkowego dofinansowania nie da się prowadzić bardzo wielu badań, to u nas bardzo często się da, choć oczywiście niekiedy czyni się to wolniej i - czasami - gorzej. W chwili obecnej dla bardzo wielu społ-hum. (w przyszłości z wyjątkiem tych walczących o tytuł) naukowe i finansowe korzyści z uzyskania grantu są znacznie mniejsze niż obciążenia biurokratyczno-psychiczne wynikające z jego zdobycia. Dopóki ten utylitarny rachunek się nie zmieni, wątki tego rodzaju będą co jakiś czas przewijać się na forum.
          • adept44_ltd Re: aplikowanie o granty 03.03.13, 11:10
            podworkowy napisał(a):

            sądzę, że finansowanie co czwartego wniosku nie jest
            > efektem słabości pozostałych, ale krótkiej kołdry

            a tu akurat się Pan myli... tak na oko połowa wniosków w HS pokazuje, że wnioskodawcy nie mają pojęcia o tym, czym się 'zajmują', jak również odpowiednich umiejętności, również związanych z pisaniem...
            • podworkowy Re: aplikowanie o granty 03.03.13, 11:18
              O.K., jeśli tak faktycznie jest, to trzeba tę wiedzę upowszechniać - to też może zwiększyć liczbę aplikantów
      • pfg Re: aplikowanie o granty 04.03.13, 09:19
        capo.di.tutti_capi napisał:

        > najlepiej samemu aplikować

        photo.net/photodb/photo?photo_id=2395519
    • detektor01 Re: aplikowanie o granty 03.03.13, 11:55
      Wywalić połowę studentów, zmniejszyć pensum. Zaczną pisać (przynajmniej część) gdy zostaną uwolnieni od nadmiaru dydaktyki
    • pfg Re: aplikowanie o granty 03.03.13, 15:32
      To, że wielu ludzi nawet nie próbuje aplikować o granty, nie wynika ze złej woli czy lenistwa indywidualnych osób, ale ma charakter systemowy. Wiele o tym pisano, ja też pisałem, na tym forum i gdzie indziej, więc przepraszam za powtarzanie się, ale powtórzę najważniejsze, moim zdaniem, tezy.

      1. Pensje w nauce i szkolnictwie wyższym w Polsce są niskie, więc ludzie starają się dorobić. Ponieważ na bardzo wielu kierunkach są tłumy studentów, łatwo jest o dodatkowe, płatne zajęcia dydaktyczne nawet na swojej uczelni, bez żadnych drugich etatów. Ta dodatkowa dydaktyka jest czasochłonna i śmiertelnie nudna, ale stosunkowo łatwa (recykluje się ten sam materiał wiele razy, dla różnych grup studentów). Co ważniejsze, *system* finansowania studiów wyższych jest skonstruowany tak, aby poniekąd zmusić uczelnie do przyjmowania jak największej liczby kandydatów, więc uczelnie biorą każdego, kto się rusza. No i ktoś musi zajęcia z tymi studentami poprowadzić. Same władze wydziałów naciskają na pracowników, żeby dodatkowe, płatne zajęcia brali (płacenie nadgodzin jest i tak tańsze, niż zatrudnienie nowego pracownika, poza tym jest bezpieczniejsze, bo co się stanie, jeśli nabór spadnie?). W tej sytuacji ktoś, kto powie "a nie, ja się muszę zająć przygotowaniem wniosku grantowego, a później jego realizacją, więc nie mam czasu na dodatkową dydaktykę" może być zgoła postrzegany jako ktoś niekoleżeński i aspołeczny, a zgodzić się wypada, że osoba, która prowadzi mnóstwo dodatkowych zajęć, musi sprawdzać dodatkowe kolokwia, prace, przeprowadzać egzaminy, jest po prostu zmęczona i zarżnięta czasowo. W dodatku sukces wniosku grantowego jest niepewny, a wpływy z płatnej dydaktyki są pewne. To wszystko sprawia, że na kierunkach, *na których jest taka możliwość*, ludzie raczej biorą płatną dydaktykę niż starają się o granty.

      2. W wielu dyscyplinach toleruje się naukę substandardową. "No, może to nie jest światowy poziom, ale jak na Polskę, to całkiem nieźle". Dotyczy to *także* niektórych dyscyplin przyrodniczych i technicznych. W dyscyplinach społeczno-humanistycznych lokalność tematyki (polska literatura, historia Polski, polskie prawo, ekonomika polskiego obrotu gospodarczego itd) stanowi wymówkę dla uciekania od konfrontacji ze światem i publikowania byle czego. "Ach, jeśli nie napiszemy monografii tej parafii z pierwszej połowy XX wieku, ten skarb zostanie stracony dla ludzkości". Nie zawsze tak jest i nie wszystkich przedstawicieli tych nauk to dotyczy, ale, jak wnoszę, dzieje się to dostatecznie często, aby wpływać na zbiorowe zachowania przedstawicieli tych nauk. Skoro do przetrwania, a nawet awansów i dobrego samopoczucia, wystarczy byle co, skoro inni, starsi i dziś na stanowiskach, tak czynili, po co miałbym się wysilać? Wystarczy, żebym robił swoje, a nie jakieś tam granty-sranty.

      3. W dyscyplinach rynkowych (medycyna, prawo, informatyka, socjologia - może coś jeszcze, ale nie jestem pewien) prawdziwe pieniądze i prawdziwy prestiż zawodowy są na rynku, nie w nauce. Ludzie pracują na uczelniach bo to lubią, że badania naukowe wydają im się ciekawe, ale zarabiają na rynku, czemu muszą poświęcać sporo czasu. Nie mają więc ani czasu, ani finansowej motywacji, żeby ubiegać się o granty.

      4. Niektóre osoby są tak głęboko przekonane o wartości i słuszności tego, co robią, że nie będą się zniżać do aplikowania o granty. Państwo powinno dać środki na ich badania, na wszystkie badania, bo one są po prostu ważne, i tyle. Taką postawę reprezentują, jak się zdaje, autorzy artykułu o "sierocej doli doktoranta". Skądinąd tych - i tylko tych - ludzi da się, być może, reedukować, gdyż tu przyczyny nie-ubiegania się o granty są natury osobistej.

      5. Wiele osób do ubiegania się o granty zniechęca biurokracja. Polski system grantowy jest skrajnie, powtarzam, skrajnie nieprzychylny dla grantobiorców. Sztywne przepisy nastawione są na łapanie oszustów i malwersantów, którzy zapewne są, ale za biurokratyczną sztywność płacą przede wszystkim wykonawcy bona fide. Administracja na wszystkich szczeblach, ale głównie na szczeblu uczelnianym, mnoży trudności i co najwyżej łaskawie akceptuje rozwiązania zaproponowane prze nieszczęsnego uczonego, nigdy w niczym nie pomaga. Najważniejsza jest formalna poprawność, trudna do osiągnięcia przy skomplikowanym i niespójnym prawie, nie zaś efektywność, sensowność, wygoda wykonawców ani wreszcie cele naukowe. Są wyjątki, jak wspominany tu IChF, ale to naprawdę są wyjątki.

      6. Polski system grantowy ma liczne inne wady - premiuje badania "pewne", penalizuje ryzykowne; nie przewiduje środków na kontynuację; nie daje możliwości zatrudniania postdoków i personelu pomocniczego; w ogóle jest dość płytki; system recenzji jest niejasny; także inne - co dodatkowo zniechęca do składania aplikacji.

      Rekapitulując, sporo trzeba zmienić. Ja uważam, że najważniejsze są punkty 1. i 2.
      • podworkowy Re: aplikowanie o granty 03.03.13, 16:22
        co do większości się zgadzam (choć biurokrację dałbym na 1 miejscu), zgadzam się też co do zasady z wnioskiem z punktu 2 o słabości nauki w Polsce (choć dalibóg nie sądzę, aby, dajmy na to, polski historyk musiał obawiać się konfrontacji ze światem na gruncie polskiej historii...), ale nie rozumiem, jaki ma on wpływ na liczbę wniosków grantowych? W końcu w królestwie ślepców jednooki jest królem... Gdyby granty były atrakcyjną indywidualnie propozycją, to występowaliby o nie również ci mierni naukowcy, czyż nie (może by ich nie dostawali, ale próbowaliby)?
        • adept44_ltd Re: aplikowanie o granty 03.03.13, 16:55
          dorzucę jeszcze jeden punkt, psychologiczny... ;)

          Otóż, myślę, że jednak sporo osób próbowało, gorszych (niestety, jestem coraz większym sceptykiem odnośnie poziomu) i lepszych, no i, jak pisano zniechęcili się. Kiedyś zniechęcająca była średnia uczciwość systemu (jeśli w grantach KBN czy MNiSW trzeba było mieć zasadniczo 100 na 100 punktów, by dostać grant, to znaczy, że coś było nie tak z systemem), dzisiaj - wymogi stawiane przez system (łatwiej je kontestować niż im się podporządkować). W efekcie - mówię już o dzisiaj - ludzie, którzy są przekonani, że są świetni, bo wszystko im publikują, nie będą poprawiać wniosków, wypracowywać dorobku etc., oleją to, bo system, niestety, pozwala im olać i trwać we własnej miernocie i samozadowoleniu.
          • biolog57 Re: aplikowanie o granty 04.03.13, 21:45
            A dlaczego nalezaloby namawiac? Jesli ktos nie ma powolania do nauki, to lepiej, aby sie nie staral. W Polsce i tak jest za duzo aplikacji grantowych, a za malo wartosciowych badan.
            • adept44_ltd Re: aplikowanie o granty 04.03.13, 21:58
              no to jak nie ma powołania, to niech się zwolni, znajdą się z powołaniem...
            • spokojny.zenek Re: aplikowanie o granty 05.03.13, 07:55
              Dyskusja nie jest o o powołaniu do nauki lecz o niechęci do aplikowania o granty i jej przyczynach.
              To, co napisał biolog57 można odczytać tak: nie aplikują bo nie mają powołania. To jest argument morderczy :-)))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka