flamengista
18.05.13, 10:30
Właśnie pojawił się nowy raport poświęcony oczekiwaniom studentów co do pracy po zakończeniu edukacji.
Tekst linka
Czytam te raporty od czasów studenckich i zawsze zaskakiwała mnie informacja o oczekiwaniach płacowych - na ogół strasznie wygórowanych i oderwanych od realiów rynku pracy. A tu niespodzianka - po raz pierwszy średnia oczekiwana płaca spadła poniżej 3 tys. brutto. Nadal zbyt optymistycznie, ale w ujęciu realnym (uwzględniając inflację) jest to chyba najniższy poziom od lat. Wyraźny jest efekt kryzysu.
Jednak druga informacja jest jeszcze ciekawsza:
Cytatmłodzi Polacy nie są zainteresowani zarządzaniem w firmach - tylko 13 proc. stawia to jako swój cel zawodowy
teraz raczej celem jest:
Cytatjest pewność i stabilność zatrudnienia
Niby zawsze tak było, ale odsetek zainteresowanych funkcją kierowniczą znacząco spadł. Przecież ten boom sprzed 10 lat na zarządzanie i marketing nie wziął się z niczego. Młodzi ludzie naprawdę chcieli zostać menedżerami. Teraz ten odsetek znacząco spadł.
Moja teza jest taka, że chodzi tu o niechęć do podejmowania odpowiedzialności. Wspominając swoje studia, pamiętam że na pierwszych zajęciach organizacyjnych ludzie wręcz bili się o to, kto ma poprowadzić projekt grupowy i o termin prezentacji (im szybciej, tym lepiej, żeby mieć to z głowy). W kole naukowym miałem problem z organizacją pracy - żeby zachęcić ludzi do wysiłku, każdy musiał dostać jakąś funkcję którą można było wpisać do CV (wiceprezes, sekretarz etc.).
Jeszcze parę lat temu było podobnie. To była trochę specyfika naszej uczelni - ale każdy chciał kimś zarządzać, podejmować decyzje. Oceniając projekty grupowe widziałem ewidentne konflikty o władzę nad grupą - ludzie mieli problem z podporządkowaniem się, niemal każdy chciał być liderem (oczywiście także i po to, by delegować pracę a samemu nic nie robić;)
Później na 2 lata przestałem prowadzić ćwiczenia i konwersatoria na rzecz wykładów i straciłem bezpośredni, cotygodniowy kontakt ze studentami. Teraz (od zeszłego roku) trafił mi się znowu taki kurs. Co zauważyłem? Totalną niechęć i strach do wzięcia odpowiedzialności. Ustalenie, jakie będą grupy i kto weźmie dany temat do projektu grupowego zajmuje nawet 4 tygodnie. A później przy prezentacjach widać często zupełny brak przywództwa. Powstają np. prezentacje składające się z 5 odrębnych referatów, zupełnie nie połączone w jedną całość. Ludzie nie chcą występować publicznie, przy ocenianiu (gdy zwracam uwagę na niedociągnięcia i chwalę za dobre rzeczy) boją się zabrać głos. I to wszystko na 3 roku studiów licencjackich!
Ale najbardziej irytującą nowością jest kompletny brak obowiązkowości. W sylabusie podane jest czarno na białym, że trzeba zaliczyć projekt żeby zdać. A teraz, pod koniec semestru dostaję maile od studentów którzy pogodnie informują, że "ich grupa się rozpadła", albo jeszcze lepiej "nie mam żadnej grupy". Na informację, że oznacza to 2,0 i poprawkę we wrześniu, mówią że przecież "jak to, ja zaraz się bronię!".
Narzekamy tyle na szkołę podstawową, gimnazjum i liceum. Na pewno słusznie. Ale i sami mamy sporo za uszami. Przecież ktoś tych moich studentów bezstresowo przepuszczał na 1 i 2 roku. Odpowiedzialności nikt ich nie uczył, nie kształtował postaw przywódczych (mimo, że mamy nawet kursy o takiej nazwie!).
Wygląda na to, że kształcimy biernych indywidualistów, osoby nie umiejące pracować w zespole i jak ognia unikające podejmowania jakichkolwiek zobowiązań. To już nie wina szkoły, to nasze dzieło...