nullified 01.06.13, 14:36 Tym razem w Przenajświętszej Wyborczej (cóż to się stało..?) ponownie wskazuje na bzdurność bzdur. Pewnie jak zwykle nadaremnie. Niestety nie mam jeszcze linki, odsyłać muszę do wersji papierowej. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
megaborsuk2000 Re: Walicki again 01.06.13, 20:53 Tekst tu, niestety, nie za darmo: wyborcza.pl/magazyn/1,132938,14014327,Nieswiety_sojusz_biurokracji_z_rynkiem.html Warto przeczytać. Odpowiedz Link
dala.tata Re: Walicki again 01.06.13, 22:15 Jesli to jest cytat z prof. Walickiego, to jednak nie wykupie dostepu. to sa zarty. w roznych uczelniach jest roznie, jednak w dorbych uczelniach tenure dostaje zdecydowana mniejszosc assistant professors. pfg napisał: > "Większość dostaje tenurę"?! Żarty jakieś... Odpowiedz Link
pfg Re: Walicki again 01.06.13, 22:41 Cytowałem z pamięci. Walicki pisze, jak to w Stanach w naukach humanistycznych NIE trzeba starać się o granty. I teraz (pełen akapit): CytatW naukach humanistycznych i społecznych system grantów ma zastosowanie tylko do badań zespołowych, zwłaszcza w zakresie socjologii i ekonomii, i to nie zamiast normalnego zatrudnienia na etacie, lecz jako intratny dodatek do niego. Uczestnicy takich zespołów badawczych mają więc normalne pensje uniwersyteckie, po opublikowaniu drugiej książki (na stopień "associate professor") otrzymują zwykle tzw. tenure, czyli przywilej zatrudnienia dożywotniego, bez obowiązku przechodzenia w określonym wieku na emeryturę. O zwolnieniu z pracy profesora posiadającego "tenurę" nie ma mowy, sąd bowiem nakazałby wówczas wypłacenie zwalnianemu olbrzymiego odszkodowania. Odpowiedz Link
dala.tata Re: Walicki again 01.06.13, 23:07 taaaaaa. Ja nie mam pojecia, skad on to bierze. Ale z rzeczywistoscia ma to niewiele wspolnego. W UK presji na granty nie ma wsrod, powiedzmy, filozofow. Socjologia? to granty pelna para. A z tym intratnym dodatkiem, to w USA nie wiem, ale w UK? Z grantow nie ma zadnych pensji. ani grosika. Walicki plecie duby smalone. Odpowiedz Link
sendivigius Re: Walicki again 01.06.13, 23:37 Nie, tak nie jest. Kiedys tak bylo ze najlepsze typu Harvard nie dawaly tenure nikomu mlodemu ale tylko sciagaly juz upierzonych, najlepiej noblistow. Spowodowalo to ze nikt nie chcial tam isc bo i tak nie dostanie tenure wiec zaczelo sie robic stowarzyszenie emerytow. Odstapiono od tego. W istocie, tenure sie "w zasadzie" dostaje - chyba ze sie bardzo podpadnie lub ma wielkiego pecha. Sztuka polityki kadrowej polega na przyjmowaniu tych co dobrze rokuja - w duzym kontrascie do Najjasniejszej Rzeczpospolitej gdzie talenty wysysa sie z mlekiem matki. Tym niemniej gdy zdarzy sie komus ze mu odmowia tenure na jakims swietnym uniwersytecie (znam osobiscie historie z Berkeley) to inne ustawia sie w kolejce po takiego goscia, ale tez jak komus odmowia w przyslowiowym Springfield Community College to raczej niewiele mu pozostaje. Sztuka kariery polega tu na tym tez aby nie pchac sie tam gdzie sa za wysokie wymagania, bo czego innego oczekuje sie na tenure w Harvardzie a czego innego w Springfield CC. Nie wiem jak u humanistow ale w naukach scislych sprawy sie maja banalnie - nie ma grantow nie ma tenure. Choc tez prawda ze mlody nie zaczyna od zera - dostaje kase na rozruch, choc tu tez sie zmienia. Generalnie wiedza o tych sprawach w jednej dziedzinie nie przeklada sie na inne. Kazda dyscyplina zyje troche swoim zyciem i swoimi hierarchiami. Uogolnienia sa wiec niebezpiecznie jak sie nie ma dostepu do wiedzy z rozych zrodel i dyscyplin. dala.tata napisał: > Jesli to jest cytat z prof. Walickiego, to jednak nie wykupie dostepu. > > to sa zarty. w roznych uczelniach jest roznie, jednak w dorbych uczelniach tenu > re dostaje zdecydowana mniejszosc assistant professors. > > > pfg napisał: > > > "Większość dostaje tenurę"?! Żarty jakieś... > > Odpowiedz Link
dala.tata Re: Walicki again 01.06.13, 23:45 Swndi, ja juz poszukalem na ten temat statystyk. Tobie tez radze. Odpowiedz Link
juventusik_plus Re: Walicki again 01.06.13, 23:03 pfg napisał: > "Większość dostaje tenurę"?! Żarty jakieś... Jak już cytować, to może całośc a nie urywek. Walicki napisał: "Nikt nie pracuje pod presją zdobywania pieniędzy na zespołowy projekt. Za normalne uważa się opublikowanie w życiu trzech książek: na stopień ''assistant professor'', ''associate professor'' i wreszcie ''full professor''. Kontrolowanie tego, ile kto opublikował, może mieć miejsce tylko wtedy, gdy zachodzi podejrzenie, że dana osoba nie robi nic, lub gdy trzeba zadecydować, czy należy się jej awans. Rywalizacja ''kto więcej opublikuje'' naraziłaby takiego nadgorliwca na zarzut karierowiczostwa lub naukowej grafomanii. Gdyby zaś każdy pracownik naukowy musiał zdobywać punkty przez publikowanie co roku jakichś artykułów, to produkcja ta nie zmieściłaby się w istniejących pismach i musiałaby wylądować w redakcyjnych koszach." Ja sie zgadzam z dużą częścią artykułu. Odpowiedz Link
dala.tata Re: Walicki again 01.06.13, 23:10 to jest kompletna bzdura. Presja na zdobywanie grantow w UK jest przeogromna. W naukach scislych nie mozna awansowac bez grantow. w szerokiej humanistyce jest to coraz trudniejsze. Na niedawnym interview na uniwersytecie z RUssell Group nie pytano mnei o granty. To ze je mam, jest oczywistoscia. Pytano mnie, kto byl principal investigator, co mnie zreszta zaskoczylo. juventusik_plus napisał: > "Nikt nie pracuje pod presją zdobywania pieniędzy na zespołowy projekt. Za norm Odpowiedz Link
juventusik_plus Re: Walicki again 01.06.13, 23:18 Dlatego napisałem z "dużą czescią artykułu", bo granty są podstawą prowadzenia badań naukowych. W dalszej części artykułu Walicki zwraca uwagę, ze są różne granty i różne sposoby ich przyznawania: "Rozpowszechniono też system grantów, ale z jawnością recenzji i możliwością polemizowania z zawartymi w nich opiniami". Odpowiedz Link
dala.tata Re: Walicki again 01.06.13, 23:28 Na pewno zauwazyles, ze nie odnosilem sie do tego, co napisales. Odpowiedz Link
cowell Re: Walicki again 02.06.13, 06:09 Przeczytałem artykuł prof. Walickiego i jestem głęboko rozczarowany. Niestety nie widzę w tekście zrozumienia podstawowych procesów społecznych dziejących się w Polskiej nauce. Profesor ogranicza się do nauk humanistycznych i społecznych, więc ja także to zrobię. Profesor , krytykuje parametryzację, sugerując w podtytule że w USA oznaczała by ona koniec wolności i początek totalitaryzmu. Tyle tylko, że w USA mamy konkurencyjny rynek nauki od stuleci , który stworzył (przy udziale państwa) dość efektywne mechanizmy wstępowania na ścieżkę nauki, kariery i awansu. Dzięki nim bez licznych pomyłek można zatrudnić uznanych ekspertów i młodych-rokujących. W Polsce te mechanizmy istnieją w dużo mniejszym stopniu. Nie miały się kiedy i jak samoczynnie wyłonić w naukach społecznych i humanistycznych po ich zmiażdżeniu przez socjalizm. Przyjmowanie do nauki i kariera nadal odbywa się często (choć oczywiście nie zawsze) w warunkach istnienia koterii, sitw albo przy pomocy promotorów, którzy nie posiadają dorobku, znajomości nauki światowej i kontaktów z nią, a są umocowani dzięki karierze rozpoczętej w socjalizmie albo latach 90., kiedy decydowały, między innymi, względy pozamerytoryczne i nie-merytokratyczne. Przypominam, że nie mówię o naukach ścisłych. W tych warunkach rynek sam sobie szybko nie poradzi - panujące instytucje (osoby na ważnych stanowiskach, zwyczaje w nauce, sposoby oceny prac doktorskich i hab., itd.) nie pozwalają systemowi na zbliżenie się do Zachodu, hamując konkurencyjność i nie dając bodźców do prowadzenia istotnych badań (w tym zauważalnych na Zachodzie). Wystarczy produkcja krajowa, której jakość raczej rzadko bywa wysoka nie będąc weryfikowaną przez wysokiej jakości ekspertów. (Notabene: nigdy nie zdarzyło mi się, żeby odrzucono mi artykuł w polskim czasopiśmie naukowym!!! Często, ale nie zawsze :), zdarza mi się to w zagranicznych – i bardzo dobrze). Jeżeli ktoś ma wątpliwości, proponuję poczytać materiały dotyczące prac doktorskich i habilitacyjnych z nauk społecznych i humanistycznych na stronie CK. W USA może wystarczyć opublikowanie 3 książek na różnych etapach kariery – ale będą to książki osoby, która już na starcie (zatrudnienie jako assistant profesor, konkursy na stypendia) przeszła gęste sito weryfikacji i daje sporą gwarancję jakości - tego, że produkt tej osoby (książka) będzie dobry! U nas wygląda to przecież zupełnie inaczej – nie ma takich mechanizmów – na studia doktoranckie można przyjąć często byle kogo. Prof. pisze: „Kontrolowanie tego, ile kto opublikował, może mieć miejsce tylko wtedy, gdy zachodzi podejrzenie, że dana osoba nie robi nic, lub gdy trzeba zadecydować, czy należy się jej awans”. Czy w Polskich naukach społ. i hum. zachodzi wspomniane podejrzenie? Oczywiście, że TAK. Graniczy z pewnością. Wiele osób nic nie robi albo robi rzeczy o niskiej jakości. Reformy ministerialne są racjonalnym posunięciem, które może poprawić sytuację – a czy się uda nie wiadomo, jak prawie zawsze w materii tego typu zmian społecznych. Z tych powodów w USA parametryzacja i pomiar dorobku są generalnie niepotrzebne a w Polsce bez nich nic się szybko nie zmieni. Jeżeli sytuacja się poprawi, może będzie można zrezygnować z parametryzacji i bibliometrii, ale w tej chwili jest ona mechanizmem, który ma szansę wyrugować albo osłabić wspomniane wyżej nieefektywne i nieetyczne instytucje, będące dziedzictwem socjalizmu i pozwolić rynkowi poprawić sytuację. Pozostałe uwagi: 1) może powinny u nas istnieć dwa systemy nauki - jeden dla ścisłych i drugi dla hum.-społ.? Ale to jest pewnie niewykonalne politycznie. 2) opinie prof. dotyczące amerykańskich czasopism, mogące służyć jako alibi dla Polskich naukowców, którzy tam nie publikują, odnoszą się wyłącznie do nauk humanistycznych – w przypadku nauk społecznych opisane problemy prawie nie występują. 3) artykuł prof. wygląda jakby napisał go człowiek znający sytuację z opowieści kilku rzeczywiście wybitnych kolegów humanistów, którym biurokracja utrudnia życie. Być może im utrudnia, ale taki obraz jest niereprezentatywny dla nauk hum.-społ., w szczególności widzianych od dołu z pozycji przeciętnego doktoranta albo habilitanta. 4) w ostatnim czasie w mojej jednostce pojawiły się pierwsze osoby „z zewnątrz”, które wygrały konkursy na stanowiska adiunktów. Po 25 latach od upadku socjalizmu w polskiej nauce nadszedł wolny rynek!!! Jest to ewidentnie wynik reformy ministerialnej – publikowania ogłoszeń o pracy na stronie ministerstwa i nacisku na ocenę jakości dorobku. Podnosi to niesamowicie presję konkurencyjną ze wszystkimi jej zaletami jak wzmożenie efektywności i wadami jak utrata poczucia stabilności już zatrudnionych. Z punktu widzenia tych ostatnich, reforma jest radykalna, ale może uzasadniona naprawdę kiepską pozycją nauk społ.-hum. w Polsce? Odpowiedz Link
chilly Re: Walicki again 02.06.13, 10:10 cowell napisał: >Z tych powodów w USA parametryzacja i pomiar dorobku są generalnie niepotrzebne a w Polsce bez nich nic się szybko nie zmieni. Z nimi też się nie zmieni. Nie za mojego życia. GTW potrafi wypracować sposoby radzenia sobie nawet z parametryzacją (np. wzajemne popieranie publikowania prac kolegów - poprzez grzecznościowe recenzje, szybsza ścieżkę dostępu, przydzielanie grantów swojakom itp.). Z drugiej strony - na uczelniach opracowano takie systemy oceny pracowników, aby "naszym" włos z głowy nie spadł. Przykładem są punkty za "działalność organizacyjną". Siłą rzeczy, dziekan zbierze więcej od pracownika bez funkcji, a temu ostatniemu można też nie przydzielić pewnych zadań, za które zbiera się punkty (np. praca (?) w różnego rodzaju komisjach) Odpowiedz Link
dala.tata Re: Walicki again 02.06.13, 13:04 W duzym stopniu zgadzam sie z cowellem. Dodamtez w drugim najlpeszym ze swiatow parametryzacje przeprowadza sie od 20 lat. ma ona wiele wad, jednak przeprowadza sie ja. Twierdzenie, ze wprowadzenie parametryzacji narusza wolnosc i jest wprowadzeniem totalitaryzmu jest kompletnie absurdalne. Odpowiedz Link
nullified Re: Walicki again 02.06.13, 14:36 "a u nas w Ameryce..." - Walicki, na bok odkładając rzeczy do których można się czepić - na przykład takie, że opisuje On świat ( z dość wąskiej zresztą perspektywy swojej własnej działki) który już w zasadzie nie istnieje w "najlepszym ze światów", na co wszak funkcjonujący wciąż jeszcze w nim uczeni (nie zaś jedynie "naukowcy") się krzywią - pisze tez o rzeczach istotnych. Np. o tym, że bezmyślne kopiowanie wzorów jest, cóż, bezmyślne. Na wiele rzeczy Hamieryka może sobie pozwolić (wciąż ją na to stać jeszcze), na które my to możemy co najwyżej się ponadymać robiąc z siebie husarię na płocie, "jak zwykle". W kwestii, wyszydzanego tu wielokrotnie, pewnego drobnego problemu "publikowalności" Walicki, bardzo oględnie zresztą, podnosi pewien drobiazg. To dość oczywiste, że redakcje mają swoje profile, fochy i zainteresowania. W praktyce oznacza to tyle, że "w świoat najlepszy próbując wychodzić" miast o prowincjonalnych problemach i problemikach (o ile w ogóle są to problemy i problemiki) pisać, piszemy o - a jakże - prowincjonalnych problemach i problemikach (o ile w ogóle są to problemy i problemiki ;) ) tyle, że "światowych". Czyli lokalnych dla jakiegoś grajdoła za Wielką Wodą. Serio - siekierka i kijek... Poziom doniosłości tekstów w "Zeszytach Wąchockich" i międzynarodowego dżurnalu jest niestety przeciętnie równie niedoniosły. Sorry,. Sukcesywnie obniża się zresztą w miarę jak pism przyrasta, zaś biegunka publikacyjna z choroby staje się pożądaną cnotą. To także na co wskazuje Walicki (a co radośnie pomijane jest zwykle) to nieuchronność zmiany "błedów i wypaczeń" w immanentną cechę systemu po przeniesieniu go z warunków względnej swobody w warunki biurokratycznej kontroli. I dlatego to jajeczko reformatorskie u zarania było grubo nieświeże a niezależnie od tego jakąż się pisankę z tego zrobi, woni to nie polepszy. "System grantowy" - wielopostaciowy w tej "Cywilizacji" u nas panie na wsiach ma postać machania kiełbasą psu przed nosem co by sztuczki robił; głównie to zapachem tej kiełbasy, bo kiełbasy ni ma. No i żebym gołosłowny nie był ;p jak z unowocześnianiem i światowością etc. wedle ministerialnych imaginacyj czyli malowaniem trawy u was kochani? ;) Odpowiedz Link
dala.tata Re: Walicki again 02.06.13, 15:18 tyle ze tu nie idzie o zadna donioslosc. Wiekszosc napisanych tekstow jest niedoniosla. Tu idzie o proces recenzyjny, ktory jest rzetelny oraz wychodzi poza grajdolek, w ktorym jest publikowany. Jak Zeszyty Wachockie zaczna wysylac artykuly do recenzentow 'z calego swiata', a redkatorzy beda publikowac lub nie na podstawie tychze recenzji, to ZW stana sie dobrym pismem. Proste nie. A dopoki polskim redaktorom czlowych pism beda przychodzily pomysly polegajace na wlasnorecznym poprawianiu artykulow (autentyczny przypadek - bo jakze mozna odrzucic artykul pani profesor), to beda to slabe czasopisma. Cowell trafia w dzieisatke piszac, ze mu nigdy nie odrzucono arrtykulu w polskim czasopismie, a w zagraniucznych wielokrotnie. Z tego nie wynika jednak, ze poskie czasopisma sie poznaja na geniuszu cowella, tylko ze przyjmuja knoty. Na poczatku swej kariery opublikowalem pare tekstow po polsku. I co? ja na oczy nie widzialem recenzji. Ba, ja nie dostalem nawet komentarzy. A choc moje ego ma juz rozmiary ukladu slonecznego jeszcze nie zaiwera narracji od tym, ze ja od zawsze pisze skonczone cuda, perly humanistyczne, ktorych nie ima sie zadna krytyka. Z moich obserwacji wynika, ze w czasopismach poslkich zmienilo sie, sa dzisiaj w naukach spolecznych porzadnie recenzowane pisma, do kotrych pisza rowniez ludzie ze swiata. Ale to sa wyjatki. I jescze wiele wody w Noteci i Sanie przeplynie, zanim wiekszosc czasopism bedzie publikowac artykuly nie dlatego, ze napisal je prof. dala.tata, ale dlatego, ze sa dobre. I bedzie je odrzucac, gdy sa zle. A teksty o donioslosci to zwykly czerwony sledz, ktory ma obrocic uwage od stanu polskich czasopism w szerokiej humanistyce polskiej. Odpowiedz Link
nullified Re: Walicki again 04.06.13, 20:46 dala.tata napisał: (wątek nie jest polemiczny ;) ) > tyle ze tu nie idzie o zadna donioslosc. Wiekszosc napisanych tekstow jest nied > oniosla. Tu idzie o proces recenzyjny, ktory jest rzetelny oraz wychodzi poza g > rajdolek, w ktorym jest publikowany. po co publikować teksty niedoniosłe w periodykach, które wszak chcą jeno doniosłości (no i potem te niedoniosłości publikują) ;) (nie, nie - nie odpowiadaj prosze bo młodzież - niezaleznie od metryki - która w doniosłość wciąż wierzy jeszcze się wynaturzy za wcześnie) Ja, broń mnie bogowie dolni i górni, nijak tego co się w Polsce (ale też masowo w Najlepszym ze Światów i potem to człowiek musi czytać -.- ) publikuje w ramach "humanistyki" nie bronię. Cynicząc, rzec by można, że na tle marności nasi wypadają lepiej, wszak i bez kosztów, wydatków, recenzyj i zawracania głowy, produkują rzeczy równie marne, po których zefirek historii niepamięcią zawieje nie po latach dziesięciu, a po miesiącu. Ergo: "efektywność" mamy lepszą, taniej wychodzi. Efekt ten sam. Mierność zrecenzowana i niezrecenzowana w mierności się niewiele różni. Jak się przegląda topżurnale to człek się czasem zastanawia, jak złe musiały być te teksty odrzucone, skoro takie coś jest opublikowane. Bez cyniczenia zaś - w "humanistykach" pewne rzeczy są prostsze, nawet jak niektórzy w ramach onieśmielania gminu uczynią je zawikłanymi nad miarę. Tymi rzeczami prostymi jest np. wątpliwość co do "uniwersalności", czyli tego, że jeden grajdoł z własnego czy przypadkowego nadania czyni się "centrum" reszta zaś niczem Kobyszczę wydawać ma dźwięki odpowiednie wglapiona z zachwytem. Wielu tych, którzy do wora z etykietą "humanistyka" bywają załadowani, często z braku pomysłu na odpowiednią szufladę, lubo z przyczyny niedostatku polotu u klasyfikatorów, jakoś nie żywi przekonania, że prowincja amerykańska jest lepsza od prowincji niemieckiej, ta zaś od francuskiej czy zgoła - barbarzyńcy u bram! - polska.* I o zgrozo, publikują w czasopismach w narzeczach lokalnych (bezczelni!) zgoła prasie (i bywają to teksty daleko ważniejsze od całych roczników topżurnali) a czasami przez 20 lat nie publikują nic (nieroby!) by coś przemyśleć. Ten archaiczny świat (albo półświatek, jak kto woli) pomału znika zastępowany przez maszynę uniwersytecką - może i dla Ciebie to norma, dla mnie dewiacja. Próżność starców jakoś dla mnie osobiście mniej jest odrażająca niźli gęganie korporacji uniwersyteckiej, która wyrabia papierometry aby gdzieś tam komuś coś wzrosło w Excelu. Uczciwie rzeknę, że jeśli kiedykolwiek jakiś mój tekst znajdzie się w takim nierecenzowanym czasopiśmie, którego redaktorzy popatrzyliby z głebokim niezrozumieniem dlaczego mają komukolwiek płacić za szczęście bycia na jakiejś liście, zniosę chyba jajko niespodziankę ze szczęścia. Litościwie już zmilczę tych wszystkich prowincjuszy na ekskursjach, którzy bywając dwa tygodnie "w świecie", powracają z objawieniem: "A u nas w Ameryce" radośnie biorąc się do rzeczy, do których nie mają ni daru, ni sił, ni o nich pojęcia... *tu po brzozowsku rzeknę - nie jest problemem, że "humanistyka polska" światowa nie potrafi być - ona wiecznie próbuje (niekiedy jej się udaje i to dopiero jest katastrofa) - a to pisać po niemiecku a to po francusku a to po angielsku (przebacz im Ktoś tam) . Problemem jest, że wiecznie strojąc się w pióra cudze nijak na samą siebie nie potrafi spojrzeć a do tego, przez ciągłe udawanie czym nie jest (aby nigdy nie być sobą samą) miast rozwijać język - kaleczy go. Odpowiedz Link