15.11.20, 14:02
Kiedyś aktywność na forum była znacznie większa, a działo się chyba mniej. Gdzie teraz toczy się dyskusja na temat ważkich spraw polskiej nauki?
Obserwuj wątek
      • pan.toranaga Re: Forum 16.11.20, 12:40
        >Chyba przemigrowała głównie na blog habilitanta2012

        chyba tak. Ja już dawno tam nie zaglądam z dwu powodów. Po pierwsze jest nawigacyjnie niewygodna, nie wiadomo gdzie się jakie wątki układają, co jest odpowiedzią na co itp. Po drugie nieznośny jest tam dla mnie podskórny, lekko skrywany, a czasem całkowicie nieskrywany szowinizm, który Habilitantowi chyba niespecjalnie przeszkadza, a w każdym razie, którego nie hamuje.
        Poza wszystkim myślę, że większości z nas te dyskusje się koniec końców nudzą, zwłaszcza, że te same wątki wracają raz po raz. Obserwując to forum (a także niegdyś Habilitanta2012) uważnie, widzę, że dorosło nowe pokolenie dyskutantów, stare (stażem) przestało się udzielać.
          • pan.toranaga Re: Forum 20.11.20, 13:57
            Jeżeli piszę o ksenofobii to mam na myśli "chrystianofobię" czy raczej "katolofobię", bo jak wiadomo w Polsce nie ma chrześcijan, są sami katolicy :-). Zdaję sobie sprawę z tego, że dla osób nie podzielających mojej wiary, choćby przekonanie, że świat powstał w wyniku aktu woli musi być przedziwnym zabobonem. To dla mnie oczywiste i nie mam z tym problemu, natomiast kiedy ktoś formułuje zdania tak, żeby mnie obrazić - to już przestaję czuć się ok. Prawda, po bandzie jeździ głównie jeden z naszych kolegów, natomiast raz po raz słyszę pomiędzy wierszami "wypierdalaj". Nie sprawia mi to przyjemności, dlatego przestałem tam zaglądać.

            To równocześnie jest cenne, podwójnie pouczające doświadczenie. Dopiero wtedy się rozumie, jak musi się czuć student z Afryki, kiedy słyszy "ciepły i przesympatyczny" kawał o niezjedzonym rektorze Tadeusiewiczu.

            Po drugie jak jesteś wróblem między wronami, to uczy, że warto się dwa razy zastanowić, kiedy się jest wroną, a mówi o wróblach w naszym stadzie, ale też - i to sobie powiedzmy jasno i otwarcie: pewno - jak inne wróble - szukam między wierszami czegoś, czego tam nie ma. Jeśli nagle stajesz się mniejszością, robisz się nadwrażliwy.
            • trzy.14 Re: Forum 21.11.20, 10:09
              Fakt. Podobny efekt doprowadził do śmierci (forum w liczbie mnogiej) o przechyleniu prawicowym, zwłaszcza nfa. Tam było nawet gorzej, bo moderator ręcznie wycinał/wcinał się w wypowiedzi. I nfa zamieniło się w słup ogłoszeniowy 1 osoby.

              U habilitanta można było wylecieć za ataki na homoseksualistów, ale nie za ataki na katolików. Zauważyłem. No i kilka osób być może właśnie z tego powodu przestało tam zaglądać. Nie wykluczam, że js.c i podwórkowy, może też zgred. Faktem jest jednak, że "szefostwo katolików" bardzo utrudnia porozumienie, mnie też już nerwy puszczają.
              • dobrycy Re: Forum 21.11.20, 13:29
                trzy.14 napisał:

                > Fakt. Podobny efekt doprowadził do śmierci (forum w liczbie mnogiej) o przechyl
                > eniu prawicowym, zwłaszcza nfa. Tam było nawet gorzej, bo moderator ręcznie wyc
                > inał/wcinał się w wypowiedzi. I nfa zamieniło się w słup ogłoszeniowy 1 osoby.
                >
                >
                > U habilitanta można było wylecieć za ataki na homoseksualistów, ale nie za atak
                > i na katolików. Zauważyłem. No i kilka osób być może właśnie z tego powodu prze
                > stało tam zaglądać. Nie wykluczam, że js.c i podwórkowy, może też zgred. Faktem
                > jest jednak, że "szefostwo katolików" bardzo utrudnia porozumienie, mnie też j
                > uż nerwy puszczają.
                >
                Dzięki temu że kiedyś było takie coś jak wychowanie i kultura, to ludzie, nawet
                o odmiennych poglądach mogli ze sobą rozmawiać. No, ale politycy, celebryci i inni
                artyści zauważyli, że emocje (najczęściej złe) dużo lepiej się sprzedają, i od powiedzmy
                początku lat 2000 kultura dyskusji zaczęła upadać. A bez dyskusji to robią się podziały
                i wygodne do eksploatacji pole dla różnych polityków i twórców medialnych. Z czego
                sobie obecnie obie strony konfliktu społecznego wydają się nie zdawać kompletnie
                sprawy, to że całość konfliktu nie toczy się w próżni. Są aktorzy zewnętrzni którzy tą polaryzację
                wykorzystują, i warto przypomnieć że sytuacja była całkiem podobna przed rozbiorami.
                Świat anglosaski miał takie dobre zasady, że z nieznajomymi się nie rozmawiało o religii,
                polityce i pieniądzach. Może czasem dobrze byłoby do tego wrócić tam gdzie się da,
                oczywiście naukę a zwłaszcza jej finansowanie trudno jest całkowicie oddzielić od polityki,
                zwłaszcza gdy polityka i ideologia zaprzecza nauce. W ZSRR łysenkizm, a nie dawno w USA
                Trump zaprzeczał nauce choćby na polu ocieplenia klimatu. Tyle, że obecny konflikt zwykle nie
                toczy sie na tym polu. Toczy się na polu tego, że nauka wraz ze swoim zaawansowaniem i mechanizmami
                korporacyjnymi odleciała w kosmos z pola widzenia zwykłych ludzi, więc oni wrócili do tego co im
                dobrze znane, do religii i konfliktów plemiennych.


    • pan.toranaga Re: Forum 16.11.20, 13:38
      Przypomniał mi się ten wątek. Kijaszek wsadzony w mrowisko i natychmiastowa reakcja. Ja byłem wtedy bez stałego dostępu do komputera, czytałem z ekraniku babciofonu, co się logowałem na komputer, to dyskusja się już przewalała, nie bardzo miałem jak się w nią włączyć, bo temat dawno odjechał. Teraz nawet jak temat jest gorący, to odpowiedź spływa po 3 dniach. A ci najtwardsi wojownicy z tego wątku już dawno tu nie zaglądają. Może jeszcze Sendivigius czasami. Oj ckni mi się do tamtego forum...
    • pierwsze.wrazenie Re: Forum 16.11.20, 17:28
      Chyba nigdzie. Działalność w ramach polskiej nauki to walka o złotą patelnię - ludzie zajęli się czymś innym a na uczelni pracują "jedną nogą". Uczelnie nic nie oferują a wymagania wobec pracowników naukowych rosną.
      • pan.toranaga Re: Forum 16.11.20, 18:54
        1. ludzie zajęli się czymś innym a na uczelni pracują "jedną nogą"
        2. wymagania wobec pracowników naukowych rosną.

        pkt 1 i 2 nie pozostają ściśle rzecz biorąc w sprzeczności, ale jeśli je wziąć razem serio, to trochę nie gra. Nie da się zwiększać wymagań wobec grupy, która in gremio obniża wydajność. Tj. można, ale wtedy rozwierają się nożyce pomiędzy normą a rzeczywistą wydajnością. Wtedy do normy brakuje kija.
        A moje obserwacje mówią, że pkt 2 jest prawdziwy, a może taki być, bo pkt 1 opisuje rzeczywistość lat 90 tych, może dwutysięcznych. Od jakiś 10-15 lat poprzeczka się lekko, ale jednak wciąż podnosi, bo też coraz więcej ludzi jednak pracuje na uczelni obiema nogami, dzięki czemu na tych, co pracują jedną nogą i nie są odpowiednio ustawieni jest jakiś kij.
        • bumcykcyk2 Re: Forum 16.11.20, 22:20
          pan.toranaga napisał:

          > 1. ludzie zajęli się czymś innym a na uczelni pracują "jedną nogą"
          > 2. wymagania wobec pracowników naukowych rosną.
          >
          > pkt 1 i 2 nie pozostają ściśle rzecz biorąc w sprzeczności, ale jeśli je wziąć
          > razem serio, to trochę nie gra. Nie da się zwiększać wymagań wobec grupy, która
          > in gremio obniża wydajność. Tj. można, ale wtedy rozwierają się nożyce pomiędz
          > y normą a rzeczywistą wydajnością. Wtedy do normy brakuje kija.

          Ci którzy tkwią jeszcze w tym bagienku wypracowali sobie mechanizmy obronne, którymi pozorują aktywność i wyrabiają punktozę (bo o to głównie w pkt.2 chodzi). Jakieś lewe czasopisma z punktacją od ministra, recykling tego i owego, pseudoudział w grancie etc. A ci na górze wiadomo, jak zwykle zwalają robotę na innych. Punkt 1 (do)prowadzi(ł) przede wszystkim do odpływu z uczelni najbardziej obrotnych jednostek, reprezentujących sobą coś, co może wchłonąć rynek.

          > A moje obserwacje mówią, że pkt 2 jest prawdziwy, a może taki być, bo pkt 1 opi
          > suje rzeczywistość lat 90 tych, może dwutysięcznych. Od jakiś 10-15 lat poprzec
          > zka się lekko, ale jednak wciąż podnosi, bo też coraz więcej ludzi jednak pracu
          > je na uczelni obiema nogami, dzięki czemu na tych, co pracują jedną nogą i nie
          > są odpowiednio ustawieni jest jakiś kij.

          Tiaaa. A zarobki też się podnoszą? Niedawno ujrzałem aktualny taryfikator płatności Wyższej Szkoły Bankowej (jest takie cuś w całej Polsce). Adiunktowi płacą za godzinę od 70 zł brutto do 85 zł brutto, czyli mniej więcej tyle ile płacono mi w prywatnych uczelniach jako magistrowi w latach 90-tych (70 zł). W roku 2000 pamiętam, że jako doktor miałem stawkę 120 zł brutto na umowę o dzieło z 50% kosztami uzyskania przychodu. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić, że ktoś reprezentujący jaki taki poziom naukowy, podejmuje w Warszawie w 2020 roku pracę dydaktyczną za stawkę 70 zł brutto! A na UW wcale nie jest wiele lepiej!
          • pan.toranaga Re: Forum 17.11.20, 16:46
            > Tiaaa. A zarobki też się podnoszą?
            tego nie powiedziałem. Tak naprawdę nie wiem jak to wygląda w szerszej skali. Nie wiem też jak traktować podwyżki podwyżki 2.0. Na pewno stopniała znacząco kasta dwuetatowców, co oznacza, że wszystkim im poleciało po pensji przynajmniej o połowę.
            Natomiast przykład z WSzB pokazuje, że ludzie się godzą na mniejsze pieniądze nie oczekując za to mniejszych wymagań.
            • bumcykcyk2 Re: Forum 18.11.20, 00:02
              pan.toranaga napisał:

              > nie wiem jak to wygląda w szerszej skali. N
              > ie wiem też jak traktować podwyżki podwyżki 2.0. Na pewno stopniała znacząco ka
              > sta dwuetatowców, co oznacza, że wszystkim im poleciało po pensji przynajmniej
              > o połowę.

              Odnośnie tego "jak to wygląda w szerszej skali", to wszyscy możemy sobie gdybać. Piszemy wszak o tym, co sami znamy z autopsji lub obserwacji swojego podwórka.

              I powiem tak.

              Z tego co mi wiadomo, burdel jest obecnie taki, że nikt nie weryfikuje prawdziwości deklaracji o 1 etacie, przynajmniej o ile nie popłyną donosy lub nie zajdzie oczywisty konflikt środowiskowy (typu praca na dwóch uczelniach państwowych, gdzie szanowne uczoności w ramach danej dyscypliny znają się jak łyse konie). Spokojnie można się zatrudnić na deklarowanych dwóch pierwszych etatach w uczelniach prywatnych.

              Inny myk to urlop bezpłatny na państwowym uniwerku i przyjęcie jakiejś władczej posady u prywaciarza , co wiąże się z konkretnymi pieniędzmi. W sprawie tego co aktualnie robią urlopowani bezpłatnie pracownicy UW biuro rektora chowa głowę w piasek. Wszyscy wiedzą , że Pan X zarządza w gronostajach jakimś wydziałem w szkole gotowania na gazie, ale oficjalnie tematu nie ma. No chyba, że wpłynie podpisany autentycznym imieniem i nazwiskiem donos, ale wiadomo, że nikt się nie chce narazić i zrobić sobie śmiertelnego wroga (nie wiadomo, gdzie i kiedy ten człowiek jeszcze wypłynie).

              Co do grupy byłych dwuetatowców, to jeśli ktoś nadal kroczy tą drogą , spokojnie można go dziś nazwać komiwojażerem pop-nauki. Znam panią czynną , uwaga, ta dam!, fanfary!, na 5 (słownie: pięciu) uczelniach warszawskich, w tym resortowych typu oficerska pożarnicza, gdzie owa niewiasta wykłada mydło i powidło, znając się na wszystkim (bierze wszystko co dają, "naucza" z ponad 20 najróżniejszych przedmiotów). Pracując 7 dni w tygodniu od rana do wieczora i biegając z rozwianym włosem od uczelni do uczelni , nawet przy głodowych stawkach można wyciągnąć sensowne pieniądze. A ona ma w tym wszystkim dwa czy trzy bieda-etaty (żaden nie przekracza 3000 zł netto).

              > Natomiast przykład z WSzB pokazuje, że ludzie się godzą na mniejsze pieniądze [
              > b]nie oczekując[/b] za to mniejszych wymagań.

              Nie wiem czy się godzą. Pokazano mi ten dokument jako kuriozum. Osobiście nie znam nikogo, kto by tam pracował za takie stawki, ponoć staff robią im dorabiający emeryci.
              • pan.toranaga Re: Forum 19.11.20, 23:06
                A toś mię Pan zażył. Myślałem, że odkąd jest deklaracja N a zwłaszcza państwowa baza danych gdzie się te deklaracje wstukuje, to nie ma mocnych. A tu się okazuje, że nie takie rzeczy się ze szwagrem po pijaku robiło...
          • dobrycy Re: Forum 17.11.20, 23:27
            Ostatnio z ciekawości pooglądałem strony KBNu na archive.org i odkryłem ciekawe zjawisko.
            Instytut w którym pracuję 20 lat temu dostawał więcej pieniędzy ze statutu niż teraz
            (po reformie) czy też kilka lat przed. Właściwie to obecnie jest jakieś 80% tego co koło roku 2000.
            U Was też tak jest? Należy nadmienić, ze produktywność (ilość makulatury x wagomiar czyli punkty)
            wzrosła kilkakrotnie, podobnie jak ilość habów i profesorów. A pieniądze powoli spadają.
            Oczywiście 20 lat temu granty były mniejsze, ale chyba dostawało je mniej osób. A z grantu idzie kupić
            zaplanowane wydatki a nie cokolwiek potrzebnego do badań czy do choćby serwisu sprzętu.
            • pierwsze.wrazenie Re: Forum 19.11.20, 07:27
              I znów to samo - walka o łopatę, żeby kopać rowy, z czego jesteś rozliczany. Czy kucharki walczą o granty na garnki i serwis kuchenki? Przecież klasa robotnicza zabiłaby grantodawców śmiechem. Czy naprawdę nikt nie widzi tego absurdu? Bo mnie na przykład do badań potrzebne są pieniądze. Dla mnie, jako wynagrodzenie. Bo rzetelne badania naukowe to ciężka praca.
            • trzy.14 Re: Forum 19.11.20, 17:34
              dobrycy napisał:

              > Instytut w którym pracuję 20 lat temu dostawał więcej pieniędzy ze statutu niż
              > teraz

              Przeznaczenie statutu mogło ulec zmianie. W instytutach z tego idą... pensje. Musiłbys też sprawdzić stan zatrudnienienia na etatach odpowiednich typów.

              Generalnie jednak sprawa jest chyba prosta: z czego biorą się środki, którymi obdarzają nas NCN i NCBiR?

              U mnie fundusze statutow przez ok 10 lat *nominalnie* 2 razy ZMALAŁY. Kompensują je - u nas - środki grantowe. ALE:
              a) w ośrodkach typu Opole grantów nie ma, a W-wie na UW jest ich zatrzęsienie. Więc system w "obiektywny" sposób drenuje "prowincję" i za kilka lat ją zaorze, co będzie łatwe: drzewa same uschną, nie trzeba będzie przed orką nic karczować.
              b) środki grantowe trafiają do 10-20% kadry. Reszta klepie biedę.

              Nie mówię, że przed NCN-em było lepiej, tylko że było inaczej. I obecny nowy wspaniały świat też ma swoje ciemne podziemia*.

              * Gdy na początku lat 90. nawiedziłem Paryż, w La Defence, zauważyłem dwa miasta, dwa światy. Piękne na świeżym powietrzu i takie z jakiejś powieści bodaj Verne'a o wojnie mieszkańców podziemi i "z powierzchni". Podziemia (parkingi) były zasyfione i pracowali w nich wyłącznie Murzyni.
        • pierwsze.wrazenie Re: Forum 17.11.20, 09:50
          Jest tak, jak napisał Bumcykcyk2. Te wymagania są spełniane pracą pozorowaną. Nikt o zdrowych zmysłach i wartości rynkowej nie skupia się w 100% na pracy na uczelni - nie tylko z uwagi na niskie wynagrodzenie, ale i na dużą niepewność zatrudnienia. Właśnie pewność zatrudnienia i "spokojne warunki pracy" (niewielkie wymagania, niewielka odpowiedzialność) oraz możliwość wyjazdów zagranicznych przesądzały kiedyś o atrakcyjności pracy na uczelni. Teraz uczelnie nie mają nic do zaoferowania. Pracują ci, którym dobrze się pracuje ze względu na uwarunkowania genetyczne i ci, którzy są na uczelni ponad dwadzieścia lat i nie maja się gdzie podziać.
          • bumcykcyk2 Re: Forum 18.11.20, 00:30
            pierwsze.wrazenie napisał(a):

            > Właśnie pewność zatrudnienia i "spokojne warunki pracy" (niewielki
            > e wymagania, niewielka odpowiedzialność) oraz możliwość wyjazdów zagranicznych
            > przesądzały kiedyś o atrakcyjności pracy na uczelni.

            Niewątpliwie tak było. Przy czym wbrew pozorom przyciągało to dość inteligentne jednostki (nawet jeżeli wykazywały się głównie leserstwem).

            > Teraz uczelnie nie mają nic do zaoferowania. Pracują ci, którym dobrze się pracuje ze względu na uwarunko
            > wania genetyczne i ci, którzy są na uczelni ponad dwadzieścia lat i nie maja si
            > ę gdzie podziać.

            Selekcja negatywna ma wymiar porażający. Znam autentyczny przypadek, gdzie tatuś biznesmen wkroczył do gabinetu dyrektora instytutu oznajmiając, że ma takiego kretyna syna, nie nadającego się absolutnie do niczego, że pokornie prosi, aby go zatrudnić na uczelni - bo tutaj się może nada. Swoją prośbę tatuś wsparł konkretnymi pieniędzmi (chyba nawet oficjalnie wpłacił). Syn został przyjęty po fikcyjnym konkursie, a następnie, wyposażony przez tatusia w samochód terenowy, pełnił rolę osobistego kierowcy ww. dyrektora instytutu. Drogą dużych wysiłków i zabiegów dyplomatycznych dano mu doktorat, przy czym toporność umysłowa tego człowieka była tak wielka, że stała się przedmiotem w zasadzie codziennych podśmiechujek pana dyrektora. Minęło 10 lat i oto dowiaduję się, że wybitnie niegramotny umysłowo Pan jest już habilitowany !!! W tej samej jednostce kojarzę istnienie jeszcze dwóch osób (w tym jedna również habilitowana), których nigdy przenigdy nie można wydobyć na światło dzienne, zadać im jakiegokolwiek pytania przez dziennikarza, pokazać w telewizji itp.itd. , bo kompromitacja będzie niewyobrażalna. Najkrócej ujmując - debilizm salonowy w czystej postaci.

            Są też lepsze kwiatki. Na pewnej znanej uczelni na południu Polski , sporą jednostką zarządza Ukrainka z lipną habilitacją, której kwalifikacją jest bycie kochanką pewnej ważnej osoby tamże. Pani wygląda, wysławia się oraz prezentuje maniery typowej k.... spod latarni. Pierwsze wrażenie jest ponoć humorystyczne, ale ludziom tam zatrudnionym wcale nie jest do śmiechu, bo pani swoją władzę realizuje jak najbardziej realnie (z wywalaniem pracowników włącznie).

            Reasumując , w kwestii oceny tego co się dziś dzieje, uważam, że w wielu jednostkach sytuacja przypomina już klimaty hierarchii Kościoła Katolickiego w PL. Całkowity upadek, czczenie fałszywych bożków i selekcja ludzi najgorszych z najgorszych. To musi wreszcie pęknąć jak zaropiały wrzód, pytanie tylko, kiedy to nastąpi i czy przypadkiem efektem nie będzie ostateczna agonia pacjenta. W rzygowinach i konwulsjach.
            • behavior_science Re: Forum 18.11.20, 10:54
              bumcykcyk2 napisał:

              > Reasumując , w kwestii oceny tego co się dziś dzieje, uważam, że w wielu jednos
              > tkach sytuacja przypomina już klimaty hierarchii Kościoła Katolickiego w PL. Ca
              > łkowity upadek, czczenie fałszywych bożków i selekcja ludzi najgorszych z najgo
              > rszych. To musi wreszcie pęknąć jak zaropiały wrzód, pytanie tylko, kiedy to na
              > stąpi i czy przypadkiem efektem nie będzie ostateczna agonia pacjenta. W rzygow
              > inach i konwulsjach.

              Nie podzielam tego optymizmu, całe wielopokoleniowe klany wyspecjalizowały się w pozorowaniu pracy, odwracaniu uwagi i skokach na kasę. Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze, Anglicy nazywają to "easy money", tam gdzie są łatwe pieniądze niema co liczyć na to, że przyssani do pieniążków ludzie sami zrezygnują.

              Ale jest pozytywna informacja płynąca z naszej historii, dwukonnie rozwinęliśmy własną naukę i technologie do poziomu światowego. Było to po I i II wojnie światowej, gdy zaczynaliśmy od zera. Warunek był ten sam nikt nie przeszkadzał (nie było familii Marianów genetycznie dziedziczących tytuły, stanowiska i kasę), można było wykorzystać potencjał rozwojowy.
            • piotrek786 Re: Forum 20.11.20, 00:29
              Ech... mógłbym poopowiadać ale po co :D. Szok pojawia się po przejściu do przemysłu, kiedy na szczeblu niższy spawacza czy montera instalacji trafiasz na ludzi myślących o których było trudno na wyższym szczeblu tzw. krajowej nauki..
    • sendivigius Re: Forum 16.11.20, 18:44
      dobrycy napisał:

      > Kiedyś aktywność na forum była znacznie większa, a działo się chyba mniej. Gdz
      > ie teraz toczy się dyskusja na temat ważkich spraw polskiej nauki?

      Nigdzie, bo i po co. Pogadali i co z tego.

      Czas na reformy minal i nie zanosi sie aby wrocil.

      Na uczelniach (jak ja to zauwazylem) jest zmiana pokoleniowa. Nowi ludzie sa sformatowani korporacyjnie. Sprzetu nakupiono, budynkow nastawiano - wszystko lsni, wiec mozemy powtarzac (nieco przerobione) cudze badania sprzed 30 lat ale juz w czysciutkich labach i pisac i rysowac na pieknych komputerach. Licza sie punkciki, erazmusy i stopnie awansu.

      Bo po to jest demokracja, aby rzadzila wiekszosc najlepiej ta bez amibicji. Nie ma bowiem w nauce ani bata ani marchewki. Nie ma wiec ani parametrow korporacyjnych, ani cywilizacyjnych (=ambicja zmniany swiata na lepsze). Jedynym punktem zwrotnym w karierze jest "zostanie na uczelni".
      • pan.toranaga Re: Forum 16.11.20, 18:57
        Różnica jest taka, że kiedyś się zostawało na uczelni raz w życiu, zaraz po odbiorze dyplomu z dziekanatu. Teraz młodsi "zostają" kilka razy. Po pierwsze nawet w ustawionym konkursie coś może pójść nie tak, a po drugie zawsze można nie rozpisywać konkursu.
      • dobrycy Re: Forum 17.11.20, 23:31
        sendivigius napisał:


        > Na uczelniach (jak ja to zauwazylem) jest zmiana pokoleniowa. Nowi ludzie sa sf
        > ormatowani korporacyjnie. Sprzetu nakupiono, budynkow nastawiano - wszystko lsn
        > i, wiec mozemy powtarzac (nieco przerobione) cudze badania sprzed 30 lat ale ju
        > z w czysciutkich labach i pisac i rysowac na pieknych komputerach. Licza sie pu
        > nkciki, erazmusy i stopnie awansu.

        No tak jest w istocie. Uczelnia obecnie to takie korpo bez zalet korpo i owocowych
        czwartków oraz darmowych obiadków. No ale to nowe pokolenie chyba tak chce.

        >
        > Bo po to jest demokracja, aby rzadzila wiekszosc najlepiej ta bez amibicji. Nie
        > ma bowiem w nauce ani bata ani marchewki. Nie ma wiec ani parametrow korporacy
        > jnych, ani cywilizacyjnych (=ambicja zmniany swiata na lepsze). Jedynym punktem
        > zwrotnym w karierze jest "zostanie na uczelni".
        Bat jest coraz większy, tu się rozmijasz kompletnie z rzeczywistością. U nas stosowana
        jest metoda kija bez marchewki.
    • kevin19x Re: Forum 18.11.20, 14:11
      Przyglądam się tej dyskusji z perspektywy studenta a także doktoranta i nie wiem może w dziedzinach ścisłych uczelnia nie stanowi porządanego miejsca pracy ale już w naukach społecznych nie jest łatwo na takową uczelnie się dostać.
      I porównując warunki nauczyciela do nauczyciela akademickiego to moim zdaniem nadal jest przepaść i to nauczyciel akademicki ma wiekszy komfort pracy. Przy dobrej organizacji pracy pensum dydaktyczne można wyrobić w 1-2 dni w tygodniu. Oczywiście pozostaje kwestia czasu na badania ale jedni napiszą jedną publikacje na rok lub dwa do monografii pokonferencyjnej a ktoś inny przygotowuje tekst do miedzynarodowego czasopisma co wymaga wiekszego nakładu pracy.
      Dodatkowo dochodzą granty i stypendia dla tych bardziej ambitnych osób.
      Może się myle, ale z mojej perspektywy nie wyglada to źle. W mojej opinii dużo łatwiej jest pogodzić życie rodzinne pracując na uczelni niż w korporacji, a Ci ambitni mogą jeszcze gdzieś łapać granty albo 2 etat w biznesie lub własna działalność.
      Jeśli się myle to proszę o argumentacje dlaczego waszym zdaniem młodym osobom nie opłaca się zostawać na uczelni.
      • dobrycy Re: Forum 18.11.20, 18:07
        kevin19x napisał(a):

        > Przyglądam się tej dyskusji z perspektywy studenta a także doktoranta i nie wie
        > m może w dziedzinach ścisłych uczelnia nie stanowi porządanego miejsca pracy al
        > e już w naukach społecznych nie jest łatwo na takową uczelnie się dostać.
        > I porównując warunki nauczyciela do nauczyciela akademickiego to moim zdaniem n
        > adal jest przepaść i to nauczyciel akademicki ma wiekszy komfort pracy. Przy do
        > brej organizacji pracy pensum dydaktyczne można wyrobić w 1-2 dni w tygodniu.
        Albo 5 dni w tygodniu bo lepiej sie opłaca dać nadgodziny niż zatrudnić kogoś dodatkowego.
        Poza tym zajęcia mogą być od sasa do lasa, i przed habilitacją właściwie nigdy nie wiedziałem
        co mi sie wylosuje. Najbardziej zabawne to było jak już mijał pierwszy tydzień zajęć i sie dowiadywałem
        że mi coś wrzucono. Jak byłem studentem to sie zawsze zastanawiałem, czy prowadzący zajęcia
        to naprawde tacy debile (we większości) i nie ogarniają swoich zajęć. Jak zobaczyłem
        jak to wygląda z drugiej strony, i zobaczyłem, że o tym że prowadzisz jakieś zajęcia to się
        możesz dowiedzieć pare dni wcześniej to mi się wszystko wyjaśniło. Poza tym praca
        dydaktyczna (czyli to za co de facto uczelnia dostaje pieniądze) zawsze była traktowana
        przez zwierzchność jako coś trzeciorzędnego co tylko przeszkadza.
        Liczą się tylko granty i punkty, a studentom można opowiadać byle co.


        O
        > czywiście pozostaje kwestia czasu na badania ale jedni napiszą jedną publikacje
        > na rok lub dwa do monografii pokonferencyjnej a ktoś inny przygotowuje tekst d
        > o miedzynarodowego czasopisma co wymaga wiekszego nakładu pracy.
        Może gdzieś tak jest ale wątpie. Jest taka zasada na zachodzie którą u nas twórczo
        skopiowano - publish or perish. Np obecnie są sloty i jak nie zapełnisz przynajmniej
        4 slotów kategoryzacyjnymi artykułami (>=100 punktów) to dowidzenia.
        Młodemu bez zaplecza jest to raczej ciężko zrobić, więc młodzi zostają jedynie członkowie
        spółdzielni, gdzie taśmowa produkcja b. podobnych do siebie wysopunktowanych artykułów
        idzie pełną parą i nie ma z tym problemu, nawet się przelewa.
        Ja też nie mam z tym problemu żeby zapełnić sloty, ale widzę bezsens koncepcji
        że mając sprzęt u kolegi w pokoju obok nie opłaca mi się z niego skorzystać
        bo jak uwzględnie kolegę to mi podzieli slota. A konieczność zapychania slotów
        motywuje mnie do tego aby pisać prace bez wielu współautorów, najlepiej samemu albo
        z doktorantem (chociaż Ci ze szkół doktorskich też dzielą sloty).


        > Dodatkowo dochodzą granty i stypendia dla tych bardziej ambitnych osób.
        > Może się myle, ale z mojej perspektywy nie wyglada to źle. W mojej opinii dużo
        > łatwiej jest pogodzić życie rodzinne pracując na uczelni niż w korporacji, a Ci
        > ambitni mogą jeszcze gdzieś łapać granty albo 2 etat w biznesie lub własna dzi
        > ałalność.

        Mnie się też kiedyś wydawało, że praca na uczelni jest lżejsza od spania. I kiedyś
        tak w dużym stopniu faktycznie było. Ale teraz mamy zachód, i na uczelnie przyszło
        korpo i reguły są jak w korpo, tylko oczywiście bez szans awansu czy podwyżek.






        • pan.toranaga Re: Forum 18.11.20, 23:12
          Wiem, że przypieprzanie się do czyjejś ortografii jest zwyklym buractwem, ale nie mogę się powstrzymać. Ci pisze się z dużej litery tylko jeżeli to da się zmienić na Tobie. Natomiast ci liczba mnoga od ten pisze się z małej. Insczej dla konsekwencji trzeba by pisać Tym, Tych, Temu.
        • behavior_science Re: Forum 20.11.20, 19:32
          dobrycy napisał:

          > Jest taka zasada na zachodzie którą u nas twórczo
          > skopiowano - publish or perish. Np obecnie są sloty i jak nie zapełnisz przynajmniej
          > 4 slotów kategoryzacyjnymi artykułami (>=100 punktów) to dowidzenia.

          Najlepiej wychodzi się na bajko-pisarstwie, na moim wydziale najwięcej pisze bajkopisarz, który najmniej umie.
          Co ciekawe prowadzi szkołę doktorską.
        • kevin19x Re: Forum 20.11.20, 22:23
          Co do nadgodzin racja w niektórych katedrach można byłoby kogoś zatrudnić ale uczelnia woli dawać nadgodziny.
          Sam w ramach praktyk doktoranckich też bardzo późno dowiadywałem się co będę prowadził i to też kosztowało mnie wiele nerwów i pracy, żeby się odpowiednio do tego przygotować.
          Szczerze, to ja analizuje publikacje osób bedących na stanowisku asystenta z tytulem mgr i nie widziałem żeby mieli coś powyżej 20 pkt :). Myśle, że za taką publikacje 100 pkt miałbym pochwałe a od 140 pkt już są nagrody finansowe.
          Oczywiście najwiecej korzystają osoby publikujące w współdzielniach, w współautorstwie z profesorami z zagranicy albo z osobami z innych dziedzin.
          Niby jest tak źle, ale np w naukach humanistycznych i spolecznych, bardzo trudno jest się przebić i dostać na uczelnie. Rozumiem, że w przypadku nauk technicznych a tym bardziej informatyki ktoś ogarnięty zarobi dużo wiecej, ale już humanista nie koniecznie.
          Oczywiście punkty nie muszą wcale świadczyć o jakości artykułu. I też uważam, że to trochę wypacza sens nauki ta ciągła pogoń za punktami i ocenianie jakości pracy tylko ze względu na to kryterium
      • pierwsze.wrazenie Re: Forum 19.11.20, 07:22
        Cały problem jest właśnie w tym, że młodym to się może opłaca (powiedzmy do 32 - 34 r.ż., gdy jesteś adiunktem), ale osobom w średnim wieku - już tak sobie. Wyobraź sobie, że masz 40 - 45 lat, umowę na czas określony, co chwilę jesteś oceniany (przy czym kryteria oceny zmieniają się jak w kalejdoskopie), przy przedłużaniu umowy również występują różne szopki i zarabiasz ok. 4 000 PLN-ów (a czasem i niej), właściwie bez szans na znaczącą podwyżkę, w ciągłym poczuciu zagrożenia, że cię wywalą. Już nie wygląda tak dobrze? Ja nie chcę kiedyś być w takiej sytuacji i dlatego pracuję także gdzie indziej.
        • piotrek786 Re: Forum 19.11.20, 21:51
          W przemyśle często wygląda to podobnie w dodatku mając przewagi intelektualne zwykle nie masz widoku na awans, bo nikt nie lubi zagrożenia z doktoratem w kieszeni..
        • kevin19x Re: Forum 20.11.20, 22:31
          Po części zgadzam się, teraz już trudniej dostać tego adiukta po obronie dr i dużo osób x lat robi jeszcze na asystencie za jakieś 2,5 netto i mają już te 30 lat na karku.
          Stabilność zatrudnienia też spadła, ale co tutaj się dziwić mamy niż demograficzny i spadek liczby studentów, więc i popyt na wykladowców będzie maleć. Chwilowo sytuacje poprawia napływ osób z zagranicy ale kiedyś może się to skończyć.
          Ale to samo jest w przypadku nauczycieli w szkołach, tylko oni mie mają możliwości o aplikowania o granty, nie pojadą na zagraniczną konferencje za środki uczelni itp. wiec uważam, że ich sytuacja jest jeszcze gorsza.
          W każdym razie społeczeństwo postrzega nauczycieli jak nierobów, którzy mało pracują a dużo zarabiają.
          Po części sam na swojej drodzę spotkałem zarówno pozytywne przykłady nauczycieli (w szkole i na uczelni), którzy byli oddani i zaangazowani w swoją pracę i moim zdaniem powinni być dobrze opłacani, jak i tacy, którzy chyba z choinki się urwali i często na odwal przeprowadzali zajęcia albo ich nie było wcale :)
    • piotrek786 Re: Forum 18.11.20, 21:24
      Generalnie zaryzykuję twierdzenie, ze dyskusja dot. nauki wyszła z nauki tak, jak wyszło z niej myślenie krytyczne i samodzielne w zamian z za pisanie tego, co należy i trzeba.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka