Dodaj do ulubionych

In this autoethnographic text...

02.09.25, 01:44
W internetach śmieją się z pewnego świeżutkiego artykułu opublikowanego w dość "prestiżowym" czasopiśmie zwłaszcza jeśli lekturę zakończą na "abstrakcie". Mnie się jednak jego rewolucyjna forma podoba (o ile nie stanie się standardem: pierwsza punkowa piosenka Sex Pistols weszła do klasyki muzyki, ale na dłuższą metę nie da się tego słuchać). Ciekawe, jak sobie z nim poradzili recenzenci.

Po tym wstępie pora na tekst całego artykułu:

journals.sagepub.com/doi/pdf/10.1177/13505084251349920?casa_token=ps35nGHZhMcAAAAA:nDwCt7FJ7-P28pP_RGxO1F6n45hAXcu2ZiKg5wi_aFWpZ45bLb0muMGpHi0OA4hPefxhX1Tb8PE
Obserwuj wątek
    • pan.toranaga Re: In this autoethnographic text... 02.09.25, 15:03
      Mam nieodparte wrażenie, że to czasopismo to nauka równoległa, jakiej jest sporo wokół nas. Nauka rozumiana nie jako poznawanie świata, tylko jako aktywizm. To jest chyba czasopismo z zakresu Nauk o zarządzaniu (Management)
      Cytat z Aims and scopes ;-)
      topics and themes addressed by Organization include:

      Critical studies on domination, oppression, and power inequalities
      Critical approaches that expose the language, affect and social practices of capitalism, patriarchy, supremacy, and coloniality
      Critical studies on solidarity, post/decolonialism, posthumanism
      Self-reflexive accounts of engaged and radical inclusivity
      Anti and post-capitalist alternatives and utopias
      Interrogation of the plural ontologies, lifeworlds and sustainable livelihoods of Indigenous communities
      Alternatives to the market as a mode of organizing and the imperative of capital accumulation
      Approaches that reclaim the economy of human and ecological care


      Pamiętam, że kiedyś starłem się z Dalatatą w tej materii. On uważał, że to jest jest uprawnione, ja że nie, nie i jeszcze raz nie. No, ale że uprawianie nauki w modelu "anything goes" jest prostsze niż w oparciu o rzetelne badania, taki rzeczy mogą mieć całkiem niezły impact factor.
      Podobno w matematyce tak bywa, że publikacje naprawdę głęboko wartościowe mają stosunkowo mało cytowań, bo mało kto to rozumie.

      Ale jedno zastrzeżenie: wg. punktozy (która wszakże nie jest całkiem aktualna): czasopismo ma 140 kudryków. Dla 140 kudryków pewno przeszedłbym się goły po uniwersyteckim korytarzu.
      • trzy.14 Re: In this autoethnographic text... 03.09.25, 02:50
        Faktem jest, że ten artykuł jest niecytowalny, gdyż nie wprowadza nowej wiedzy ani nie porządkuje już istniejącej. Pytanie o powtarzalność wyników jest wręcz nie na miejscu. W tym sensie oczywiście nie jest naukowy. Niemniej, tak jak Sokal Hoax ma jakąś wartość dla nauki, czy samorefleksji nauki, tak i ten artykuł jakąś wartość ma, no właśnie taką pozanaukową. Bo nie wiem, gdzie indziej, poza tym forum, które czyta pewnie z 10 osób, można napisać, że szef nie pyta już o tytuł czy treść artykułu, lecz tylko o punkty?
        • pan.toranaga Re: In this autoethnographic text... 03.09.25, 21:25
          Może to już pisałem, nie pamiętam. Sokal zrobił Sokal hoax (a potem napisał Modne bzdury) z pewnego bardzo konkretnego powodu. Otóż jest człowiekiem głęboko lewicowych przekonań, do tego stopnia, że pojechał do rządzonej przez sandinistów Nikaragui wykładać tam na uniwersytecie. I jako lewicowca wkurzało go to, że postawy lewicowe, które utożsamiał w przeszłości z racjonalizmem i trzeźwym osądem współcześnie łączy się z odrzuceniem obiektywizmu, możliwie twardego dowodzenia itp. rzeczy etykietkowanych jako "postmodernizm". Pewno gdyby nie to, dbałby o to co się dzieje w humanistyce jak o zeszłoroczny śnieg.
          Chociaż, ująłbym to eufemistycznie - nie jeżdżę wykładać w Nikaragui - to świetnie go rozumiem.
          Przy tym wszystkim nie przesadzałbym z naukową wartością hoaxu Sokala. Krytyka postmodernizmu (może używam tego terminu zbyt rozciągliwie, ale chyba PT czytelnicy rozumieją o co mi chodzi) pochodząca z wnętrza humanistyki jest i silniejsza, i bardziej merytoryczna niż sam hoax. Nb. takie hoaxy przecie też miały miejsce w informatyce.
          NB. w jakiejś prawicowej publicystyce wyczytałem, że Chomsky to postmodernista :-). Dla mediaworkera musiało to być jednoznaczne lewak = postmodernista.
          • trzy.14 Re: In this autoethnographic text... 05.09.25, 01:55
            Ja bym powiedział, że Sokal Hoax ma wartość polegającą nie na wkładzie do nauki jako takiej, ale do samorefleksji nad metodologią nauki.

            Podobne znaczenie mają doniesienia o p-value hacking, "irreproducibility crisis" czy badania "spółdzielni cytowań" a nawet doniesienia o zorganizowanym handlu autorstwem prac. Część ukazuje się na blogach, część, jak Kulczycki Hoax, w Nature, i w tym drugim przypadku z pewnością jest cytowana.

            Można powiedzieć, że Kulczycki to jednak badania ilościowe, więc prawdziwa nauka. Gdyby pojawił się tu dalatata, wziąłby w obronę badania jakościowe, których do liczb sprowadzić się nie da.

            Dla mnie to, że ktoś napisał, że "kiedyś szefostwo pytało o tytuł, a dziś o punkty" jest przykładem takiej jakościowej "fenomenologii", wiedzy insiderskiej, której przetłumaczyć na liczby się nie da, a która trafnie opisuje kolejny kryzys. Zwłaszcza że w niektórych krajach (w pewnych sytuacjach także w Polsce) punkty przekładają się na prawdziwe pieniądze. Oczywiście, teza byłaby mocniejsza, gdyby była oparta np. o badania ankietowe ("wiedza obiektywna"),, ale w tym akurat przypadku takie badania i tak nie usunęłyby głównej przeszkody metodologicznej - oparciu naszej wiedzy o obiektywnym świecie ("organizacja nauki") na subiektywnej introspekcji ludzkiej. Niemniej, w wielu przypadkach taka "insiderska" wiedza jest absolutnie kluczowa i dla historyka akurat to jest oczywiste. Mało która kronika czy letopis przekazuje przecież rzeczywiste intencje, sposoby rozumowania, kontekst społeczno-gospodarczo-kulturowy, który sprawiał, że król X w sprawie Y podjął decyzję Z.

            Inna sprawa, że o ile w tej chwili szefostwo (dostatecznie wysokiego poziomu) faktycznie pyta tylko o punkty, to kiedyś wcale nie pytało o tytuł :-( W tym sensie wcale nie jest gorzej - jest głupiej.

            • dobrycy Re: In this autoethnographic text... 05.09.25, 09:02
              Ja bym, sie dwa razy zastanowił czy chcemy aby szefowstwo pytało o tytuł. Wtedy, w zależności od klimatu politycznego, to. u humanistów badano by już jedynie dlaczego JP2 i Lech Kaczyński wielkimi polakami byli. U ścisłych badano by jedynie raka, i modne buzz-wordy analogi kamienia filozoficznego
              (wynajdując jedynie te fizjologiczne). Jak szefowstwo, w swoim ograniczonym rozumku będzie wskazywać jakie tytuły - badania są dobre, to zatopi to naukę jeszcze szybciej niż punkty.
              • pan.toranaga Re: In this autoethnographic text... 06.09.25, 11:36
                Nie przesadzajmy z tą JanoPawłoLogią w środowisku uniwersyteckim. Z tym trochę jak z newsem: kiedyś się ludziom wydawało, że wszystkie psy gryzą wszystkie dzieci, bo w odstępie dwu miesięcy dwa albo trzy psy pogryzły tę samą liczbę dzieci. Powszechnie znane jest zjawisko, że w ankietach ludzie deklarują, że żyją w bardzo niebezpiecznym kraju, tyko akurat ich okolica jest wyjątkowo bezpieczna.
                Myślę, że bliższa prawdy była diagnoza Dorna, że inteligencja uniwersytecka to "lewactwo", "prawactwo" może liczyć tylko na inteligencję techniczną. Ale właśnie znów to może być w mojej świadomości efekt "psów gryzących dzieci".
            • pan.toranaga Re: In this autoethnographic text... 06.09.25, 11:30
              >Można powiedzieć, że Kulczycki to jednak badania ilościowe, więc prawdziwa nauka. Gdyby pojawił się tu dalatata, wziąłby w obronę badania jakościowe, których do liczb sprowadzić się nie da.

              Uśmiechnąłęm się. Bo dzięki Dali i temu forum mam kolejny bąmot, powtarzany również na zajęciach: "jeżeli mamy coś liczyć to najpierw musimy wiedzieć co liczymy". Jeśli mamy stwierdzić ile jest jabłek i gruszek w koszyku to musimy najpierw zdefiniować jabłko i gruszkę albo przynajmnej mieć dobre kryterium ich rozróżnienia, co w sumie jest jakąś definicją.
              Znów nie pamiętam czy pisałem to już na tym forum: podobno z badań focusowych wychodzi, że uczestnicy się spierają czy poseł Bosak jest magistrem prawa czy ekonomii (poseł Bosak ma maturę). Takie coś (tj. postrzeganie Bosaka) w praktyce nie wyjdzie w ankiecie, czyli badaniu ilościowym. Miałem kiedyś długą rozmowę z socjologiem, który ze skrywanym cieniem dumy powiedział, że nigdy w swoich badaniach nie opierał się na ankiecie, bo ona strasznie spłaszcza obraz. Na moje pytanie czy w takim razie twierdząc coś o społeczeństwie opisuje pana XYZ, powiedział, że oczywiście takie niebezpieczeństwo jest, ale to jest cena sięgnięcia głębiej.

              Wracając do jabłek i gruszek, na ile rozumiem, to w fizyce (ale już chyba nie w biologii czy chemii) argumentacja jest odwrotna, twierdzi się że coś istnieje, bo bez założenia, że to coś istnieje lewa strona równania nie równała by się prawej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka