wzosia
14.11.09, 22:34
Rozpoczęły się już wizyty duszpasterskie w mojej parafii. W piątek
zatem grzecznie czekaliśmy na księdza. Zastanawialiśmy sie, który
nas odwiedzi. Przyszedł. W towarzystwie dwójki dzieci sąsiadów z
dołu i ich kolegi(6,6 i 4 lata). Bo dzieci też chciały pokolędować.
Dzieci rzuciły się w wir zabawy z moimi. My sobie z księdzem trochę
porozmawialiśmy na spokojnie a potem... ksiądz wyszedł z 4
kolędnikami. Do 21 odwiedził wszystkich sąsiadów.Dzieci szczęśliwe,
ksiądz pod wrażeniem, że sąsiedzi się znają (a to dość nowy blok),
sąsiedzi mile zaskoczeni.
Takie kolędowanie lubię.
A nie wymuszony obowiązek bo wypada.
Niestety jeden skutek uboczny - dzieciaki się tak objadły słodyczy i
soczków, że moja w nocy odchorowywała. Sąsiadów córa też dobrze się
nie czuła ale ją wzięło rano.
Ksiądz coś przebąkiwał o jasełkach i pasterzach lub coś w tym stylu.