wyszłam wczoraj wieczorkiem na spacer z kundlem. zawsze chodzimy na "pola", za
bloki, tam, gdzie w zasadzie sami psiarze chadzają. ja spaceruję, pies lata,
zbliżamy się do zakrętu, pies mnie wyprzedził. nagle słyszę "poszedł,
poszeeedł!!!". przyspieszyłam kroku. otóż szła sobie pani ok. 50-60 lat z
pieskiem na smyczy i ni z tego ni z owego zaczęła odganiać mojego psa który
był od niej ze 20 metrów i się nie zbliżał. nic to. idę dalej, pani złapała
kija i zaczęła nim wymachiwać,mój pies zgłupiał, stanął i się zapatrzył na
dziwo. a pani kuc,kuc, ulepiła pigułę i rzuca mi w psa! się zdrzaźniłam i
wołam " czemu pani rzuca pigułami w tego psa? przecież on nic pani nie robi!".
baba zaczęła coś mruczeć że ona nie rzucała, po czym spojrzała na mnie i jak
nie wrzaśnie " ty gówniaro!!!nie będziesz mi tu uwagi zwracać!!! szczeniaro
jedna!!! " itd...
nawet nie mogłam jej odpowiedzieć, bo się śmiałam. tak mnie ta "gówniara"
rozbawiła. już dawno nikt mnie nie skomplementował