Mam kłopot z chłopem i jego podejściem do dziecka.
Po prostu on w ogole się z nią nie bawi,nie przebywa.Przychodzi z pracy,Młoda się cieszy,a on po 5 min z byle powody drze na nią buzię.Cóka denerwuje go dosłownie wszystkim,dostaje opierdol od ojca nawet jak niechcacy rozleje sok.
Wiem ze nie powinno się krytykowac czy poprawiac drugiego rodzica przy dziecku ale czasami po prostu nie wytrzymuję.Nawet moja rodzina zauwazyla ze M opędza się od Młodej jak od natrętnej muchy.(a jestesmy tam często na weekendy to widzą co się dzieje).
Tłumaczę mu że przesadza,że to jeszcze dziecko i przeciez nie będzie siedziała jak posąg i milczała cały dzień.
Młoda chce się bawic z tatą w niedzwiedzia:tata nie lubi,w chowanego:tata nie lubi,w ganianego:tacie się nie chce.
Na moje uwagi twierdzi ze ja sama nie jestem święta.Owszem,nie jestem ale bez przesady...
Dodam że Młoda na rysunkach(jak rysuje swoja rodzine) rysuje Mamę,siebie,Babcię,Dziadka,Ciocię,Wujka ,naszego psa i dziadkow psa.Baaaaaaaaardzo rzadko tatę.
On to wie,po poważnej rozmowie czasami jeden dzien się postara troszkę a później znowu to samo.
Ja już nie wiem jak do niego dotrzeć