moonshana
05.02.10, 18:29
wyjeżdżam sobie z osiedla a jakiś dzidek skręca z poprzecznej dość
szybko i je...e mi lusterko!!! zatrzymałam, mój facet wyskoczył,
dziadek zatrzymał się jakieś 10metrów dalej, cofnął, odbijając do
krawężnika ( bo wcześniej wjechał na mój pas) , wyskoczył i gada że
wina obopólna. mąż się wnerwił i mówi że dzwonimy po policję.
przeparkowałam samochód, wysiadam, podchodzi do mnie babeczka i mówi
że wszystko widziała, tamten wziął za duży łuk przy skręcie i
wjechał na mój pas. czekamy na policję. w międzyczasie przyjechał
syn dziadka i pieprzy że on w sądzie pracuje. robi zdjęcia lusterka
w naszyym aucie głośno gada że robi to dlatego żebyśmy bardziej nie
uszkodzili potem bo "on w sądzie pracuje i nie takie rzeczy
widział" . po 1,5 godzinie przyjeżdża policja i uwaga... wina
obopólna!!!! pomimo zeznania świadka policjant gada że nie udowodnię
że ja jechałam tuż przy krawężniku a tamten prawie środkiem!!! mówię
do policjanta że żałuję że nie zostawiłam samochodu tam gdzie stał
bo wtedy zobaczyłby gdzie byłam. policjant mówi że nie mogłabym tak
zrobić bo nie było rannych a tamowałabym ruch. mówię do gliniarza
żeby zapytał dziadka gdzie stałam tuż po kolizji. dziadek się opluł
nic nie powiedział, pomyślał i powidział że na pewno nie zatrzymałam
samochodu tuż po kolizji!!!
dupa, dupa, dupa!!!! nie ma sprawiedliwości na świecie!!! a
najbardziej się udzielał synek sprawcy, ten co niby w sądzie
pracuje. usiłował nawet kłamać że jechał tuż przed ojcem i wszystko
widział, ale chociaż to mu nie wyszło.
jestem zła!!!