Byłam u zdjęcia koloru, po zdjęciu z brązu wyszedł jasny rudy (a miał według
zapewnień fryzjerki wyjść blond słomkowy). Jest rudawy i już.
Ta przyjemność kosztowała 150zł. Niby mam iść jutro do nałożenia koloru - blond.
Ponoć tym razem ma wyjść taki, jaki oczekuję.
Chciałabym taki blond podobny do tych

No i fryzjerka wyceniła to farbowanie na 60zł. Kurczę, drogo, bo za balejaż
bierze 65zł, a jednak jeżeli chodzi o czas pracy to szybciej idzie cała głowa
niż pasemka.
Mam obawę, że jednak może wyjść nie taki ładny blond, a wtedy kicha.
tzn.wścieknę się, że mimo obietnic i wydanej kasy nie jest to czego oczekiwałam.
I tak myślę, że może kupić farbę blond i samemu kłaść (z pomocą bratowej).
farbę kupić jakąś ciut lepszą. Tylko czy robić farbą czy rozjaśniaczem JOANNY?
Proszę o rady te doświadczone włosowo.
Co robić?