Ach ach ach. Udało mi sie z 66 zejść do 60,9

Zadnych diet, tylko
niejedzenie po obiedzie juz nic. ( wyjątkowo zdarzała sie kanapka o
północy, ale rzadko) I zasada, ze jak zjem jakies kaloryczne ciasto,
to "za kare nie jem obiadu" Czuje sie swietnie, ubrania są luźne,
niektore za luźne. Jak mi dobrze! Psychicznie rewelacja! Musze zejśc
poniżej 60 ale te kilogramy "załatwię" już ćwiczeniami. Muszę mieć 5
z przodu. Czyli nawet jak osiągnę 59,9 będzie git! BO juz jest 5 z
przodu. Czuje jak wraca mi energia jaką miałam przed ciążą, kiedy
byłam w swojej odwiecznej, naturalnej wadze. To juz tak blisko... ale
sie cieszę!
tak tylko chciałam się pochwalić