Jak pisałam moja kochana niunia jest w szpitalu (30km od domu,mąż jest z nią
cały czas).Byłam z nimi w czwartek jak tam zostawała,wczoraj po południu,a
wieczorem...Zaczęłam masakrycznie wymiotować,straszna biegunka! W nocy ojciec
zawiózł mnie na izbę przyjęć,lekarz stwierdził,ze takie samo leczenie będzie w
szpitalu i w domu.Zapisał leki,dał skierowanie i wróciłam do domu.Lekarz mojej
córki (na wizycie domowej przedwczoraj) powiedział,ze to może być jakaś
bakteria na tych terenach gdzie była woda.Wszystko wszystkim bo człowiek
dorosły i rozumie ,że tak bywa,że się nie śpi,że łeb napierdala itd.Ale tak mi
strasznie żal tej mojej bidy małej,a przy tym kończy się już 37tydz ciąży i o
syneczka się martwię

Wygadać się chciałam.